wtorek, 10 lipca 2018

Gdzie znajduje się "Niebo na własność" Luke Allnutt


Mimo rozwiniętej medycyny, a także ciągle nowych odkryć w dziedzinie ratowania życia i zdrowia ludzkiego jest nadal wiele chorób, z którymi mierzymy się bez większych szans. Każda wiadomość o nowotworze jest niezwykle bolesna nie tylko dla osoby chorej, ale również dla jej bliskich. Tysiąc razy gorsze staje się wszystko, kiedy na tak ciężkie i nieuleczalne choroby zapada dziecko. Jak można poradzić sobie z wiadomością, że niewiele da się zrobić? Gdzie szukać ratunku? Jak przeżyć stratę? Tak naprawdę ciężko to sobie wyobrazić. Autor w swojej książce podjął się przedstawienia historii pewnego mężczyzny, który musiał zmierzyć się z chorobą syna. Czy ta lektura jest warta uwagi? 


Rob i Anna tworzyli szczęśliwy związek. Kiedy w ich życiu pojawiło się dziecko, nie posiadali się ze szczęścia. Spędzali we trójkę każdą możliwą chwilę, ciesząc się z drobnych codziennych spraw razem z synem. Jednak coś zaczęło się zmieniać. Jack miał chwilę zachwiania równowagi. Wizyta u lekarza dała zatrważającą diagnozę: guz mózgu. Zrozpaczeni rodzice szukali rozwiązań, jak pomóc swojemu synowi. Chwile zwątpienia i radości od tej chwili mieszały się ze sobą. Podstępna choroba nie dawała za wygraną, a Rob i Anna pogrążali się w rozpaczy i coraz bardziej oddalali się od siebie. To historia smutku, rozpaczy, nadziei i podnoszenia się z kolan. 

Autor podjął się niezwykle bolesnego tematu, który bardzo często jest omijany jako niezbyt wygodny. Po co dotykać coś, co nie jest lekkie i przyjemne. Historia Roba jest niezwykle wartościowa, a jednocześnie zostaje w głowie na długi czas. Wszystko, o czym czytamy w "Niebie na własność" jest pisane z perspektywy mężczyzny, męża i ojca. Do tej pory najczęściej spotykałam się z relacjami matek w różnym kontekście dzieci. Historia ojca, jego uczucia i uczynki, szczególnie w tak przytłaczającej perspektywie, są dużym plusem. Zawsze byłam ciekawa uczuć ojców, ich relacje z dziećmi są trudniejsze do uchwycenia. 

Lektura pokazuje chorobę Jacka, ale to tylko część tej historii. Tak naprawdę o wiele wyraźniej widać właśnie uczucia Roba - codzienne szczęście, nagłą diagnozę, niedowierzanie, nadzieję, radość, druzgocącą wiadomość, a potem szukanie sposobu, wszelkiego punktu zaczepienia się. Rob przez cały ten czas nie potrafił pogodzić się ze świadomością, że jego syn odejdzie. Być może było to trochę samolubne, ale czy ktoś może się dziwić. Szukał wszystkich możliwych sposobów na ratunek, jego myśli często były okrutne. Wszystko to jednak robił z miłości i niesamowitego bólu, który przez bardzo długi czas go prześladował. 

Kiedy otworzyłem laptop, w przeglądarce było już otwartych kilka zakładek, w tym strona Google'a. W oknie wyszukiwarki nadal widniało hasło: "Jak powiedzieć sześciolatkowi, że umiera?". 

Historia Roba, Anny i Jacka momentami rozrywa serce. Nie raz czytając ją miałam łzy w oczach. Razem z Robem przeżywałam tę historię. Razem z nim potępiałam Anne w jej wyborach, razem z nim miałam wątpliwości, czy wszystkiego już spróbowali. Czy myślałam bardziej o sobie jako ojcu czy o ostatnich chwilach dziecka, nie wiem. Jednak rok, który wraz z umierającym synem przeżył Rob był niezwykle traumatycznym przeżyciem, który mężczyzna przypieczętował poważną depresją i brakiem pogodzenia się z losem. 


Przytłaczające wydarzenia oddaliły od siebie również małżonków. Brak wspólnego zdania na temat możliwości leczenia, skąpe rozmowy, nie możność pogodzenia się z losem - to wszystko stopniowo oddalało od siebie Annę i Roba, każde z nich zaczęło żyć w swoim świecie. Ojciec szukał cały czas sposobu na uratowanie dziecka, matka starała się jak najwięcej doświadczyć w tych ostatnich wspólnych chwilach. Każde z nich miało własny sposób na radzenie sobie z bólem i stratą. Czy któryś z nich był lepszy od drugiego? Czy jedno cierpiało bardziej od drugiego? Historia Roba bardziej przemawia do czytelnika, Anna jest w tle, nie można więc poznać tego co przeżywała wewnętrznie. 

W trakcie choroby syna Rob zetknął się w innymi rodzicami, którzy walczyli o swoje dzieci, przeżywali smutek i cierpienie. Fora internetowe, które zrzeszyły ludzi szukających ratunku, a także wracających po pogodzeniu się z losem. To również ważny świat, który niesie odrobinę otuchy w trudnych chwilach. 

"Niebo na własność" to lektura trudna tematycznie, bardzo emocjonalna i przytłaczająca w swoim odbiorze. Pokazuje przeżycia jednej osoby, które odkrywają całą gamę emocji targających człowiekiem. Historia straty i sposobu radzenia sobie z nią. Myślę, że rodzice mogą odebrać ją intensywniej i wrażliwiej. To lektura, która pokazuje przemianę człowieka. Zdecydowanie dla wszystkich, którzy czują się na siłach i nie boją samego tematu. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję za każdy zostawiony komentarz.