7/06/2024

Jak wyglądały "Ostatnie dni beztroski" Wiktoria Gische

Jak wyglądały "Ostatnie dni beztroski" Wiktoria Gische


Pierwsze spotkanie z autorką od razu mnie oczarowało. Zostałam przeniesiona na początek lat '30, w świat odrodzony już po Wielkiej Wojnie. To w tym momencie młodzi bohaterowie powoli wchodzą w dorosłość, mierząc się z własnymi uczuciami, problemami, ale również ze światem, który wymusza na nich konkretnie reakcje. Autorka zderzyła bardzo różne spojrzenia na świat, różne grupy społeczne, które później już nie mogły razem współistnieć. A to dopiero początek historii bohaterów, który autorka zawarła w pierwszym tomie sagi.

Estera to romantyczna dusza. Mieszka wraz z rodzicami i rodzeństwem w kamienicy w Krakowie, jej ojciec posiada wielki sklep, dlatego rodzina ta należy do zamożnych. Na wiedeńskim balu, na który rodzina Kaufmanów wybiera się wraz z przyjaciółmi, Estera zostaje oczarowana przez młodego mężczyznę, z którym przetańczą całą noc. Nieznane uczucie pewne by zgasło, gdyby nie kolejne niespodziewane spotkanie młodych ludzi w zupełnie innych okolicznościach. Powoli kiełkująca miłość mierzy się z wieloma przeciwnościami losu. Siostra Estery, Aleksandra, zakochuje się w rozwodniku, czego jej rodzice nie mogą zaakceptować. Trudne uczucie dwojga ludzie będzie musiało pokonać wiele przeciwności losu. Dawid, najstarszy z trójki rodzeństwa, studiuje na uniwersytecie w Breslau, jednak sytuacja polityczna zmusza go do innych życiowych kroków. To lata, kiedy władza Hitlera nabiera mocy i wiele Niemców i Austriaków podąża ślepo za wytyczonym przez niego kierunkiem.

Początkowo autorka przenosi czytelnika do początku wojny, kiedy rodzina Kaufmanów zmuszona jest zderzyć się z nową rzeczywistością, czuć przerażenie i przygnębienie w członkach rodziny. Ten prolog bardzo wyraźnie pokazuje, jak bohaterowie się zmienili przez kilka lat, kiedy ma początek ta historia, a oni są młodymi i beztroskimi ludźmi, pełnymi marzeń. Drugą rzeczą, która uderzyła mnie już od pierwszych stron jest piękny język, który daje dużo przyjemności z lektury. 

Elegancki zegar z wahadłem nieubłaganie odmierzał czas. Godzina za godziną. Od chwili, kiedy znany wszystkim świat rozpadł się na kawałki, a pewność, że zastana rzeczywistość jest niewzruszona, stała się zaledwie mrzonką, minęło kilkanaście dni. Pierwszy szok już minął, ale strach, który trzymał wszystkich za gardło, nie odpuszczał. 

Ta książka przedstawia bardzo różne środowiska, które przed wojną w różny sposób ze sobą funkcjonowały. Różni bohaterowie, z bardzo odległymi poglądami na świat, chodzą tymi samymi ulicami. Autorce udało się zestawić ze sobą polską rodzinę chrześcijańsko-żydowską (a właściwie mocno odsuniętą od jakiejkolwiek wiary), niemiecką rodzinę, w której część członków ślepo podąża ścieżką nazistów, ale również brytyjską arystokrację. Wiedeńskie bale mieszają się z tu z czystkami na uczelniach, wielkie nazwiska sztuki przewijają się z tajnym nauczaniem. 

