Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura koreańska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura koreańska. Pokaż wszystkie posty

3/22/2026

Co czuje "Przebudzona" Choi Eunyung

Co czuje "Przebudzona" Choi Eunyung

Dziś przychodzę do Was z moimi wrażeniami po lekturze książki, która raczej rzadko trafia na moją czytelniczą półkę – literatury dziecięcej. To jednocześnie jeden z nielicznych przekładów literatury koreańskiej skierowanych do młodszego czytelnika. Książka miała swoją premierę dosłownie kilka dni temu, a ja z chęcią opowiem o moich wrażeniach – zarówno jako dorosła czytelniczka, jak i próbując spojrzeć na tę historię oczami dziecka.

Ihyon budzi się w miejscu, które najprawdopodobniej jest szpitalem. Nad sobą widzi grupę obcych osób w białych kitlach. Dziewczynka nie do końca rozumie, dlaczego się tu znajduje – próbuje uchwycić okruchy wspomnień, które stopniowo wracają do jej głowy. Z czasem okazuje się, że przeszła poważną operację mózgu. Gdy wraca do domu, coś zaczyna się jednak nie zgadzać – rzeczywistość wydaje się inna niż ta zapisana w jej pamięci. Rodzice i siostra bliźniaczka są wobec niej niezwykle mili, ale w jej wspomnieniach wszystko wyglądało odrobinę inaczej.

Książka zdecydowanie przyciąga uwagę już na pierwszy rzut oka. Jest pięknie wydana – ma grube strony, dużą czcionkę i liczne ilustracje autorstwa Park Hyunji, ilustratorki z bogatym dorobkiem. To wszystko sprawia, że młodszy czytelnik nie powinien mieć problemu z lekturą. Publikacja skierowana jest do dzieci w wieku około 10 lat – podobnie jak bohaterka tej historii, co dodatkowo ułatwia utożsamienie się z nią.

Autorka buduje historię na wyraźnej nucie niepewności i tajemnicy. Poznajemy ją z perspektywy Ihyon – młodej dziewczynki, która próbuje odnaleźć się w rzeczywistości, której nie rozumie. Nie potrafi wyjaśnić, skąd biorą się jej wspomnienia, które nie zgadzają się z tym, co mówią jej rodzice i dziadkowie. Równie obcy wydaje się świat, w którym przyszło jej żyć – nowoczesny, a jednocześnie znacznie bardziej zharmonizowany z naturą, niż zapamiętała. To zderzenie sprawia, że bohaterka czuje się zdezorientowana i zagubiona. Razem z siostrą próbuje dojść do prawdy i zrozumieć, co tak naprawdę się wydarzyło.

Czytając tę historię, zastanawiałam się, jak odbierze ją młodszy czytelnik. Choć mnie samej zabrakło kilku odpowiedzi na pytania, które pojawiały się w trakcie lektury, uważam, że sposób, w jaki autorka prowadzi narrację, jest bardzo angażujący. To opowieść, która wciąga i sprawia, że chce się czytać dalej, by odkryć, co tak naprawdę się wydarzyło.

Z pewnością młodszy czytelnik, do którego skierowana jest ta książka, zwróci uwagę na nieco inne elementy tej historii. Nie będzie zagłębiał się tak bardzo w kwestie, które dla dorosłego odbiorcy wynikają z jego doświadczeń i życiowej perspektywy. Myślę jednak, że to bardzo ciekawa propozycja dla młodszych czytelników – tym bardziej, że autorka przemyca w tej opowieści dwa niezwykle ważne, współczesne tematy.

Wraz z rozwojem historii pojawiają się ważne zagadnienia związane z ochroną przyrody, życiem w zgodzie z naturą oraz rezygnacją z wygody na jej rzecz. Autorka pokazuje, że w świecie, w którym przyszło żyć Ihyon, możliwe jest połączenie tych dwóch podejść.

Drugim istotnym tematem jest przedłużanie życia i jego konsekwencje. Choroby, które we współczesnym świecie wciąż pozostają nieuleczalne, za kilkanaście czy kilkadziesiąt lat mogą stać się łatwe do wyleczenia. Ale czy obudzenie się w nowej rzeczywistości – w świecie pełnym zmian, z odmienioną rodziną, a czasem nawet bez niej – rzeczywiście jest dobrą ceną za życie? Co w takiej sytuacji okazuje się ważniejsze dla człowieka postawionego przed faktem dokonanym? Jak odbierze te kwestie młody czytelnik? Z pewnością inaczej niż ja, ale uważam, że samo poruszenie tych tematów jest bardzo wartościowe.

Sama czytałam tę historię z dużą ciekawością, a w pewnym momencie zakręciła mi się w oku łza. Sposób narracji i elementy historii wciągają, wywołują ciekawość i sprawiają, że chce się poznać jej zakończenie. Bez względu na to, czy sięgnie po nią młodszy, czy starszy czytelnik, z pewnością przeczyta ten tytuł z przyjemnością. Dlatego uważam, że to lektura warta uwagi i z pewnością będę polecać ją dzieciom wśród rodziny i znajomych.


  • Autor: Choi Eunyung
  • Tytuł: Przebudzona
  • Tytuł oryginalny: 해동 인간 (haedong ingan)
  • Tłumaczenie: Dominika Chybowska-Jang
  • Wydawnictwo: Kropka
  • Liczba stron: 176
  • Premiera: 18 marzec 2026

3/18/2026

Warto czy nie sięgnąć po "Legenda o łowczyni demonów" Esther Park

Warto czy nie sięgnąć po "Legenda o łowczyni demonów" Esther Park


Choć książek koreańskich autorów na polskim rynku pojawia się na rynku coraz więcej, ta wyróżnia się na tle znanych już motywów i gatunków. Historia osadzona została w realiach historycznej Korei z czasów dynastii Joseon, a jednocześnie bardzo mocno akcentuje elementy fantastyczne. Na okładce można znaleźć porównania do zeszłorocznego przeboju Netfliksa K-popowe łowczynie demonów oraz do filmu Mulan. Byłam więc ciekawa, czy w tej historii odnajdę podobne wątki i czy wciągnie mnie tak bardzo, jak oba te tytuły.

Bin Seomun od najmłodszych lat przyciąga do siebie demony, które niejednokrotnie zagrażały jej najbliższym. Z tego powodu od lat żyje na uboczu, jakby zapomniana przez własną rodzinę. Obecnie poluje na demony, które stają na jej drodze, ponieważ wierzy, że gdy zgromadzi odpowiednią liczbę ich „dusz”, będzie mogła wreszcie uwolnić się od swojego przeznaczenia.

Eunho natomiast jest najbardziej pożądanym kawalerem w stolicy. Jako lojalny sługa króla próbuje odkryć spisek rodzący się na dworze. Los sprawia jednak, że drogi tych dwojga niespodziewanie się przecinają. Wspólna, trudna sytuacja sprawia, że bohaterowie zaczynają powoli odkrywać zapomniane wspomnienia. 

W historię bardzo łatwo się wchodzi — język jest płynny i lekki, dzięki czemu kolejne strony czyta się z dużą swobodą. Początkowo, poznając bohaterów, ich historie i kolejne wydarzenia, miałam wręcz wrażenie, jakbym oglądała historyczną dramę. Pojawiają się tu dobrze znane motywy: zerwane przeznaczenie, klątwa oraz uczucia powracające mimo wielu przeciwności losu.

Równolegle rozwija się wątek spisku na królewskim dworze — doradcy, który próbuje uczynić z króla jedynie marionetkę. Wszystkie te elementy bardzo dobrze współgrają z historiami, które miałam już okazję oglądać w koreańskich dramach.

Warto też zwrócić uwagę na wątki mitologiczne, które autorka wplata w fabułę. W książce pojawiają się postacie i motywy zaczerpnięte z koreańskich wierzeń dotyczących świata zmarłych. Jedną z nich jest Yeomra – władca zaświatów i jeden z sędziów piekielnych, który w tradycji koreańskiej odpowiada za osądzanie dusz po śmierci. Pojawiające się w historii kręgi piekielne, demony oraz posłańcy śmierci mają swoje źródła w koreańskim szamanizmie i buddyjskich wyobrażeniach zaświatów. Dzięki temu elementy fantastyczne w powieści nie są całkowicie wymyślone – w dużej mierze nawiązują do tradycyjnych wierzeń i mitologii Korei.

