1/10/2021

Poznaj "Tiny Pretty Things" Sona Charaipotra, Dhonielle Clayton

Poznaj "Tiny Pretty Things" Sona Charaipotra, Dhonielle Clayton


Balet jest piękny, a eteryczni tancerze sprawiają, ze ogląda się go z przyjemnością. Rzadko się jednak zastanawiamy, ile trzeba samozaparcia, żeby umieć tańczyć w ten sposób, ile trzeba poświęcić, żeby stać się gwiazdą, która zagra rolę pierwszoplanową. Ciężka praca, nauka i ciągłe doskonalenie w szkole baletowej to tylko część tego, co pozwala się wybić. Trzeba też odpowiednio wyglądać i czasem mieć odrobinę szczęścia. Powyższa książka pokazuje, że trzeba też dążyć do celu po trupach. 

Betty, Gigi i June łączy pasja do baletu i chęć dostrzeżenia, chęć zostania primabaleriną. Różni je wszystko, pochodzenie, charakter, koneksje, historia, a jednak wspólna nauka w Nowojorskiej Szkole Baletowej sprawia, że ich losy się łączą. Gigi przenosi się do Nowego Jorku z Kalifornii, marząc o tańcu i wspaniałej karierze w balecie jako pierwsza czarnoskóra baletnica, mimo przeciwskazań, które do niej nie docierają. Betty to dotychczasowa gwiazda, która ma koneksje i dotychczas we wszystkim dobywała pierwsze miejsce, a teraz musi ustąpić pola komuś innemu. June, pół-Koreanka, jest wykluczona ze swojej grupy, stara się za wszelką cenę wybić i przekonać matkę, że tu właśnie jest jej miejsce. Trzy bohaterki stają się jednocześnie narratorkami tej historii, gdzie złośliwości, drobne przykrości i prawdziwe tragedie znaczą drogę do stania się gwiazdą. 

Pamiętam, że oglądając kilka lat temu "Czarnego łabędzia" byłam zachwycona i przerażona tym filmem. Zastanawiałam się, czy w tym wypadku również będę miała problem ze zrozumieniem motywacji bohaterek, ale zdecydowanie się tak nie stało. W "Tiny Pretty Things" większa uwaga skupia się nie na samym tańcu i nie na jego nauce, choć to wszystko kształtuje postacie, cały czas znajduje się w tle wydarzeń. Tutaj na pierwszy plan wypływa chęć sławy, zazdrość i mściwość. 

Początkowo trzeba poświęcić trochę czasu, żeby poznać bohaterki, wejść i ich skórę i poznać motywy, które nimi kierują. To jedna z nielicznych książek, w której nie byłam w stanie polubić żadnej z postaci, a jednak było mi ich żal, wszystkich trzech, każdej z innego powodu. Poznając ich przesłanki, to choć nie mogłam ich pochwalić, to w jakiś sposób je rozumiałam. A jednocześnie wielokrotnie byłam wściekła, że po prostu ze sobą nie porozmawiają. 

Autorki pokazały świat, w którym każdy jest samotną wyspą. Każdy dąży do wspaniałości, czasami rezygnując z wszelkich hamulców. A jednocześnie żadna z bohaterek nie mogła poszczycić się wsparciem ze strony najbliższych. Matka Betty, matka June, a nawet rodzice Gigi nie mogli, a często nie chcieli zrozumieć swoich córek. Każde z nich zupełnie inaczej wpływała na swoje dziecko, szczególnie dwie pierwsze matki wywoływały we mnie wiele negatywnych emocji. 

Żadna z bohaterek nie jest jednak samotną wyspą w życiu i ich postępowanie spowodowane jest bardzo wieloma czynnikami. Przyjaźń, wykluczenie, tosyczna rodzina, choroba, kolor skóry, pochodzenie... tak wiele kwestii decyduje o tym, czy jest szansa na sławę. Jednocześnie autorki wskazują na wiele innych kwestii wśród nastolatków w tym bulimie i narkotyki. Zagłębiając się w tę książkę widać, że jej dno znajduje się bardzo, bardzo głęboko. 

Czym bliżej końca tym więcej niewiadomych i więcej podejrzanych, którzy mogą powodować liczne wypadki. Na samym końcu nie wiadomo już, kto jest, a kto nie jest winny. Historia staje się coraz bardziej mroczna, na początku są drobne nieporozumienia, żarty, ale z czasem chęć pozbycia się rywalki zaczyna zagrażać życiu. 

Zabierając się za ten tytuł nie byłam do końca pewna, czy trafi on w mój gust, ale teraz nie żałuję lektury, z pewnością będę chciała poznać jego kontynuację, jak tylko pojawi się na naszym rynku. Jestem niezwykle ciekawa, kto był sprawcą niektórych wydarzeń, choć mam swoje podejrzenia. Zastanawiam się też, jak bardzo historia opisana na kartach powieści ma odbicie w rzeczywistości i czy w realnym świecie współzawodnictwo w balecie również utrzymuje się na tak wysokim i niebezpiecznym poziomie. Historia zdecydowanie warta jest poznania!





  • Autor: Charaipotra Sona, Dhonielle Clayton
  • Tytuł: Tiny Pretty Things
  • Cykl: Tiny Pretty Things #01
  • Tytuł oryginalny: Tiny Pretty Things
  • Wydawnictwo: YA!
  • Liczba stron: 464
  • Premiera: 09 grudzień 2020



1/03/2021

Poznaj "Światło i Cienie" Anne Bishop

Poznaj "Światło i Cienie" Anne Bishop


Pierwszy tom serii Tir Alainn sprawiał wrażenie zamkniętej historii, dlatego byłam bardzo ciekawa, w jakim kierunku autorka poprowadzi dalszą akcję. Tym razem środek ciężkości się zmienia, jest coraz bardziej mrocznie i niebezpiecznie, ten tom odrobinę przypomina powieść drogi poprzez działania niektórych postaci. Również bohaterowie są inni: ci pierwszoplanowi z Filarów Ziemi usuwają się w cień, aby ich rolę przejęły osoby z dalszego planu lub całkowicie nowe postacie. Jednym słowem po raz kolejny poznałam znakomitą historię, która wciągnęła mnie bez reszty. 

