Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rynek książki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rynek książki. Pokaż wszystkie posty

9/01/2019

Wrzesień w księgarniach, czyli nowości na półkach 09.2019

Wrzesień w księgarniach, czyli nowości na półkach 09.2019

Początek roku szkolnego, zaczyna się również rok wydawniczy. Dużo nowości, wartych zainteresowania, pojawia się na rynku. 




Urodziły się skazane na dożywotnie cierpienie – jak wszystkie kobiety z małych indyjskich wiosek. Tam nie liczy się, czy jest się siostrą, żoną czy matką. Tam kobieta jest niewolnicą.

Poniżane, wykorzystywane i okaleczane Purnima i Sawitha w przyjaźni znajdują azyl. Do czasu… Jednak ogień nadziei, który raz zapłonął w ich sercach, nie gaśnie. A im bardziej los z nimi igra, tym one płoną jaśniej.

Z bohaterkami odważnej powieści Shobhy Rao utożsamiają się kobiety z wielu stron świata.

Seksizm, przemoc domowa, opresyjne normy społeczne to wciąż codzienność miliardów z nich.




Co sprawiło, że Polacy na kilka miesięcy przed wybuchem straszliwej wojny, popadli w zbiorowy optymizm i nie wierzyli, że stoją na krawędzi Armagedonu?

Piątego stycznia 1939 roku kanclerz Adolf Hitler z najwyższymi honorami podejmuje Józefa Becka, polskiego ministra spraw zagranicznych, w swojej alpejskiej rezydencji w Berghof i zapewnia go, że na niczym nie zależy mu tak bardzo, jak na silnej i niezależnej Polsce. Zwykli Polacy żyją swoimi codziennymi sprawami.

Trzydziestego pierwszego sierpnia tego samego roku Joachim Ribbentrop nie chce się spotkać z żadnym polskim dyplomatą. Uznaje, że nie ma o czym rozmawiać.

Czy w 1939 roku mogło się to wszystko potoczyć inaczej? Po przeczytaniu dziesiątek wspomnień, pamiętników, dzienników, książek, starych gazet – wydaje mi się, że istniała też inna droga. Gdańsk naprawdę był celem Hitlera, a nie – jak uczono mnie w szkole – tylko pretekstem do rozpętania wojny.



Międzynarodowy bestseller oparty na prawdziwej historii z czasów II wojny światowej.

Rodzice dwudziestosześcioletniej Rosy Sauer odeszli, a jej mąż Gregor walczy na wojnie. Zubożała i samotna podejmuje decyzję opuszczenia rozdartego wojną Berlina, by zamieszkać z teściami na wsi. Wydaje jej się, że znajdzie tam schronienie. Pewnego ranka do drzwi pukają esesmani, aby oznajmić jej, że została powołana do bycia testerką Hitlera: trzy razy dziennie ona i dziewięć innych kobiet udają się do tajnej siedziby Hitlera w Wilczym Szańcu, aby próbować jego potraw, zanim on to zrobi.

Zmuszone do jedzenia tego, co mogłoby je zabić, degustatorki zaczynają dzielić się na dwie grupy: fanatyczki lojalne Hitlerowi oraz kobiety takie jak Rosa, upierające się, że nie są nazistkami, pomimo że każdego dnia ryzykują własne życie dla Hitlera. W pewnym momencie wszyscy zaczynają się zastanawiać, czy stoją po złej stronie historii.

Przy stole z Hitlerem budzi prowokacyjne pytania o współudział w zbrodniach, poczucie winy i przetrwanie.




Historia, w której prawie każdy mógłby przejrzeć się jak w lustrze 


Saga szlacheckiego rodu Śmiałowskich, którego losy wyznacza rytm polskich dziejów. Opowieść, która łączy ze sobą wiele różnych wątków i elementów bliskich sercu każdego, kto urodził się i wychował tam, gdzie jedną z najwyższych wartości jest wierność tradycji i szacunek dla pamięci przodków. Gdzie zielone pola, złote łany i kręte drogi pośród białokorych brzóz i rosochatych wierzb. Gdzie nadal rozmawia się o tym, co minęło, jakby nadal było. I gdzie czasem patrzy się w przyszłość przez pryzmat tego, czego już dawno nie ma. Jest to historia, która pokazuje, że dzisiejszy świat bywa wiernym odbiciem tego wczorajszego, podobnie jak żyjący w nim ludzie.

