6/28/2026

Gdzie leży "Jezioro stworzenia" Rachel Kushner

Gdzie leży "Jezioro stworzenia" Rachel Kushner


Są książki, które od pierwszych stron wciągają i nie pozwalają się od siebie oderwać. Są też takie, które intrygują pewnymi elementami, ale ostatecznie nie do końca spełniają oczekiwania. I właśnie takie odczucia zostawiło we mnie Jezioro Stworzenia.

Najbardziej zaciekawił mnie początek i wszystkie rozważania dotyczące prehistorii człowieka. Wątki związane z neandertalczykami, homo erectus czy homo sapiens oraz nowe odkrycia archeologiczne naprawdę przykuły moją uwagę. To właśnie te fragmenty czytałam z największym zainteresowaniem i szkoda, że później zeszły one na dalszy plan. Chętnie przeczytałabym ich znacznie więcej, bo były dla mnie jednym z najmocniejszych punktów całej powieści.

Główna historia skupia się na amerykańskiej agentce działającej pod fałszywą tożsamością. Na zlecenie prywatnej organizacji ma przeniknąć do ekologicznej komuny, zdobyć zaufanie jej członków i doprowadzić do jej zniszczenia. Brzmiało to jak zapowiedź historii pełnej napięcia i moralnych dylematów. Liczyłam też, że wraz z poznawaniem mieszkańców komuny bohaterka zacznie patrzeć na świat z innej perspektywy. Tymczasem otrzymałam coś zupełnie innego.

Agentka Smith z każdą kolejną stroną wydawała mi się coraz bardziej cyniczna, bezduszna i pozbawiona jakichkolwiek wartości poza pieniędzmi. Jej wspomnienia tylko utwierdzały mnie w tym przekonaniu. Do tego dochodzi ciągłe picie, prowadzenie samochodu pod wpływem alkoholu czy wykorzystywanie ludzi wyłącznie jako narzędzi do osiągnięcia celu. To bohaterka, której zwyczajnie nie potrafiłam polubić ani kibicować.

Również sam pobyt w komunie momentami mnie nużył. Odniosłam wrażenie, że niektóre rozdziały nie wnosiły wiele do historii i niepotrzebnie spowalniały akcję. Paradoksalnie, mimo że spędzamy tam z bohaterką sporo czasu, wcale nie miałam poczucia, że dobrze poznałam tę społeczność. Owszem, wiadomo, że jej członkowie sprzeciwiają się zmianom przemysłowym i walczą o środowisko, ale zabrakło mi głębszego zrozumienia ich codzienności, motywacji i tego, do czego tak naprawdę dążą. Ich przywódca sprawiał natomiast wrażenie człowieka, który decyduje o wszystkim, przez co całość momentami bardziej przypominała sektę niż wspólnotę opartą na wspólnych ideach.

To, co zapamiętam z tej książki najmocniej, to kilka bardzo nietuzinkowych postaci. Kobieta wykluczona z komuny za własne zdanie, która postanowiła szukać trufli ze swoją świnią. Starsze małżeństwo pragnące dołączyć do wspólnoty, ale odrzucone przez jej członków. Czy wreszcie najbardziej kontrowersyjny bohater – nastolatek, który jako jedenastolatek został ojcem, a własne dziecko wychowuje jak młodszego brata. To właśnie takie epizody sprawiały, że historia nabierała charakteru i wybijała się ponad schemat.

Duże wrażenie zrobił na mnie również Lambert – człowiek mieszkający w jaskiniach, który po tragedii ze swojej przeszłości odciął się od świata i poświęcił badaniom nad neandertalczykami. To postać tajemnicza, nietuzinkowa i zdecydowanie jedna z ciekawszych w całej powieści. Żałuję tylko, że autorka nie poświęciła mu więcej miejsca, bo właśnie jego historia najbardziej mnie intrygowała.

Punkt kulminacyjny, czyli protest podczas targów zakończony śmiercią i ucieczką głównej bohaterki, pokazał z kolei, że nad losem wielu ludzi stoją siły, których na co dzień nawet nie dostrzegamy. To chyba jedyny moment, w którym poczułam napięcie i miałam wrażenie, że wszystkie elementy układanki zaczynają się ze sobą łączyć.

Ostatecznie „Jezioro Stworzenia” okazało się dla mnie książką, która dość mocno rozminęła się z moimi oczekiwaniami. Po opisie spodziewałam się historii o odkrywaniu tajemnic zamkniętej społeczności i stopniowej przemianie bohaterki pod wpływem ludzi, których miała zniszczyć. Tymczasem dostałam opowieść znacznie bardziej chłodną, momentami rozwlekłą i skupioną na bohaterce, z którą nie potrafiłam znaleźć żadnej wspólnej płaszczyzny.

