5/13/2026

Kim jest "Mordercza pani Shim" Kang Jiyoung

Kim jest "Mordercza pani Shim" Kang Jiyoung


Sięgając po kolejne książki koreańskich autorów, można odnieść wrażenie, że zabójców spotyka się w biały dzień na ulicy, a ta niewinnie wyglądająca staruszka czy pani ze sklepu właśnie ostrzy swoją broń. Ze względu na klub literacki sięgnęłam po ten tytuł szybciej, niż planowałam — i była to lektura nietypowa, która wywołała we mnie wiele skrajnych emocji.

Eunok Shim to kobieta w średnim wieku — ajumma — która samotnie wychowuje dwójkę dzieci. Po utracie pracy musi znaleźć coś nowego, co po pięćdziesiątce wcale nie jest łatwe. Ogłoszenie z agencji detektywistycznej Smile daje jej jednak szansę na nowy start — choć szybko okazuje się, że to praca daleka od typowej. Eunok zostaje zabójczynią na zlecenie. Wszystko musi jednak pozostać w ścisłej tajemnicy, a konkurencja nie śpi.

Mam wrażenie, że w Korei motyw zabójcy w ostatnim czasie stał się niezwykle popularny — zarówno w literaturze, jak i w filmach czy serialach. Niedawno czytałam Starszą panią z nożem, przede mną jeszcze Likwidator, a teraz przyszła pora na Morderczą panią Shim. To jednak nie jest typowa historia — łączy w sobie wiele gatunków, a najbliżej jej chyba do czarnej komedii.

Ku mojemu zdziwieniu Taesang uznał, że niepozorny wygląd, wyjątkowe umiejętności władania nożem oraz pochodzenie z niezbyt zamożnej rodziny czyniły mnie idealną kandydatką na morderczynię. Gdy to słowo "morderczyni" po raz pierwszy padło z jego ust, poczułam specyficzny niepokój. 

Zagłębiając się w tę historię, poznajemy coraz to nowych bohaterów — każdy rozdział ukazany jest z innej perspektywy, przez co na początku łatwo się pogubić. Sama stworzyłam sobie swoistą sieć powiązań z tytułową panią Shim, która mimo wszystko pozostaje osią łączącą wszystkie wątki.

O samej pracy bohaterki wiemy zaskakująco niewiele — znacznie więcej miejsca autorka poświęca relacjom między postaciami i ich życiowym historiom, często naznaczonym trudnymi doświadczeniami. A jednak to książka, którą czyta się lekko i bez dużego ciężaru emocjonalnego.

Ta branża jest jak jedna naprawdę wielka rodzina. Możemy nie wiedzieć, jak wyglądają inni, ale bardzo szybko jesteśmy w stanie rozpoznać, kto dobrze czuje się z nożem w ręku. 

Są momenty przerażające i niesmaczne — mnie najmocniej poruszył rozdział o dziewczynie porwanej w dzieciństwie — ale całość podszyta jest subtelnym, momentami wręcz ironicznym humorem. Tym bardziej że autorka prowadzi fabułę tak, by wszystkie wątki znalazły swoje domknięcie.

Były rozdziały, które niewiele wnosiły do samej fabuły, a mimo to okazały się dla mnie niezwykle ciekawe. Szczególnie zapadł mi w pamięć ten poświęcony sąsiadce tytułowej bohaterki i jej spojrzeniu na życie — wielowymiarowy, jednocześnie bardzo smutny i zaskakująco nietypowy.

Musimy skończyć ze stereotypem, że małżeństwo mogą zawrzeć tylko osoby, które się kochają. Małżeństwo to instytucja, dzięki któremu niedoskonały człowiek może stać się kompletny. Wchodzące w związek małżeński osoby mogą wspólnie zarabiać, dążyć do wspólnego celu, przedłużyć gatunek poprzez płodzenie dzieci, ale nie muszą się kochać. Małżeństwo pozbawione miłości to naprawdę piękny układ. 

Czy to książka o zabijaniu? Właściwie nie. To raczej opowieść o życiowych wyborach i relacjach — pokazanych w krzywym zwierciadle.

Lektura przypadła mi do gustu, choć wymagała uważności — czytałam ją powoli, momentami zapisując, kto jest kim, żeby się nie pogubić. Zgrzytało mi natomiast zakończenie, które przy wcześniejszych historiach wypada zbyt chaotycznie i zbyt szybko. Nie do końca wiadomo, dlaczego bohaterowie podejmują takie, a nie inne decyzje i w którym momencie właściwie dochodzi do tej zmiany.

Mimo nierównego zakończenia to wciąż historia, która zostaje w głowie — głównie dzięki bohaterom i ich pogmatwanym losom.

 



  • Autor: Kang Jiyoung
  • Tytuł: Mordercza Pani Shim
  • Tytuł oryginalny: 심여사는 킬러 (sim-yeosaneun killeo)
  • Tłumaczenie: Klaudia Szary
  • Wydawnictwo: Literackie
  • Liczba stron: 360
  • Premiera: 10 wrzesień 2025

5/09/2026

Tak wyglądał "Zieleniak" Anna Augustyniak

Tak wyglądał "Zieleniak" Anna Augustyniak


Od kilku dni zastanawiam się, co napisać o tej książce, a jednocześnie nie opuszcza mnie myśl, że ta lektura wpłynęła na mnie niezwykle brutalnie i boleśnie. Nie wydaje mi się, żebym przez całe moje literackie życie zetknęła się z pozycją aż tak okrutną. Kiedy próbuję o niej myśleć, mam ochotę jak najbardziej się od niej odciąć — a przecież przeczytałam wiele trudnych książek, dotyczących wydarzeń nie tylko z Polski, ale i z innych części świata.

W sierpniu 1944 roku, podczas Powstania Warszawskiego, Niemcy przekształcili teren hali targowej przy ulicy Grójeckiej w Warszawie w obóz przejściowy. Przez Zieleniak, otoczony ceglaną ścianą i nadzorowany przez żołnierzy SS RONA, przeszło kilkadziesiąt tysięcy cywilów wypędzonych z domów.

Alicja, służąca w mieszkaniu na Ochocie, wraz ze swoimi gospodarzami i sąsiadami z okolicznych kamienic ukrywa się w schronie przed bombardowaniem. Nie wiedzą, że już za chwilę wtargną tu żołnierze w niemieckich mundurach – choć wcale niemówiący po niemiecku – i zgotują im piekło, jakiego dotąd nie znali, mimo że wojna trwa już od czterech lat. W sierpniowym skwarze na placu targowiska będą walczyli o choćby kroplę wody i szukali najwymyślniejszych sposobów, by ukryć kobiety, dziewczyny i dziewczynki przed pijanymi Rosjanami. Bo nawet jedno spojrzenie, drobny gest czy ładna sukienka może doprowadzić je do zguby.

Autorka stworzyła historię mieszkańców jednej kamienicy na Ochocie, za których pośrednictwem oddała grozę wydarzeń rozgrywających się w sierpniu 1944 roku. To nie jest obszerna opowieść — liczy niespełna 200 stron i ma dodatkowo kieszonkowy format — a mimo to ogrom przerażającego bestialstwa, który z niej wyziera, sprawia, że czyta się ją niezwykle ciężko.

Dodatkowo środkowa część zawiera fragmenty wypowiedzi świadków wydarzeń, które miały miejsce na Zieleniaku w tamtych dniach, i chyba właśnie to okazuje się najbardziej bolesne. Miałam moment, w którym naprawdę zastanawiałam się, czy dam radę skończyć tę książkę.

Autorka, pisząc o wydarzeniach z tamtych dni, posługuje się prostym, pozbawionym ozdobników językiem. Pisze bardzo bezpośrednio — bez łagodzenia tego, co miało miejsce. Wręcz przeciwnie, wszystko wskazuje na to, że chciała opowiedzieć tę historię jak najprawdziwiej i najbardziej dosłownie. Również sam język tej książki jest oddarty z wszelkich rozpraszaczy, tak aby to wydarzenia zajmowały w niej najważniejsze miejsce. Dokładnie tak, jak mogli widzieć je świadkowie tamtych dni.

