7/01/2026

To nie jest łatwa "Autobiografia śmierci" Kim Hyesoon

To nie jest łatwa "Autobiografia śmierci" Kim Hyesoon



Są książki, które zachwycają od pierwszych stron. Są takie, które wymagają cierpliwości. I są wreszcie takie, które budzą przede wszystkim pytania. Dla mnie „Autobiografia śmierci” Kim Hyesoon okazała się właśnie tym trzecim rodzajem lektury.

To tom niezwykły. Składa się z czterdziestu dziewięciu utworów opisujących kolejne etapy śmierci, do których dołączony został cykl „Oblicze rytmu”. Już sam pomysł na konstrukcję tomu odsyła do buddyjskiej wizji przejścia między życiem a kolejnym wcieleniem. Czterdzieści dziewięć dni to przecież czas bardo – okres pomiędzy śmiercią a odrodzeniem, opisywany w Tybetańskiej Księdze Umarłych. Nieprzypadkowy wydaje się również utwór „Seoul, księga umarłych”, który wyraźnie dialoguje z tą tradycją.

Kim Hyesoon nie opowiada jednak o śmierci w sposób dosłowny. Tworzy gęstą sieć symboli, surrealistycznych obrazów i metafor. Pojawiają się psy, wrony, lalki, samoloty, wyspy, lustra, królewna Nakrang, wnętrzności, szpitale i nieustannie powracający motyw ciała. Świat żywych i zmarłych przenikają się, a granica między nimi niemal zanika. W wielu miejscach wybrzmiewają także elementy głęboko zakorzenione w kulturze koreańskiej – obecność przodków, nieustanna więź ze zmarłymi, motyw han, czyli trudnego do przełożenia na inne języki doświadczenia nagromadzonego bólu i żalu, a także echa koreańskiego szamanizmu, w którym zwierzęta czy duchy stają się pośrednikami między światami.

To książka niezwykle świadoma kulturowo i literacko. Widać, że niemal każdy utwór został zbudowany z wielu warstw znaczeniowych i odwołań, które wymagają od czytelnika uważności. Nie jest to poezja prowadząca za rękę. Wręcz przeciwnie – autorka wrzuca nas w sam środek obrazów, z których każdy może znaczyć coś innego.

I właśnie tutaj pojawiła się moja największa trudność.

Przez wiele dni czytałam ten tom bardzo powoli. Zatrzymywałam się niemal przy każdym utworze, próbując odnaleźć sens kolejnych metafor. Niektóre teksty rzeczywiście do mnie przemówiły. „Imienniczka”, „Chcę się dostać na tę wyspę”, „Sekcja zwłok”, „AEIOU”, „Kołysanka”, „Imię”, „Zaświaty” czy „Kłamstwo” zostaną ze mną na dłużej. To właśnie w nich odnajdywałam historię, emocje albo obraz, którego mogłam się uchwycić. Jeden z utworów wzruszył mnie naprawdę mocno.

Jednak większość tomu pozostawiła mnie bardziej z poczuciem podziwu niż poruszenia.

Z każdą kolejną stroną coraz lepiej rozumiałam, że autorka mówi o śmierci, żałobie, cierpieniu, chorobie i rozpadzie tożsamości. W dodatku „Oblicze rytmu” coraz wyraźniej dostrzegałam, że głównym tematem staje się już nie sama śmierć, lecz życie z bólem – psychicznym i fizycznym. Powracający pies zaczął układać się w symbol cierpienia, traumy czy choroby, a kolejne obrazy budowały spójną wizję człowieka zmagającego się z własnym wnętrzem.

Problem polegał na tym, że choć rozumiałam coraz więcej, coraz mniej czułam.

Zamiast zbliżać się do bohaterów czy emocji, coraz częściej miałam wrażenie, że poruszam się po labiryncie symboli. Po pewnym czasie powracające obrazy bólu zaczęły wydawać mi się powtarzalne. Nie dlatego, że nie rozumiałam ich znaczenia, ale dlatego, że przestały mnie emocjonalnie angażować.

Kilka dni przed zakończeniem lektury nieustannie wracał do mnie „Kot w pustym mieszkaniu” Wisławy Szymborskiej. To również wiersz o śmierci, ale opowiedzianej z perspektywy codzienności. Bez rozbudowanej symboliki, bez konieczności rozszyfrowywania znaczeń. Za każdym razem wzrusza mnie równie mocno. I chyba właśnie wtedy uświadomiłam sobie, że taka poezja jest mi znacznie bliższa.

Po spotkaniu Klubu Książki Koreańskiej tylko utwierdziłam się w przekonaniu, że „Autobiografia śmierci” jest książką bardzo wymagającą. Prowadząca, opowiadała o licznych odniesieniach do buddyzmu, Tybetańskiej Księgi Umarłych oraz koreańskiej kulturze, pokazując, jak bogata jest warstwa symboliczna tego tomu. Wcześniej czytałam również o samej Kim Hyesoon – poetce uznawanej za jedną z najbardziej oryginalnych i awangardowych współczesnych autorek koreańskich, której twórczość pełna jest wielowarstwowych metafor i nieoczywistych symboli.

Ta wiedza pozwoliła mi spojrzeć na książkę z większym zrozumieniem, ale nie sprawiła, że stała mi się bliższa.

Podczas lektury poświęciłam każdemu utworowi naprawdę dużo czasu. Zatrzymywałam się, wracałam do poszczególnych tekstów, szukałam znaczeń i kontekstów. Dzięki wspólnym analizom odkryłam wiele motywów, których sama prawdopodobnie bym nie dostrzegła – od koreańskich legend i motywu han, przez elementy szamanizmu, aż po buddyjskie rozumienie śmierci jako procesu przejścia. Mimo to większość tych wierszy pozostała dla mnie przede wszystkim intelektualną łamigłówką, a nie doświadczeniem emocjonalnym.

Być może jest to właśnie ten rodzaj poezji, który bardziej się analizuje niż przeżywa. Ja natomiast w poezji szukam przede wszystkim emocji. Nawet jeśli są ukryte między wersami, potrzebuję poczuć je razem z autorem. Tutaj, mimo wielu godzin spędzonych nad kolejnymi utworami, nie udało mi się nawiązać takiej relacji.

Po zakończeniu lektury zostało ze mną przede wszystkim ogólne wrażenie – śmierci jako procesu, cierpienia wpisanego w ludzką egzystencję oraz nieustannego przenikania się świata żywych i umarłych. Zostało też kilka pojedynczych utworów, do których chętnie wrócę.

Ale całość najlepiej podsumowuje jedno zdanie: Przeczytałam. Doceniam. Nie chcę wracać. 




  • Autor: Kim Hyesoon
  • Tytuł: Autobiografia śmierci
  • Tytuł oryginalny: 죽음의 자서전 (jug-eum-ui jaseojeon)
  • Tłumaczenie: Ewa Suh, Lynn Suh, Katarzyna Szuster-Tardi
  • Wydawnictwo: Biuro Literackie
  • Liczba stron: 108
  • Premiera: 25 wrzesień 2023

6/28/2026

Gdzie leży "Jezioro stworzenia" Rachel Kushner

Gdzie leży "Jezioro stworzenia" Rachel Kushner


Są książki, które od pierwszych stron wciągają i nie pozwalają się od siebie oderwać. Są też takie, które intrygują pewnymi elementami, ale ostatecznie nie do końca spełniają oczekiwania. I właśnie takie odczucia zostawiło we mnie Jezioro Stworzenia.

Najbardziej zaciekawił mnie początek i wszystkie rozważania dotyczące prehistorii człowieka. Wątki związane z neandertalczykami, homo erectus czy homo sapiens oraz nowe odkrycia archeologiczne naprawdę przykuły moją uwagę. To właśnie te fragmenty czytałam z największym zainteresowaniem i szkoda, że później zeszły one na dalszy plan. Chętnie przeczytałabym ich znacznie więcej, bo były dla mnie jednym z najmocniejszych punktów całej powieści.

Główna historia skupia się na amerykańskiej agentce działającej pod fałszywą tożsamością. Na zlecenie prywatnej organizacji ma przeniknąć do ekologicznej komuny, zdobyć zaufanie jej członków i doprowadzić do jej zniszczenia. Brzmiało to jak zapowiedź historii pełnej napięcia i moralnych dylematów. Liczyłam też, że wraz z poznawaniem mieszkańców komuny bohaterka zacznie patrzeć na świat z innej perspektywy. Tymczasem otrzymałam coś zupełnie innego.

Agentka Smith z każdą kolejną stroną wydawała mi się coraz bardziej cyniczna, bezduszna i pozbawiona jakichkolwiek wartości poza pieniędzmi. Jej wspomnienia tylko utwierdzały mnie w tym przekonaniu. Do tego dochodzi ciągłe picie, prowadzenie samochodu pod wpływem alkoholu czy wykorzystywanie ludzi wyłącznie jako narzędzi do osiągnięcia celu. To bohaterka, której zwyczajnie nie potrafiłam polubić ani kibicować.