Szczególne miejsce w tej książce zajmuje brat Svena, Manfred. Autorka pokazuje jego powolną przemianę. Dylematy, które nim powodowały, rozważania, które prowadził w swojej głowie, ale również to, jaką drogą podążył i tym samym wytyczył swoją przyszłość. To postać, która nie da się lubić, choć w pewnym momencie było mi go szkoda. Sposób wychowania, duży wpływ ojca, a potem sytuacja, w jakiej się znalazł, w jakimś stopniu pchnęła go do decyzji, którą podjął. Jednocześnie miał możliwość, żeby się cofnąć przed krawędzią i to powoduje, że nie da się go wytłumaczyć. Tutaj widać również, jak można coraz bardziej zatracać się w swoim zezwierzęceniu i jak pewne umysły w tamtym okresie znalazły dla siebie idealne miejsce.

Prowadził ze sobą walkę. Walkę dobrego człowieka, którym był do niedawna, z potworem, którym stał się na własne życzenie Walczył z uczuciem zadowolenia z tego faktu. Powinien sobą gardzić za to co robił, ale tak naprawdę gardził sobą za to, że lubił to robić. 

Ciężko określić, który wątek podobał mi się najbardziej. Historia Dawida, czas który spędził w Breslau, wydarzenia, które go dotknęły, również bardzo mocno zapadły mi w pamięć. Sven, który wychował się w pewnym stopniu w dysfunkcyjnej rodzinie, gdzie każdy z domowników ma własne, głębokie problemy, również stał mi się bliski. W jakiś sposób udało mu się zachować dziecięcą niewinność w świecie, do którego powoli zagląda mrok. 

Ale przecież to Estera jest główną bohaterką. To jej rozterki, marzenia i plany są tu na pierwszym miejscu. Młoda dziewczyna, pełna pasji, marząca o studiach w Akademii Sztuk Pięknych, choć przed nią wiele problemów, z którymi będzie musiała się zmierzyć. I uczucie, które pojawia się niespodziewanie, łącząc dwoje ludzi, mimo odległości i grup społecznych, z których się wywodzą. To dopiero początek historii, która z pewnością czym dalej, będzie bardziej burzliwa. 

"Ostatnie dni beztroski" to idealnie oddany tytuł tej historii. Autorka pokazuje różnorodność lat '30 XX wieku, powoli nadciągające chmury, a jednocześnie życie pełnie młodzieńczych ideałów, pasji i marzeń. Pierwsze romantyczne uczucia, porażki i walkę o własne szczęście. To wszystko opisane bardzo plastycznie, co dodatkowo daje dużą przyjemność z lektury. Lata '30 przez długi czas był traktowane w literaturze trochę po macoszemu, cieszę się, że miałam okazję poznać ten wycinek historii i jestem pewna, że dalsze losy bohaterów z przyjemnością przeczytam. A autorka kończąc tom pierwszy sprawiła, że na kontynuację czeka się z wielką niecierpliwością. 




  • Autor: Gische Wiktoria
  • Tytuł: Ostatnie dni beztroski
  • Seria: Saga Estery #01
  • Wydawnictwo: Mando
  • Liczba stron: 368
  • Premiera: 29.05.2024



6/26/2024

A teraz "Sekrety Białej. Chata" Agnieszka Panasiuk

A teraz "Sekrety Białej. Chata" Agnieszka Panasiuk


Autorka po raz kolejny zaprasza do Białej Podlaskiej, gdzie przybliża życie trzeciej bohaterki, a wraz z nią pozwala poznać również historyczny obraz tego regionu. Tym razem to Zuza uchyla rąbka tajemnicy w sprawie swojej przeszłości i tego, co ją ukształtowało. Jednocześnie również ona odkrywa tajemnice z przeszłości związane z tajemniczą chatą, która znajduje się na terenach PKP. 