To zdecydowanie nie jest lektura, którą czyta się dla przyjemności. Ten tytuł pokazuje straszny, ale niestety prawdziwy fragment Powstania Warszawskiego, który dotknął ludność cywilną. W tym przypadku to kobiety traciły najwięcej — to one drżały za każdym razem, gdy pojawiali się oprawcy.

Autorka opisuje dwa, może trzy dni, podczas których bohaterowie zostali wypędzeni ze swoich mieszkań i zapędzeni na Zieleniak, ale miałam wrażenie, że dla większości uczestników tych wydarzeń czas dłużył się niczym całe tygodnie. Zamknięcie w jednym miejscu, sierpniowy skwar, brak wody, ekskrementy na każdym kroku, stosy trupów pod murem i nieustanny strach przed każdym strażnikiem.

Bo oni dla zabawy nie tylko zabijali przypadkowe osoby. Najbardziej przerażające były gwałty — brutalne, odczłowieczające i pokazane przez autorkę w niezwykle dosadny sposób. To właśnie ten element najmocniej wyziera z tej historii i najtrudniej wyrzucić go z pamięci.

„Zieleniak” to książka, której nie będę próbowała oceniać. To lektura próbująca przywrócić głos osobom, które przez lata pozostawały w dużej mierze pomijane — cywilom, a przede wszystkim kobietom, wciągniętym w Powstanie Warszawskie i zmuszonym do poniesienia jego konsekwencji.

Autorka, opierając się na historii kilku bohaterów, pokazała losy tysięcy mieszkańców Ochoty i okolicznych dzielnic, którzy przeszli przez piekło Zieleniaka. To lektura, która na długo zostanie w mojej głowie, choć tak naprawdę chciałabym wyrzucić ją z pamięci jak najszybciej. Niezwykle mocna. Na pewno nie dla każdego. Ale jednocześnie niezwykle ważna.

 




  • Autor: Augustyniak Anna
  • Tytuł: Zieleniak
  • Wydawnictwo:  Marginesy
  • Liczba stron: 200
  • Premiera: 02 kwiecień 2026

5/06/2026

Jak przetrwać "Rok wśród kwiatów" Kim Keum Hee

Jak przetrwać "Rok wśród kwiatów" Kim Keum Hee


Zastanawiam się, czy sięgnęłabym po ten tytuł sama, gdyby nie został wybrany jako lektura na spotkanie klubu książki. Nawet jeśli tak, to pewnie długo czekałby na swoją kolej. I gdybym sięgnęła po niego spontanicznie, na pewno nie próbowałabym go analizować tak, jak w tym przypadku. Mam wrażenie, że byłaby to książka, którą przeczytałabym i dość szybko o niej zapomniała. To zdecydowanie nie jest gatunek, po który sięgam — esej.

Przez cztery pory roku autorka przybliża swoją codzienność, nierozerwalnie związaną z roślinami, które posiada. Ponad siedemdziesiąt kwiatów, zajmujących ogromną przestrzeń zarówno w mieszkaniu, jak i na balkonie, tworzy jej świat. W kolejnych rozdziałach dzieli się z czytelnikiem zarówno drobnymi radościami, jak i smutkiem wynikającym z tej codziennej relacji z roślinami. Wśród tych zwyczajnych wydarzeń pojawiają się także emocje — samotność, żal, poczucie straty, ale również nadzieja i próba odnalezienia się w tym, co przynosi życie.

Często słyszałam, że pisarze słabiej odczuwali pandemię, ponieważ i tak większość czasu spędzali w samotności, pracując z domu. Niestety to nieprawda. Gdy nasz świat się kurczy, spowalnia też nasze pióro. Teksty nie powstają bowiem automatycznie, kiedy mamy chwilę czasu wolnego. Powiedziałabym raczej, że rosną niczym roślina, sycąc się powietrzem.

Miałam dwa podejścia do lektury tego tytułu. Za pierwszym razem sięgnęłam po nią, przeczytałam kilka początkowych rozdziałów i odłożyłam na około tydzień, po którym… właściwie niewiele z nich pamiętałam. Czytało mi się dobrze, ale książka nie wywołała we mnie większych emocji, przez co trudno było mi uchwycić, o czym tak naprawdę jest.

Za drugim razem podeszłam do niej bardziej metodycznie. Po każdym przeczytanym rozdziale robiłam notatki, które pozwoliły mi lepiej przybliżyć się do tekstu, ale też zrozumieć, co autorka mogła chcieć nim przekazać.

Od zakończenia lektury minęły kolejne dwa tygodnie i, nie sięgając do notatek, pamiętam właściwie tylko kilka rzeczy: że autorka miała bardzo dużo kwiatów, że w międzyczasie zmieniła mieszkanie oraz jej relację z matką. I to właśnie ten wątek najmocniej do mnie przemówił.

To, że jej mama się starzeje, a autorka boi się straty, która prędzej czy później nadejdzie, szczególnie utkwiło mi w pamięci.

Mamy wpływ na ograniczoną liczbę rzeczy. Nigdy nie będziemy w stanie w pełni kontrolować innych organizmów żywych. Niektóre rośliny przestają lub zaczynają rosnąć z powodów zupełnie niepojętych dla ludzi, może więc zrzucenie winy za nasłonecznienie, nawodnienie lub wentylację ma sens i służy podnoszeniu ogrodników na duchu, powstrzymuje ich przed obwinianiem samych siebie za kolejne ogrodnicze porażki.

Kiedy sięgam do notatek, przypominają mi się wątki, które wcześniej mi umknęły. Autorka pisze o samotności z czasów pandemii, o trudnych relacjach rodzinnych — szczególnie z okresu dzieciństwa — a także o swojej pracy pisarskiej i związanych z nią problemach, m.in. o pracoholizmie. Wspomina również o spotkaniach ze znajomymi pisarzami oraz przyjaciółką z dzieciństwa.

W każdym z rozdziałów, w każdym wspomnieniu i elemencie codziennego życia obecny jest motyw roślin — opieki nad nimi, nowych zakupów, ale też walki o przetrwanie tych, które z różnych powodów zaczynają obumierać.

Zarówno podczas lektury, jak i po jej zakończeniu zastanawiałam się, jaki był cel powstania tej książki. Autorka opowiada o kwiatach, ale nie jest to klasyczny przewodnik po ich pielęgnacji — trudno wyciągnąć z niej konkretne porady. Jednocześnie znajdziemy tu wiele wspomnień, codziennych emocji i problemów, z którymi się mierzy.

Mam wrażenie, że ta książka była w pewien sposób oczyszczająca dla samej pisarki. Być może miała też być formą drogowskazu dla innych, jednak nie każdy czytelnik będzie w stanie się z nią utożsamić.

Myślę też, że warto spojrzeć na tę książkę w szerszym kontekście literatury koreańskiej. To tytuł, który dobrze wpisuje się w nurt tzw. „healing literature” — spokojnych, refleksyjnych historii skupionych na emocjach i codzienności. Różni się jednak od wielu innych książek tego typu tym, że nie oferuje klasycznej fabuły ani wyraźnie zarysowanej historii bohaterów. To raczej zbiór myśli i doświadczeń, które nie są „opakowane” w konkretną narrację. I choć rozumiem, skąd wynika taka forma i jaki ma cel, to właśnie ten brak fabularnego punktu zaczepienia sprawił, że trudniej było mi się z nią związać i zapamiętać ją na dłużej.

Rośliny zamieszkujące moje mieszkanie mają więc wiele różnych "domków". Niektóre są przyciasne, inne zbyt wilgotne albo wyblakłe, ale co ważne, lokatorzy potrafią dostosować się do panujących w nich warunków. Rośliny pokazują tym samym, że różnice to nie wady, a jedynie warunki.

Lubię rośliny — sama mam w domu kilkanaście kwiatów. Niektóre są ze mną od dawna, inne trafiają do mnie tylko na krótki czas, bo coś ewidentnie im u mnie nie odpowiada. Nie mam jednak z nimi aż tak głębokiej relacji — cieszę się, że są, smuci mnie, gdy się „nie dogadujemy”, ale nigdy nie myślałam o nich w taki sposób jak autorka. Może właśnie dlatego ten tytuł do mnie nie trafił.