Również sam pobyt w komunie momentami mnie nużył. Odniosłam wrażenie, że niektóre rozdziały nie wnosiły wiele do historii i niepotrzebnie spowalniały akcję. Paradoksalnie, mimo że spędzamy tam z bohaterką sporo czasu, wcale nie miałam poczucia, że dobrze poznałam tę społeczność. Owszem, wiadomo, że jej członkowie sprzeciwiają się zmianom przemysłowym i walczą o środowisko, ale zabrakło mi głębszego zrozumienia ich codzienności, motywacji i tego, do czego tak naprawdę dążą. Ich przywódca sprawiał natomiast wrażenie człowieka, który decyduje o wszystkim, przez co całość momentami bardziej przypominała sektę niż wspólnotę opartą na wspólnych ideach.

To, co zapamiętam z tej książki najmocniej, to kilka bardzo nietuzinkowych postaci. Kobieta wykluczona z komuny za własne zdanie, która postanowiła szukać trufli ze swoją świnią. Starsze małżeństwo pragnące dołączyć do wspólnoty, ale odrzucone przez jej członków. Czy wreszcie najbardziej kontrowersyjny bohater – nastolatek, który jako jedenastolatek został ojcem, a własne dziecko wychowuje jak młodszego brata. To właśnie takie epizody sprawiały, że historia nabierała charakteru i wybijała się ponad schemat.

Duże wrażenie zrobił na mnie również Lambert – człowiek mieszkający w jaskiniach, który po tragedii ze swojej przeszłości odciął się od świata i poświęcił badaniom nad neandertalczykami. To postać tajemnicza, nietuzinkowa i zdecydowanie jedna z ciekawszych w całej powieści. Żałuję tylko, że autorka nie poświęciła mu więcej miejsca, bo właśnie jego historia najbardziej mnie intrygowała.

Punkt kulminacyjny, czyli protest podczas targów zakończony śmiercią i ucieczką głównej bohaterki, pokazał z kolei, że nad losem wielu ludzi stoją siły, których na co dzień nawet nie dostrzegamy. To chyba jedyny moment, w którym poczułam napięcie i miałam wrażenie, że wszystkie elementy układanki zaczynają się ze sobą łączyć.

Ostatecznie „Jezioro Stworzenia” okazało się dla mnie książką, która dość mocno rozminęła się z moimi oczekiwaniami. Po opisie spodziewałam się historii o odkrywaniu tajemnic zamkniętej społeczności i stopniowej przemianie bohaterki pod wpływem ludzi, których miała zniszczyć. Tymczasem dostałam opowieść znacznie bardziej chłodną, momentami rozwlekłą i skupioną na bohaterce, z którą nie potrafiłam znaleźć żadnej wspólnej płaszczyzny.

Nie żałuję tej lektury, bo znalazłam w niej kilka naprawdę interesujących motywów – przede wszystkim tych związanych z prehistorią człowieka oraz postacią Lamberta. Mam jednak poczucie, że całość nie zostanie ze mną na długo. To po prostu nie jest literatura, po którą sięgam najchętniej.

Choć mnie ta historia ostatecznie nie przekonała, myślę, że znajdzie swoich odbiorców. Szczególnie wśród osób, które lubią niejednoznacznych bohaterów, niespieszną narrację oraz powieści skłaniające do własnych interpretacji. Wiele do odnalezienia będą tu mieli również czytelnicy zainteresowani tematami ekologii, zmian przemysłowych i współczesnych dylematów związanych z relacją człowieka z naturą.



  • Autor: Kusher Rachel
  • Tytuł: Jezioro Stworzenia
  • Tytuł oryginalny: Creation Lake
  • Tłumaczenie: Marek Fedyszak
  • Wydawnictwo: Noir Sun Blanc
  • Liczba stron: 387
  • Premiera: 27 maj 2026
  • 6/20/2026

    Kim są "Anastazja", "Krzysztof" Agnieszka Panasiuk

    Kim są "Anastazja", "Krzysztof" Agnieszka Panasiuk


    Ta dylogia trafiła pod moje skrzydła patronackie, dlatego chciałabym rzetelnie opowiedzieć o niej i o wrażeniach, jakie na mnie wywarła. To jedna z tych historii, które warto poznać. Otwiera bowiem mniej znane okno na przeszłość, pokazując ją przez pryzmat losów zwykłych ludzi oraz problemów, z jakimi musieli się mierzyć każdego dnia.

    Anastazja po kilku latach nauki u prawosławnych sióstr wraca do rodzinnej Białej. Musi zmierzyć się nie tylko z ostracyzmem społecznym jako Polka, która ugięła się przed zaborcą i przyjęła jego wiarę, ale również z trudną sytuacją w domu. Ojciec nieustannie rządzi tam twardą ręką, a matka z powodu choroby ledwo jest w stanie krzątać się po gospodarstwie.

    Na szczęście dziewczyna znajduje zatrudnienie w żeńskim progimnazjum. Chce przekazywać wiedzę i pomagać młodym dziewczętom zdobywać wykształcenie. Czasy, w których przyszło jej żyć, szybko jednak wystawiają ją na próbę. Anastazja styka się z socjalistami, którzy próbują wykorzystać ją do własnych celów. To okres pierwszych strajków robotniczych i szkolnych, kiedy społeczne napięcia stają się coraz bardziej odczuwalne.

    Autorka osadziła historię w czasie, który rzadko trafia na karty powieści. Są to lata 1904–1905 – okres wojny rosyjsko-japońskiej oraz narastającego niezadowolenia społecznego zarówno w Rosji, jak i na terenach zaborczych, w tym na ziemiach polskich. W tym wszystkim śledzimy losy bohaterki, która wielokrotnie przywodziła mi na myśl pozytywistyczne ideały. Szczególnie bliskie wydawały mi się jej wiara w pracę u podstaw oraz przekonanie, że wiedza i edukacja mogą realnie zmieniać ludzkie życie.

    Krzysztof – tytułowy bohater drugiego tomu – jest całkowitym przeciwieństwem Anastazji. Okryty złą sławą, uwodziciel żon i panien na wydaniu, którego podróż z Warszawy do Białej ciągnie za sobą niezbyt chlubne historie. Spotkanie z Anastazją początkowo wydaje się czystym przypadkiem, ale los ma wobec nich własne plany.

    Historia Anastazji i Krzysztofa to opowieść o dwóch różnych światach, odmiennych ideałach i sposobach patrzenia na rzeczywistość. Anastazja wierzy w edukację, pracę u podstaw i pomoc najbiedniejszym. Krzysztof z kolei jest niezwykle radykalny — chce działać tu i teraz, a w dążeniu do swoich celów nie boi się sięgać po najbardziej zdecydowane środki. To zderzenie dwóch postaw i dwóch wizji walki o lepszą przyszłość stanowi jeden z najciekawszych elementów tej historii.

    Właściwie ta historia mogłaby tworzyć jedną książkę. Jest niezwykle płynna i doskonale pokazuje, jak społeczne niepokoje wpływają na losy bohaterów. Szczególnie Anastazja, która do samego końca pozostała dla mnie główną bohaterką tej opowieści, przechodzi ogromną przemianę. Nie tyle wewnętrzną, ponieważ jej ideały pozostają niezmienne, ile życiową. Obserwujemy ją od momentu powrotu ze szkoły, przez burzliwy okres spędzony w Białej, aż po ucieczkę z miasta i dalsze poszukiwanie własnej drogi.

    Autorka zastosowała też ciekawy zabieg w kreacji Krzysztofa. W pewnym sensie igra z oczekiwaniami czytelnika, prowadząc akcję i budując relacje między bohaterami w taki sposób, że łatwo można wyciągnąć błędne wnioski. Nie zdradzę szczegółów, ale bardzo podobało mi się, jak Agnieszka Panasiuk potrafiła wykorzystać ten element, by zaskoczyć odbiorcę.

    Dużym plusem tej historii są również relacje rodzinne bohaterki, które wraz z rozwojem akcji stopniowo pozbawiane są kolejnych warstw tajemnicy. Niejednokrotnie zaskakują zarówno Anastazję, jak i czytelnika, pokazując, jak nieprzewidywalne potrafią być ludzkie losy i relacje. Autorka świetnie ukazuje też, jak bardzo przeszłość wpływa na przyszłość — nie tylko rodziców, ale również ich dzieci, które często muszą mierzyć się z konsekwencjami dawnych decyzji.

