Czy ten tytuł nie brzmi smakowicie? Jesień to raczej ta ponura pora roku, z deszczem i szarugą, jednak tutaj jest sympatyczniejsza. Jesień w książce Aleksandry Tyl panuje w sercu i umyśle, ale zewnętrznie to wspaniała pora roku. Po wspaniałym lecie, nie byłam pewna, czy uda mi się wczuć w tę historię. Tym bardziej, że bohaterowie się zmieniają, ci starzy odsuwają się, żeby zrobić miejsce nowym.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą duchy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą duchy. Pokaż wszystkie posty
11/18/2016
Smakowita "Karmelowa jesień" Aleksandra Tyl
Czy ten tytuł nie brzmi smakowicie? Jesień to raczej ta ponura pora roku, z deszczem i szarugą, jednak tutaj jest sympatyczniejsza. Jesień w książce Aleksandry Tyl panuje w sercu i umyśle, ale zewnętrznie to wspaniała pora roku. Po wspaniałym lecie, nie byłam pewna, czy uda mi się wczuć w tę historię. Tym bardziej, że bohaterowie się zmieniają, ci starzy odsuwają się, żeby zrobić miejsce nowym.5/24/2015
Chłopiec, opaska Alicji i szaraczki.
- Tytuł: Joyland
- Autor: Stephen King
- Wydawnictwo: Prószyński i s-ka
- Rok wydania: 2013
- Tłumacz: Tomasz Wilusz
- Stron: 334
Pamiętacie swoje najlepsze lato? Co wtedy robiliście?
Devin Jones co ranek o wschodzie słońca szedł po plaży do pracy, jedząc jeszcze ciepłe croissanty. Jego praca polegała na sterowaniu karuzelami, bycie etatowym ulubieńcem dzieci i zachęcanie ludzi do zostawiania w Joylandzie jak największej ilości brzęczących monet.
Prywatnie zaś kurował serce po rozpadzie związku z pewną niezbyt mądrą dziewoją, oraz badał tajemnicę skrywaną pod płaszczykiem radości i rozrywki oferowanej przez specyficzny park rozrywki. Pomógł mu chłopiec, którego bardzo ciężka choroba mięśni przykuła do wózka.
Pierwszą książką Kinga, po jaką sięgałam, była "Misery", której recenzję robiłam jakiś tas temu i znajduje się ona tutaj. Powieść o obłąkanej pielęgniarce była jedną z wcześniejszych w karierze pisarza, zaś "Joyland" jest jedną z nowszych. W obu wydać charakterystyczny styl autora, bardzo dobry warsztat i mocno zarysowane postaci, nawet jeśli nie grają pierwszych skrzypiec.
"Joyland", co muszę uczciwie przyznać, czytało się przyjemnie, jednak nie wzbudził we mnie w trakcie lektury odczuć o takiej sile, jak "Misery". Nie uderzyła, nie poruszyła szczególnie. Czuć było wprawę pisarską, ale też jakiś taki brak tej iskry emocji, która sprawia, że czyta się z rumieńcami na twarzy. W dodatku zakończenie było trochę zbyt przewidywalne. Byłoby jednak nieuczciwe powiedzieć, że przedstawiona historia była nudna, bo nie była. Dla fanów Kinga powieść może się wydać za krótka, reszcie odbiorców polecę jako pozycję od sprawdzonego autora. Elementów grozy tam tyle, co kot napłakał, więc można się skupić bardziej na wątku obyczajowo-romansowym, który tam przeważa.
Całość jednak nie zapadła mi w umysł na tyle, abym chciała koniecznie do tej historii powracać.
1/11/2015
"Rzeki Londynu" Ben Aaronovitch
Dane techniczne:
- Autor: Aaronovitch Ben
- Tytuł: Rzeki Londynu
- Tytuł oryginalny: Rivers of London
- Seria: Peter Grant (tom 1)
- Tłumaczenie: Małgorzata Strzelec
- Wydawnictwo: MAG
- Liczba stron: 384
- Premiera: 18 marca 2014
- Gatunek: fantastyka/kryminał
Połączenie kryminału z fantastyką to dość rzadki zabieg, nic więc dziwnego że z chęcią sięgnęłam po książkę, która takie połączenie posiada. Dodatkowym motywem były pozytywne recenzje, które czytałam i które skłoniły mnie po jej kupno. Czy było warto?
