4/23/2021

Co skrywa się "Za mroczną rzeką" Masaji Ishikawa

Co skrywa się "Za mroczną rzeką" Masaji Ishikawa



Niektóre książki zmieniają nasze postrzeganie świata, po raz kolejny uświadamiają, że to co znamy z własnego podwórka nie jest oczywiste gdzie indziej. Uświadamiają poziom ludzkiego upodlenia, braku jakichkolwiek możliwości. Korea Północna to kraj najbardziej zamknięty na świecie, docierają do nas tylko nieliczne głosy jak wygląda życie osób, które się tam urodziły i przyszło im żyć pod reżimem. Jednak "Za mroczną rzeką" pokazuje coś jeszcze mocniejszego i straszniejszego, co trudno przychodzi pojąć podczas lektury.

Masaji Ishikawa urodził się w Japonii jako syn Japonki i Koreańczyka. Jego ojciec urodził się w Koreii i został porwany na przymusowe roboty do Japonii. Masaji i jego rodzina są w tym kraju ludźmi traktowanymi gorzej, wyszydzanymi, czują się jak osoby drugiej kategorii. Dlatego, kiedy w latach 50'tych pojawia się możliwość wyjazdu do Koreii Północnej, kiedy w społeczności koreańskiej w Japonii pojawiają się głosy, że tam będzie lepiej, że to kraina mlekiem i miodem płynąca, wiele rodzin decyduje się na wyjazd. Również rodzina Masajia wyjeżdża do Koreii Północnej na mocy repatriacji. I już chwilę po dopłynięciu do portu okazuje się, że bliżej tu do piekła. Życie, jakie zaczynają wieść, ciągła inwigilacja, a dodatkowo powszechna opinia, że są gorsi bo są Japończykami, brak perspektyw, głód, śmierć... To co opisuje autor jest nie do pomyślenia. Nie w XX wieku, a jednak to właśnie się dzieje. 

"Za mroczną rzeką" to niezbyt obszerna lektura, którą można przeczytać w jeden wieczór. Choć jest to jednocześnie lektura bardzo trudna emocjonalnie i z pewnością wiele osób nie będzie w stanie poznać całego ogromu zła i cierpienia, które się z niej wylewa za jednym podejściem. Autor, narrator i bohater opisuje swoje życie od wczesnych lat dziecięcych, które spędził w Japonii,  do momentu ucieczki z Koreii i gorzkich przemyśleń na temat polityki. Jego styl jest prosty i oszczędny, co dodatkowo potęguje przekaz, który wypływa z kart tej książki. Pojawia się kilka osobistych przemyśleń autora na temat różnych organizacji, czy Koreii jako Państwa. Ale większość tej historii to opis życia prostych ludzi, którzy znaleźli się na najniższym szczeblu drabiny społecznej w Koreii Północnej. 

To co przydarzyło się Masaji'owi i jego rodzinie, a także z pewnością wielu tysiącom ludzi w Koreii Północnej przedstawia okrutny obraz świata. Można powiedzieć, że przez dużą część czasu egzystowali oni, zamiast żyć. Niektóre momenty tej historii sprawiały, jakbym przeniosła się wprost do średniowiecza. Nie mogli żyć, wiele osób umierało, ale nie mogli też uciec z tego najbardziej inwigilowanego państwa świata. 

Najbardziej przytłaczającym przesłaniem tej książki, które mocno mnie dotknęło, nie były same działania rządów Koreii Północnej, ale państw ościennych, reszty świata. Masaji'owi udało się uciec, choć miał wiele szczęścia, spotkał ludzi, którzy mu w tym pomogli. Co jednak z resztą jego rodziny?

"Za mroczną rzeką" to książka która po raz kolejny otwiera oczy, która pokazuje poziom zła o niewyobrażalnej skali. Człowiek dopuszczał się takich okrutności, ale zawsze wobec "wroga", a nie własnego obywatela. Tutaj ludzie mieszkający w Koreii Północnej stali się pionkami w budowaniu nowego państwa, a jednocześnie nie mogli liczyć na żadną pomoc. Bardzo mocna, bardzo mroczna książka. Zdecydowanie nie jest to lektura dla każdego. Jednak zainteresowani polityką i społecznością Koreii Północnej zdecydowanie powinni poznać ten tytuł. 




  • Autor: Ishikawa Masaji
  • Tytuł: Za mroczną rzeką. Jak przetrwałem piekło Korei Północnej
  • Tytuł oryginalny: 北朝鮮大脱出 地獄からの生還 [Kitachōsen daidasshutsu jigoku karano seikan]
  • Wydawnictwo: Znak Horyzont
  • Liczba stron: 276
  • Premiera: 22 marzec 2021




4/18/2021

Bajania Andrzeja czyli "Andreowia" Beata Chomątowska

Bajania Andrzeja czyli "Andreowia" Beata Chomątowska



Jak przedstawić historię rodziny, żeby w żaden sposób nie odzwierciedlała nudnej codzienności? W jaki sposób wspominać swoich bliskich, żeby stali się niezwykle żywi i barwni? Jak przedstawić historię, żeby nie stała się kolejnym powieleniem stereotypów? Okazuje się, że można, udaje się to doskonale autorce "Andreowii", która ustami głównego bohatera, a jednocześnie narratora przedstawia pewną rodzinę, opisuje losy poszczególnych członków, choć właściwie skupia się w większości na kobietach, które zupełnie nie mieszczą się w ramach, które w tamtych czasach obowiązywały. 

Andrzej wychowuje się w rodzinie tak szczęśliwej jak nietypowej. Wychowuje go matka i babcia, obie są bardzo ekscentrycznymi kobietami. Prócz tego pojawia się dziadek, który jest sławnym Redaktorem, a przez dom przewijają się mniej lub bardziej znani wujkowie. Po latach bohater próbuje podliczyć się z życiem, podsumowuje swoje losy i zagłębia się w historię swojej rodziny. 

Ciężko zakwalifikować ten tytuł, bo wyłamuje się z wszelkich standardów. Jest to trochę saga rodzinna, choć pisana w zupełnie inny sposób. Pewne fragmenty wskazują na tzw. literaturę piękną. Jeszcze inne zawierają w sobie elementy baśniowe. Wszystko to pisane z dużym dystansem, sporą dozą satyry. A efekt końcowy zdecydowanie warty jest uwagi. 

Andrzej, narrator całej historii przedstawia swoje losy, jako dziecka, opisując pewne fragmenty z tamtych czasów. Jednak, żeby całkowicie przedstawić osoby z którymi mieszka, cofa się do momentu narodzin swojej babki. Pisze bardzo barwne, niezwykłe i niesamowicie ciekawie. Opowiada o swojej matce i jej wyborach życiowych. Wszystko to okraszone jest życiem ówczesnego Krakowa, osobami, które pojawiają się w otoczeniu bohaterek. Sposób narracji powoduje, że nawet historia, która w tamtym czasie się działa, staje się tłem dla życia postaci. 

Tytuł ten można analizować na wielu poziomach, a podczas lektury, jak i po jej skończeniu nasuwa się bardzo wiele tematów do rozważań. Babka i matka bohatera/narratora wyłamują się wszystkim standardom ówczesnych, ale również współczesnych czasów. Pokazują, że można iść pod prąd i żyć bardzo ciekawie. 

Istotnym miejscem, jest Krążownik, czyli biuro redakcji "Kuriera". To tam pojawia się wielu bohaterów, tam dzieją się rzeczy ciekawe i warte uwagi. A z czasem miejsce to zamiera, wraz z narratorem coraz bardziej się wypala. Andrzej opowiada historię swoich poprzedniczek z wielkim zapałem, a jednocześnie co jakiś czas pokazuje współczesność, szarą, smutną i niezbyt wartą uwagi. Pokazuje swoje życie, które z pewnych powodów stało się monotonne.