Moje początkowe pozytywne wrażenia nieco rozbiły się jednak o końcówkę tej historii, w której element fantastyczny zaczyna dominować nad wszystkim innym. Dążenie do finału i kulminacyjna scena sprawiły, że moje dobre odczucia trochę opadły, a sama książka w mojej ocenie spadła o kilka stopni. Mam wrażenie, że w pewnym momencie pojawia się tu po prostu zbyt wiele fantastyki. Postacie okazują się kimś zupełnie innym, niż można było początkowo przypuszczać, a kolejne odkrycia coraz bardziej komplikują historię. Jednym słowem — moim zdaniem autorka trochę „przedobrzyła”.

Wydaje mi się również, że pojawia się tu trochę za dużo elementów w stylu „zabili go i uciekł”. Bohaterowie przeżywają niezwykle dramatyczne wydarzenia, poświęcają się i stają w obliczu śmiertelnego zagrożenia, a jednak ostatecznie wszystko dobrze się kończy i znajdują swoje szczęśliwe zakończenie. W pewnym momencie zaczęło to sprawiać wrażenie nieco naiwnego rozwiązania fabularnego. Być może wynika to z faktu, że książka skierowana jest przede wszystkim do młodszego czytelnika.

Myślę jednak, że historia może się podobać w różnym stopniu, w zależności od tego, czego szuka się w tej książce. Osobiście, po początku tej opowieści, miałam nadzieję na ciekawą powieść historyczną z elementami fantastyki, koreańskich wierzeń, demonów i świata alternatywnego. Dla osób, które mniej interesują się historią, a bardziej fantastyką, odbiór tej opowieści może być jednak zupełnie inny.




  • Autor: Park Esther
  • Tytuł: Legenda o łowczyni demonów
  • Tytuł oryginalny: 벽사아씨전 (byeogsaassijeon)
  • Tłumaczenie: Klaudia Szary
  • Wydawnictwo: Time4ya
  • Liczba stron: 320
  • Premiera: 11 listopad 2025

3/01/2026

Czy można znaczyć "Mniej niż nic" Elizabeth Kim

Czy można znaczyć "Mniej niż nic" Elizabeth Kim



Dawno nie czytałam książki nasyconej tak wielką ilością trudnych emocji. Mimo niepozornych rozmiarów, historia opowiadana przez narratorkę — przedstawiająca jej losy od najmłodszych lat — niesie ze sobą ogromny emocjonalny ciężar. To opowieść o dziecku narodzonym ze związku Koreanki i Amerykanina, od pierwszych chwil odrzucanym przez wszystkich poza własną matką. Zastanawiam się, jak wielką siłę trzeba w sobie mieć, by przetrwać wszystko, co wydarzyło się w jej życiu.

Na niespełna dwustu stronach autorka, a zarazem narratorka, przedstawia swoje losy — najpierw w Korei Południowej, a później w Stanach Zjednoczonych. W sposób prosty, a jednocześnie subtelny ukazuje życie, jakie ją spotkało. Odrzucona przez koreańskie społeczeństwo, ponieważ jej matka związała się z obcym — Amerykaninem — ona sama została uznana za nieczłowieka (honhyŏl). Wraz z matką żyły na skraju wioski, pogardzane przez innych, nawet przez własną rodzinę. Dziecięce wspomnienia nie pokazują wprost ogromu przemocy, jaka miała wówczas miejsce, lecz bardzo wiele można doczytać między wierszami.

Wiele elementów tej historii przeraża; jednym z nich jest z pewnością śmierć jej matki (ommy), której narratorka była świadkiem jako kilkulatka. Zabili ją najbliżsi — ojciec i brat matki. To wydarzenie odcisnęło się na niej na całe życie. Sama również otarła się o śmierć, jednak przebłysk człowieczeństwa u ciotki sprawił, że trafiła do sierocińca, a następnie została adoptowana przez rodzinę w Stanach Zjednoczonych.

Można mieć nadzieję, że po trafieniu do sierocińca, a następnie do Stanów Zjednoczonych, jej życie wreszcie nabrało lepszego kierunku. Nic bardziej mylnego. Przetrzymywanie dzieci w małych kojcach w placówce prowadzonej przez misjonarzy wywołało u niej klaustrofobię, która towarzyszyła jej w późniejszym życiu, a adopcja przez parę skrajnie ortodoksyjnych chrześcijan przyniosła kolejne lata upokorzeń i traumy. Autorka opisuje te wydarzenia z dużą szczerością, starając się nie oceniać — jedynie pokazuje, jak wpłynęły na nią samą i jakimi konsekwencjami odbiły się w dorosłym życiu.

Myślę, że książka miała dla autorki w pewnym stopniu działanie uzdrawiające. Poprzez opowiedzenie swojej historii mogła ponownie zmierzyć się z bolesnymi doświadczeniami. Jednocześnie wiele z nich opisuje nie z perspektywy dorosłej osoby, lecz oczami dziecka — dziecka, które szukało jedynie akceptacji i miłości, a wielokrotnie doświadczało odrzucenia i trudnych emocji. Podczas lektury nie raz i nie dwa miałam ochotę potrząsnąć dorosłymi bohaterami, uświadomić im, że ich działania niszczą dziecięcą duszę i pozostawiają wiele niewidocznych ran.

Jedynym dobrym wspomnieniem, które bohaterka pielęgnowała, był czas spędzony z ommą — chwile, w których czuła się kochana i bezpieczna. Nawet to jednak próbowano jej później odebrać. Nowi rodzice wielokrotnie wmawiali jej, że omma smaży się w piekle, ponieważ nie wierzyła w Jezusa, że była złą, rozwiązłą kobietą, która popełniła samobójstwo. Czy dla kilkuletniego dziecka, a później nastolatki, może istnieć coś bardziej okrutnego?

Elizabeth Kim nie miała imienia przed adopcją. Jej matka nazywała ją jedynie pieszczotliwie „małą dziewczynką”, nigdy jednak nie nadano jej prawnego imienia. Nie wie, kiedy się urodziła ani ile dokładnie ma lat. Nie zna imienia matki ani ojca. To, co przywołuje w książce, to wspomnienia kilkuletniego dziecka, które wie, że ma matkę, dziadka i wuja, lecz nie zna ich imion. Dokładnie to samo widnieje w jej dokumentacji adopcyjnej.

Ciotka, przyprowadzając ją do sierocińca, stwierdziła, że to obce dziecko, które znalazła na drodze. Takie historie naprawdę się zdarzały. Po wojnie koreańskiej było wiele takich dzieci — porzuconych, często zabijanych. Ich niechciane życie nikogo nie obchodziło. Historia autorki pokazuje tylko jedno istnienie. A ile z nich zostało sprzedanych jako niewolnicy? Taki los mógł spotkać również Elizabeth. W XX wieku wciąż działy się takie rzeczy.

Kolejnym niezwykle oburzającym elementem tej historii jest rzeczywistość w Stanach Zjednoczonych, w której dziewczynka — już od początku nosząca w sobie poczucie bycia gorszą — została w tym przekonaniu utwierdzona przez nowych rodziców. Wiedziała, że powinna być wdzięczna za „uratowanie” z pogańskiego kraju, że powinna cierpieć razem z Jezusem, a jednocześnie przez całe lata żyła w lęku, że jeśli zrobi coś źle, zostanie odesłana. Do tej pory nie zaznała bowiem prawdziwego poczucia bezpieczeństwa — zniknęło ono wraz ze śmiercią matki.

Szczególnie adopcyjna matka jawiła mi się jako osoba, która bezapelacyjnie nie powinna mieć styczności z dziećmi. To podporządkowanie się oczekiwaniom rodziców sprawiło zresztą, że jako nastolatka wyszła za sadystycznego mężczyznę. Niewiele w jej życiu zostało oszczędzone.

Mniej niż nic to książka niosąca ze sobą ogromny ładunek trudnych, bolesnych emocji. Jej lektura nie jest łatwa i pozostawia po sobie poczucie czegoś złego — ciężaru, który nie znika wraz z przewróceniem ostatniej kartki. Polski tytuł różni się od oryginału, który brzmi Tysiąc smutków i być może trafniej oddaje koleje losu autorki.

