10/28/2026

Jak wygląda "Tętniące życie" Kim Ae-Ran

Jak wygląda "Tętniące życie" Kim Ae-Ran



„Tętniące życie” Kim Ae-ran to historia Areuma, szesnastoletniego chłopaka cierpiącego na progerię. Z powodu niezwykle rzadkiej choroby jego ciało przypomina ciało osiemdziesięciolatka. Areum musiał szybko dojrzeć, ale mimo swojej przedwczesnej dojrzałości wciąż pozostaje nastolatkiem, który próbuje zrozumieć otaczający go świat. Chce poznawać nowe rzeczy, doświadczać życia, a jednocześnie wspierać swoich rodziców. Nie buntuje się jak typowy nastolatek. Mam wręcz wrażenie, że pod względem emocjonalnym jest znacznie dojrzalszy od swoich rodziców. Problemy z pamięcią, słuchem i wzrokiem dodatkowo utrudniają mu codzienne funkcjonowanie.

Rodzice Areuma sami byli jeszcze nastolatkami, kiedy pojawił się on na świecie. Oboje mieli zaledwie szesnaście lat, a ich związek od początku nie należał do łatwych. Nie brakowało również trudności w relacjach z rodzicami ojca chłopaka. Autorka pokazuje więc nie tylko życie z rzadką chorobą, ale również konsekwencje wczesnego rodzicielstwa i trudności, z którymi muszą mierzyć się ludzie, zanim zdążą sami dorosnąć. Choć rodzice kochają syna, każde z nich na swój sposób radzi sobie z jego chorobą. W dużej mierze próbują udawać, że wszystko jest w porządku.

Historia opowiadana jest z perspektywy Areuma. Chłopak nie chodzi do szkoły, nie ma przyjaciół, a jego najbliższym towarzyszem jest starszy sąsiad, mężczyzna około siedemdziesiątki. Samotność bohatera jest jednym z tych elementów, które mocno zwracają uwagę. Mimo trudnego tematu książka niesie jednak sporo ciepła i radości. Nie brakuje codziennych sytuacji, śmiechu i zwyczajnych chwil, które pozwalają spojrzeć na życie Areuma nie tylko przez pryzmat choroby.

Najwięcej emocji wzbudził we mnie wątek znajomości z młodą dziewczyną, która pisze do Areuma i opowiada mu o swojej chorobie. Chłopak zaczyna się w niej zakochiwać, a ta relacja staje się jego pierwszym zauroczeniem. Z czasem okazuje się jednak, że ta znajomość nie jest taka, jak początkowo mogłoby się wydawać. Ten wątek wnosi do historii dodatkowy wymiar i pokazuje, jak łatwo wykorzystać samotność oraz potrzebę bliskości drugiego człowieka.

Muszę przyznać, że choć historia Areuma dotyczy niezwykle trudnego tematu i jego los od początku budzi współczucie, nie wywołała we mnie tak silnych emocji, jakich się spodziewałam. Bohater wydaje się pogodzony ze swoim losem, nie próbuje się przeciwko niemu buntować. Jest tak dojrzały, że chwilami trudno pamiętać, że to przecież szesnastoletni chłopak. Być może ma to związek ze sposobem prowadzenia narracji i charakterystycznym dla koreańskiej literatury sposobem opowiadania o trudnych doświadczeniach. Nie oznacza to jednak, że książka nie daje powodów do refleksji.

Jest jeszcze epilog, który stanowi historię napisaną przez Areuma. Baśniowa opowieść o poznaniu się jego rodziców, przedstawiona w mocno erotyczny sposób, zupełnie nie pasowała mi do całości. Miałam poczucie, że ten fragment wyraźnie odstaje od reszty książki.

„Tętniące życie” to dla mnie jedna z tych historii, które bardziej docenia się podczas analizowania poszczególnych wątków niż w trakcie samej lektury. Początkowo nie porwała mnie tak, jak mogłabym oczekiwać po opowieści o chłopaku zmagającym się z tak rzadką chorobą. Kiedy jednak zaczęłam przyglądać się jej bliżej, dostrzegłam wiele tematów wartych uwagi: samotność, przedwczesną dojrzałość, trudne rodzicielstwo, potrzebę bliskości i różne sposoby radzenia sobie z cierpieniem.

