5/27/2026

Jakie maski noszą "Samuraje. Prawdziwa historia" Julien Peltier

Jakie maski noszą "Samuraje. Prawdziwa historia" Julien Peltier



Coś niezwykłego wydarzyło się wokół japońskiego wojownika w ciągu ostatnich stu, a może nawet pięćdziesięciu lat. Słowo „samuraj” od razu przywołuje w wyobraźni konkretną postać — pełną ideałów, niezwyciężoną i bezgranicznie oddaną swojemu panu. Co jednak dzieje się wtedy, gdy ten wyidealizowany obraz zderza się z rzeczywistością? Julien Peltier, francuski historyk specjalizujący się w kulturze Wschodu oraz wojskowości, w swojej książce przybliża oblicze samurajów zupełnie inne od tego znanego z filmów czy literatury.

Julien Peltier pokazuje samurajów z zupełnie innej strony niż ta, do której przyzwyczaiła nas popkultura. To nie tylko honorowi wojownicy wierni kodeksowi bushidō, ale również ludzie pełni sprzeczności — piraci, brutalni żołnierze, mnisi czy polityczni gracze. Autor przygląda się ich duchowości, codzienności, podejściu do sztuki, a nawet seksualności, czyli tematom rzadko pojawiającym się w popularnych opowieściach o Japonii.

To jednocześnie podróż przez ponad tysiąc lat historii, pokazująca, jak samurajowie zdobywali władzę, budowali własną legendę i stawali się symbolem, który z czasem zaczął żyć własnym życiem — aż po wykorzystywanie samurajskich ideałów jeszcze w XX wieku.

To, co czuć już od początku lektury, to bardzo przystępny język. Mimo że jest to literatura popularnonaukowa, książka nie przypomina zbioru suchych faktów. Autor prowadzi narrację w ciekawy i angażujący sposób, dzięki czemu czyta się ją z autentyczną ciekawością, stopniowo odkrywając kolejne fakty dotyczące tej grupy społecznej.

Czytałam tę książkę z ogromną ciekawością, odkrywając początki kształtowania się grupy wojowników, która początkowo nie cieszyła się szacunkiem społeczeństwa i przez długi czas nie stanowiła jednolitej warstwy. Samurajowie często budzili strach, ale równie często byli pogardzani jako jedna z niższych grup społecznych.

Interesujące było również pokazanie, że przez długi czas to właśnie łuk pozostawał ich podstawowym orężem. Znany nam dziś wizerunek samuraja kształtował się przez wieki i miał wiele wspólnego z walkami klanowymi oraz stopniowym zdobywaniem wpływów. Była to jednak droga oparta częściej na zastraszaniu i sile niż na rzeczywistym podziwie społeczeństwa.

Dużym plusem książki było osadzenie samurajów w historii Japonii. Autor pokazuje zarówno całą grupę społeczną, jak i poszczególne jednostki przez pryzmat zmian zachodzących w kraju. Dzięki temu samuraj nie funkcjonuje tutaj w oderwaniu od rzeczywistości, lecz staje się częścią historii Japonii i przemian, które ją kształtowały.

W książce nie zabrakło opowieści o najazdach mongolskich, pierwszym zetknięciu z bronią palną czy działalności misjonarzy katolickich. Wszystkie te elementy nie tylko osadzają samych wojowników w odpowiednich realiach historycznych, ale też pokazują, że Japonia — mimo swojego wyspiarskiego charakteru i wielowiekowego zamknięcia — nie była całkowicie odporna na wpływy zewnętrzne.

Autor przytacza wiele nazwisk, klanów i historii poszczególnych postaci, ale mimo nagromadzenia informacji książka wciąż pozostaje ciekawa i nie sprawia wrażenia przeładowanej. Dużą zasługą jest tutaj gawędziarski styl autora, który przyciąga do lektury i sprawia, że nawet bardziej historyczne fragmenty czyta się z zainteresowaniem.

Autor nie poprzestaje jedynie na opisaniu historii samych samurajów, ale sięga również po mniej znane zagadnienia związane z tą grupą społeczną. Pojawiają się tutaj miłośnicy sztuki i jej mecenasi, mnisi wybierający drogę walki, a także bandyci i piraci szukający swojego miejsca na morzach.

Nie zabrakło również opowieści o seksualności i relacjach między samurajami, a także o ceremoniale herbaty, który z czasem stał się jednym z ważniejszych elementów życia elit. Autor porusza też temat seppuku, pokazując, jak rytuał ten z biegiem lat przekształcił się w karę wykonywaną na mocy wyroku.

Z tej książki wyłania się obraz samuraja jako postaci bardzo niejednoznacznej, której życie i wybory w dużej mierze zależały od epoki, w której przyszło jej funkcjonować. Autor doskonale pokazuje wady tej grupy społecznej i skutecznie burzy jej wyidealizowany obraz, budowany już w czasach, gdy samurajowie jako klasa społeczna przestali istnieć.

Książka została podzielona na stosunkowo krótkie rozdziały, wzbogacone dodatkowymi podrozdziałami, co dobrze porządkuje całość i ułatwia lekturę. W tekście znaleźć można liczne odwołania do różnych źródeł — zarówno klasycznych tekstów japońskich, jak i relacji podróżników z innych krajów, którzy na przestrzeni wieków docierali do Kraju Kwitnącej Wiśni. Wszystko to tworzy harmonijny, a jednocześnie wielowymiarowy obraz japońskich wojowników.

Lektura zrobiła na mnie bardzo dobre wrażenie. Z jednej strony pokazała samurajów jako ludzi z krwi i kości, a nie wyidealizowane postacie tak odległe od prawdziwego człowieka. Z drugiej autor szczególnie zainteresował mnie tymi mniej oczywistymi elementami samurajskiej codzienności — zaangażowaniem w kulturę, odkrywaniem nowych religii, podróżami emisariuszy do Europy czy nieoczywistymi wyborami dotyczącymi relacji i seksualności wielkich wojowników.

To z pewnością książka, która pozwala na nowo przemyśleć mit samuraja. Nie niszczy go jednak całkowicie, lecz raczej osadza w realnym życiu i historycznych realiach. To bardzo ciekawa pozycja dla osób zainteresowanych historią Japonii i samymi wojownikami.




  • Autor: Peltier Julien
  • Tytuł: Samuraje. Prawdziwa historia 
  • Tytuł oryginalny: Une autre histoire des samouraïs
  • Tłumaczenie: Justyna Nowakowska
  • Wydawnictwo: RM
  • Liczba stron: 304
  • Premiera: 15 kwiecień 2026


 

5/24/2026

Kim są "Dżentelmeni Ziemi Galicyjskiej" Edyta Świętek

Kim są "Dżentelmeni Ziemi Galicyjskiej" Edyta Świętek


Kolejna książka Edyty Świętek, którą miałam przyjemność poznać, przenosi czytelnika do Galicji, pozwalając śledzić losy kilku rodzin powiązanych ze sobą poprzez siostry i kuzynki. To jednocześnie opowieść ukazująca życie w Polsce pod zaborem austriackim na przestrzeni kilkunastu lat, w okolicach połowy XIX wieku. Jak zawsze autorka świetnie oddaje klimat tamtych czasów, który wyraźnie czuć już od pierwszych stron.

Ślub Benedykty z Franciszkiem sprowadza do rodzinnego domu gości z bliższych i dalszych stron. Z odległej Italii przybywa nawet kuzynka Gertruda, która od dziesięciu lat nie odwiedzała rodziny. Małżeństwo Benedykty i Franciszka nie trwa jednak długo, choć jest jednym z nielicznych związków opartych nie tylko na kontrakcie i rodzinnych ustaleniach, ale również na prawdziwym uczuciu.

To właśnie podczas ślubu zaczynają się pierwsze zmiany w życiu Izabeli, którą upatrzył sobie hrabia Orszand. Choć dziewczyna darzy uczuciem innego mężczyznę, rodzinne decyzje sprawiają, że jej życie staje się samotne i pozbawione nawet namiastki miłości. Z tych małżeństw powoli wyrasta jednak nowe pokolenie — Maurycy, Armando i Walery — którzy, wchodząc w dorosłość, zaczynają odkrywać reguły rządzące światem i miejsce, jakie zostało im w nim wyznaczone.

„Dżentelmeni ziemi galicyjskiej” to początek nowej sagi Edyty Świętek. Tym razem autorka przenosi czytelnika do Galicji, ukazując świat pełen konwenansów, trudnych kobiecych losów i męskich wyborów. Jednocześnie osadza tę historię w czasie przemian społecznych oraz rodzących się dążeń niepodległościowych, które coraz mocniej wpływały na mieszkańców tych ziem. Dzięki połączeniu warstwy obyczajowej i historycznej książka zyskuje autentyczność, a sama lektura staje się wielowymiarowa.