Dopiero pod koniec pojawia się jedna krótka chwila, przynosząca jej ukojenie: młoda Koreanka, spotkana w restauracji, ukłoniła się jej — gest prosty, a jednocześnie przełomowy. Dla autorki, już jako dorosłej kobiety, był to moment katharsis po latach opluwania, rzucania kamieniami i traktowania jej jak podczłowieka.



  • Autor: Kim Elizabeth
  • Tytuł: Mniej niż nic
  • Tytuł oryginalny: The Thousand Sorrows
  • Tłumaczenie: Danuta Górska
  • Wydawnictwo: Świat Książki
  • Liczba stron: 196
  • Premiera: 22 październik 2002

2/18/2026

Surrealizm w "Brokułowy cios" Lee Yuri

Surrealizm w "Brokułowy cios" Lee Yuri


Zaintrygował mnie tytuł tego zbioru, dlatego postanowiłam przyjrzeć mu się bliżej. Autorka, urodzona na początku lat 90., opublikowała Brokułowy cios w 2021 roku — był to jej literacki debiut. Książka składa się z ośmiu opowiadań, które na różne sposoby opowiadają o problemach współczesnych Koreańczyków, choć bez trudu można spojrzeć na nie z szerszej, uniwersalnej perspektywy. Pisarka sięga po surrealizm, wplatając w te historie motywy nadprzyrodzone.

W opowiadaniach składających się na Brokułowy cios pojawiają się bardzo różnorodne, często zaskakujące motywy fabularne. Autorka opisuje między innymi historię prochów ojca, które w nieoczekiwany sposób zaczynają funkcjonować jako roślina, bohatera, którego ręka zamienia się w brokuł, czy człowieka prowadzącego rozmowy z kamieniami. W innych tekstach pojawiają się kosmici ingerujący w codzienność ludzi oraz motyw niewidzialności, który zmienia sposób postrzegania świata przez bohaterów. 

W moich dotychczasowych doświadczeniach z literaturą koreańską rzadko trafiałam na motywy, które można jednoznacznie zaliczyć do fantastyki, dlatego twórczość Lee Yuri od razu skojarzyła mi się z prozą Bory Chung. O ile jednak Chung często sięga po elementy niepokojące, przerażające czy wręcz obrzydliwe, o tyle Yuri wybiera znacznie łagodniejsze środki wyrazu. W jej opowiadaniach dominują motywy roślinne i zwierzęce, choć pojawiają się również kosmici — zawsze jednak w służbie emocji, a nie szoku.

Opowiadania zawarte w zbiorze w różnym stopniu przypadły mi do gustu — jedne przyciągały moją uwagę mocniej, inne nieco słabiej. Tytułowy „Brokułowy cios” nie należy do moich ulubionych tekstów, znacznie bardziej poruszyły mnie historie takie jak „Dryfując”, „Cień paznokcia” czy „Płaski świat”. Mam jednak poczucie, że każde z opowiadań może znaleźć swojego odbiorcę, bo każde dotyka innych problemów społecznych i emocjonalnych, pokazując je z odmiennej perspektywy.

Autorka porusza w swoich opowiadaniach tematy samotności, utraty bliskich, zmagań z własnymi pragnieniami oraz poszukiwania życiowej drogi. Między wierszami pojawiają się jednak także bardziej pozytywne emocje — miłość, przywiązanie, potrzeba bliskości. Patrząc na zbiór jako całość, widać, że choć poszczególne teksty są bardzo różne, łączą je wspólne elementy i wrażliwość, które spajają całą książkę. I choć może się wydawać, że poruszana tematyka — zwłaszcza w zestawieniu z surrealnymi motywami — będzie ciężka czy wręcz depresyjna, sposób narracji sprawia, że opowiadania pozostają zaskakująco lekkie i przyciągające uwagę.

Brokułowy cios to zbiór, który na pierwszy rzut oka może sprawiać wrażenie lekkiego zestawienia surrealistycznych opowiadań. Dopiero po chwili głębszego zastanowienia wyraźnie czuć jednak, że autorka pokazuje dobrze znany, współczesny koreański świat oraz bohaterów mierzących się z codziennymi problemami, z którymi nie zawsze potrafią sobie poradzić. Sposób ujęcia tych trudnych tematów zdecydowanie zasługuje na uwagę, a obecność elementów fantastycznych sprawia, że książka wyraźnie wyróżnia się na tle innych, dotychczas poznanych przeze mnie tytułów z literatury koreańskiej. 




  • Autor: Lee Yuri
  • Tytuł: Brokułowy cios
  • Tytuł oryginalny: 브로콜리 펀치 (beulokolli peonchi)
  • Tłumaczenie: Zuzanna Olszewska
  • Wydawnictwo: ArtRage
  • Liczba stron: 241
  • Premiera: 13 maj 2025

1/14/2026

Czy wiesz czemu "Nie mówię żegnaj" Han Kang

Czy wiesz czemu "Nie mówię żegnaj" Han Kang


To nie było moje pierwsze spotkanie z twórczością Han Kang, choć od lektury poprzedniej powieści autorka została laureatką Literackiej Nagrody Nobla. W Polsce doczekaliśmy się już pięciu tytułów jej autorstwa, w tym najbardziej znanej, a zarazem najbardziej kontrowersyjnej Wegetarianki. Tym razem sięgnęłam po Nie mówię żegnaj — powieść, w której pisarka przybliża masakrę na wyspie Czedżu z 1948 roku.

Historia rozpoczyna się w Seulu, gdzie narratorka przeżywa trudny okres. Wiadomość o hospitalizacji dawno niewidzianej przyjaciółki oraz prośba o pomoc stają się początkiem podróży — nie tylko przez Koreę, lecz także przez historię. Wszystko rozgrywa się zimą, pośród zawiei, ton śniegu i mroku. To właśnie tam, na granicy jawy i snu, narratorka zaczyna odkrywać przeszłość.

Uświadomiłam sobie wtedy wyraźnie, jak bardzo krucha jest nasza egzystencja. Jak łatwo można zniszczyć i unicestwić skórę i mięśnie, organy wewnętrzne i kości, ludzkie życie. Wystarczy jedna decyzja. 

Ta książka nie jest oczywista — łączy różne gatunki i rozpoczyna się w miejscu, które w żaden sposób nie zapowiada dalszego rozwoju historii. Twórczość Han Kang po raz kolejny okazuje się niejednoznaczna. Autorka często w sposób zawoalowany dociera do tematów, które dopiero z czasem stają się głównym wątkiem, a bywa i tak, że po namyśle na pierwszy plan wysuwa się coś zupełnie innego. W tej historii, obok masakry pojawiającej się na kartach powieści, równie istotne stają się kobiety — to one zajmują tu szczególne miejsce. Kobiety współczesne: narratorka i jej przyjaciółka; kobiety z przeszłości: matka czy kobieta, która była świadkiem wydarzeń na plaży. To kobiety zostają, czuwają i pamiętają. To one poszukują — bliskich osób, ale też odpowiedzi.

Istotna okazuje się oniryczna warstwa tej powieści. Narratorka, docierając na wyspę Czedżu i do domu przyjaciółki, stopniowo oddala się od rzeczywistości. W pewnym momencie wydarzenia, rozmowy i pojawiające się postacie sprawiają, że trudno jednoznacznie określić, co jest prawdą, a co majakiem. Autorka pozwala czytelnikowi błądzić na granicy jawy i snu, zastanawiając się, co tak naprawdę się wydarzyło — a zwłaszcza, jak interpretować zakończenie tej książki i gdzie przebiega granica prawdy.

- Nawet niemowlęta?

- Chodziło w końcu o to, żeby wszystkich wybić.

- Kogo chcieli wybić?

- Czerwonych.

