3/22/2026

Co czuje "Przebudzona" Choi Eunyung

Co czuje "Przebudzona" Choi Eunyung

Dziś przychodzę do Was z moimi wrażeniami po lekturze książki, która raczej rzadko trafia na moją czytelniczą półkę – literatury dziecięcej. To jednocześnie jeden z nielicznych przekładów literatury koreańskiej skierowanych do młodszego czytelnika. Książka miała swoją premierę dosłownie kilka dni temu, a ja z chęcią opowiem o moich wrażeniach – zarówno jako dorosła czytelniczka, jak i próbując spojrzeć na tę historię oczami dziecka.

Ihyon budzi się w miejscu, które najprawdopodobniej jest szpitalem. Nad sobą widzi grupę obcych osób w białych kitlach. Dziewczynka nie do końca rozumie, dlaczego się tu znajduje – próbuje uchwycić okruchy wspomnień, które stopniowo wracają do jej głowy. Z czasem okazuje się, że przeszła poważną operację mózgu. Gdy wraca do domu, coś zaczyna się jednak nie zgadzać – rzeczywistość wydaje się inna niż ta zapisana w jej pamięci. Rodzice i siostra bliźniaczka są wobec niej niezwykle mili, ale w jej wspomnieniach wszystko wyglądało odrobinę inaczej.

Książka zdecydowanie przyciąga uwagę już na pierwszy rzut oka. Jest pięknie wydana – ma grube strony, dużą czcionkę i liczne ilustracje autorstwa Park Hyunji, ilustratorki z bogatym dorobkiem. To wszystko sprawia, że młodszy czytelnik nie powinien mieć problemu z lekturą. Publikacja skierowana jest do dzieci w wieku około 10 lat – podobnie jak bohaterka tej historii, co dodatkowo ułatwia utożsamienie się z nią.

Autorka buduje historię na wyraźnej nucie niepewności i tajemnicy. Poznajemy ją z perspektywy Ihyon – młodej dziewczynki, która próbuje odnaleźć się w rzeczywistości, której nie rozumie. Nie potrafi wyjaśnić, skąd biorą się jej wspomnienia, które nie zgadzają się z tym, co mówią jej rodzice i dziadkowie. Równie obcy wydaje się świat, w którym przyszło jej żyć – nowoczesny, a jednocześnie znacznie bardziej zharmonizowany z naturą, niż zapamiętała. To zderzenie sprawia, że bohaterka czuje się zdezorientowana i zagubiona. Razem z siostrą próbuje dojść do prawdy i zrozumieć, co tak naprawdę się wydarzyło.

Czytając tę historię, zastanawiałam się, jak odbierze ją młodszy czytelnik. Choć mnie samej zabrakło kilku odpowiedzi na pytania, które pojawiały się w trakcie lektury, uważam, że sposób, w jaki autorka prowadzi narrację, jest bardzo angażujący. To opowieść, która wciąga i sprawia, że chce się czytać dalej, by odkryć, co tak naprawdę się wydarzyło.

Z pewnością młodszy czytelnik, do którego skierowana jest ta książka, zwróci uwagę na nieco inne elementy tej historii. Nie będzie zagłębiał się tak bardzo w kwestie, które dla dorosłego odbiorcy wynikają z jego doświadczeń i życiowej perspektywy. Myślę jednak, że to bardzo ciekawa propozycja dla młodszych czytelników – tym bardziej, że autorka przemyca w tej opowieści dwa niezwykle ważne, współczesne tematy.

Wraz z rozwojem historii pojawiają się ważne zagadnienia związane z ochroną przyrody, życiem w zgodzie z naturą oraz rezygnacją z wygody na jej rzecz. Autorka pokazuje, że w świecie, w którym przyszło żyć Ihyon, możliwe jest połączenie tych dwóch podejść.

Drugim istotnym tematem jest przedłużanie życia i jego konsekwencje. Choroby, które we współczesnym świecie wciąż pozostają nieuleczalne, za kilkanaście czy kilkadziesiąt lat mogą stać się łatwe do wyleczenia. Ale czy obudzenie się w nowej rzeczywistości – w świecie pełnym zmian, z odmienioną rodziną, a czasem nawet bez niej – rzeczywiście jest dobrą ceną za życie? Co w takiej sytuacji okazuje się ważniejsze dla człowieka postawionego przed faktem dokonanym? Jak odbierze te kwestie młody czytelnik? Z pewnością inaczej niż ja, ale uważam, że samo poruszenie tych tematów jest bardzo wartościowe.