Fragmentem takiego świata jest też Przytulisko, maleńka podlaska wieś, która z pozoru nie różni się od innych. Tu, w wiekowym dworze, mieszkają dziadkowie Michaliny. Wnuczka spędza u nich każde swoje wakacje. Miejsce to skrywa w sobie wiele sekretów, co potwierdza pewien stary dziennik, w którym tkwi klucz do poznania dziejów rodziny Śmiałowskich. Dziewczyna dzięki niemu odkrywa, że losy jej przodków, mimo upływu czasu snują się nadal, splecione z jej własnym, jak nitki lnianego płótna tkanego przez Arachnę.




Mała Clarity June opuszcza ukochaną babcię oraz jej psa i wyjeżdża z matką do wielkiego miasta. Psiak przeżył już wiele wcieleń i sporo się o ludziach nauczył. Miał różne imiona: Bailey, Toby, Ellie, Koleżka…

Tym razem powraca, aby wypełnić nowe zadanie. Spotyka dorastającą Clarity, wnuczkę ukochanego przyjaciela Ethana. Dziewczynka ma talent do pakowania się w kłopoty, więc Bailey w swoim nowym wcieleniu musi jej strzec i zrobić wszystko, żeby była szczęśliwa. Razem czeka ich mnóstwo przygód pełnych wzruszeń i radości!

Ten oddany i kochany pies pomoże swojej pani zrealizować jej marzenia i odnaleźć prawdziwą miłość. Czasami będzie musiał odejść, by zaraz znów powrócić jako inny czworonożny przyjaciel. Jednak nie zamierza się poddawać – musi być dzielnym psem! Jedno wie na pewno: życie jest na tyle pomerdane, że zawsze warto trzymać się razem.





Jak wygląda życie ludzi na niemal rzeczywistym końcu świata, gdzie nieokiełznana przyroda wciąż szykuje nowe wyzwania? Jak sobie radzą z ciągłym poczuciem zagrożenia katastrofami oraz brakiem zainteresowania i pomocy ze strony rządu? Jak na nich wpływa dominujące na chilijskim południu poczucie graniczności i odosobnienia?

Reportersko-eseistyczna książka Magdaleny Bartczak to próba odpowiedzi na te pytania. To również przede wszystkim opowieść o ludziach i miejscach. Historie tych, którzy zaginęli w czasach dyktatury, i tych, którzy do dziś czekają na ich powrót. O epoce rządów Pinocheta, które dla jednych były koszmarem, dla innych „najlepszym co mogło się przytrafić krajowi”. O rybackich wioskach i miasteczkach ukrytych wśród wulkanów i lasów Araukarii. O dawnej kolonii karnej, Punta Arenas – mieście wiatru, białych nocy i samobójców, położonym w pobliżu miejsca, gdzie Atlantyk spotyka się z Pacyfikiem. W końcu o przejmującej historii setek chilijskich dzieci, które w latach 70. i 80. XX wieku, wbrew woli rodziców, zostały odebrane im przez rząd.

Chile południowe to terytorium wielu różnych światów, z których każdy na swój sposób tętni niepokojem.





Abbie budzi się w szpitalu. Jest oszołomiona. Nie pamięta, kim jest ani jak się tu znalazła. Mężczyzna przy jej boku twierdzi, że jest jej mężem. Mówi, że jest tytanem nowych technologii, założycielem jednego z najbardziej innowacyjnych start-upów w Dolinie Krzemowej. A Abbie jest utalentowaną artystką, zapaloną surferką, kochającą matką i doskonałą żoną. Że pięć lat temu miała straszny wypadek i dzięki ogromnemu przełomowi technologicznemu udało się przywrócić ją do normalnego życia. Teraz jest cudem nauki.


Gdy Abbie dociera do nowych informacji o swojej przeszłości, przedstawiona przez męża wersja wydarzeń coraz mniej do nich pasuje... Czy mąż na pewno mówi jej wszystko? 