To była lekka, przyjemna lektura, ale wiem, że minie niewiele czasu, a jedyne, co będę w stanie o niej powiedzieć, to że była o roślinach i codzienności autorki. To nie jest książka dla mnie — co nie znaczy, że nie znajdzie swoich czytelników. 



  • Autor: Kim Keum Hee
  • Tytuł: Rok wśród kwiatów
  • Tytuł oryginalny: 식물적 낙관 (sigmuljeog naggwan)
  • Tłumaczenie: Klaudia Szary
  • Wydawnictwo: W.A.B.
  • Liczba stron: 240
  • Premiera: 12 listopad 2025

5/03/2026

Kim są "Ulepieni z winy" Joanna Elmy

Kim są "Ulepieni z winy" Joanna Elmy


Nowy kierunek czytelniczy pozwolił mi odkryć kawałek historii — być może w części znanej, ale w dużej mierze dopiero przede mną odkrywanej. Bułgaria do tej pory kojarzyła mi się głównie ze wspomnieniami rodziców i egzotycznymi wczasami czasów PRL-u. Dziś podobno wraca do łask jako kierunek wakacyjnych wyjazdów, ale czym tak naprawdę jest to państwo i co w sobie skrywa?

Jana wyjeżdża do Stanów Zjednoczonych w poszukiwaniu finansowej stabilizacji, choć tak naprawdę próbuje uciec od traum przeszłości i zacząć życie na nowo. Lili, po latach ciężkiej pracy i kilku etatach pozwalających utrzymać siebie i córkę, decyduje się na wyjazd do Niemiec, kuszona wizją znacznie lepszych zarobków. Ewa po latach w końcu odnajduje spokój, choć niepokój o córkę i wnuczkę wciąż jej nie opuszcza. Trzy pokolenia, trzy kobiety, trzy różne doświadczenia.

Nie żyłaś w ich przeszłości. Ile córek osądzało błędy swoich matek, zanim nie popełniły własnych? 

Ta książka wymaga odrobiny cierpliwości — trzeba się w nią wgryźć, by dostrzec wszystkie niuanse. Kiedy jednak to się uda, roztacza przed czytelnikiem kilka historii, które układają się w obraz nie tylko trudnych losów kobiet, ale też kraju widzianego przez pryzmat kilkudziesięciu lat.

Autorka snuje opowieść, przeplatając losy trzech pokoleń — córki, matki i babki. Im głębiej wchodzimy w tę historię, tym staje się ona bardziej brutalna, odsłaniając kolejne warstwy trudnych doświadczeń, które kształtują bohaterki. To także opowieść o przemocy — obecnej na wielu poziomach, dziedziczonej, przechodzącej z pokolenia na pokolenie i tak trudnej do przerwania.

Są dwie Ameryki: jedna kurortowego szczęścia, outletów, pełnych hipermarketów, narmorskich plaży i minigolfa, stu trzydziestu smaków lodów, karmelowego popcornu i frytek z octem na nabrzeżu, luksusowych hoteli i wielkich dźipów... I ta druga, wierzycieli, America made ich China, India, Bangladesh, gett, wyjałowionej ziemi, fanatyków w kościołach-barakach, przedawkowań w kiblach McDonalda przy autostradach. 

Może się wydawać, że Jana — najmłodsza z bohaterek — staje się osią tej opowieści, przedstawiając ją ze swojej perspektywy. Wyjeżdżając do Stanów Zjednoczonych, próbuje uciec od przeszłości — zarówno tej rodzinnej, trudnej do udźwignięcia, jak i tej szerszej, związanej z krajem, który nie daje jej wielu możliwości. Szybko okazuje się jednak, że Stany nie są rajem — tam również dzieje się wiele zła. Takich jak Jana jest więcej — każdy liczy na nowy początek. Tyle że odcięcie się od własnej przeszłości i rozpoczęcie życia od nowa wcale nie jest takie proste.

Autorka bardzo trafnie pokazuje w swojej powieści traumy pokoleniowe — temat, o którym coraz częściej się dziś mówi. To, czego doświadczyła babka, było niezwykle trudne, a możliwości zmiany właściwie nie istniały w tamtym czasie. Mała Lila dorastała, przeżywając wszystko razem z matką i marząc o zupełnie innym życiu. Jednak i ona popełnia błędy, które w pewien sposób przekazuje swojej córce. A mimo to autorka wyraźnie podkreśla, że nic nie jest tu czarno-białe.

Nie wiem, czemu jej nie powiedziałam, pewnie dlatego, że mi mówiła, że żyje tylko dla mnie, że się zabije, jeśli będę taka niewdzięczna za to, że wszystko dla mnie poświęciła, własne szczęście, życie, nie pozwalałam sobie na strach, nie płakałam, nic nie chciałam mówić. Wystarczająco ją bolało. Nie chciałam jej sobą obciążać. 

W trakcie lektury można odnieść wrażenie, że życie trzech bohaterek to pasmo porażek, trudnych chwil i beznadziei. A jednak pojawiają się tu także relacje, które wspierają i dają siłę, by iść dalej. Autorka kreśli postaci niejednowymiarowo — z jednej strony nie wybiela przeszłości, z drugiej pokazuje, że życie składa się z wielu warstw, a relacje nigdy nie są zero-jedynkowe.

Na tle historii bohaterów wyraźnie rysują się również trudne losy Bułgarii. Autorka sięga aż do czasów carskich, zestawiając je z okresem rządów komunistycznych i współczesnością. Życie w tym kraju wydaje się naznaczone smutkiem i poczuciem beznadziei. Dziś, bardziej niż kiedyś, widoczny jest brak perspektyw dla młodego pokolenia. Ludzie uciekają do miast, choć i tam możliwości pozostają ograniczone. Wyjazd za granicę — do Europy Zachodniej czy Stanów Zjednoczonych — jawi się jako szansa na nowy początek, na którą decyduje się wielu z nich.

Tęsknię za tym, jak mama albo babcia wołały mnie z balkonu na obiad - szybko, wracaj, bo ci jedzenie wystygnie. Wtedy człowiek myślał tylko o tym, żeby mu dały spokój, a potem całe życie marzy, żeby ktoś go zawołał przez okno do domu. 

Ulepieni z winy to debiut literacki, a takie książki często mają swoje mankamenty, zwłaszcza na poziomie języka. W tym przypadku autorka świetnie sobie z nim poradziła, tworząc opowieść ciekawą i wciągającą, choć jednocześnie wymagającą — historię trzech pokoleń kobiet.
To nie jest książka dla każdego, bo jej ciężar może przytłoczyć. Jednocześnie otwiera przed czytelnikiem mniej znany kierunek, pokazując trudne realia życia w kraju i indywidualne losy bohaterek. Nie jest przy tym pozbawiona nadziei.
Dla mnie była to rozwijająca lektura i jestem pewna, że będę śledzić dalsze poczynania autorki.

 



  • Autor: Elmy Joanna
  • Tytuł: Ulepieni z winy
  • Tytuł oryginalny: Сянката na щъркела (Syankata na shtorkela)
  • Tłumaczenie: Magdalena Pytlak
  • Wydawnictwo: W.A.B.
  • Liczba stron: 336
  • Premiera: 08 kwiecień 2026

5/01/2026

Gdzie znajduje się "W krainie słodkiego jutra" Zuza Kordel

Gdzie znajduje się "W krainie słodkiego jutra" Zuza Kordel


Niektórzy talent otrzymują wraz z mlekiem matki — i ten przypadek idealnie oddaje to powiedzenie. Zuza Kordel, oddając w ręce czytelników kolejną historię, po raz kolejny udowadnia swój świetny styl oraz to, że potrafi tworzyć opowieści, od których trudno się oderwać. Ten tytuł przenosi nas z powrotem do znanych postaci, które pojawiły się w „Pewnego razu w Bellagio” oraz „W domu najlepiej”. Tym razem historia koncentruje się wokół Hani, która, niosąc pomoc przyjaciółkom, jednocześnie skrywa własne tajemnice.

