10/03/2026

Co przyniesie "W biegu do marzeń" Zuza Kordel

Co przyniesie "W biegu do marzeń" Zuza Kordel



Do moich rąk trafiła historia Dominiki, ostatniej z czterech przyjaciółek. Po wcześniejszych historiach byłam ciekawa tej bohaterki, jej życia i trudności, z jakimi się mierzy. Z drugiej strony przypuszczałam, że może to być moje ostatnie spotkanie ze światem, który poznałam dotychczas. Czy autorka zaskoczy mnie w tym względzie? Tego jeszcze nie wiedziałam. Odrobinę odłożyłam lekturę w czasie, ale kiedy już się za nią zabrałam, błyskawicznie zapoznałam się z tą historią.

Dominika wydaje się szczęśliwa w związku z Michałem, którego poznała kilka miesięcy wcześniej. Ma pracę, w której się spełnia, i przyjaciółki, które są w stanie zrobić dla siebie wszystko. Wydawać by się mogło, że jej życie jest poukładane i spełnione, ale to tylko powłoka. Kobietę nękają demony przeszłości, tym bardziej że Michał wydaje się coś ukrywać. Nie przyjeżdża tak często i jest rozkojarzony. Dominika boi się szczerej rozmowy, a jej podejrzenia zaczynają rosnąć i tworzyć coraz większy mur.

Historia ostatniej z czterech przyjaciółek – Dominiki – nie jest częścią cyklu, a oddzielną historią, podobnie jak wszystkie poprzednie tytuły. Na pewno jednak nie zaszkodzi poznać losów wszystkich czterech przyjaciółek po kolei, bo bohaterowie pojawiają się we wszystkich historiach. Tym razem to Dominika gra główną rolę. Dopiero poznając jej przemyślenia i wspomnienia, można odkryć, jak dużym wyzwaniem są dla niej zaufanie i wiara w szczęśliwe zakończenie.

Dominika wydawała mi się najodważniejszą bohaterką, pewną siebie, samodzielną kobietą, która jest w stanie pokonać wszystkie przeszkody. Jak bardzo pozory mogą mylić. Zachowanie Michała sprawia, że niepewność bohaterki staje się coraz większa. Nie chce zwierzać się przyjaciółkom, dopiero przyparta do muru wyznaje prawdę. Z czasem sama zaczyna prowadzić śledztwo, które sprawia, że jeszcze bardziej nie rozumie zachowania partnera. Wtedy pojawiają się podejrzenia, a wraz z nimi coraz większy strach.

Wraz z bohaterką zastanawiałam się, co powoduje zachowaniem Michała, i chciałam czym prędzej odkryć rozwiązanie. Wiedziałam, że podejrzenia nie mogą okazać się prawdą, ale rozwiązanie, które zaprezentowała autorka, mnie zaskoczyło. Pokazała nie tylko nieznany mi świat, ale również postarała się przedstawić, jak pewne sytuacje mogą być odbierane przez otoczenie. Ten wątek, podobnie jak przeszłość Dominiki, z którą bohaterka mierzy się do tej pory, sprawiły, że książka okazała się bardzo ciekawa na poziomie emocjonalnym.

W historii Dominiki pojawia się też wiele elementów życia codziennego, w którym obecni są przyjaciele i ich rodziny. Mała Malina wnosi do tej historii wiele energii i dziecięcego punktu widzenia, a pomysły przyjaciółek na wyjazd do Włoch również mogą wywołać uśmiech na twarzy. Ta historia jest jak życie – słodka, gorzka, momentami trudna, ale przeplatająca się z chwilami radości.

Wszystkie cztery historie przyjaciółek są ciekawe i dobrze się je czyta. Każda z nich jest też zupełnie inna i porusza kwestie społeczne, na które zdecydowanie warto zwrócić uwagę. Trudno zdecydować, czy któraś z nich może być lepsza od pozostałych. Poruszają tak różne tematy, że chyba nie mogą ze sobą konkurować. Kwestie macierzyństwa, adopcji, emocjonalnego szantażu, brutalności w związku, traum z dzieciństwa, braku wiary w siebie i zaufania, a także śmierci i związanych z nią problemów są tymi trudniejszymi elementami. Jednocześnie każda z książek niesie ze sobą ogrom miłości i siostrzanych uczuć, marzenia, które trzeba spełnić, a także nadzieję na lepsze jutro.

