Pokazywanie postów oznaczonych etykietą albatros. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą albatros. Pokaż wszystkie posty

8/05/2015

Nowości sierpnia - IV - Albatros, Filia

Nowości sierpnia - IV - Albatros, Filia
Ostatnia porcja nowości sierpniowych z mojej strony. Tym razem zaproponuję Wam książki Albatrosa i Filii.

***************

Jamie McGuire "CHODZĄCA KATASTROFA"

Premiera: 05.08.2015

Wydawnictwo: Albatros

Intensywna. Niebezpieczna. Wciągająca. Absolutnie uzależniająca. Romantyczna i szalona powieść na punkcie której oszalały młode amerykanki!
Historia trudnej miłości i namiętności, pojawiających się na przekór zdrowemu rozsądkowi. Abby marzy o ustabilizowanej przyszłości. Travis uosabia wszystko to, od czego Abby chce uciec. A jednak dziewczyna godzi się na proponowany przez niego zakład. Czego boi się bardziej? Wygranej czy przegranej? I czego tak naprawdę chce on?
Travis Maddox, wytatuowany twardziel, biorący udział w nielegalnych walkach i zmieniający dziewczyny jak rękawiczki. Wychowany przez ojca wdowca, wśród licznych braci, doskonale pamięta czego przed śmiercią starała się go nauczyć matka: kochać mocno i walczyć jeszcze mocniej. 
Każda historia ma dwie strony. Znamy już opowieść Abby. Teraz nadszedł czas, aby zobaczyć tę samą historię, ale widzianą oczami Travisa.


7/16/2015

"Całodobowa księgarnia pana Penumbry" Robin Sloan

"Całodobowa księgarnia pana Penumbry" Robin Sloan




















Książki! Księgarnia! Tajemnicza księgarnia! Księgarnia czynna 24 godziny na dobę! Czy taki opis nie skusiłby Was po zapoznanie się z tym tytułem? Musze przyznać, że każda historia, która opisuje w jakiś sposób świat książek ma u mnie na początku duży kredyt zaufania. Tak było i tym razem, zabrałam się za lekturę z radością. Ciekawa byłam tajemnicy ukrytej w księgarni, która nadała pikanterii temu tytułowi. W swojej debiutanckiej książce autor zderzył urok starych ksiąg z najnowszymi odkryciami Google. Czy wyszła z tego mieszanka wybuchowa?



Młody projektant stron internetowych Clay Jannon, nie mogąc znaleźć pracy w swojej branży, przyjmuje posadę w całodobowej księgarni pana Penumbry, gdzie zamiast zwykłych książek na półkach stoją zaszyfrowane tomy. W środku nocy zgłaszają się po nie najprzedziwniejsi osobnicy, członkowie sekretnego stowarzyszenia, które od pięciu wieków próbuje odczytać zawierającą sekret nieśmiertelności księgę Założyciela. Zdolności techniczne Claya robią ogromne wrażenie na Panu Penumbry. Zaszyfrowany tekst księgi zostaje przepuszczony przez najpotężniejsze komputery świata. Wszyscy czekają z zapartym tchem na wynik, nie podejrzewając, że rozwiązanie kryje się całkiem gdzie indziej...*




Historię poznajemy z perspektywy Clay'a, jest on bohaterem pierwszoplanowym, a jednocześnie narratorem tej historii. Młody mężczyzna, od pewnego czasu boryka się z brakiem pracy, mieszka więc u swojej znajomej. Dopiero pewne zrządzenie losu sprawia, że znajduje ogłoszenie o pracę na tajemniczym lokalu w jednej z miej znanych dzielnic San Francisco. Odkrycie księgarni w takim miejscu, tuż obok lokalu rozpusty sugeruje specyficzny charakter tej pierwszej. Okazuje się, że mężczyzna trafia niezwykłego miejsca.

Wnętrze: wyobraźcie sobie księgarnię o normalnych rozmiarach położoną na boku. Ten lokal był absurdalnie wąski i oszołamiająco wysoki. Regały sięgały do samej góry – dwa piętra książek, może więcej. Zadarłem głowę (dlaczego w księgarniach zawsze trzeba niewygodnie wykręcać szyję?), ale górne półki gładko wtapiały się w mrok, jakby ciągnęły się w nieskończoność.