Początkowo, zagłębiając się w tę historię, można zastanawiać się nad trafnością tytułu tego tomu. Przez pierwszą część opowieści to bowiem kobiety stanowią jej trzon — cztery bohaterki, których życie potoczyło się zupełnie inaczej. Ich wybory, zarówno te wynikające z uczuć, jak i wymuszone przez konwenanse, sprawiają, że ich drogi się rozchodzą, a każda z nich musi zmierzyć się z innymi doświadczeniami.

Żadna z tych kobiet nie zaznaje pełni szczęścia. Małżeństwo bez miłości, strata najbliższych, przedwczesna śmierć czy życie z dala od ukochanej ojczyzny pokazują, że kobiety tamtych czasów rzadko mogły decydować o własnym losie. Autorka wyraźnie podkreśla, że często pozostawało im jedynie nauczyć się żyć z tym, co przynosiła rzeczywistość.

Jednocześnie wraz z upływem czasu dorasta nowe pokolenie i choć pojawia się więcej postaci, to narracja najmocniej skupia się na trzech bohaterach — najpierw chłopcach, a później mężczyznach — którzy dojrzewają, doświadczając przywilejów świata zdominowanego przez mężczyzn. Wywodzą się z trzech rodzin o odmiennych poglądach i zostali wychowani w zupełnie różnych warunkach, jednak łącząca ich przyjaźń sprawia, że razem wyruszają na studia, a później nawet walczą w powstaniu.

Każdy z nich mierzy się także z własnymi problemami i dokonuje wyborów niosących różne konsekwencje, co sprawia, że ich historie stają się równie ważnym elementem tej opowieści, co losy kobiet z wcześniejszej części książki.

W historii pojawia się wiele różnorodnych motywów, dzięki którym trudno się przy tej lekturze nudzić. Młodym mężczyznom drogę do świata uciech pokazują ojcowie, zabierając ich do zamtuzów. Inni zdobywają doświadczenia samodzielnie, czasem trafiając przy tym na zupełnie niewłaściwe lektury czy wzorce.

Autorka pokazuje również, jak silnie kobiety były wtłaczane w przypisane im role. Żony miały przede wszystkim spełniać obowiązki i dbać o dom, kokoty traktowano jak narzędzie męskiej przyjemności, a służące często musiały podporządkowywać się woli swoich panów. Te elementy mocno podkreślają nierówności społeczne i sposób postrzegania kobiet w tamtych czasach.

Podczas lektury łatwo poczuć sympatię lub antypatię wobec poszczególnych bohaterów. Mnie najbardziej poruszył los Izabeli, która została zmuszona do małżeństwa pozbawionego nawet cienia sympatii, nie mówiąc już o prawdziwym uczuciu. Jednocześnie, gdy podjęła decyzje niezgodne z oczekiwaniami otoczenia, została odrzucona przez własnych rodziców.

To chyba jeden z najbardziej wyrazistych przykładów pokazujących, jak niewiele znaczyły w tamtych czasach kobiety — zarówno w oczach rodzin, jak i swoich mężów. Ich życie często zależało od decyzji innych, a prawo do własnego szczęścia schodziło na dalszy plan.

W książce nie zabrakło również tła historycznego oraz politycznych wyborów bohaterów. Akcja rozgrywa się w czasie ważnych przemian — od prób powstańczych w Galicji, w których udział biorą młodzi bohaterowie, przez zniesienie pańszczyzny przez zaborcę, aż po chłopskie bunty, nierzadko kończące się krwawymi atakami na szlacheckie dwory.

Autorka umiejętnie splata fikcyjne losy bohaterów z prawdziwymi wydarzeniami historycznymi, dzięki czemu opowieść nabiera jeszcze większej wiarygodności. W książce pojawiają się również autentyczne postacie historyczne, które świetnie dopełniają całą historię.

Zakończenie tej historii urywa się w bardzo ważnym i trudnym momencie, przez co aż chce się jak najszybciej sięgnąć po kontynuację. Ja sama planuję zrobić to zaraz po premierze kolejnego tomu.

Młodzi bohaterowie wraz z rozwojem akcji i doświadczeniami, jakie przeżywają, stają się coraz bliżsi czytelnikowi, dlatego ich dalsze losy naprawdę mocno mnie ciekawią.

„Dżentelmeni ziemi galicyjskiej” to kolejna świetna książka Edyty Świętek, która tym razem przenosi czytelnika do XIX-wiecznej Galicji. Na przestrzeni kilkunastu lat śledzimy losy kilku rodzin, a jednocześnie obserwujemy przemiany społeczne i polityczne zachodzące w tamtym czasie.

Jak zawsze autorka doskonale łączy fikcję z historią, tworząc opowieść pełną emocji, autentyczności i wyrazistych bohaterów. Jej lekkie, a jednocześnie bardzo obrazowe pióro sprawia, że wszystkie elementy tej historii idealnie ze sobą współgrają. To zdecydowanie lektura, po którą powinni sięgnąć miłośnicy sag historycznych.




  • Autor: Świętek Edyta
  • Tytuł: Dżentelmeni Ziemi Galicyjskiej
  • Cykl: W cieniu niewoli #01
  • Wydawnictwo: Mando
  • Liczba stron: 416
  • Premiera: 15 kwiecień 2026

5/20/2026

Poznaj "Kraj niespokojnego poranka" Roman Husarski

Poznaj "Kraj niespokojnego poranka" Roman Husarski

 

Powstaje coraz więcej reportaży polskich autorów poświęconych Korei Południowej i całemu Półwyspowi Koreańskiemu. Ten autorstwa Romana Husarskiego ma już kilka lat — został wydany w 2021 roku. Poruszane w nim tematy absolutnie nie tracą na aktualności, a przy tym zdecydowanie odbiegają od tych najbardziej oczywistych. To książka, która zagłębia się w problemy, mentalność i kulturę niewidoczne na pierwszy rzut oka.

Szeroki zakres tematów, które porusza autor, wyraźnie omija to, co dobrze znane i chętnie promowane poza Koreą. Zamiast tego pojawiają się wątki relacji Koreańczyków z Japonią, historie emigrantów z Korei Północnej i spojrzenie na ewentualne zjednoczenie. Nie brakuje też tematów związanych z różnicami religijnymi, a także mniej oczywistych historii — jak ta o tajemniczym oddziale 684 czy rozmowa z Yi Seokiem, wnukiem ostatniego władcy, Gojonga. Autor nie unika również kwestii trudnych dla obcokrajowców, jak choćby temat jedzenia psiego mięsa. To tylko część wątków, które składają się na ten reportaż.

Samobójstwo w Korei nie zawsze jest postrzegane jako moralnie niewłaściwe, może wzbudzać podziw albo współczucie, przynosić oczyszczenie. Może być bronią. 

Autor zbierał materiały do reportażu na wiele sposobów. Spędził dłuższy czas w Korei Południowej na wymianie studenckiej, dzięki czemu miał okazję poznać ludzi z różnych środowisk. Obserwował protesty, rozmawiał z mieszkańcami i te doświadczenia wyraźnie wybrzmiewają w książce. To nie tylko zbiór faktów, ale też zapis jego własnego poznawania kraju.

Relacja Południe–Północ to temat mocno eksploatowany, ale tym razem mam wrażenie, że autor spojrzał na niego z nieco innej perspektywy. Pokazuje życie w Korei Południowej oczami uciekinierów z Północy — ich codzienne zmagania i decyzje, które potrafią zaskoczyć, jak choćby te o powrocie. Równie ciekawie wypada wątek samej Korei Północnej i jej wizerunku na świecie. Autor przytacza przykłady osób z różnych krajów, które aktywnie promują KRLD jako miejsce warte poznania.

Interesującym wątkiem jest ten dotyczący religii — w Korei jest ich niezwykle dużo, część się przenika, a mimo to większość Koreańczyków nie identyfikuje się z żadną konkretną. Dla mnie szczególnie odkrywczy był fragment o prawosławiu, które — choć bardzo nieliczne — ma w Seulu własną cerkiew. Takich smaczków można znaleźć w tej książce znacznie więcej i to one sprawiają najwięcej przyjemności podczas lektury.