"Adnreowia" to świetny język, który uwiódł mnie od pierwszych zdań. To również niezwykle wciągająca historia, a właściwe historie przede wszystkim dwóch silnych kobiet, ale również znacznej ilości osób, którzy pojawili się w życiu bohaterek i zostali w nim na dłużej lub krócej. Zastanawia mnie zakończenie, które wprowadza trochę chaosu, zostawiając czytelnika z otwartą kartą. Myślę, że to jedna z tych książek, w których każdy znajdzie coś dla siebie, odkryje własny "smaczek" podczas lektury. 





  • Autor: Chomątowska Beata
  • Tytuł: Andreowia
  • Wydawnictwo: Wielka Litera
  • Liczba stron: 416
  • Premiera: 24 luty 2021






4/08/2021

Teraz o wiele łatwiej "Zrozumieć Japonię" Dorota Ugorowska

Teraz o wiele łatwiej "Zrozumieć Japonię" Dorota Ugorowska


Czym dalej od własnego domu, tym ludzie stają się bardziej inni, dziwni i niezrozumiali. We współczesnym świecie, gdzie granice nie stanową większej przeszkody przed podróżowaniem, lubimy odwiedzać inne kraje, poznawać kulturę i ludzi. Czy to wypad wakacyjny, czy pogoń za pracą, albo inne zdarzenia powodują, że wyruszamy w podróż bliższą lub dalszą. Niekiedy jednak ciężko zrozumieć ludzi, którzy myślą i postępują zupełnie inaczej niż jesteśmy do tego przyzwyczajeni. Dla Europejczyków zrozumienie niektórych odległych nacji może być początkowo trudne. Dlatego przygotowanie się na podróż poprzez lekturę jest świetnym początkiem. Książka Doroty Ugorowskiej to wiedza w pigułce dla każdego, kto myśli o wyprawie do Japonii. 

Odrobinę historii, codzienne zwyczaje, sposób spędzania wolnego czasu, wiara i związane z nią święta, podejście do pracy, fauna i flora... autorka stworzyła książkę, która jest przekrojem przez wszystkie warstwy życia Japończyków, pozwalając choć odrobinę zrozumieć sposób myślenia i zachowania mieszkańców Kraju Kwitnącej Wyspy. Prawie 20-letni pobyt na wyspach pozwolił jej dość dobrze poznać mieszkańców Japonii. Kompendium, które stworzyła i wydała na polskim rynku jest świetnym przewodnikiem dla każdego fana tego kraju. 

Autorka stworzyła książkę, która jest połączeniem literatury podróżniczej z reportażem, zagłębiając się w kulturę Japonii przez wszystkie jej aspekty. Początek to skrócony zarys historii, która bardzo wyraźnie wpłynęła na postrzeganie świata przez ten naród. Każdy, kto takie tematy omija z daleka, twierdząc, że czytanie o historii jest nudne, może być spokojny. Autorka wskazała tylko najistotniejsze kwestie, robiąc to w sposób ciekawy, a jednocześnie podkreślający jak dane wydarzenia wpłynęły na współczesny naród. 

Dorota Ugorowska mieszkała wiele lat w Japonii, co widać bardzo wyraźnie w tej pozycji. Niektóre rozdziały, jak "Mieszkanie w Japonii" jest zdecydowanie napisane przez osobę z zewnątrz, która dopiero podczas pobytu poznawała kulturę i naturę ówczesnych ludzi. To bardzo dobry zabieg, który powoduje, że czytelnik lepiej rozumie niektóre zagadnienia. 

Książka przedstawia bardzo wiele zagadnień japońskiego społeczeństwa. Pokazuje jak ludzie spędzają czas wolny, jakie sporty preferują, jakie mają podejście do pracy, do rodziny i życia codziennego. Można tu znaleźć ciekawostki na temat języka japońskiego, przeczytać o przyrodzie i zwierzętach, oraz poczuć w jaki sposób postrzegani są cudzoziemcy. 

Każdy rozdział porusza trochę inne zagadnienie, ale bardzo często się one łączą. Autorka pisząc o jednej kwestii, często porusza inną, co daje poczucie całości. Bardzo często przy poszczególnych problemach przytaczane są wspomnienia własne, lub znajomych, które sprawiają, że czyta się o życiu a nie pustych tematach. Bardzo dobrze wpływa to na odbiór książki, sprawiając, że czyta się ją z jeszcze większym zainteresowaniem, 

Japończycy są narodem spokojnym, wycofanym, trzymającym emocje na wodzy. Książka pokazuje jednak, że niektóre kwestie społeczne czy kulturowe zmieniają się wraz z kolejnym pokoleniem. Zagadnienia, które są ważne dla starszych, młodych nie bardzo zajmują. Ciekawa tendencja, która pokazuje zmianę pokoleniową. 

"Zrozumieć Japonię" to świetna pozycja dla każdego, kto tym krajem interesuje się od dawna, jak i dla osób, które dopiero odkryły fascynację Krajem Kwitnącej Wyspy. Autorka porusza kwestie bardzo zróżnicowane, które dla jednych będą zupełnym novum, dla innych będą ugruntowaniem wiedzy lub odkryciem jakiś nowych aspektów japońskiego świata. Łatwy język, wplecione ciekawe wspomnienia, wszystko sprawia, że książka staje się idealną pozycją dla każdego, kto Japonią interesuje się choć w niewielkim stopniu.  





  • Autor: Ugorowska Dorota
  • Tytuł: Zrozumieć Japonię
  • Wydawnictwo: Novae Res
  • Liczba stron: 426
  • Premiera: 30 czerwiec 2020






Recenzja napisana dla: 


3/21/2021

Co znajduje się "Na krawędzi nocy" Edyta Świętek

Co znajduje się "Na krawędzi nocy" Edyta Świętek


Czytanie blurbów często mija się z celem, bo po skończonej lekturze okazuje się, że okładkowe opisy fabuły zupełnie nie oddają tego, co kryje się wewnątrz. Czasem powoduje to, że lektura staje się mało atrakcyjna, czasem zaskakuje: pozytywnie lub negatywnie, a czasem sprawia, że czytamy ją z dużym zainteresowaniem. Właśnie to wydarzyło się przy mojej lekturze nowej książki Edyty Świętek. Choć blurb opisuje to, o czym traktuje ten tytuł, to jednocześnie okazuje się, że nie oddaje tej lektury. Dlaczego i co z tego wynikło? 

Nina nie mogła uwierzyć babci, kiedy ta zdradziła jej rodzinną tajemnicę: jest czarownicą. Nie taką latającą na miotle i przyrządzającą magiczne wywary, ale potrafiącą wpływać na ludzkie zachowania względem niej i poznawać ich myśli. Od chwili, kiedy w pełni uświadomiła sobie swoje możliwości, pozwala sobie na pomoc w kontaktach z ludźmi. Od lat niepokoją ją też sny, w których pojawiają się dwie tajemnicze postacie: Anioł i Mroczny - tak myśli o nich Nina. Nigdy nie myślała, że których z nich pojawi się w prawdziwym życiu, do czasu, kiedy piękny złotowłosy nieznajomy pojawia się niespodziewanie na jej drodze. Czy to spotkanie zapoczątkuje życiowe szczęście? A może również Mroczny stanie na drodze Niny? 

Miałam okazję czytać wcześniej kilka tytułów autorki, znam ją raczej z powieści obyczajowych i sag rodzinnych, byłam więc niezwykle ciekawa jak poradzi sobie z tytułem, który w pierwszym momencie wydaje się fantastyką, może z elementami romansu a nawet erotyki. Podczas lektury okazało się jednak, że ta fantastyka jest raczej pozorna. Co prawda pisarka wyposażyła Ninę w elementy magiczne, wpływanie na ludzi, ale jest to bardzo ezoteryczne i delikatne. Również te istoty, które pojawiają się w snach kobiety, okazują się kimś zupełnie innym, niż można zakładać po opisie. Książka bardziej plasuje się jako obyczaj, z elementami magicznymi. Jeśli więc przełknie się brak fantastyki jako takiej, można zabrać się za lekturę książki. 