„W biegu do marzeń” doskonale łączy się z poprzednimi historiami Anastazji, Patrycji i Hani. Jest też samodzielną historią o problemach, których nie można zakopywać pod dywan, a szczera rozmowa może wyjaśnić wiele nieporozumień i wątpliwości. Bardzo dobrze się ją czytało i wywołała we mnie sporo emocji. Na pewno nie będzie to ostatnia książka autorki, po którą sięgnę.




  • Autor: Kordel Zuza
  • Tytuł: W biegu do marzeń
  • Wydawnictwo: Emocje Plus Minus
  • Liczba stron: 288
  • Premiera: 26 sierpień 2026

9/30/2026

Jak wygląda "Miłość w wielkim mieście" Sang Young Park

Jak wygląda "Miłość w wielkim mieście" Sang Young Park


„Miłość w wielkim mieście” Sang Young Parka to książka, która zbiera bardzo pozytywne recenzje na całym świecie. Autor pokazuje w niej życie młodego mężczyzny, osoby homoseksualnej, a przede wszystkim jego spojrzenie na miłość, związki i własne miejsce w świecie. Do książki podchodziłam więc z dużym zainteresowaniem, ale niestety ostatecznie nie do końca mnie przekonała.

Na początku historia wydawała mi się naprawdę ciekawa. Podobało mi się spojrzenie bohatera na otaczający go świat i sposób, w jaki autor przedstawiał jego codzienność. Im jednak dalej czytałam, tym bardziej miałam wrażenie, że książka staje się bardzo jednolita. Kolejne wydarzenia zaczęły się powtarzać i miałam poczucie, że historia nie wnosi już niczego nowego.

Z tego, co wiem, autor napisał ją między innymi na podstawie rozmów z różnymi osobami. Być może dlatego podczas lektury trudno było mi jednoznacznie stwierdzić, czy poszczególne rozdziały są osobnymi opowiadaniami, czy raczej kolejnymi fragmentami jednej historii. Dla mnie ostatecznie była to jedna opowieść o mężczyźnie, który sam do końca nie wie, jak chce żyć i czego właściwie szuka.

Bohater próbuje znaleźć swoją drugą połówkę, najczęściej szukając jej w klubach i kolejnych relacjach. Tyle że jego związki są zazwyczaj krótkie i nietrwałe, a w dużej części skupione wokół seksu. Gdyby bohaterką była kobieta, która żyłaby w dokładnie taki sposób, moja opinia o tej historii prawdopodobnie byłaby taka sama. Po prostu lubię, kiedy w książce dzieje się coś więcej.

W zeszłym roku oglądałam film „3670” i choć opowiadał dość podobną historię, zrobił na mnie zdecydowanie większe wrażenie. Być może dlatego, że oprócz relacji głównego bohatera pojawił się tam również wątek Korei Północnej i uciekinierów z tego kraju. Dzięki temu historia miała dla mnie więcej warstw i tematów, które mnie interesowały.

W „Miłości w wielkim mieście” tego trochę mi zabrakło. Poza poszukiwaniem kolejnego chłopaka i kolejnymi relacjami autor niewiele pokazuje. Dlatego najbardziej podobał mi się chyba pierwszy rozdział. Pojawia się w nim nie tylko życie uczuciowe bohatera, ale również jego przyjaźń z kobietą, wzajemne wsparcie i to, jak ważna może być bliska osoba, która nie jest partnerem.

Tego typu relacji i tematów chciałabym w tej książce zobaczyć więcej. Historia skupiona głównie na kolejnych związkach i poszukiwaniu miłości okazała się dla mnie po prostu zbyt monotonna. Rozumiem jednak, dlaczego książka może tak mocno trafiać do innych czytelników. To bardzo osobista opowieść o samotności, poszukiwaniu bliskości i próbie odnalezienia swojego miejsca. Po prostu tym razem nie była to historia dla mnie.