Peter Grant kończy właśnie dwuletni okres próbny w policji, w czasie którego uczy się tej pracy. W tej chwili powinien dostać przydział do któregoś z wydziałów. W międzyczasie w Londynie dochodzi do makabrycznego zabójstwa, gdzie ciało i głowa ofiary zostają znalezione oddzielnie. Peter jako jeden z funkcjonariuszy dociera na miejsce zbrodni i zostaje zaczepiony przez tajemniczego osobnika, który okazuje się... duchem. Od tej chwili mężczyzna zostaje przygarnięty pod skrzydła detektywa Nightingale'a, trafia do wydziału, który oficjalnie nie istnieje i zaczyna uczyć się na czarownika. Razem z bohaterem poznajemy Londyn, w którym żyje o wiele więcej stworzeń niż można przypuszczać.
Zabierałam się za tę książkę z wielkimi nadziejami na porywającą lekturę, od której nie będę mogła się oderwać. Niestety, ale moje wymagania okazały się za wysokie. Ale zacznijmy od plusów. Peter jest ciekawie skonstruowaną postacią - z jednej strony zwykły mężczyzna, gliniarz jakich wielu, wywodzący się z mniejszości etnicznych, potrafi być zabawny, ciekawski, sumienny i przede wszystkim praworządny. Jego chęć dociekania sprawa czasem wiele problemów, ale dzięki temu może on poznać nowe zagadnienia, o których nikt wcześniej nie myślał. Oprócz niego w powieści pojawia się całkiem sporo bohaterów, choć tych drugoplanowych jest niewielu. Narracja pierwszoosobowa sprawia, że zżywamy się z głównym bohaterem, poznajemy jego myśli, uczucia, pragnienia, pozostałe postacie nie dają się za bardzo odkryć i do końca skrywają sekrety, których odkrycie być może uda się w tomie drugim.
Jeśli chodzi o fabułę to najważniejsze wątki są trzy - tajemnicze morderstwa, które okazują się związane z magiczną istotą, nauka magii przez Petera, oraz jego poznawanie magicznej warstwy Londynu, oraz spór między Matką i Ojcem Tamizą, którzy chcieliby zająć pozostałe części rzeki.
Ciekawym zabiegiem było stworzenie Matki i Ojca Tamizy, postaci z krwi i kości, wyglądających jak ludzie, bogów o pewnych mocach a jednak żyjących w naszym świecie. Myślę że autor pociągnie ten motyw w kolejnych tomach, bo warto.
Czytając powyższe akapity możecie się zastanawiać jakie właściwie mam zastrzeżenia do tej książki. Wszystko byłoby świetnie gdyby nie sposób prowadzenia akcji i momentami narracja, która była bardzo chaotyczna. Oczywiście jest pewien bieg wydarzeń, logiczny i ciągły, jednak poszczególne sceny były czasem poprowadzone w dziwny sposób. Czasami gubiłam się z kim nasz bohater rozmawia, dopiero po pewnym czasie dopasowywałam imię/nazwisko do osoby. Przeskoki w wydarzeniach, gdzie bohater uczył się w siedzibie swojego wydziału a potem nagle znalazł się gdzieś na ulicy też mi przeszkadzały.
To wszystko spowodowało, że dość długo czytałam ten tytuł, mimo że przypadł na wolny czas świąteczny. Dopiero ostatnie wydarzenia nadały odpowiednie tempo i nie gubiłam się w nich a nawet z zaciekawieniem czytałam, ciekawa jak to się wszystko skończy.
Podsumowując, mimo że pomysł na książkę jest ciekawy, bohaterowie dobrze przedstawieni, intrygujący, to narracja sprawiła że książka nie bardzo do mnie przemówiła. Wiem, że jest to pierwszy tom przygód Petera Granta, na polskim rynku został już wydany kolejny. Na dzień dzisiejszy nie ciągnie mnie jednak, żeby poznać dalsze przygody bohatera. Może z czasem zmienię jednak zdanie.
Dla kogo:
- osób zainteresowanych magicznym Londynem i stworzeniami w nim żyjącymi
- osób ciekawych w jaki sposób można połączyć kryminał i fantastykę
Połączenie kryminału z fantastyką to dość rzadki zabieg, nic więc dziwnego że z chęcią sięgnęłam po książkę, która takie połączenie posiada. Dodatkowym motywem były pozytywne recenzje, które czytałam i które skłoniły mnie po jej kupno. Czy było warto?