Koreańczycy od najmłodszych lat są uczeni, że należą do większej grupy. Pracujesz nie dla siebie, ale dla rodziny, dla klasy, dla miejsca pracy, wreszcie dla miasta, dla regionu i ostatecznie dla narodu. Nie oznacza to, że Koreańczycy nie mają prywatnych pragnień i poglądów, ale często je tłumią, by sprostać wyzwaniom grupy. 

Jednocześnie dla osób, które chcą pogłębiać wiedzę o Korei Południowej, to bardzo ciekawy i momentami odkrywczy reportaż. Autor porusza wiele wątków, rozrzuconych naprawdę szeroko, dzięki czemu każdy może znaleźć coś dla siebie. Niektóre tematy, jak trudne relacje z Japonią, są dość znane, ale inne — choćby historia tajemniczego oddziału 684, który zakończył działalność tragicznie z rąk własnych pobratymców — potrafią zaskoczyć (choć sama natrafiłam na podobny motyw w jednej z koreańskich dram).

W warstwie politycznej autor skupia się na Park Geun-hye — jak dotąd jedynej kobiecie na stanowisku prezydenta Korei Południowej, skazanej na ponad dwadzieścia lat więzienia. Koniec jej rządów zbiegł się z okresem, w którym Roman Husarski zbierał materiały do książki, dzięki czemu mógł na bieżąco obserwować zachodzące wtedy wydarzenia. Na kartach reportażu pojawia się również kolejny prezydent, Moon Jae-in, a autor próbuje odpowiedzieć na pytanie, czy zmiana władzy przyniosła realne zmiany.

To lektura nie dla każdego — właśnie dlatego, że autor sięga po wątki nieoczywiste. Warto mieć już pewne rozeznanie w Korei, jej kulturze i tradycjach, żeby poruszane tematy trafiały na właściwe miejsce. Roman Husarski wrzuca nieprzygotowanego czytelnika na głęboką wodę, pokazując wybrane elementy bez szerszego kontekstu. Z drugiej strony to reportaż, który potrafi skutecznie odczarować wyobrażenia — po jego lekturze raczej nie ma się ochoty od razu pakować walizek do Kraju Spokojnego Poranka.

Kraina niespokojnego poranka to lektura, która pozwoliła mi spojrzeć na Koreę z mniej oczywistej strony i odkryć wątki, na które wcześniej nie zwracałam uwagi. To nie jest wyłącznie opowieść o Korei Południowej — autor wyraźnie zaznacza również obecność Północy, poświęcając jej osobny, istotny fragment. Nie wszystkie części czytało mi się z równym zaangażowaniem, ale to jedna z tych książek, które zostawiają po sobie konkret — kilka tematów, które aż proszą się o dalsze zgłębienie.




  • Autor: Husarski Roman
  • Tytuł: Kraj niespokojnego poranka
  • Wydawnictwo: Czarne
  • Liczba stron: 312
  • Premiera: 28 lipiec 2021

5/13/2026

Kim jest "Mordercza pani Shim" Kang Jiyoung

Kim jest "Mordercza pani Shim" Kang Jiyoung


Sięgając po kolejne książki koreańskich autorów, można odnieść wrażenie, że zabójców spotyka się w biały dzień na ulicy, a ta niewinnie wyglądająca staruszka czy pani ze sklepu właśnie ostrzy swoją broń. Ze względu na klub literacki sięgnęłam po ten tytuł szybciej, niż planowałam — i była to lektura nietypowa, która wywołała we mnie wiele skrajnych emocji.

Eunok Shim to kobieta w średnim wieku — ajumma — która samotnie wychowuje dwójkę dzieci. Po utracie pracy musi znaleźć coś nowego, co po pięćdziesiątce wcale nie jest łatwe. Ogłoszenie z agencji detektywistycznej Smile daje jej jednak szansę na nowy start — choć szybko okazuje się, że to praca daleka od typowej. Eunok zostaje zabójczynią na zlecenie. Wszystko musi jednak pozostać w ścisłej tajemnicy, a konkurencja nie śpi.

Mam wrażenie, że w Korei motyw zabójcy w ostatnim czasie stał się niezwykle popularny — zarówno w literaturze, jak i w filmach czy serialach. Niedawno czytałam Starszą panią z nożem, przede mną jeszcze Likwidator, a teraz przyszła pora na Morderczą panią Shim. To jednak nie jest typowa historia — łączy w sobie wiele gatunków, a najbliżej jej chyba do czarnej komedii.

Ku mojemu zdziwieniu Taesang uznał, że niepozorny wygląd, wyjątkowe umiejętności władania nożem oraz pochodzenie z niezbyt zamożnej rodziny czyniły mnie idealną kandydatką na morderczynię. Gdy to słowo "morderczyni" po raz pierwszy padło z jego ust, poczułam specyficzny niepokój. 

Zagłębiając się w tę historię, poznajemy coraz to nowych bohaterów — każdy rozdział ukazany jest z innej perspektywy, przez co na początku łatwo się pogubić. Sama stworzyłam sobie swoistą sieć powiązań z tytułową panią Shim, która mimo wszystko pozostaje osią łączącą wszystkie wątki.

O samej pracy bohaterki wiemy zaskakująco niewiele — znacznie więcej miejsca autorka poświęca relacjom między postaciami i ich życiowym historiom, często naznaczonym trudnymi doświadczeniami. A jednak to książka, którą czyta się lekko i bez dużego ciężaru emocjonalnego.

Ta branża jest jak jedna naprawdę wielka rodzina. Możemy nie wiedzieć, jak wyglądają inni, ale bardzo szybko jesteśmy w stanie rozpoznać, kto dobrze czuje się z nożem w ręku. 

Są momenty przerażające i niesmaczne — mnie najmocniej poruszył rozdział o dziewczynie porwanej w dzieciństwie — ale całość podszyta jest subtelnym, momentami wręcz ironicznym humorem. Tym bardziej że autorka prowadzi fabułę tak, by wszystkie wątki znalazły swoje domknięcie.

Były rozdziały, które niewiele wnosiły do samej fabuły, a mimo to okazały się dla mnie niezwykle ciekawe. Szczególnie zapadł mi w pamięć ten poświęcony sąsiadce tytułowej bohaterki i jej spojrzeniu na życie — wielowymiarowy, jednocześnie bardzo smutny i zaskakująco nietypowy.

Musimy skończyć ze stereotypem, że małżeństwo mogą zawrzeć tylko osoby, które się kochają. Małżeństwo to instytucja, dzięki któremu niedoskonały człowiek może stać się kompletny. Wchodzące w związek małżeński osoby mogą wspólnie zarabiać, dążyć do wspólnego celu, przedłużyć gatunek poprzez płodzenie dzieci, ale nie muszą się kochać. Małżeństwo pozbawione miłości to naprawdę piękny układ. 

Czy to książka o zabijaniu? Właściwie nie. To raczej opowieść o życiowych wyborach i relacjach — pokazanych w krzywym zwierciadle.

Lektura przypadła mi do gustu, choć wymagała uważności — czytałam ją powoli, momentami zapisując, kto jest kim, żeby się nie pogubić. Zgrzytało mi natomiast zakończenie, które przy wcześniejszych historiach wypada zbyt chaotycznie i zbyt szybko. Nie do końca wiadomo, dlaczego bohaterowie podejmują takie, a nie inne decyzje i w którym momencie właściwie dochodzi do tej zmiany.

Mimo nierównego zakończenia to wciąż historia, która zostaje w głowie — głównie dzięki bohaterom i ich pogmatwanym losom.

 



  • Autor: Kang Jiyoung
  • Tytuł: Mordercza Pani Shim
  • Tytuł oryginalny: 심여사는 킬러 (sim-yeosaneun killeo)
  • Tłumaczenie: Klaudia Szary
  • Wydawnictwo: Literackie
  • Liczba stron: 360
  • Premiera: 10 wrzesień 2025

5/09/2026

Tak wyglądał "Zieleniak" Anna Augustyniak

Tak wyglądał "Zieleniak" Anna Augustyniak


Od kilku dni zastanawiam się, co napisać o tej książce, a jednocześnie nie opuszcza mnie myśl, że ta lektura wpłynęła na mnie niezwykle brutalnie i boleśnie. Nie wydaje mi się, żebym przez całe moje literackie życie zetknęła się z pozycją aż tak okrutną. Kiedy próbuję o niej myśleć, mam ochotę jak najbardziej się od niej odciąć — a przecież przeczytałam wiele trudnych książek, dotyczących wydarzeń nie tylko z Polski, ale i z innych części świata.