Nie żałuję tej lektury, bo znalazłam w niej kilka naprawdę interesujących motywów – przede wszystkim tych związanych z prehistorią człowieka oraz postacią Lamberta. Mam jednak poczucie, że całość nie zostanie ze mną na długo. To po prostu nie jest literatura, po którą sięgam najchętniej.

Choć mnie ta historia ostatecznie nie przekonała, myślę, że znajdzie swoich odbiorców. Szczególnie wśród osób, które lubią niejednoznacznych bohaterów, niespieszną narrację oraz powieści skłaniające do własnych interpretacji. Wiele do odnalezienia będą tu mieli również czytelnicy zainteresowani tematami ekologii, zmian przemysłowych i współczesnych dylematów związanych z relacją człowieka z naturą.



  • Autor: Kusher Rachel
  • Tytuł: Jezioro Stworzenia
  • Tytuł oryginalny: Creation Lake
  • Tłumaczenie: Marek Fedyszak
  • Wydawnictwo: Noir Sun Blanc
  • Liczba stron: 387
  • Premiera: 27 maj 2026
  • 6/20/2026

    Kim są "Anastazja", "Krzysztof" Agnieszka Panasiuk

    Kim są "Anastazja", "Krzysztof" Agnieszka Panasiuk


    Ta dylogia trafiła pod moje skrzydła patronackie, dlatego chciałabym rzetelnie opowiedzieć o niej i o wrażeniach, jakie na mnie wywarła. To jedna z tych historii, które warto poznać. Otwiera bowiem mniej znane okno na przeszłość, pokazując ją przez pryzmat losów zwykłych ludzi oraz problemów, z jakimi musieli się mierzyć każdego dnia.

    Anastazja po kilku latach nauki u prawosławnych sióstr wraca do rodzinnej Białej. Musi zmierzyć się nie tylko z ostracyzmem społecznym jako Polka, która ugięła się przed zaborcą i przyjęła jego wiarę, ale również z trudną sytuacją w domu. Ojciec nieustannie rządzi tam twardą ręką, a matka z powodu choroby ledwo jest w stanie krzątać się po gospodarstwie.

    Na szczęście dziewczyna znajduje zatrudnienie w żeńskim progimnazjum. Chce przekazywać wiedzę i pomagać młodym dziewczętom zdobywać wykształcenie. Czasy, w których przyszło jej żyć, szybko jednak wystawiają ją na próbę. Anastazja styka się z socjalistami, którzy próbują wykorzystać ją do własnych celów. To okres pierwszych strajków robotniczych i szkolnych, kiedy społeczne napięcia stają się coraz bardziej odczuwalne.

    Autorka osadziła historię w czasie, który rzadko trafia na karty powieści. Są to lata 1904–1905 – okres wojny rosyjsko-japońskiej oraz narastającego niezadowolenia społecznego zarówno w Rosji, jak i na terenach zaborczych, w tym na ziemiach polskich. W tym wszystkim śledzimy losy bohaterki, która wielokrotnie przywodziła mi na myśl pozytywistyczne ideały. Szczególnie bliskie wydawały mi się jej wiara w pracę u podstaw oraz przekonanie, że wiedza i edukacja mogą realnie zmieniać ludzkie życie.

    Krzysztof – tytułowy bohater drugiego tomu – jest całkowitym przeciwieństwem Anastazji. Okryty złą sławą, uwodziciel żon i panien na wydaniu, którego podróż z Warszawy do Białej ciągnie za sobą niezbyt chlubne historie. Spotkanie z Anastazją początkowo wydaje się czystym przypadkiem, ale los ma wobec nich własne plany.

    Historia Anastazji i Krzysztofa to opowieść o dwóch różnych światach, odmiennych ideałach i sposobach patrzenia na rzeczywistość. Anastazja wierzy w edukację, pracę u podstaw i pomoc najbiedniejszym. Krzysztof z kolei jest niezwykle radykalny — chce działać tu i teraz, a w dążeniu do swoich celów nie boi się sięgać po najbardziej zdecydowane środki. To zderzenie dwóch postaw i dwóch wizji walki o lepszą przyszłość stanowi jeden z najciekawszych elementów tej historii.

    Właściwie ta historia mogłaby tworzyć jedną książkę. Jest niezwykle płynna i doskonale pokazuje, jak społeczne niepokoje wpływają na losy bohaterów. Szczególnie Anastazja, która do samego końca pozostała dla mnie główną bohaterką tej opowieści, przechodzi ogromną przemianę. Nie tyle wewnętrzną, ponieważ jej ideały pozostają niezmienne, ile życiową. Obserwujemy ją od momentu powrotu ze szkoły, przez burzliwy okres spędzony w Białej, aż po ucieczkę z miasta i dalsze poszukiwanie własnej drogi.

