wtorek, 13 lutego 2018

Pozornie nieprzystępna "Anielska zima" Aleksandra Tyl


Zima ma w sobie coś pięknego tylko przez krótki moment. Zachwyca pierwszym śniegiem i mrozem szczypiącym w policzki, jednak przez długie wieczory i mało światła dziennego często działa depresyjnie. Ta pora roku idealnie współgra z główną bohaterką, która jest istną Królową Śniegu. Czy w takim klimacie możliwe jest stworzenie ciekawej, wciągającej historii? 


Kaja to kobieta butna, arogancka i pewna siebie. Zupełnie nie zwraca uwagi na innych, myśli jedynie o własnych korzyściach i jest w stanie do wyznaczonego celu dojść po przysłowiowych trupach. Jej pobyt w Polance trwa już od wakacji. Początkowo trafiła do wsi za sprawą intratnego interesu, jednak z miesiąca na miesiąc sytuacja zaczęła się zmieniać, choć Kaja nie chce tego przyznać nawet przed samą sobą. Czy problemy, które spadły na kobietę sprawią, że przestanie myśleć tylko o sobie i otworzy się na innych? 

Kaja Poznańska pojawiła się już w "Magicznym lecie" wielokrotnie wchodząc z butami w życie innych bohaterów. Zdecydowanie była postacią negatywną i początkowo, kiedy pomyślałam o tym tomie zastanawiałam się, co też autorce przyszło do głowy, żeby stworzyć jej historię? No bo kto lubi czytać o wrednych, zimnych i wyrachowanych kobietach? Tak właśnie jawiła się Kaja w "Magicznym lecie" i tak też wraca do nas w "Anielskiej zimie". A jednak po przeczytaniu ostatniej strony stwierdziłam, że ta część jest mi najbardziej bliska, niezwykle mocno wpłynęła na mnie emocjonalnie, i sprawiła że zupełnie inaczej spojrzałam na odpychające i zadzierające nosy osoby, które spotkałam we własnym życiu. 


Kaja początkowo rzeczywiście nie wzbudza sympatii ani osób postronnych ani czytelnika. Bohaterowie chcieliby się jej pozbyć jak najszybciej z Polanki, czytelnik zastanawia się "Dziewczyna co ty robisz, nie masz już dość kłopotów"? "Przecież wiesz, że od tego nie uciekniesz, nie chowaj głowy w piasek!". Wraz z rozwojem akcji i coraz głębszym wciągnięciem się w książkę widać, że Kaja tylko z pozoru jest pewną siebie, arogancką kobietą. Wraz z kolejnymi kartkami powoli opada jej pancerz, choć właściwie do samego końca odpycha ludzi, oczami mówiąc "Pomóżcie mi". Bohaterka musi dotknąć dna, żeby powoli udało się jej z niego odbić, ale jednocześnie osoby z jej najbliższego otoczenia przeglądają na oczy. Gdyby nie pomoc kilku bohaterów Kaja nie potrafiłaby sama wyjść na prostą. 

"Przyglądając się Kai, dostrzegła, że w tej zimnej blondynce ukryta jest przestraszona dziewczynka, której lęk przebija przez pozornie pewne siebie oczy"
Pisarce udało się sprawić, że po skończeniu tej książki zupełnie zmieniłam zdanie w kwestii Kai. Z początkowej niechęci nie pozostało nic, na końcu chciałam żeby bohaterce się udało, żeby rozwiązała swoje problemy. Stała się mi bliska i kibicowałam jej cały czas. Kłopoty kobiety nie były też takie proste, jak mogło by się wydawać: brak pieniędzy, brak bliskich, samotność, to tylko część kwestii, które przytłoczyły Kaję, a ten najważniejszy problem potrząsnął mną na równi z bohaterami "Anielskiej zimy". 

"Było jej smutno. Gdzieś w głębi duszy musiała przyznać się do porażki. Nie chciała o tym myśleć, ale tak już jest, że te chowane myśli im bardziej są niechciane, tym bardziej wypełzają na wierzch."

Oczywiście Kaja nie jest jedyną postacią tego tytułu. Sporo tu powrotów do bohaterów poprzednich tomów: Alicji, Marianny i ich bliskich, ich życia codziennego, planów, nadziei i obaw, a także pięknych chwil. 

Jako, że akcja osadzona jest w Polance, to pojawiają się tu postacie poznane w "Magicznym lecie" jak również kilka nowych. Nie można zapomnieć o wspaniałej osobie Józefiny, która zawsze wywołuje we mnie pozytywne emocje. Będzie również komendant Grzelak, który wywoła wiele chwil uśmiechu. Będą inne postacie mniej lub bardziej pozytywne. 

Nie mogę nie wspomnieć o Karolu, który dzięki Kai uwierzy w Anioły na ziemi. Chłopiec marzy, żeby jego tata wreszcie wrócił z wojny, ale prawda jest o wiele bardziej skomplikowana i nawet Kaja w pewnym momencie zwróci na niego większą uwagę. 

Autorce udało się sprawić, że postać całkowicie negatywna stała się o wiele bardziej wielowymiarowa, zdobyła sympatię czytelnika i wzbudziła wiele emocji. Wraz z nią przeżywałam załamanie, wraz z nią wracałam do życia. Dwie poprzednie części "Magiczne lato" i "Karmelowa jesień" bardzo mi się podobały, jednak to "Anielska zima" jest dla mnie najlepszą historią w tym cyklu. Wprowadzenie tego typu bohaterki na pierwszy plan to też powiew świeżości w literaturze kobiecej. 

"Anielska zima" to wspaniała historia przemiany, którą mogę polecić z czystym sumieniem. Ciekawie się ją czyta jako kolejny tom cyklu, ale można ją też poznawać całkowicie oddzielnie. Polecam!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję za każdy zostawiony komentarz.