„Kto ratuje jedno życie – ratuje cały świat”

Łucja wyprowadziła z getta najlepszą przyjaciółkę Belę

Rodzina Ireny pod nosem gestapowców ukrywała na strychu trzyosobową żydowską rodzinę

Nie musiały się wychylać. Mogły spokojnie przeżyć wojnę w rodzinnych domach. Nie mogły jednak patrzeć na to jak niemieccy okupanci traktują Żydów. Polują na nich, zamykają w gettach, wysyłają do obozów koncentracyjnych na pewną śmierć. Prześladują ich znajomych, sąsiadów, przyjaciół. Niewinnych ludzi, którzy według nazistowskiej ideologii stracili prawo do egzystencji.

Nie pozostały obojętne na ich cierpienie. Nie zawahały się im pomóc, mimo że ryzykowały życiem swoim i swoich najbliższych. Dziewczyny, które zrobiły to co uznały za słuszne.




Byłam młodą matką, zdrową osobą, pełną energii, która miała plany i marzenia na przyszłość. Wkrótce po rozpoczęciu samodzielnego życia przeszłam udar mózgu. W jednej chwili mój świat się zawalił. Zostałam całkowicie sparaliżowana i zamknięta we własnym ciele. Bez możliwości kontaktu ze światem, choć w nieruchomym ciele wciąż działał sprawny mózg.


Uwięziony krzyk to moja opowieść o człowieczeństwie, kobiecości i psychice. O bezkresnej beznadziei, której nie dałam się pochłonąć, a także o małych sukcesach, mojej nieustannej ochocie na życie i radości z tego, co mam.

W najstraszniejszych chwilach rodzice i siostry opiekowali się mną jak niemowlęciem. Czas płynął powolutku… Minęło wiele lat, zanim znowu stanęłam na własnych nogach. Później pojawiła się miłość.

To książka o potyczkach z losem, skrajnych emocjach i codziennych zmaganiach osoby niepełnosprawnej, która mimo choroby chce normalnie żyć.

To także historia mojego osobistego, największego w życiu zwycięstwa.




Jesteś kobietą?

Jesteś rzeczą.

Jesteś martwa.

Eksterminacja żydowskich kobiet była jednym z głównych celów nazistowskich zbrodniarzy.

Matki małych dzieci, ciężarne i opiekunki osób uznanych za niezdolne do ciężkiej pracy – wszystkie wysyłano bezpośrednio do komór gazowych… A nawet jeśli nie zostały wybrane na śmierć, ich szanse na przetrwanie w obozie były drastycznie niższe, niż mężczyzn.

Dzięki zeznaniom tych, które przeżyły nazistowskie ludobójstwo oraz historiom tych, po których zostało tylko wspomnienie, Zoë Waxman nie tylko rekonstruuje horror lat 40. XX wieku, ale też pozwala nam na głębsze zrozumienie go i zmusza nas do ponownego przemyślenia roli płci w historii.




Nowa powieść autorek bestsellerowego Ogrodu Zuzanny!

Basia ma 39 lat i 15-letnią córkę Karolę (z którą toczy nieustanne boje, bo obie mają rogate dusze). Poznajemy je obie, gdy jadą lekko rozklekotanym autem Basi do Jędrzejowa Podlaskiego. Basia, która uciekła z rodzinnego miasteczka zaraz po maturze, wraca do domu. Nie wiemy, jaka historia się za tym kryje, ale jest oczywiste, że w Warszawie, w której spędziła ostatnie 20 lat, spotkała ją jakaś klęska. Rozwód – to raz. Ale ona wraca z niczym: ma trzy walizki, kota w transporterku i komputer. Nie ma mieszkania. Nie ma pieniędzy. Z jakiegoś powodu musi wrócić do domu rodziców. Jej ojciec, Marek, jest dyrektorem państwowej stadniny koni. Ojciec proponuje Basi wakujące stanowisko asystentki w stadninie. Basia wchodzi w świat koni, z którego chciała kiedyś uciec.

Czy Basi uda się odnaleźć szczęście?










Własnością młodego małżeństwa staje się stara, zagadkowa szafa. Barbara, której przeszłość też skrywa wiele tajemnic, pragnie odkryć, kim byli pierwsi właściciele antyku. Trafia do Sławkowa, miejscowości leżącej w Zagłębiu Dąbrowskim, tam dowiaduje się, że mebel należał do rodziny żydowskiej. Dalsze poszukiwania doprowadzają Barbarę do Mikołaja, pasjonata historii i opiekuna żydowskiego cmentarza. Z płyt nagrobnych i starych dokumentów powoli odsłania się historia Sary, żydówki zakochanej w goju – synu miejscowego szklarza. Czy ta zakazana miłość zdołała przetrwać wojnę i holocaust?