Sama czytałam tę historię z dużą ciekawością, a w pewnym momencie zakręciła mi się w oku łza. Sposób narracji i elementy historii wciągają, wywołują ciekawość i sprawiają, że chce się poznać jej zakończenie. Bez względu na to, czy sięgnie po nią młodszy, czy starszy czytelnik, z pewnością przeczyta ten tytuł z przyjemnością. Dlatego uważam, że to lektura warta uwagi i z pewnością będę polecać ją dzieciom wśród rodziny i znajomych.


  • Autor: Choi Eunyung
  • Tytuł: Przebudzona
  • Tytuł oryginalny: 해동 인간 (haedong ingan)
  • Tłumaczenie: Dominika Chybowska-Jang
  • Wydawnictwo: Kropka
  • Liczba stron: 176
  • Premiera: 18 marzec 2026

3/18/2026

Warto czy nie sięgnąć po "Legenda o łowczyni demonów" Esther Park

Warto czy nie sięgnąć po "Legenda o łowczyni demonów" Esther Park


Choć książek koreańskich autorów na polskim rynku pojawia się na rynku coraz więcej, ta wyróżnia się na tle znanych już motywów i gatunków. Historia osadzona została w realiach historycznej Korei z czasów dynastii Joseon, a jednocześnie bardzo mocno akcentuje elementy fantastyczne. Na okładce można znaleźć porównania do zeszłorocznego przeboju Netfliksa K-popowe łowczynie demonów oraz do filmu Mulan. Byłam więc ciekawa, czy w tej historii odnajdę podobne wątki i czy wciągnie mnie tak bardzo, jak oba te tytuły.

Bin Seomun od najmłodszych lat przyciąga do siebie demony, które niejednokrotnie zagrażały jej najbliższym. Z tego powodu od lat żyje na uboczu, jakby zapomniana przez własną rodzinę. Obecnie poluje na demony, które stają na jej drodze, ponieważ wierzy, że gdy zgromadzi odpowiednią liczbę ich „dusz”, będzie mogła wreszcie uwolnić się od swojego przeznaczenia.

Eunho natomiast jest najbardziej pożądanym kawalerem w stolicy. Jako lojalny sługa króla próbuje odkryć spisek rodzący się na dworze. Los sprawia jednak, że drogi tych dwojga niespodziewanie się przecinają. Wspólna, trudna sytuacja sprawia, że bohaterowie zaczynają powoli odkrywać zapomniane wspomnienia. 

W historię bardzo łatwo się wchodzi — język jest płynny i lekki, dzięki czemu kolejne strony czyta się z dużą swobodą. Początkowo, poznając bohaterów, ich historie i kolejne wydarzenia, miałam wręcz wrażenie, jakbym oglądała historyczną dramę. Pojawiają się tu dobrze znane motywy: zerwane przeznaczenie, klątwa oraz uczucia powracające mimo wielu przeciwności losu.

Równolegle rozwija się wątek spisku na królewskim dworze — doradcy, który próbuje uczynić z króla jedynie marionetkę. Wszystkie te elementy bardzo dobrze współgrają z historiami, które miałam już okazję oglądać w koreańskich dramach.

Warto też zwrócić uwagę na wątki mitologiczne, które autorka wplata w fabułę. W książce pojawiają się postacie i motywy zaczerpnięte z koreańskich wierzeń dotyczących świata zmarłych. Jedną z nich jest Yeomra – władca zaświatów i jeden z sędziów piekielnych, który w tradycji koreańskiej odpowiada za osądzanie dusz po śmierci. Pojawiające się w historii kręgi piekielne, demony oraz posłańcy śmierci mają swoje źródła w koreańskim szamanizmie i buddyjskich wyobrażeniach zaświatów. Dzięki temu elementy fantastyczne w powieści nie są całkowicie wymyślone – w dużej mierze nawiązują do tradycyjnych wierzeń i mitologii Korei.

Moje początkowe pozytywne wrażenia nieco rozbiły się jednak o końcówkę tej historii, w której element fantastyczny zaczyna dominować nad wszystkim innym. Dążenie do finału i kulminacyjna scena sprawiły, że moje dobre odczucia trochę opadły, a sama książka w mojej ocenie spadła o kilka stopni. Mam wrażenie, że w pewnym momencie pojawia się tu po prostu zbyt wiele fantastyki. Postacie okazują się kimś zupełnie innym, niż można było początkowo przypuszczać, a kolejne odkrycia coraz bardziej komplikują historię. Jednym słowem — moim zdaniem autorka trochę „przedobrzyła”.

