
Ponad dziesięć lat temu autorka zaskoczyła praktycznie cały świat historią miłości człowieka i wampira, stworzyła nurt literacki, który przez dłuższy czas stał się jednym z bardziej popularnych, a i do dziś powstają kolejne historie o tej tematyce. Osobiście "Zmierzch" mi się podobał, to był powiew świeżości, który przekraczał pewną granicę. Poza kolejnym "Intruzem" zrobiło się cicho o pani Mayer, aż do teraz. Po dekadzie na polskim rynku ukazała się książka z zupełnie innego gatunku, w żadnej sposób nie powiązana z fantastyką. Jak wypada ta historia? Czy warto po nią sięgać? Ja już się przekonałam, a teraz zapraszam Was na wrażenia.