Zuzanna od lat spełnia się jako rozchwytywana architektka, a swoje życie od lat prowadzi w Warszawie. Jest rozrywkowa i pełna energii. Do czasów problemów w firmie, kiedy to decyduje się na urlop i wyjeżdża do Białej Podlaskiej, żeby odpocząć, zwolnić i przemyśleć swoje życie. Tam zderza się z przeszłością: matką, która zniknęła z jej życia wiele lat temu, a także tajemniczą chatą postawioną na terenach kolejowych, a którą teraz trzeba rozebrać lub przenieść. Kobieta chce poradzić sobie sama z wszystkimi problemami, jednak nie jest to łatwe. Całe szczęście tuż obok jest Tomasz, który nie może wybić sobie z głowy Zuzy i który trafia na nią w odpowiednich momentach. 

Zawsze podobały mi się takie bohaterki jak Zuza, silne z zewnątrz, nie do złamania, pewne siebie i przebojowe; a jednocześnie mocno skrzywdzone przez życie, uciekające od przeszłości. Na pierwszy rzut oka ciężko zauważyć, że Zuza za maską opanowania, spokoju i zadaniowości skrywa porzucone dziecko. Zresztą bohatera sama przed sobą nie przyznaje, że przeszłość w jakimś stopniu nadal ją rani. Dopiero powrót do rodzinnego domu zmusza ją do zmierzenia się z przeszłością. Bohaterka ma też spaczony obraz związku, a już małżeństwa w szczególności, dlatego długo broni się przed uczuciem, które powoli kiełkuje i staje się coraz silniejsze. 

Z drugiej strony pojawia się historia z przeszłości, która dzieje się w czasie I wojny światowej. Autorka przywołuje "bieżeństwo", czyli masowe ewakuacje ludności prawosławnej z ziem polskich pod panowaniem rosyjskim w głąb Rosji. Kiedy Niemcy przerwali linię frontu ludzie nie wiedzieli co myśleć, dlatego wiele tysięcy z nich decydowało się na ewakuację po namowach rosyjskich urzędników. W większości były to kobiety i dzieci, a szybka i trudna ucieczka spowodowała, że podczas tej podróży wielu z nich nie przeżyło jej trudów. Historia opisywana jest oczami Wiktorii, prostej dziewczyny, katoliczki, która opisuje to co rozgrywa się na jej oczach. Jej przemyślenia i obawy bardzo wyraźnie oddają ówczesny świat. 

Autorka tym razem wplotła delikatne wątki paranormalne, dzięki którym Zuza poznaje świat Witki. Stara chałupa, która kiedyś należała do naczelnika kolejowego, z czasem trafiła do przodków Zuzki, to właśnie ona połączyła dwie kobiety o tak różnych charakterach i pozwoliła poznać świat sprzed ponad stu lat. 

Styl pisania autorki jest niezwykle plastyczny i realistyczny, co sprawia, że czytelnik czuje się, jakby sam był uczestnikiem wydarzeń. Pisarka świetnie buduje napięcie, a jej opisy są pełne detali, które ożywiają sceny i postacie. Lektura "Chaty" budzi wiele emocji – od wzruszenia i empatii, przez niepokój, aż po zachwyt nad pięknem języka i głębią przemyśleń autorki.

"Chata" Agnieszki Panasiuk to książka, która na długo zostaje w pamięci. To nie tylko wciągająca opowieść, ale także głęboka refleksja nad ludzkim losem. Po lekturze tej książki trudno pozostać obojętnym – zostawia ona ślad w sercu i umyśle, zmuszając do zastanowienia się nad własnym życiem i otaczającym nas światem.
 



  • Autor: Panasiuk Agnieszka
  • Tytuł: Chata
  • Seria: Sekrety Białej #03
  • Wydawnictwo: Szara Godzina
  • Liczba stron: 272
  • Premiera: 23 kwiecień 2024




6/23/2024

Co skrywają "Miłosne tajemnice" Julia Quinn

Co skrywają "Miłosne tajemnice" Julia Quinn


Wakacje w okresie studiów spędzałam bywając na balach wraz z angielską socjetą, przeżywając liczne wzloty i upadki emocjonalne podczas lektur romansów historycznych, którymi w tamtym właśnie czasie się zaczytywałam. Teraz, kilkanaście lat później, nadal bardzo lubię tego typu lekturę jako przerywnik od cięższych tematów, jednak sięgam po nie o wiele rzadziej. Oczywiście serial Bridgertonowie oglądałam i oglądam, choć zgrzytają mi tam trochę te wszystkie poprawności polityczne. Jednak tej serii Julii Quinn nie miałam okazji wcześniej poznać w lekturze, dopiero na czwarty tom się skusiłam. Spowodowała to wszystko Penelopa Featherington, która tak bardzo wyróżnia się na tle innych bohaterek. 