Tym, co w bieżących wydarzeniach wydaje się najbardziej realne, są wspomnienia sprzed ponad pół wieku, coraz mocniej wdzierające się w teraźniejszość. Wycinki z gazet, rozmowy ze świadkami tamtych wydarzeń — pojedyncze nitki, które stopniowo łączą się w obraz niewyobrażalnego ogromu przemocy: ludobójstwa całych wiosek dokonywanego w imię walki z komunizmem. Autorka przytacza wspomnienia, od których trudno uciec — obrazy, które zostają w pamięci i po raz kolejny zmuszają do refleksji nad ludzkim zwyrodnieniem.

Mimo to wyciągam drżącą rękę i podnoszę okładkę. Wertuje zdjęcia przedstawiające kości w wielgachnych plastikowych koszach, posortowane według części ciała. Tysiące piszczeli. Tysiące czaszek. Dziesiątki tysięcy żeber ułożonych w stosy. Setki drewnianych pieczęci, sprzączek skórzanych pasków, guzików z gimnazjalnych mundurków, srebrnych szpil do włosów o rozmaitej długości i grubości, szklanych kulek do gry, które wyglądają, jakby zawierały skrzydła. Na ponad czterystu stronach rozproszone są właśnie takie zdjęcia. 

Nie mówię żegnaj to historia niełatwa w odbiorze, łącząca świat bardziej i mniej rzeczywisty, by na swój własny sposób opowiedzieć o niezwykle trudnych czasach ludobójstwa na wyspie Czedżu. To zarazem powieść ukazująca ogromną siłę kobiet — tych, które do końca walczą, do końca szukają i nie poddają się w dążeniu do prawdy o przeszłości. Sposób narracji sprawia, że wiele wydarzeń możemy jedynie rekonstruować i domyślać się ich sensu, a autorka pozostawia czytelnika z niedopowiedzeniami. Ta książka wymaga wiele od swojego odbiorcy, ale jednocześnie wiele mu oddaje. Myślę, że warto ją poznać.

 


  • Autor: Han Kang
  • Tytuł: Nie mówię żegnaj
  • Tytuł oryginalny: 작별하지 않는다 (jagbyeol insaleul haji maseyo)
  • Tłumaczenie: Justyna Najbar-Miller
  • Wydawnictwo: W.A.B.
  • Liczba stron: 384
  • Premiera: 24 styczeń 2024

1/07/2026

Czym naprawdę jest "Ptak" Oh Jeonghui

Czym naprawdę jest "Ptak" Oh Jeonghui

Oh Jeonghui to jedna z najwybitniejszych współczesnych pisarek koreańskich, znana przede wszystkim z mistrzowskich opowiadań, w których z niezwykłą precyzją portretuje emocje, relacje rodzinne i doświadczenie dorastania w świecie naznaczonym brakiem bezpieczeństwa. Ptak jest dla niej szczególnym tytułem – to pierwsza powieść napisana po latach pracy w krótkiej formie, wyraźnie czerpiąca z jej dotychczasowych literackich doświadczeń, ale jednocześnie otwierająca nowy etap twórczości. Dla polskich czytelników Ptak stanowi kolejną wydaną w Polsce książkę autorki, po zbiorze Miłość zeszłej jesieni i inne opowiadania, a jego polska premiera miała miejsce 22 marca 2010 roku.

Historia osadzona w latach 90. w Seulu ukazuje losy dwójki rodzeństwa – U-mi i U-ila. Już od najmłodszych lat dzieci są podrzucane przez ojca bliższym lub dalszym krewnym, gdzie zamiast opieki spotykają je jedynie połajanki i brak zrozumienia. W pewnym momencie ojciec zabiera je z powrotem do domu, w którym związał się z inną kobietą. Ten powrót mógłby wydawać się nowym początkiem, w rzeczywistości okazuje się jednak jedynie krótkim wytchnieniem przed kolejnymi trudnymi doświadczeniami, jakie czekają bohaterów. Opowieść prowadzona jest z perspektywy dziewczynki – U-mi, która stopniowo przejmuje rolę opiekunki młodszego brata i jednocześnie zmuszona jest zadbać sama o siebie.

Ze snu wyrwał nas hałas. Stół zastawiony brudnymi talerzami i pustymi butelkami został przeniesiony w dalszy kąt pokoju. Pana Lee nigdzie nie było. Ojciec bił kobietę po twarzy pięściami. Mówił do niej cichym głosem przez zaciśnięte zęby: "A teraz widzę, jaka naprawdę jesteś! Nadal chcesz flirtować z innymi mężczyznami, uwodzić ich!" 

Historia nie należy do długich, a jednak mieści w sobie niezwykle dużo emocji, z których wiele jest trudnych do udźwignięcia. Losy dwójki dzieci odsłaniają okrutny świat, w którym dorośli rzadko biorą odpowiedzialność za najmłodszych. Życie w wynajmowanym pokoju, pośród innych mieszkańców domu, z jednej strony daje możliwość podglądania cudzych codzienności. Z drugiej — choć wszyscy funkcjonują we wspólnej przestrzeni, każdy nosi własne sekrety i własne sprawy, na tyle ważne, by nie angażować się w los innych.

Dla polskiego czytelnika może być trudne do zrozumienia, jak w latach 90., a więc całkiem niedawno, dwoje dzieci mogło mieszkać zupełnie samotnie i nie wzbudzać przy tym większego zainteresowania otoczenia. A jednak do takiej sytuacji w pewnym momencie dochodzi. Początkowo nowa partnerka ojca, która staje się macochą rodzeństwa, daje dzieciom namiastkę normalności. Choć sama jest bardzo młoda, w pewnym sensie staje się dla nich punktem odniesienia — szczególnie dla U-mi. Niedługo potem kobieta jednak znika, ojciec wraca do pracy, a dzieci zostają same na długie tygodnie.

Ojciec nie wrócił do domu. U-il i ja byliśmy całymi dniami sami. Mieliśmy tylko telewizor, który mogliśmy oglądać, kiedy tylko chcieliśmy oraz klucze do domu. 

Losy dzieci, choć początkowo mogą sprawiać wrażenie niespecjalnie odbiegających od codziennej normalności, wraz z rozwojem fabuły stają się coraz bardziej niepokojące. Ta historia przypomina równię pochyłą, po której bohaterowie zsuwają się coraz szybciej, a ich życie ulega stopniowemu wypaczeniu. Kolejne wydarzenia odsłaniają nie tylko głęboko zaburzone relacje panujące w domu, lecz także mechanizm autodestrukcji, w który dzieci zostają wciągnięte. Całość osadzona jest dodatkowo w kontekście kultury koreańskiej, która w nieco odmienny sposób interpretuje i wartościuje niektóre kwestie społeczne.

Podczas lektury bohaterowie nie dają się łatwo polubić. Oczywiście dzieci i ich wyborów nie sposób jednoznacznie ocenić — wychowując się właściwie bez opieki, czerpią wzorce z każdego dostępnego źródła, bardzo często zupełnie niewłaściwego. Budzili we mnie ogromne współczucie. Znacznie większy problem miałam jednak z dorosłymi. Choć wokół dzieci było ich wielu, nikt tak naprawdę nie okazał realnego zainteresowania ich losem. Najdobitniej widać to na przykładzie pracownicy socjalnej, która być może początkowo chciała pomóc, lecz gdy U-mi kilkakrotnie ją przechytrzyła, nie podjęła już próby rzeczywistej interwencji.

U-il nie potrafił nauczyć się tabliczki mnożenia. Nie odrobił nawet pracy domowej którą mu zadałam. Stawianie go do kąta z rękami podniesionymi do góry czy bicie po rękach nie pomagało, zaczęłam więc dawać mu klapsy i kazałam kłaść się na podłodze. Jestem jego siostrą, więc muszę odgrywać zarówno rolę nauczyciela, jak i matki. 

Im bliżej końca, tym historia staje się coraz mroczniejsza i wyraźnie zmierza ku trudnemu finałowi. Młodzi bohaterowie, pozostawieni sami sobie, dokonują wyborów prowadzących stopniowo do samodestrukcji. U-mi, przejmując rolę opiekunki młodszego brata, sięga po przemoc, powielając wzorce obserwowane u dorosłych, natomiast U-il zaczyna spędzać czas w towarzystwie młodocianych gangów. Choć oboje są jeszcze bardzo młodzi, życie zmusza ich do podejmowania decyzji, które powinny należeć do świata dorosłych.