Ten tytuł niesie bardzo dużo emocji, pokazuje przeżycia bohaterki od wieku nastoletniego do wieku trzydziestu lat. Mam wrażenie, że element czarownicy, którą okazuje się bohaterka nie jest wysunięty na pierwszy plan. Raczej pojawia się on z tyłu, wspomaga Ninę w życiu, jednak nie jest decydujący. Ważniejsze w tym tytule są emocje związane z poznaniem jasnowłosego mężczyzny, który staje się bardzo ważną postacią w jej życiu. Autorka pokazuje momenty piękne, ale również te gorsze. Bohaterka przeżywa bardzo skrajne emocje, które pokazują, jak niespotykane zwroty akcji decydują o naszym życiu. Bardzo wyraźne uczucia, emocje, które można przeżywać razem z bohaterką, sprawiają, że tytuł czyta się bardzo dobrze. Książka niesie ze sobą ciężar emocjonalny, to nie jest lekka i przyjemna lektura, którą czyta się jak ma się gorszy dzień. W takim momencie na pewno nie pomoże. A jednocześnie te wszystkie przeżycia, na które narażona jest bohaterka, a wraz z nią czytelnik, powodują, że książka jest bardzo wciągająca. 

"Na krawędzi nocy" to wciągająca książka obyczajowa z elementami magicznymi. Główna bohaterka posiada pewne zdolności nadprzyrodzone, lecz są one raczej na drugim planie. Na wierzchu widać związek Niny i wielką gamę emocji, które pojawiają się z tego powodu. Moc emocji staje się punktem rozpoznawczym, to właśnie one przychodzą mi na myśl w pierwszej chwili, kiedy myślę o tym tytule. To książka dla fanów powieści obyczajowych, którą lubią się wzruszać i czytać o codzienności. Trochę inna, a jednak w stylu Edyty Świętek. 
 




  • Autor: Świętek Edyta
  • Tytuł: Na krawędzi Nocy
  • Cykl: Alter Ego #01
  • Wydawnictwo: Replika
  • Liczba stron: 354
  • Premiera: 09 luty 2021




3/14/2021

Jak wyglądają "Zodiaki. Genokracja" Magdalena Kucenty

Jak wyglądają "Zodiaki. Genokracja" Magdalena Kucenty

Posapokaliptyczne światy zawsze mnie fascynują. Świat po wojnach, katastrofach naturalnych i ludzie, którzy muszą przystosować się do życia od nowa. Stworzyć struktury, nauczyć się wzajemnie funkcjonować, często w świecie, który zdecydowanie odbiega od tego, który był znany. Dlatego też lektura książki Magdaleny Kucenty była dla mnie oczywista, szczególnie że opis fabuły dawał nadzieję na wciągającą i nietuzinową historię. 

Świat po zagładzie, w którym pojawił się system kast, a ludzie podzieleni są według czystości genetycznej. Miasta otoczone kopułami są wyspami w świecie, gdzie promieniowanie wpływa na różne genetyczne mutacje. W zakładach inżynierii genetycznej powstały również Zodiaki, które są eksperymentami medycznymi i jako takie nie plasują się na żadnym stopniu drabiny społecznej, od początku są własnością instytutu. Osoby te posiadają bardzo zróżnicowane zdolności, z których korzystają ich twórcy. 

Autorka od razu rzuca czytelnika na głęboką wodę, zaczynając lekturę bardzo powoli poznaje się świat, w którym przyszło żyć tytułowym Zodiakom. Właściwie całą historia oscyluje wokół kilku postaci stworzonych w laboratorium, a wydarzenia pokazują wycinek z ich życia i działań, które podejmują. 

Dużym plusem książki jest kreacja bohaterów, którzy są niezwykle różnorodni, ale jednocześnie bardzo wyraziści. Mimo, że nie są to postacie pozytywne w czystym tego słowa znaczeniu, to podczas lektury zaczyna się im kibicować w wyborach, których dokonują. Okazuje się też, że tak naprawdę nie mogą oni ufać nikomu, nawet najbliższej rodzinie. 

Trochę brakowało mi szerszego spojrzenia na społeczeństwo, które pokazane jest tylko w perspektywie wydarzeń związanych z Zodiakami, a więc bardzo fragmentaryczne. Myślę, że poznanie społeczeństwa, które jest tak bardzo wyczulone na czystość genetyczną, a jednocześnie w wielu wypadkach niezwykle zmutowane genetycznie (czego doskonałym przykładem jest postać o znaczącym imieniu Smok), byłoby dodatkowym smakiem tej książki. Oprócz tego większość wydarzeń dzieje się w jednym mieście pod kopułą, wydarzenia poza nią, w świecie skażonym dzieją się tylko przez chwilę, a i tak brakowało mi szerszej perspektywy, która pokazywałaby inność tych miejsc. 

Zodiaki bardzo wyraźnie pokazują, jak manipulacje genetyczne wpływają na ludzi i jak bardzo mogą namieszać im w głowie, ale jednocześnie te postacie zmuszają do zadania pytania o samo decydowaniu oraz o bycie czyjąś własnością. Zodiaki są tworzone w laboratorium, modyfikacja genetyczna następuje w zarodku, ale są to jednak ludzie, którzy czują i żyją. 

Sam język powieści, lekki i plastyczny, sprawia, że czyta się ją szybko i z przyjemnością. Narracja przechodzi przez kilku bohaterów, którzy biorą udział w poszczególnych wydarzeniach, aby ostatecznie połączyć się w którymś momencie historii. 

Patrząc na całokształt brakuje mi tu jednak wyraźnego zakończenia. Akcja toczy się w jakimś kierunku, ale na koniec nie widzę nic, co podsumowywało ten tytuł i dawało by odpowiedzi na powstałe w trakcie lektury pytania. Być może autorka tym tytułem zaczyna większą historię i "Zodiaki. Genokracja" jest wstępem, który pozwala odrobinę poznać świat i bohaterów, tego nie wiem. Patrząc jednak jedynie na ten tytuł, zabrakło mi podsumowania. 

"Zodiaki. Genokracja" to nowe spojrzenie na świat po zagładzie, gdzie ludzie tworzą społeczeństwo kastowe oparte na genetyce. Tytułowe Zodiaki, specjalnie zmodyfikowane jednostki, to ludzie którzy nie mają żadnych praw, od początku są własnością laboratorium, w którym zostali stworzeni. Ich różnorodne cechy, niektóre bardzo przydatne, inne utrudniające zwyczaje funkcjonowanie, powodują, że są niezwykle barwni i wyraziści. Mimo pewnym mankamentów, lektura tego tytułu sprawia wiele przyjemności, a jednocześnie wywołuje pytania o społeczeństwo. Ciekawa powieść postapokalityczna, warta uwagi. 




  • Autor: Kucenty Magdalena
  • Tytuł: Zodiaki. Genokracja
  • Wydawnictwo: Uroboros
  • Liczba stron: 462
  • Premiera: 24 luty 2021




3/07/2021

Poznaj "Czysty wymysł. Jak japońska popkultura podbiła świat" Matt Alt

Poznaj "Czysty wymysł. Jak japońska popkultura podbiła świat" Matt Alt


Z przyjemnością wspominam, kiedy w czasach podstawówki prosto po lekcjach biegłam do domu, żeby zdążyć na "Czarodziejkę z księżyca", która w tamtym okresie puszczana była w telewizji. Byłam zakochana w "wojowniczce o miłość i sprawiedliwość" i wcale nie przeszkadzała mi jej nieporadność i wieczne łzy. Choć w zabawach na podwórku wcielałam się w inną z czarodziejek, to księżniczka Serenity i jej ukochany książę Ziemi mnie fascynowali. To było chyba moje pierwsze zderzenie, które spowodowało fascynację anime, Japonią i jej licznymi tworami. Zresztą do dziś mam duży sentyment do tego obszaru Azji, który rozciągnęłam również na Chiny i obie Koree. W takim wypadku nie mogłam się oprzeć lekturze nowej pozycji wydanej przez Wydawnictwo Znak - "Czysty wymysł. Jak japońska popkultura podbiła świat". Czy warto po nią sięgnąć? 