Aiden i Lyrra, jako Bard i Muza świata Fae, postawili sobie za cel przekonać wszystkie Klany o niebezpieczeństwie kryjącym się w Czarnych Płaszczach, o wiedźmach i ich historii, oraz o potrzebie pomocy i obrony ze strony Fae. Niestety nie są mile widziani, a jeszcze mniej zyskują posłuchu, kiedy Światły i Łowczyni przeciwstawiają się ich wysiłkom. Ich jedynym wyjściem jest znalezienie kogoś, kto jest równie ważny w świecie Fae i kto ich posłucha, wyruszają więc w podróż przez ziemie Sylvalanu, w czasie której zobaczą niejedno zło. 
Morag coraz bardziej odnajduje się w nowym Klanie, który okazuje się zupełnie inny, niż te które wcześniej poznała. W Starym Miejscu na północy żyje pewna rodzina wiedźm, która stanie się istotna dla wydarzeń, które następują. Nowy baron odkrywa niespodziewane gałęzie w swoim drzewie genealogicznym. 
Nad wszystkimi coraz większy cień roztaczają Inkwizytorzy i ich Nocni Łupieżcy. 

W historię wsiąka się jeszcze szybciej niż w pierwszym tomie, bo wracamy do znanych już postaci. Aiden i Lyrra od pierwszych stron zyskują sympatię, stają się pierwszoplanowymi bohaterami i to oni prowadzą całą historię. Ich oczami widzimy wydarzenia, które bardzo często wywołują złość, smutek, żal i frustrację. Docierają zarówno do klanów w Tir Alainn, do domu wiedźm jak i do wiosek, które okazują się zaskakująco inne. Równie wciągające są wydarzenia, które mają miejsce w zachodnim klanie, domu wiedźm na północy jak i na spotkaniu Baronów, gdzie dochodzi do trudnych i nieprawdopodobnych decyzji. 

W tej części widać o wiele większą różnorodność postaci, ich charakterów i życiowych założeń. Okazuje się, że nie wszystkie wiedźmy są spokojne i niepewne swoich mocy jak to było w przypadku Ari. Wychodzi na jaw, że nawet wśród ludzi wielu z nich w swojej przeszłości ma jakieś powiązania z Fae, choć czasem bardzo rozwodnione. Pojawiają się również Fae, które żyją inaczej niż ich pobratymcy w innych części świata, którzy nie myślą tylko o sobie i którzy potrafią współistnieć z ludźmi i wiedźmami. 

Tym razem Inkwizytorzy stoją gdzieś z boku, zostawiając decyzje Baronom. To ci ostatni podejmują decyzje, które decydują o dalszym życiu nie tylko wiedźm, ale wszystkich kobiet zamieszkujących na ich terenach. Przerażające obrazy pokazują świat, w którym kobiety stają się czymś pomiędzy zwierzęciem i człowiekiem, za które we wszystkich aspektach decydują mężczyźni. Niewyobrażalnym wydaje się również, że dla pieniędzy i władzy mężczyźni są w stanie poświęcić nawet własne matki, żony, siostry i córki. 
Puste miejsca na ścianach były niczym nieme oskarżenia. Zniknęły wszystkie obrazy wykonywane przez kobiety. Kiedy zapytał o to właściciela, usłyszał, że kobiety mogły wykonywać drobne szkice ku radości swoich rodzin, ale nie były zdatne do tworzenia sztuki. Nie miało znaczenia to, że artystki, których prace nie wisiały już na opustoszałych ścianach, jeszcze kilka miesięcy temu uchodziły za jedne z najzdolniejszych twórców w swoim pokoleniu. 
Ten tom staje się mostem między wydarzeniami z Filarów Świata, a trzecim tomem. Pokazuje przerażające wydarzenia, ale również bohaterów, którzy starają się im przeciwdziałać. Różnorodność postaci i miejsc, różne podejście do magii, do Fae, do darów otrzymanych od Matki Ziemi sprawia, że nie da się tu nudzić. Mimo sporej objętości ponad 500 stron czyta się szybko i nie trafia się na dłużyzny.

Lektura "Światła i Cienie" po raz kolejny potwierdza, że Anne Bishop jest świetną pisarką fantasty. W światach przez siebie stworzonych, w różnorodności bohaterów, ale również w przesłaniu, które dotyka naszego codziennego życia i staje się swoistym ostrzeżeniem. Udaje jej się tworzyć historie, które w swoim całokształcie są doskonałą lekturą. Powyższy tytuł doskonale to potwierdza. 



  • Autor: Bishop Anne
  • Tytuł: Światło i Ciebie
  • Cykl: Tir Alainn #02
  • Tytuł oryginalny: Shadows and Light
  • Wydawnictwo: Initium
  • Liczba stron: 528
  • Premiera: 20 listopad 2020




12/31/2020

Opinie o książkach na koniec roku 2020

Opinie o książkach na koniec roku 2020

Poniżej znajdą się opinie o książkach, które przeczytałam w roku 2020, ale które nie doczekały się pełnych recenzji. Wpisy te można znaleźć również na fanpage Książkowych Wyliczanek na FB. 


