10/31/2026

Kim jest "Dobrodziejka" Sabina Waszut

Kim jest "Dobrodziejka" Sabina Waszut


Wstyd się przyznać, że to moje pierwsze spotkanie z twórczością Sabiny Waszut, choć kilkakrotnie natknęłam się już na książki autorki. Wiem również, że z przyjemnością nadrobię zaległości, bo jej historie i styl bardzo mi pasują. „Dobrodziejka” to początek nowego cyklu, który ma pokazywać kryminalne tło Śląska, a jednocześnie przybliżać życie i codzienność ówczesnego świata.

Odwiedzana nocami przez samotne, przerażone młode kobiety w potrzebie. Zdarzenia, które odbijają się w sercu i umyśle na całe życie. Trudne decyzje, które w niektórych przypadkach są kwestią życia i śmierci. Z tym wszystkim musi zmierzyć się komisarz Teo Urbanek, kiedy dostaje zlecenie wyjaśnienia sprawy porwania dziecka. Początkowo wątki sprawy nie wskazują, w jakim kierunku potoczy się śledztwo, a kolejne poszlaki prowadzą do coraz mroczniejszych zakamarków śląskiego miasta.

Niezwykle szybko odnalazłam się w tej historii i śledziłam ją, bardzo ciekawa, w jakim kierunku się potoczy. Autorka świetnie oddała klimat tamtych lat, wzbogacając całą opowieść dużą dawką śląskiej godki, co dodało powieści niesamowitej autentyczności.

Wątki kryminalne łączą się tu ze społecznymi. Z jednej strony można przeczytać o wydarzeniach i dramatach ówczesnych ludzi, o porwaniach i jeszcze gorszych zbrodniach, które autorka w dużej mierze zaczerpnęła z materiałów z tamtych lat. Z drugiej strony świetnie pokazane jest tło społeczne i trudne wybory, przed którymi stawali ówcześni mieszkańcy. Ludzie z familioków poświęcają zdrowie, a niekiedy i życie, pracując w hutach i kopalniach. Młode kobiety przyjeżdżają ze wsi do miasta w poszukiwaniu lepszego życia, a bardzo często trafiają w jeszcze trudniejsze sytuacje. Czasy końca kryzysu zmuszały ludzi do podejmowania różnych decyzji.

Autorka skupia się na dwóch postaciach, które stają się równie ważne. Teo to młody policjant wywodzący się z rodziny od wielu lat pracującej w hucie. Jego ojciec od dawna przebywa na rencie i mimo stosunkowo młodego wieku jego organizm jest na skraju wyczerpania. A jednak wypomina synowi wybór innej kariery i odejście od rodzinnej tradycji zawodowej.

Stefania Zizikówna to młoda kobieta, która zostaje zmuszona do podjęcia pracy. Pochodzi z wykształconej i początkowo dobrze prosperującej rodziny, ale ostatnie lata sprawiają, że wraz z matką musi przenieść się do niewielkiego mieszkania. Jej zaangażowanie w śledztwo dodatkowo burzy dotychczasowy spokój, zmuszając ją do podejmowania kolejnych decyzji zawodowych. Te dwie postacie doskonale oddają sytuację pewnych grup społecznych żyjących w tamtym czasie na Śląsku.

Autorka wspomina w posłowiu, że w tym tomie chciała skupić się na pokazaniu życia kobiet i ich problemów na przedwojennym Śląsku. Doskonale jej się to udaje dzięki różnorodnym bohaterkom, które przewijają się przez tę historię i ukazują różne aspekty kobiecego życia — zazwyczaj znojnego, ubogiego i niezwykle trudnego.

Nie są to wyłącznie biedne i niewykształcone dziewczyny ze wsi. Wyraźnie zarysowany został również obraz kobiet policjantek, które stanowią niewielki odsetek mundurowych, a żeby móc podjąć pracę, muszą spełnić szereg warunków. Bardzo wyrazistym przykładem jest także Sabina, która tylko dzięki wytrwałości i łutowi szczęścia nie musiała wybierać najgorszej z możliwych dróg.