W wilii po kasztanem nastała jesień. W wielkim ogrodzie jak zawsze pięknie, ale w życiu mieszkańców wiele zawirowań. Pewien mężczyzna, który częściej niż pod nogi spogląda w gwiazdy, bowiem z zawodu jest astrofizykiem, wprowadzi sporo zamieszania w życie jednej z kobiet. Bartek w swoim polowaniu na miłość będzie przekraczał kolejne granice, a dwie synowe pod jednym dachem mocno dadzą się we znaki spokojnej z natury babci Kalinie. Zapach szarlotki i smak domowej lemoniady nie wystarczą, by zaprowadzić pokój. Trzeba będzie użyć mocniejszych środków. Jak wyprostować zawikłane rodzinne relacje? Czy uda się wszystkim zasiąść przy wspólnym stole? Kto zostanie w wilii pod kasztanem? Droga do szczęścia czasem bywa krucha, ale zawsze warto jej szukać.









Czterem przyjaciółkom znanym z „Czterdzieści minus” przybyło kilka lat, dwoje dzieci i jeden pies. Czy to pora na nudną stabilizację? W żadnym razie! Prawdziwe życie dopiero się zaczyna, a Magda, Anita, Karolina i Aśka są przecież specjalistkami od kłopotów. W „Czterdzieści plus” zamiast nudy czeka nas ucieczka do Londynu, pojednanie z trudną przeszłością, nieoczekiwana przeprowadzka i nadzieja na prawdziwą miłość. Poleje się dużo wina i jeszcze więcej łez, ale będzie można się także szczerze pośmiać.



Julia Zan, młoda dziennikarka, prowadzi w lokalnym radiu program o zabytkowych przedmiotach. Zainteresowana tajemniczymi losami cennego pucharu Messenhamera zgłębia historię wrocławskiego skarbu z Bremy. Trop wiedzie do ekscentrycznego jubilera, dzięki któremu dowiaduje się o istnieniu tajemniczej broszy.


Julia po śladach broszki kroczy przez siedemnastowieczny Presslaw, mija stosy i szubienice, patrzy na wybuch wojny trzydziestoletniej i miasto ogarnięte morową zarazą. Tajemniczy przedmiot skrywa prawdę o ludzkich namiętnościach. Miłość, zazdrość i nienawiść zostały na zawsze utrwalone w szlachetnym kruszcu.

Czy to za sprawą czarów wszystko zaczęło się od Magdaleny, pięknej dziewczyny w czerwonej sukni zakochanej w miejscowym kacie? A może od Heinricha, młodego złotnika, którego kamienna głowa – jak głosi legenda – do dzisiaj tkwi w ścianie wrocławskiej katedry?



Zbliża się awaria świata. A z nią samozagłada 

W brytyjskim miasteczku Bethlem dochodzi do wybuchu elektrowni atomowej. Wprowadzony zostaje nowy reżim, a świat znany do tej pory przestaje istnieć. Roma Wilk, jak większość kobiet ocalałych z katastrofy, trafia do miejsca przypominającego połączenie szpitala psychiatrycznego i obozu. Codziennie wkłada ten sam uniform, łyka te same tabletki – diagnozą jest choroba popromienna. Mimo doskonałej opieki zachowanie Romy wzbudza niepokój lekarzy.

Czy kobieta cierpi na syndrom końca świata? A może ktoś inny żongluje prawdą…






Los trzydziestoletniej służącej, Marianny Zaczkiewicz, zdaje się przesądzony. Wyrokiem sądu w roku 1896 zostaje skazana na wieloletnie ciężkie roboty na Syberii. Popełniła zbrodnię i musi za nią zapłacić, choć w jej mniemaniu to ona jest skrzywdzoną ofiarą, niesłusznie skazaną i uwięzioną. Trafia na koniec świata ciężko chora i umierająca, lecz wbrew wszystkiemu się nie poddaje. Przystosowuje się do nowych warunków życia na zesłaniu i marzy o powrocie oraz… zemście.