Penelopa kocha się w bracie swojej przyjaciółki od zawsze. Jednocześnie jednak wie, że jej pragnienia pozostaną na zawsze w sferze marzeń, gdyż na takie kobiety jak ona nikt nie zwraca uwagi, a już na pewno nie największy przystojniak w Londynie. Po kilku latach, kiedy osiągnęła status starej panny, coś się jednak zmienia, a Penelopa odkrywa, że każdy ma własne tajemnice. 
Colin Bridgerton zawsze postrzegany był jako dowcipny i czarujący lekkoduch. Jedna po powrocie ze swoich zagranicznych wojaży czuje, że ma dość takiego swojego obrazu. Chciałby pokazać swoje prawdziwe oblicze. Intryguje go również Penelopa, którą od lat uważał za bliską przyjaciółkę rodziny. Kolejne spotkania rodzą w nim uczucia, których nie potrafi zrozumieć. 

Colin nie był pewien, co się właściwie stało, ani tego, czy zauważył to ktoś inny, lecz Penelopa Featherington nie była już tą samą kobietą, którą znał.

"Łaskawy, szlachetny czytelniku..." To właśnie Lady Whistlesown jest spoiwem, które z jednej strony łączy poszczególne tomy, a z drugiej sprawia, że te historie stają się tajemnicze i intrygujące. Ten tom odsłoni tajemnicę nieznanej kronikarki, opisującej blaski i cienie wydarzeń każdego sezonu. To ta tajemnica dodaje dodatkowego smaku tej historii. 

Dużym plusem jest Penelopa, która tak bardzo wyróżnia się na tle innych kobiet. W żaden sposób nie spełnia kanonów ówczesnej urody, nie ubiera się modnie, za czym stoi jej matka, nie posiada majątku, który mógłby przyciągnąć zaineresowanych dżentelmenów. Dlatego jej debiut nie zostaje bardzo zauważony, a kobieta po kilku latach przestaje liczyć, że jakiś mężczyzna zwróci na nią uwagę. Zresztą w jej głowie od zawsze jest tylko jeden. Z drugiej strony Penelopa jest silna psychicznie, pomimo lekceważenia ze strony matki i sióstr, ma swoje tajemnice, którymi nie planuje z nikim się dzielić. 

A może nie o to chodziło. Może powodem tego smutku, który w niej narastał, była śmierć marzeń. Jej marzeń o nim. Stworzyła sobie doskonały obraz jego osoby, tymczasem z każdym słowem, jakie jej rzucał w twarz, stawało się coraz bardziej oczywiste, że jej marzenia był tylko mrzonką. 

Z drugiej strony jest Colin, trzeci z braci Bridgertonów, zawsze uważany za lekkoducha, a jednak skrywający pokłady nie spełnionych marzeń i planów. Po powrocie do Londynu przeżywa poważny kryzys wewnętrzny, chciałby znaleźć swój cel w życiu. I tu nagle pojawia się Penelopa. Bo choć dziewczyna od zawsze była tuż obok, to jednak teraz Colin odkrywa ją na nowo, spogląda jak na zupełnie nową osobę, niezwykle intrygującą i poruszającą w nim nieznane struny. 