Hania zawsze wyciąga pomocną dłoń — do przyjaciół, rodziny, współpracowników. Jednak za tą pozorną siłą kryje się wiele lęków i problemów, które towarzyszą jej od lat. Nie potrafi prosić o pomoc i nie chce być dla nikogo ciężarem — aż w końcu dochodzi do momentu, w którym wszystko zaczyna ją przerastać. Toksyczny związek, z którego nie umie się uwolnić, przemilczane emocje w relacji z rodzicami, praca, która ją przytłacza, i coraz bardziej oddalające się marzenie o własnej cukierni… Na szczęście Hania ma wokół siebie przyjaciółki, które w odpowiednim momencie potrafią wyciągnąć do niej rękę.

Choć ta historia nie należy do jednego cyklu, łatwo powiązać ją z dwoma wcześniejszymi tytułami autorki. Anastazja i Patrycja miały już przestrzeń, by opowiedzieć swoje historie — obie piękne, emocjonalne, a przy tym zupełnie różne. Tym razem na pierwszy plan wysuwa się Hania, która dotąd wydawała się najbardziej otwarta i pomocna. Dopiero głębsze spojrzenie na jej życie odsłania, z jakimi trudnościami się mierzy — i jak wiele z nich wynika z tego, co przez lata skrywała w sobie.

Temat poruszony w tej historii jest niepokojący i bardzo potrzebny. Toksyczna relacja, w którą uwikłana jest bohaterka, pokazuje, że przemoc nie zawsze ma wymiar fizyczny. Hania nie potrafi się z niej uwolnić — zwłaszcza że jej partner robi wszystko, by utrzymać kontrolę i wygodny dla siebie układ. Emocje towarzyszące lekturze wielokrotnie wywołują frustrację i chęć potrząśnięcia zarówno Hanią, jak i jej chłopakiem. Autorka, rozwijając historię, wyraźnie pokazuje jednak, jak ogromny wpływ na nasze wybory ma dzieciństwo — i to, co wtedy przeżywamy.

Trudne tematy są tu jednak otulone równie dużą dawką troski i wsparcia, które płyną z relacji między przyjaciółkami. To właśnie one — jak zawsze — stają się dla Hani oparciem. Moment, w którym bohaterka odważa się poprosić o pomoc, okazuje się przełomowy. To przyjaźń daje jej siłę do zmian i odwagę, by zawalczyć o siebie. Choć każda z czterech kobiet ma zupełnie inny charakter i własną drogę życiową, ich relacja i wzajemne wsparcie okazują się bezcenne.

Wątkiem, który wywołał we mnie szczególnie silne emocje, była historia psiego przyjaciela. Nie potrafię zrozumieć osób, które traktują zwierzęta jak chwilową rozrywkę, coś, co można odłożyć, gdy przestaje być wygodne. Zawsze mocno przeżywam takie historie — i tym razem było podobnie, zwłaszcza że autorka oddała głos samemu zainteresowanemu.

Trudne tematy i chwile śmiechu otula tu zapach ciast i ciasteczek. Hania jest utalentowaną cukierniczką, a jej marzenie o własnej cukierni aż prosi się o spełnienie. Z jej kuchni nieustannie unoszą się aromaty, a spod jej rąk wychodzą małe dzieła sztuki, których aż szkoda ruszać. Podczas lektury trudno nie nabrać ochoty, by spróbować choć jednego z jej wypieków — opisy działają na wyobraźnię i apetyt.

„W krainie słodkiego jutra” to książka, w której można przepaść. Pełna zapachów i smaków, a jednocześnie poruszająca trudne relacje i pokazująca siłę prawdziwej przyjaźni. Naturalnie łączy się z poprzednimi historiami bohaterek, choć każda z nich ma zupełnie inny temperament. Hania, która może sprawiać wrażenie nieskomplikowanej, skrywa własne demony, wciąż wpływające na jej życie.To historia, którą czyta się z dużą przyjemnością — pełna emocji, refleksji i ciepła, z którym autorka pozostawia czytelnika na końcu. Łakocie, zwierzaki i wspaniała przyjaźń, którą niełatwo znaleźć w życiu, tworzą opowieść idealną na każdy moment. Nawet te trudniejsze chwile można pokonać siłą kobiecej przyjaźni.

 



  • Autor: Kordel Zuza
  • Tytuł: W krainie słodkiego jutra
  • Wydawnictwo: Emocje Plus Minus
  • Liczba stron: 328
  • Premiera: 08 kwiecień 2026

4/04/2026

Gdzie leży "Ziemia okryta zielenią" Magdalena Kołosowska

Gdzie leży "Ziemia okryta zielenią" Magdalena Kołosowska


Na pewno wiecie, że lubię sagi historyczne, które pozwalają poznać życie ludzi bez akademickiej ciężkości języka. Zazwyczaj sięgam jednak po historie osadzone w XIX lub na początku XX wieku. Tym razem skusiłam się na coś zupełnie innego — przeniosłam się ponad trzy stulecia wstecz, na ziemię łowicką.

To moje pierwsze spotkanie z twórczością Magdaleny Kołosowskiej, ale już po tej lekturze wiem, że na pewno nie ostatnie. „Ziemia okryta zielenią” otwiera sagę łowicką i od pierwszych stron wprowadza czytelnika w świat, który rządzi się własnymi, surowymi prawami.

Życie wiejskie miało swój rytm i nie pozostawiało wiele miejsca na wybór. Chłopi najpierw pracowali na pańskim, dopiero potem na własnym. Gięli karki przed panami i nadzorcami, a kar — słusznych lub nie — często nie dało się uniknąć. Kobiety rodziły się po to, by zostać żonami, matkami i gospodyniami. Dorota żyła tak samo jak jej matka i babka. Choć podczas spotkań z Andrzejem jej serce biło szybciej, brutalne wydarzenia, które przyniosły do domu żałobę, odmieniły życie nie tylko dziewczyny, ale całego gospodarstwa. Szansą na zmianę mogła być wioska biskupia, jednak przeniesienie się do niej wiązało się z koniecznością zawarcia małżeństwa.

Autorka już od pierwszych zdań buduje klimat historii, nadając bohaterom chłopską gwarę. Początkowo jest ona bardzo wyraźna, jednak z czasem — wraz z rozwojem akcji — nieco łagodnieje. To zabieg, który pozwala łatwiej wejść w opowieść, a jednocześnie nie odbiera jej autentyczności.

Ta książka niesie ze sobą wiele brutalnych wydarzeń, szczególnie dotykających kobiet, choć i mężczyźni wielokrotnie doświadczają przemocy oraz śmierci. Pisarka nie ucieka od tematów trudnych, a jednocześnie pokazuje cielesność i bliskość jako naturalny element życia — nienachalny, wpisany w codzienność bohaterów.

Na pierwszy plan wysuwają się jednak kobiety — z jednej strony podporządkowane społecznym oczekiwaniom, posłuszne rodzicom i przypisanym im rolom, z drugiej zaś obdarzone niezwykłą siłą wewnętrzną, która pozwala im przetrwać nawet najtrudniejsze chwile.

Historia pokazuje codzienny znój bohaterów — trud i przytłaczające momenty, ale też drobne radości, które pozwalają im iść dalej. To życie przepełnione obowiązkami, w którym każdy dzień jest walką o jutro. Jednocześnie całość tworzy przejmujący obraz życia w tamtych czasach — silnie związanego z tradycją, rytmem przyrody i wiarą katolicką. To właśnie te elementy spajają społeczność i dają siłę, by mimo wszystko się nie poddać.

To lektura, którą trudno było mi odłożyć. Choć nie brakuje w niej trudnych tematów i brutalnych doświadczeń — zadawanych zarówno przez bliskich, jak i najeźdźców — chciałam wiedzieć, co wydarzy się dalej. Czasy, w których przyszło żyć bohaterom, nie należą do łatwych, dlatego ich losy pełne są bólu i wyzwań. Mimo to przez całą historię nie opuszcza ich nadzieja na lepsze jutro.

„Ziemia okryta zielenią” wciągnęła mnie w swoją historię i trudno było mi ją odłożyć przed przeczytaniem ostatniej strony. Wydarzenia przynoszą tu wiele zmian i trudnych momentów, ale jednocześnie budują wyrazisty obraz tamtych czasów.