Z drugiej strony pojawia się huta w Szopienicach, która po raz kolejny w tym roku pokazuje, jak niezwykle trudne warunki życia i pracy mieli tamtejsi ludzie. Zabijała nie tylko praca w samej hucie, ale również życie w okolicznych familiokach, próby uprawy warzyw i wychowywania dzieci. Ten wątek wybrzmiewa w książce równie mocno i sprawia, że niedowierzanie miesza się tu ze złością i frustracją.

„Dobrodziejka” to powieść, która z pewnością na długo zostanie w mojej pamięci. Wizja społeczeństwa połowy lat 30. XX wieku, jego problemów i codziennych wyborów, a także zbrodni, które oburzały opinię publiczną, ale również wywoływały plotki i pokątne szepty wśród mieszkańców. Autorka doskonale oddała ducha tamtych czasów, pozwalając podczas lektury poczuć klimat ówczesnego Śląska.

Na pewno nie będzie to jedyna książka autorki, którą poznałam. Z ciekawością sięgnę po jej wcześniejsze powieści, ale również poznam dalsze losy Teo Urbaniaka. Dla miłośników powieści historycznych, jak również kryminałów retro ta pozycja sprawdzi się idealnie.




  • Autor: Waszut Sabina
  • Tytuł: Dobrodziejka
  • Cykl: Mroczne tajemnice dawnego Śląska #01
  • Wydawnictwo: Mando
  • Liczba stron: 320
  • Premiera: 09 wrzesień 2026

10/28/2026

Jak wygląda "Tętniące życie" Kim Ae-Ran

Jak wygląda "Tętniące życie" Kim Ae-Ran



„Tętniące życie” Kim Ae-ran to historia Areuma, szesnastoletniego chłopaka cierpiącego na progerię. Z powodu niezwykle rzadkiej choroby jego ciało przypomina ciało osiemdziesięciolatka. Areum musiał szybko dojrzeć, ale mimo swojej przedwczesnej dojrzałości wciąż pozostaje nastolatkiem, który próbuje zrozumieć otaczający go świat. Chce poznawać nowe rzeczy, doświadczać życia, a jednocześnie wspierać swoich rodziców. Nie buntuje się jak typowy nastolatek. Mam wręcz wrażenie, że pod względem emocjonalnym jest znacznie dojrzalszy od swoich rodziców. Problemy z pamięcią, słuchem i wzrokiem dodatkowo utrudniają mu codzienne funkcjonowanie.

Rodzice Areuma sami byli jeszcze nastolatkami, kiedy pojawił się on na świecie. Oboje mieli zaledwie szesnaście lat, a ich związek od początku nie należał do łatwych. Nie brakowało również trudności w relacjach z rodzicami ojca chłopaka. Autorka pokazuje więc nie tylko życie z rzadką chorobą, ale również konsekwencje wczesnego rodzicielstwa i trudności, z którymi muszą mierzyć się ludzie, zanim zdążą sami dorosnąć. Choć rodzice kochają syna, każde z nich na swój sposób radzi sobie z jego chorobą. W dużej mierze próbują udawać, że wszystko jest w porządku.

Historia opowiadana jest z perspektywy Areuma. Chłopak nie chodzi do szkoły, nie ma przyjaciół, a jego najbliższym towarzyszem jest starszy sąsiad, mężczyzna około siedemdziesiątki. Samotność bohatera jest jednym z tych elementów, które mocno zwracają uwagę. Mimo trudnego tematu książka niesie jednak sporo ciepła i radości. Nie brakuje codziennych sytuacji, śmiechu i zwyczajnych chwil, które pozwalają spojrzeć na życie Areuma nie tylko przez pryzmat choroby.

Najwięcej emocji wzbudził we mnie wątek znajomości z młodą dziewczyną, która pisze do Areuma i opowiada mu o swojej chorobie. Chłopak zaczyna się w niej zakochiwać, a ta relacja staje się jego pierwszym zauroczeniem. Z czasem okazuje się jednak, że ta znajomość nie jest taka, jak początkowo mogłoby się wydawać. Ten wątek wnosi do historii dodatkowy wymiar i pokazuje, jak łatwo wykorzystać samotność oraz potrzebę bliskości drugiego człowieka.