Matt Alt od lat współpracuje z Japonią, tłumacząc gry, filmy, literaturę. Od kilku lat mieszka w Tokio, jest znawcą kultury japońskiej. Popełniona przez niego książka traktuje o szeroko rozumianej popkulturze japońskiej, która kształtowała się od końca II wojny światowej i czasów obecnych. Autor pokazuje jak powstały, oraz jaki wpływ miały na świat produkty takie jak zabawki, produkty elektroniczne, karaoke, manga, anime, gry wideo i cała otoczka japońskiej popkultury. Przeprowadza czytelnika przez tematy, które są powszechnie znane, ale pokazuje również mniej znane aspekty, które wpłynęły na światową popkulturę. 

Literatura faktu, a do takiej zalicza się ta książka, musi mieć jedną istotną cechę, bez której już od początku wiele traci - chodzi o przystępny język, który zachęca do lektury. W przypadku tego tytułu zdecydowanie od pierwszych stron można wciągnąć się w opowieść, którą autor snuje wracając na chwilę na koniec XIX wieku, kiedy Japonia otworzyła się na świat po wiekach izolacji, a świat zachłysnął się Japonią i wszystkim co z nią związane. 

Produkty, które dziś znamy w dużej mierze wywodzą się z Kraju Kwitnącej Wiśni, gdzie poszczególne osoby, lub firmy tworzyły produkty w pierwszym przeznaczeniu dla własnych mieszkańców, ale z chęcią eksportowały je również na rynki zachodnie. Autor zwraca szczególną uwagę na rynek amerykański i jego powiązania z japońskimi produktami popkultury, które przez długi czas były przemycane w taki sposób, żeby nie było wiadomo że z Japonii pochodzą. Wojna amerykańsko-japońska na długi czas zostawiła po sobie niechęć do wszystkiego co pochodziło z tego azjatyckiego kraju, dlatego japońskie produkty były zamerykanizowane przed pojawieniem się na tamtejszym rynku. 

Książka podzielona jest na trzy większe okresy, w których wyraźnie widać jak zmieniały się produkty wytwarzane przez Japończyków, ale również w jaki sposób były one przyjmowane poza granicami kraju. Pierwszy okres od końca II wojny światowej do początku lat '90 to czas, w czasie którego powstały różnorodne produkty, od zabawek, przez elektronikę taką jak walkman, pierwsze sprzęty do karaoke, ale również mangi i początki anime, gdzie zarówno komiksy jak i filmy bardzo mocno się przez te lata zmieniały i ewaluowały. Lata '90 i pierwsza dekada XX wieku to istny boom produktów japońskich na świat. W samej Japonii produkty popkulturowe niezwykle istotnie wpływały na życie i postrzeganie świata, szczególnie młodego pokolenia, które w dużej mierze wskazywało kierunki rozwoju, czego przykładem może być powstanie emoji. Ostatni, najkrótszy rozdział to ostatnie dziesięć lat, kiedy japońska popkultura wyraźnie zwalnia, wyprzedzona przez produkty z Chin i Korei Południowej. 

Kto by pomyślał, że Mario Bros, kolejny kultowy twór mojego dzieciństwa, to produkt prosto z Japonii, a nie, o czym przez lata byłam przekonana, z Ameryki. Powstanie Hello Kitty też raczej przypisała bym zachodowi niż wschodowi. Takich produktów, które trafiały do Europy i Polski bardzo zamerykanizowane było znacznie więcej. Teraz wiem, dlaczego Amerykanie przez wiele lat robili wszystko, żeby nie dać Japonii stać się potęgą, większość anime czy mang, które trafiały na tamtejszy rynek miało zmieniane nazwy, a nawet imiona bohaterów, żeby w żadnym wypadku nie kojarzyć się z pokonanym krajem. Jednak wystarczyło kilka lat, żeby młodzi ludzie na całym świecie zaczęli fascynować się tworami Japońskimi i w dobie Internetu samodzielnie je wyszukiwać. 

Kilka lat temu głośno było o grupie Anonimus, która swoje zaczątki miała na jednym z amerykańskich portali fanowskich japońskich produkcji. Zadziwiająca informacja. Takich perełek autor ujawnia o wiele więcej, pokazując jak w dobie Internetu fani w Stanach łączą fascynację japońską kulturą z współczesnymi wydarzeniami na świecie. 

Odchodząc od treści warto zwrócić również uwagę na polskie wydanie, które pięknie się prezentuje. Twarda oprawa, piękne wykończenie - taką pozycję warto postawić na półce. 

"Czysty wymysł" to książka, która zafascynuje każdego, kto choć trochę interesuje się Japonią lub szeroko rozumianą popkulturą. Autor pokazuje przekrój twórców japońskich zarówno pod względem czasowym, zaczynając od końca II wojny światowej do czasów współczesnych, ale również pod względem różnorodności produktów: od zwykłych zabawek, przez mangę i anime, gry komputerowe i sprzęt elektroniczny: walkman, Nintendo, PlayStation i wiele innych. Wszystko to pokazane jest przez pryzmat historii i relacji z innymi państwami. Lekkie pióro i przystępny język sprawiają, że mimo zawiłości w niektórych kwestiach, czas spędzony z książką to fascynująca lektura, która znacznie pogłębia wiedzę. 


  • Autor: Alt Matt
  • Tytuł: Czysty wymysł. Jak japońska popkultura podbiła świat
  • Tytuł oryginalny: Pure Invention: How Japan's Pop Culture Conquered the World
  • Wydawnictwo: Znak Literanova
  • Liczba stron: 368
  • Premiera: 15 luty 2021





3/05/2021

Dopiero "... i wtedy cię poznałem" K. Bromberg

Dopiero "... i wtedy cię poznałem" K. Bromberg


Miłość jest najwyższym dobrem, dla którego można poświęcić wszystkie inne wartości? To, co dziś jest dla nas najważniejsze, może okazać się błędnym wyborem? Jakie konsekwencje jesteśmy w stanie ponieść? Czy honor jest ważniejszy niż najbliższe osoby? To pytania, które pojawiają się w głowie już na początku lektury najnowszej książki K. Bromberg, która opowiada o nieufności, potrzebie sprawdzenia się, powoli pojawiających się uczuciach i rodzinnych tajemnicach. Wszystko osadzone na amerykańskim ranchu zapowiada wciągającą i emocjonującą lekturę. 

Śmierć męża i odkrycie jego sekretów były sporym ciosem dla Tatum Knox. Od tego czasu robi wszystko, żeby uratować rancho i dom w którym spędziła ostatnie lata. Kobieta nie jest w stanie nikomu zaufać, szczególnie, że mieszkańcy pobliskiego miasta robią wszystko, żeby wykurzyć ją z okolicy. Pojawienie się tajemniczego Jacka Suttona, który zapewnia, że jest w stanie wyciągnąć rancho z długów, wywołuje wiele emocji u Tatum, choć większość z nich zdecydowanie nie jest pozytywnych. Czy kobieta będzie w stanie ponownie zaufać, żeby uratować swoją własność. Kim jest Jack i dlaczego przybył do tego miejsca, co podobno obiecał swojemu ojcu? Czy ta dwójka będzie w stanie się porozumieć? 

Historie osadzone w świecie koni zawsze mnie fascynowały. Zazwyczaj taka lektura zyskuje kilka dodatkowych punktów właśnie z powodu tych pięknych stworzeń, które tworzą tło głównego wątku. Mam jednak wrażenie, że choć chęć uratowania rancha tworzy główny człon historii, to konie tutaj są bardzo mocno odsunięte. Analizując lekturę i uczucia, które mi się z nią kojarzą, wydaje mi się, że na pierwszy plan wysuwa się poczucie osamotnienia. Przez długi czas bohaterka jest wyobcowana ze społeczeństwa, a później okoliczni mieszkańcy nie chcą mieć z nią nic wspólnego. Tatum nie ufa nikomu, sama również izolując się od innych. Dopiero pojawienie się Jacka, który jako nowy zarządca, planuje zrobić wszystko, żeby uratować to miejsce, powoli zmienia postrzeganie Tatum. Ich relacja zaczyna się od niechęci, ale powoli przechodzi przez kilka innych, zupełnie odmiennych uczuć. 