Czwarty tom skupia się w całości na Penelopie i Colinie, jest ciekawy, choć osobiście czytałam bardziej wciągające historie w tym gatunku. Tutaj wszystko zmierza do konkretnego zakończenia i brak większych zaskoczeń. Choć może to dlatego, że czytając tę historię, znałam pewne elementy, które przy braku wcześniejszej znajomości, mogły sprawić więcej przyjemności. 
Jednocześnie widać różnice między książką, a właściwie całą serią, a serialem. Tom czwarty jest jednocześnie trzecim tomem w serialu. W serialu pojawia się również Francesca, która swoją historię ma dopiero w 6 tomie. 

"Miłosne tajemnice" to lekka i przyjemna lektura, którą szybko się czyta. To jednocześnie historia, która mam poprawić humor, ale czy długo zostanie w głowie, śmiem wątpić. Można ją przeczytać dla przyjemności, można z ciekawości jak bardzo serial różni się od pierwowzoru. Bohaterowie są ciekawi, choć to Pelenopa wzbudzała we mnie więcej sympatycznych uczuć. 



  • Autor: Quinn Julia
  • Tytuł: Miłosne tajemnice
  • Seria: Bridgertonowie #04
  • Tytuł oryginalny: Romancing Mister Bridgerton
  • Tłumaczenie: Aleksandra Jagiełowicz, Katarzyna Krawczyk
  • Wydawnictwo: Zysk i S-ka
  • Liczba stron: 466
  • Premiera: 21 maj 2024

6/06/2024

Poznajcie "Koronczarki. Klątwa rodziny Flores" Angelica Lopes

Poznajcie "Koronczarki. Klątwa rodziny Flores" Angelica Lopes

 

Zapraszam na pojrzenie na świat kobiet w Ameryce Południowej, a dokładniej w Brazylii. Lubię odkrywać nowe kultury, a losy kobiet w różnych zakątkach świata od jakiegoś czasu z chęcią poznaję, dlatego z przyjemnością sięgnęłam po lekturę tej powieści. Autorka pokazała świat w którym kobieta musi walczyć o wolność i własne wybory. Czy warto po nią sięgnąć? 

Początek XX wieku, w niewielkim mieście w Brazylii żyją kobiety z rodziny Flores. Od kilku pokoleń mężczyźni w tej rodzinie pojawiają się na krótko i zaraz znikają, a wszystko spowodowane jest klątwą o której mówi się w okolicy szeptem, choć same właścicielki domu z niebieskimi okiennicami nigdy o niej nie wspominają. Dzięki odkryciu przyjaciółki tworzą one piękne koronki, które sprzedają i które dają im dużo wolności. Koronki stają się też sposobem na przekazywanie wiadomości, kiedy jedna z dziewcząt zostaje wydana za mąż. 

W naszej świadomości pieniądze były domeną wyłącznie mężczyzn. To oni zajmowali się ziemią i bydłem. To oni tę ziemię i bydło posiadali. To oni parali się handlem, chuligaństwem i komiwojażerką. To oni byli naszymi mężami, ojcami, braćmi. Pieniądze zawsze należały do nich. 

Trafiłam na kolejną perełkę, która długo nie opuści mojej biblioteczki. Autorka dzięki bohaterkom z różnych pokoleń tej samej rodziny zderza ze sobą dwa światy, ten z lat 1918/1919 i współczesny. Sto lat temu kobiety trafiały spod kurateli ojca pod władzę męża, wtedy powoli walczyły o swoje prawa, o własnym decydowaniu, o prawie do odejścia, rozwodu. Dziś walczą nadal, bo choć wiele się zmieniło, to autorka wyraźnie pokazuje, że wiele kwestii nadal nie wygląda tak jak powinno. 

W rzuconej z goryczy klątwie Cyganka nigdy nie sprecyzowała, że tylko kobiety z tego rodu czeka cierpienie. W ten sposób ją zrozumiano, bo koniec końców to częsty wniosek, że kobiety muszą zawsze za wszystko płacić, a zaczęło się to z chwilą, kiedy koś zjadł jabłko, którego nie wolno było jeść. 