Peter Grant kończy właśnie dwuletni okres próbny w policji, w czasie którego uczy się tej pracy. W tej chwili powinien dostać przydział do któregoś z wydziałów. W międzyczasie w Londynie dochodzi do makabrycznego zabójstwa, gdzie ciało i głowa ofiary zostają znalezione oddzielnie. Peter jako jeden z funkcjonariuszy dociera na miejsce zbrodni i zostaje zaczepiony przez tajemniczego osobnika, który okazuje się... duchem. Od tej chwili mężczyzna zostaje przygarnięty pod skrzydła detektywa Nightingale'a, trafia do wydziału, który oficjalnie nie istnieje i zaczyna uczyć się na czarownika. Razem z bohaterem poznajemy Londyn, w którym żyje o wiele więcej stworzeń niż można przypuszczać.
Zabierałam się za tę książkę z wielkimi nadziejami na porywającą lekturę, od której nie będę mogła się oderwać. Niestety, ale moje wymagania okazały się za wysokie. Ale zacznijmy od plusów. Peter jest ciekawie skonstruowaną postacią - z jednej strony zwykły mężczyzna, gliniarz jakich wielu, wywodzący się z mniejszości etnicznych, potrafi być zabawny, ciekawski, sumienny i przede wszystkim praworządny. Jego chęć dociekania sprawa czasem wiele problemów, ale dzięki temu może on poznać nowe zagadnienia, o których nikt wcześniej nie myślał. Oprócz niego w powieści pojawia się całkiem sporo bohaterów, choć tych drugoplanowych jest niewielu. Narracja pierwszoosobowa sprawia, że zżywamy się z głównym bohaterem, poznajemy jego myśli, uczucia, pragnienia, pozostałe postacie nie dają się za bardzo odkryć i do końca skrywają sekrety, których odkrycie być może uda się w tomie drugim.
Jeśli chodzi o fabułę to najważniejsze wątki są trzy - tajemnicze morderstwa, które okazują się związane z magiczną istotą, nauka magii przez Petera, oraz jego poznawanie magicznej warstwy Londynu, oraz spór między Matką i Ojcem Tamizą, którzy chcieliby zająć pozostałe części rzeki.
Zabierałam się za tę książkę z wielkimi nadziejami na porywającą lekturę, od której nie będę mogła się oderwać. Niestety, ale moje wymagania okazały się za wysokie. Ale zacznijmy od plusów. Peter jest ciekawie skonstruowaną postacią - z jednej strony zwykły mężczyzna, gliniarz jakich wielu, wywodzący się z mniejszości etnicznych, potrafi być zabawny, ciekawski, sumienny i przede wszystkim praworządny. Jego chęć dociekania sprawa czasem wiele problemów, ale dzięki temu może on poznać nowe zagadnienia, o których nikt wcześniej nie myślał. Oprócz niego w powieści pojawia się całkiem sporo bohaterów, choć tych drugoplanowych jest niewielu. Narracja pierwszoosobowa sprawia, że zżywamy się z głównym bohaterem, poznajemy jego myśli, uczucia, pragnienia, pozostałe postacie nie dają się za bardzo odkryć i do końca skrywają sekrety, których odkrycie być może uda się w tomie drugim.
Jeśli chodzi o fabułę to najważniejsze wątki są trzy - tajemnicze morderstwa, które okazują się związane z magiczną istotą, nauka magii przez Petera, oraz jego poznawanie magicznej warstwy Londynu, oraz spór między Matką i Ojcem Tamizą, którzy chcieliby zająć pozostałe części rzeki.
Ciekawym zabiegiem było stworzenie Matki i Ojca Tamizy, postaci z krwi i kości, wyglądających jak ludzie, bogów o pewnych mocach a jednak żyjących w naszym świecie. Myślę że autor pociągnie ten motyw w kolejnych tomach, bo warto.