Poruszająca historia kobiety zdradzonej i wykorzystanej, która postanowiła sama wymierzyć sprawiedliwość i odnaleźć odebrane jej szczęście.

Czy w pogoni za wymierzeniem kary swoim oprawcom Marianna zaleczy rany i zapomni o koszmarach przeszłości?





Na co Wy czekacie we wrześniu? 

2/13/2014

Tanie e-czytanie - szansa czy zagrożenie dla rynku?

Dzisiejszy wpis jest tyleż nietypowy, co spontaniczny. Jest nawiązaniem do tego artykułu. Przeczytałam go, jak i wiele komentarzy pod nim, z dużym zainteresowaniem. To jest kilka moich refleksji w tym temacie. Możecie to potraktować jako kolejny wpis z cyklu o rynku ebooków.

Jaki rynek książki w Polsce jest, każdy widzi, chciałoby się rzec parafrazując Chmielowskiego. Jego kondycja nie jest najlepsza, gdyż przegrywa on z telewizją i internetem. W efekcie kolejne tytuły bardzo drożeją - czasami tęsknię za czasami, kiedy oburzałam się na ceny nowych książek papierowych wynoszących po 25-35zł. Dziś, prawie 10 lat później, niczego tak bym nie chciała, jak powrotu takich cen. Jednocześnie obserwuję młodziutki rynek ebooków. Autor artykułu przytacza tu za i przeciw w kwestii bardzo taniej dystrybucji e-publikacji. Postaram się odnieść do każdego argumentu, przy czym nie w każdej kwestii jestem z autorem zgodna.

 
Argumenty ZA.



1. Popularyzuje książkę elektroniczną.
Jako ilustrację podana jest karta biblioteczna autora wpisu i kolejka chętnych po nowość wydawniczą. Mam wrażenie, że takie podejście jest nieco nieadekwatne. Powiedziałabym bardziej, że kolejka w bibliotece promuje bardziej kupienie wydania papierowego. Należy pamiętać, że nie każdy ma, bo nie każdy chce lub może mieć czytnik. "Kolejka w bibliotece, kup ebooka"? W toku późniejszych rozważań pada, że tylko 2-3% odbiorców książek to osoby kupujące ebooki. A co z resztą? I czy tę nowość kupi faktycznie te całe 2-3% miłośników e-czytania? Wątpliwe. Fakt, ze względu na to, że w bibliotece jest długa kolejka na kilka miesięcy, te kilka-kilkanaście osób na rejon które mają już czytniki kupi sobie ebooka. Reszta będzie czekać, lub odpuści. Czyli ebook jako alternatywa wcale nie jest aż tak popularyzowany w tym konkretnym przypadku. 
 

2. Zabiera argumenty piratom.
Niestety, nie mogę się zgodzić. Ktoś w komantarzach pisał, że nawet gdyby ceny ebooków spadły do 1,99zł to i tak to pirata nie skusi, oraz że wielu (bo nie wszyscy, nie generalizujmy) z tej niezbyt chlubnej nacji książki kolekcjonuje w dziesiątkach tysięcy, nie zaszczycając ich nawet spojrzeniem, w ramach sztuki dla sztuki. Jeśli coś może mieć za darmo, dalej będzie zatwardziale kontynuował swoją działalność. Jest to kwestia, jak sądzę, pewnej określonej mentalności. Jeśli ktoś nigdy nie piracił ebooków, raczej nie będzie tego robił teraz. W przeciwnym wypadku, nic takiej osoby nie nakłoni do zmiany zachowania, choćby i te ebooki miały naprawdę dobrą cenę. Po co ma wydać 1,99zł zł jak może mieć za darmo?
   

3. Uwalnia zakupy impulsowe.
Oj tak. Tu jestem skłonna przyznać rację. Zakupy impulsowe zaczęły dotyczyć ebooków tak jak i innych produktów. Dokładnie tak, jak impulsywnie kupujemy gry, kosmetyki, artykuły spożywcze, tak teraz kupujemy e-książki. Na zapas, bo na pewno jest ciekawa, do kolejki, na przyszłość... wiele książek tak spędza na dysku czy czytniku wiele miesięcy, bo tempo kupowania i gromadzenia przewyższa ilość posiadanego wolnego czasu. Ale czy tak naprawdę jest nam z tym źle? Sama mam sporo kupionych na promocjach właśnie e-książek, a czasu ostatnio naprawdę mało. Nie przeszkadza mi to jednak. Wiem, że nie ucieknie, ani się nie zestarzeje. Dobra cena napędza popyt, a o to w tym chodzi. 