Muszę przyznać, że choć historia Areuma dotyczy niezwykle trudnego tematu i jego los od początku budzi współczucie, nie wywołała we mnie tak silnych emocji, jakich się spodziewałam. Bohater wydaje się pogodzony ze swoim losem, nie próbuje się przeciwko niemu buntować. Jest tak dojrzały, że chwilami trudno pamiętać, że to przecież szesnastoletni chłopak. Być może ma to związek ze sposobem prowadzenia narracji i charakterystycznym dla koreańskiej literatury sposobem opowiadania o trudnych doświadczeniach. Nie oznacza to jednak, że książka nie daje powodów do refleksji.

Jest jeszcze epilog, który stanowi historię napisaną przez Areuma. Baśniowa opowieść o poznaniu się jego rodziców, przedstawiona w mocno erotyczny sposób, zupełnie nie pasowała mi do całości. Miałam poczucie, że ten fragment wyraźnie odstaje od reszty książki.

„Tętniące życie” to dla mnie jedna z tych historii, które bardziej docenia się podczas analizowania poszczególnych wątków niż w trakcie samej lektury. Początkowo nie porwała mnie tak, jak mogłabym oczekiwać po opowieści o chłopaku zmagającym się z tak rzadką chorobą. Kiedy jednak zaczęłam przyglądać się jej bliżej, dostrzegłam wiele tematów wartych uwagi: samotność, przedwczesną dojrzałość, trudne rodzicielstwo, potrzebę bliskości i różne sposoby radzenia sobie z cierpieniem.

Czy mi się podobała? Powiedziałabym, że była ciekawa, ale nie poruszyła mnie do głębi. Zostawiła za to sporo materiału do przemyśleń, a to również jest dla mnie ważne w literaturze.



  • Autor: Kim Ae-ran
  • Tytuł: Tętniące życie
  • Tytuł oryginalny: 두근두근 내인생 (dugeundugeun naeinsaeng)
  • Tłumaczenie: Łukasz Janik
  • Wydawnictwo: Kwiaty Orientu
  • Liczba stron: 292
  • Premiera: 05 maj 2022

10/25/2026

Poznaj "Dwór w Gdeszynie" Monika Rzepiela

Poznaj "Dwór w Gdeszynie" Monika Rzepiela

Miałam już okazję kilka razy sięgać po książki Moniki Rzepieli. Były to historie osadzone w XIX-wiecznych dworach szlacheckich, a także opowieści z XVII wieku, pokazujące świat mieszczański. Tym razem autorka cofa się jeszcze bardziej, przenosząc czytelnika pod koniec XVI wieku, na długo przed okresem zaborów, kiedy szlachta wybierała królów elekcyjnych. Poznajemy życie w dworku szlacheckim w Gdeszynie, gdzie rodzina żyje zgodnie z prawami i obowiązkami przekazywanymi z pokolenia na pokolenie.

We wsi Gdeszyn, na terenie dzisiejszej Małopolski, w starym dworze żyje szlachecka rodzina Gdeszyńskich, wywodząca się od rycerza Krystiana. Trzy pokolenia wiodą spokojne życie, choć nie brakuje w nim trudów i trosk charakterystycznych dla tamtych czasów. Kiedy jednak do ich drzwi zawita kuzynka starosty, dotychczasowy spokój zostaje zakłócony, a pod rodzinnym dachem zaczynają pojawiać się problemy.

Trudno dziś wyobrazić sobie życie kilka wieków temu. Zazwyczaj szlachtę kojarzymy z XIX-wiecznymi dworkami, dużymi i dobrze oświetlonymi. Jednak w dawniejszych czasach życie szlacheckich rodzin wyglądało nieco inaczej. Były to czasy, kiedy w Polsce panowali królowie, choć wybierani już przez szlachecką brać. Dworki były raczej niewielkie, a część domowych obowiązków spoczywała zarówno na pani, jak i na panu domu. Dzieci musiały słuchać pani matki oraz pana ojca, a śmierć zbierała znacznie obfitsze żniwo niż w późniejszych wiekach.

Wszystkie te aspekty są doskonale widoczne w powieści autorki, która już od pierwszych stron pozwala zanurzyć się w ówczesnym świecie. Relacje rodzinne, teściowie, którzy mimo sędziwego wieku sześćdziesięciu lat nadal żyją, dzieci śpiące razem oraz dyscyplina, przed którą drżą nawet najmłodsi.