Czytając powyższe akapity możecie się zastanawiać jakie właściwie mam zastrzeżenia do tej książki. Wszystko byłoby świetnie gdyby nie sposób prowadzenia akcji i momentami narracja, która była bardzo chaotyczna. Oczywiście jest pewien bieg wydarzeń, logiczny i ciągły, jednak poszczególne sceny były czasem poprowadzone w dziwny sposób. Czasami gubiłam się z kim nasz bohater rozmawia, dopiero po pewnym czasie dopasowywałam imię/nazwisko do osoby. Przeskoki w wydarzeniach, gdzie bohater uczył się w siedzibie swojego wydziału a potem nagle znalazł się gdzieś na ulicy też mi przeszkadzały.
To wszystko spowodowało, że dość długo czytałam ten tytuł, mimo że przypadł na wolny czas świąteczny. Dopiero ostatnie wydarzenia nadały odpowiednie tempo i nie gubiłam się w nich a nawet z zaciekawieniem czytałam, ciekawa jak to się wszystko skończy.
Podsumowując, mimo że pomysł na książkę jest ciekawy, bohaterowie dobrze przedstawieni, intrygujący, to narracja sprawiła że książka nie bardzo do mnie przemówiła. Wiem, że jest to pierwszy tom przygód Petera Granta, na polskim rynku został już wydany kolejny. Na dzień dzisiejszy nie ciągnie mnie jednak, żeby poznać dalsze przygody bohatera. Może z czasem zmienię jednak zdanie.
Dla kogo:
- osób zainteresowanych magicznym Londynem i stworzeniami w nim żyjącymi
- osób ciekawych w jaki sposób można połączyć kryminał i fantastykę
6/07/2014
"Troje" Sarah Lotz
Dane techniczne:
- Autor: Lotz Sarah
- Tytuł: Troje
- Tytuł oryginalny: The Three
- Tłumaczenie: Arkadiusz Nakoniecznik
- Wydawnictwo: Akurat
- Liczba stron: 480
- Premiera: 22 maj 2014
- Gatunek: thriller
Mroczna, przerażająca, prawdopodobna. To książka, o której od pewnego czasu jest głośno. Kampania medialna mocno ją wyróżniła z tłumu już na początku. Byłam bardzo ciekawa, czy treść jest warta takiego rozdmuchiwania. W trakcie czytania moje wrażenia się zmieniały - zaciekawienie, zniechęcenie, przemęczenie, zaskoczenie, niedowierzanie i finał, w czasie którego dopiero dotarła do mnie prawda.
Niewielu jest czytelników, którym na dźwięk słów Czarny Czwartek po grzbiecie nie przebiegnie dreszcz strachu. Ów dzień - 12 stycznia 2012 - kiedy to w ciągu zaledwie kilku godzin doszło do czterech wielkich katastrof lotniczych, w których zginęło łącznie ponad tysiąc osób, dołączył do listy straszliwych kataklizmów, który zmieniły nasz sposób widzenia świata.*
W tym samym czasie dochodzi do czterech wypadków lotniczych. Każdy jest inny, oddalone od siebie o setki kilometrów. Z katastrof nie wychodzi nikt żywy... nikt oprócz trójki dzieci. Zaczynają się spekulacje, zaskakujące przypuszczenia. Uczestnicy tych wydarzeń nie mieli prawa przeżyć, tym bardziej, że dzieci wychodzą prawie bez szwanku. W różnych częściach świata jest to temat numer jeden. Pojawiają się sekty. Ludzie zaczynają się dziwnie zachowywać. Ale to dzieci zwracają szczególną uwagę.
Książka nie jest pisana w formie powieści. Składa się z wielu form, są to zazwyczaj wywiady z osobami w jakiś sposób związanymi z katastrofami - rodzinami, znajomymi, sąsiadami, ratownikami. Pojawiają się odratowane rozmowy internetowe pewnych osób. Każdy z nich przedstawia kawałek historii, która powoli składa się w całość. Początkowo ilość postaci, które się pojawiają może sprawić pewien problem z odnalezieniem się. Osobiście bałam się, że każdy rozdział będzie przedstawiał innego człowieka. Szybko jednak powracają postacie już poznane, które kontynuują swoje wspomnienia, książka zawiera się w czasie sześciu miesięcy. Wśród opowieści o strachu, nadziei i smutku powoli rodzi się jakiś niezbadany element, który prowadzi do szeregu tragedii.