"Zakochany Święty Mikołaj" Witkiewicz, Misiołek, Wilczyńska, Kieres, Jeż, Niemczynow, Olejnik

Od kilku lat wydawnictwo Filia przygotowuje na święta antologie opowiadań polskich autorów. W tym roku opowiadania łączy postać Świętego Mikołaja, albo osoby, która w tę postać się wciela. Opowiadania są różne, tak samo jak autorzy, którzy je napisali. Mają różny ciężar emocjonalny, każdy miał trochę inny pomysł na pokazanie osoby, która w jakiś sposób oddaje cząstkę siebie. Trzy opowiadania zrobiły na mnie trochę większe wrażenie: opowieść Agnieszki Jeż o pewnej traumie sprzed wielu lat i próbie otrząśnięcia się z niej - było niezwykle wzruszające, Tomasz Kieres stworzył historię, która dzieje się w małym schowku, a jednak bardzo przypadła mi do gustu, polubiłam bohaterów i bardzo chętnie poznałabym pełnowymiarową książkę, a także opowiadanie Magdaleny Witkiewicz, która pokazuje współczesne podejście do wychowania dziecka i nastawienia go na wygraną od najmłodszych lat, to również daje do myślenia. Ale każde z tych opowiadań jest ciekawe i wciągające, nie ma tu żadnego, które można nazwać słabszym. Po raz kolejny widać, że opowiadania świąteczne, które wydaje wydawnictwo Filia to idealna lektura na okres świąteczny. 


"Światło w środku nocy" Jojo Moyes

Od kilku lat chciałam poznać autorkę, szczególnie najbardziej znaną książkę "Zanim się pojawiłeś". Bez wahania zdecydowałam się na lekturę "Światła w środku nocy", najnowszej książki pisarki, która w Polsce swoją premierę miała na początku 2020 roku. Zaskoczyła mnie, choć bardzo pozytywnie, bo większość książek, które popełniła autorka osadzone jest współcześnie, a ta historia przenosi czytelnika do lat '30. Alice przeprowadza się wraz z mężem do jego domu w Kentucky i stara się przystosować do zupełnie innej rzeczywistości, niż ta którą zna z Anglii. Nie pomaga jej w tym teść, który okazuje się niezwykle problematycznym człowiekiem. Bohaterka decyduje się przystąpić do pracy w konnej bibliotece, która zostaje stworzona w ich miasteczku. Razem z kilkoma innymi kobietami jeździ po okolicznych górach dostarczając książki do rozrzuconych chat, ale praca ta nie jest łatwa. Niewiele osób przyjmuje wizyty z radością, większość jest nieufna albo wręcz agresywna. Mieszkańcy miasta nie mają najlepszego mniemania o bibliotekarkach, twierdząc że podsuwają grzeszne książki, co powoli doprowadza do konfliktu. 
W tej książce jest wszystko, co lubię. Wyraziści bohaterowie, każdy ze swoim bagażem doświadczeń,  klimat ówczesnego świata, wciągająca historia, która do końca zaskakuje i nie pozwala się oderwać. Każdy fan powieści historycznych powinien poznać tę historię. Historia konnych bibliotek, które w tamtych czasach powstawały i które przyczyniły się do eliminacji analfabetyzmu, to dodatkowy atut dla fanów literatury. Autorka łączy tu wiele trudnych tematów, jak przemoc wobec kobiet, wykluczenie czaronoskórych, feminizm i męskie spojrzenie na świat. Zdecydowanie polecam. 


"Podróże serc" Agnieszka Panasiuk

Osadzona w XIX wieku historia młodej szlachcianki, która po zawodzie miłosnym rzuca się w wir zarządzania własnym dworem. Po kilku latach, po tragicznej śmierci swoich przyjaciół, dostaje pod opiekę swoją chrześnicę. Chichotem losu jest to, że ojcem dziewczynki jest ukochany przez nią mężczyzna. Kobieta postanawia zaopiekować się dzieckiem do czasu powrotu do Polski drugiego rodzica chrzestnego. Historia opisuje codzienne życie we dworze i jego otoczeniu. Wierzenia i zabobony. Tradycje na każdy dzień, codzienne obowiązki. 
Sięgając po tę lekturę miałam w głowie powieści Moniki Rzepieli, która również pokazuje życie ludzi w dawnej Polsce i ich codzienność. Początkowo książka była ciekawa, jednak czym bardziej zagłębiałam się w lekturę, tym miałam z nią większy problem. Sama historia da się opisać na mniej niż 100 stronach, pozostałą część to opis codzienności. Zdecydowanie za dużo było tradycji i wierzeń, w pewnym momencie miałam wrażenie, że ówcześni ludzie, bohaterowie tej książki nic innego nie robią, tylko wypełniają tradycję swoich ojców i dziadów, żyją tylko obowiązkami i powinnościami. Dodatkowo przy tak dużej ilości opisów ówczesnych tradycji, jakiś czas po lekturze już niewiele z nich pamiętam. Sama historia zaczyna się robić ciekawa, kiedy do dworu przyjeżdża ojciec chrzestny dziewczynki, Marcin Czarnocki. Akcja, do tej pory jakby zatrzymana w kadrze, zaczyna biec do przodu i rzeczywiście wtedy czyta się już z przyjemnością. 
"Podróże serc" to książka, która nie bardzo trafiła w mój gust, choć nie mogę powiedzieć, że jest zła. Na pewno znajdzie swoich miłośników, którzy lubują się w takich klimatach. 