4. Sprawia, że sprzedaż e-książek idzie w tysiące.
W tym wypadku nie mam narzędzi, aby zweryfikować ten argument, więc wierzę na słowo. Jednak nie da się ukryć, że rynek się rozwija.





Argumenty PRZECIW.

 


1. Obniża postrzeganą wartość książki.
Poważny argument. Powiedziałabym, że może, ale nie musi. Czasem jest tak, że poważany autor X mający swoje ebooki w promocji daje u obeznanego czytelnika reakcję "X za 9,90zł? Wstyd nie brać, najwyższy poziom za bezcen!". Czasem jednak ktoś mniej zorientowany widząc Kinga czy Dukaja za 9,90zł uzna, że ta literatura ma faktycznie mniejszą wartość. Wtedy to rzeczywiście może być kłopot - dobrze jest, jeśli przeczyta ten konkretny tytuł i dostrzeże w nim coś wartościowego.
Argument o książce w koszyku między jogurtem a porami? Litości, książki powinny być właśnie dobrem powszechnym i normalnym, nieodłącznym elementem życia. Nie rozumiem argumentu o autorze, który widzi swoje dzieło w księgarni za 40zł a potem w markecie za 10zł. W dalszym ciągu jego książka jest w sprzedaży, co generuje mu jakiś zysk, jeśli sprowadzać to do poziomu wyłącznie ekonomicznego. 


2. Brak skali może prowadzić do zmniejszenia przychodów. 
Czasem tak, czasem nie, jak sądzę. Tu działaja nasze uwarunkowania finansowe. Nie jesteśmy zbyt zamożnym krajem, musimy niekiedy selekcjonować wydatki na nasze przyjemności mając za priorytet kupienie żywności, leków, benzyny, czy opłacenie rachunków. Ten niewielki odsetek społeczeństwa, który kupuje książki, chciałoby je mieć tanio. Dlatego chcemy mieć je po 9,90 a nie po 30zł. Dlatego na promocję po dyszce chce się załapać jak najwięcej odbiorców. Dodatkowo może tu działać motyw poczty pantoflowej - i wiesci o dobrych cenach rozejdą się szybko. A jak wiemy, marketing szeptany to jedna z najskuteczniejszych metod sprzedażowych. Jest promocja - jest popyt. Nie ma promocji - kupują ci, którym najbardziej zależy, lub - co tu wiele mówić - zamożni, dla których cena książki nie ma wielkiego znaczenia. 

3. Burzy lojalność księgarni.
No cóż, twarde zasady rynku i prawo do zdrowej konkurencji. Konsument, tym bardziej polski, zawsze wybierze rozwiązanie najbardziej opłacalne ekonomicznie dla niego - tu po prostu najtańsze.  


4. Sprowadza temat e-booków wyłącznie do kwestii cenowych.
A czy to nie o to w tym wszystkim chodzi...? Ktoś kto lubi czytać, będzie czytał dalej, a kiedy ma jakąś tańszą i bardziej mobilną alternatywę do rozważenia, to być może z niej skorzysta i będzie kupował więcej, do czego wydawcy i dystrybutorzy przecież dążą.
 


Uff... to tyle, jeśli chodzi o mój głos w sprawie cen ebooków. Może nieco chaotycznie, ale miałam potrzebę odpowiedzenia na taki temat. Cieszy mnie jako klientkę e-księgarni, że coś mogę kupić taniej. Wartość treści się przecież nie zmienia, a wygoda i zaoszczędzone pieniądze jednak dają się odczuć.

 


Z ogłoszeń drobnych - w drodzę są trzy recenzje, zaczynam szukać materiałów o bibliotekach do pierwszego wpisu z tej serii.
Dodatkowo mam plan rozpoczęcia nowego cyklu, który będzie miał nieco prowokacyjny tytuł, ale mam nadzieję, że w efekcie zachęci do czytania przedstawianych w nim książek. Całość jest na razie niespodzianką, która ruszy w drugiej połowie marca. Odwiedzajcie nas i wypatrujcie dalszych nowin.