    Nie można również zapomnieć o wątkach historycznych, które stanowią tło całej opowieści. Narastające niezadowolenie społeczne jest tu obecne niemal na każdym kroku. Rosyjscy żołnierze stacjonujący w garnizonie muszą mierzyć się z perspektywą wysłania na wschodni front, robotnicy stopniowo uświadamiani są przez socjalistów w kwestii swoich praw, a uczniowie dojrzewają do walki o możliwość nauki w ojczystym języku.

    Wszechobecne strajki i protesty, które początkowo wybuchają w większych ośrodkach, z czasem docierają coraz dalej na wschód. Nie omijają również Białej, gdzie dochodzi do wystąpień brutalnie tłumionych przez zaborcę. Dzięki temu autorka pokazuje, jak wielka historia przenikała do codziennego życia zwykłych ludzi i wpływała na ich decyzje oraz losy.

    „Anastazja” i „Krzysztof” to dwie drogi, dwoje bohaterów i dwa różne wybory. A jednak oba tomy tworzą jedną, płynną historię, która ukazuje życie na początku XX wieku oraz skomplikowane relacje międzyludzkie. To opowieść o pragnieniu zdobywania wiedzy i przekazywania jej innym, ale również o strajkach, działalności konspiracyjnej i walce o zmianę rzeczywistości.

    Autorka umiejętnie splata losy nie tylko bohaterów pierwszoplanowych, ale także postaci drugiego planu, tworząc barwną i angażującą historię. Dla mnie była to bardzo przyjemna lektura — momentami odkrywcza, a momentami porządkująca i ugruntowująca wiedzę o wydarzeniach, które rzadko stają się tłem powieści historycznych. Myślę, że osoby lubiące historie osadzone w przeszłości, a jednocześnie skupione na losach zwykłych ludzi, znajdą tutaj coś dla siebie. 

     



    • Autor: Panasiuk Agnieszka
    • Tytuł: Agnieszka, Krzysztof
    • Wydawnictwo: Szara Godzina
    • Liczba stron: 272; 248
    • Premiera: 17 kwiecień 2026

    6/17/2026

    Gdzie się znajduje "Wypożyczalnia zagubionych marzeń" Kim Ho-Yeon

    Gdzie się znajduje "Wypożyczalnia zagubionych marzeń" Kim Ho-Yeon


    To tytuł, który miał swoją premierę stosunkowo niedawno, bo na początku maja. Pewnie nie sięgnęłabym po niego, gdyby nie Klub Książki Koreańskiej, podczas którego właśnie o nim dyskutowaliśmy. Opinie uczestników były bardzo podzielone — od „bardzo mi się podobała” po „zupełnie do mnie nie trafiła”. A jak było w moim przypadku?

    Sol, tuż przed trzydziestką, staje na życiowym rozdrożu. Porzuca pracę w telewizji, wraca do miejscowości, w której się wychowała, i zastanawia się, co dalej zrobić ze swoim życiem. Tam spotyka znajomego z dzieciństwa, z którym niegdyś należała do Klubu Don Kichota. Okazuje się, że jego ojciec – sławny pan Don, będący dla dzieciaków prawdziwym autorytetem – zaginął i nikt nie wie, gdzie się znajduje. Sol postanawia odnaleźć swojego mentora. Jednocześnie zakłada kanał na YouTubie, na którym relacjonuje swoje poszukiwania, a także wraca wspomnieniami do czasów nastoletnich, kiedy wraz z przyjaciółmi odkrywała dzięki niemu świat literatury i filmu.

    Jeszcze przed rozpoczęciem lektury trochę obawiałam się tej książki. Sądząc po okładce, byłam przekonana, że czeka mnie kolejna healing novel. Całe szczęście okazało się, że „Wypożyczalnia zagubionych marzeń” nie jest typową przedstawicielką tego gatunku. To przede wszystkim opowieść o tęsknocie za przeszłością, pielęgnowaniu wspomnień i powrocie do dobrych chwil. Jednocześnie jest to historia o odkrywaniu siebie, poszukiwaniu własnej drogi oraz próbie odpowiedzi na pytanie, co tak naprawdę chcemy zrobić ze swoim życiem.

    Podróż w poszukiwaniu pana Dona była nierozerwalnie powiązana z historią rozwoju kanału Don Kichot Wideo. Była to również moja osobista przygoda. W momencie ponownego wkroczenia do tego miejsca, gdzie dawniej wisiał szyld wypożyczalni, bardzo zatęskniłam za panem Donem (...) 

    Podobała mi się ta historia. Czytałam ją z ciekawością, początkowo próbując odgadnąć, co stało się z panem Donem, a także odkrywając kolejne elementy układanki dotyczącej jego życia przed otwarciem Wypożyczalni Don Kichot. Sol na różne sposoby docierała do tych fragmentów przeszłości, stopniowo składając je w coraz pełniejszy obraz. Później równie interesujący okazał się sam wątek pana Dona i to, jak bardzo różnił się od ideału stworzonego przez bohaterkę. Jak bardzo był ludzki – pełen wad, problemów i niepewności, która towarzyszyła mu do samego końca. To właśnie te dwa elementy – poszukiwanie prawdy o jego losach oraz zderzenie wyobrażenia z rzeczywistym człowiekiem – sprawiły, że lektura okazała się dla mnie tak interesująca.

    Grupa nastolatków stała się dorosłymi ludźmi, którzy poszli własnymi drogami. Różnorodność ich charakterów, spojrzenia na życie i wyborów zawodowych tworzy barwną mieszankę. Z jednej strony czułam smutek, że w dorosłym życiu nie udało im się pozostać ze sobą bliżej, z drugiej jednak jest to po prostu życiowa prawda. Dorosłość nas zmienia i wymusza wybory, które nie pozostawiają miejsca na taką beztroskę jak kiedyś.

    Przez trzydzieści lat swojego życia wierzyłam. że ludzie się tak po prostu nie zmieniają, więc poczułam się przez niego zdradzona. Wyruszyłam szukać Don Kichota... a znalazłam Sancha? Sancha, który myślał, że jest Don Kichotem? Nie mogłam się z tym pogodzić. 

    Jednocześnie bohaterowie są na tyle wyraziści, że można ich polubić albo wręcz przeciwnie. Mnie najbardziej drażnił syn pana Dona, który niemal we wszystkim upatrywał okazji do zarobku, a pieniądze stały się dla niego swego rodzaju obsesją. Był irytujący w swoim zachowaniu. Z drugiej strony jego historia w pewnym stopniu tłumaczy późniejszą pogoń za pieniędzmi i pozwala lepiej zrozumieć, skąd wzięło się takie podejście do życia.

    Wydawać by się mogło, że to Sol jest główną bohaterką tej powieści, ale przez całą książkę to właśnie pan Don najbardziej mnie intrygował. Z zainteresowaniem odkrywałam kolejne elementy jego życia – poprzednie miejsca pracy, ideały, którymi się kierował, a także decyzje dotyczące rodziny. Niektóre z nich były trudne do zaakceptowania, zwłaszcza że podejmował je, nie licząc się z opinią żony i syna.

    Fascynowała mnie również jego obsesja na punkcie Don Kichota i jego twórcy, Miguela de Cervantesa. A później także życiowe dylematy pana Dona, jego niepewność i ciągłe zastanawianie się, czy dokonał właściwych wyborów. To wszystko sprawiło, że sam w pewnym stopniu przypominał Don Kichota, w którego wcześniej się wcielał. Walczył z własnymi wiatrakami, próbował żyć według swoich ideałów, a jednocześnie nie zawsze potrafił odnaleźć się w zwyczajnym życiu.

    (...) To, co przynosi pieniądze, nie zawsze jest pracą. Muszą być w tym jakaś satysfakcja i jaka wartość. Tak, szukanie pana Dona jest satysfakcjonujące i wnosi wartość do mojego życia. Może tego nie rozumiesz, ale kiedy jako nastolatka czułam się samotna, filmy. które mi pokazał, i książki, o których rozmawialiśmy, pomogły mi przetrwać.

    Bardzo ciekawy wydaje się również kontekst powstania tej książki. Autor otrzymał propozycję pobytu w Hiszpanii, co stało się bezpośrednią inspiracją do stworzenia historii tak mocno łączącej Koreę i Hiszpanię. Jednocześnie w postaci pana Dona można odnaleźć pewne autobiograficzne ślady Kim Ho-Yeon – kryzys twórczy, problemy w branży scenarzystów czy rozterki związane z własną drogą zawodową. To dodatkowa warstwa tej powieści, która nie jest niezbędna do czerpania przyjemności z lektury, ale staje się ciekawym smaczkiem dla tych, którzy po jej zakończeniu chcą zajrzeć nieco głębiej i odkryć, co mogło zainspirować autora.