Autorka stworzyła historię dwójki ludzi, którzy zostali pokrzywdzeni przez życie, nadal leczą traumy przeszłości, choć to Jack jest zdecydowanie silniejszy i bardziej samowystarczalny. Tatum, choć na zewnątrz tego nie pokazuje, w środku jest bardzo skrzywdzoną osobą, nie tylko przez męża, ale również przez rodziców, którzy zmusili ją do bardzo trudnego wyboru, nie licząc się z jej uczuciami. Dzięki Jackowi powoli odkrywa się na innych ludzi, choć ta historia właściwie w całości dzieje się na ranchu, gdzie pojawia się zaledwie kilka osób. 

Pomysł na tę historię bardzo mi się podoba, kilka motywów zdecydowanie zasługuje na uwagę, myślę, że można by je rozwinąć jeszcze bardziej, tworząc historię bardziej psychologiczną, wchodzącą w psychikę bohaterów. Jednocześnie były momenty, które mnie nie wciągnęły, w których historia gubiła bieg i czytało mi się wtedy gorzej. Sama relacja między bohaterami wydaje się ciekawa, momentami zaskakująca, szczególnie pod koniec książki, brakowało mi jednak mocniejszej chemii. 

"... i wtedy cię poznałem" to ciekawa historia miłosno-erotyczna, z elementami psychologii. Historia wydaje się poprawna, czyta się ją dobrze, ale w ostatecznym rozrachunku nie sprawia, że porywa bez pamięci. To jedna z tych historii, które dość szybko wyparowują z głowy, raczej letnia niż gorąca. Fani autorki sami muszą przekonać się jak wypada na tle innych jej tytułów. Ja lepiej wspominam "Sweet Ache" z serii Driven, którą miałam okazję czytać kilka lat temu. Jednak warto dać jej szansę i poznać własną opinię o tej historii. 



  • Autor: Bromberg K. 
  • Tytuł: ... i wtedy cię poznałem
  • Tytuł oryginalny: 
  • Then You Happened Wydawnictwo: Edito
  • Liczba stron: 397
  • Premiera: 10.02.2021






2/02/2021

9 rocznica bloga Książkowe Wyliczanki + urodzinowy konkurs

9 rocznica bloga Książkowe Wyliczanki + urodzinowy konkurs


9 lat!

Sięgając wstecz, mam dziś wrażenie, że prowadzę bloga już wiele lat. Nie pamiętam czasu, kiedy Książkowe Wyliczanki nie istniały.
Pierwszy post, który tak bardzo pamiętam, że względu na śmierć Wisławy Szymborskiej. Pierwsza współpraca z wydawnictwem Znak. Pamiętam, że byłam zaskoczona i zachwycona, kiedy dostałam maila z propozycją książki do recenzji, jeśli mnie pamięć nie myli, któregoś z tomu Malowniczego Magdaleny Kordel.
Z czasem pojawiły się profile w mediach: FB i Instagramie. Jednak to blog nadal sprawia mi najwięcej przyjemności, choć czasem zdarzało mi się go zaniedbać.

Kolejna piękna rocznica! 9 lat!


A teraz zapraszam na jeden z trzech konkursów. Do wygrania pakiet 3 pozycji: 


Konkurs trwa w dniach 02.02.2021 - 07.02.2021.
Żeby wziąć udział w konkursie wystarczy zgłosić chęć pod postem konkursowym.
Nagrodą są trzy tytuły, wszystkie pochodzą z mojej prywatnej biblioteczki: "Tiny Pretty Things" Sona Charaipotra, Dhonelle Clayton (egzemplarz recenzencki), "Dom na kurzych Łapach" Sophie Anderson oraz trzeci tajemniczy tytuł. 
Wyniki konkursu zostaną opublikowane w ciągu 5 dni od zakończenia konkursu.
Wysyłka możliwa tylko na terenie Polski. 

Zapraszam również na konkursy z dwoma pozostałymi pakietami na fanpage na FB oraz na Instargamie. 

Powodzenia!

1/31/2021

Jak wygląda "Stalowe niebo" Maria Paszyńska

Jak wygląda "Stalowe niebo" Maria Paszyńska

 

Trudne losy bohaterów z "Czaru białych nocy" miały dobiec końca, a jednak autorka dramatycznie rozdzieliła bohaterów pod koniec pierwszego tomu. Niedopowiedzenia, przeciwności losu i osoby, które przewrotnie robią wszystko, żeby rozdzielić Anastazję i Kazimierza nadal istnieją. Czy w Rosji za czasów Lenina bohaterom będzie dane wyjaśnić wzajemne nieporozumienia?

Anastazja trafia do więzienia, za sprzyjanie komunistom, co w dopiero odradzającej się Polsce jest dużym przewinieniem. Kobieta robi wszystko, żeby przetrwać ten trudny czas, jednocześnie myśląc o ukochanym, który nie wie nic o jej sytuacji. Kazimierz, po powrocie z kampanii przeciw Rosji 1920 roku, dowiaduje się, że Nuti go zostawiła, co sprawia, że pogrąża się w rozpaczy. W obu wypadkach swoje trzy grosze wtrąca Borys, który robi wszystko, żeby rozdzielić przyjaciela i przyrodnią siostrę. Bohaterowie zaczynają życie od nowa wierząc, że ta druga osoba odeszła. Ponownie spotkanie w Petersburgu, a właściwie Piotrogrodzie, ponownie wywróci do góry nogami, wydawałoby się, że poukładane życie bohaterów. 

Pierwszy tom tej historii zawładnął moją wyobraźnią, działo się tam naprawdę wiele, a upadek poprzedniego, wielowiekowego ustroju, opis działań ludzi i niebezpieczeństw, które się z tym wiązały, sprawiał, że od lektury ciężko było się oderwać. Teraz bohaterowie muszą odnaleźć się w nowym świecie, świecie bezklasowym, ideologicznym, choć już od pierwszych chwil widać, że nie wygląda on tak, jak głosiły to wcześniejsze hasła. Nadal są elity, nadal są osoby, które potrafiąc się ustawić w nowym porządku, są w stanie żyć wygodnie i dostatnio. 

Anastazja i Kazimierz są jak dwie strony medalu. Oboje pogrążeni w rozpaczy, muszą nauczyć się żyć od nowa. Anastazja po pobycie w więzieniu, wyjeżdża do Petersburga, gdzie zaczyna pracę w szpitalu i naukę na wydziale medycyny. Jako kobieta musi przezwyciężyć wiele stereotypów i znieść wiele ze strony mężczyzn, który nie oddadzą tak łatwo władzy nad pacjentami. Kobieta robi jednak wszystko, żeby pomagać i leczyć. Kazimierz załamuje się po odkryciu, że Anastazja go zostawiła. Gdyby nie Borys, który trzyma go przy życiu, Polak raczej by nie przeżył. Popadając w stan bezkresnej apatii wegetuje, trwając z dnia na dzień. 

Autorka pokazuje dwie osoby, które muszą poradzić sobie z życiem od nowa. Anastazja zdecydowanie lepiej wypada w tym rozrachunku, dlatego też z przyjemnością czytałam fragmenty o jej staraniach w Petersburgu, o wyborach, jakich dokonuje. Jej życie, choć pozbawione miłości, nadal jest intensywne i barwne. Natomiast Kazimierz frustruje. Właściwie cały czas tylko trwa, nie daje nic od siebie, czeka na to, biorąc to co życie mu oferuje. 