Wydaje mi się również, że pojawia się tu trochę za dużo elementów w stylu „zabili go i uciekł”. Bohaterowie przeżywają niezwykle dramatyczne wydarzenia, poświęcają się i stają w obliczu śmiertelnego zagrożenia, a jednak ostatecznie wszystko dobrze się kończy i znajdują swoje szczęśliwe zakończenie. W pewnym momencie zaczęło to sprawiać wrażenie nieco naiwnego rozwiązania fabularnego. Być może wynika to z faktu, że książka skierowana jest przede wszystkim do młodszego czytelnika.

Myślę jednak, że historia może się podobać w różnym stopniu, w zależności od tego, czego szuka się w tej książce. Osobiście, po początku tej opowieści, miałam nadzieję na ciekawą powieść historyczną z elementami fantastyki, koreańskich wierzeń, demonów i świata alternatywnego. Dla osób, które mniej interesują się historią, a bardziej fantastyką, odbiór tej opowieści może być jednak zupełnie inny.




  • Autor: Park Esther
  • Tytuł: Legenda o łowczyni demonów
  • Tytuł oryginalny: 벽사아씨전 (byeogsaassijeon)
  • Tłumaczenie: Klaudia Szary
  • Wydawnictwo: Time4ya
  • Liczba stron: 320
  • Premiera: 11 listopad 2025

3/15/2026

Czy bezpieczne są "Łąki kwitnące purpurą" Edyta Świętek

Czy bezpieczne są "Łąki kwitnące purpurą" Edyta Świętek


Pierwszy tom tej historii przenosi czytelnika w czasy tuż po wojnie. Pokazuje proces wywłaszczeń, powstawanie PGR-ów oraz powolne przenoszenie się bohaterów do miasta. Ten początek pozwala obserwować, jak bohaterowie odkrywają miejsce, które w przyszłości ma stać się nową, najbardziej nowoczesną dzielnicą Krakowa — Nową Hutą. To właśnie tam najpierw trafia Bronek, a niedługo później także Julia. Autorka zostawiła czytelników z wieloma niewiadomymi, dlatego dobrze, że drugi tom pojawił się tak szybko.

Bronek nie potrafi znaleźć spokoju w małżeństwie. Jego myśli wciąż wracają do kobiety, której oddał serce. Ciągłe kłótnie i nieporozumienia w czterech ścianach własnego domu sprawiają, że mężczyzna zaczyna coraz częściej sięgać po alkohol i zamiast wracać do mieszkania, wybiera wizyty u siostry lub w barze. Julka powoli urządza się w Nowej Hucie, jednak także ją nie omijają problemy. W pracy pojawiają się trudności, które skutecznie burzą jej spokój. Dodatkowo na jej drodze coraz częściej pojawia się podejrzany mężczyzna. Do Nowej Huty dociera również pozostała część rodzeństwa. Każde z nich doświadcza chwil szczęścia, ale równie wielu problemów, które pojawiają się na ich drodze.

Nowe wydanie tego tytułu, którego ponownie podjęło się wydawnictwo Mando, prezentuje się bardzo ciekawie i zdecydowanie przyciąga wzrok. Jednak — jak zawsze — to, co najważniejsze, kryje się w środku.

Historia ukazuje losy rodziny Szymczaków, ale wyraźnie widać w niej także szerszy obraz społeczeństwa oraz realia niezwykle trudnych lat 50. Na pierwszy plan wysuwa się coraz brutalniejsza walka z Kościołem, która bardzo wyraźnie rzutuje nie tylko na życie kapłanów, lecz także na całe polskie społeczeństwo. Nie sposób pominąć również brutalnych metod śledczych stosowanych przez ówczesny aparat władzy, który nierzadko doprowadzał do śmierci podejrzanych jeszcze zanim przyznali się do winy. To tylko niektóre elementy stanowiące tło wydarzeń, a jednocześnie bardzo mocno wpływające na życie bohaterów.

W tym tomie autorka nie oszczędza bohaterów. Wielokrotnie wpadają oni w tarapaty i popełniają błędy, które mają wpływ na ich dalsze życie. Nie da się jednak ukryć, że tym razem to raczej męscy bohaterowie są sprawcami większości niefortunnych zdarzeń i problemów pojawiających się w historii.