Nie tylko sam lokal różni się od innych mu znanych, ale właściciel, którego Clay tam zastaje również sprawia wrażenie tajemniczego i dziwnego osobnika. Mężczyzna decyduje się jednak podjąć pracę nocnego sprzedawcy w tym miejscu. Początkowo nudne zajęcie zaczyna być zastanawiające z powodu kolejnych wizyt niezwykłych klientów. Wypożyczają oni dziwne tytuły, które nie powinny istnieć. Co więcej Clay musi zapisywać bardzo specyficzne kwestie, dotyczące pojawienia się tych klientów. 

Od frontu znajduje się mniej więcej normalna księgarnia, skupiona ciasno wokół biurka. Niskie regały mają oznaczenia: HISTORIA, BIOGRAFIE i POEZJA. Stoją tam Etyka nikomachejska Arystotelesa i Shibumi Trevaniana. Ta mniej więcej normalna księgarnia jest brudna i przygnębiająca, ale przynajmniej ma na składzie tytuły, które można znaleźć w bibliotekach albo w internecie.Druga księgarnia kryje się w głębi i na górze, na regałach z drabinami, i zawiera woluminy, które według Google nie istnieją. Wierzcie mi, sprawdzałem. Wiele z tych książek wygląda na stare – spękana skóra, pozłacane litery – ale inne są świeżo oprawione w czyste, jasne okładki. Więc nie wszystkie są stare. Po prostu wszystkie są… unikatowe.

Clay, lubiący się w nowinkach technologicznych przypadkowo odkrywa pewien układ, którym podążają dziwni klienci. Pomaga mu w tym nowo-poznana pracownica Google - czarodziejka, przyjaciel z dzieciństwa, będący wojownikiem, oraz liczne grono mniej lub bardziej przypadkowych osób. Bohater natrafia na tajemnicę związaną z wolumenami, odkrywa tajne stowarzyszenie i stara się pomóc starszemu mężczyźnie spełnić jego marzenia. 

Autor pokusił się o stworzenie historii bardzo interesującej, połączonej z wielu wątków, które wydawałoby się, że są ze sobą sprzeczne. Mamy stare księgi, mamy nowe technologie, w tym najnowsze informacje o Google, mamy specjalistę od filmowych efektów specjalnych, twórcę współczesnych sztucznych piersi, starego mężczyznę, który marzy o nieśmiertelności, autora książki "Kroniki smoczych pieśni" z gatunku fantasy, pojawiają się również takie hasła jak: singularność (szukając w Google nie byłam w stanie tego zrozumieć), Festina Lente czy Gerritszoon. Początkowo te wszystkie kwestie nie bardzo się ze sobą łączą, czasami są sprzeczne, czasami zupełnie do siebie nie pasują. A jednak powoli składają się w ciekawy obraz, który ostatecznie wciąga i nie pozwala oderwać się od tej książki. 


Clay początkowo przypominał mi trochę Leonadra z "Teorii wielkiego podrywu", jego dziwnych i specyficznych kolegów - przyjaciela, posiadającego firmę zajmującą się produkcją sztucznych piersi, współlokatora, który w salonie stworzył miasto z "pudełek i puszek, papieru i styropianu", również można by było utożsamić z postaciami w ww. serialu. We wstępie pojawiły się pewne fragmenty, które mi się dłużyły i nie mogłam się w nie wgryźć (szczególnie jeśli rozmowa schodziła na nowe technologie i takie terminy jak singularność), ale potem wszystko wspaniale się rozkręciło. Bohaterowie stali się indywidualnymi jednostkami, a historia wciągnęła mnie na tyle, że nie mogłam się oderwać w nadziej że szybko odkryję tajemnicę ukrytą na kartach książek.