W sierpniu 1944 roku, podczas Powstania Warszawskiego, Niemcy przekształcili teren hali targowej przy ulicy Grójeckiej w Warszawie w obóz przejściowy. Przez Zieleniak, otoczony ceglaną ścianą i nadzorowany przez żołnierzy SS RONA, przeszło kilkadziesiąt tysięcy cywilów wypędzonych z domów.

Alicja, służąca w mieszkaniu na Ochocie, wraz ze swoimi gospodarzami i sąsiadami z okolicznych kamienic ukrywa się w schronie przed bombardowaniem. Nie wiedzą, że już za chwilę wtargną tu żołnierze w niemieckich mundurach – choć wcale niemówiący po niemiecku – i zgotują im piekło, jakiego dotąd nie znali, mimo że wojna trwa już od czterech lat. W sierpniowym skwarze na placu targowiska będą walczyli o choćby kroplę wody i szukali najwymyślniejszych sposobów, by ukryć kobiety, dziewczyny i dziewczynki przed pijanymi Rosjanami. Bo nawet jedno spojrzenie, drobny gest czy ładna sukienka może doprowadzić je do zguby.

Autorka stworzyła historię mieszkańców jednej kamienicy na Ochocie, za których pośrednictwem oddała grozę wydarzeń rozgrywających się w sierpniu 1944 roku. To nie jest obszerna opowieść — liczy niespełna 200 stron i ma dodatkowo kieszonkowy format — a mimo to ogrom przerażającego bestialstwa, który z niej wyziera, sprawia, że czyta się ją niezwykle ciężko.

Dodatkowo środkowa część zawiera fragmenty wypowiedzi świadków wydarzeń, które miały miejsce na Zieleniaku w tamtych dniach, i chyba właśnie to okazuje się najbardziej bolesne. Miałam moment, w którym naprawdę zastanawiałam się, czy dam radę skończyć tę książkę.

Autorka, pisząc o wydarzeniach z tamtych dni, posługuje się prostym, pozbawionym ozdobników językiem. Pisze bardzo bezpośrednio — bez łagodzenia tego, co miało miejsce. Wręcz przeciwnie, wszystko wskazuje na to, że chciała opowiedzieć tę historię jak najprawdziwiej i najbardziej dosłownie. Również sam język tej książki jest oddarty z wszelkich rozpraszaczy, tak aby to wydarzenia zajmowały w niej najważniejsze miejsce. Dokładnie tak, jak mogli widzieć je świadkowie tamtych dni.

To zdecydowanie nie jest lektura, którą czyta się dla przyjemności. Ten tytuł pokazuje straszny, ale niestety prawdziwy fragment Powstania Warszawskiego, który dotknął ludność cywilną. W tym przypadku to kobiety traciły najwięcej — to one drżały za każdym razem, gdy pojawiali się oprawcy.

Autorka opisuje dwa, może trzy dni, podczas których bohaterowie zostali wypędzeni ze swoich mieszkań i zapędzeni na Zieleniak, ale miałam wrażenie, że dla większości uczestników tych wydarzeń czas dłużył się niczym całe tygodnie. Zamknięcie w jednym miejscu, sierpniowy skwar, brak wody, ekskrementy na każdym kroku, stosy trupów pod murem i nieustanny strach przed każdym strażnikiem.

Bo oni dla zabawy nie tylko zabijali przypadkowe osoby. Najbardziej przerażające były gwałty — brutalne, odczłowieczające i pokazane przez autorkę w niezwykle dosadny sposób. To właśnie ten element najmocniej wyziera z tej historii i najtrudniej wyrzucić go z pamięci.

„Zieleniak” to książka, której nie będę próbowała oceniać. To lektura próbująca przywrócić głos osobom, które przez lata pozostawały w dużej mierze pomijane — cywilom, a przede wszystkim kobietom, wciągniętym w Powstanie Warszawskie i zmuszonym do poniesienia jego konsekwencji.

Autorka, opierając się na historii kilku bohaterów, pokazała losy tysięcy mieszkańców Ochoty i okolicznych dzielnic, którzy przeszli przez piekło Zieleniaka. To lektura, która na długo zostanie w mojej głowie, choć tak naprawdę chciałabym wyrzucić ją z pamięci jak najszybciej. Niezwykle mocna. Na pewno nie dla każdego. Ale jednocześnie niezwykle ważna.

 




  • Autor: Augustyniak Anna
  • Tytuł: Zieleniak
  • Wydawnictwo:  Marginesy
  • Liczba stron: 200
  • Premiera: 02 kwiecień 2026

5/06/2026

Jak przetrwać "Rok wśród kwiatów" Kim Keum Hee

Jak przetrwać "Rok wśród kwiatów" Kim Keum Hee


Zastanawiam się, czy sięgnęłabym po ten tytuł sama, gdyby nie został wybrany jako lektura na spotkanie klubu książki. Nawet jeśli tak, to pewnie długo czekałby na swoją kolej. I gdybym sięgnęła po niego spontanicznie, na pewno nie próbowałabym go analizować tak, jak w tym przypadku. Mam wrażenie, że byłaby to książka, którą przeczytałabym i dość szybko o niej zapomniała. To zdecydowanie nie jest gatunek, po który sięgam — esej.

Przez cztery pory roku autorka przybliża swoją codzienność, nierozerwalnie związaną z roślinami, które posiada. Ponad siedemdziesiąt kwiatów, zajmujących ogromną przestrzeń zarówno w mieszkaniu, jak i na balkonie, tworzy jej świat. W kolejnych rozdziałach dzieli się z czytelnikiem zarówno drobnymi radościami, jak i smutkiem wynikającym z tej codziennej relacji z roślinami. Wśród tych zwyczajnych wydarzeń pojawiają się także emocje — samotność, żal, poczucie straty, ale również nadzieja i próba odnalezienia się w tym, co przynosi życie.

Często słyszałam, że pisarze słabiej odczuwali pandemię, ponieważ i tak większość czasu spędzali w samotności, pracując z domu. Niestety to nieprawda. Gdy nasz świat się kurczy, spowalnia też nasze pióro. Teksty nie powstają bowiem automatycznie, kiedy mamy chwilę czasu wolnego. Powiedziałabym raczej, że rosną niczym roślina, sycąc się powietrzem.

Miałam dwa podejścia do lektury tego tytułu. Za pierwszym razem sięgnęłam po nią, przeczytałam kilka początkowych rozdziałów i odłożyłam na około tydzień, po którym… właściwie niewiele z nich pamiętałam. Czytało mi się dobrze, ale książka nie wywołała we mnie większych emocji, przez co trudno było mi uchwycić, o czym tak naprawdę jest.

Za drugim razem podeszłam do niej bardziej metodycznie. Po każdym przeczytanym rozdziale robiłam notatki, które pozwoliły mi lepiej przybliżyć się do tekstu, ale też zrozumieć, co autorka mogła chcieć nim przekazać.

Od zakończenia lektury minęły kolejne dwa tygodnie i, nie sięgając do notatek, pamiętam właściwie tylko kilka rzeczy: że autorka miała bardzo dużo kwiatów, że w międzyczasie zmieniła mieszkanie oraz jej relację z matką. I to właśnie ten wątek najmocniej do mnie przemówił.

To, że jej mama się starzeje, a autorka boi się straty, która prędzej czy później nadejdzie, szczególnie utkwiło mi w pamięci.

Mamy wpływ na ograniczoną liczbę rzeczy. Nigdy nie będziemy w stanie w pełni kontrolować innych organizmów żywych. Niektóre rośliny przestają lub zaczynają rosnąć z powodów zupełnie niepojętych dla ludzi, może więc zrzucenie winy za nasłonecznienie, nawodnienie lub wentylację ma sens i służy podnoszeniu ogrodników na duchu, powstrzymuje ich przed obwinianiem samych siebie za kolejne ogrodnicze porażki.

Kiedy sięgam do notatek, przypominają mi się wątki, które wcześniej mi umknęły. Autorka pisze o samotności z czasów pandemii, o trudnych relacjach rodzinnych — szczególnie z okresu dzieciństwa — a także o swojej pracy pisarskiej i związanych z nią problemach, m.in. o pracoholizmie. Wspomina również o spotkaniach ze znajomymi pisarzami oraz przyjaciółką z dzieciństwa.

W każdym z rozdziałów, w każdym wspomnieniu i elemencie codziennego życia obecny jest motyw roślin — opieki nad nimi, nowych zakupów, ale też walki o przetrwanie tych, które z różnych powodów zaczynają obumierać.

Zarówno podczas lektury, jak i po jej zakończeniu zastanawiałam się, jaki był cel powstania tej książki. Autorka opowiada o kwiatach, ale nie jest to klasyczny przewodnik po ich pielęgnacji — trudno wyciągnąć z niej konkretne porady. Jednocześnie znajdziemy tu wiele wspomnień, codziennych emocji i problemów, z którymi się mierzy.