Czy mi się podobała? Powiedziałabym, że była ciekawa, ale nie poruszyła mnie do głębi. Zostawiła za to sporo materiału do przemyśleń, a to również jest dla mnie ważne w literaturze.



  • Autor: Kim Ae-ran
  • Tytuł: Tętniące życie
  • Tytuł oryginalny: 두근두근 내인생 (dugeundugeun naeinsaeng)
  • Tłumaczenie: Łukasz Janik
  • Wydawnictwo: Kwiaty Orientu
  • Liczba stron: 292
  • Premiera: 05 maj 2022

10/25/2026

Poznaj "Dwór w Gdeszynie" Monika Rzepiela

Poznaj "Dwór w Gdeszynie" Monika Rzepiela

Miałam już okazję kilka razy sięgać po książki Moniki Rzepieli. Były to historie osadzone w XIX-wiecznych dworach szlacheckich, a także opowieści z XVII wieku, pokazujące świat mieszczański. Tym razem autorka cofa się jeszcze bardziej, przenosząc czytelnika pod koniec XVI wieku, na długo przed okresem zaborów, kiedy szlachta wybierała królów elekcyjnych. Poznajemy życie w dworku szlacheckim w Gdeszynie, gdzie rodzina żyje zgodnie z prawami i obowiązkami przekazywanymi z pokolenia na pokolenie.

We wsi Gdeszyn, na terenie dzisiejszej Małopolski, w starym dworze żyje szlachecka rodzina Gdeszyńskich, wywodząca się od rycerza Krystiana. Trzy pokolenia wiodą spokojne życie, choć nie brakuje w nim trudów i trosk charakterystycznych dla tamtych czasów. Kiedy jednak do ich drzwi zawita kuzynka starosty, dotychczasowy spokój zostaje zakłócony, a pod rodzinnym dachem zaczynają pojawiać się problemy.

Trudno dziś wyobrazić sobie życie kilka wieków temu. Zazwyczaj szlachtę kojarzymy z XIX-wiecznymi dworkami, dużymi i dobrze oświetlonymi. Jednak w dawniejszych czasach życie szlacheckich rodzin wyglądało nieco inaczej. Były to czasy, kiedy w Polsce panowali królowie, choć wybierani już przez szlachecką brać. Dworki były raczej niewielkie, a część domowych obowiązków spoczywała zarówno na pani, jak i na panu domu. Dzieci musiały słuchać pani matki oraz pana ojca, a śmierć zbierała znacznie obfitsze żniwo niż w późniejszych wiekach.

Wszystkie te aspekty są doskonale widoczne w powieści autorki, która już od pierwszych stron pozwala zanurzyć się w ówczesnym świecie. Relacje rodzinne, teściowie, którzy mimo sędziwego wieku sześćdziesięciu lat nadal żyją, dzieci śpiące razem oraz dyscyplina, przed którą drżą nawet najmłodsi.

Czytając tę powieść, widać ogrom pracy, jaką autorka włożyła w zgłębienie tematu. Czuć ducha tamtych czasów. Nastroje panujące wśród szlachty, poddaństwo chłopów i ich przekonanie, że urodzili się jako ludzie gorsi od innych. Nawet najdrobniejsze wydarzenia, takie jak zaproszenie nieznajomego w gościnę, ukazują szlacheckie zwyczaje i tradycje. Wszystko to stanowi doskonałe tło dla głównych wydarzeń, które z jednej strony wciągają, z drugiej zaś pokazują sytuacje, które dla współczesnego czytelnika mogą być trudne do przełknięcia.