Nie mogę doczekać się kontynuacji — tym bardziej że autorka zostawia czytelnika w niezwykle burzliwym momencie. Jeśli lubicie sagi historyczne, ta historia zdecydowanie powinna przypaść Wam do gustu.

 




  • Autor: Kołosowska Magdalena
  • Tytuł: Ziemia okryta zielenią
  • Seria: Saga Łowicka #01
  • Wydawnictwo: Replika
  • Liczba stron: 304
  • Premiera: 31 marzzec 2026

3/29/2026

Jak wygląda "Zbrodnia w rezydencji" Helena Dixon

Jak wygląda "Zbrodnia w rezydencji" Helena Dixon

Pierwszy tom – Zbrodnia i rubin – czytałam już jakiś czas temu, ale wciąż dobrze pamiętam, ile przyjemności sprawiła mi ta lektura. Dlatego bardzo ucieszyłam się na kolejną odsłonę cyklu o pannie Underhay. Byłam ciekawa, w jakim kierunku autorka poprowadzi akcję i czy kontynuacja dorówna początkowi tej historii. Nie zawiodłam się – czytałam z przyjemnością, długo zastanawiając się, kto w tej historii okaże się antagonistą.

Tym razem Kitty Underhay zostaje zaproszona przez rodzinę ojca do ich rezydencji. Dziewczyna wcześniej nie znała krewnych z tej strony, jednak ostatnie wydarzenia sporo zmieniły w jej życiu — również pod względem rodzinnym. Już od pierwszych chwil pobytu w Enderley Hall bohaterkę spotykają zaskoczenia. Powraca wspomnienie jej matki, która zaginęła lata temu, jeszcze w czasie Wielkiej Wojny. To jednak dopiero początek niespodziewanych wydarzeń. W rezydencji dochodzi do kradzieży niezwykle ważnych wyników badań, które mogą wywołać międzynarodowy konflikt, a wkrótce potem pojawia się także morderstwo. W obliczu tych wydarzeń Kitty zaczyna myśleć o kapitanie Matthew Bryancie, który wspierał ją w trudnych chwilach.

Autorka w tym tomie przenosi akcję na zupełnie nowy grunt — nieznany zarówno czytelnikowi, jak i bohaterom. Kitty, a później również Matt, muszą zmierzyć się z obcym miejscem i ludźmi, których dopiero poznają, co dodatkowo wprowadza atmosferę niepewności. Motyw zamknięcia grupy osób w jednym miejscu, w którym dochodzi do zbrodni, jest dobrze znany w literaturze kryminalnej — przede wszystkim za sprawą Agaty Christie. Helen Dixon wykorzystuje go jednak w interesujący sposób, który bardzo dobrze sprawdza się w tej historii.

Akcja prowadzona jest w szybkim tempie, przez co trudno choć na chwilę oderwać się od lektury. Wraz z rozwojem fabuły wydarzenia stają się coraz bardziej niebezpieczne, a motywy sprawcy — lub być może sprawców — pozostają niejasne. To wszystko sprawia, że historia naprawdę wciąga. Dodatkowo poznajemy ją z perspektywy Kitty, która — choć dzięki Mattowi ma nieco więcej informacji niż pozostali domownicy — wciąż pozostaje na obrzeżach prowadzonego śledztwa. I choć sama zdobywa kolejne elementy tej układanki, to ze względu na swoją płeć nie jest dopuszczana do wielu istotnych kwestii.

Warto zwrócić uwagę na drugi ważny wątek tej historii — tajemnicę matki Kitty, która pojawiła się w rezydencji lata temu i właśnie wtedy zaginęła. Bohaterka próbuje zdobyć informacje na ten temat, jednak z różnych powodów część postaci nie chce do niego wracać.

Nie można też zapomnieć o relacji głównych bohaterów. Kitty i Matt po wydarzeniach z poprzedniego tomu postrzegają się jako przyjaciele, jednak ich więź zaczyna się stopniowo zmieniać. Matt wciąż mierzy się z traumą Wielkiej Wojny i stratą, której wtedy doświadczył, co wpływa na jego zachowanie. Jednocześnie pojawiają się subtelne sygnały, że ta relacja może przerodzić się w coś więcej. Autorka bardzo powoli buduje napięcie między bohaterami, pozwalając im odkrywać rodzące się uczucia. Nie jest to jednak tom, który przynosi w tej kwestii rozwiązanie — wręcz przeciwnie, wydarzenia sprawiają, że Kitty i Matt nie potrafią porozumieć się na wielu płaszczyznach.

Całą historię spaja atmosfera lat 30. — bogata rodzina, służba, wystawne kolacje, wyraźny podział na przestrzenie dla pań i panów. W tle pojawia się także niepokój związany z widmem kolejnego konfliktu. Między wierszami autorka sygnalizuje również wątek Żydów w Niemczech. Te drobne elementy budują nastrój, osadzają historię w konkretnym czasie i sprawiają, że staje się ona bardziej wiarygodna.

Zbrodnia w rezydencji to udana kontynuacja przygód panny Underhay. Autorka wyraźnie czerpie inspiracje z klasyków gatunku, jednocześnie konsekwentnie rozwijając własną historię. Różnorodna galeria bohaterów — o odmiennych charakterach i spojrzeniach na życie — sprawia, że trudno się tu nudzić. To powieść, która powinna szczególnie przypaść do gustu miłośnikom kryminałów historycznych.

 

  • Autor: Dixon Helena
  • Tytuł: Zbrodnia w rezydencji
  • Seria: Tajemnice panny Underhay #02
  • Tytuł oryginalny: Murder at Enderley Hall
  • Tłumaczenie: Emilia Niedzielska
  • Wydawnictwo: Mando
  • Liczba stron: 320
  • Premiera: 25 marzec 2026


3/22/2026

Co czuje "Przebudzona" Choi Eunyung

Co czuje "Przebudzona" Choi Eunyung

Dziś przychodzę do Was z moimi wrażeniami po lekturze książki, która raczej rzadko trafia na moją czytelniczą półkę – literatury dziecięcej. To jednocześnie jeden z nielicznych przekładów literatury koreańskiej skierowanych do młodszego czytelnika. Książka miała swoją premierę dosłownie kilka dni temu, a ja z chęcią opowiem o moich wrażeniach – zarówno jako dorosła czytelniczka, jak i próbując spojrzeć na tę historię oczami dziecka.

Ihyon budzi się w miejscu, które najprawdopodobniej jest szpitalem. Nad sobą widzi grupę obcych osób w białych kitlach. Dziewczynka nie do końca rozumie, dlaczego się tu znajduje – próbuje uchwycić okruchy wspomnień, które stopniowo wracają do jej głowy. Z czasem okazuje się, że przeszła poważną operację mózgu. Gdy wraca do domu, coś zaczyna się jednak nie zgadzać – rzeczywistość wydaje się inna niż ta zapisana w jej pamięci. Rodzice i siostra bliźniaczka są wobec niej niezwykle mili, ale w jej wspomnieniach wszystko wyglądało odrobinę inaczej.

Książka zdecydowanie przyciąga uwagę już na pierwszy rzut oka. Jest pięknie wydana – ma grube strony, dużą czcionkę i liczne ilustracje autorstwa Park Hyunji, ilustratorki z bogatym dorobkiem. To wszystko sprawia, że młodszy czytelnik nie powinien mieć problemu z lekturą. Publikacja skierowana jest do dzieci w wieku około 10 lat – podobnie jak bohaterka tej historii, co dodatkowo ułatwia utożsamienie się z nią.

Autorka buduje historię na wyraźnej nucie niepewności i tajemnicy. Poznajemy ją z perspektywy Ihyon – młodej dziewczynki, która próbuje odnaleźć się w rzeczywistości, której nie rozumie. Nie potrafi wyjaśnić, skąd biorą się jej wspomnienia, które nie zgadzają się z tym, co mówią jej rodzice i dziadkowie. Równie obcy wydaje się świat, w którym przyszło jej żyć – nowoczesny, a jednocześnie znacznie bardziej zharmonizowany z naturą, niż zapamiętała. To zderzenie sprawia, że bohaterka czuje się zdezorientowana i zagubiona. Razem z siostrą próbuje dojść do prawdy i zrozumieć, co tak naprawdę się wydarzyło.