Z przerażeniem zdałam sobie sprawę, że codziennie wieczorem cały nas czas spędzamy w ciszy w pokoju. Nic nie robimy, tylko siedzimy. U-il garbi się i trzyma swoje ręce głęboko w kieszeniach spodni, spoglądając na mnie z przygnębieniem. 

Ptak to książka ukazująca świat trudny do oswojenia, w którym bohaterowie, pozostawieni sami sobie, nie potrafią dokonywać właściwych wyborów. Choć są otoczeni dorosłymi, ich życie naznaczone jest głęboką samotnością. To przejmujący obraz realiów lat 90., w których przyszło im dorastać. Autorka nie unika trudnych, momentami wstrząsających scen — obrazów, które zostają z czytelnikiem na długo i prowokują do refleksji nie tylko nad losem dwójki młodych bohaterów, lecz także nad odpowiedzialnością dorosłych, którzy ich otaczają.




  • Autor: Oh Jeonghui
  • Tytuł: Ptak
  • Tytuł oryginalny: 새 (sae)
  • Tłumaczenie: Marzena Stefańska
  • Wydawnictwo: Kwiaty Orientu
  • Liczba stron: 136
  • Premiera: 22 marzec 2010

12/03/2025

Dokąd prowadzi "Matczyna droga" Pak Wanso

Dokąd prowadzi "Matczyna droga" Pak Wanso


Historia, w której Pak Wanso odwołuje się do własnych doświadczeń, tworzy w Korei trzyczęściowy cykl. W Polsce ukazała się dotąd tylko jego pierwsza część – Matczyna droga, wydana przez Wydawnictwo Dialog. Nowe wydanie z 2020 roku ponownie zwróciło uwagę czytelników na ten tytuł, choć po raz pierwszy pojawił się on na polskim rynku już w 1999 roku. To wszystko to jednak jedynie kontekst wydawniczy, który niewiele mówi o samej opowieści – a ta przenosi nas wiele lat wstecz, do czasów, gdy Korea wciąż była jednym, niepodzielonym państwem.

Bohaterką powieści jest dziewczynka urodzona i wychowana w małej wiosce Pakchokkol, znajdującej się dziś na terenie Korei Północnej. Gdy miała zaledwie osiem lat, matka zabrała ją z rodzinnego domu i przeniosła na przedmieścia Seulu, by mogła stać się „kobietą nowoczesną”. Narratorka nie rozumiała wówczas, co to właściwie znaczy, ani dlaczego musi porzucić znany sobie świat i zamieszkać w slumsach rozciągających się na obrzeżach stolicy. Z dziecięcą wrażliwością opisuje jednak rzeczywistość, w której przyszło jej dorastać, a przede wszystkim portretuje własną matkę — obraz utkwiły w pamięci dziecka, pozwalający choć trochę zrozumieć drogę Koreańczyków ku lepszemu życiu.

- Mamo, to nie tak, tak nie można. Czas posłać dziecko do szkoły.

- Do szkoły? Dzieciaka ze wsi posyłać do szkoły?!

- Tak, mamo, dzieciak ze wsi też powinien coś umieć.

- A ty? Po coś niby pojechała do tego miasta, co? Dorobiłaś się czegoś? Woda sodowa ci uderzyła! Po co ty chcesz posyłać do szkoły to dziecko? 

Lekturę tej powieści można pochłonąć w jeden wieczór, a może nawet szybciej. To zaledwie 150 stron, na których wydawnictwo zdecydowało się na dużą czcionkę oraz powtarzany na każdej stronie tytuł — zarówno po polsku, jak i w hangulu — co sprawia, że całość przypomina raczej dłuższe opowiadanie niż pełnoprawną powieść. A jednak, mimo swojej prostoty i pewnej naiwności wynikającej z dziecięcej perspektywy, historia ta pozwala choć trochę zbliżyć się do Korei lat 30. i 40. Mała narratorka nie rozumie wielu wyborów dorosłych ani zakazów, z którymi musi się mierzyć, ale właśnie dzięki temu jej opowieść odsłania świat widziany oczami kogoś, kto dopiero poznaje jego reguły.

W prostym świecie bohaterki nie ma miejsca na ocenianie — dzięki temu poznajemy rzeczywistość bez filtra. Spokojne chwile na wsi, gdzie wychowywała się u dziadków, według odwiecznych, niezmiennych koreańskich zasad, mieszają się z dorosłymi przepychankami i śmiercią ojca, która z dzisiejszej perspektywy wydaje się niemal nieracjonalna. Wszystko zmienia się w krótkim czasie: mały pokój w seulskich slumsach, niezrozumiałe słowa matki, która z pogardą patrzy na tych, którym nie udało się wyrwać z biedy. A jednak między wierszami widać jej walkę — młodej kobiety pozbawionej jakiegokolwiek wsparcia — o lepszą przyszłość dla dzieci. Wartość nauki, życia w mieście, wyrwania się ze świata pełnego przesądów i konfucjańskich zasad staje się dla czytelnika czymś zupełnie naturalnym i zrozumiałym.

Nie byłam zauroczona miastem. Błyszczące dachy, dwupiętrowe domy z kwadratowymi oknami, nowe, równe drogi, wspaniałe towary na sklepowych półkach zachwycające rozmaitością i kolorami, cały ten hałas, ruch, ta wspaniałość miasta, właściwy mu porządek - to wszystko onieśmielało mnie jak kogoś, kto zwykł nosić luźne ubranie, a wdział nagle sztywny garnitur. To było mi zupełnie obce. 

Można by przypuszczać, że to historia skupiona przede wszystkim na dziewczynce, narratorce powieści, jednak na pierwszy plan nieustannie wysuwa się matka — jej decyzje, sposób patrzenia na świat i codzienna walka o przetrwanie. Dziecko próbuje zrozumieć rodzicielkę, ale czyni to przez pryzmat własnych, jeszcze nie do końca ukształtowanych wyobrażeń. Z tej perspektywy pokazuje również zmieniający się świat: od czasów japońskiej okupacji po moment, gdy Korea na chwilę odzyskała wolność. Obrazy, szepty i podsłuchane rozmowy, nierzadko brutalne, tworzą mozaikę, która z dziecięcej perspektywy odsłania złożoność tamtej rzeczywistości.

Wtedy gdy mama przyjechała po mnie na wieś, sprawiała wrażenie prawdziwej seulki, lecz to były tylko pozory. Mamę dręczyło, że wciąż mieszka w slumsach i tak naprawdę nie stała się osobą godną miana mieszkańca Seulu. Mama przy każdej okazji źle wyrażała się o ludziach ze slumsów, co z pewnością było oznaką jej zwątpienia i poczucia beznadziejności.

Czuć, że to dopiero początek opowieści, i naprawdę żałuję, że w Polsce nadal nie ukazały się dwie kolejne części cyklu. Druga część — osadzona już w realiach wojny koreańskiej — z pewnością niesie jeszcze trudniejsze obrazy. Niemniej w obecnym kształcie mam poczucie niekompletności, jakby ta historia została jedynie otwarta. Odkryłam dopiero początek życia pisarki, jej dzieciństwa i czasów, w których przyszło jej dorastać.

Choćby mama wciąż powtarzała, że robi wszystko po t0, by uczynić mnie kobietą nowoczesną, takie słowa brzmią groteskowo w ustach tej, która brutalnie pozbawiając swe dziecko opieki i miłości rodziny na wsi, sprowadziła je do nędznego, wynajętego pokoiku w mieście. Znalezienie miejsca, w którym mogłam bawić się do woli, było dla mnie wielkim szczęściem.

Matczyna droga, jako pierwszy tom trzyczęściowego cyklu, staje się świadectwem swoich czasów. Autorka wielokrotnie podkreślała, że musiała dojrzeć do tego, by opowiedzieć o własnym dzieciństwie — by przedstawić historię swojej rodziny i trudną drogę, jaką przyszło jej samej oraz jej bliskim przejść. To opowieść niosąca dramatyzm tamtych lat, choć ukazany przez pryzmat dziecka, a więc nie zawsze obejmujący całą wagę sytuacji. Mimo to niesie ze sobą wiele mocnych, bolesnych obrazów.