Tło historyczne, pierwsze lata komunistycznej Rosji, obraz rodzącego się społeczeństwa, jest wspaniale oddane przez pisarkę. Dzięki tak realistycznemu oddaniu rzeczywistości książkę czyta się z równą przyjemnością, jak tom pierwszy. Można powiedzieć, że Petersburg tamtych lat staje się prawie równorzędnym bohaterem. Równie ciekawym wątkiem jest medycyna, starania kobiet o naukę na uniwersytecie i możliwość otrzymania tytuły doktora. Mimo postępu, lekarze mężczyźni są zdecydowanie niechętni takiemu obrotowi strawy.

Na kartach powieści pojawia się również wątek wolnej nacjonalistycznej Ukrainy. Spotkania w Petersburgu były bardziej teoretyczne niż praktyczne, liczę jednak, że w kolejnym tomie będzie on bardziej rozwinięty.

"Stalowe niebo" pokazuje życie bohaterów w nowej rzeczywistości, jednocześnie rozdzielonych przez los. Każde z nich obiera inną drogę, ma inne marzenia i ideały. Anastazja zdecydowanie w tym tomie się wyróżnia i to jej losy z większą przyjemnością śledziłam. Zakończenie znów sprawia, że koniecznie staje się poznanie dalszych losów bohaterów. Mam nadzieję, że tom trzeci wyjaśni poucinane wątki, z cierpliwością będę więc na niego czekać. 


  • Autor: Paszyńska Maria
  • Tytuł: Stalowe niebo
  • Cykl: Wiatr od wschodu #02
  • Wydawnictwo: Książnica
  • Liczba stron: 416
  • Premiera: 30 wrzesień 2020




1/24/2021

Poznaj "Afrykański klucz" Iga Karst

Poznaj "Afrykański klucz" Iga Karst

Powieść, która zmusza do dedukcji, jest ciekawym doświadczeniem czytelniczym. Choć rzadko sięgam po tego typu tytuły, zdarzają się odstępstwa, które kończą się z różnym skutkiem. Niektóre okazują się kiepskim pomysłem, a przygoda z książką nie jest warta zapamiętania. Czasem jednak trafiam na tytuł, który do mnie przemawia, a jego lektura sprawia dużo przyjemności. W przypadku "Afrykańskiego klucza" stawiam na ten drugi wariant, a moje pierwsze spotkanie z twórczością Igi Karst stał się dopiero początkiem znajomości.

Elżbieta wraca z kolejnej afrykańskiej podróży, w trakcie której pomaga najuboższym mieszkańcom w kwestiach zdrowotnych. Tym razem jednak jest to ostatnia podróż lekarki, gdyż wykryto u niej raka. Kobieta wie, że musi dopiąć jeszcze kilka spraw przed zbliżającą się śmiercią. 
Kilka miesięcy później doktor Elżbieta zostaje znaleziona martwa we własnym mieszkaniu. I choć przy zaawansowanej chorobie nie wydaje się to podejrzane, to badania toksykologiczne każą wątpić w jej naturalną śmierć. Śledztwo w pobliskim komisariacie przejmuje Michał Orski, a pierwszą podejrzaną staje się córka kobiety. Magda, załamana po śmierci i matki i nie rozumiejąca podejrzeń, które się pojawiają, prosi o pomoc przyjaciółkę, mecenas Anitę Herbst. 

Kryminał zdecydowanie bardziej przypomina powieść detektywistyczną niż krwawy thriller, gdzie trup ścieli się gęsto, a bohaterowie gonią się z czasem. Wielbiciele tej ostatniej specyfiki nie zachwycą się tym tytułem. Jednak jeśli ktoś lubi dedukować, wraz z bohaterami szukać dowodów i składać je w całość, to powieść Igi Karst powinna zdobyć ich uznanie. Sama bardzo lubię powieści z nutą detektywistyczną, dlatego podczas lektury czułam się wyśmienicie. 

Akcja przedstawiona jest z perspektywy różnych osób, które próbują rozwikłać sprawę śmierci Elżbiety. Michał Orski, zostaje zmuszony do przejęcia śledztwa po swoim koledze, co powoduje dodatkowe problemy. Nieuporządkowane dokumenty i dowody wywołują w nim więcej pytań, niż przynoszą odpowiedzi. Magda, która czuje, że lada dzień policja przedstawi jej zarzuty, stara się zrozumieć, dlaczego ktoś miałby zabijać jej matkę. Wraz z przyjaciółką szuka prawdy, przegląda dokumenty i stare papiery. W międzyczasie niektóre osoby bliskie sprawy w dziwnych okolicznościach zostają od niej odsunięte. Ciężko w tym gąszczu znaleźć logikę, tym bardziej, że denatka i tak leżała już właściwie na łożu śmierci, po co było ją przyśpieszać. 

"Afrykański klucz" to niezbyt obfita powieść w której cały czas coś się dzieje. Bohaterowie poznają coraz to nowe fakty, które prowadzą ich w niezbadanych i czasami bardzo dziwnych kierunkach. Jest sprawa afrykańska, jest śmierć sprzed lat, tajemnice, których nikt wcześniej nie ujawnił. Akcja cały czas pędzi do przodu i to sprawia, że tę lekturę czyta się szybko, z przyjemnością i bez znużenia. Jest to drugi tom cyklu, ale nieznajomość wcześniejszej części w żadnym wypadku nie przeszkadza w lekturze. Sam zaczęłam przygodę z bohaterami dopiero w tym momencie. 

Trochę brakowało mi rozwinięcia samego rozwiązania, wcześniejszych tropów, które pokazałyby w jaki sposób bohaterowie doszli do takich, a nie innych konkluzji. Do końca pokazany był inny wątek tej sprawy, a tu nagle zwrot o sto osiemdziesiąt stopni. Ale jednocześnie takie zakończenie sprawiło, że wszystko zostało zamknięte w ciekawy sposób. 

Sami bohaterowie są sympatyczni, pokazują zwykłych ludzi, którzy mają własne życie, rodzinę i problemy dnia codziennego. Zarówno Michał jak i Anita, choć mocno zaangażowani w sprawę, nie stawiają jej na pierwszym miejscu. To jest jedynie praca, którą przyszło im wykonywać. 

"Afrykański klucz" to kryminał, który sprawia przyjemność podczas lektury. Sympatyczni bohaterowie, kilka poszlak i kierunków poszukiwania, niespodziewana odpowiedź, może trochę zaskakująca. Wszystko to sprawia, że czyta się szybko i z zainteresowaniem, wraz z bohaterami próbując ustalić, co tak naprawdę się stało. 




  • Autor: Karst Iga
  • Tytuł: Afrykański klucz
  • Cykl: Pensjonat Biały Dwór #02
  • Wydawnictwo: Szara Godzina
  • Liczba stron: 291
  • Premiera: 05 marzec 2020




1/20/2021

Co odkrywa "Kobieta w białym kimonie" Ana Johns

Co odkrywa "Kobieta w białym kimonie" Ana Johns


"Nie oceniaj książki, póki do doczytasz do ostatniej strony" - to motto jest idealnym oddaniem lektury, którą skończyłam i która wyzwoliła we mnie burzę emocji. Historia ta łączy dwa światy, pokazuje miłość i oddanie, a także wybory, które zadecydują o przyszłym życiu wielu osób. 

Naoko Nakamura wychowana w tradycyjnej japońskiej kulturze ma dopiero siedemnaście lat, kiedy poznaje i zakochuje się w amerykańskim chłopaku. I choć jej rodzina nie chce zaakceptować gaijina, dziewczyna robi wszystko, żeby przekonać najbliższych. Musi zmierzyć z tradycją i zasadami, które w Japonii istnieją od stuleci. Co jednak ma zrobić, kiedy cały świat staje przeciw niej? 
Tori Kavac spędza z ukochanym ojcem ostatnie chwile, zanim rak zabierze go na zawsze. Kobieta nie jest gotowa na jego odejście, a list, który ojciec każe jej przeczytać, zmusza ją do konfrontacji z przeszłością. Tori musi odkryć na nowo czym jest rodzina, w czym pomoże jej podróż do Japonii i poznanie historii, która miała miejsce w 1957 roku. 