  • Autor: Park Sang Young
  • Tytuł: Miłość w wielkim mieście
  • Tytuł oryginalny: 대도시의 사랑법 (daedosiui salangbeob)
  • Tłumaczenie: Marta Niewiadomska
  • Wydawnictwo: Tajfuny
  • Liczba stron: 216
  • Premiera: 29 kwiecień 2025

  • 9/27/2026

    Co oznacza "Czerwony Krzyż" Sasza Filipenko

    Co oznacza "Czerwony Krzyż" Sasza Filipenko


    Tym razem wybrałam się w podróż w trochę innym kierunku niż zazwyczaj – na wschód od Polski, ale niezbyt daleko. Historia, którą miałam okazję poznać, pokazała mi zupełnie inny świat, choć jednocześnie w pewien sposób bliski współczesnemu człowiekowi. Czerwony Krzyż namalowany na drzwiach stał się przyczynkiem do historii pełnej strachu, okrucieństwa i smutku, a także do przemyśleń nad ludzkim postępowaniem.

    Sasza po śmierci żony, z maleńką córką, przenosi się do Mińska, żeby być bliżej matki. W nowo kupionym mieszkaniu z zaskoczeniem zauważa czerwony krzyż namalowany na drzwiach zarówno swojego mieszkania, jak i innych lokali. Mężczyzna nadal pogrążony jest w smutku po śmierci ukochanej i niechętnie otwiera się na innych, ale jedna z sąsiadek bardzo szybko wkracza w jego życie. Ponad dziewięćdziesięcioletnia kobieta, cierpiąca na zaawansowaną chorobę Alzheimera, opowiada mu o swoim życiu, które było pełne cierpienia, tragedii i osobistych dramatów.

    Przypominam sobie wszystko, co mówiła mi sąsiadka, i myślę, że życie ludzkie nigdy nie podrożeje. To najtańsza z rzeczy. Zmieniać się będą aranżacje, ale nie motyw.

    Historia nie jest łatwa, ale samą książkę czyta się dość szybko. Nie jest to obszerna lektura, a jednocześnie opowieść zawarta na jej stronach wywołuje wiele trudnych emocji. Autor zderza ze sobą dwa światy – młodego mężczyzny, żyjącego współcześnie, oraz dziewięćdziesięcioletniej kobiety, która, jak się okazuje, miała życie niezwykle skomplikowane, trudne i bolesne. Dwa światy – ten współczesny, w kraju Łukaszenki, i ten dawny, naznaczony II wojną światową oraz stalinizmem – ścierają się tutaj, zderzając ze sobą czasy, które na pierwszy rzut oka wydają się tak odległe.

    Mam wrażenie, że ta książka ma kilka warstw, które docierają do czytelnika powoli – najpierw podczas lektury, a potem już po jej zakończeniu, przynosząc różne przemyślenia, niestety w większości niezbyt dobre. Pierwsza historia to ta opowiadana przez Tatianę, starszą kobietę, która wspomina swoje życie – od urodzenia w Wielkiej Brytanii, przez powrót z ojcem do Rosji, aż po czasy II wojny światowej, pracę w LKSZ-u (Ludowym Komisariacie Spraw Zagranicznych) i późniejsze represje. Jej pierwszą i drugą miłość. Małżeństwo, macierzyństwo, cierpienie, łagry, poczucie winy… To wszystko mocny kaliber, bo choć czytałam już wiele książek o II wojnie światowej i stalinizmie, to nie da się przyzwyczaić do zbrodni, tragedii, prześladowań i śmierci.

    (...) z biegiem lat zrozumiałam, że relacje między obywatelami ZSRR a Stalinem były skonstruowane na takiej właśnie zasadzie. Surowego ojca się kocha wbrew te surowości. Nawet tam, w łagrze, kobiety, choć straciły krewnych i bliskich, marzyły o dobrych objęciach wodza. Jak małe dzieci, gotowe na wszystko, byleby tylko tata je kochał, pragnęły odkupić własną winę. 