Mam wrażenie, że ta książka była w pewien sposób oczyszczająca dla samej pisarki. Być może miała też być formą drogowskazu dla innych, jednak nie każdy czytelnik będzie w stanie się z nią utożsamić.

Myślę też, że warto spojrzeć na tę książkę w szerszym kontekście literatury koreańskiej. To tytuł, który dobrze wpisuje się w nurt tzw. „healing literature” — spokojnych, refleksyjnych historii skupionych na emocjach i codzienności. Różni się jednak od wielu innych książek tego typu tym, że nie oferuje klasycznej fabuły ani wyraźnie zarysowanej historii bohaterów. To raczej zbiór myśli i doświadczeń, które nie są „opakowane” w konkretną narrację. I choć rozumiem, skąd wynika taka forma i jaki ma cel, to właśnie ten brak fabularnego punktu zaczepienia sprawił, że trudniej było mi się z nią związać i zapamiętać ją na dłużej.

Rośliny zamieszkujące moje mieszkanie mają więc wiele różnych "domków". Niektóre są przyciasne, inne zbyt wilgotne albo wyblakłe, ale co ważne, lokatorzy potrafią dostosować się do panujących w nich warunków. Rośliny pokazują tym samym, że różnice to nie wady, a jedynie warunki.

Lubię rośliny — sama mam w domu kilkanaście kwiatów. Niektóre są ze mną od dawna, inne trafiają do mnie tylko na krótki czas, bo coś ewidentnie im u mnie nie odpowiada. Nie mam jednak z nimi aż tak głębokiej relacji — cieszę się, że są, smuci mnie, gdy się „nie dogadujemy”, ale nigdy nie myślałam o nich w taki sposób jak autorka. Może właśnie dlatego ten tytuł do mnie nie trafił.

To była lekka, przyjemna lektura, ale wiem, że minie niewiele czasu, a jedyne, co będę w stanie o niej powiedzieć, to że była o roślinach i codzienności autorki. To nie jest książka dla mnie — co nie znaczy, że nie znajdzie swoich czytelników. 



  • Autor: Kim Keum Hee
  • Tytuł: Rok wśród kwiatów
  • Tytuł oryginalny: 식물적 낙관 (sigmuljeog naggwan)
  • Tłumaczenie: Klaudia Szary
  • Wydawnictwo: W.A.B.
  • Liczba stron: 240
  • Premiera: 12 listopad 2025

5/03/2026

Kim są "Ulepieni z winy" Joanna Elmy

Kim są "Ulepieni z winy" Joanna Elmy


Nowy kierunek czytelniczy pozwolił mi odkryć kawałek historii — być może w części znanej, ale w dużej mierze dopiero przede mną odkrywanej. Bułgaria do tej pory kojarzyła mi się głównie ze wspomnieniami rodziców i egzotycznymi wczasami czasów PRL-u. Dziś podobno wraca do łask jako kierunek wakacyjnych wyjazdów, ale czym tak naprawdę jest to państwo i co w sobie skrywa?

Jana wyjeżdża do Stanów Zjednoczonych w poszukiwaniu finansowej stabilizacji, choć tak naprawdę próbuje uciec od traum przeszłości i zacząć życie na nowo. Lili, po latach ciężkiej pracy i kilku etatach pozwalających utrzymać siebie i córkę, decyduje się na wyjazd do Niemiec, kuszona wizją znacznie lepszych zarobków. Ewa po latach w końcu odnajduje spokój, choć niepokój o córkę i wnuczkę wciąż jej nie opuszcza. Trzy pokolenia, trzy kobiety, trzy różne doświadczenia.

Nie żyłaś w ich przeszłości. Ile córek osądzało błędy swoich matek, zanim nie popełniły własnych? 

Ta książka wymaga odrobiny cierpliwości — trzeba się w nią wgryźć, by dostrzec wszystkie niuanse. Kiedy jednak to się uda, roztacza przed czytelnikiem kilka historii, które układają się w obraz nie tylko trudnych losów kobiet, ale też kraju widzianego przez pryzmat kilkudziesięciu lat.

Autorka snuje opowieść, przeplatając losy trzech pokoleń — córki, matki i babki. Im głębiej wchodzimy w tę historię, tym staje się ona bardziej brutalna, odsłaniając kolejne warstwy trudnych doświadczeń, które kształtują bohaterki. To także opowieść o przemocy — obecnej na wielu poziomach, dziedziczonej, przechodzącej z pokolenia na pokolenie i tak trudnej do przerwania.

Są dwie Ameryki: jedna kurortowego szczęścia, outletów, pełnych hipermarketów, narmorskich plaży i minigolfa, stu trzydziestu smaków lodów, karmelowego popcornu i frytek z octem na nabrzeżu, luksusowych hoteli i wielkich dźipów... I ta druga, wierzycieli, America made ich China, India, Bangladesh, gett, wyjałowionej ziemi, fanatyków w kościołach-barakach, przedawkowań w kiblach McDonalda przy autostradach. 

Może się wydawać, że Jana — najmłodsza z bohaterek — staje się osią tej opowieści, przedstawiając ją ze swojej perspektywy. Wyjeżdżając do Stanów Zjednoczonych, próbuje uciec od przeszłości — zarówno tej rodzinnej, trudnej do udźwignięcia, jak i tej szerszej, związanej z krajem, który nie daje jej wielu możliwości. Szybko okazuje się jednak, że Stany nie są rajem — tam również dzieje się wiele zła. Takich jak Jana jest więcej — każdy liczy na nowy początek. Tyle że odcięcie się od własnej przeszłości i rozpoczęcie życia od nowa wcale nie jest takie proste.

Autorka bardzo trafnie pokazuje w swojej powieści traumy pokoleniowe — temat, o którym coraz częściej się dziś mówi. To, czego doświadczyła babka, było niezwykle trudne, a możliwości zmiany właściwie nie istniały w tamtym czasie. Mała Lila dorastała, przeżywając wszystko razem z matką i marząc o zupełnie innym życiu. Jednak i ona popełnia błędy, które w pewien sposób przekazuje swojej córce. A mimo to autorka wyraźnie podkreśla, że nic nie jest tu czarno-białe.

Nie wiem, czemu jej nie powiedziałam, pewnie dlatego, że mi mówiła, że żyje tylko dla mnie, że się zabije, jeśli będę taka niewdzięczna za to, że wszystko dla mnie poświęciła, własne szczęście, życie, nie pozwalałam sobie na strach, nie płakałam, nic nie chciałam mówić. Wystarczająco ją bolało. Nie chciałam jej sobą obciążać. 

W trakcie lektury można odnieść wrażenie, że życie trzech bohaterek to pasmo porażek, trudnych chwil i beznadziei. A jednak pojawiają się tu także relacje, które wspierają i dają siłę, by iść dalej. Autorka kreśli postaci niejednowymiarowo — z jednej strony nie wybiela przeszłości, z drugiej pokazuje, że życie składa się z wielu warstw, a relacje nigdy nie są zero-jedynkowe.

Na tle historii bohaterów wyraźnie rysują się również trudne losy Bułgarii. Autorka sięga aż do czasów carskich, zestawiając je z okresem rządów komunistycznych i współczesnością. Życie w tym kraju wydaje się naznaczone smutkiem i poczuciem beznadziei. Dziś, bardziej niż kiedyś, widoczny jest brak perspektyw dla młodego pokolenia. Ludzie uciekają do miast, choć i tam możliwości pozostają ograniczone. Wyjazd za granicę — do Europy Zachodniej czy Stanów Zjednoczonych — jawi się jako szansa na nowy początek, na którą decyduje się wielu z nich.

Tęsknię za tym, jak mama albo babcia wołały mnie z balkonu na obiad - szybko, wracaj, bo ci jedzenie wystygnie. Wtedy człowiek myślał tylko o tym, żeby mu dały spokój, a potem całe życie marzy, żeby ktoś go zawołał przez okno do domu. 

Ulepieni z winy to debiut literacki, a takie książki często mają swoje mankamenty, zwłaszcza na poziomie języka. W tym przypadku autorka świetnie sobie z nim poradziła, tworząc opowieść ciekawą i wciągającą, choć jednocześnie wymagającą — historię trzech pokoleń kobiet.
To nie jest książka dla każdego, bo jej ciężar może przytłoczyć. Jednocześnie otwiera przed czytelnikiem mniej znany kierunek, pokazując trudne realia życia w kraju i indywidualne losy bohaterek. Nie jest przy tym pozbawiona nadziei.
Dla mnie była to rozwijająca lektura i jestem pewna, że będę śledzić dalsze poczynania autorki.