Każdy z bohaterów wywołuje podczas lektury inne emocje i tu trzeba złożyć ukłon w stronę autorki, która sprawiła, że postacie stały się bardzo rzeczywiste — pełne zarówno wad, jak i zalet. Nad jednymi można się litować, na zachowanie innych zżymać, a jeszcze przy innych złościć się na podejmowane przez nich błędne decyzje. Niejednokrotnie pojawia się też pytanie, dlaczego dana osoba postępuje właśnie tak, a nie inaczej. Wszyscy razem ożywiają tę historię i sprawiają, że staje się ona wielowymiarowa.

Lektura tego tomu była niezwykle szybka i przyjemna, mimo zawartych w nim trudnych wydarzeń. Z pewnością duży wpływ miał na to język, którym posługuje się autorka — lekki i wciągający, a jednocześnie pozwalający płynnie przejść nawet przez najbardziej drastyczne momenty historii.

Łąki kwitnące purpurą to znakomita kontynuacja historii, która jeszcze mocniej wchodzi w życie poszczególnych bohaterów, pokazując ich rozwój, a jednocześnie na tle wydarzeń historycznych ukazując coraz większe zmiany zachodzące w powojennej Polsce. Zakończenie nieco zaskakuje, a jednocześnie wprowadza lżejszy, bardziej romantyczny wątek, który być może rozwinie się w dalszej części historii. Dla mnie to zdecydowanie świetna opowieść, warta uwagi i polecenia. 





  • Autor: Świętek Edyta
  • Tytuł: Łąki kwitnące purpurą
  • Cykl: Spacer Aleją Róż #02
  • Wydawnictwo: Mando
  • Liczba stron: 384
  • Premiera: 11 luty 2026

3/01/2026

Czy można znaczyć "Mniej niż nic" Elizabeth Kim

Czy można znaczyć "Mniej niż nic" Elizabeth Kim



Dawno nie czytałam książki nasyconej tak wielką ilością trudnych emocji. Mimo niepozornych rozmiarów, historia opowiadana przez narratorkę — przedstawiająca jej losy od najmłodszych lat — niesie ze sobą ogromny emocjonalny ciężar. To opowieść o dziecku narodzonym ze związku Koreanki i Amerykanina, od pierwszych chwil odrzucanym przez wszystkich poza własną matką. Zastanawiam się, jak wielką siłę trzeba w sobie mieć, by przetrwać wszystko, co wydarzyło się w jej życiu.

Na niespełna dwustu stronach autorka, a zarazem narratorka, przedstawia swoje losy — najpierw w Korei Południowej, a później w Stanach Zjednoczonych. W sposób prosty, a jednocześnie subtelny ukazuje życie, jakie ją spotkało. Odrzucona przez koreańskie społeczeństwo, ponieważ jej matka związała się z obcym — Amerykaninem — ona sama została uznana za nieczłowieka (honhyŏl). Wraz z matką żyły na skraju wioski, pogardzane przez innych, nawet przez własną rodzinę. Dziecięce wspomnienia nie pokazują wprost ogromu przemocy, jaka miała wówczas miejsce, lecz bardzo wiele można doczytać między wierszami.

Wiele elementów tej historii przeraża; jednym z nich jest z pewnością śmierć jej matki (ommy), której narratorka była świadkiem jako kilkulatka. Zabili ją najbliżsi — ojciec i brat matki. To wydarzenie odcisnęło się na niej na całe życie. Sama również otarła się o śmierć, jednak przebłysk człowieczeństwa u ciotki sprawił, że trafiła do sierocińca, a następnie została adoptowana przez rodzinę w Stanach Zjednoczonych.

Można mieć nadzieję, że po trafieniu do sierocińca, a następnie do Stanów Zjednoczonych, jej życie wreszcie nabrało lepszego kierunku. Nic bardziej mylnego. Przetrzymywanie dzieci w małych kojcach w placówce prowadzonej przez misjonarzy wywołało u niej klaustrofobię, która towarzyszyła jej w późniejszym życiu, a adopcja przez parę skrajnie ortodoksyjnych chrześcijan przyniosła kolejne lata upokorzeń i traumy. Autorka opisuje te wydarzenia z dużą szczerością, starając się nie oceniać — jedynie pokazuje, jak wpłynęły na nią samą i jakimi konsekwencjami odbiły się w dorosłym życiu.