  • Autor: Pak Wanso
  • Tytuł: Matczyna droga
  • Tytuł oryginalny: 엄마의 말뚝 (eommaui mos)
  • Tłumaczenie: Agnieszka Wojakowska-Kurowska
  • Wydawnictwo: Wydawnictwo Akademickie Dialog
  • Liczba stron: 159
  • Premiera: 2020-08-07

11/26/2025

Świat "Na krawędzi" Han Malsuk

Świat "Na krawędzi" Han Malsuk

Sięgając po starsze tytuły, po lekturze staram się uchwycić również ich kontekst kulturowy. W przypadku Na krawędzi — książki wydanej w Polsce w 1993 roku — z ciekawością zagłębiłam się w źródła koreańskojęzyczne, dzięki którym dowiedziałam się, jak autorka ocenia swoje dzieło i co skłoniło ją do napisania tej powieści. Niespodziewanie natrafiłam też na informację, że utwór ten został rekomendowany przez koreańskie środowisko literackie do Nagrody Nobla. Czy Szwedzka Akademia wzięła tę rekomendację pod uwagę — tego już się nie dowiemy. Po takim wstępie ta historia może jednak zyskać dla czytelnika dodatkowy, głębszy wymiar.

Kim Judzin swoje poranki rozpoczyna od wędrówki do źródła wody znajdującego się na pobliskiej górze. Wierzy, że ta codzienna praktyka poprawi jej zdrowie i ogólną kondycję, a tym samym wpłynie korzystnie na samopoczucie. Podczas tych wypraw spotyka innych mieszkańców okolicy: staruszka z wnukiem, doktora z żoną i kilka osób, które również uczyniły ze źródła część swojej rutyny. Wspólne spotkania o bladym świcie sprawiają, że bohaterowie powoli, niemal niepostrzeżenie, zaczynają przenikać do życia Kim Judzin, stając się jej znajomymi, a z czasem przyjaciółmi. To właśnie poprzez ich obecność autorka ukazuje codzienność bohaterki — jej pracę, troski i rodzinne problemy.

Mija czas i ludzie zapominają. Nie ma człowieka, który by pamiętał chwilę swych narodzin. Minione sprawy, zdarzenia blakną po trochu, zacierają się w pamięci, zapomina się o nich. Jak mogą żyjący pamiętać cokolwiek z poprzedniego życia, czy z drugiej strony rozległego świata śmierci? Poprzedni świat istnieje. Przyszły też istnieje. Tylko my, ludzie, go nie znamy.

Powieść w Korei ukazała się na początku lat 80. i do tych realiów również odwołuje się opisywana historia. Życie Kim Judzin poznajemy przez pryzmat jej relacji z ludźmi pochodzącymi z różnych środowisk, w różnym wieku i z odmiennymi doświadczeniami. Początkowo to właśnie Judzin wydaje się główną bohaterką, wokół której skupiają się wszystkie wydarzenia. Jednak z czasem, im głębiej zanurzamy się w tę opowieść, tym wyraźniej widać, że postaci są przede wszystkim narzędziem do ukazania czegoś większego — świata, który przenika i dopełnia ten nam dobrze znany.

Powieść podzielona jest na cztery części, odpowiadające porom roku. W każdej z nich na pierwszy plan wysuwa się inny bohater, który przedstawia swój świat i problemy, z jakimi musi się mierzyć. Z każdą kolejną częścią warstwa duchowa coraz mocniej przenika do opowieści, podkreślając cienką granicę między rzeczywistością a tym, co czeka po śmierci. Ta granica zaczyna się stopniowo zacierać, a elementy duchowe zyskują na intensywności i wydają się niemal namacalne.

Gdy lunie jak z cebra, nadejdą nieznośne upały, gdy zawieje jesienny wiatr, drzewa przybiorą barwy jesieni, a zaraz potem opadną liście, woda zamarznie, przyjdzie zima - taka, że można będzie zamarznąć. A potem ptaki zaśpiewają, pojawią się pączki, przyjdzie wiosna... jak szybko zmieniają się cztery pory roku.

Sama warstwa fabularna jest interesująca — wiele się w niej dzieje, a czytelnik nieustannie zastanawia się, w jakim kierunku poprowadzi historię autorka. Świat oglądany oczami Kim Judzin pokazuje Seul początku lat 80., pełen ogromnych różnic społecznych, gdzie biedni i bogaci żyją w skrajnie odmiennych realiach. Pojawiają się tu również wątki ocierające się o wojnę koreańską i utratę bliskich, a także elementy obyczajowe, jak chociażby motyw posiadania konkubin — dziś wydający się czymś bardzo odległym, niemal historycznym.

Autorka kładzie w powieści bardzo mocny akcent na wiarę i duchowość, nie ograniczając się przy tym do jednej religii. Obok elementów chrześcijaństwa — zarówno tych praktycznych, gdzie wizyta w kościele daje schronienie, ciepło i posiłek, jak i tych głębszych, związanych z przemianą wewnętrzną — pojawiają się również motywy buddyjskie, takie jak wiara w reinkarnację czy konieczność odpokutowania za grzechy. W tę wielowarstwową mozaikę wplatają się duchy, wizjonerskie sny i znaki z innego świata, które coraz silniej przenikają do codzienności bohaterów.

Na tym świecie są jednak nie tylko niewolnicy namiętności. Są też tacy, jak kobieta z Tegu - niewolnica pieniędzy, jak bracia Dzonggu - niewolnicy zemsty, inni są więźniami morderstw, oszustw, spisków, władzy, zuchwalstwa, kleptomanii lub próżności. I jeśli ktoś choć raz choć na chwilę, podda się i wpadnie w szpony swojej namiętności, nie uwolni się od niej aż do śmierci.

W tej historii nie mogło zabraknąć motywu śmierci, który autorka ukazuje na wiele sposobów. Mamy tu zabójstwo, samobójstwo, nieszczęśliwy wypadek i śmierć naturalną — każda z nich zostaje naturalnie wpleciona w narrację, podkreślając, jak nieprzewidywalny potrafi być świat, który w jednej chwili może domknąć czyjś los.

Kilka słów o samym wydaniu, które niestety utrudnia lekturę. Początek lat 90. to czas, gdy drukowano dużo i szybko, a jakość często przegrywała z ilością — i widać to w tej książce. Dziś te same 250 stron prawdopodobnie zajęłoby około 400, bo wówczas stosowano drobny, zbity druk, który męczy wzrok. Dodatkowym problemem jest klejony grzbiet, łatwy do rozklejenia, oraz różnego rodzaju wpadki drukarskie. Podczas lektury odkryłam, że w moim egzemplarzu brakuje aż 20 stron.

Jeśli chodzi o samo tłumaczenie, podjęła się go Halina Ogarek-Czoj, która już w momencie publikacji miała na swoim koncie pokaźny dorobek przekładów literatury koreańskiej. Jej styl jest tu wyraźnie odczuwalny — spokojny i wierny oryginałowi. Na końcu książki znajdują się krótkie przypisy, objaśniające najważniejsze konteksty, co stanowi cenne uzupełnienie lektury.

- To jesień uważa pani za ostatnią porę roku?
- Tak, więdnięcie i zbieranie plonów.
- A zima?
- To początek życia, zawiera w sobie ziarna wszystkich odmian życia. Zwykle zima kojarzy się z porą odpoczynku, śmierci, ale w istocie jest wręcz przeciwnie.

Lektura Na krawędzi ukazuje koreański świat początku lat 80. w całej jego złożoności i kolorystyce. Autorka przedstawia liczne grono bohaterów, którzy odzwierciedlają kontrasty tamtych czasów. Do tego wprowadza wyraźną warstwę duchową, skłaniającą do refleksji nad tym, co niewidoczne gołym okiem. Han Malsuk (Han Mal-sook) sama uważa tę powieść za jedno ze swoich najważniejszych dzieł — tym bardziej warto sięgnąć po nią uważnie, by lepiej zrozumieć jej wizję świata.