"PS I życzę Ci dużo miłości" Witkiewicz, Krawczyk, Ligas-Łoniewska, Socha, Gołębiewska, Knedler, Warda, Misiołek

Antologie opowiadań polskich autorów pojawiają się coraz częściej na rynku. Pod koniec października swoją premierę miał zbiór opowiadań świątecznych wydanych przez wydawnictwo Muza. Opowiadania z tego zbiorku łączy pocztówka świąteczna, która zostaje odnaleziona po latach. Najbardziej poczytne polskie autorki złożyły się na powyższy zbiór tworząc barwną i ciekawą książkę. Jak zawsze w takich wypadkach, opowiadania sią różne, jedne przemawiają bardziej, drugie trochę mniej. Sporo z nich sięga do historii z przeszłości, często bohaterowie są starszymi osobami, które po latach mają okazję wrócić do swojej przeszłości. Bardzo podobało mi się opowiadanie Magdaleny Knedler o dwójce adoptowanych dzieci z domu dziecka, które zdecydowały się ratować więzy rodzinne, choć przez to straciły cząstkę siebie. Natasza Socha swoim opowiadaniem "Zapach pieczonych jabłek" sprawiła mi dużo przyjemności podczas lektury, główna bohaterka wniosła powiew świeżości swoją początkową butą i wiarą w bycie lepszą od innych, a rozwinięcie tej historii zaskakuje. Na tle innych wyróżnia się również opowiadanie Agnieszki Ligas - Łoniewskiej, być może dzięki temu, że tutaj pierwszoplanową postacią jest mężczyzna po przejściach. 
Patrząc na całokształt antologii, jest to sympatyczny zbiór, który czyta się z uśmiechem na ustach. Nie jest może tak bardzo świąteczny, raczej zimowy, co absolutnie nie przeszkadza cieszyć się nim w tym okresie. 


"Gruzowisko" Aleksandra K. Maludy

Książki o wojnie, holocauście, obozach koncentracyjnych, walce partyzanckiej, AK, takich wątków na rynku wydawniczym pojawia się z każdym rokiem coraz więcej, co jednak działo się w Polsce chwile po wyjściu z niej nazistów, aliantów i wojsk sowieckich? Jak wyglądało codzienne życie mieszkańców w odradzającym się państwie pod rządami rosyjskich komunistów? I jak wyglądała Warszawa chwilę po Powstaniu? Aleksandra K. Mulady przedstawia stolicę w styczniu 1945 roku, kiedy wojna dopiero dobiegała końca, ale do miasta wracali już powstańcy, wracali jej mieszkańcy, wracali wywiezieni do łagrów Polacy. W tym mieście gruzów można można było się nieźle obłowić. Pojedyncze ocalałe budynki skrywały wiele tajemnic. Wśród ruin ludziom przyszło żyć, szukać pracy w odradzającym się kraju. Ale wielu z nich traumatyczne przeżycia wojenne chowało głęboko. 
Ewa po powrocie ze zsyłki do Kazachstanu robi wszystko, żeby zdobyć informację o swojej małej córeczce. Ratując jej życie, kobieta musiała podjąć dramatyczną decyzję, którą teraz musi naprawić, a przez to staje się doskonałym donosicielem w nowym aparacie władzy. Leon wraca do Warszawy kilka miesięcy po powstaniu. Jako stroiciel fortepianów znajduje prace w nowo powstałym teatrze. Cały czas nie dają mu spokoju obrazy wojny, poległych towarzyszy, których musiał zostawić i ucieczki. Czy teraz, w nowych realiach będzie w stanie zacząć życie na nowo? 
Ta niezbyt obszerna książka niesie ze sobą bardzo wiele obrazów. Pokazuje, że koniec wojny nie był momentem, kiedy wszystko wróciło do normy. Pokazał, że ludzie musieli nauczyć się żyć od nowa, pokonać swoje traumy, ale również stworzyć miejsce, gdzie to życie będzie możliwe, a to wiązało się z odbudową zniszczonego miasta. To nie jest lektura, która napawa nadzieją, raczej odziera rzeczywistość z resztek złudzeń i pokazuje prawdziwe ludzie życie, pełne dramatycznych wyborów, codziennych trosk i każde zastanowić się nad tym, ile człowiek może poświęcić. 
"Gruzowisko" zdecydowanie jest jedną z tych książek, które zostaną ze mną przez dłuższy czas i do których będę chciała wrócić. 



"Zdradzona" Magdalena Krauze

W ubiegłym roku dużą sympatię zdobyła u mnie nowo odkryta pisarka Magdalena Krauze swoją dualogią: "Czekałam na ciebie" i "Zaufaj mi jeszcze raz". Lekka historia, miała jednak drugie dno pokazując, jak postrzegamy ludzi jedynie ze względu na ich wizerunek zewnętrzny. Czytałam te książki z przyjemnością, to było coś nowego i odświeżającego. 
Wiosną tego roku swoją premierę miała nowa książka autorki, traktująca tym razem o czymś innym. Nad idealnym małżeństwem pojawia się cień. Oddalający się mąż, który coraz więcej czasu spędza w pracy i na wyjazdach, a telefonu pilnuje niczym największego skarbu, zdecydowanie coś ukrywa. Odkrycie zdrady wstrząsa całym życiem Joanny, która musi sobie poradzić z nową sytuacją. 
Historia, która nie jest najlżejsza tematycznie, czyta się jednak bardzo szybko. Nowo poznane osoby, wsparcie dzieci i codzienne przeprawy z mężem, który zrobi wszystko, żeby naprawić swój błąd. Historia jest przyjemna, czyta się momentalnie. Ale po pół roku od lektury, mam tylko ogólny zarys tej historii, bardzo szybko wyparowała mi ona z głowy i cały czas mam wrażenie, że jest taka "letnia". To raczej jednak z tych książek, które czyta się i dość szybko o nich zapomina. Zdecydowanie wolę debiutancką książkę autorki. 