    Dla mnie – i podejrzewam, że także dla wielu czytelników pamiętających jeszcze czasy wypożyczalni kaset – ten motyw okazał się wyjątkowo nostalgiczny. Wspomnienia Sol o godzinach spędzanych w Wypożyczalni Don Kichot, odkrywaniu nowych filmów i oglądaniu tych polecanych przez pana Dona przywołują obrazy z własnej przeszłości. To przypomnienie czasów, gdy dostęp do filmów nie był nieograniczony, a znalezienie czegoś interesującego wymagało cierpliwości, ciekawości i odrobiny szczęścia. Dzięki temu książka nie opowiada wyłącznie o wspomnieniach bohaterów, ale momentami uruchamia również wspomnienia samego czytelnika.

    „Wypożyczalnia zagubionych marzeń” to książka, która pozytywnie mnie zaskoczyła. Okazała się ciekawą lekturą, podczas której z zaangażowaniem śledziłam poszukiwania pana Dona i odkrywałam kolejne fragmenty jego historii. Jednocześnie znalazłam tutaj znacznie więcej niż tylko opowieść o zaginięciu. To również pełna nostalgii podróż do czasów wypożyczalni kaset, a także historia o konfrontacji wyidealizowanych wspomnień z rzeczywistością. Pan Don okazał się bowiem człowiekiem znacznie bardziej skomplikowanym, niż zapamiętała go Sol. Całość tworzy interesującą opowieść przygodową z refleksyjnym tłem, która skłania do zastanowienia się nad własnymi wspomnieniami, życiowymi wyborami i tym, jak z biegiem lat zmienia się nasze spojrzenie na ludzi, których kiedyś podziwialiśmy. 




  • Autor: Kim Ho-Yeon
  • Tytuł: Wypożyczalnia zagubionych marzeń
  • Tytuł oryginalny: 나의 돈키호테 (naui donkihote)
  • Tłumaczenie: Łukasz Janik
  • Wydawnictwo: Znak Literanova
  • Liczba stron: 448
  • Premiera: 06 maj 2025
  • 6/14/2026

    Poznaj "Dziewczyna w kolorze nadziei" Magdalena Kordel

    Poznaj "Dziewczyna w kolorze nadziei" Magdalena Kordel

    Chciałabym kiedyś napisać inną recenzję, do czegoś się przyczepić — czasem nawet nachodzą mnie takie przekorne myśli. Jednak najnowsza książka Magdaleny Kordel po raz kolejny wciągnęła mnie w swój świat bez reszty. Nowi bohaterowie, nowa historia, ale uczucia, które towarzyszą mi podczas lektury książek autorki, pozostają niezmiennie takie same.

    Natalia przyjechała do Warszawy, by uciec od trudnych i niezwykle bolesnych wspomnień. Udało jej się znaleźć pracę, która daje jej stabilizację i w której dobrze się odnajduje. Trzyma się raczej na uboczu i stroni od życia towarzyskiego. Jednak pewne wydarzenie burzy ten względny spokój — niewłaściwe zachowanie współpracownika, należącego do rodziny szefa, zmusza ją do podjęcia trudnych decyzji. Być może właśnie ten moment okaże się punktem zwrotnym w jej życiu. Tylko czy poprowadzi ją we właściwym kierunku?

    Początkowo byłam zaskoczona sposobem, w jaki autorka wykorzystała współczesne realia naszego kraju oraz pewne kwestie społeczne, które wywołują bardzo różne reakcje. Doceniam ten wątek, ponieważ po raz kolejny przypomina on, że warto dostrzegać człowieka w drugim człowieku.

    Czytelnicy innych książek Magdaleny Kordel dobrze wiedzą, że zwykle wszystko zaczyna się od trudnych sytuacji życiowych i problemów, które wydają się nie do pokonania. Z czasem jednak pojawia się ktoś, kto pomaga bohaterom powoli wyjść z dołka. Tak było i tym razem. Natalia stopniowo odnajduje w sobie siłę, by otworzyć się na coś nowego. Pomagają jej w tym przyjaciele, ale także osoby, które okazują się zupełnie inne, niż początkowo zakładała.

    Po burzliwym początku autorka mocno skupia się na relacjach między bohaterami. Natalia dostaje szansę na nowy związek, jednak najpierw musi zmierzyć się z demonami przeszłości i otworzyć na uczucie, które dopiero zaczyna kiełkować. Z kolei Bernard po śmierci żony nie myśli o nowej relacji. Powolne zbliżenie do Natalii sprawia jednak, że jego serce zaczyna na nowo otwierać się na drugiego człowieka. Ich znajomość zaczyna się w nietypowy sposób, a mimo to od początku coś ich do siebie przyciąga.

    Wczoraj już było. Nawet jeśli tam zostawiłaś kawałek serca, to nie ma do tego powrotu. A teraz daje ci to, co widzisz. I trzeba brać to, co jest dla nas dobre.

    W tej historii pojawiają się trudne tematy, takie jak trauma wojenna, strata bliskiej osoby czy poczucie niepewności. Autorka porusza również kwestie molestowania seksualnego oraz beztroskiego traktowania „zdobywania” drugiej osoby jako niewinnej zabawy. Mimo to wątki te nie przytłaczają opowieści ani nie przesłaniają jej pozytywnego wydźwięku. Wręcz przeciwnie — jeszcze mocniej podkreślają emocje, które narastają wraz z rozwojem akcji i stopniowym odkrywaniem się bohaterów.

    Zresztą Magdalena Kordel umiejętnie wplata w tę historię także zabawne sytuacje i codzienne, życiowe sceny, które doskonale równoważą cięższe momenty i sprawiają, że powieść jest bardzo dobrze wyważona.

    Nie można też zapomnieć o bohaterach drugoplanowych, wśród których zdecydowanie prym wiedzie stryj głównego bohatera. Ten starszy pan całkowicie przeczy stereotypowemu obrazowi swojego pokolenia — jest niezwykle sprawny, ma mnóstwo planów na przyszłość, odkrywa miłość, a dzięki rozległej sieci kontaktów potrafi załatwić niemal wszystko. To niezwykle barwna postać, a jego charakterystyczna gburowatość tylko dodaje mu uroku. Przyznam, że bardzo szybko zyskał moją pełną sympatię.

    Zawsze chciałam zakochać się wiosną. Bo wiosną nic się nie kończy. Wszystko dopiero ma swój początek. 

    „Dziewczyna w kolorze nadziei” po raz kolejny udowodniła pisarski kunszt Magdaleny Kordel, ale także ogromną wrażliwość, dzięki której jej książki pochłania się niemal jednym tchem. Trudne życiowe doświadczenia splatają się tu z nadzieją na przyszłość i nowym początkiem, który wyznacza bohaterom dalszą drogę. Po zamknięciu ostatniej strony trudno nie myśleć o nich z uśmiechem. To właśnie takie książki przypominają, że nawet po najtrudniejszych chwilach można odnaleźć światło i odzyskać wiarę w lepsze jutro. Dają nadzieję, otulają ciepłem i pozostawiają czytelnika z poczuciem szczęścia. 





    • Autor: Kordel Magdalena
    • Tytuł: Dziewczyna w kolorze nadziei
    • Wydawnictwo: W.A.B.
    • Liczba stron: 368
    • Premiera: 20 maj 2026

    5/27/2026

    Jakie maski noszą "Samuraje. Prawdziwa historia" Julien Peltier

    Jakie maski noszą "Samuraje. Prawdziwa historia" Julien Peltier



    Coś niezwykłego wydarzyło się wokół japońskiego wojownika w ciągu ostatnich stu, a może nawet pięćdziesięciu lat. Słowo „samuraj” od razu przywołuje w wyobraźni konkretną postać — pełną ideałów, niezwyciężoną i bezgranicznie oddaną swojemu panu. Co jednak dzieje się wtedy, gdy ten wyidealizowany obraz zderza się z rzeczywistością? Julien Peltier, francuski historyk specjalizujący się w kulturze Wschodu oraz wojskowości, w swojej książce przybliża oblicze samurajów zupełnie inne od tego znanego z filmów czy literatury.

    Julien Peltier pokazuje samurajów z zupełnie innej strony niż ta, do której przyzwyczaiła nas popkultura. To nie tylko honorowi wojownicy wierni kodeksowi bushidō, ale również ludzie pełni sprzeczności — piraci, brutalni żołnierze, mnisi czy polityczni gracze. Autor przygląda się ich duchowości, codzienności, podejściu do sztuki, a nawet seksualności, czyli tematom rzadko pojawiającym się w popularnych opowieściach o Japonii.

    To jednocześnie podróż przez ponad tysiąc lat historii, pokazująca, jak samurajowie zdobywali władzę, budowali własną legendę i stawali się symbolem, który z czasem zaczął żyć własnym życiem — aż po wykorzystywanie samurajskich ideałów jeszcze w XX wieku.

    To, co czuć już od początku lektury, to bardzo przystępny język. Mimo że jest to literatura popularnonaukowa, książka nie przypomina zbioru suchych faktów. Autor prowadzi narrację w ciekawy i angażujący sposób, dzięki czemu czyta się ją z autentyczną ciekawością, stopniowo odkrywając kolejne fakty dotyczące tej grupy społecznej.