  • Autor: Han Malsuk
  • Tytuł: Na krawędzi
  • Tytuł oryginalny: 아름다운 영혼의 노래 (aleumdaun yeonghon-ui nolae)
  • Tłumaczenie: Halina Ogarek-Czoj
  • Wydawnictwo: Comer
  • Liczba stron: 253
  • Premiera: 1993

11/11/2025

Jak brzmi "Opowieść o Czhun-hiang, najwierniejszej z wiernych"

Jak brzmi "Opowieść o Czhun-hiang, najwierniejszej z wiernych"

Wśród ogromu nowości, które nieustannie trafiają w nasze ręce, warto czasem sięgnąć po starszą lekturę. Powoli poznając koreańskie tytuły wydane w Polsce, sięgnęłam po pozycję opublikowaną w 1970 roku przez Zakład Narodowy im. Ossolińskich. W rzeczywistości jednak historia ta sięga znacznie wcześniejszego okresu i wywodzi się z tradycyjnych koreańskich opowieści.

„Opowieść o Czhun-hiang” (춘향전) to historia miłości między córką kisaeng (koreańskiej gejszy) a synem z bogatego rodu. Dwoje młodych zakochuje się w sobie, choć w czasach, w których żyją, ich uczucie nie jest dobrze widziane. Czhun-hiang może zostać jedynie konkubiną młodego panicza – i to bez wiedzy jego rodziców. A jednak przez pewien czas są szczęśliwi razem, dopóki szlachecka rodzina nie zostaje wezwana do stolicy. Bohaterka pozostaje w rodzinnym domu, z utęsknieniem czekając na ukochanego, który w tym czasie wspina się po szczeblach kariery. Sama również doświadcza cierpienia – nowy urzędnik próbuje zmusić ją do uległości, co kończy się torturami i więzieniem. Do końca pozostaje więc pytanie, czy ta historia może mieć szczęśliwe zakończenie.

Współczesnemu czytelnikowi z pewnością nie będzie łatwo zagłębić się w tę historię. Nie do końca wiadomo, kiedy pojawiły się jej pierwsze wersje – przez wieki była dopracowywana i modyfikowana, a także przybierała różne formy. Do dziś w Korei można znaleźć wiele jej odmian. Polskie wydanie, którego tłumaczenia podjęła się Halina Ogarek-Czoj, to przekład z północnokoreańskiego tekstu wydanego w 1956 roku. Jest to wersja z Dzondzu (Jeonju) z początku XIX wieku.

Sam tekst, oprócz warstwy fabularnej, zawiera wiele odniesień literackich – wierszy, fragmentów dzieł klasyków chińskich oraz licznych nawiązań do chińskiej kultury i tradycji. Nie ułatwia to lektury, choć tłumaczka po każdym rozdziale zamieściła przypisy objaśniające ważniejsze nazwiska i teksty. Dużym plusem wydania jest również wstęp autorki, który przybliża zarówno ogólną historię Korei, jak i sam utwór – jego rozwój oraz liczne interpretacje, którym był poddawany. Już w XIX wieku historia ta została zaadaptowana do formy teatru pansori, a w XX wieku doczekała się także ekranizacji inspirowanej jej treścią.

Lektura, jeśli odrzeć ją z warstwy historycznej, może wywołać wiele różnych reakcji. Kiedy już wczytałam się w tekst i poznałam historię bohaterów, naszły mnie dwie ważne myśli. Z wielką chęcią zobaczyłabym tę opowieść w formie koreańskiej dramy, która – dostosowana do współczesnych realiów – mogłaby stać się wciągającą i emocjonującą historią. Z drugiej strony, moje współczesne, feministyczne poglądy momentami mocno mi przeszkadzały w odbiorze. Starałam się zrozumieć główną bohaterkę – była ciekawie ukazana, widać było nie tylko jej bierność, ale również strach i złość. Natomiast postać głównego bohatera, jego niektóre zachowania, zwłaszcza pod koniec opowieści, mocno mnie irytowały. Oczywiście mam świadomość, że patrzę na tę historię oczami współczesnej czytelniczki, wychowanej w innych czasach i na innej wizji miłości oraz relacji między ludźmi.

Parę słów o samym tłumaczeniu. Halina Ogarek-Czoj była pierwszą polską tłumaczką, która podjęła się przekładu wielu tekstów bezpośrednio z języka koreańskiego. Książki, które tłumaczyła, ukazywały się w Polsce w latach 70. i 80., i już na pierwszy rzut oka widać, jak bardzo zmienił się współcześnie sposób transliteracji koreańskich nazw własnych. Z jednej strony w tej książce pojawiają się formy bliższe polskiej wymowie, dzięki czemu nie trzeba posiłkować się wersjami dostosowanymi do języka angielskiego. Z drugiej – dla czytelnika przyzwyczajonego do współczesnych zapisów mogą one stanowić pewne wyzwanie. Jedyny element, który nieco zaburzył mi odbiór, to użycie słowa Soul jako nazwy stolicy – w czasach, gdy rozgrywa się ta historia, miasto to w obecnym kształcie jeszcze nie istniało.

Powieść ta stanowi ważny element koreańskiej kultury i cieszę się, że mogłam poznać ją w polskim wydaniu. Sama historia, mocno nacechowana chińskimi wpływami, jest momentami naiwna, nieco romantyczna, ale jednocześnie trafnie oddaje realia życia tamtych czasów. Dla osób interesujących się koreańską kulturą i literaturą to pozycja zdecydowanie warta uwagi.



  • Autor: przekaz ustny
  • Tytuł: Opowieść o Czhun-hiang, najwierniejszej z wiernych
  • Tytuł oryginalny: 춘향전 (chunhyangjeon)
  • Tłumaczenie: Halina Ogarek-Czoj
  • Wydawnictwo: Ossolineum
  • Liczba stron: 212
  • Premiera: 1970

8/06/2025

Oto "Czarny kwiat" Kim Young-ha

Oto "Czarny kwiat" Kim Young-ha


„Czarny kwiat” to czwarta książka Kim Young‑ha wydana w Polsce przez Kwiaty Orientu w 2015 roku. W tej powieści autor porusza mało znany fragment dziejów, opisujący losy około tysiąca Koreańczyków, którzy ruszyli za ocean w nadziei na lepsze jutro. 

W 1905 roku na pokład brytyjskiego statku wsiada 1 033 Koreańczyków, osoby z różnych grup społecznych, którzy wyruszają do Meksyku, zwabieni ofertą pracy i ziemi  W trakcie długiego rejsu wszyscy, od złodziei po arystokratów, doświadczają tragicznych i ciasnych warunków podróży . Po dotarciu na Półwysep Jukatan odkrywają, że zostali sprzedani jako robotnicy kontraktowi na plantacje  agawy i zmuszeni do ciężkiej pracy w skrajnie trudnych warunkach . Po latach niektórzy emigrują dalej, trafiają na plantacje w Gwatemali lub dołączają do ruchów rewolucyjnych, niektórzy zakładają nawet prowizoryczną „Nową Koreę” w dżungli w pobliżu ruin Majów .

To żałosny kraj, co takiego zrobił dla nas, że mielibyśmy wrócić? Czy nie głodził nas, gdy byliśmy młodzi, wystawił na wojnę, kiedy dorastaliśmy i porzucił, kiedy życie stało się w końcu znośne?

To była zupełnie inna lektura niż jakakolwiek koreańska książka, jaką dotąd czytałam. Działo się w niej bardzo wiele, mimo że można ją zaklasyfikować jako powieść historyczną, to oferuje znacznie więcej. Od pierwszych stron wciągnęłam się w tę opowieść i z ciekawością śledziłam, jak się potoczy. Akcja od razu wprowadza liczne, zróżnicowane postaci, które z czasem zyskują naszą sympatię lub ją tracą.

Historia ludzi, których los na koreańskiej ziemi sprawił, że zapragnęli czegoś więcej. Skuszeni obietnicą pracy, ziemi i lepszego życia, zdecydowali się opuścić dotychczas znany świat. Już po wejściu na pokład statku doznali szoku, spośród zróżnicowanych grup społecznych, mężczyzn i kobiet, musieli tłoczyć się na bardzo ograniczonej przestrzeni. Wielu z nich nie przeżyło tej podróży. A kiedy dotarli do Meksyku, zamiast wolności czekała ich niewola, w ciężkich warunkach żyli, pracując, by spłacić koszt własnego transportu. Wyrwani z własnej kultury, trafili do sytuacji często równie trudnych jak tych, których chcieli uciec… mimo że wielu było przyzwyczajonych do lepszego stanu życia.