Czytając tę historię, zastanawiałam się, jak odbierze ją młodszy czytelnik. Choć mnie samej zabrakło kilku odpowiedzi na pytania, które pojawiały się w trakcie lektury, uważam, że sposób, w jaki autorka prowadzi narrację, jest bardzo angażujący. To opowieść, która wciąga i sprawia, że chce się czytać dalej, by odkryć, co tak naprawdę się wydarzyło.

Z pewnością młodszy czytelnik, do którego skierowana jest ta książka, zwróci uwagę na nieco inne elementy tej historii. Nie będzie zagłębiał się tak bardzo w kwestie, które dla dorosłego odbiorcy wynikają z jego doświadczeń i życiowej perspektywy. Myślę jednak, że to bardzo ciekawa propozycja dla młodszych czytelników – tym bardziej, że autorka przemyca w tej opowieści dwa niezwykle ważne, współczesne tematy.

Wraz z rozwojem historii pojawiają się ważne zagadnienia związane z ochroną przyrody, życiem w zgodzie z naturą oraz rezygnacją z wygody na jej rzecz. Autorka pokazuje, że w świecie, w którym przyszło żyć Ihyon, możliwe jest połączenie tych dwóch podejść.

Drugim istotnym tematem jest przedłużanie życia i jego konsekwencje. Choroby, które we współczesnym świecie wciąż pozostają nieuleczalne, za kilkanaście czy kilkadziesiąt lat mogą stać się łatwe do wyleczenia. Ale czy obudzenie się w nowej rzeczywistości – w świecie pełnym zmian, z odmienioną rodziną, a czasem nawet bez niej – rzeczywiście jest dobrą ceną za życie? Co w takiej sytuacji okazuje się ważniejsze dla człowieka postawionego przed faktem dokonanym? Jak odbierze te kwestie młody czytelnik? Z pewnością inaczej niż ja, ale uważam, że samo poruszenie tych tematów jest bardzo wartościowe.

Sama czytałam tę historię z dużą ciekawością, a w pewnym momencie zakręciła mi się w oku łza. Sposób narracji i elementy historii wciągają, wywołują ciekawość i sprawiają, że chce się poznać jej zakończenie. Bez względu na to, czy sięgnie po nią młodszy, czy starszy czytelnik, z pewnością przeczyta ten tytuł z przyjemnością. Dlatego uważam, że to lektura warta uwagi i z pewnością będę polecać ją dzieciom wśród rodziny i znajomych.


  • Autor: Choi Eunyung
  • Tytuł: Przebudzona
  • Tytuł oryginalny: 해동 인간 (haedong ingan)
  • Tłumaczenie: Dominika Chybowska-Jang
  • Wydawnictwo: Kropka
  • Liczba stron: 176
  • Premiera: 18 marzec 2026

3/18/2026

Warto czy nie sięgnąć po "Legenda o łowczyni demonów" Esther Park

Warto czy nie sięgnąć po "Legenda o łowczyni demonów" Esther Park


Choć książek koreańskich autorów na polskim rynku pojawia się na rynku coraz więcej, ta wyróżnia się na tle znanych już motywów i gatunków. Historia osadzona została w realiach historycznej Korei z czasów dynastii Joseon, a jednocześnie bardzo mocno akcentuje elementy fantastyczne. Na okładce można znaleźć porównania do zeszłorocznego przeboju Netfliksa K-popowe łowczynie demonów oraz do filmu Mulan. Byłam więc ciekawa, czy w tej historii odnajdę podobne wątki i czy wciągnie mnie tak bardzo, jak oba te tytuły.

Bin Seomun od najmłodszych lat przyciąga do siebie demony, które niejednokrotnie zagrażały jej najbliższym. Z tego powodu od lat żyje na uboczu, jakby zapomniana przez własną rodzinę. Obecnie poluje na demony, które stają na jej drodze, ponieważ wierzy, że gdy zgromadzi odpowiednią liczbę ich „dusz”, będzie mogła wreszcie uwolnić się od swojego przeznaczenia.

Eunho natomiast jest najbardziej pożądanym kawalerem w stolicy. Jako lojalny sługa króla próbuje odkryć spisek rodzący się na dworze. Los sprawia jednak, że drogi tych dwojga niespodziewanie się przecinają. Wspólna, trudna sytuacja sprawia, że bohaterowie zaczynają powoli odkrywać zapomniane wspomnienia. 

W historię bardzo łatwo się wchodzi — język jest płynny i lekki, dzięki czemu kolejne strony czyta się z dużą swobodą. Początkowo, poznając bohaterów, ich historie i kolejne wydarzenia, miałam wręcz wrażenie, jakbym oglądała historyczną dramę. Pojawiają się tu dobrze znane motywy: zerwane przeznaczenie, klątwa oraz uczucia powracające mimo wielu przeciwności losu.

Równolegle rozwija się wątek spisku na królewskim dworze — doradcy, który próbuje uczynić z króla jedynie marionetkę. Wszystkie te elementy bardzo dobrze współgrają z historiami, które miałam już okazję oglądać w koreańskich dramach.

Warto też zwrócić uwagę na wątki mitologiczne, które autorka wplata w fabułę. W książce pojawiają się postacie i motywy zaczerpnięte z koreańskich wierzeń dotyczących świata zmarłych. Jedną z nich jest Yeomra – władca zaświatów i jeden z sędziów piekielnych, który w tradycji koreańskiej odpowiada za osądzanie dusz po śmierci. Pojawiające się w historii kręgi piekielne, demony oraz posłańcy śmierci mają swoje źródła w koreańskim szamanizmie i buddyjskich wyobrażeniach zaświatów. Dzięki temu elementy fantastyczne w powieści nie są całkowicie wymyślone – w dużej mierze nawiązują do tradycyjnych wierzeń i mitologii Korei.

Moje początkowe pozytywne wrażenia nieco rozbiły się jednak o końcówkę tej historii, w której element fantastyczny zaczyna dominować nad wszystkim innym. Dążenie do finału i kulminacyjna scena sprawiły, że moje dobre odczucia trochę opadły, a sama książka w mojej ocenie spadła o kilka stopni. Mam wrażenie, że w pewnym momencie pojawia się tu po prostu zbyt wiele fantastyki. Postacie okazują się kimś zupełnie innym, niż można było początkowo przypuszczać, a kolejne odkrycia coraz bardziej komplikują historię. Jednym słowem — moim zdaniem autorka trochę „przedobrzyła”.

Wydaje mi się również, że pojawia się tu trochę za dużo elementów w stylu „zabili go i uciekł”. Bohaterowie przeżywają niezwykle dramatyczne wydarzenia, poświęcają się i stają w obliczu śmiertelnego zagrożenia, a jednak ostatecznie wszystko dobrze się kończy i znajdują swoje szczęśliwe zakończenie. W pewnym momencie zaczęło to sprawiać wrażenie nieco naiwnego rozwiązania fabularnego. Być może wynika to z faktu, że książka skierowana jest przede wszystkim do młodszego czytelnika.

Myślę jednak, że historia może się podobać w różnym stopniu, w zależności od tego, czego szuka się w tej książce. Osobiście, po początku tej opowieści, miałam nadzieję na ciekawą powieść historyczną z elementami fantastyki, koreańskich wierzeń, demonów i świata alternatywnego. Dla osób, które mniej interesują się historią, a bardziej fantastyką, odbiór tej opowieści może być jednak zupełnie inny.




  • Autor: Park Esther
  • Tytuł: Legenda o łowczyni demonów
  • Tytuł oryginalny: 벽사아씨전 (byeogsaassijeon)
  • Tłumaczenie: Klaudia Szary
  • Wydawnictwo: Time4ya
  • Liczba stron: 320
  • Premiera: 11 listopad 2025

3/15/2026

Czy bezpieczne są "Łąki kwitnące purpurą" Edyta Świętek

Czy bezpieczne są "Łąki kwitnące purpurą" Edyta Świętek


Pierwszy tom tej historii przenosi czytelnika w czasy tuż po wojnie. Pokazuje proces wywłaszczeń, powstawanie PGR-ów oraz powolne przenoszenie się bohaterów do miasta. Ten początek pozwala obserwować, jak bohaterowie odkrywają miejsce, które w przyszłości ma stać się nową, najbardziej nowoczesną dzielnicą Krakowa — Nową Hutą. To właśnie tam najpierw trafia Bronek, a niedługo później także Julia. Autorka zostawiła czytelników z wieloma niewiadomymi, dlatego dobrze, że drugi tom pojawił się tak szybko.