Historia jest wciągająca i sama nie wiem które czasy bardziej mnie wciągnęły. Obie linie czasowe wydają mi się równorzędne, choć przy tego typu zabiegach przeskoków w czasie, zazwyczaj wolę wybrać jedną historię. Koronczarki z początki XX wieku, które pokazywały niewielkie miasteczko z władzą bogatego dziedzica i kobietami, które wbrew swojej woli zostawały wydawane za mąż. Ale to też historia w której rodzi się miłość o którą trzeba walczyć. To również historia kobiecej przyjaźni. Wszystko to otaczają koronki, pięknie tworzone przez bohaterki,  które są także wykorzystywane żeby wzajemnie się porozumiewać. Kobiety z rodziny Flores są pozostawione same sobie, one nie mają opiekunów w postaci mężczyzn, a jednak doskonale sobie radzą w tym świecie, wspólnie są w stanie poradzić sobie z przeciwnościami losu. 

Alice doszła do wniosku, że wszystkie były zakładniczkami - kobieta z jej rodziny, która zachowała welon, aptekarka Kaylane, lat dwadzieścia cztery, zawieszona pomiędzy życiem a śmiercią w szpitalu, matka Alice o twarzy prawie nieruchomej od botoksu, nieustannie czymś się przechwalająca, by zapewne poczuć się ważniejszą, a nawet ona sama, która mimo niebieskich włosów i wypisanego na piersi hasła wciąż nazywała "mordercę" "skurwysynem". 

Jest również współczesna historia, w której młoda, zbuntowana kobieta próbuje odnaleźć w życiu swoją drogę. Walczy o prawa kobiet, walczy również z matką, z którą nie potrafi się porozumieć. I jest w tym wszystkim tak bardzo współczesna. Świetnie oddaje dzisiejszy świat i wszystkie wątpliwości, które pojawiają się w naszych głowach. 

Na obu osiach historii pojawiają się historie kobiet mniej lub bardziej wpływających na główne bohaterki. Jest Eugenia, która próbuje uciec z niechcianego małżeństwa, jest Vitorina, która robie wszystko, żeby spełnić swoje marzenie o miłości, są również współcześnie wspomniane kobiety, jak ta którą podpalił były chłopak, czy inna, walcząca o prawo opieki nad dzieckiem. Te wszystkie historie przeplatają się i tworzą ciekawą mozaikę, prawie jak piękna koronka stworzona przez bohaterki. 

Życie jest jak koronka, moje dziecko, wydarzenia przeplatają się i przybierają unikalny kształt. Gdyby połączyły się w inny sposób, dałyby odmienny obraz. Każda historia jest wyjątkowa jak obrusy i narzuty, które wykonywałyśmy popołudniami w domu waszych krewnych. Niektóre były bardziej kunsztowne, wymagały planowania i poświęcenia. Inne, wyjątkowe, powstawały dzięki nieuwadze lub szczęściu. 

"Koronczarki" to powieść, po którą sięgnęłam trochę przypadkiem, a jestem bardzo szczęśliwa, że tak się stało. Historia przybliża świat brazylijskich kobiet i tego, w jaki sposób powoli zdobywały (i nadal zdobywają) prawa o decydowaniu o własnym losie. Historia opisuje wiele bohaterek, które łączą więzi krwi, przyjaźń, czy wspólnie przeżywane cierpienie. W tle przedstawione są przepiękne koronki, tworzone przez bohaterki. Myślę, że to kolejna historia, która zostanie ze mną na długo. 




  • Autor: Lopes Angelica
  • Tytuł: Koronczarki. Klątwa rodziny Flores
  • Tytuł oryginalny: A Maldição das Flores
  • Tłumaczenie: Katarzyna Mojkowska
  • Wydawnictwo: Mova
  • Liczba stron: 324
  • Premiera: 22 maj 2024



Copyright © 2014 Książkowe Wyliczanki , Blogger