 



  • Autor: Elmy Joanna
  • Tytuł: Ulepieni z winy
  • Tytuł oryginalny: Сянката na щъркела (Syankata na shtorkela)
  • Tłumaczenie: Magdalena Pytlak
  • Wydawnictwo: W.A.B.
  • Liczba stron: 336
  • Premiera: 08 kwiecień 2026

5/01/2026

Gdzie znajduje się "W krainie słodkiego jutra" Zuza Kordel

Gdzie znajduje się "W krainie słodkiego jutra" Zuza Kordel


Niektórzy talent otrzymują wraz z mlekiem matki — i ten przypadek idealnie oddaje to powiedzenie. Zuza Kordel, oddając w ręce czytelników kolejną historię, po raz kolejny udowadnia swój świetny styl oraz to, że potrafi tworzyć opowieści, od których trudno się oderwać. Ten tytuł przenosi nas z powrotem do znanych postaci, które pojawiły się w „Pewnego razu w Bellagio” oraz „W domu najlepiej”. Tym razem historia koncentruje się wokół Hani, która, niosąc pomoc przyjaciółkom, jednocześnie skrywa własne tajemnice.

Hania zawsze wyciąga pomocną dłoń — do przyjaciół, rodziny, współpracowników. Jednak za tą pozorną siłą kryje się wiele lęków i problemów, które towarzyszą jej od lat. Nie potrafi prosić o pomoc i nie chce być dla nikogo ciężarem — aż w końcu dochodzi do momentu, w którym wszystko zaczyna ją przerastać. Toksyczny związek, z którego nie umie się uwolnić, przemilczane emocje w relacji z rodzicami, praca, która ją przytłacza, i coraz bardziej oddalające się marzenie o własnej cukierni… Na szczęście Hania ma wokół siebie przyjaciółki, które w odpowiednim momencie potrafią wyciągnąć do niej rękę.

Choć ta historia nie należy do jednego cyklu, łatwo powiązać ją z dwoma wcześniejszymi tytułami autorki. Anastazja i Patrycja miały już przestrzeń, by opowiedzieć swoje historie — obie piękne, emocjonalne, a przy tym zupełnie różne. Tym razem na pierwszy plan wysuwa się Hania, która dotąd wydawała się najbardziej otwarta i pomocna. Dopiero głębsze spojrzenie na jej życie odsłania, z jakimi trudnościami się mierzy — i jak wiele z nich wynika z tego, co przez lata skrywała w sobie.

Temat poruszony w tej historii jest niepokojący i bardzo potrzebny. Toksyczna relacja, w którą uwikłana jest bohaterka, pokazuje, że przemoc nie zawsze ma wymiar fizyczny. Hania nie potrafi się z niej uwolnić — zwłaszcza że jej partner robi wszystko, by utrzymać kontrolę i wygodny dla siebie układ. Emocje towarzyszące lekturze wielokrotnie wywołują frustrację i chęć potrząśnięcia zarówno Hanią, jak i jej chłopakiem. Autorka, rozwijając historię, wyraźnie pokazuje jednak, jak ogromny wpływ na nasze wybory ma dzieciństwo — i to, co wtedy przeżywamy.

Trudne tematy są tu jednak otulone równie dużą dawką troski i wsparcia, które płyną z relacji między przyjaciółkami. To właśnie one — jak zawsze — stają się dla Hani oparciem. Moment, w którym bohaterka odważa się poprosić o pomoc, okazuje się przełomowy. To przyjaźń daje jej siłę do zmian i odwagę, by zawalczyć o siebie. Choć każda z czterech kobiet ma zupełnie inny charakter i własną drogę życiową, ich relacja i wzajemne wsparcie okazują się bezcenne.

Wątkiem, który wywołał we mnie szczególnie silne emocje, była historia psiego przyjaciela. Nie potrafię zrozumieć osób, które traktują zwierzęta jak chwilową rozrywkę, coś, co można odłożyć, gdy przestaje być wygodne. Zawsze mocno przeżywam takie historie — i tym razem było podobnie, zwłaszcza że autorka oddała głos samemu zainteresowanemu.

Trudne tematy i chwile śmiechu otula tu zapach ciast i ciasteczek. Hania jest utalentowaną cukierniczką, a jej marzenie o własnej cukierni aż prosi się o spełnienie. Z jej kuchni nieustannie unoszą się aromaty, a spod jej rąk wychodzą małe dzieła sztuki, których aż szkoda ruszać. Podczas lektury trudno nie nabrać ochoty, by spróbować choć jednego z jej wypieków — opisy działają na wyobraźnię i apetyt.

„W krainie słodkiego jutra” to książka, w której można przepaść. Pełna zapachów i smaków, a jednocześnie poruszająca trudne relacje i pokazująca siłę prawdziwej przyjaźni. Naturalnie łączy się z poprzednimi historiami bohaterek, choć każda z nich ma zupełnie inny temperament. Hania, która może sprawiać wrażenie nieskomplikowanej, skrywa własne demony, wciąż wpływające na jej życie.To historia, którą czyta się z dużą przyjemnością — pełna emocji, refleksji i ciepła, z którym autorka pozostawia czytelnika na końcu. Łakocie, zwierzaki i wspaniała przyjaźń, którą niełatwo znaleźć w życiu, tworzą opowieść idealną na każdy moment. Nawet te trudniejsze chwile można pokonać siłą kobiecej przyjaźni.

 



  • Autor: Kordel Zuza
  • Tytuł: W krainie słodkiego jutra
  • Wydawnictwo: Emocje Plus Minus
  • Liczba stron: 328
  • Premiera: 08 kwiecień 2026

4/04/2026

Gdzie leży "Ziemia okryta zielenią" Magdalena Kołosowska

Gdzie leży "Ziemia okryta zielenią" Magdalena Kołosowska


Na pewno wiecie, że lubię sagi historyczne, które pozwalają poznać życie ludzi bez akademickiej ciężkości języka. Zazwyczaj sięgam jednak po historie osadzone w XIX lub na początku XX wieku. Tym razem skusiłam się na coś zupełnie innego — przeniosłam się ponad trzy stulecia wstecz, na ziemię łowicką.

To moje pierwsze spotkanie z twórczością Magdaleny Kołosowskiej, ale już po tej lekturze wiem, że na pewno nie ostatnie. „Ziemia okryta zielenią” otwiera sagę łowicką i od pierwszych stron wprowadza czytelnika w świat, który rządzi się własnymi, surowymi prawami.

Życie wiejskie miało swój rytm i nie pozostawiało wiele miejsca na wybór. Chłopi najpierw pracowali na pańskim, dopiero potem na własnym. Gięli karki przed panami i nadzorcami, a kar — słusznych lub nie — często nie dało się uniknąć. Kobiety rodziły się po to, by zostać żonami, matkami i gospodyniami. Dorota żyła tak samo jak jej matka i babka. Choć podczas spotkań z Andrzejem jej serce biło szybciej, brutalne wydarzenia, które przyniosły do domu żałobę, odmieniły życie nie tylko dziewczyny, ale całego gospodarstwa. Szansą na zmianę mogła być wioska biskupia, jednak przeniesienie się do niej wiązało się z koniecznością zawarcia małżeństwa.

Autorka już od pierwszych zdań buduje klimat historii, nadając bohaterom chłopską gwarę. Początkowo jest ona bardzo wyraźna, jednak z czasem — wraz z rozwojem akcji — nieco łagodnieje. To zabieg, który pozwala łatwiej wejść w opowieść, a jednocześnie nie odbiera jej autentyczności.

Ta książka niesie ze sobą wiele brutalnych wydarzeń, szczególnie dotykających kobiet, choć i mężczyźni wielokrotnie doświadczają przemocy oraz śmierci. Pisarka nie ucieka od tematów trudnych, a jednocześnie pokazuje cielesność i bliskość jako naturalny element życia — nienachalny, wpisany w codzienność bohaterów.

Na pierwszy plan wysuwają się jednak kobiety — z jednej strony podporządkowane społecznym oczekiwaniom, posłuszne rodzicom i przypisanym im rolom, z drugiej zaś obdarzone niezwykłą siłą wewnętrzną, która pozwala im przetrwać nawet najtrudniejsze chwile.