Katastrofy lotnicze, które zdarzają się częściej lub rzadziej, stały się powodem powstania wielu teorii spiskowych, wśród których pojawiali się Obcy, Czterej Jeźdźcy Apokalipsy i wiele innych elementów zaczerpniętych z różnych źródeł. Teorie, które ludzie szerzą, nie pozwalają na normalne funkcjonowanie ocalałych dzieci i ich rodzin. Traumatyczne wydarzenia, które bardziej przeżywają dorośli niż dzieci. Mali ludzie powinni być pod obserwacją, bo ich zachowanie wielokrotnie jest dziwne i niepokojące. Wśród osób, które się pojawiają w książce, jednych można darzyć większą serdecznością innych mniejszą. Związałam się z Paulem, który miał naprawdę ciężkie zadanie. Było mi go jednocześnie żal i bałam się o niego.
Jak łatwo popaść w histerię, zniszczyć świat, doprowadzić do rozpadu kontaktów międzynarodowych. Wystarczy jeden element, który dla niektórych osób okazuje się dziwny.
Chłopiec. Chłopiec obserwujcie chłopca obserwujcie martwych. Idą po mnie. Wszyscy niedługo odejdziemy. Wszyscy. (...) Pastorze Len niech pan ich ostrzeże że chłopiec że nie wolno go...*
Katastrofy lotnicze, które zdarzają się częściej lub rzadziej, stały się powodem powstania wielu teorii spiskowych, wśród których pojawiali się Obcy, Czterej Jeźdźcy Apokalipsy i wiele innych elementów zaczerpniętych z różnych źródeł. Teorie, które ludzie szerzą, nie pozwalają na normalne funkcjonowanie ocalałych dzieci i ich rodzin. Traumatyczne wydarzenia, które bardziej przeżywają dorośli niż dzieci. Mali ludzie powinni być pod obserwacją, bo ich zachowanie wielokrotnie jest dziwne i niepokojące. Wśród osób, które się pojawiają w książce, jednych można darzyć większą serdecznością innych mniejszą. Związałam się z Paulem, który miał naprawdę ciężkie zadanie. Było mi go jednocześnie żal i bałam się o niego.
Jak łatwo popaść w histerię, zniszczyć świat, doprowadzić do rozpadu kontaktów międzynarodowych. Wystarczy jeden element, który dla niektórych osób okazuje się dziwny.
Oddałbym wszystko, żeby móc cofnąć czas, żeby nie pozwolić Jake'owi wejść do tego lasu.*
Pierwszy rozdział (dostępny w sieci) zaostrza apetyt i daje nadzieję, na ciekawą historię. Dlatego, kiedy zobaczyłam różnego rodzaju rozmowy, nagrania trochę mnie to podminowało. Dopiero na końcu odkryłam geniusz autorki. Ta forma sprawiła, że ta książka jest tak niezwykła. W trakcie czytania powoli pojawia się niepewność i ciekawość, o co tak naprawdę chodzi. Przez całą historię przewija się tajemnica, pewien rodzaj niepokoju. Czym bliżej końca tym z większą niecierpliwością czekałam na wyjaśnienie zagadki. Kiedy jednak zorientowałam się w czym tkwi, byłam zdumiona. Przede wszystkim, że dałam się wkręcić i tak późno to sobie uświadomiłam.
Nie spodziewałam się, ze ta książka tak mną wstrząśnie. Podczas czytania odczuwałam niepokój, a wewnętrzny głos mówił mi "Oni są wśród nas, tym razem to nie jest książka, to się zdarzyło naprawdę". Autorka zrobiła kawał świetnej roboty. Pomyślała o wszystkim ze wszystkimi szczegółami (chociażby ostatnie notatki Paula, które momentami są całkowicie nieczytelne).
Jeśli tylko macie taką możliwość sięgnijcie po tą książkę. Jestem pewna, że zrobi na Was wrażenie. I nie mówię tu tylko do miłośników thrillerów, bo zabieg autorki sprawił, że każdy czytelnik będzie mocno zaskoczony.
* Wszystkie cytaty pochodzą z książki.
* Wszystkie cytaty pochodzą z książki.
Za udostępnienie książki dziękuję:
11/14/2012
Dane techniczne:- Autor: Szymon Adamus, Chepcher Jones, Kornelia Romanowska i in.
- Tytuł: 31.10 Wioska przeklętych. Halloween po polsku.