Bronek nie potrafi znaleźć spokoju w małżeństwie. Jego myśli wciąż wracają do kobiety, której oddał serce. Ciągłe kłótnie i nieporozumienia w czterech ścianach własnego domu sprawiają, że mężczyzna zaczyna coraz częściej sięgać po alkohol i zamiast wracać do mieszkania, wybiera wizyty u siostry lub w barze. Julka powoli urządza się w Nowej Hucie, jednak także ją nie omijają problemy. W pracy pojawiają się trudności, które skutecznie burzą jej spokój. Dodatkowo na jej drodze coraz częściej pojawia się podejrzany mężczyzna. Do Nowej Huty dociera również pozostała część rodzeństwa. Każde z nich doświadcza chwil szczęścia, ale równie wielu problemów, które pojawiają się na ich drodze.

Nowe wydanie tego tytułu, którego ponownie podjęło się wydawnictwo Mando, prezentuje się bardzo ciekawie i zdecydowanie przyciąga wzrok. Jednak — jak zawsze — to, co najważniejsze, kryje się w środku.

Historia ukazuje losy rodziny Szymczaków, ale wyraźnie widać w niej także szerszy obraz społeczeństwa oraz realia niezwykle trudnych lat 50. Na pierwszy plan wysuwa się coraz brutalniejsza walka z Kościołem, która bardzo wyraźnie rzutuje nie tylko na życie kapłanów, lecz także na całe polskie społeczeństwo. Nie sposób pominąć również brutalnych metod śledczych stosowanych przez ówczesny aparat władzy, który nierzadko doprowadzał do śmierci podejrzanych jeszcze zanim przyznali się do winy. To tylko niektóre elementy stanowiące tło wydarzeń, a jednocześnie bardzo mocno wpływające na życie bohaterów.

W tym tomie autorka nie oszczędza bohaterów. Wielokrotnie wpadają oni w tarapaty i popełniają błędy, które mają wpływ na ich dalsze życie. Nie da się jednak ukryć, że tym razem to raczej męscy bohaterowie są sprawcami większości niefortunnych zdarzeń i problemów pojawiających się w historii.

Każdy z bohaterów wywołuje podczas lektury inne emocje i tu trzeba złożyć ukłon w stronę autorki, która sprawiła, że postacie stały się bardzo rzeczywiste — pełne zarówno wad, jak i zalet. Nad jednymi można się litować, na zachowanie innych zżymać, a jeszcze przy innych złościć się na podejmowane przez nich błędne decyzje. Niejednokrotnie pojawia się też pytanie, dlaczego dana osoba postępuje właśnie tak, a nie inaczej. Wszyscy razem ożywiają tę historię i sprawiają, że staje się ona wielowymiarowa.

Lektura tego tomu była niezwykle szybka i przyjemna, mimo zawartych w nim trudnych wydarzeń. Z pewnością duży wpływ miał na to język, którym posługuje się autorka — lekki i wciągający, a jednocześnie pozwalający płynnie przejść nawet przez najbardziej drastyczne momenty historii.

Łąki kwitnące purpurą to znakomita kontynuacja historii, która jeszcze mocniej wchodzi w życie poszczególnych bohaterów, pokazując ich rozwój, a jednocześnie na tle wydarzeń historycznych ukazując coraz większe zmiany zachodzące w powojennej Polsce. Zakończenie nieco zaskakuje, a jednocześnie wprowadza lżejszy, bardziej romantyczny wątek, który być może rozwinie się w dalszej części historii. Dla mnie to zdecydowanie świetna opowieść, warta uwagi i polecenia. 





  • Autor: Świętek Edyta
  • Tytuł: Łąki kwitnące purpurą
  • Cykl: Spacer Aleją Róż #02
  • Wydawnictwo: Mando
  • Liczba stron: 384
  • Premiera: 11 luty 2026

3/01/2026

Czy można znaczyć "Mniej niż nic" Elizabeth Kim

Czy można znaczyć "Mniej niż nic" Elizabeth Kim



Dawno nie czytałam książki nasyconej tak wielką ilością trudnych emocji. Mimo niepozornych rozmiarów, historia opowiadana przez narratorkę — przedstawiająca jej losy od najmłodszych lat — niesie ze sobą ogromny emocjonalny ciężar. To opowieść o dziecku narodzonym ze związku Koreanki i Amerykanina, od pierwszych chwil odrzucanym przez wszystkich poza własną matką. Zastanawiam się, jak wielką siłę trzeba w sobie mieć, by przetrwać wszystko, co wydarzyło się w jej życiu.

Na niespełna dwustu stronach autorka, a zarazem narratorka, przedstawia swoje losy — najpierw w Korei Południowej, a później w Stanach Zjednoczonych. W sposób prosty, a jednocześnie subtelny ukazuje życie, jakie ją spotkało. Odrzucona przez koreańskie społeczeństwo, ponieważ jej matka związała się z obcym — Amerykaninem — ona sama została uznana za nieczłowieka (honhyŏl). Wraz z matką żyły na skraju wioski, pogardzane przez innych, nawet przez własną rodzinę. Dziecięce wspomnienia nie pokazują wprost ogromu przemocy, jaka miała wówczas miejsce, lecz bardzo wiele można doczytać między wierszami.

Wiele elementów tej historii przeraża; jednym z nich jest z pewnością śmierć jej matki (ommy), której narratorka była świadkiem jako kilkulatka. Zabili ją najbliżsi — ojciec i brat matki. To wydarzenie odcisnęło się na niej na całe życie. Sama również otarła się o śmierć, jednak przebłysk człowieczeństwa u ciotki sprawił, że trafiła do sierocińca, a następnie została adoptowana przez rodzinę w Stanach Zjednoczonych.

Można mieć nadzieję, że po trafieniu do sierocińca, a następnie do Stanów Zjednoczonych, jej życie wreszcie nabrało lepszego kierunku. Nic bardziej mylnego. Przetrzymywanie dzieci w małych kojcach w placówce prowadzonej przez misjonarzy wywołało u niej klaustrofobię, która towarzyszyła jej w późniejszym życiu, a adopcja przez parę skrajnie ortodoksyjnych chrześcijan przyniosła kolejne lata upokorzeń i traumy. Autorka opisuje te wydarzenia z dużą szczerością, starając się nie oceniać — jedynie pokazuje, jak wpłynęły na nią samą i jakimi konsekwencjami odbiły się w dorosłym życiu.

Myślę, że książka miała dla autorki w pewnym stopniu działanie uzdrawiające. Poprzez opowiedzenie swojej historii mogła ponownie zmierzyć się z bolesnymi doświadczeniami. Jednocześnie wiele z nich opisuje nie z perspektywy dorosłej osoby, lecz oczami dziecka — dziecka, które szukało jedynie akceptacji i miłości, a wielokrotnie doświadczało odrzucenia i trudnych emocji. Podczas lektury nie raz i nie dwa miałam ochotę potrząsnąć dorosłymi bohaterami, uświadomić im, że ich działania niszczą dziecięcą duszę i pozostawiają wiele niewidocznych ran.

Jedynym dobrym wspomnieniem, które bohaterka pielęgnowała, był czas spędzony z ommą — chwile, w których czuła się kochana i bezpieczna. Nawet to jednak próbowano jej później odebrać. Nowi rodzice wielokrotnie wmawiali jej, że omma smaży się w piekle, ponieważ nie wierzyła w Jezusa, że była złą, rozwiązłą kobietą, która popełniła samobójstwo. Czy dla kilkuletniego dziecka, a później nastolatki, może istnieć coś bardziej okrutnego?