5/01/2013

Komu ebooka, czyli przeobrażanie się rynku książki - historia i kilka refleksji

Komu ebooka, czyli przeobrażanie się rynku książki - historia i kilka refleksji
Książka, jak każde medium informacyjne, zmienia się. Nie są to zmiany tak gwałtowne, jak ma to miejsce na polu technologicznym, czy nawet obyczajowym, lecz są one nieuniknione i dzieją się wymuszane czasami i rynkiem, w jakim przyszło im się utrzymać.

Pisemne utrwalanie informacji zaczęło się od papirusów i sumeryjskich tabliczek glinianych. Ówcześni prawdopodobnie myśleli o potrzebie chwili, nie mając prawa przypuszczać, że kilka tabliczek przetrwa aż do dziś, a zapis, ile kto komu sprzedał krów będzie antykiem klasy zero, podziwianym w największych muzeach świata.
Tabliczki i delikatny papirus, jako nośnik informacyjny, musiały odejść i zostały zastąpione przez zwoje pergaminu. Tenże był robiony ze skór cielęcych, był więc niezwykle drogi. 

W średniowieczu bardzo cenne i drogie pergaminy cielęce zamykano w formie kodeksowej - stworzono tę formę książki, jaką znamy dziś. Nie była jednak ona dostępna dla mas aż do XVw. a dokładnie do 1450 roku, kiedy Gutenberg otworzył drukarnię i rozpoczął masowy druk tzw. "Biblii Gutenberga". Oryginalny egzemplarz takowej można oglądać w muzeum diecezjalnym w Pelplinie. Fakt ten traktuje się jako pewnien symbol, od tego momentu zaczęło się uprzemysłowienie druku oraz książki. Oczywiście, nie każdemu w smak był taki wynalazek - nagle wiedza stała się czymś dużo bardziej "na wyciągnięcie ręki". Prawo do posiadania wiedzy przestało być prawem jedynie najbogatszych, zwykli ludzie mieli dostęp do wiedzy, do poszerzania horyzontów, co zwykle było również tożsame z wykształceniem się krytycznego myślenia. To z kolei zagrażało warstwom wyższym, księżom, rycerstwu, szlachcie. Zagrażało władzy, która mogła zostać obalona przez kilka ruchomych klocków, odbijających na papierze rządki znaczków.

Druk jednak został wynaleziony, świat poszedł do przodu i jakoś się nie skończył. ;) Książki się upowszechniły i zakorzeniły w kulturze. Stały się od pewnego momentu wręcz wyznacznikiem poziomu danego człowieka. Taki pryzmat postrzegania pokutuje do dziś w postawie "idź na studia, będziesz mądry".

Od kilku lat obserwuję, jak kultura obrazkowa zabija w ludziach chcęć do rozrywki nieco bardziej wymagającej. Zamiast teatru - kino, zamiast książki - ekranizacja. Migające ekrany telewizorów stały się centrum życia w wielu domach. Zapracowani, sfrustrowani i zmęczeni, ludzie nie mają ochoty po całym dniu dodatkowo na gimnastykę intelektualną nad książką. Jeśli ma się ona przyjąć, musi być lekkostrawną papką, jak wszystko w obecnej kulturze, co ma trafić do mas. A skoro jest popyt, to oczywiście, jest i podaż. Listy bestsellerów okupują książki Katarzyny Grocholi, Zmierzchy, czy - jak w ostatnich tygodniach - książki pokroju "Pięćdziesiąt twarzy Greya". 

Poza tym - nie jest dla nikogo czytającego nowiną, że rynek książki w dotychczasowej formie przeżywa zapaść. Książki papierowe są bardzo drogie, niewspółmiernie, przynajmniej na polskie warunki, do zarobków. Stają się powoli coraz większym luksusem, wydatkiem obligatoryjnym w obliczu rosnących kosztów życia. I to jest moim zdaniem drugi powód, dla którego polski rynek książki jest w dość opłakanym stanie. Lwia część ceny książki jest tak naprawdę sumą dla dystrybutora, więc wydawnictwa, żeby książka przynajmniej pozwoliła im wyjść na zero, windują koszt. Obowiązujący od 2 lat pięcioprocentowy vat na wszystkie drukowane książki jest gwoździem do trumny.