    Czytałam tę książkę z ogromną ciekawością, odkrywając początki kształtowania się grupy wojowników, która początkowo nie cieszyła się szacunkiem społeczeństwa i przez długi czas nie stanowiła jednolitej warstwy. Samurajowie często budzili strach, ale równie często byli pogardzani jako jedna z niższych grup społecznych.

    Interesujące było również pokazanie, że przez długi czas to właśnie łuk pozostawał ich podstawowym orężem. Znany nam dziś wizerunek samuraja kształtował się przez wieki i miał wiele wspólnego z walkami klanowymi oraz stopniowym zdobywaniem wpływów. Była to jednak droga oparta częściej na zastraszaniu i sile niż na rzeczywistym podziwie społeczeństwa.

    Dużym plusem książki było osadzenie samurajów w historii Japonii. Autor pokazuje zarówno całą grupę społeczną, jak i poszczególne jednostki przez pryzmat zmian zachodzących w kraju. Dzięki temu samuraj nie funkcjonuje tutaj w oderwaniu od rzeczywistości, lecz staje się częścią historii Japonii i przemian, które ją kształtowały.

    W książce nie zabrakło opowieści o najazdach mongolskich, pierwszym zetknięciu z bronią palną czy działalności misjonarzy katolickich. Wszystkie te elementy nie tylko osadzają samych wojowników w odpowiednich realiach historycznych, ale też pokazują, że Japonia — mimo swojego wyspiarskiego charakteru i wielowiekowego zamknięcia — nie była całkowicie odporna na wpływy zewnętrzne.

    Autor przytacza wiele nazwisk, klanów i historii poszczególnych postaci, ale mimo nagromadzenia informacji książka wciąż pozostaje ciekawa i nie sprawia wrażenia przeładowanej. Dużą zasługą jest tutaj gawędziarski styl autora, który przyciąga do lektury i sprawia, że nawet bardziej historyczne fragmenty czyta się z zainteresowaniem.

    Autor nie poprzestaje jedynie na opisaniu historii samych samurajów, ale sięga również po mniej znane zagadnienia związane z tą grupą społeczną. Pojawiają się tutaj miłośnicy sztuki i jej mecenasi, mnisi wybierający drogę walki, a także bandyci i piraci szukający swojego miejsca na morzach.

    Nie zabrakło również opowieści o seksualności i relacjach między samurajami, a także o ceremoniale herbaty, który z czasem stał się jednym z ważniejszych elementów życia elit. Autor porusza też temat seppuku, pokazując, jak rytuał ten z biegiem lat przekształcił się w karę wykonywaną na mocy wyroku.

    Z tej książki wyłania się obraz samuraja jako postaci bardzo niejednoznacznej, której życie i wybory w dużej mierze zależały od epoki, w której przyszło jej funkcjonować. Autor doskonale pokazuje wady tej grupy społecznej i skutecznie burzy jej wyidealizowany obraz, budowany już w czasach, gdy samurajowie jako klasa społeczna przestali istnieć.

    Książka została podzielona na stosunkowo krótkie rozdziały, wzbogacone dodatkowymi podrozdziałami, co dobrze porządkuje całość i ułatwia lekturę. W tekście znaleźć można liczne odwołania do różnych źródeł — zarówno klasycznych tekstów japońskich, jak i relacji podróżników z innych krajów, którzy na przestrzeni wieków docierali do Kraju Kwitnącej Wiśni. Wszystko to tworzy harmonijny, a jednocześnie wielowymiarowy obraz japońskich wojowników.

    Lektura zrobiła na mnie bardzo dobre wrażenie. Z jednej strony pokazała samurajów jako ludzi z krwi i kości, a nie wyidealizowane postacie tak odległe od prawdziwego człowieka. Z drugiej autor szczególnie zainteresował mnie tymi mniej oczywistymi elementami samurajskiej codzienności — zaangażowaniem w kulturę, odkrywaniem nowych religii, podróżami emisariuszy do Europy czy nieoczywistymi wyborami dotyczącymi relacji i seksualności wielkich wojowników.

    To z pewnością książka, która pozwala na nowo przemyśleć mit samuraja. Nie niszczy go jednak całkowicie, lecz raczej osadza w realnym życiu i historycznych realiach. To bardzo ciekawa pozycja dla osób zainteresowanych historią Japonii i samymi wojownikami.




    • Autor: Peltier Julien
    • Tytuł: Samuraje. Prawdziwa historia 
    • Tytuł oryginalny: Une autre histoire des samouraïs
    • Tłumaczenie: Justyna Nowakowska
    • Wydawnictwo: RM
    • Liczba stron: 304
    • Premiera: 15 kwiecień 2026


     

    5/24/2026

    Kim są "Dżentelmeni Ziemi Galicyjskiej" Edyta Świętek

    Kim są "Dżentelmeni Ziemi Galicyjskiej" Edyta Świętek


    Kolejna książka Edyty Świętek, którą miałam przyjemność poznać, przenosi czytelnika do Galicji, pozwalając śledzić losy kilku rodzin powiązanych ze sobą poprzez siostry i kuzynki. To jednocześnie opowieść ukazująca życie w Polsce pod zaborem austriackim na przestrzeni kilkunastu lat, w okolicach połowy XIX wieku. Jak zawsze autorka świetnie oddaje klimat tamtych czasów, który wyraźnie czuć już od pierwszych stron.

    Ślub Benedykty z Franciszkiem sprowadza do rodzinnego domu gości z bliższych i dalszych stron. Z odległej Italii przybywa nawet kuzynka Gertruda, która od dziesięciu lat nie odwiedzała rodziny. Małżeństwo Benedykty i Franciszka nie trwa jednak długo, choć jest jednym z nielicznych związków opartych nie tylko na kontrakcie i rodzinnych ustaleniach, ale również na prawdziwym uczuciu.

    To właśnie podczas ślubu zaczynają się pierwsze zmiany w życiu Izabeli, którą upatrzył sobie hrabia Orszand. Choć dziewczyna darzy uczuciem innego mężczyznę, rodzinne decyzje sprawiają, że jej życie staje się samotne i pozbawione nawet namiastki miłości. Z tych małżeństw powoli wyrasta jednak nowe pokolenie — Maurycy, Armando i Walery — którzy, wchodząc w dorosłość, zaczynają odkrywać reguły rządzące światem i miejsce, jakie zostało im w nim wyznaczone.

    „Dżentelmeni ziemi galicyjskiej” to początek nowej sagi Edyty Świętek. Tym razem autorka przenosi czytelnika do Galicji, ukazując świat pełen konwenansów, trudnych kobiecych losów i męskich wyborów. Jednocześnie osadza tę historię w czasie przemian społecznych oraz rodzących się dążeń niepodległościowych, które coraz mocniej wpływały na mieszkańców tych ziem. Dzięki połączeniu warstwy obyczajowej i historycznej książka zyskuje autentyczność, a sama lektura staje się wielowymiarowa.

    Początkowo, zagłębiając się w tę historię, można zastanawiać się nad trafnością tytułu tego tomu. Przez pierwszą część opowieści to bowiem kobiety stanowią jej trzon — cztery bohaterki, których życie potoczyło się zupełnie inaczej. Ich wybory, zarówno te wynikające z uczuć, jak i wymuszone przez konwenanse, sprawiają, że ich drogi się rozchodzą, a każda z nich musi zmierzyć się z innymi doświadczeniami.

    Żadna z tych kobiet nie zaznaje pełni szczęścia. Małżeństwo bez miłości, strata najbliższych, przedwczesna śmierć czy życie z dala od ukochanej ojczyzny pokazują, że kobiety tamtych czasów rzadko mogły decydować o własnym losie. Autorka wyraźnie podkreśla, że często pozostawało im jedynie nauczyć się żyć z tym, co przynosiła rzeczywistość.

    Jednocześnie wraz z upływem czasu dorasta nowe pokolenie i choć pojawia się więcej postaci, to narracja najmocniej skupia się na trzech bohaterach — najpierw chłopcach, a później mężczyznach — którzy dojrzewają, doświadczając przywilejów świata zdominowanego przez mężczyzn. Wywodzą się z trzech rodzin o odmiennych poglądach i zostali wychowani w zupełnie różnych warunkach, jednak łącząca ich przyjaźń sprawia, że razem wyruszają na studia, a później nawet walczą w powstaniu.

    Każdy z nich mierzy się także z własnymi problemami i dokonuje wyborów niosących różne konsekwencje, co sprawia, że ich historie stają się równie ważnym elementem tej opowieści, co losy kobiet z wcześniejszej części książki.