Czytając tę powieść, widać ogrom pracy, jaką autorka włożyła w zgłębienie tematu. Czuć ducha tamtych czasów. Nastroje panujące wśród szlachty, poddaństwo chłopów i ich przekonanie, że urodzili się jako ludzie gorsi od innych. Nawet najdrobniejsze wydarzenia, takie jak zaproszenie nieznajomego w gościnę, ukazują szlacheckie zwyczaje i tradycje. Wszystko to stanowi doskonałe tło dla głównych wydarzeń, które z jednej strony wciągają, z drugiej zaś pokazują sytuacje, które dla współczesnego czytelnika mogą być trudne do przełknięcia.

Historia przedstawia losy całej rodziny, jednak gdyby wskazać główną postać, wokół której toczy się akcja, byłaby nią Matylda. To matka i żona, która silną ręką trzyma w ryzach zarówno bliskich, jak i służbę, ale nie brakuje jej również miłości i serdeczności. Do dworu przyjeżdża kuzynka Bogusława, stara panna, którą brat wygnał z domu i która nie ma się gdzie podziać. Przygarnięta z dobrego serca przez rodzinę Gdeszyńskich, ma opiekować się dziećmi, by odciążyć panią domu, a jednocześnie zarobić na swoje utrzymanie we dworze.

Początkowo Elżbieta Zającówna jest wdzięczna za przygarnięcie i stara się pomagać najlepiej, jak potrafi. Z czasem jej myśli stają się jednak coraz bardziej gorzkie i kobieta postanawia uwieść swojego kuzyna, by odkryć siłę pożądania i cielesności. To początek wielkich problemów w domu, które ostatecznie doprowadzają do tragedii. Pokazują również, jak łatwo w tamtych czasach śmierć przychodziła do ludzi i na wiele sposobów mogła zakończyć ludzkie życie.

„Dwór w Gdeszynie” ma niespieszne tempo, charakterystyczne dla stylu autorki. Pisarka pozwala czytelnikowi zanurzyć się w dawnym świecie, poznać codzienne życie bohaterów, ich relacje, emocje i obyczaje. W tej historii nie znajdziemy wielu dat, a historia, choć jest w tle, nie przeszkadza bohaterom w codziennym życiu. Wydarzenia historyczne są tu naturalnym tłem dla opowieści o ludziach, ich marzeniach, słabościach, namiętnościach i wyborach. Dzięki temu choć przez chwilę można mieć wrażenie, że wraz z bohaterami chodzi się ich ścieżkami. Wydarzenia powoli nabierają tempa, z czasem rozwijają się i pokazują, dokąd może doprowadzić ta historia. W głowie rodzą się pytania i wątpliwości. I choć z jednej strony chce się czytać, z drugiej pojawia się obawa. Mimo powolnego tempa emocji w tej historii nie zabraknie, choć do końca pozostaje nadzieja na właściwe zakończenie.

„Dwór w Gdeszynie” to kolejna podróż w przeszłość, która pozwala spojrzeć na życie szlachty z nieco innej perspektywy. To opowieść nie tylko o dawnych obyczajach i rodzinnych relacjach, ale również o ludzkich słabościach, namiętnościach i konsekwencjach podejmowanych decyzji. Miłośnicy powieści historycznych, w których ważną rolę odgrywają codzienne życie i stopniowo rozwijająca się fabuła, powinni znaleźć tu coś dla siebie.





  • Autor: Rzepiela Monika
  • Tytuł: Dwór w Gdeszynie
  • Cykl: Sarmackie Pieśni #01
  • Wydawnictwo: Lucky
  • Liczba stron:352
  • Premiera: 24 sierpień 2026


 

10/14/2026

Pora poznać "Mój najlepszy Jin-Su" Agata Kołakowska

Pora poznać "Mój najlepszy Jin-Su" Agata Kołakowska



Czytam literaturę koreańską i książki o Korei, ale jakoś zawsze omijam szerokim łukiem powieści „inspirowane” koreańską kulturą i k-popem, pisane przez polskie czy zagraniczne autorki na fali popularności Kraju Spokojnego Poranka. Tym razem zrobiłam jednak wyjątek i po lekturze cieszę się, że tak właśnie było.