"Dzieci żółtej gwiazdy" Mario Escobar

Po lekturze tej pozycji uświadomiłam sobie, że choć tak wiele książek na temat II wojny światowej i jej aspektów, pojawia się na polskim rynku, to nadal wiele kwestii jest mi nieznanych. To, o czym czytałam w "Dzieciach żółtej gwiazdy" wzbudziło nie smutek, wściekłość i bezsilność na ówczesne realia, ale pokazało także ogrom ludzkiej bezinteresowności. 
Rok 1942. Jacob i Moise, młodzi Żydzi, przebywają w Paryżu pod opieką ciotki, kiedy ich rodzice szukają spokojnego miejsca do życia. Chłopcy nie zdają sobie sprawy z niebezpieczeństwa, które im grozi aż do dnia, kiedy ich ciotka znika, a oni zostają zatrzymani przez francuską żandarmerię i przewiezieni na paryski welodrom. Tam znajdują się już tysiące Żydów. Chłopcom udaje się uciec i planują odnaleźć rodziców, o których miejscu pobytu wiedzą z listów. Ich podróż zaczyna się na niebezpiecznych ulicach Paryża i przebiega na południe Francji, a następnie do Hiszpanii. Tylko, że dwójka dzieci nie jest w stanie sama pokonać takich odległości. Mogą zostać w każdej chwili schwytani przez Nazistów. Powodzenie tego planu wiąże się z pomocą wielu osób, które z bardzo różnych pobudek pomagają chłopcom na różnych etapach tej wędrówki. Historia tej podróży jest niezwykła, wielokrotnie niebezpieczna, wielokrotnie wywołująca całą gamę uczuć podczas lektury. 
Po raz drugi autor zaskoczył mnie historią zawartą w swojej książce. Temat łączący dzieci i II wojnę światową jest trudny do udźwignięcia uczuciowo, ale po raz drugi autorowi udało się doskonale dotrzeć do czytelnika. Tworząc historię zawartą w książce autor inspirował się tajną siecią transportu dzieci we Francji i sposobie ich ukrywania przed wrogiem. Ta książka pokazuje ludzkie poświęcenie, a także bezduszność Nazistów, którzy bez najmniejszych oporów zabijali dzieci. Tutaj pojawia się jeszcze jedna, dodatkowa kwestia, dotycząca ukrywania swojej tożsamości. Młodszy z braci ma problem z zatajaniem swojego pochodzenia, ale u niego również szybciej zacierają się wspomnienia rodzinnego domu. Po raz kolejny Mario Escobar zmusił mnie do wielu refleksji, wywołał całą gamę uczuć i wiem, że do tej książki jeszcze kiedyś wrócę. Jest to lektura dla każdego, kto interesuje się II wojną światową. 


"Gorsza siostra" Justyna Bednarek, Jagna Kaczanowska

Patrząc na dotychczasowy dorobek autorek ta książka ma o wiele większy ciężar emocjonalny. Pojawia się tu kilka wątków, które rozwijają się wraz z rozwojem historii. Na pierwszy plan wychodzi białaczka, na którą zapada córka głównej bohaterki, młoda żona i matka. Poszukiwanie dawcy szpiku, który mógłby uratować życie kobiety spowoduje odkrycie tajemnicy rodzinnej, której początki sięgają wiele lat wstecz, do lat 30-tych ubiegłego wieku. Historia rodziny okazuje się niezwykle burzliwa, mocno splątana z wydarzeniami ówczesnych lat, pokazująca, jak bardzo zawiść i zaślepienie mogą doprowadzić do zerwania rodzinnych więzów. 
Choć autorki poruszają bardzo ważny temat we współczesnych wydarzeniach, to jednak ta warstwa historyczna wyłania się jako ciekawa i wciągająca. Bieżące wydarzenia są jakby tłem do tego, co działo się wiele lat wstecz. A dzieje się tam niesamowicie dużo: zdrady, miłość, nienawiść, ukrywanie Żydów, marzenia o karierze. Na początku pojawia się zapomniany świat II Rzeczypospolitej, który był pociągający i przerażający zarazem, żeby dość szybko przejść do realiów II wojny światowej, po pierwsze lata stalinizmu i marzec roku 1968, kiedy doszło do eskalacji antysemityzmu w Polsce. 
Po raz kolejny autorki pokazały, że razem da się napisać świetną historię, która chwyta za serce i od której ciężko się oderwać. Tło historyczne było niezwykle barwne, a współczesne tło otwiera oczy na chorobę, o której być może większość z nas nie myśli. Wspaniałą lektura, zdecydowanie warta polecenia. 


"Dom na Kurzych Łapach" Sophie Anderson

Motyw Baby Jagi oraz przepiękna okładka zdecydowały, że sięgnęłam po ten tytuł. Historia Marinki, która mieszka ze swoją babcią w Domu na Kurzych Łapach. Dwunastolatka obserwuje swoją krewną i wraz z nią pomaga duszom zmarłych przenieść się na drugą stronę. Dlatego też podróżują po całym świecie, budząc się czasem w bardzo niezwykłych miejscach. To wszystko sprawia, że dziewczynka jest samotna i bardzo pragnie towarzystwa osoby w swoim wieku. Nie zgadza się ze swoim przeznaczeniem, którym jest przejęcie roli swojej babci. Jej poczynania sprawiają, że babcia znika za Bramą, a dziewczynka robi wszystko, żeby ją odzyskać. 
Historię Mariki można uznać za baśń, którą czyta się przyjemnie, ale tak jak marzenie nocne, z nastaniem dnia zostaje po nim tylko niejasne wrażenie. Tak jest ze mną i tym tytułem, który czytałam kilka miesięcy temu. Pamiętam ogólny zarys tej historii, wiem, że czytałam ją z przyjemnością, choć nie z zachwytem. Jednak to książka pisana dla młodzieży i to raczej tej młodszej, w wieku głównej bohaterki, więc najprawdopodobniej nie powinnam być wyznacznikiem, czy jest to ciekawa lektura. Autorka porusza kwestie życiowych wyborów i odgórnie narzuconej roli, więzi rodzinne, samotność młodej bohaterki i mocną potrzebę przyjaźni. To wszystko osadzone jest w realiach baśni, gdzie oprócz wątków lekko przerażających (budowa muru z ludzkich kości) pojawia się walka o odzyskanie straconej osoby. Dla młodego czytelnika będzie to z pewnością przyjemna i wartościowa lektura. 



