Zastanawiam się, czy sięgnęłabym po ten tytuł sama, gdyby nie został wybrany jako lektura na spotkanie klubu książki. Nawet jeśli tak, to pewnie długo czekałby na swoją kolej. I gdybym sięgnęła po niego spontanicznie, na pewno nie próbowałabym go analizować tak, jak w tym przypadku. Mam wrażenie, że byłaby to książka, którą przeczytałabym i dość szybko o niej zapomniała. To zdecydowanie nie jest gatunek, po który sięgam — esej.
Przez cztery pory roku autorka przybliża swoją codzienność, nierozerwalnie związaną z roślinami, które posiada. Ponad siedemdziesiąt kwiatów, zajmujących ogromną przestrzeń zarówno w mieszkaniu, jak i na balkonie, tworzy jej świat. W kolejnych rozdziałach dzieli się z czytelnikiem zarówno drobnymi radościami, jak i smutkiem wynikającym z tej codziennej relacji z roślinami. Wśród tych zwyczajnych wydarzeń pojawiają się także emocje — samotność, żal, poczucie straty, ale również nadzieja i próba odnalezienia się w tym, co przynosi życie.
Często słyszałam, że pisarze słabiej odczuwali pandemię, ponieważ i tak większość czasu spędzali w samotności, pracując z domu. Niestety to nieprawda. Gdy nasz świat się kurczy, spowalnia też nasze pióro. Teksty nie powstają bowiem automatycznie, kiedy mamy chwilę czasu wolnego. Powiedziałabym raczej, że rosną niczym roślina, sycąc się powietrzem.
Miałam dwa podejścia do lektury tego tytułu. Za pierwszym razem sięgnęłam po nią, przeczytałam kilka początkowych rozdziałów i odłożyłam na około tydzień, po którym… właściwie niewiele z nich pamiętałam. Czytało mi się dobrze, ale książka nie wywołała we mnie większych emocji, przez co trudno było mi uchwycić, o czym tak naprawdę jest.
Za drugim razem podeszłam do niej bardziej metodycznie. Po każdym przeczytanym rozdziale robiłam notatki, które pozwoliły mi lepiej przybliżyć się do tekstu, ale też zrozumieć, co autorka mogła chcieć nim przekazać.
Od zakończenia lektury minęły kolejne dwa tygodnie i, nie sięgając do notatek, pamiętam właściwie tylko kilka rzeczy: że autorka miała bardzo dużo kwiatów, że w międzyczasie zmieniła mieszkanie oraz jej relację z matką. I to właśnie ten wątek najmocniej do mnie przemówił.
To, że jej mama się starzeje, a autorka boi się straty, która prędzej czy później nadejdzie, szczególnie utkwiło mi w pamięci.
Mamy wpływ na ograniczoną liczbę rzeczy. Nigdy nie będziemy w stanie w pełni kontrolować innych organizmów żywych. Niektóre rośliny przestają lub zaczynają rosnąć z powodów zupełnie niepojętych dla ludzi, może więc zrzucenie winy za nasłonecznienie, nawodnienie lub wentylację ma sens i służy podnoszeniu ogrodników na duchu, powstrzymuje ich przed obwinianiem samych siebie za kolejne ogrodnicze porażki.
Kiedy sięgam do notatek, przypominają mi się wątki, które wcześniej mi umknęły. Autorka pisze o samotności z czasów pandemii, o trudnych relacjach rodzinnych — szczególnie z okresu dzieciństwa — a także o swojej pracy pisarskiej i związanych z nią problemach, m.in. o pracoholizmie. Wspomina również o spotkaniach ze znajomymi pisarzami oraz przyjaciółką z dzieciństwa.
W każdym z rozdziałów, w każdym wspomnieniu i elemencie codziennego życia obecny jest motyw roślin — opieki nad nimi, nowych zakupów, ale też walki o przetrwanie tych, które z różnych powodów zaczynają obumierać.
Zarówno podczas lektury, jak i po jej zakończeniu zastanawiałam się, jaki był cel powstania tej książki. Autorka opowiada o kwiatach, ale nie jest to klasyczny przewodnik po ich pielęgnacji — trudno wyciągnąć z niej konkretne porady. Jednocześnie znajdziemy tu wiele wspomnień, codziennych emocji i problemów, z którymi się mierzy.
Mam wrażenie, że ta książka była w pewien sposób oczyszczająca dla samej pisarki. Być może miała też być formą drogowskazu dla innych, jednak nie każdy czytelnik będzie w stanie się z nią utożsamić.
Myślę też, że warto spojrzeć na tę książkę w szerszym kontekście literatury koreańskiej. To tytuł, który dobrze wpisuje się w nurt tzw. „healing literature” — spokojnych, refleksyjnych historii skupionych na emocjach i codzienności. Różni się jednak od wielu innych książek tego typu tym, że nie oferuje klasycznej fabuły ani wyraźnie zarysowanej historii bohaterów. To raczej zbiór myśli i doświadczeń, które nie są „opakowane” w konkretną narrację. I choć rozumiem, skąd wynika taka forma i jaki ma cel, to właśnie ten brak fabularnego punktu zaczepienia sprawił, że trudniej było mi się z nią związać i zapamiętać ją na dłużej.
Rośliny zamieszkujące moje mieszkanie mają więc wiele różnych "domków". Niektóre są przyciasne, inne zbyt wilgotne albo wyblakłe, ale co ważne, lokatorzy potrafią dostosować się do panujących w nich warunków. Rośliny pokazują tym samym, że różnice to nie wady, a jedynie warunki.
Lubię rośliny — sama mam w domu kilkanaście kwiatów. Niektóre są ze mną od dawna, inne trafiają do mnie tylko na krótki czas, bo coś ewidentnie im u mnie nie odpowiada. Nie mam jednak z nimi aż tak głębokiej relacji — cieszę się, że są, smuci mnie, gdy się „nie dogadujemy”, ale nigdy nie myślałam o nich w taki sposób jak autorka. Może właśnie dlatego ten tytuł do mnie nie trafił.
To była lekka, przyjemna lektura, ale wiem, że minie niewiele czasu, a jedyne, co będę w stanie o niej powiedzieć, to że była o roślinach i codzienności autorki. To nie jest książka dla mnie — co nie znaczy, że nie znajdzie swoich czytelników.
- Autor: Kim Keum Hee
- Tytuł: Rok wśród kwiatów
- Tytuł oryginalny: 식물적 낙관 (sigmuljeog naggwan)
- Tłumaczenie: Klaudia Szary
- Wydawnictwo: W.A.B.
- Liczba stron: 240
- Premiera: 12 listopad 2025


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Dziękuję za każdy zostawiony komentarz.