    W historii pojawia się wiele różnorodnych motywów, dzięki którym trudno się przy tej lekturze nudzić. Młodym mężczyznom drogę do świata uciech pokazują ojcowie, zabierając ich do zamtuzów. Inni zdobywają doświadczenia samodzielnie, czasem trafiając przy tym na zupełnie niewłaściwe lektury czy wzorce.

    Autorka pokazuje również, jak silnie kobiety były wtłaczane w przypisane im role. Żony miały przede wszystkim spełniać obowiązki i dbać o dom, kokoty traktowano jak narzędzie męskiej przyjemności, a służące często musiały podporządkowywać się woli swoich panów. Te elementy mocno podkreślają nierówności społeczne i sposób postrzegania kobiet w tamtych czasach.

    Podczas lektury łatwo poczuć sympatię lub antypatię wobec poszczególnych bohaterów. Mnie najbardziej poruszył los Izabeli, która została zmuszona do małżeństwa pozbawionego nawet cienia sympatii, nie mówiąc już o prawdziwym uczuciu. Jednocześnie, gdy podjęła decyzje niezgodne z oczekiwaniami otoczenia, została odrzucona przez własnych rodziców.

    To chyba jeden z najbardziej wyrazistych przykładów pokazujących, jak niewiele znaczyły w tamtych czasach kobiety — zarówno w oczach rodzin, jak i swoich mężów. Ich życie często zależało od decyzji innych, a prawo do własnego szczęścia schodziło na dalszy plan.

    W książce nie zabrakło również tła historycznego oraz politycznych wyborów bohaterów. Akcja rozgrywa się w czasie ważnych przemian — od prób powstańczych w Galicji, w których udział biorą młodzi bohaterowie, przez zniesienie pańszczyzny przez zaborcę, aż po chłopskie bunty, nierzadko kończące się krwawymi atakami na szlacheckie dwory.

    Autorka umiejętnie splata fikcyjne losy bohaterów z prawdziwymi wydarzeniami historycznymi, dzięki czemu opowieść nabiera jeszcze większej wiarygodności. W książce pojawiają się również autentyczne postacie historyczne, które świetnie dopełniają całą historię.

    Zakończenie tej historii urywa się w bardzo ważnym i trudnym momencie, przez co aż chce się jak najszybciej sięgnąć po kontynuację. Ja sama planuję zrobić to zaraz po premierze kolejnego tomu.

    Młodzi bohaterowie wraz z rozwojem akcji i doświadczeniami, jakie przeżywają, stają się coraz bliżsi czytelnikowi, dlatego ich dalsze losy naprawdę mocno mnie ciekawią.

    „Dżentelmeni ziemi galicyjskiej” to kolejna świetna książka Edyty Świętek, która tym razem przenosi czytelnika do XIX-wiecznej Galicji. Na przestrzeni kilkunastu lat śledzimy losy kilku rodzin, a jednocześnie obserwujemy przemiany społeczne i polityczne zachodzące w tamtym czasie.

    Jak zawsze autorka doskonale łączy fikcję z historią, tworząc opowieść pełną emocji, autentyczności i wyrazistych bohaterów. Jej lekkie, a jednocześnie bardzo obrazowe pióro sprawia, że wszystkie elementy tej historii idealnie ze sobą współgrają. To zdecydowanie lektura, po którą powinni sięgnąć miłośnicy sag historycznych.




    • Autor: Świętek Edyta
    • Tytuł: Dżentelmeni Ziemi Galicyjskiej
    • Cykl: W cieniu niewoli #01
    • Wydawnictwo: Mando
    • Liczba stron: 416
    • Premiera: 15 kwiecień 2026

    5/20/2026

    Poznaj "Kraj niespokojnego poranka" Roman Husarski

    Poznaj "Kraj niespokojnego poranka" Roman Husarski

     

    Powstaje coraz więcej reportaży polskich autorów poświęconych Korei Południowej i całemu Półwyspowi Koreańskiemu. Ten autorstwa Romana Husarskiego ma już kilka lat — został wydany w 2021 roku. Poruszane w nim tematy absolutnie nie tracą na aktualności, a przy tym zdecydowanie odbiegają od tych najbardziej oczywistych. To książka, która zagłębia się w problemy, mentalność i kulturę niewidoczne na pierwszy rzut oka.

    Szeroki zakres tematów, które porusza autor, wyraźnie omija to, co dobrze znane i chętnie promowane poza Koreą. Zamiast tego pojawiają się wątki relacji Koreańczyków z Japonią, historie emigrantów z Korei Północnej i spojrzenie na ewentualne zjednoczenie. Nie brakuje też tematów związanych z różnicami religijnymi, a także mniej oczywistych historii — jak ta o tajemniczym oddziale 684 czy rozmowa z Yi Seokiem, wnukiem ostatniego władcy, Gojonga. Autor nie unika również kwestii trudnych dla obcokrajowców, jak choćby temat jedzenia psiego mięsa. To tylko część wątków, które składają się na ten reportaż.

    Samobójstwo w Korei nie zawsze jest postrzegane jako moralnie niewłaściwe, może wzbudzać podziw albo współczucie, przynosić oczyszczenie. Może być bronią. 

    Autor zbierał materiały do reportażu na wiele sposobów. Spędził dłuższy czas w Korei Południowej na wymianie studenckiej, dzięki czemu miał okazję poznać ludzi z różnych środowisk. Obserwował protesty, rozmawiał z mieszkańcami i te doświadczenia wyraźnie wybrzmiewają w książce. To nie tylko zbiór faktów, ale też zapis jego własnego poznawania kraju.

    Relacja Południe–Północ to temat mocno eksploatowany, ale tym razem mam wrażenie, że autor spojrzał na niego z nieco innej perspektywy. Pokazuje życie w Korei Południowej oczami uciekinierów z Północy — ich codzienne zmagania i decyzje, które potrafią zaskoczyć, jak choćby te o powrocie. Równie ciekawie wypada wątek samej Korei Północnej i jej wizerunku na świecie. Autor przytacza przykłady osób z różnych krajów, które aktywnie promują KRLD jako miejsce warte poznania.

    Interesującym wątkiem jest ten dotyczący religii — w Korei jest ich niezwykle dużo, część się przenika, a mimo to większość Koreańczyków nie identyfikuje się z żadną konkretną. Dla mnie szczególnie odkrywczy był fragment o prawosławiu, które — choć bardzo nieliczne — ma w Seulu własną cerkiew. Takich smaczków można znaleźć w tej książce znacznie więcej i to one sprawiają najwięcej przyjemności podczas lektury.

    Koreańczycy od najmłodszych lat są uczeni, że należą do większej grupy. Pracujesz nie dla siebie, ale dla rodziny, dla klasy, dla miejsca pracy, wreszcie dla miasta, dla regionu i ostatecznie dla narodu. Nie oznacza to, że Koreańczycy nie mają prywatnych pragnień i poglądów, ale często je tłumią, by sprostać wyzwaniom grupy. 

    Jednocześnie dla osób, które chcą pogłębiać wiedzę o Korei Południowej, to bardzo ciekawy i momentami odkrywczy reportaż. Autor porusza wiele wątków, rozrzuconych naprawdę szeroko, dzięki czemu każdy może znaleźć coś dla siebie. Niektóre tematy, jak trudne relacje z Japonią, są dość znane, ale inne — choćby historia tajemniczego oddziału 684, który zakończył działalność tragicznie z rąk własnych pobratymców — potrafią zaskoczyć (choć sama natrafiłam na podobny motyw w jednej z koreańskich dram).

    W warstwie politycznej autor skupia się na Park Geun-hye — jak dotąd jedynej kobiecie na stanowisku prezydenta Korei Południowej, skazanej na ponad dwadzieścia lat więzienia. Koniec jej rządów zbiegł się z okresem, w którym Roman Husarski zbierał materiały do książki, dzięki czemu mógł na bieżąco obserwować zachodzące wtedy wydarzenia. Na kartach reportażu pojawia się również kolejny prezydent, Moon Jae-in, a autor próbuje odpowiedzieć na pytanie, czy zmiana władzy przyniosła realne zmiany.

    To lektura nie dla każdego — właśnie dlatego, że autor sięga po wątki nieoczywiste. Warto mieć już pewne rozeznanie w Korei, jej kulturze i tradycjach, żeby poruszane tematy trafiały na właściwe miejsce. Roman Husarski wrzuca nieprzygotowanego czytelnika na głęboką wodę, pokazując wybrane elementy bez szerszego kontekstu. Z drugiej strony to reportaż, który potrafi skutecznie odczarować wyobrażenia — po jego lekturze raczej nie ma się ochoty od razu pakować walizek do Kraju Spokojnego Poranka.