Elizabeth Kim nie miała imienia przed adopcją. Jej matka nazywała ją jedynie pieszczotliwie „małą dziewczynką”, nigdy jednak nie nadano jej prawnego imienia. Nie wie, kiedy się urodziła ani ile dokładnie ma lat. Nie zna imienia matki ani ojca. To, co przywołuje w książce, to wspomnienia kilkuletniego dziecka, które wie, że ma matkę, dziadka i wuja, lecz nie zna ich imion. Dokładnie to samo widnieje w jej dokumentacji adopcyjnej.

Ciotka, przyprowadzając ją do sierocińca, stwierdziła, że to obce dziecko, które znalazła na drodze. Takie historie naprawdę się zdarzały. Po wojnie koreańskiej było wiele takich dzieci — porzuconych, często zabijanych. Ich niechciane życie nikogo nie obchodziło. Historia autorki pokazuje tylko jedno istnienie. A ile z nich zostało sprzedanych jako niewolnicy? Taki los mógł spotkać również Elizabeth. W XX wieku wciąż działy się takie rzeczy.

Kolejnym niezwykle oburzającym elementem tej historii jest rzeczywistość w Stanach Zjednoczonych, w której dziewczynka — już od początku nosząca w sobie poczucie bycia gorszą — została w tym przekonaniu utwierdzona przez nowych rodziców. Wiedziała, że powinna być wdzięczna za „uratowanie” z pogańskiego kraju, że powinna cierpieć razem z Jezusem, a jednocześnie przez całe lata żyła w lęku, że jeśli zrobi coś źle, zostanie odesłana. Do tej pory nie zaznała bowiem prawdziwego poczucia bezpieczeństwa — zniknęło ono wraz ze śmiercią matki.

Szczególnie adopcyjna matka jawiła mi się jako osoba, która bezapelacyjnie nie powinna mieć styczności z dziećmi. To podporządkowanie się oczekiwaniom rodziców sprawiło zresztą, że jako nastolatka wyszła za sadystycznego mężczyznę. Niewiele w jej życiu zostało oszczędzone.

Mniej niż nic to książka niosąca ze sobą ogromny ładunek trudnych, bolesnych emocji. Jej lektura nie jest łatwa i pozostawia po sobie poczucie czegoś złego — ciężaru, który nie znika wraz z przewróceniem ostatniej kartki. Polski tytuł różni się od oryginału, który brzmi Tysiąc smutków i być może trafniej oddaje koleje losu autorki.

Dopiero pod koniec pojawia się jedna krótka chwila, przynosząca jej ukojenie: młoda Koreanka, spotkana w restauracji, ukłoniła się jej — gest prosty, a jednocześnie przełomowy. Dla autorki, już jako dorosłej kobiety, był to moment katharsis po latach opluwania, rzucania kamieniami i traktowania jej jak podczłowieka.



  • Autor: Kim Elizabeth
  • Tytuł: Mniej niż nic
  • Tytuł oryginalny: The Thousand Sorrows
  • Tłumaczenie: Danuta Górska
  • Wydawnictwo: Świat Książki
  • Liczba stron: 196
  • Premiera: 22 październik 2002

2/22/2026

Czy wiesz gdzie znajduje się "Chibineko, niezwykła restauracja wspomnień" Yuta Takahashi

Czy wiesz gdzie znajduje się "Chibineko, niezwykła restauracja wspomnień" Yuta Takahashi

Na polskim rynku w ostatnim czasie pojawia się naprawdę wiele tytułów zaliczanych do comfort books. Bardzo duża część z nich wychodzi spod pióra autorów z Azji Wschodniej, w tym z Japonii — kraju, który od dawna kojarzy mi się z kolebką tego typu otulających historii. Nie wszystkie jednak są sobie równe. Jedne wciągają i wywołują emocje, inne pozwalają się przez siebie „prześlizgnąć” i choć bywają ciekawe, nie pozostawiają po sobie zbyt wiele. Myślę, że "Chibineko, niezwykła restauracja wspomnień" jest jednym z tych tytułów, które mocno do mnie trafiły i zdecydowanie zapadły mi w pamięć.

Kotoko nie potrafi poradzić sobie po nagłej śmierci brata, za którą się obwinia. Dziewczyna nie umie ruszyć dalej — jej rodzina pogrąża się w apatii i smutku, aż pewnego dnia dociera do niej informacja o niewielkiej restauracji nad brzegiem morza, w której podobno można spotkać swoich bliskich. Choć Kotoko nie wierzy w taką możliwość, postanawia spróbować, chcąc choć na chwilę zbliżyć się do ukochanego brata. Również młody Taiji zmaga się z wyrzutami sumienia po ostatnim spotkaniu z koleżanką, którą zranił. Starszy mężczyzna z kolei czeka na szansę ponownego spotkania z żoną.

Wszystkie te historie prowadzą do jednego miejsca. Mała restauracja w niewielkiej miejscowości, do której prowadzi ścieżka wyłożona muszlami. Niepozorna, łatwa do przeoczenia. W środku — młody mężczyzna i kot. A jednak to właśnie to miejsce pozwala na ostatnie spotkanie, na uporządkowanie myśli, na wybaczenie win. Autorka wspaniale połączyła cztery historie zawarte w tym zbiorze. Po przeczytaniu całości okazuje się, że ten tytuł różni się od wielu innych — nie tylko przybywają tu osoby z zewnątrz, lecz sama restauracja staje się punktem skupiającym w sobie smutek, tęsknotę i ciche oczekiwanie.

Ważnym elementem tych historii są opowieści rozgrywające się wcześniej — to one pozwalają zbliżyć się do bohaterów i naprawdę poczuć ich smutek. Co istotne, poszczególne historie nie są jednakowe i nie opierają się na jednym schemacie. Każda wychodzi od innego doświadczenia, dzięki czemu całość tworzy spójną, płynną opowieść, a nie zbiór oddzielnych opowiadań. I to, co wydaje mi się najważniejsze — właściciele restauracji nie wierzą w jej nadprzyrodzoną moc. Nigdy nie widzieli rzekomo pojawiających się duchów i choć klienci opowiadają o swoich spotkaniach, traktują je raczej jako wytwór wyobraźni niż coś rzeczywiście nadprzyrodzonego.

Podczas lektury można zastanawiać się, czy spotkania ze zmarłymi rzeczywiście mają miejsce. Być może to posiłek, którego bohaterowie próbują, przywołuje wspomnienia pozwalające oczyścić duszę i odnaleźć spokój. Wydaje mi się jednak, że to, czy spotkania z bliskimi są realne, czy pozostają jedynie w sferze wyobraźni, ma tu drugorzędne znaczenie — i właśnie to jest w tych historiach najbardziej poruszające.

Równie ważnym elementem jest sama restauracja — mocno zaakcentowany powód jej powstania oraz założenie, które przyświeca tworzeniu dań. To właśnie one stanowią trzon tej historii i sprawiają, że miejsce, do którego trafiają bohaterowie, staje się bardziej realne, naznaczone emocjami, a nie jedynie ulotnym, mało wiarygodnym punktem na mapie. Dzięki temu można pokusić się o myśl, że taka niewielka restauracja naprawdę istnieje, a nie jest wyłącznie wytworem wyobraźni autora.

Chibineko to krótka lektura, która niesie ze sobą ogrom emocji. Pokazuje trudne chwile z życia bohaterów oraz ich próby poradzenia sobie ze stratą i bólem. Yuta Takahashi doskonale wyważył te historie — uczynił je bardzo realnymi, a jednocześnie nadał im oryginalności na tle innych powieści z tego gatunku. Zarówno burza emocji zawarta w tej książce, jak i sama restauracja stają się niezwykle istotnymi elementami, które wyróżniają tę opowieść i sprawiają, że na mojej liście comfort books zajmuje ona bardzo wysokie miejsce.

 



  • Autor: Yuta Takahashi
  • Tytuł: Chibineko, niezwykła restauracja wspomnień
  • Tytuł oryginalny: ちびねこ亭の思い出ごはん 黒猫と初恋サンドイッチ (Chibinekotei no omoidegohan)
  • Tłumaczenie: Anna Koike-Kamińska
  • Wydawnictwo: Rebis
  • Liczba stron: 208
  • Premiera: 10 luty 2026
Copyright © 2014 Książkowe Wyliczanki , Blogger