"Szlacheckie gniazdo. Ogień buntu" Monika Rzepiela

Powrót do świata bohaterów Szlacheckiego Gniazda sprawił mi dużo przyjemności. Autorka zaczyna akcję w tym samym momencie, w którym zakończył się tom pierwszy. Dramatyczny wybór młodej chłopki Marysi, która nie widzi dla siebie przyszłości jako samotnej matki bękarta, w ostatnim momencie zostaje zmieniony. Z pomocą przychodzi jej mężczyzna, którego nigdy by o to nie podejrzewała. Tymczasem Leontyna wychodzi za mąż za młodego warszawiaka, co jednak jest początkiem tragicznego związku. Młodsza siostra szlachcianki ucieka z domu, aby uniknąć klasztornego życia i wbrew rodzicom poślubia ukochanego mężczyznę. 
Ten tom jest bardziej dramatyczny, pokazuje życie o wiele większej ilości osób, zarówno tych wywodzących się ze szlachty, jak również chłopów, a także Cyganów. Wiele związków rozpada się z braku porozumienia, wiele osób samotnie cierpi, ale również pojawia się tu śmierć, która zbiera obfite żniwo. W tym tomie pojawia się o wiele więcej kobiet z różnych środowisk, które dokonując swoich wyborów skazują się na cierpienie ale i śmierć. Autorka pokazuje, że podążanie za głosem serca bardzo często kończy się tragicznie. Jednocześnie czytelnik może poznać nowe grupy społeczne, warszawskie mieszczaństwo, a także cygański tabor. To wszystko opisane jest na tle ówczesnych wydarzeń, czyli Insurekcji Kościuszkowskiej, wojen napoleońskich i III rozbioru Polski. Mimo odległości wszystko to odbija się na mieszkańcach ówczesnej Rzeczypospolitej. 
Mimo ogromnej ilości zgonów, która w innym wypadku mogłaby wydawać się przesadna, lektura tej książki była bardzo przyjemna. Trudy codziennego życia, obraz ówczesnego społeczeństwa, historie związków, wszystkie te elementy sprawiają, że lektura jest satysfakcjonująca. To świetna kontynuacja pierwszego tomu Szlacheckiego Gniazda. Zdecydowanie zainteresuje osoby, które interesują się obyczajami i życiem w czasach polski szlacheckiej. 


"Kiedy jak nie dziś" Paulina Wiśniewska

Licząc na lekką i wciągającą historię zabrałam się za historię bohaterów książki. Klara wyjeżdża na wakacje do ojca, który po rozwodzie założył nową rodzinę. Dziewczyna spotyka tam chłopaka, do którego zaczyna żywić żywsze uczucia, ale ich relacje będą wystawione na próbę, jako że pochodzi on z "trudnej rodziny". Matka bohaterki skrywa trudny sekret, który zmieni życie całej rodziny, a z zagranicy wraca przyrodnia siostra bohaterki z własnym mrocznym sekretem. 
Początkowo czytało mi się dobrze, kilkuosobowa narracja pozwala spojrzeć na tę historię z różnych stron, bohaterowie są sympatyczni i łatwo ich lubić. Jednak gdzieś od połowy książki zaczęłam czuć pewną niechęć i zastanawiałam się, czym jeszcze uraczy mnie autorka. Ciekawie jest wprowadzić kilka wątków, żeby książka nie była nudna, jednak ilość problemów, społecznych odchyleń, chorób i śmierci, które pojawiają się w tej historii wręcz przytłacza. W zwykłym życiu jest to prawie niemożliwe, żeby wszystkie problemy świata spadły na jedną rodzinę i jej otoczenie. To bardzo utrudniało mi lekturę, w pewnym momencie miałam już dosyć dramatów bohaterów, którzy stali mi się obojętni. Myślę, że ta książka jest ciekawa do połowy, kiedy są pewne kwestie, z którymi muszą zmierzyć się postacie, jednak później kiedy kolejne prawdy wychodzą na jaw, czytałam tę książkę z podejściem "co jeszcze dorzuci autorka". Ta lektura zdecydowanie nie przypadła mi do gustu, choć na pewno znajdzie swoim amatorów.


