Krótka historia, zawarta na niespełna 120 stronach, jest trochę magiczna, trochę refleksyjna. Z jednej strony smutna, z drugiej dająca nadzieję. To pewien wycinek z życia dwójki młodych ludzi, lekko odrealniony przez wprowadzenie kilku niecodziennych motywów. Sięgnęłam po nią, jadąc na spotkanie z autorką, a że dzięki niewielkiej objętości czyta się ją bardzo szybko, postanowiłam poznać ją do końca.
„Pamiętaj, nie podążaj za cieniem”. To bardzo ważna przestroga, która pojawia się już na samym początku książki. Autorka buduje bardzo oniryczną powieść i bawi się językiem, który wciągnął mnie już od pierwszych zdań. Bohaterka, Eun-gyo, to młoda kobieta pracująca w jednym ze sklepików mieszczących się w odchodzącym w zapomnienie kompleksie giełdy elektronicznej. To właśnie tam poznaje Mu-jae. Historia tej dwójki przeplata się z opowieścią o sklepach, którym grozi zamknięcie, oraz o ich wiekowych właścicielach, którzy spędzili tam całe życie.
Kompleks giełdy elektronicznej – kilka hal, w których ludzie żyją i pracują – jest dziś już przeszłością. Autorka, która brała udział w demonstracjach na rzecz zachowania tego historycznego miejsca, właśnie nim zainspirowała się, pisząc tę historię. Nie samo centrum i jego losy są jednak motywem przewodnim, choć nadają opowieści bardzo wyraźny klimat. W trakcie lektury można zajrzeć nie tylko do sklepu, w którym pracuje Eun-gyo, ale również poznać atmosferę innych punktów mieszczących się w kompleksie. Między wierszami pojawiają się informacje o planach wyburzenia i stopniowym podupadaniu tego miejsca. Całość niesie ze sobą nostalgię za dawnymi czasami oraz smutek związany z tym, co nieuchronnie przyniesie przyszłość.
Mam jednak wrażenie, że centrum jest jedynie tłem tej historii. Powieść skupia się przede wszystkim na młodych bohaterach oraz cieniach, które pozostają istotne od pierwszej do ostatniej strony. To właśnie one stają się w tej opowieści czymś niezwykłym. Jednocześnie nie zaskakują bohaterów – mam wręcz wrażenie, że są dla nich czymś zupełnie naturalnym. Cień każdego człowieka może się oddzielić, choć do końca nie wiadomo, dlaczego tak się dzieje. Jedno jest pewne – podążanie za własnym cieniem to coś, czego absolutnie nie wolno robić, ponieważ może doprowadzić człowieka do zguby.
Związek Eun-gyo i Mu-jae rozwija się bardzo naturalnie. Pracują w tym samym kompleksie, razem jedzą posiłki i wybierają się na krótkie wycieczki. Nie ma w tej relacji wielkich deklaracji ani gwałtownych zwrotów akcji. Jest za to bliskość, która rodzi się z codzienności i wspólnie spędzanego czasu. W ich rozmowach raz za razem powraca motyw cieni, a wraz z nim ostrzeżenie, by nigdy za nimi nie podążać. To zjawisko, które może zniszczyć człowiekowi życie.
Właściwie do samego końca nie wiadomo, czym są tytułowe cienie. Czytelnik może jedynie domyślać się ich znaczenia, co dodatkowo potęguje oniryczny charakter tej opowieści. Zresztą nie są to jedyne niezwykłe elementy tej historii. W jednej z rozmów pojawia się również motyw wirów na głowie, który jeszcze bardziej burzy poczucie rzeczywistości i sprawia, że podczas lektury łatwo zatracić granicę między tym, co realne, a tym, co symboliczne.
Urzekł mnie przede wszystkim język tej powieści, który już od pierwszego zdania zachwyca swoją melodyjnością. Równie mocno przemówił do mnie klimat podupadającego kompleksu, który autorka oddaje z niezwykłym wyczuciem. Czytając opisy sklepików i ich właścicieli, trudno nie odczuć sentymentu i smutku. To właśnie te elementy okazały się dla mnie największymi atutami tej lektury.


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Dziękuję za każdy zostawiony komentarz.