Historia pokazuje codzienny znój bohaterów — trud i przytłaczające momenty, ale też drobne radości, które pozwalają im iść dalej. To życie przepełnione obowiązkami, w którym każdy dzień jest walką o jutro. Jednocześnie całość tworzy przejmujący obraz życia w tamtych czasach — silnie związanego z tradycją, rytmem przyrody i wiarą katolicką. To właśnie te elementy spajają społeczność i dają siłę, by mimo wszystko się nie poddać.

To lektura, którą trudno było mi odłożyć. Choć nie brakuje w niej trudnych tematów i brutalnych doświadczeń — zadawanych zarówno przez bliskich, jak i najeźdźców — chciałam wiedzieć, co wydarzy się dalej. Czasy, w których przyszło żyć bohaterom, nie należą do łatwych, dlatego ich losy pełne są bólu i wyzwań. Mimo to przez całą historię nie opuszcza ich nadzieja na lepsze jutro.

„Ziemia okryta zielenią” wciągnęła mnie w swoją historię i trudno było mi ją odłożyć przed przeczytaniem ostatniej strony. Wydarzenia przynoszą tu wiele zmian i trudnych momentów, ale jednocześnie budują wyrazisty obraz tamtych czasów.

Nie mogę doczekać się kontynuacji — tym bardziej że autorka zostawia czytelnika w niezwykle burzliwym momencie. Jeśli lubicie sagi historyczne, ta historia zdecydowanie powinna przypaść Wam do gustu.

 




  • Autor: Kołosowska Magdalena
  • Tytuł: Ziemia okryta zielenią
  • Seria: Saga Łowicka #01
  • Wydawnictwo: Replika
  • Liczba stron: 304
  • Premiera: 31 marzzec 2026

3/29/2026

Jak wygląda "Zbrodnia w rezydencji" Helena Dixon

Jak wygląda "Zbrodnia w rezydencji" Helena Dixon

Pierwszy tom – Zbrodnia i rubin – czytałam już jakiś czas temu, ale wciąż dobrze pamiętam, ile przyjemności sprawiła mi ta lektura. Dlatego bardzo ucieszyłam się na kolejną odsłonę cyklu o pannie Underhay. Byłam ciekawa, w jakim kierunku autorka poprowadzi akcję i czy kontynuacja dorówna początkowi tej historii. Nie zawiodłam się – czytałam z przyjemnością, długo zastanawiając się, kto w tej historii okaże się antagonistą.

Tym razem Kitty Underhay zostaje zaproszona przez rodzinę ojca do ich rezydencji. Dziewczyna wcześniej nie znała krewnych z tej strony, jednak ostatnie wydarzenia sporo zmieniły w jej życiu — również pod względem rodzinnym. Już od pierwszych chwil pobytu w Enderley Hall bohaterkę spotykają zaskoczenia. Powraca wspomnienie jej matki, która zaginęła lata temu, jeszcze w czasie Wielkiej Wojny. To jednak dopiero początek niespodziewanych wydarzeń. W rezydencji dochodzi do kradzieży niezwykle ważnych wyników badań, które mogą wywołać międzynarodowy konflikt, a wkrótce potem pojawia się także morderstwo. W obliczu tych wydarzeń Kitty zaczyna myśleć o kapitanie Matthew Bryancie, który wspierał ją w trudnych chwilach.

Autorka w tym tomie przenosi akcję na zupełnie nowy grunt — nieznany zarówno czytelnikowi, jak i bohaterom. Kitty, a później również Matt, muszą zmierzyć się z obcym miejscem i ludźmi, których dopiero poznają, co dodatkowo wprowadza atmosferę niepewności. Motyw zamknięcia grupy osób w jednym miejscu, w którym dochodzi do zbrodni, jest dobrze znany w literaturze kryminalnej — przede wszystkim za sprawą Agaty Christie. Helen Dixon wykorzystuje go jednak w interesujący sposób, który bardzo dobrze sprawdza się w tej historii.

Akcja prowadzona jest w szybkim tempie, przez co trudno choć na chwilę oderwać się od lektury. Wraz z rozwojem fabuły wydarzenia stają się coraz bardziej niebezpieczne, a motywy sprawcy — lub być może sprawców — pozostają niejasne. To wszystko sprawia, że historia naprawdę wciąga. Dodatkowo poznajemy ją z perspektywy Kitty, która — choć dzięki Mattowi ma nieco więcej informacji niż pozostali domownicy — wciąż pozostaje na obrzeżach prowadzonego śledztwa. I choć sama zdobywa kolejne elementy tej układanki, to ze względu na swoją płeć nie jest dopuszczana do wielu istotnych kwestii.

Warto zwrócić uwagę na drugi ważny wątek tej historii — tajemnicę matki Kitty, która pojawiła się w rezydencji lata temu i właśnie wtedy zaginęła. Bohaterka próbuje zdobyć informacje na ten temat, jednak z różnych powodów część postaci nie chce do niego wracać.

Nie można też zapomnieć o relacji głównych bohaterów. Kitty i Matt po wydarzeniach z poprzedniego tomu postrzegają się jako przyjaciele, jednak ich więź zaczyna się stopniowo zmieniać. Matt wciąż mierzy się z traumą Wielkiej Wojny i stratą, której wtedy doświadczył, co wpływa na jego zachowanie. Jednocześnie pojawiają się subtelne sygnały, że ta relacja może przerodzić się w coś więcej. Autorka bardzo powoli buduje napięcie między bohaterami, pozwalając im odkrywać rodzące się uczucia. Nie jest to jednak tom, który przynosi w tej kwestii rozwiązanie — wręcz przeciwnie, wydarzenia sprawiają, że Kitty i Matt nie potrafią porozumieć się na wielu płaszczyznach.

Całą historię spaja atmosfera lat 30. — bogata rodzina, służba, wystawne kolacje, wyraźny podział na przestrzenie dla pań i panów. W tle pojawia się także niepokój związany z widmem kolejnego konfliktu. Między wierszami autorka sygnalizuje również wątek Żydów w Niemczech. Te drobne elementy budują nastrój, osadzają historię w konkretnym czasie i sprawiają, że staje się ona bardziej wiarygodna.

Zbrodnia w rezydencji to udana kontynuacja przygód panny Underhay. Autorka wyraźnie czerpie inspiracje z klasyków gatunku, jednocześnie konsekwentnie rozwijając własną historię. Różnorodna galeria bohaterów — o odmiennych charakterach i spojrzeniach na życie — sprawia, że trudno się tu nudzić. To powieść, która powinna szczególnie przypaść do gustu miłośnikom kryminałów historycznych.

 

  • Autor: Dixon Helena
  • Tytuł: Zbrodnia w rezydencji
  • Seria: Tajemnice panny Underhay #02
  • Tytuł oryginalny: Murder at Enderley Hall
  • Tłumaczenie: Emilia Niedzielska
  • Wydawnictwo: Mando
  • Liczba stron: 320
  • Premiera: 25 marzec 2026


3/22/2026

Co czuje "Przebudzona" Choi Eunyung

Co czuje "Przebudzona" Choi Eunyung

Dziś przychodzę do Was z moimi wrażeniami po lekturze książki, która raczej rzadko trafia na moją czytelniczą półkę – literatury dziecięcej. To jednocześnie jeden z nielicznych przekładów literatury koreańskiej skierowanych do młodszego czytelnika. Książka miała swoją premierę dosłownie kilka dni temu, a ja z chęcią opowiem o moich wrażeniach – zarówno jako dorosła czytelniczka, jak i próbując spojrzeć na tę historię oczami dziecka.

Ihyon budzi się w miejscu, które najprawdopodobniej jest szpitalem. Nad sobą widzi grupę obcych osób w białych kitlach. Dziewczynka nie do końca rozumie, dlaczego się tu znajduje – próbuje uchwycić okruchy wspomnień, które stopniowo wracają do jej głowy. Z czasem okazuje się, że przeszła poważną operację mózgu. Gdy wraca do domu, coś zaczyna się jednak nie zgadzać – rzeczywistość wydaje się inna niż ta zapisana w jej pamięci. Rodzice i siostra bliźniaczka są wobec niej niezwykle mili, ale w jej wspomnieniach wszystko wyglądało odrobinę inaczej.

Książka zdecydowanie przyciąga uwagę już na pierwszy rzut oka. Jest pięknie wydana – ma grube strony, dużą czcionkę i liczne ilustracje autorstwa Park Hyunji, ilustratorki z bogatym dorobkiem. To wszystko sprawia, że młodszy czytelnik nie powinien mieć problemu z lekturą. Publikacja skierowana jest do dzieci w wieku około 10 lat – podobnie jak bohaterka tej historii, co dodatkowo ułatwia utożsamienie się z nią.