"W piekle pandemii" Jolanta Kosowska

Do tego tytułu trzeba podejść z odpowiednim nastawieniem, na które w dzisiejszych czasach być może nie każdy jest gotowy. Z pewnością łatwiej czytałoby się ją, gdyby przyjąć że to czysta fantastyka, jakich wiele powstało już wcześniej. Wizja postapokaliptyczna. Jednak tym razem autorka opisuje tylko prawdzie wydarzenia, a jest nimi początek pandemii, która dopadła na początku roku cały świat. 
Urlop wiosenny spędzony na górskich stokach z przyjaciółmi, to ostatnie normalne chwile, jakie spędzają Oliwia i Marcello. Chwilę potem kobieta jedzie do Toskanii, gdzie ma zaopiekować się babką swojego chłopaka, a miejsce to odcięte jest od świata kilometrami winnic. Marcello natomiast wraca do Wrocławia, gdzie jako odpowiedzialny lekarz, podejmuje się pracy w swoim szpitalu. Jednak tę historię opowiada Oliwia, młoda kobieta, która zamknięta w toskańskiej willi przez wiele dni nie ma świadomości, co dzieje się na świecie. Dopiero połączenie z Internetem przynosi obrazy i słowa, w które nie może uwierzyć, a także kontakt z ukochanym, który dość szybko zaraża się nowym wirusem. 
Trudna lektura, przede wszystkim dlatego, że jest prawdziwa. To przede wszystkim obraz uczuć i wrażeń ludzi, którzy znaleźli się w zupełnie nowej sytuacji. Oliwia, odcięta od świata, poznaje relacje ludzi, tych dobrze jej znanych przyjaciół, rozrzuconych po różnych zakamarkach Europy, jak i obcych, którzy pisząc internetowe pamiętniki, starają poradzić sobie z rzeczywistością. Jest tu obraz Bergamo w tych trudnych pierwszych tygodniach, opuszczona Wenecja, praca w Dreźnie na pierwszej linii ognia i Wrocław. Są wspomnienia chwil sprzed pandemii i obrazy tego co dzieje się obecnie. Każdy z nas pamięta, jak bardzo trudne były te pierwsze miesiące, kiedy większość państw zamknęło swoich mieszkańców w domach, kiedy każde wyjście dla wielu było otoczone strachem i niepewnością. Ta książka niesie ze sobą właśnie te obrazy, ale również pokazuje ludzką dobroć i poświęcenie. To lektura, która być może obecnie wiele nie wniesie, bo każdy z nas zna z autopsji, to co działo się i nadal dzieje. Ale być może za kilka lat pozwoli ponownie spojrzeć na te wydarzenia i je przemyśleć. 



"Gabrynia" Ewa Szymańska

Dalsze losy rodziny Bąków już na samym początku naznaczone są tragedią. Śmierć Franciszka wywrze duże zmiany na młodej wdowie, która musi teraz sama zaopiekować się czwórką dzieci. Postanawia przyjąć nieoczekiwaną pomoc i wyjść ponownie za mąż, w imię dobra dzieci. Tytułowa Gabriela, od początku bardzo zdolna i pojętna dziewczynka, zaczyna naukę w gimnazjum w pobliskim mieście. Rozwija tam swoje zdolności pisarskie. Młodsza, Weronika, która nie zgadza się z wyborami matki, buntuje się przeciwko światu. Obie dziewczyny przeżywają pierwsze miłosne zauroczenia a także odkrywają swoją seksualność. Codzienne zmagania w jednej chwili zmienia wybuch wojny, który zmusi wszystkich do przewartościowania swoich ideałów. 
Książka wciąga od pierwszych stron, wchodzi się w nią jak w masło i z przyjemnością wraca do bohaterów z "Apolonii". Tym razem historia rozdziela się na większą ilość bohaterów, dzieci Apolonii dorastają i zabierają własny głos w tej historii. Wiele się dzieje, realia ówczesnych czasów przeplatają się z życiem, z wyborami i uczuciami młodych ludzi. Niektóre z nich przyniosą rozpacz, inne będą właściwym wyborem. Autorka pisze historie niezwykle wciągające, od której ciężko się oderwać. Jest to równie dobra lektura jak tomu pierwszego, którego jest bezpośrednim przedłużeniem. Z chęcią poznam zakończenie tej historii i jej bohaterów, których autorka zostawia tuż po końcu II wojny. 



"Szarlatani" Lydia Kang, Nate Pedersen

Ta książka to istne kompendium wiedzy jak NIE LECZYĆ ludzi. Autorzy, pokazując podejście ludzi i jego zmianę na przestrzeni wieków, pokazują bardzo różne, przedziwne i czasami wręcz nieprawdopodobne sposoby, które miały pomagać i leczyć chorych. Rozdziały dzielą się na pierwiastki, rośliny, narzędzia, zwierzęta i tajemne moce, w których to szczegółowo opisywane są różne sposoby na pomoc pacjentom. 
Czytając ten tytuł ma się wrażenie, jakby ówcześni ludzie nie chcieli pomóc swoim pacjentom, a wręcz im zaszkodzić. Niektóre metody leczenia, a także środki, które były do tego używane wywołują obrzydzenie, śmiech i lęk. Często sposoby zabezpieczania się przed chorobami były pustymi życzeniami, które nie miały nic wspólnego z prawdziwym życiem, często też leczenie doprowadzało do szybszej śmierci pacjenta. Upuszczanie krwi, leczenie radem, rtęcią, częściami ciał zwierząt czy prądem to tylko jedne z wielu sposobów, na które wpadali ówcześni ludzie. 
To lektura, która wywołuje wiele bardzo różnych emocji, a jednocześnie zmusza do refleksji, że żyjemy w dobrych, spokojnych czasach. Dobrze, że praktyki, które są w niej pokazane, już raczej nie występują we współczesności, chyba że u prawdziwych szarlatanów. Książka dla każdego, kto interesuje się choć odrobinę medycyną, a także jest ciekawy sposobów, jakie podejmowali lekarze w przeszłości, żeby pomóc ludziom.