    Kraina niespokojnego poranka to lektura, która pozwoliła mi spojrzeć na Koreę z mniej oczywistej strony i odkryć wątki, na które wcześniej nie zwracałam uwagi. To nie jest wyłącznie opowieść o Korei Południowej — autor wyraźnie zaznacza również obecność Północy, poświęcając jej osobny, istotny fragment. Nie wszystkie części czytało mi się z równym zaangażowaniem, ale to jedna z tych książek, które zostawiają po sobie konkret — kilka tematów, które aż proszą się o dalsze zgłębienie.




    • Autor: Husarski Roman
    • Tytuł: Kraj niespokojnego poranka
    • Wydawnictwo: Czarne
    • Liczba stron: 312
    • Premiera: 28 lipiec 2021

    5/13/2026

    Kim jest "Mordercza pani Shim" Kang Jiyoung

    Kim jest "Mordercza pani Shim" Kang Jiyoung


    Sięgając po kolejne książki koreańskich autorów, można odnieść wrażenie, że zabójców spotyka się w biały dzień na ulicy, a ta niewinnie wyglądająca staruszka czy pani ze sklepu właśnie ostrzy swoją broń. Ze względu na klub literacki sięgnęłam po ten tytuł szybciej, niż planowałam — i była to lektura nietypowa, która wywołała we mnie wiele skrajnych emocji.

    Eunok Shim to kobieta w średnim wieku — ajumma — która samotnie wychowuje dwójkę dzieci. Po utracie pracy musi znaleźć coś nowego, co po pięćdziesiątce wcale nie jest łatwe. Ogłoszenie z agencji detektywistycznej Smile daje jej jednak szansę na nowy start — choć szybko okazuje się, że to praca daleka od typowej. Eunok zostaje zabójczynią na zlecenie. Wszystko musi jednak pozostać w ścisłej tajemnicy, a konkurencja nie śpi.

    Mam wrażenie, że w Korei motyw zabójcy w ostatnim czasie stał się niezwykle popularny — zarówno w literaturze, jak i w filmach czy serialach. Niedawno czytałam Starszą panią z nożem, przede mną jeszcze Likwidator, a teraz przyszła pora na Morderczą panią Shim. To jednak nie jest typowa historia — łączy w sobie wiele gatunków, a najbliżej jej chyba do czarnej komedii.

    Ku mojemu zdziwieniu Taesang uznał, że niepozorny wygląd, wyjątkowe umiejętności władania nożem oraz pochodzenie z niezbyt zamożnej rodziny czyniły mnie idealną kandydatką na morderczynię. Gdy to słowo "morderczyni" po raz pierwszy padło z jego ust, poczułam specyficzny niepokój. 

    Zagłębiając się w tę historię, poznajemy coraz to nowych bohaterów — każdy rozdział ukazany jest z innej perspektywy, przez co na początku łatwo się pogubić. Sama stworzyłam sobie swoistą sieć powiązań z tytułową panią Shim, która mimo wszystko pozostaje osią łączącą wszystkie wątki.

    O samej pracy bohaterki wiemy zaskakująco niewiele — znacznie więcej miejsca autorka poświęca relacjom między postaciami i ich życiowym historiom, często naznaczonym trudnymi doświadczeniami. A jednak to książka, którą czyta się lekko i bez dużego ciężaru emocjonalnego.

    Ta branża jest jak jedna naprawdę wielka rodzina. Możemy nie wiedzieć, jak wyglądają inni, ale bardzo szybko jesteśmy w stanie rozpoznać, kto dobrze czuje się z nożem w ręku. 

    Są momenty przerażające i niesmaczne — mnie najmocniej poruszył rozdział o dziewczynie porwanej w dzieciństwie — ale całość podszyta jest subtelnym, momentami wręcz ironicznym humorem. Tym bardziej że autorka prowadzi fabułę tak, by wszystkie wątki znalazły swoje domknięcie.

    Były rozdziały, które niewiele wnosiły do samej fabuły, a mimo to okazały się dla mnie niezwykle ciekawe. Szczególnie zapadł mi w pamięć ten poświęcony sąsiadce tytułowej bohaterki i jej spojrzeniu na życie — wielowymiarowy, jednocześnie bardzo smutny i zaskakująco nietypowy.

    Musimy skończyć ze stereotypem, że małżeństwo mogą zawrzeć tylko osoby, które się kochają. Małżeństwo to instytucja, dzięki któremu niedoskonały człowiek może stać się kompletny. Wchodzące w związek małżeński osoby mogą wspólnie zarabiać, dążyć do wspólnego celu, przedłużyć gatunek poprzez płodzenie dzieci, ale nie muszą się kochać. Małżeństwo pozbawione miłości to naprawdę piękny układ. 

    Czy to książka o zabijaniu? Właściwie nie. To raczej opowieść o życiowych wyborach i relacjach — pokazanych w krzywym zwierciadle.

    Lektura przypadła mi do gustu, choć wymagała uważności — czytałam ją powoli, momentami zapisując, kto jest kim, żeby się nie pogubić. Zgrzytało mi natomiast zakończenie, które przy wcześniejszych historiach wypada zbyt chaotycznie i zbyt szybko. Nie do końca wiadomo, dlaczego bohaterowie podejmują takie, a nie inne decyzje i w którym momencie właściwie dochodzi do tej zmiany.

    Mimo nierównego zakończenia to wciąż historia, która zostaje w głowie — głównie dzięki bohaterom i ich pogmatwanym losom.

     



    • Autor: Kang Jiyoung
    • Tytuł: Mordercza Pani Shim
    • Tytuł oryginalny: 심여사는 킬러 (sim-yeosaneun killeo)
    • Tłumaczenie: Klaudia Szary
    • Wydawnictwo: Literackie
    • Liczba stron: 360
    • Premiera: 10 wrzesień 2025

    5/09/2026

    Tak wyglądał "Zieleniak" Anna Augustyniak

    Tak wyglądał "Zieleniak" Anna Augustyniak


    Od kilku dni zastanawiam się, co napisać o tej książce, a jednocześnie nie opuszcza mnie myśl, że ta lektura wpłynęła na mnie niezwykle brutalnie i boleśnie. Nie wydaje mi się, żebym przez całe moje literackie życie zetknęła się z pozycją aż tak okrutną. Kiedy próbuję o niej myśleć, mam ochotę jak najbardziej się od niej odciąć — a przecież przeczytałam wiele trudnych książek, dotyczących wydarzeń nie tylko z Polski, ale i z innych części świata.

    W sierpniu 1944 roku, podczas Powstania Warszawskiego, Niemcy przekształcili teren hali targowej przy ulicy Grójeckiej w Warszawie w obóz przejściowy. Przez Zieleniak, otoczony ceglaną ścianą i nadzorowany przez żołnierzy SS RONA, przeszło kilkadziesiąt tysięcy cywilów wypędzonych z domów.

    Alicja, służąca w mieszkaniu na Ochocie, wraz ze swoimi gospodarzami i sąsiadami z okolicznych kamienic ukrywa się w schronie przed bombardowaniem. Nie wiedzą, że już za chwilę wtargną tu żołnierze w niemieckich mundurach – choć wcale niemówiący po niemiecku – i zgotują im piekło, jakiego dotąd nie znali, mimo że wojna trwa już od czterech lat. W sierpniowym skwarze na placu targowiska będą walczyli o choćby kroplę wody i szukali najwymyślniejszych sposobów, by ukryć kobiety, dziewczyny i dziewczynki przed pijanymi Rosjanami. Bo nawet jedno spojrzenie, drobny gest czy ładna sukienka może doprowadzić je do zguby.

    Autorka stworzyła historię mieszkańców jednej kamienicy na Ochocie, za których pośrednictwem oddała grozę wydarzeń rozgrywających się w sierpniu 1944 roku. To nie jest obszerna opowieść — liczy niespełna 200 stron i ma dodatkowo kieszonkowy format — a mimo to ogrom przerażającego bestialstwa, który z niej wyziera, sprawia, że czyta się ją niezwykle ciężko.

    Dodatkowo środkowa część zawiera fragmenty wypowiedzi świadków wydarzeń, które miały miejsce na Zieleniaku w tamtych dniach, i chyba właśnie to okazuje się najbardziej bolesne. Miałam moment, w którym naprawdę zastanawiałam się, czy dam radę skończyć tę książkę.

    Autorka, pisząc o wydarzeniach z tamtych dni, posługuje się prostym, pozbawionym ozdobników językiem. Pisze bardzo bezpośrednio — bez łagodzenia tego, co miało miejsce. Wręcz przeciwnie, wszystko wskazuje na to, że chciała opowiedzieć tę historię jak najprawdziwiej i najbardziej dosłownie. Również sam język tej książki jest oddarty z wszelkich rozpraszaczy, tak aby to wydarzenia zajmowały w niej najważniejsze miejsce. Dokładnie tak, jak mogli widzieć je świadkowie tamtych dni.