    Po skończonej lekturze, podczas przemyśleń do tej recenzji, pojawił mi się jeszcze jeden wątek, który niesie bardzo negatywny przekaz o ludzkości. Pojawia się tu dwóch bohaterów pobocznych, których postawa pokazuje, że ludzie się nie zmieniają. „Przecież tak nie było”, „batiuszka Stalin” był doskonałym wodzem, a wszystko to, o czym opowiadają, to tylko plotki. Przecież „batiuszka” Łukaszenka trzyma ten kraj w kupie i nie pozwala wejść tu żadnej zarazie.

    I tak myślę o tych słowach wyrytych na pomnikach: „Nigdy więcej wojny”. I po raz kolejny dociera do mnie, że ludzie się nie zmieniają, a czas zaciera wydarzenia, które miały nigdy nie wrócić.

    - Dowiedziałam się, że podobne jak nas, dorosłych więźniów, dzieci również transportowano do domów dziecka w konwoju, pod strażą, z wilczurami. Przysługiwały im racje żywnościowe oraz, rzecz jasna, praca. Pięć razy w tygodniu z małymi motykami pięciolatki wychodziły do ogrodu plewić grządki. Każda, nawet najmniejsza siła, powinna była wspierać budowę wielkiego kraju. 

    Wydarzenia z przeszłości Tatiany są brutalne. Autor ich nie przemilcza i nie łagodzi tego, co działo się z bohaterką. Szczególnie mocno wybrzmiewa jej ufność, że przecież system nie jest taki zły, a oni niczego nie zrobili. „Jestem przecież obywatelką tego kraju, na pewno to, co się dzieje, jest tylko nieporozumieniem”. Wraz z czytelnikiem Tatiana również wierzy w ten przekaz – przynajmniej do pewnego momentu. I okazuje się, że nawet właśni obywatele, cywile i żołnierze, mogą stać się wrogami dla ideologii.

    Z drugiej strony jest Sasza – młody człowiek, który najpierw żyje w Rosji, a potem w Białorusi, a jednak doświadcza jedynie swoich prywatnych traum. Śmierć w jego przypadku jest jednostkowa. A jednocześnie żyje w świecie ogromnego rozwoju technologii i medycyny, które pozwalają na rzeczy jeszcze niedawno niewyobrażalne. To świat, który dawno zapomniał o dawnych upiorach. Dopiero spotkanie z Tatianą sprawia, że Sasza doświadcza ich na zupełnie innym gruncie.

    Jeszcze jednym istotnym elementem tej historii jest instytucja Czerwonego Krzyża. Ten tytułowy symbol okazuje się niezwykle ważny dla całej opowieści. Listy wysyłane do ZSRR przez Czerwony Krzyż pokazują próby porozumienia, wymiany jeńców wojennych, chęć rozmowy. Inne europejskie kraje próbują w ten sposób nawiązać nić porozumienia, a ze strony ZSRR za każdym razem jest tylko cisza. „Nie odpowiadać”.

    „Czerwony Krzyż” to powieść bardzo mocna w swoim przekazie. Książka napisana przez Białorusina, który został zmuszony do emigracji z kraju, niesie ze sobą bardzo trudne przesłanie. Bo ta historia nie jest tylko opowieścią o zapomnianej przeszłości. Przypomina o świecie, który w pewien sposób może do nas wrócić. Myślę, że to lektura ważna i warta uwagi. I na pewno zostanie na dłużej w moich myślach.