"Osiedle odmieńców" Anna Klejzerowicz

Choć rzadko sięgam po kryminały, tutaj postanowiłam jednak spróbować, bo czasem warto odejść od utartych ścieżek. Był to zdecydowanie dobry wybór. 
Na nowo powstałym osiedlu domów jednorodzinnych w pożarze domu ginie cała rodzina, młode małżeństwo z małymi dziećmi. Ta tragedia staje się początkiem dramatycznych wydarzeń, których rozwiązanie próbuje znaleźć policja, ale również Felicja Stefańska, która jest rzecznikiem prasowym gminy i która miała już do czynienia ze śledztwami. Tropy prowadzą do wydarzeń z przeszłości, o których mieszkańcy pobliskiej wioski nie chcą pamiętać. Czy współczesne wydarzenia to zemsta z przeszłości i czy uda się odnaleźć na czas winnych? 
"Osiedle odmieńców" to trzeci tom przygód Felicji Stefańskiej. Choć nie miałam do czynienia z wcześniejszymi tomami, w żaden sposób nie wpłynęło to na odbiór lektury. Książka jest mocna, momentami brutalna, początkowo jest sporo elementów, które idą w kierunku nadprzyrodzonym. Cały czas coś się dzieje i trudno przewidzieć, jak potoczy się dalej akcja. Głowna bohaterka i jej najbliższe otoczenie, to postacie, które dość szybko obdarza się sympatią. Zaskakujące poczucie straty, które kończy tę książkę powoduje, że kończy się lekturę z mieszanymi uczuciami. To nie jest lekki kryminał, gdzie ginie ktoś daleko i mało to czytelnika obchodzi, tutaj śmierć czai się za rogiem i nigdy nie wiadomo, jak skończy się bieżący dzień. 
To była lektura pełna napięcia i pasji, którą czytałam z przyjemnością. Choć moja kryminalna historia jest raczej szczupła, to myślę, że ten tytuł mogę zakwalifikować na górnej półce. Wiele wątków sprawia, że każdy znajdzie tu coś dla siebie.

12/30/2020

Podsumowanie roku 2020

Podsumowanie roku 2020

Kończy się rok, który dla wszystkich był trudny. Pora na małe podsumowanie tego, co działo się w przeciągu ostatnich dwunastu miesięcy, zarówno pod względem lektur jak i pracy na blogu. Mam pewne poczucie winy, bo był to rok kiepski jeśli chodzi o posty, ale o tym za chwilę.

Jako czytelnik


Patrząc na liczbę przeczytanych (i w tym roku przesłuchanych) książek  wynik nie pogorszył się w stosunku do poprzednich lat. Udało mi się przyswoić 67 pozycji. Większość to lektury papierowe, kilka z nich przeczytałam w formie ebooka, a 12 poznałam w formie audio. Połowa z poznanych tytułów została popełniona przez polskich autorów, a 34 pozycje to książki z zagranicznymi nazwiskami. W tym roku, ze względu na kiepski nastrój, wróciłam do książek i serii które lubię i które sprawiają mi dużo radości. Dzięki temu ponownie poznałam przygody bohaterów Zwiadowców (10 tomów), po raz kolejny zagłębiłam się w świat Harrego Pottera (słucham 6 tom serii), oraz ponownie odkryłam kilka romansów historycznych. 

Myśląc o najlepszych tytułach z tego roku od razu przychodzi mi do głowy "Słowik" Kristin Hannah. Ta książka wzbudziła we mnie niesamowicie wiele emocji, pokazała całą gamę zachowań, które powodowały ludźmi w czasie wojny, a wszystko to łączy się w piękną, wzruszającą i tragicznie smutną historię. Również "Światło w środku nocy" Jojo Moyes sprawiło mi dużo przyjemności. Ta historia osadzona w Kentucky w latach '30 ubiegłego roku pozwoliła mi odkryć nowy kawałek historii. Jeśli chodzi o rodzimą literaturę to zdecydowanie "Gorsza siostra" duetu Bednarek&Kaczanowska warta jest polecenia. To historia osadzona w dwóch osiach czasowych, która pokazuje jak bardzo możemy zniszczyć własną rodzinę. To zadziwiające, że dwie pisarki potrafią tworzyć tak dobre książki. 



Jako bloger


Tutaj niestety nie mam się czym pochwalić. W tym roku na blogu pojawiło się jedynie 27 wpisów, jest to najgorszy rok od początku istnienia bloga. Przez nastrój bardzo ciężko tworzyło mi się nowe wpisy, choć całe szczęście to się powoli zmienia i liczę na to, już tak zostanie. Jutro pojawi się jeszcze post z 15 opiniami o książkach, które poznałam w tym roku, a które nie doczekały się recenzji. 
Mimo wszystko w tym roku miałam przyjemność objąć patronatem medialnym trzy tytuły, z trzech różnych gatunków: "Diabelski hrabia" Melisa Bel, "Miłość pod naszym niebem" Sylwia Kubik oraz "Winter" Marissy Meyer. Wszystkie trzy tytuły polecam z czystym sumieniem.
Nadal trwa comiesięczna zabawa na fanapgu Książkowych Wyliczanek: Czytaj, pisz, wygrywaj. Cieszę się, że ta zabawa cieszy się powodzeniem i mam nadzieję, ze nadal będziecie brać w niej udział. 

Ludzie, ludzie, ludzie


... (powinnam zostawić ten ustęp w takim stanie). Niestety pandemia spowodowała, że wszystkie tegoroczne wydarzenia zostały odwołane. Nie widzimy się od dawna w realnym świecie, zostaje jedynie Internet, ale ja mam z tym problem. Nie jestem w stanie odkryć radości ze spotkań online. Mogę mieć jedynie nadzieję, że nadchodzący rok będzie choć odrobinę lepszy i pozwoli chociaż na małe zloty.

I co dalej? 


Mam tylko nadzieję, że rok 2021 będzie lepszy, że pozwoli nam choć odrobinę wrócić do normalności. Nie planuję, bo wiem, że to w tych czasach wszystkie założenia mijają się z celem. Chcę czytać i pisać, czy uda się coś więcej, zobaczymy. 

Życzę Wam, żeby ten zbliżający się wielkimi krokami Nowy Rok 2021 dał nam normalność. Tak po prostu!



Copyright © 2014 Książkowe Wyliczanki , Blogger