    To zdecydowanie nie jest lektura, którą czyta się dla przyjemności. Ten tytuł pokazuje straszny, ale niestety prawdziwy fragment Powstania Warszawskiego, który dotknął ludność cywilną. W tym przypadku to kobiety traciły najwięcej — to one drżały za każdym razem, gdy pojawiali się oprawcy.

    Autorka opisuje dwa, może trzy dni, podczas których bohaterowie zostali wypędzeni ze swoich mieszkań i zapędzeni na Zieleniak, ale miałam wrażenie, że dla większości uczestników tych wydarzeń czas dłużył się niczym całe tygodnie. Zamknięcie w jednym miejscu, sierpniowy skwar, brak wody, ekskrementy na każdym kroku, stosy trupów pod murem i nieustanny strach przed każdym strażnikiem.

    Bo oni dla zabawy nie tylko zabijali przypadkowe osoby. Najbardziej przerażające były gwałty — brutalne, odczłowieczające i pokazane przez autorkę w niezwykle dosadny sposób. To właśnie ten element najmocniej wyziera z tej historii i najtrudniej wyrzucić go z pamięci.

    „Zieleniak” to książka, której nie będę próbowała oceniać. To lektura próbująca przywrócić głos osobom, które przez lata pozostawały w dużej mierze pomijane — cywilom, a przede wszystkim kobietom, wciągniętym w Powstanie Warszawskie i zmuszonym do poniesienia jego konsekwencji.

    Autorka, opierając się na historii kilku bohaterów, pokazała losy tysięcy mieszkańców Ochoty i okolicznych dzielnic, którzy przeszli przez piekło Zieleniaka. To lektura, która na długo zostanie w mojej głowie, choć tak naprawdę chciałabym wyrzucić ją z pamięci jak najszybciej. Niezwykle mocna. Na pewno nie dla każdego. Ale jednocześnie niezwykle ważna.

     




    • Autor: Augustyniak Anna
    • Tytuł: Zieleniak
    • Wydawnictwo:  Marginesy
    • Liczba stron: 200
    • Premiera: 02 kwiecień 2026

    5/06/2026

    Jak przetrwać "Rok wśród kwiatów" Kim Keum Hee

    Jak przetrwać "Rok wśród kwiatów" Kim Keum Hee


    Zastanawiam się, czy sięgnęłabym po ten tytuł sama, gdyby nie został wybrany jako lektura na spotkanie klubu książki. Nawet jeśli tak, to pewnie długo czekałby na swoją kolej. I gdybym sięgnęła po niego spontanicznie, na pewno nie próbowałabym go analizować tak, jak w tym przypadku. Mam wrażenie, że byłaby to książka, którą przeczytałabym i dość szybko o niej zapomniała. To zdecydowanie nie jest gatunek, po który sięgam — esej.

    Przez cztery pory roku autorka przybliża swoją codzienność, nierozerwalnie związaną z roślinami, które posiada. Ponad siedemdziesiąt kwiatów, zajmujących ogromną przestrzeń zarówno w mieszkaniu, jak i na balkonie, tworzy jej świat. W kolejnych rozdziałach dzieli się z czytelnikiem zarówno drobnymi radościami, jak i smutkiem wynikającym z tej codziennej relacji z roślinami. Wśród tych zwyczajnych wydarzeń pojawiają się także emocje — samotność, żal, poczucie straty, ale również nadzieja i próba odnalezienia się w tym, co przynosi życie.

    Często słyszałam, że pisarze słabiej odczuwali pandemię, ponieważ i tak większość czasu spędzali w samotności, pracując z domu. Niestety to nieprawda. Gdy nasz świat się kurczy, spowalnia też nasze pióro. Teksty nie powstają bowiem automatycznie, kiedy mamy chwilę czasu wolnego. Powiedziałabym raczej, że rosną niczym roślina, sycąc się powietrzem.

    Miałam dwa podejścia do lektury tego tytułu. Za pierwszym razem sięgnęłam po nią, przeczytałam kilka początkowych rozdziałów i odłożyłam na około tydzień, po którym… właściwie niewiele z nich pamiętałam. Czytało mi się dobrze, ale książka nie wywołała we mnie większych emocji, przez co trudno było mi uchwycić, o czym tak naprawdę jest.

    Za drugim razem podeszłam do niej bardziej metodycznie. Po każdym przeczytanym rozdziale robiłam notatki, które pozwoliły mi lepiej przybliżyć się do tekstu, ale też zrozumieć, co autorka mogła chcieć nim przekazać.

    Od zakończenia lektury minęły kolejne dwa tygodnie i, nie sięgając do notatek, pamiętam właściwie tylko kilka rzeczy: że autorka miała bardzo dużo kwiatów, że w międzyczasie zmieniła mieszkanie oraz jej relację z matką. I to właśnie ten wątek najmocniej do mnie przemówił.

    To, że jej mama się starzeje, a autorka boi się straty, która prędzej czy później nadejdzie, szczególnie utkwiło mi w pamięci.

    Mamy wpływ na ograniczoną liczbę rzeczy. Nigdy nie będziemy w stanie w pełni kontrolować innych organizmów żywych. Niektóre rośliny przestają lub zaczynają rosnąć z powodów zupełnie niepojętych dla ludzi, może więc zrzucenie winy za nasłonecznienie, nawodnienie lub wentylację ma sens i służy podnoszeniu ogrodników na duchu, powstrzymuje ich przed obwinianiem samych siebie za kolejne ogrodnicze porażki.

    Kiedy sięgam do notatek, przypominają mi się wątki, które wcześniej mi umknęły. Autorka pisze o samotności z czasów pandemii, o trudnych relacjach rodzinnych — szczególnie z okresu dzieciństwa — a także o swojej pracy pisarskiej i związanych z nią problemach, m.in. o pracoholizmie. Wspomina również o spotkaniach ze znajomymi pisarzami oraz przyjaciółką z dzieciństwa.

    W każdym z rozdziałów, w każdym wspomnieniu i elemencie codziennego życia obecny jest motyw roślin — opieki nad nimi, nowych zakupów, ale też walki o przetrwanie tych, które z różnych powodów zaczynają obumierać.

    Zarówno podczas lektury, jak i po jej zakończeniu zastanawiałam się, jaki był cel powstania tej książki. Autorka opowiada o kwiatach, ale nie jest to klasyczny przewodnik po ich pielęgnacji — trudno wyciągnąć z niej konkretne porady. Jednocześnie znajdziemy tu wiele wspomnień, codziennych emocji i problemów, z którymi się mierzy.

    Mam wrażenie, że ta książka była w pewien sposób oczyszczająca dla samej pisarki. Być może miała też być formą drogowskazu dla innych, jednak nie każdy czytelnik będzie w stanie się z nią utożsamić.

    Myślę też, że warto spojrzeć na tę książkę w szerszym kontekście literatury koreańskiej. To tytuł, który dobrze wpisuje się w nurt tzw. „healing literature” — spokojnych, refleksyjnych historii skupionych na emocjach i codzienności. Różni się jednak od wielu innych książek tego typu tym, że nie oferuje klasycznej fabuły ani wyraźnie zarysowanej historii bohaterów. To raczej zbiór myśli i doświadczeń, które nie są „opakowane” w konkretną narrację. I choć rozumiem, skąd wynika taka forma i jaki ma cel, to właśnie ten brak fabularnego punktu zaczepienia sprawił, że trudniej było mi się z nią związać i zapamiętać ją na dłużej.

    Rośliny zamieszkujące moje mieszkanie mają więc wiele różnych "domków". Niektóre są przyciasne, inne zbyt wilgotne albo wyblakłe, ale co ważne, lokatorzy potrafią dostosować się do panujących w nich warunków. Rośliny pokazują tym samym, że różnice to nie wady, a jedynie warunki.

    Lubię rośliny — sama mam w domu kilkanaście kwiatów. Niektóre są ze mną od dawna, inne trafiają do mnie tylko na krótki czas, bo coś ewidentnie im u mnie nie odpowiada. Nie mam jednak z nimi aż tak głębokiej relacji — cieszę się, że są, smuci mnie, gdy się „nie dogadujemy”, ale nigdy nie myślałam o nich w taki sposób jak autorka. Może właśnie dlatego ten tytuł do mnie nie trafił.

    To była lekka, przyjemna lektura, ale wiem, że minie niewiele czasu, a jedyne, co będę w stanie o niej powiedzieć, to że była o roślinach i codzienności autorki. To nie jest książka dla mnie — co nie znaczy, że nie znajdzie swoich czytelników. 



    • Autor: Kim Keum Hee
    • Tytuł: Rok wśród kwiatów
    • Tytuł oryginalny: 식물적 낙관 (sigmuljeog naggwan)
    • Tłumaczenie: Klaudia Szary
    • Wydawnictwo: W.A.B.
    • Liczba stron: 240
    • Premiera: 12 listopad 2025
    Copyright © 2014 Książkowe Wyliczanki , Blogger