Historia przedstawia losy całej rodziny, jednak gdyby wskazać główną postać, wokół której toczy się akcja, byłaby nią Matylda. To matka i żona, która silną ręką trzyma w ryzach zarówno bliskich, jak i służbę, ale nie brakuje jej również miłości i serdeczności. Do dworu przyjeżdża kuzynka Bogusława, stara panna, którą brat wygnał z domu i która nie ma się gdzie podziać. Przygarnięta z dobrego serca przez rodzinę Gdeszyńskich, ma opiekować się dziećmi, by odciążyć panią domu, a jednocześnie zarobić na swoje utrzymanie we dworze.

Początkowo Elżbieta Zającówna jest wdzięczna za przygarnięcie i stara się pomagać najlepiej, jak potrafi. Z czasem jej myśli stają się jednak coraz bardziej gorzkie i kobieta postanawia uwieść swojego kuzyna, by odkryć siłę pożądania i cielesności. To początek wielkich problemów w domu, które ostatecznie doprowadzają do tragedii. Pokazują również, jak łatwo w tamtych czasach śmierć przychodziła do ludzi i na wiele sposobów mogła zakończyć ludzkie życie.

„Dwór w Gdeszynie” ma niespieszne tempo, charakterystyczne dla stylu autorki. Pisarka pozwala czytelnikowi zanurzyć się w dawnym świecie, poznać codzienne życie bohaterów, ich relacje, emocje i obyczaje. W tej historii nie znajdziemy wielu dat, a historia, choć jest w tle, nie przeszkadza bohaterom w codziennym życiu. Wydarzenia historyczne są tu naturalnym tłem dla opowieści o ludziach, ich marzeniach, słabościach, namiętnościach i wyborach. Dzięki temu choć przez chwilę można mieć wrażenie, że wraz z bohaterami chodzi się ich ścieżkami. Wydarzenia powoli nabierają tempa, z czasem rozwijają się i pokazują, dokąd może doprowadzić ta historia. W głowie rodzą się pytania i wątpliwości. I choć z jednej strony chce się czytać, z drugiej pojawia się obawa. Mimo powolnego tempa emocji w tej historii nie zabraknie, choć do końca pozostaje nadzieja na właściwe zakończenie.

„Dwór w Gdeszynie” to kolejna podróż w przeszłość, która pozwala spojrzeć na życie szlachty z nieco innej perspektywy. To opowieść nie tylko o dawnych obyczajach i rodzinnych relacjach, ale również o ludzkich słabościach, namiętnościach i konsekwencjach podejmowanych decyzji. Miłośnicy powieści historycznych, w których ważną rolę odgrywają codzienne życie i stopniowo rozwijająca się fabuła, powinni znaleźć tu coś dla siebie.





  • Autor: Rzepiela Monika
  • Tytuł: Dwór w Gdeszynie
  • Cykl: Sarmackie Pieśni #01
  • Wydawnictwo: Lucky
  • Liczba stron:352
  • Premiera: 24 sierpień 2026


 

10/14/2026

Pora poznać "Mój najlepszy Jin-Su" Agata Kołakowska

Pora poznać "Mój najlepszy Jin-Su" Agata Kołakowska



Czytam literaturę koreańską i książki o Korei, ale jakoś zawsze omijam szerokim łukiem powieści „inspirowane” koreańską kulturą i k-popem, pisane przez polskie czy zagraniczne autorki na fali popularności Kraju Spokojnego Poranka. Tym razem zrobiłam jednak wyjątek i po lekturze cieszę się, że tak właśnie było.

„Mój najlepszy Jin-su” Agaty Kołakowskiej to historia Iny Borowicz, młodej kobiety, która mieszka i pracuje we Wrocławiu, ale ma poczucie, że w jej życiu czegoś brakuje. Jednym z jej ulubionych momentów dnia są wieczory spędzane na oglądaniu k-dram. To właśnie w serialowej rzeczywistości Ina znajduje coś, czego brakuje jej w codzienności. Pewnego dnia w drodze do pracy zaczepia ją nieznajomy mężczyzna i zaprasza na kawę. Być może z tej znajomości wyniknie coś więcej. Niedługo później Ina przez przypadek bierze udział w konkursie i wygrywa bilety do Seulu. I właśnie wtedy jej życie zaczyna się mocno zmieniać.