Autor bardzo zgrabnie połączył ze sobą różne kwestie zarówno historyczne jak i współczesne, podobało mi się wynajdywanie smaczków, które potem sprawdzałam w Google i które rzeczywiście istniały: Festina Lente - Spiesz się powoli, Aldo Manuzio - bardzo znany w swoich czasach drukarz, o którym dziś niewiele się słyszy, czcionka Gerritszoon, stworzona w XIV wieku i do dziś niesamowicie popularna. Pisarzowi wspaniale udało się zestawić klasykę, stare księgi ze współczesnymi technologiami. W tym tekście tkwi jasny przekaz - człowiek myśli tak nieszablonowo, że żadna maszyna nie jest w stanie go prześcignąć, choćby był to największy i najbardziej rozwinięty komputer świata. Autor posłużył się jednak paroma nowinkami technologicznymi, które pomogły w rozwikłaniu zagadki. 

Jeszcze jedne plus to tajemne stowarzyszenie, ze swoimi rytuałami, symbolami, specyfiką, tajemnicą, dążeniem do odkrycia tajemnicy świata, które zrzesza ludzi na całym świecie i oczywiście jest na tyle utajone, że wiedzą o nim tylko wtajemniczeni. Nagłe pojawienie się Claya trochę niszczy tę strukturę, ale inaczej nie byłoby zabawy :) 

Pisarz stworzył też szereg postaci, które pomimo ról drugoplanowych, są bardzo ciekawymi, rozwiniętymi i w większości wypadków indywidualnymi jednostkami. Osobiście najbardziej przypadł mi do gustu pan Penumbra. 

Ta książka pokazuje, że nawet tworząc swoją pierwszą książkę, można zabłysnąć i stworzyć historię niezwykłą. Pomimo drobnych potknięć (przede wszystkich językowych), ten tytuł czyta się błyskawicznie. Autor przygotował się z historii i wiedzy współczesnej. Pięknie połączył wszystkie wątki i stworzył historię, która wciąga, intryguje i zachęca do rozwiązania zagadki ukrytej na jej stronach. To książka, w której każdy z Was znajdzie coś, co go zainteresuje. Warto poznać tajemnicę zawartą w tajemniczych woluminach!

* Informacja z okładki


Za możliwość lektury dziękuję księgarni :




2/27/2015

"Słodycze na śniadanie" Dorothy Koomson

"Słodycze na śniadanie" Dorothy Koomson
Dane techniczne:

  • Autor: Koomson Dorothy
  • Tytuł: Słodycze na śniadanie
  • Tytuł oryginalny: Marshmallows for breakfast
  • Tłumaczenie: Agnieszka Bachorska
  • Wydawnictwo: Albatros
  • Liczba stron: 454
  • Premiera: listopad 2009
  • Gatunek: powieść współczesna

To historia kobiety, która nie mogła mieć dzieci. Historia miłości, która nie miała prawa się wydarzyć. Historia alkoholu, który był przyczyną rozpadu małżeństwa. Historia gwałtu, który zniszczył życie. Historia wyparcia własnej choroby. Historia cierpienia, nadziei, radości, smutku. Historia zagubienia, przemocy, oczekiwania i walki. Jest to również historia dwójki dzieci, które próbują odnaleźć się w sytuacji, która przerosła niejednego dorosłego.

Kendra po latach wraca do Londynu uciekając po raz kolejny przed duchami przeszłości. Potrzebuje spokoju i stabilizacji, ale nie jest jej to dane. Od pierwszych chwil zderza się z dziećmi, parą sześcioletnich bliźniaków, które zawładnęły kobietą nie myśląc, że ona może mieć coś przeciwko. Bohaterka nie potrafi odsunąć się od tej rodziny, przez własne przeżycia z przeszłości, ale również dlatego, że dzieci potrzebują kogoś, kto pomoże im w tych trudnych chwilach. Ich rodzina się rozpadła, matka odeszła w środku nocy, ojciec nie potrafi sobie sam poradzić, a one łakną stabilizacji i pewności, że kolejna osoba ich nie zostawi. Losy bohaterów powoli i nieubłaganie się ze sobą splatają. 

