Odwiedzana nocami przez samotne, przerażone młode kobiety w potrzebie. Zdarzenia, które odbijają się w sercu i umyśle na całe życie. Trudne decyzje, które w niektórych przypadkach są kwestią życia i śmierci. Z tym wszystkim musi zmierzyć się komisarz Teo Urbanek, kiedy dostaje zlecenie wyjaśnienia sprawy porwania dziecka. Początkowo wątki sprawy nie wskazują, w jakim kierunku potoczy się śledztwo, a kolejne poszlaki prowadzą do coraz mroczniejszych zakamarków śląskiego miasta.
Niezwykle szybko odnalazłam się w tej historii i śledziłam ją, bardzo ciekawa, w jakim kierunku się potoczy. Autorka świetnie oddała klimat tamtych lat, wzbogacając całą opowieść dużą dawką śląskiej godki, co dodało powieści niesamowitej autentyczności.
Wątki kryminalne łączą się tu ze społecznymi. Z jednej strony można przeczytać o wydarzeniach i dramatach ówczesnych ludzi, o porwaniach i jeszcze gorszych zbrodniach, które autorka w dużej mierze zaczerpnęła z materiałów z tamtych lat. Z drugiej strony świetnie pokazane jest tło społeczne i trudne wybory, przed którymi stawali ówcześni mieszkańcy. Ludzie z familioków poświęcają zdrowie, a niekiedy i życie, pracując w hutach i kopalniach. Młode kobiety przyjeżdżają ze wsi do miasta w poszukiwaniu lepszego życia, a bardzo często trafiają w jeszcze trudniejsze sytuacje. Czasy końca kryzysu zmuszały ludzi do podejmowania różnych decyzji.
Autorka skupia się na dwóch postaciach, które stają się równie ważne. Teo to młody policjant wywodzący się z rodziny od wielu lat pracującej w hucie. Jego ojciec od dawna przebywa na rencie i mimo stosunkowo młodego wieku jego organizm jest na skraju wyczerpania. A jednak wypomina synowi wybór innej kariery i odejście od rodzinnej tradycji zawodowej.
Stefania Zizikówna to młoda kobieta, która zostaje zmuszona do podjęcia pracy. Pochodzi z wykształconej i początkowo dobrze prosperującej rodziny, ale ostatnie lata sprawiają, że wraz z matką musi przenieść się do niewielkiego mieszkania. Jej zaangażowanie w śledztwo dodatkowo burzy dotychczasowy spokój, zmuszając ją do podejmowania kolejnych decyzji zawodowych. Te dwie postacie doskonale oddają sytuację pewnych grup społecznych żyjących w tamtym czasie na Śląsku.
Autorka wspomina w posłowiu, że w tym tomie chciała skupić się na pokazaniu życia kobiet i ich problemów na przedwojennym Śląsku. Doskonale jej się to udaje dzięki różnorodnym bohaterkom, które przewijają się przez tę historię i ukazują różne aspekty kobiecego życia — zazwyczaj znojnego, ubogiego i niezwykle trudnego.
Nie są to wyłącznie biedne i niewykształcone dziewczyny ze wsi. Wyraźnie zarysowany został również obraz kobiet policjantek, które stanowią niewielki odsetek mundurowych, a żeby móc podjąć pracę, muszą spełnić szereg warunków. Bardzo wyrazistym przykładem jest także Sabina, która tylko dzięki wytrwałości i łutowi szczęścia nie musiała wybierać najgorszej z możliwych dróg.
Z drugiej strony pojawia się huta w Szopienicach, która po raz kolejny w tym roku pokazuje, jak niezwykle trudne warunki życia i pracy mieli tamtejsi ludzie. Zabijała nie tylko praca w samej hucie, ale również życie w okolicznych familiokach, próby uprawy warzyw i wychowywania dzieci. Ten wątek wybrzmiewa w książce równie mocno i sprawia, że niedowierzanie miesza się tu ze złością i frustracją.
„Dobrodziejka” to powieść, która z pewnością na długo zostanie w mojej pamięci. Wizja społeczeństwa połowy lat 30. XX wieku, jego problemów i codziennych wyborów, a także zbrodni, które oburzały opinię publiczną, ale również wywoływały plotki i pokątne szepty wśród mieszkańców. Autorka doskonale oddała ducha tamtych czasów, pozwalając podczas lektury poczuć klimat ówczesnego Śląska.
Na pewno nie będzie to jedyna książka autorki, którą poznałam. Z ciekawością sięgnę po jej wcześniejsze powieści, ale również poznam dalsze losy Teo Urbaniaka. Dla miłośników powieści historycznych, jak również kryminałów retro ta pozycja sprawdzi się idealnie.
.jpg)


.jpg)