Sięgając po tę książkę, nastawiałam się przede wszystkim na lekką historię, która umili mi czas. I rzeczywiście taka jest, ale okazała się też znacznie ciekawsza, niż się spodziewałam.

Autorka stworzyła tutaj dwa światy. Pierwszy to dobrze znana nam Polska, codzienność Iny i jej życie we Wrocławiu. Drugi to Korea, którą bohaterka zna przede wszystkim z oglądanych seriali i którą w pewnym sensie sobie wymarzyła. Ina utożsamia się z główną bohaterką k-dramy i marzy o spotkaniu swojego Jin-su. To zderzenie dwóch rzeczywistości wydało mi się w tej książce bardzo ciekawe.

Kiedy Ina trafia do Korei, autorka nie ogranicza się jednak tylko do wykorzystania koreańskiego klimatu jako tła dla historii. Jej zwiedzanie Seulu i kolejnych miejsc jest dość dokładnie opisane, dlatego dla kogoś, kto lubi koreańskie klimaty, może być to dodatkowy smaczek podczas lektury. Pojawia się tu sporo elementów związanych z Koreą, które sprawiają, że nie jest ona tylko miejscem, do którego bohaterka wyjeżdża.

Ważne miejsce zajmuje również malarstwo, które dobrze łączy się z tematem marzeń. Tych, które czasem porzucamy, bo życie potoczyło się inaczej, i tych, których mimo wszystko powinniśmy się trzymać. To kolejna rzecz, która sprawiła, że książka nie była dla mnie tylko opowieścią o dziewczynie zafascynowanej Koreą i k-dramami.

Podobało mi się również to, jak autorka wykorzystała lekko fantastyczny element historii. Dzięki niemu mogła połączyć oba światy – ten polski i ten koreański – i sprawić, że granica między rzeczywistością a serialową fikcją zaczyna się zacierać. Ten zabieg pozwala spojrzeć na historię Iny z trochę innej perspektywy.

Bo czy rzeczywiście życie, które oglądamy na ekranie, byłoby dla nas lepsze, gdybyśmy mogli je zamienić na własne? Czy miejsce, w którym nas nie ma, zawsze wydaje się bardziej niezwykłe? A może to nasze życie jest tym, którego ktoś inny mógłby nam pozazdrościć?

Oglądam sporo k-dram, dlatego podczas lektury bardzo łatwo było mi utożsamić się z Iną. Rozumiałam jej fascynację serialowym światem, marzenie o Korei i przekonanie, że gdzieś indziej mogłoby czekać na nią coś lepszego. A potem sama zaczęłam się zastanawiać, czy naprawdę chciałabym żyć w innej części świata. Czy moje życie rzeczywiście jest mniej niezwykłe tylko dlatego, że znam je od środka?

Takie refleksje zostały ze mną po tej książce. Z jednej strony dostałam lekką, przyjemną powieść, po którą można sięgnąć dla rozrywki. Z drugiej – historię, która sprawiła, że zaczęłam trochę inaczej patrzeć na własną codzienność, marzenia i to, czego właściwie szukamy w życiu.








  • Autor:  Kołakowska Agata
  • Tytuł: Mój najlepszy Jin-Su
  • Wydawnictwo: Oblicza
  • Liczba stron: 430
  • Premiera: 17 wrzesień 2025

10/10/2026

Poznajcie "Panny z dobrego domu" Edyta Świętek

Poznajcie "Panny z dobrego domu" Edyta Świętek

Drugi tom serii „W cieniu niewoli” trafił do mnie stosunkowo szybko po pierwszym. „Dżentelmeni Ziemi Galicyjskiej” to była historia mężczyzn, choć oczywiście nie wyłącznie ich. Tam jednak autorka skupiła się na męskich bohaterach, a w szczególności na trójce kuzynów – Maurycym, Walerym i Armando. Od tamtej historii minęło kilka lat. Wydarzenia z poprzedniego tomu nadal wpływają na realia życia, ale dorastają też panny, które przeżywają własną historię.