Arystokraci, żebracy, chłopi i klasy niższe patrzyli na siebie bardzo uważnie w tym czasie pełnym napięcia. (...) Teraz na porządku dziennym było to, że motłoch wyzywająco trzymał głowy, gdy przechodził, ani nie ustępował na bok, kiedy spotykali się na korytarzu. Koreański system statusu, który był przeżytkiem nawet w Korei, zniknął bez śladu na pokładzie Ilforda.

W tej historii można wyodrębnić wiele wątków, które autor tylko delikatnie zaznacza. Po pierwsze młoda dziewczyna, córka arystokraty, dotychczas wychowywana w sferze kobiecej, na pokładzie statku przeżywa pierwsze zauroczenie i intymność, otwierając się na nowe możliwości. Obok niej pojawia się ojciec,  człowiek związany z dworem królewskim, który nie potrafi pogodzić się z utratą dawnego porządku i nierówności społecznych. Wśród pasażerów jest też złodziej i oszust, który wykorzystuje sytuację, by piąć się po szczeblach nowej społeczności.

Autor bardzo szeroko roztacza przed nami świat Jukatanu, nie skupiając się wyłącznie na koreańskich emigrantach, ale również na właścicielach hacjend, ich religijności i zderzeniu tego katolicyzmu z azjatyckim szamanizmem, który podróżnicy sprowadzili ze sobą. Przedstawione są również meksykańskie ruchy wyzwoleńcze, różnorodne wizje budowy nowego porządku oraz wojna domowa, które ostatecznie prowadzą do próby założenia „Nowej Korei” głęboko w dżungli . Choć te wątki wydają się odległe, splatają się, tworząc barwną, złożoną narrację, która prowadzi bohaterów rozmaitymi ścieżkami historycznej rzeczywistości.

To jest piekło. Jakiś straszny człowiek ślini się na mój widok, brat sprzedał mnie i nie mogę zobaczyć się ze swoim ukochanym. Ojciec zachowuje się jak żywy trup, a matka przestała mówić. Nie mogę tak żyć.

„Czarny kwiat” to powieść historyczno-przygodowa, w której autor przedstawia barwny przekrój bohaterów na tle dramatycznych przemian społecznych. To bardzo wielowymiarowa opowieść o cierpieniu, nadziei, walce o godność oraz poszukiwaniu tożsamości w warunkach kolonialnych. Lektura tej książki jest wyjątkowo istotna,  pozwala poznać mało znaną historię emigracji Koreańczyków, wzbogaca naszą wiedzę o Korei i zasługuje na to, by nie została przemilczana.
 



  • Autor: Kim Young-ha
  • Tytuł: Czarny kwiat
  • Tytuł oryginalny: 검은 꽃 (geom-eun kkoch)
  • Tłumaczenie: Marzena Stefańska-Adams
  • Wydawnictwo: Kwiaty Orientu
  • Liczba stron: 320
  • Premiera: 01 styczeń 2015

6/28/2025

Jakie są "Sekrety pralni w Yeonnam-dong" Kim Jiyun

Jakie są "Sekrety pralni w Yeonnam-dong" Kim Jiyun


W ostatnim czasie pojawia się coraz więcej literatury koreańskiej na polskim rynku, z czego dość sporą część z wydawanych tytułów stanowią te z gatunku healthy novel, książki które przynoszą nadzieję i wytchnienie, takie swoiste otulacze. Wiele z nich sięga po wątku magiczne, albo całkowicie przenosząc do innych światów, albo wprowadzając ich namiastkę na ziemię. Ale zdarzają się również takie książki jak "Sekrety pralni w Yeonmam-dong", które pokazują życie zwykłych bohaterów, z przeróżnymi problemami i smutkami życiowymi, a jednak ta historia przynosi szczęśliwe zakończenie.

Starszy pan, ze swoim nieodłącznym psem, młoda, niedoceniona scenarzystka, aspirujący muzyk, to tylko niektórzy z bohaterów historii, którą znaleźć można na kartach powieści. Bohaterowie, każdy w innym momencie życiowym, często na zakrętach drogi, z przeróżnymi problemami, które ich przytłaczają, trafiają do niepozornej pralni osiedlowej, w której pośród zapachu proszku, podczas oczekiwania trafiają na niepozorny dziennik. Staje się on miejscem komunikacji, w którym można zadać pytania, pożalić się na życie, ale który przynosi również odpowiedzi i rady. Czasem niewiele trzeba, żeby znów stanąć na nogi, wystarczy odrobina ludzkiej życzliwości. 

Lektura tej powieści przyniosła mi wiele radości. Bardzo szybko, po zaledwie kilku stronach, wciągnęłam się w tę historię i z przyjemnością poznawałam kolejnych bohaterów, ich problemy, ale również chwilę życiowych zmian. Różni bohaterowie, zarówno pod względem wieku jak i życiowych doświadczeń sprawiają, że nie ma tu mowy o monotonii. 

Książka niestety nie jest przetłumaczona bezpośrednio z języka koreańskiego, a angielskiego, co często sprawia, że pierwotne zamysły autorów momentami umykają. Wydaje mi się jednak, ze w tym wypadku może nie być takiego problemu. Sama czułam koreański klimat powieści, w tekście pojawiają się koreańskie słowa i określenia, z odpowiednimi przypisami, co sprawia, że można dodatkowo poczuć atmosferę tego kraju. 

Sama historia podczas lektury przywodziła mi na myśl dobry serial koreański, w którym wiele się dzieje, gdzie łączą się różne gatunki i który wywołuje różne emocje, zarówno łzy jak i uczucie szczęścia. Można tu znaleźć historię obyczajową, romans, elementy kryminału i dramatu, a wszystko połączone ze sobą w sposób, który wywołuje chęć dalszej lektury. 

Opowieść składa sie z kilku rozdziałów, które przedstawiają różnych bohaterów, a jednocześnie, w kolejnych można spotkać tych już wcześniej poznanych. Poszczególne postacie powoli tworzą nowe relacje. Dodatkowo pierwszy i ostatni rozdział tworzą pewnego rodzaju klamrę, pokazując różne pokolenia, inne spojrzenie na rodzinę, ale również dążenie do szczęścia najbliższych. 

Nie mogło zabraknąć czworonożnych bohaterów, którzy stają się bardzo ważnymi postaciami. Zarówno wierny towarzysz starszego pana - Jindol, jak i mały bezdomny kotek, który wkrada się do serca jednej z bohaterek, sprawiły, że ta historia stała się bardziej ożywcza, przyniosła wiele radości i bardziej do mnie trafiła. 

Dziennik, który połączył bohaterów, stał się początkiem zmian, dał nadzieję, ale tak naprawdę był tylko środkiem, dzięki któremu różne postacie mogły się ze sobą komunikować. Czasami podzielenie się swoimi problemami, frustracją, smutkiem czy niepewnością może być początkiem zmian, a kilka słów od innej, zupełnie nieznanej osoby, dać nadzieję, nowe siły i dodać otuchy. Czuć to podczas lektury, która również na mnie wpłynęła pozytywnie, pokazując, że nawet z największych problemów można wyjść, a dobre słowo od życzliwych ludzi może przenosić góry. 

"Sekrety pralni w Yeonnam-dong" pozytywnie wyróżnia się na tle powieści z gatunku healthy novel, przynosi wiele emocji podczas lektury, ale po jej zamknięciu zostaje radość, spokój i uśmiech na ustach. Na stronach książki wyczuć można również koreański klimat. To wszystko sprawia, że zdecydowanie polecam ten tytuł. Sama jestem ciekawa kolejnych powieści pisarki.
 


  • Autor: Kim Jiyun
  • Tytuł: Sekrety pralni w Yeonnam­-dong
  • Tytuł oryginalny: 연남동 빙굴빙굴 빨래방 (yeonnamdong setagso bing-gulbing-gul)
  • Tłumaczenie: Magdalena Hermanowska (z angielskiego)
  • Wydawnictwo: Rebis
  • Liczba stron: 316
  • Premiera: 17 czerwiec 2025




Copyright © 2014 Książkowe Wyliczanki , Blogger