    • Autor: Filipenko Sasza
    • Tytuł: Czerwony Krzyż
    • Tytuł oryginalny: Красный крест
    • Tłumaczenie: Agnieszka Sowińska
    • Wydawnictwo: Noir sur Blanc
    • Liczba stron: 206
    • Premiera: 16 wrzesień 2026








    9/23/2026

    Kim jest "Dziewczyna znad morza" Dorota Milli

    Kim jest "Dziewczyna znad morza" Dorota Milli


    Wybierając książki na urlop, stwierdziłam, że historia osadzona nad morzem może być świetnym pomysłem. „Dziewczyna znad morza” Doroty Milli trafiła więc do mojej walizki trochę w ciemno. Dopiero podczas lektury zorientowałam się, że jest to drugi tom i że powinnam wcześniej poznać historię drugiej bohaterki, która tutaj pojawia się gdzieś w tle. Sama książka zresztą dość długo czekała na swoją kolej na mojej półce. Czy było warto po nią sięgnąć? Myślę, że tak, choć nie do końca dostałam to, czego się spodziewałam.

    Liwia Duńczyk zajmuje się zawodowo zarządzaniem kryzysowym, więc na co dzień zdecydowanie częściej przewiduje problemy, niż pozwala sobie na spontaniczność. Lubi spokojne, uporządkowane życie, czarno-białe filmy i muzykę z dawnych lat. Kiedy niespodziewanie traci pracę, początkowo może się wydawać, że jej świat właśnie się zawalił. Tymczasem utrata dotychczasowego zajęcia staje się dla niej szansą, by zacząć myśleć o sobie i spróbować czegoś nowego. Na jej drodze pojawia się jednak Robert – lider konkurencyjnej grupy, z którym Liwia szybko wchodzi w relację pełną rywalizacji, niechęci, przyciągania i odpychania.

    To była ciekawa lektura. Powieść obyczajowa, ale z romansem dość nietypowym. Przede wszystkim spodobała mi się sama Liwia. Jest cicha, spokojna, pracuje po swojemu i zdecydowanie nie należy do osób, które będą walczyć za wszelką cenę. Nie jest typem bohaterki, która za wszelką cenę musi wygrać i będzie dążyć do celu aż do upadłego. Kiedy podstępem odbiera komuś klienta, źle się z tym czuje. I właśnie ta jej niechęć do bezwzględnej rywalizacji wydała mi się bardzo ciekawa.

    Tym bardziej interesująca była jej relacja z Robertem. Spodziewałam się raczej klasycznego romansu, który będzie się powoli rozwijał mimo przeciwności. Tymczasem tutaj trudno mówić o delikatnym uczuciu, które od początku prowadzi bohaterów w jednym kierunku. Jest za to walka, rywalizacja i kwestia wygranej. Żadne z nich nie chce odpuścić, a ich relacja opiera się przede wszystkim na ciągłym przyciąganiu i odpychaniu.

    Początkowo bardzo mnie to bawiło i byłam ciekawa, dokąd autorka poprowadzi tę historię. W pewnym momencie jednak walka między Liwią i Robertem zaczęła mnie trochę nużyć. Było jej po prostu za dużo, a ja miałam wrażenie, że ich relacja przez dłuższy czas stoi w miejscu i nie posuwa się wystarczająco do przodu.

    Miałam też nadzieję, że skoro akcja dzieje się w Gdyni, morze będzie miało w tej historii większe znaczenie. Tymczasem morza właściwie nie uświadczyłam. Za to bardzo podobał mi się nostalgiczny klimat, który tworzyły piosenki i stare filmy. To właśnie te elementy najbardziej budowały atmosferę książki.

    Duży plus daję natomiast za rozwój Liwii. Za to, że zaczęła w końcu myśleć również o sobie, a nie wyłącznie o innych. I chyba właśnie ta jej przemiana była dla mnie ciekawsza niż sam wątek romantyczny.

    Podsumowując, „Dziewczyna znad morza” okazała się lekką lekturą na lato. Dobrze sprawdziła się podczas urlopu, ale raczej nie jest to książka, która zostanie ze mną na dłużej. Miło spędziłam z nią czas, ale po zamknięciu ostatniej strony nie miałam poczucia, że długo będę do niej wracać myślami.

     




    • Autor: Milli Dorota
    • Tytuł: Dziewczyna znad morza
    • Cykl: Hana i Liwia #02
    • Wydawnictwo: Filia
    • Liczba stron: 448
    • Premiera: 24 luty 2021
    Copyright © 2014 Książkowe Wyliczanki , Blogger