Ebooki zadebiutowały w Polsce około dwóch lat temu. Powstały portale wyspecjalizowane tylko i wyłącznie w dystrybucji nowoczesnej formy książki. Pojawiły się czytniki, obecnie można już w nich przebierać jak w ulęgałkach, bo na rynku mamy kilkadziesiąt modeli różnych firm. Z moich obserwacji wynika, że ta forma została całkiem pozytywnie przyjęta, i dość szybko się zadomowiła, e-księgarnie to niezwykle obszerne w tytuły, rozbudowane strony, zbudowane dynamicznie i nie wydające się być "niszowe". 



Wyróżniłabym trzy podstawowe powody, dla których ebooki cieszą się coraz większą estymą.
Po pierwsze - cena. Będąc zapisana na newslettery od różnych dostawców ebooków widzę, jak nieporównywalnie lepiej i częściej opatrywane są one w promocje. Najpopularniejsze tytuły niejednokrotnie można kupić za 40-50% ceny wersji papierowej. Do tego dochodzi zjawisko self-publishingu, kiedy autorzy, którzy dotychczas musieli się liczyć z odrzuceniem rękopisu przez wydawnictwo, jeśli jego druk się nie kalkulował, są w stanie dotrzeć do szerokiego grona odbiorców dzięki sprzedaży plików ze swoimi utworami, które dodatkowo nie zabijają swoją ceną.
Po drugie - forma. Ebooki są odpowiedzią na postępujacą cyfryzację cywilizacji. Muzykę i gry można już kupić w formie wyłącznie cyfrowej, filmy można oglądać online, bez konieczności, jak kiedyś, dreptania do wypożyczalni. Książki zaś zamieniły się w ebooki. Małe pliki, które można czytać na czytniku, tablecie czy nawet przystosowanym do tego telefonie. 
Po trzecie - mobilność. Wypływa ona naturalnie z poprzedniego powodu, czyli scyfryzowania się społeczeństwa. Patrząc na książki Dukaja, Larssona, Martina, Jordana, Gabaldon, Folletta i wielu innych, na liczne książki popularnonaukowe, pierwsze co widzimy, to ogromna objętość. Zwykle samozaparcie przegrywa z lenistwem, i takiej książki po prostu się ze sobą nie nosimy. Dziś taką cegłę może zastąpić malutki plik, który wrzucamy na ważący kilkaset gramów czytnik i zabieramy ze sobą - do pociągu, poczekalni, na wycieczkę. Wszędzie tam, gdzie możemy czytać. Przemieszczając się nieustannie oczekujemy, że nasza ulubiona muzyka czy książki będą z nami. Dlatego i tu ebooki wygrywają z książką papierową.

No dobrze. Wszystko fajnie, ale nie każdy się przekona do ebooków. Nie będzie do niego przemawiała wizja wpatrywania się w monitorek. Tradycyjna forma książki dla wielu ma wartość sentymentalną. Chcą czuć szorstkość papieru pod palcami, słyszeć szelest kartek, czuć ich zapach, móc je przewracać, zaginać im rogi, zaznaczać sobie ołówkiem cytaty. Przeczytaną książkę postawią na półce, chcąc stworzyć ich kolekcję, namacalną, a nie zamienioną na substytut w postaci zbioru plików. Wszyscy jednak mamy świadomość, że czytelnictwo tradycyjne się zmieni. Książki papierowe zdrożeją jeszcze bardziej, będą dla miłośników i kolekcjonerów, którzy nie będą potrafili zrezygnować ze swoich przyzwyczajeń. Sądzę, że z biegiem lat książek papierowych będzie dotyczyła ta sama zasada, która obecnie dotyczy płyt winylowych.



Mam nadzieję, że długość postu Was nie zniechęciła. Od kilku tygodni nosiłam się z zamiarem spisania swoich przemyśleń, ale nie przypuszczałam, że wyjdzie mi tak długi wpis. Dajcie znać, co myślicie, czy zgadzacie się ze mną, czy nie, i czy chcecie, by takie wpisy o rynku książki pojawiały się częściej.
Copyright © 2014 Książkowe Wyliczanki , Blogger