Armando, po skandalu w Hiszpanii, wyjeżdża do Polski, żeby plotki mogły ucichnąć, a on w tym czasie będzie mógł odetchnąć. Ciotka chciałaby, żeby mężczyzna pozostał w Polsce na stałe i szuka mu partnerki do ślubu. Tymczasem Walery próbuje za wszelką cenę usidlić Marylę, młodszą siostrę Maurycego. Postanawia poślubić najpiękniejszą pannę w okolicy, a niechęć samej zainteresowanej nie bardzo mu przeszkadza. Swój debiut towarzyski przeżywa również Apolonia, a wraz z nim pojawia się uczucie.

Ten tom zdecydowanie skupia się na paniach i od razu pokazuje ogromną różnicę w życiu między obiema płciami. Maryla i Apolonia to młode kobiety, które wchodzą do towarzystwa. Po raz kolejny autorka bardzo wyraźnie pokazuje, że nawet odrobina odstępstwa od obyczajów może wywołać skandal. Jednak ten tom to przede wszystkim starania o rękę dwóch pięknych szlachcianek. Maryla od początku wydaje się wyrachowana, pewna swojej urody i przebierająca w kandydatach do swojej ręki. Apolonia, młodsza i bardziej ufna, najpierw oddaje swoje serce, a potem mierzy się z plotkami i złym słowem siostry.

Autorka długo każe czytelnikowi zastanawiać się, z kim ostatecznie zwiążą się obie bohaterki i jak potoczy się ich życie. To, co zawsze urzeka mnie w lekturze powieści pisarki, to prawdziwe życie zawarte na kartach powieści. Nie ma tu upiększeń ani wyjątkowych wyjść z niebezpiecznych sytuacji. Radość miesza się ze smutkiem, uczucie z obowiązkiem i honorem. Wśród szlachetnie urodzonych można spotkać zarówno ludzi dobrych, jak i tych do granic złych. Losy obu panien pokazują to bardzo wyraźnie.

Powieść osadzona w II połowie XIX wieku nie mogła pominąć tak istotnych elementów jak praca u podstaw czy myślenie o dobru chłopów. Pojawiają się tu myśli o szkole i powszechnej edukacji. Tak samo jak walka z powszechnym piciem i próba zmiany zachowań mieszkańców wsi. Z drugiej strony widać, jak bardzo uzależnione są od siebie obie warstwy społeczne i jak łatwo można skrzywdzić osobę, która stoi niżej w hierarchii.

Ta historia nawet przez chwilę nie nudzi. Mnogość postaci nie przeszkadza, ale wprowadza wiele różnych wątków, które się przeplatają i nadają rytm całej opowieści. Jest pięknie i uroczo, ale momentami ciężko czyta się niektóre sytuacje. Życie bardzo często nie zwraca uwagi na słabszych, a odrobina szczęścia może ukształtować los poszczególnych osób.

„Panny z dobrego domu” to doskonała kontynuacja poprzedniej części. Wracają znani już bohaterowie, choć kilka lat starsi, a wraz z nimi pojawiają się nowe relacje. Autorka doskonale łączy wątki, pokazując prawdziwe, często niełatwe życie ludzi ze szlacheckiej sfery. Książkę czyta się szybko i z uwagą, cały czas próbując zrozumieć, dokąd zaprowadzi nas pisarka. Po raz kolejny przekonałam się, że nie mogę się zawieść na twórczości Edyty Świętek. Jeśli ktoś lubi powieści historyczne oddające prawdziwe życie, wybór jej powieści będzie dobrym rozwiązaniem.




  • Autor: Świętek Edyta
  • Tytuł: Panny z dobrego domu
  • Cykl: W cieniu niewoli #02
  • Wydawnictwo: Mando
  • Liczba stron: 400
  • Premiera: 15 lipiec 2026
Copyright © 2014 Książkowe Wyliczanki , Blogger