Autorka buduje historię na wyraźnej nucie niepewności i tajemnicy. Poznajemy ją z perspektywy Ihyon – młodej dziewczynki, która próbuje odnaleźć się w rzeczywistości, której nie rozumie. Nie potrafi wyjaśnić, skąd biorą się jej wspomnienia, które nie zgadzają się z tym, co mówią jej rodzice i dziadkowie. Równie obcy wydaje się świat, w którym przyszło jej żyć – nowoczesny, a jednocześnie znacznie bardziej zharmonizowany z naturą, niż zapamiętała. To zderzenie sprawia, że bohaterka czuje się zdezorientowana i zagubiona. Razem z siostrą próbuje dojść do prawdy i zrozumieć, co tak naprawdę się wydarzyło.

Czytając tę historię, zastanawiałam się, jak odbierze ją młodszy czytelnik. Choć mnie samej zabrakło kilku odpowiedzi na pytania, które pojawiały się w trakcie lektury, uważam, że sposób, w jaki autorka prowadzi narrację, jest bardzo angażujący. To opowieść, która wciąga i sprawia, że chce się czytać dalej, by odkryć, co tak naprawdę się wydarzyło.

Z pewnością młodszy czytelnik, do którego skierowana jest ta książka, zwróci uwagę na nieco inne elementy tej historii. Nie będzie zagłębiał się tak bardzo w kwestie, które dla dorosłego odbiorcy wynikają z jego doświadczeń i życiowej perspektywy. Myślę jednak, że to bardzo ciekawa propozycja dla młodszych czytelników – tym bardziej, że autorka przemyca w tej opowieści dwa niezwykle ważne, współczesne tematy.

Wraz z rozwojem historii pojawiają się ważne zagadnienia związane z ochroną przyrody, życiem w zgodzie z naturą oraz rezygnacją z wygody na jej rzecz. Autorka pokazuje, że w świecie, w którym przyszło żyć Ihyon, możliwe jest połączenie tych dwóch podejść.

Drugim istotnym tematem jest przedłużanie życia i jego konsekwencje. Choroby, które we współczesnym świecie wciąż pozostają nieuleczalne, za kilkanaście czy kilkadziesiąt lat mogą stać się łatwe do wyleczenia. Ale czy obudzenie się w nowej rzeczywistości – w świecie pełnym zmian, z odmienioną rodziną, a czasem nawet bez niej – rzeczywiście jest dobrą ceną za życie? Co w takiej sytuacji okazuje się ważniejsze dla człowieka postawionego przed faktem dokonanym? Jak odbierze te kwestie młody czytelnik? Z pewnością inaczej niż ja, ale uważam, że samo poruszenie tych tematów jest bardzo wartościowe.

Sama czytałam tę historię z dużą ciekawością, a w pewnym momencie zakręciła mi się w oku łza. Sposób narracji i elementy historii wciągają, wywołują ciekawość i sprawiają, że chce się poznać jej zakończenie. Bez względu na to, czy sięgnie po nią młodszy, czy starszy czytelnik, z pewnością przeczyta ten tytuł z przyjemnością. Dlatego uważam, że to lektura warta uwagi i z pewnością będę polecać ją dzieciom wśród rodziny i znajomych.


  • Autor: Choi Eunyung
  • Tytuł: Przebudzona
  • Tytuł oryginalny: 해동 인간 (haedong ingan)
  • Tłumaczenie: Dominika Chybowska-Jang
  • Wydawnictwo: Kropka
  • Liczba stron: 176
  • Premiera: 18 marzec 2026

3/18/2026

Warto czy nie sięgnąć po "Legenda o łowczyni demonów" Esther Park

Warto czy nie sięgnąć po "Legenda o łowczyni demonów" Esther Park


Choć książek koreańskich autorów na polskim rynku pojawia się na rynku coraz więcej, ta wyróżnia się na tle znanych już motywów i gatunków. Historia osadzona została w realiach historycznej Korei z czasów dynastii Joseon, a jednocześnie bardzo mocno akcentuje elementy fantastyczne. Na okładce można znaleźć porównania do zeszłorocznego przeboju Netfliksa K-popowe łowczynie demonów oraz do filmu Mulan. Byłam więc ciekawa, czy w tej historii odnajdę podobne wątki i czy wciągnie mnie tak bardzo, jak oba te tytuły.

Bin Seomun od najmłodszych lat przyciąga do siebie demony, które niejednokrotnie zagrażały jej najbliższym. Z tego powodu od lat żyje na uboczu, jakby zapomniana przez własną rodzinę. Obecnie poluje na demony, które stają na jej drodze, ponieważ wierzy, że gdy zgromadzi odpowiednią liczbę ich „dusz”, będzie mogła wreszcie uwolnić się od swojego przeznaczenia.

Eunho natomiast jest najbardziej pożądanym kawalerem w stolicy. Jako lojalny sługa króla próbuje odkryć spisek rodzący się na dworze. Los sprawia jednak, że drogi tych dwojga niespodziewanie się przecinają. Wspólna, trudna sytuacja sprawia, że bohaterowie zaczynają powoli odkrywać zapomniane wspomnienia. 

W historię bardzo łatwo się wchodzi — język jest płynny i lekki, dzięki czemu kolejne strony czyta się z dużą swobodą. Początkowo, poznając bohaterów, ich historie i kolejne wydarzenia, miałam wręcz wrażenie, jakbym oglądała historyczną dramę. Pojawiają się tu dobrze znane motywy: zerwane przeznaczenie, klątwa oraz uczucia powracające mimo wielu przeciwności losu.

Równolegle rozwija się wątek spisku na królewskim dworze — doradcy, który próbuje uczynić z króla jedynie marionetkę. Wszystkie te elementy bardzo dobrze współgrają z historiami, które miałam już okazję oglądać w koreańskich dramach.

Warto też zwrócić uwagę na wątki mitologiczne, które autorka wplata w fabułę. W książce pojawiają się postacie i motywy zaczerpnięte z koreańskich wierzeń dotyczących świata zmarłych. Jedną z nich jest Yeomra – władca zaświatów i jeden z sędziów piekielnych, który w tradycji koreańskiej odpowiada za osądzanie dusz po śmierci. Pojawiające się w historii kręgi piekielne, demony oraz posłańcy śmierci mają swoje źródła w koreańskim szamanizmie i buddyjskich wyobrażeniach zaświatów. Dzięki temu elementy fantastyczne w powieści nie są całkowicie wymyślone – w dużej mierze nawiązują do tradycyjnych wierzeń i mitologii Korei.

Moje początkowe pozytywne wrażenia nieco rozbiły się jednak o końcówkę tej historii, w której element fantastyczny zaczyna dominować nad wszystkim innym. Dążenie do finału i kulminacyjna scena sprawiły, że moje dobre odczucia trochę opadły, a sama książka w mojej ocenie spadła o kilka stopni. Mam wrażenie, że w pewnym momencie pojawia się tu po prostu zbyt wiele fantastyki. Postacie okazują się kimś zupełnie innym, niż można było początkowo przypuszczać, a kolejne odkrycia coraz bardziej komplikują historię. Jednym słowem — moim zdaniem autorka trochę „przedobrzyła”.

Wydaje mi się również, że pojawia się tu trochę za dużo elementów w stylu „zabili go i uciekł”. Bohaterowie przeżywają niezwykle dramatyczne wydarzenia, poświęcają się i stają w obliczu śmiertelnego zagrożenia, a jednak ostatecznie wszystko dobrze się kończy i znajdują swoje szczęśliwe zakończenie. W pewnym momencie zaczęło to sprawiać wrażenie nieco naiwnego rozwiązania fabularnego. Być może wynika to z faktu, że książka skierowana jest przede wszystkim do młodszego czytelnika.

Myślę jednak, że historia może się podobać w różnym stopniu, w zależności od tego, czego szuka się w tej książce. Osobiście, po początku tej opowieści, miałam nadzieję na ciekawą powieść historyczną z elementami fantastyki, koreańskich wierzeń, demonów i świata alternatywnego. Dla osób, które mniej interesują się historią, a bardziej fantastyką, odbiór tej opowieści może być jednak zupełnie inny.




  • Autor: Park Esther
  • Tytuł: Legenda o łowczyni demonów
  • Tytuł oryginalny: 벽사아씨전 (byeogsaassijeon)
  • Tłumaczenie: Klaudia Szary
  • Wydawnictwo: Time4ya
  • Liczba stron: 320
  • Premiera: 11 listopad 2025
Copyright © 2014 Książkowe Wyliczanki , Blogger