Czasami bardzo łatwo odkryć perełki, często nie zdając sobie z tego sprawy. Tak było w przypadku mojej znajomości z autorką i jej książką. "Słodycze na śniadanie" kupiłam za naprawdę niewielkie pieniądze, wygrzebując tę książkę z kosza w Biedronce. Zachwyciła mnie okładka, blurb był całkiem ciekawy, więc stwierdziłam, że zaryzykuję. Potem stała sobie ona na półce a mnie wcale nie ciągnęło, żeby się przekonać, czy kupując ją wytypowałam czarnego konia. W końcu z niepokojem zaczęłam czytać, żeby już po pierwszych stronach wsiąknać w tę opowieść, zbliżyć się do bohaterów, przeżywając razem z nimi smutki i radości i powoli poznać wszystkie sekrety, które postawiły ich w danej sytuacji życiowej. 

Historię poznajemy z ust Kendry,  którą autorka uczyniła postacią pierwszoplanową. Narracja pierwszoosobowa w tym wypadku jest dobrym zabiegiem, który zbliża czytelnika do bohaterki, pozwala poznać uczucia, które nią kierują. Wstęp wzbudza apetyt, niepokoi, a jednocześnie daje nadzieję na wartką akcję. Jest to jednak powieść obyczajowa i choć trochę się w tej historii dzieje, nie ma nagłych zwrotów akcji, które powodują przyśpieszony ruch serca. Kendra dość niezwykle poznaje uroczą parę bliźniaków, ich ojca, powoli zagłębia się w ich życie i problemy, ale nie potrafi uporać się z własnymi demonami przeszłości. Sytuacja Summer i Jaxona, którą powoli odkrywamy na kartach książki, nie jest godna pozazdroszczenia. To nie jest tzw. dom patologiczny, nie ma świadomych działań, przemocy. A jednak historia, która wyłania się z opowieści ojca dzieci, ich samych, a także po pewnym czasie, ich matki, momentami może powodować, że włos się jeży na głowie. 



Summer i Jaxon to postacie, których nie da się nie lubić. Są wspaniałymi dziećmi, trochę zamkniętymi w sobie, trochę rozchwianymi emocjonalnie, ale nadal dziećmi i ich radością, pytaniami, wszędobylstwem i tym wszystkim, co powoduje czułość w czytelnikach. Nadają one tej książce z jednej strony lekkości, mimo podejmowanych ciężkich tematów, z drugiej strony pozwalają bardziej wczuć się w historię, problemy dotyczą w końcu małych dzieci. 

Autorka nie prowadzi nas schematami doprowadzając do związku między Kendrą a ojcem dzieci - Kyle'm. Choć oboje są właściwie wolni, młodzi i potrzebują uczucia, to autorka potrafi tak poprowadzić akcję, żeby z jednej strony byli blisko, a z drugiej tworzy swego rodzaju barierę, której nie przekroczą. Jest to bardzo dobrze rozwiązany watek, który w innym wypadku mógłby zniszczyć odbiór tej historii.

Nie chciałabym zdradzać Wam za dużo, bo poznawanie problemów w tej historii, wątków, które łączą wszystkie sprawy, jest jednym z aspektów książki, które sprawiają dodatkową radość z lektury. To dlatego moja recenzja jest dość oględna, nie zagłębiam się w szczegóły, kto z kim i dlaczego. Tą przyjemność zostawię Wam, jeśli zdecydujecie się na lekturę.

Żeby nie było za kolorowo mam jedno zastrzeżenie. Wraz z odkrywaniem problemów w życiu bohaterów przemknęło mi przez myśl, że jest tego za dużo, tak dużo różnych ciężkich spraw na barkach takiej małej ilości bohaterów, w prawdziwym życiu jest chyba niemożliwe... A może jednak, są takie sprawy o których ludzie nie mówią, starając się je wyprzeć z własnej świadomości. 