- Wydawnictwo: WRCW
- Liczba e-stron: 414
- Premiera: 2012
- Gatunek: groza, opowiadania
Nieobecna na mapach, niewykrywana przez GPS-y, gdzieś w lesie, na odludziu, odcięta od łączności. Nie zadzwonisz z komórki, nie złapiesz wi-fi na laptopie. Nierzadko wodę musisz nabrać ze studni, jeśli chcesz napić się herbaty, a gdy ziąb usztywni ci palce, musisz narąbać drew na rozpalenie w kominku. I bacz, abyś nie wychodził nocą poza dom...
Na książkę trafiłam na fali medialnej, w moim przypadku internetowej, już nieomal nagonki na zagraniczną zabawę, jaką jest Halloween. Jeden z portali z ebookami wrzucił darmowy zbiór opowiadań - jak później się okazało, zupełnie pokaźny. Kilkunastu autorów - debiutantów, jak i doświadczonych w pisarskim rzemiośle. Motyw wspólny - przeklęta wioska Strzyżewo. Wytyczony gatunek - opowiadanie grozy. Postanowiłam, że spróbuję tym razem "dreszczykowego" gatunku.
Opowiadania w tym zbiorku miały różny poziom - czuć było, kiedy pisała osoba mniej, a kiedy bardziej obyta z piórem. Niektóre miały nieco irytujący styl, jak "Wywiad z wiedźmą", niektóre nierozwinięty potencjał, jak "Koty ze Strzyżewa", a jeszcze inne były po prostu nudne, jak "Wielkie powroty mistrza Gottentota". Jednak da się tu wyróżnić kilka naprawdę zapadających w myśli propozycji - "Wurdałaka", późniejsze "Skrzypce", oraz "Rzeźnik", którego nie polecałabym osobom o wrażliwych żołądkach. Opowiadaniem o sporych możliwościach, lecz nie do końca wykorzystanych jest "Pielgrzymka" - narracja prowadzona jest oczami młodego księdza.
Są opowiadania smutne, surrealistyczne, a nawet zawierające romansowe nuty. Każde jest inne, choć wszystkie opowiadają właściwie o tym samym.
Znakomita większość tych opowiadań spełniła założenia gatunku - czytanie ich po zmroku sprawiało, że kąty domu wydawały się ciemniejsze, nieoświetlony korytarz nieprzyjemniejszy, a każdy dziwny odgłos budził niepokój. Mimo czasem znaczących różnic w poziomie przyjemność czytania jest w moim odczuciu niezmącona, dlatego miłośnikom stanu, w którym po plecach biegną ciarki dzięki budowanemu napięciu, polecam ten zbiorek. Jest również edycja zeszłoroczna "31.10 Halloween po polsku" - niewykluczone, że i po nią sięgnę.
5/09/2012
Dane techniczne:
- Autor: Jodi Picoult
- Tytuł: Drugie spojrzenie
- Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
- Liczba stron: 411
- Premiera: 2010
- Gatunek: Powieść współczesna
Comtosook, Vermont, Stany Zjednoczone. Firma deweloperska chce wybudować galerię handlową w miejscu pochówku Indian Abenaki. Kiedy właściciel ziemi podpisuje odpowiednie papiery, mimo protestów Indian, zaczyna się budowa. Mniej więcej w tym samym czasie miasteczko nawiedza seria niewyjaśnionych zdarzeń: z nieba spadają płatki róż, w powietrzu unosi się zapach owoców leśnych, ziemia zamarza, chociaż jest środek lata, a jedna z dziewczynek widzi duchy…
Do miasteczka przyjeżdża Ross Wakeman, który odkąd stracił narzeczoną w wypadku samochodowym, pragnie za wszelką cenę udowodnić istnienie świata nadprzyrodzonego… Czy dziwne wydarzenia w miasteczku to zemsta przodków? Kim jest intrygująca, tajemnicza kobieta, którą poznaje Wakeman?
Sięgając po tę książkę nie do końca wiedziałam, czego się spodziewać. Było to moje pierwsze spotkanie z Picoult, a wcześniej słyszałam bardzo różne głosy na temat jej twórczości. Początkowo byłam trochę nieufna, ale moje obawy bardzo szybko zostały rozwiane.