Na początku lektury dwie oddzielne historie pokazują współczesną Amerykę i Japonię w II połowie lat pięćdziesiątych. W jednej kobieta musi uporać się ze stratą ojca, a także z nowym spojrzeniem na ukochanego rodzica po lekturze listu. Druga historia pokazuje młodą dziewczynę, która musi walczyć z całym światem nie mając znikąd pomocy. Obie są przejmujące, choć to co przeżywa Naoka bardziej mnie ciekawiło. Czy uda jej się przekonać rodziców, żeby zaakceptowali jej ukochanego i czy będzie szczęśliwe zakończenie tego związku. Właściwie prawie do końca nie wiadomo czy ta historia jest szczęśliwa i co Tori odkryje. A potem, nagle, zmienia się punkt widzenia i to wciska czytelnika w fotel. Okazuje się, że przez większość historii zwracałam uwagę nie na to, co trzeba. Ogrom żalu, smutki i złości, jaki wypływa z kart powieści zostaje jeszcze na długo po jej zamknięciu. 

Rodzina jest naszym fundamentem, na którym wznosimy ściany z naszych doświadczeń. A co dzieje się, kiedy ziemia przesuwa się pod stopami jak w moim przypadku? Ojciec, o którym myślałam, że go znam, stał się kimś innym. Rodzina, w której się wychowałam, nagle się rozrosła. Bez względu na nasz wiek coś takiego nas zmienia. 

Autorka tworząc tę historię opiera się na wielu prawdziwych historiach, w tym własnego ojca. Pokazuje jak najpierw amerykańska okupacja, a potem nadal przebywające w Japonii wojska marynarki wpłynęły na ten wschodnioazjatycki kraj. Jak wiele kobiet i mężczyzn zostało poszkodowanych. Jak wiele wycierpiały kobiety, dziewczyny i dzieci. Japonia, przez stulecia zamknięta na obce państwa, która w każdym aspekcie uważała się za lepszą, dodatkowo okupowana przez obce wojska, nie potrafiła zaakceptować mieszanych związków. Stany Zjednoczone, jeszcze chwilę wcześniej internujące swoich obywateli pochodzenia japońskiego, również nie były skore, żeby pozwolić na małżeństwa z obywatelkami tego kraju. Młodzi ludzie nie mieli możliwości walki. Ale nie tylko to można dostrzec w tej historii. Młodzi mężczyźni z dala od domu nie zawsze byli honorowi w stosunku do obywateli Japonii. To wywołało wiele tragedii, złamało życie kobietom. 

Czytelnicy, którzy nie miały wcześniej okazji poznać kultury Japonii i zasad, które nią kierują, a już szczególnie tych tradycji w bardziej historycznej odsłonie, mogą być zszokowani tym w jaki sposób żyło się jeszcze kilkadziesiąt lat temu. Podporządkowanie męskiemu członkowi rodziny, zazwyczaj ojcu, którego słowo było prawem, aranżowane małżeństwa, przechodzenie z własnej rodziny do rodziny męża. Kultura wschodnioazjtycka do dziś może być niezrozumiała przez wielu Europejczyków. Japonia, dodatkowo przez stulecia samoizolująca się i uważająca za kraj lepszy nawet od najbliższych sąsiadów, dodatkowo bardzo ciężko poddawała się okupacji w ówczesnych latach. Być może dlatego tak trudno zrozumieć niektóre zachowania. A nawet interesując się kulturą Japonii nie można zrozumieć, nie można dać pozwolenia na niektóre praktyki. 

Naoko jest pierwszoplanową bohaterką, to ona pokazuje swoją drogę, historię którą przeżyła i która doprowadziła ją do tego, jak zakończyła się ta książka. Młoda dziewczyna, która walczyła, choć nie miała możliwości, żeby wygrać. Cały świat był przeciw niej. To, co stało się z jej ukochanym jest w tym momencie drugorzędne, bardzo szybko znika on z pola widzenia, choć do końca zostaje w głowie pytanie "Dlaczego?". 

Nie można obarczyć odpowiedzialnością jednego kraju czy jednej kultury, tylko jeden gatunek. Ludzki. A głębokie rany powstałe w czasie wojny nie zagoją się w ciągu życia jednego pokolenia.

"Kobieta w białym kimonie" początkowo nie zapowiada, co przyniesie jej lektura. Ogromu emocji, która pojawia się wraz z poznawaniem kolejnych wydarzeń. Złości, niezrozumienia, żalu, smutku i tragedii, którymi jest obdarzona. Zderzenie dwóch tak różnych od siebie kultur. Miłość, która powinna przezwyciężyć każdy mur. I tych setek tragicznych żyć, które zostały ofiarami tamtych czasów.




  • Autor: Johns Ana
  • Tytuł: Kobieta w białym kimonie
  • Tytuł oryginalny: The Woman in the White Kimono
  • Wydawnictwo: Kobiece
  • Liczba stron: 384
  • Premiera: 20.01.2021






Recenzja napisana dla: 


1/10/2021

Poznaj "Tiny Pretty Things" Sona Charaipotra, Dhonielle Clayton

Poznaj "Tiny Pretty Things" Sona Charaipotra, Dhonielle Clayton


Balet jest piękny, a eteryczni tancerze sprawiają, ze ogląda się go z przyjemnością. Rzadko się jednak zastanawiamy, ile trzeba samozaparcia, żeby umieć tańczyć w ten sposób, ile trzeba poświęcić, żeby stać się gwiazdą, która zagra rolę pierwszoplanową. Ciężka praca, nauka i ciągłe doskonalenie w szkole baletowej to tylko część tego, co pozwala się wybić. Trzeba też odpowiednio wyglądać i czasem mieć odrobinę szczęścia. Powyższa książka pokazuje, że trzeba też dążyć do celu po trupach. 

Betty, Gigi i June łączy pasja do baletu i chęć dostrzeżenia, chęć zostania primabaleriną. Różni je wszystko, pochodzenie, charakter, koneksje, historia, a jednak wspólna nauka w Nowojorskiej Szkole Baletowej sprawia, że ich losy się łączą. Gigi przenosi się do Nowego Jorku z Kalifornii, marząc o tańcu i wspaniałej karierze w balecie jako pierwsza czarnoskóra baletnica, mimo przeciwskazań, które do niej nie docierają. Betty to dotychczasowa gwiazda, która ma koneksje i dotychczas we wszystkim dobywała pierwsze miejsce, a teraz musi ustąpić pola komuś innemu. June, pół-Koreanka, jest wykluczona ze swojej grupy, stara się za wszelką cenę wybić i przekonać matkę, że tu właśnie jest jej miejsce. Trzy bohaterki stają się jednocześnie narratorkami tej historii, gdzie złośliwości, drobne przykrości i prawdziwe tragedie znaczą drogę do stania się gwiazdą. 

Pamiętam, że oglądając kilka lat temu "Czarnego łabędzia" byłam zachwycona i przerażona tym filmem. Zastanawiałam się, czy w tym wypadku również będę miała problem ze zrozumieniem motywacji bohaterek, ale zdecydowanie się tak nie stało. W "Tiny Pretty Things" większa uwaga skupia się nie na samym tańcu i nie na jego nauce, choć to wszystko kształtuje postacie, cały czas znajduje się w tle wydarzeń. Tutaj na pierwszy plan wypływa chęć sławy, zazdrość i mściwość. 

Początkowo trzeba poświęcić trochę czasu, żeby poznać bohaterki, wejść i ich skórę i poznać motywy, które nimi kierują. To jedna z nielicznych książek, w której nie byłam w stanie polubić żadnej z postaci, a jednak było mi ich żal, wszystkich trzech, każdej z innego powodu. Poznając ich przesłanki, to choć nie mogłam ich pochwalić, to w jakiś sposób je rozumiałam. A jednocześnie wielokrotnie byłam wściekła, że po prostu ze sobą nie porozmawiają. 