Jest to bardzo poruszająca lektura, która wymusza na nas chwilę refleksji nad życiem, problemami, relacjami z innymi ludźmi, zamknięciem się w sobie. Pięknie napisana, z ciekawymi postaciami i wciągającą fabułą. Jeśli wszystkie lektury autorki są tak poruszające, na pewno nie skończę w tej chwili mojej znajomości z panią Koomson 

Pierwsze wrażenia: przerażenie, smutek, wzruszenie, zrozumienie, miłość


Książka bierze udział w wyzwaniu: Kiedyś przeczytam

10/29/2012

Mroczny świat wojny, zdrady i śmierci

Mroczny świat wojny, zdrady i śmierci
 Dane techniczne:
  • Autor:  Michalak Katarzyna
  • Tytuł: Gra o Ferrin
  • Wydawnictwo: Albatros
  • Liczba stron: 424
  • Premiera: maj 2010
  • Gatunek: fantastyka



Elfy, czarodzieje, krasnoludy, smoki. Ile historii napisano o tych stworzeniach? Niektóre są zgodne z tolkienowskim wzorcem, inne całkowicie się od nich różnią. Tym razem autorka serwuje nam zupełnie inną wizję tych stworzeń - mrocznych, żądnych krwi, myślących tylko o sobie i o władzy.

Wielokrotnie wpadałam na tą książkę. Byłam ciekawa jak z motywami innego świata poradzi sobie polska autorka. I w końcu natknęłam się na nią w bibliotece. Nie mogłam nie skorzystać z okazji i od razu zabrałam się za czytanie tej pozycji.

Karolina, dziewczyna wychowana w domu dziecka, jest lekarką. Pewnego dnia jedzie do wypadku, a na miejscu spotyka dziewczynę bliźniaczo do siebie podobną. To przepełnia czarę, Karolina przeżyła za dużo cierpienia i bólu. To sprawia, że chce zniknąć z tego świata - za pomocą poznanego rytuału przenosi się do Ferranu - krainy, o której od dawna śni. Tutaj jednak życie nie jest piękne. Od razu wpada w ręce żołdaków, którzy chcą ją zgwałcić i zabić. Dalej jest tylko gorzej - dziewczyna okazuje się częścią przepowiedni i każdy chce dostać ją w swoje ręce. Jak skończy się ta historia, która od pierwszej chwili potrafi postawić włosy na głowie?

Nie spodziewałam się tego. Czytając opis z okładki wyobrażałam sobie historię magiczną, miłosną i piękną. Autorka zaserwowała mi świat przygnębiający, zły, żądny krwi i władzy. Nikt z poznanych postaci nie jest tym, kim się w pierwszym momencie wydaje. Wielokrotne zwroty akcji często mnie zaskakiwały. Bohaterowie są bardzo plastyczni i wielowymiarowi. A czym bliżej końca książki, tym bardziej można poznać motywy ich postępowania. Miałam swoich faworytów którzy jednak w nie okazywali się takimi, jak się początkowo wydawali.

Nie przypuszczałam, że kobieta potrafi pisać w ten sposób - z taką ilością krwi, ekskrementów, cierpienia i śmierci. Autorka potrafiła mnie tym zaszokować. Czasami nie mogłam tego zrozumieć, ale jednocześnie to było takie ludzkie, z tej ciemnej strony ludzkości. Ojciec, który poświęca swoje dzieci. Dzieci, które nie mogą odnaleźć się w świecie. Miłość tak wielka, że potrafi doprowadzić do obłędu. Miłość, przez którą można poświęcić swoje życie. 

Główna bohaterka na początku trochę mnie irytowała. A z drugiej strony jej zachowanie było bardzo prawdopodobne. Karolina, nazywana w Ferrinie Anaelą, musiała przestawić swój sposób myślenia. Tamten świat miał zupełnie inne zasady, inny sposób myślenia i działania. Wielokrotnie przez to niezrozumienie bohaterka krzywdziła siebie oraz tych, na których jej zależało. A zakończenie tej historii było wstrząsające. Motywy pokazujące działanie WeddSa'arda spowodowały, że zobaczyłam go w całkowicie innym świetle. 

Minusy... Na początku to przerzucanie głównej bohaterki między różnymi państwami. Z jednej strony są honorowi rycerze, którzy respektują prawa innego państwa, a chwile potem nie zawahają się przed zadaniem cierpienia kobiecie którą kochają. Nie bardzo mogłam się przekonać do początku książki, kiedy akcja dzieje się jeszcze na Ziemi. Miałam uczucie jakby autorka nie wiedziała, jak zacząć tę książkę. 