„Mój najlepszy Jin-su” Agaty Kołakowskiej to historia Iny Borowicz, młodej kobiety, która mieszka i pracuje we Wrocławiu, ale ma poczucie, że w jej życiu czegoś brakuje. Jednym z jej ulubionych momentów dnia są wieczory spędzane na oglądaniu k-dram. To właśnie w serialowej rzeczywistości Ina znajduje coś, czego brakuje jej w codzienności. Pewnego dnia w drodze do pracy zaczepia ją nieznajomy mężczyzna i zaprasza na kawę. Być może z tej znajomości wyniknie coś więcej. Niedługo później Ina przez przypadek bierze udział w konkursie i wygrywa bilety do Seulu. I właśnie wtedy jej życie zaczyna się mocno zmieniać.

Sięgając po tę książkę, nastawiałam się przede wszystkim na lekką historię, która umili mi czas. I rzeczywiście taka jest, ale okazała się też znacznie ciekawsza, niż się spodziewałam.

Autorka stworzyła tutaj dwa światy. Pierwszy to dobrze znana nam Polska, codzienność Iny i jej życie we Wrocławiu. Drugi to Korea, którą bohaterka zna przede wszystkim z oglądanych seriali i którą w pewnym sensie sobie wymarzyła. Ina utożsamia się z główną bohaterką k-dramy i marzy o spotkaniu swojego Jin-su. To zderzenie dwóch rzeczywistości wydało mi się w tej książce bardzo ciekawe.

Kiedy Ina trafia do Korei, autorka nie ogranicza się jednak tylko do wykorzystania koreańskiego klimatu jako tła dla historii. Jej zwiedzanie Seulu i kolejnych miejsc jest dość dokładnie opisane, dlatego dla kogoś, kto lubi koreańskie klimaty, może być to dodatkowy smaczek podczas lektury. Pojawia się tu sporo elementów związanych z Koreą, które sprawiają, że nie jest ona tylko miejscem, do którego bohaterka wyjeżdża.

Ważne miejsce zajmuje również malarstwo, które dobrze łączy się z tematem marzeń. Tych, które czasem porzucamy, bo życie potoczyło się inaczej, i tych, których mimo wszystko powinniśmy się trzymać. To kolejna rzecz, która sprawiła, że książka nie była dla mnie tylko opowieścią o dziewczynie zafascynowanej Koreą i k-dramami.

Podobało mi się również to, jak autorka wykorzystała lekko fantastyczny element historii. Dzięki niemu mogła połączyć oba światy – ten polski i ten koreański – i sprawić, że granica między rzeczywistością a serialową fikcją zaczyna się zacierać. Ten zabieg pozwala spojrzeć na historię Iny z trochę innej perspektywy.

Bo czy rzeczywiście życie, które oglądamy na ekranie, byłoby dla nas lepsze, gdybyśmy mogli je zamienić na własne? Czy miejsce, w którym nas nie ma, zawsze wydaje się bardziej niezwykłe? A może to nasze życie jest tym, którego ktoś inny mógłby nam pozazdrościć?

Oglądam sporo k-dram, dlatego podczas lektury bardzo łatwo było mi utożsamić się z Iną. Rozumiałam jej fascynację serialowym światem, marzenie o Korei i przekonanie, że gdzieś indziej mogłoby czekać na nią coś lepszego. A potem sama zaczęłam się zastanawiać, czy naprawdę chciałabym żyć w innej części świata. Czy moje życie rzeczywiście jest mniej niezwykłe tylko dlatego, że znam je od środka?

Takie refleksje zostały ze mną po tej książce. Z jednej strony dostałam lekką, przyjemną powieść, po którą można sięgnąć dla rozrywki. Z drugiej – historię, która sprawiła, że zaczęłam trochę inaczej patrzeć na własną codzienność, marzenia i to, czego właściwie szukamy w życiu.








  • Autor:  Kołakowska Agata
  • Tytuł: Mój najlepszy Jin-Su
  • Wydawnictwo: Oblicza
  • Liczba stron: 430
  • Premiera: 17 wrzesień 2025
Copyright © 2014 Książkowe Wyliczanki , Blogger