Autorki pokazały świat, w którym każdy jest samotną wyspą. Każdy dąży do wspaniałości, czasami rezygnując z wszelkich hamulców. A jednocześnie żadna z bohaterek nie mogła poszczycić się wsparciem ze strony najbliższych. Matka Betty, matka June, a nawet rodzice Gigi nie mogli, a często nie chcieli zrozumieć swoich córek. Każde z nich zupełnie inaczej wpływała na swoje dziecko, szczególnie dwie pierwsze matki wywoływały we mnie wiele negatywnych emocji. 

Żadna z bohaterek nie jest jednak samotną wyspą w życiu i ich postępowanie spowodowane jest bardzo wieloma czynnikami. Przyjaźń, wykluczenie, tosyczna rodzina, choroba, kolor skóry, pochodzenie... tak wiele kwestii decyduje o tym, czy jest szansa na sławę. Jednocześnie autorki wskazują na wiele innych kwestii wśród nastolatków w tym bulimie i narkotyki. Zagłębiając się w tę książkę widać, że jej dno znajduje się bardzo, bardzo głęboko. 

Czym bliżej końca tym więcej niewiadomych i więcej podejrzanych, którzy mogą powodować liczne wypadki. Na samym końcu nie wiadomo już, kto jest, a kto nie jest winny. Historia staje się coraz bardziej mroczna, na początku są drobne nieporozumienia, żarty, ale z czasem chęć pozbycia się rywalki zaczyna zagrażać życiu. 

Zabierając się za ten tytuł nie byłam do końca pewna, czy trafi on w mój gust, ale teraz nie żałuję lektury, z pewnością będę chciała poznać jego kontynuację, jak tylko pojawi się na naszym rynku. Jestem niezwykle ciekawa, kto był sprawcą niektórych wydarzeń, choć mam swoje podejrzenia. Zastanawiam się też, jak bardzo historia opisana na kartach powieści ma odbicie w rzeczywistości i czy w realnym świecie współzawodnictwo w balecie również utrzymuje się na tak wysokim i niebezpiecznym poziomie. Historia zdecydowanie warta jest poznania!





  • Autor: Charaipotra Sona, Dhonielle Clayton
  • Tytuł: Tiny Pretty Things
  • Cykl: Tiny Pretty Things #01
  • Tytuł oryginalny: Tiny Pretty Things
  • Wydawnictwo: YA!
  • Liczba stron: 464
  • Premiera: 09 grudzień 2020



1/03/2021

Poznaj "Światło i Cienie" Anne Bishop

Poznaj "Światło i Cienie" Anne Bishop


Pierwszy tom serii Tir Alainn sprawiał wrażenie zamkniętej historii, dlatego byłam bardzo ciekawa, w jakim kierunku autorka poprowadzi dalszą akcję. Tym razem środek ciężkości się zmienia, jest coraz bardziej mrocznie i niebezpiecznie, ten tom odrobinę przypomina powieść drogi poprzez działania niektórych postaci. Również bohaterowie są inni: ci pierwszoplanowi z Filarów Ziemi usuwają się w cień, aby ich rolę przejęły osoby z dalszego planu lub całkowicie nowe postacie. Jednym słowem po raz kolejny poznałam znakomitą historię, która wciągnęła mnie bez reszty. 

Aiden i Lyrra, jako Bard i Muza świata Fae, postawili sobie za cel przekonać wszystkie Klany o niebezpieczeństwie kryjącym się w Czarnych Płaszczach, o wiedźmach i ich historii, oraz o potrzebie pomocy i obrony ze strony Fae. Niestety nie są mile widziani, a jeszcze mniej zyskują posłuchu, kiedy Światły i Łowczyni przeciwstawiają się ich wysiłkom. Ich jedynym wyjściem jest znalezienie kogoś, kto jest równie ważny w świecie Fae i kto ich posłucha, wyruszają więc w podróż przez ziemie Sylvalanu, w czasie której zobaczą niejedno zło. 
Morag coraz bardziej odnajduje się w nowym Klanie, który okazuje się zupełnie inny, niż te które wcześniej poznała. W Starym Miejscu na północy żyje pewna rodzina wiedźm, która stanie się istotna dla wydarzeń, które następują. Nowy baron odkrywa niespodziewane gałęzie w swoim drzewie genealogicznym. 
Nad wszystkimi coraz większy cień roztaczają Inkwizytorzy i ich Nocni Łupieżcy. 

W historię wsiąka się jeszcze szybciej niż w pierwszym tomie, bo wracamy do znanych już postaci. Aiden i Lyrra od pierwszych stron zyskują sympatię, stają się pierwszoplanowymi bohaterami i to oni prowadzą całą historię. Ich oczami widzimy wydarzenia, które bardzo często wywołują złość, smutek, żal i frustrację. Docierają zarówno do klanów w Tir Alainn, do domu wiedźm jak i do wiosek, które okazują się zaskakująco inne. Równie wciągające są wydarzenia, które mają miejsce w zachodnim klanie, domu wiedźm na północy jak i na spotkaniu Baronów, gdzie dochodzi do trudnych i nieprawdopodobnych decyzji. 

W tej części widać o wiele większą różnorodność postaci, ich charakterów i życiowych założeń. Okazuje się, że nie wszystkie wiedźmy są spokojne i niepewne swoich mocy jak to było w przypadku Ari. Wychodzi na jaw, że nawet wśród ludzi wielu z nich w swojej przeszłości ma jakieś powiązania z Fae, choć czasem bardzo rozwodnione. Pojawiają się również Fae, które żyją inaczej niż ich pobratymcy w innych części świata, którzy nie myślą tylko o sobie i którzy potrafią współistnieć z ludźmi i wiedźmami. 

Tym razem Inkwizytorzy stoją gdzieś z boku, zostawiając decyzje Baronom. To ci ostatni podejmują decyzje, które decydują o dalszym życiu nie tylko wiedźm, ale wszystkich kobiet zamieszkujących na ich terenach. Przerażające obrazy pokazują świat, w którym kobiety stają się czymś pomiędzy zwierzęciem i człowiekiem, za które we wszystkich aspektach decydują mężczyźni. Niewyobrażalnym wydaje się również, że dla pieniędzy i władzy mężczyźni są w stanie poświęcić nawet własne matki, żony, siostry i córki. 
Puste miejsca na ścianach były niczym nieme oskarżenia. Zniknęły wszystkie obrazy wykonywane przez kobiety. Kiedy zapytał o to właściciela, usłyszał, że kobiety mogły wykonywać drobne szkice ku radości swoich rodzin, ale nie były zdatne do tworzenia sztuki. Nie miało znaczenia to, że artystki, których prace nie wisiały już na opustoszałych ścianach, jeszcze kilka miesięcy temu uchodziły za jedne z najzdolniejszych twórców w swoim pokoleniu. 
Ten tom staje się mostem między wydarzeniami z Filarów Świata, a trzecim tomem. Pokazuje przerażające wydarzenia, ale również bohaterów, którzy starają się im przeciwdziałać. Różnorodność postaci i miejsc, różne podejście do magii, do Fae, do darów otrzymanych od Matki Ziemi sprawia, że nie da się tu nudzić. Mimo sporej objętości ponad 500 stron czyta się szybko i nie trafia się na dłużyzny.

Lektura "Światła i Cienie" po raz kolejny potwierdza, że Anne Bishop jest świetną pisarką fantasty. W światach przez siebie stworzonych, w różnorodności bohaterów, ale również w przesłaniu, które dotyka naszego codziennego życia i staje się swoistym ostrzeżeniem. Udaje jej się tworzyć historie, które w swoim całokształcie są doskonałą lekturą. Powyższy tytuł doskonale to potwierdza. 



  • Autor: Bishop Anne
  • Tytuł: Światło i Ciebie
  • Cykl: Tir Alainn #02
  • Tytuł oryginalny: Shadows and Light
  • Wydawnictwo: Initium
  • Liczba stron: 528
  • Premiera: 20 listopad 2020




Copyright © 2014 Książkowe Wyliczanki , Blogger