W sumie jednak książka wywarła na mnie bardzo duże wrażenie. Jest to bardzo dobrze napisana powieść fantasy, którą mogę polecić każdemu fanowi tego gatunku.


Przeczytałam tą książkę w ramach wyzwań:


4/20/2012

Dane techniczne:
  • Autor: Masterton Graham
  • Tytuł:  Zjawa
  • Wydawnictwo: Albatros
  • Liczba stron: 364
  • Premiera: 2010
  • Gatunek: Horror



Pewnego zimowego popołudnia tafla lodu załamuje się pod spacerującą po zamarzniętym basenie pięcioletnią Peggy Buchanan. Jej śmierć pogrąża w żalu dwie starsze siostry, Elizabeth i Laurę. Dziewczynki nie mogą jednak oprzeć się wrażeniu, że Peggy czuwa nad ich losem gdzieś z zaświatów. Trzy lata później miejscowy pastor, który molestował seksualnie Laurę, zostaje znaleziony w stanie agonalnym na terenie plebani z objawami bardzo głębokiego odmrożenia całego ciała. Jest upalne lato i wypadek wymyka się wszelkim próbom racjonalnego wytłumaczenia. Kiedy nieprzyjemne przygody zaczynają spotykać każdego, kto w jakikolwiek sposób zbliży się do którejś z sióstr, Elizabeth uświadamia sobie, że nieżyjąca dziewczynka roztoczyła nad nimi rodzaj kłopotliwej, choć niezwykle groźnej kurateli…


Nie przepadam za horrorami, choć czytałam ich niewiele. Ale ich atmosfera powoduje, że mam bardzo dziwne myśli i się boję. Tym razem się jednak przemogłam i sięgnęłam po książkę Mastertona. Przełamuję uprzedzenia z wyzwaniem Trójka e-pik.

"Zjawa" zrobiła na mnie bardzo miłe wrażenie. Miłe to dobre słowo, choć chyba do horroru nie bardzo pasuje. Nie bałam się. Zjawa, która zjawia się, żeby siać zamęt wydawała mi się zagubionym dzieckiem. Nie czułam atmosfery strachu. Pamiętam jak kiedyś przeczytałam "Miasteczko Salem" Kinga, do dziś na wspomnienie tej książki ciarki chodzą mi po plecach. U Mastertona tego nie ma. Może dlatego że "zło" i  "strach" od początku są nazwane. Nie ma atmosfery oczekiwania i niepewności.

Największe przerażenie i niesmak wywołała u mnie scena gwałtu na Laurze. Natomiast duch Peggi przerażający nie był. W pewnym momencie przeczuwałam nawet kto będzie kolejnym jej celem. Sam pomysł na zjawę Peggi, jak i inne zjawiska nadprzyrodzone był bardzo udany. Rozwinięcie zagadki jak i jej wytłumaczenie oraz zamknięcie problemu również.

Początek historii jest chyba najbardziej mroczny i tajemniczy. W atmosferze zimy i stagnacji ginie mała dziewczynka. Tragedia reszty rodziny jest przytłaczająca. Histeria matki, wyrzuty sumienia ojca i niezrozumienie ze strony małych sióstr. Pierwsze momenty po tragedii są bardzo wyraźnie uwypuklone.

Wydarzenia mają miejsce się w latach czterdziestych i na początku pięćdziesiątych ubiegłego wieku. Moje zainteresowanie historią sprawia, że jestem bardzo wyczulona na przedstawienia realiów życia w danym okresie. W tym wypadku autor się popisał.

Zakończenie jest smutne i nostalgiczne. Chyba inaczej nie dało się skończyć tej historii.

W sumie jeśli chodzi o wątek horroru to Masterton nie bardzo się popisał. Początek był obiecujący, a potem poszło do dołu.
Mimo to spędziłam miłe chwile przy lekturze i uważam że warto do niej zajrzeć.


Copyright © 2014 Książkowe Wyliczanki , Blogger