Na początku pojawia się spora grupa bohaterów, na pierwszy rzut oka zupełnie ze sobą nie związanych. Trochę się w tym momencie zgubiłam. Jednak autorka nie pozwoliła mi długo błądzić, powoli łącząc ze sobą losy tych ludzi. A dalej historia robi się coraz bardziej niesamowita. Początkowo myślałam że największym problemem jest Ross i jego niemożność pogodzenia się z utratą ukochanej. Dodatkowo jego siostra ma syna, który choruje na bardzo rzadką i śmiertelną chorobę. Ale wraz z zagłębianiem się w historię zdałam sobie sprawę że jest to tylko wierzchołek góry lodowej. Spotkanie Rossa z tajemniczą kobietą porusza lawinę zdarzeń z przeszłości, o których większość chciałaby dawno zapomnieć.
Książka podzielona jest na trzy części. Wydarzenia pierwszej i trzeciej dzieją się współcześnie, druga część przenosi nas natomiast do roku 1932. Dopiero wtedy autorka ujawnia sprawy, które trochę mną wstrząsnęły i z którymi utożsamiał się niedługo później Hitler - czyli segregację ludzi. Może w Vermoncie nie było to związane z eliminacją żyjących ludzi, ale mimo wszystko praktyki, którym byli poddawani min. Indianie były nie do przyjęcia.
Zresztą problem segregacji nie był jedynym podjętym przez autorkę. Duchy, choroby, miłość, niepogodzenie z odejściem drugiej osoby, miłość matki do dziecka... Można by długo wymieniać wszystkie wątki które się tu pojawiły.
Bardzo mi się podobał sposób prowadzenia akcji przez autorkę. Parę razy udało jej się mnie zaskoczyć. Dodatkowo w całej historii nie było przestojów ani zbędnych wydarzeń. Wszystko co autorka zaplanowała dla bohaterów w jakiś sposób ich rozwija. Dzięki temu ich późniejsze decyzje są takie a nie inne.
Właściwie do ostatnich stron nie wiedziałam jak Picoult będzie chciała zakończyć tą historię. A szczególnie wydarzenia związane z Rossem. Jest to dodatkowym plusem książki.
Sięgając po tę książkę nie do końca wiedziałam, czego się spodziewać. Było to moje pierwsze spotkanie z Picoult, a wcześniej słyszałam bardzo różne głosy na temat jej twórczości. Początkowo byłam trochę nieufna, ale moje obawy bardzo szybko zostały rozwiane.
Na początku pojawia się spora grupa bohaterów, na pierwszy rzut oka zupełnie ze sobą nie związanych. Trochę się w tym momencie zgubiłam. Jednak autorka nie pozwoliła mi długo błądzić, powoli łącząc ze sobą losy tych ludzi. A dalej historia robi się coraz bardziej niesamowita. Początkowo myślałam że największym problemem jest Ross i jego niemożność pogodzenia się z utratą ukochanej. Dodatkowo jego siostra ma syna, który choruje na bardzo rzadką i śmiertelną chorobę. Ale wraz z zagłębianiem się w historię zdałam sobie sprawę że jest to tylko wierzchołek góry lodowej. Spotkanie Rossa z tajemniczą kobietą porusza lawinę zdarzeń z przeszłości, o których większość chciałaby dawno zapomnieć.
Książka podzielona jest na trzy części. Wydarzenia pierwszej i trzeciej dzieją się współcześnie, druga część przenosi nas natomiast do roku 1932. Dopiero wtedy autorka ujawnia sprawy, które trochę mną wstrząsnęły i z którymi utożsamiał się niedługo później Hitler - czyli segregację ludzi. Może w Vermoncie nie było to związane z eliminacją żyjących ludzi, ale mimo wszystko praktyki, którym byli poddawani min. Indianie były nie do przyjęcia.
Zresztą problem segregacji nie był jedynym podjętym przez autorkę. Duchy, choroby, miłość, niepogodzenie z odejściem drugiej osoby, miłość matki do dziecka... Można by długo wymieniać wszystkie wątki które się tu pojawiły.
Bardzo mi się podobał sposób prowadzenia akcji przez autorkę. Parę razy udało jej się mnie zaskoczyć. Dodatkowo w całej historii nie było przestojów ani zbędnych wydarzeń. Wszystko co autorka zaplanowała dla bohaterów w jakiś sposób ich rozwija. Dzięki temu ich późniejsze decyzje są takie a nie inne.
Właściwie do ostatnich stron nie wiedziałam jak Picoult będzie chciała zakończyć tą historię. A szczególnie wydarzenia związane z Rossem. Jest to dodatkowym plusem książki.