Myślę, że książka miała dla autorki w pewnym stopniu działanie uzdrawiające. Poprzez opowiedzenie swojej historii mogła ponownie zmierzyć się z bolesnymi doświadczeniami. Jednocześnie wiele z nich opisuje nie z perspektywy dorosłej osoby, lecz oczami dziecka — dziecka, które szukało jedynie akceptacji i miłości, a wielokrotnie doświadczało odrzucenia i trudnych emocji. Podczas lektury nie raz i nie dwa miałam ochotę potrząsnąć dorosłymi bohaterami, uświadomić im, że ich działania niszczą dziecięcą duszę i pozostawiają wiele niewidocznych ran.

Jedynym dobrym wspomnieniem, które bohaterka pielęgnowała, był czas spędzony z ommą — chwile, w których czuła się kochana i bezpieczna. Nawet to jednak próbowano jej później odebrać. Nowi rodzice wielokrotnie wmawiali jej, że omma smaży się w piekle, ponieważ nie wierzyła w Jezusa, że była złą, rozwiązłą kobietą, która popełniła samobójstwo. Czy dla kilkuletniego dziecka, a później nastolatki, może istnieć coś bardziej okrutnego?

Elizabeth Kim nie miała imienia przed adopcją. Jej matka nazywała ją jedynie pieszczotliwie „małą dziewczynką”, nigdy jednak nie nadano jej prawnego imienia. Nie wie, kiedy się urodziła ani ile dokładnie ma lat. Nie zna imienia matki ani ojca. To, co przywołuje w książce, to wspomnienia kilkuletniego dziecka, które wie, że ma matkę, dziadka i wuja, lecz nie zna ich imion. Dokładnie to samo widnieje w jej dokumentacji adopcyjnej.

Ciotka, przyprowadzając ją do sierocińca, stwierdziła, że to obce dziecko, które znalazła na drodze. Takie historie naprawdę się zdarzały. Po wojnie koreańskiej było wiele takich dzieci — porzuconych, często zabijanych. Ich niechciane życie nikogo nie obchodziło. Historia autorki pokazuje tylko jedno istnienie. A ile z nich zostało sprzedanych jako niewolnicy? Taki los mógł spotkać również Elizabeth. W XX wieku wciąż działy się takie rzeczy.

Kolejnym niezwykle oburzającym elementem tej historii jest rzeczywistość w Stanach Zjednoczonych, w której dziewczynka — już od początku nosząca w sobie poczucie bycia gorszą — została w tym przekonaniu utwierdzona przez nowych rodziców. Wiedziała, że powinna być wdzięczna za „uratowanie” z pogańskiego kraju, że powinna cierpieć razem z Jezusem, a jednocześnie przez całe lata żyła w lęku, że jeśli zrobi coś źle, zostanie odesłana. Do tej pory nie zaznała bowiem prawdziwego poczucia bezpieczeństwa — zniknęło ono wraz ze śmiercią matki.

Szczególnie adopcyjna matka jawiła mi się jako osoba, która bezapelacyjnie nie powinna mieć styczności z dziećmi. To podporządkowanie się oczekiwaniom rodziców sprawiło zresztą, że jako nastolatka wyszła za sadystycznego mężczyznę. Niewiele w jej życiu zostało oszczędzone.

Mniej niż nic to książka niosąca ze sobą ogromny ładunek trudnych, bolesnych emocji. Jej lektura nie jest łatwa i pozostawia po sobie poczucie czegoś złego — ciężaru, który nie znika wraz z przewróceniem ostatniej kartki. Polski tytuł różni się od oryginału, który brzmi Tysiąc smutków i być może trafniej oddaje koleje losu autorki.

Dopiero pod koniec pojawia się jedna krótka chwila, przynosząca jej ukojenie: młoda Koreanka, spotkana w restauracji, ukłoniła się jej — gest prosty, a jednocześnie przełomowy. Dla autorki, już jako dorosłej kobiety, był to moment katharsis po latach opluwania, rzucania kamieniami i traktowania jej jak podczłowieka.



  • Autor: Kim Elizabeth
  • Tytuł: Mniej niż nic
  • Tytuł oryginalny: The Thousand Sorrows
  • Tłumaczenie: Danuta Górska
  • Wydawnictwo: Świat Książki
  • Liczba stron: 196
  • Premiera: 22 październik 2002
Copyright © 2014 Książkowe Wyliczanki , Blogger