    Autorka zastosowała też ciekawy zabieg w kreacji Krzysztofa. W pewnym sensie igra z oczekiwaniami czytelnika, prowadząc akcję i budując relacje między bohaterami w taki sposób, że łatwo można wyciągnąć błędne wnioski. Nie zdradzę szczegółów, ale bardzo podobało mi się, jak Agnieszka Panasiuk potrafiła wykorzystać ten element, by zaskoczyć odbiorcę.

    Dużym plusem tej historii są również relacje rodzinne bohaterki, które wraz z rozwojem akcji stopniowo pozbawiane są kolejnych warstw tajemnicy. Niejednokrotnie zaskakują zarówno Anastazję, jak i czytelnika, pokazując, jak nieprzewidywalne potrafią być ludzkie losy i relacje. Autorka świetnie ukazuje też, jak bardzo przeszłość wpływa na przyszłość — nie tylko rodziców, ale również ich dzieci, które często muszą mierzyć się z konsekwencjami dawnych decyzji.

    Nie można również zapomnieć o wątkach historycznych, które stanowią tło całej opowieści. Narastające niezadowolenie społeczne jest tu obecne niemal na każdym kroku. Rosyjscy żołnierze stacjonujący w garnizonie muszą mierzyć się z perspektywą wysłania na wschodni front, robotnicy stopniowo uświadamiani są przez socjalistów w kwestii swoich praw, a uczniowie dojrzewają do walki o możliwość nauki w ojczystym języku.

    Wszechobecne strajki i protesty, które początkowo wybuchają w większych ośrodkach, z czasem docierają coraz dalej na wschód. Nie omijają również Białej, gdzie dochodzi do wystąpień brutalnie tłumionych przez zaborcę. Dzięki temu autorka pokazuje, jak wielka historia przenikała do codziennego życia zwykłych ludzi i wpływała na ich decyzje oraz losy.

    „Anastazja” i „Krzysztof” to dwie drogi, dwoje bohaterów i dwa różne wybory. A jednak oba tomy tworzą jedną, płynną historię, która ukazuje życie na początku XX wieku oraz skomplikowane relacje międzyludzkie. To opowieść o pragnieniu zdobywania wiedzy i przekazywania jej innym, ale również o strajkach, działalności konspiracyjnej i walce o zmianę rzeczywistości.

    Autorka umiejętnie splata losy nie tylko bohaterów pierwszoplanowych, ale także postaci drugiego planu, tworząc barwną i angażującą historię. Dla mnie była to bardzo przyjemna lektura — momentami odkrywcza, a momentami porządkująca i ugruntowująca wiedzę o wydarzeniach, które rzadko stają się tłem powieści historycznych. Myślę, że osoby lubiące historie osadzone w przeszłości, a jednocześnie skupione na losach zwykłych ludzi, znajdą tutaj coś dla siebie. 

     



    • Autor: Panasiuk Agnieszka
    • Tytuł: Agnieszka, Krzysztof
    • Wydawnictwo: Szara Godzina
    • Liczba stron: 272; 248
    • Premiera: 17 kwiecień 2026

    6/17/2026

    Gdzie się znajduje "Wypożyczalnia zagubionych marzeń" Kim Ho-Yeon

    Gdzie się znajduje "Wypożyczalnia zagubionych marzeń" Kim Ho-Yeon


    To tytuł, który miał swoją premierę stosunkowo niedawno, bo na początku maja. Pewnie nie sięgnęłabym po niego, gdyby nie Klub Książki Koreańskiej, podczas którego właśnie o nim dyskutowaliśmy. Opinie uczestników były bardzo podzielone — od „bardzo mi się podobała” po „zupełnie do mnie nie trafiła”. A jak było w moim przypadku?

    Sol, tuż przed trzydziestką, staje na życiowym rozdrożu. Porzuca pracę w telewizji, wraca do miejscowości, w której się wychowała, i zastanawia się, co dalej zrobić ze swoim życiem. Tam spotyka znajomego z dzieciństwa, z którym niegdyś należała do Klubu Don Kichota. Okazuje się, że jego ojciec – sławny pan Don, będący dla dzieciaków prawdziwym autorytetem – zaginął i nikt nie wie, gdzie się znajduje. Sol postanawia odnaleźć swojego mentora. Jednocześnie zakłada kanał na YouTubie, na którym relacjonuje swoje poszukiwania, a także wraca wspomnieniami do czasów nastoletnich, kiedy wraz z przyjaciółmi odkrywała dzięki niemu świat literatury i filmu.

    Jeszcze przed rozpoczęciem lektury trochę obawiałam się tej książki. Sądząc po okładce, byłam przekonana, że czeka mnie kolejna healing novel. Całe szczęście okazało się, że „Wypożyczalnia zagubionych marzeń” nie jest typową przedstawicielką tego gatunku. To przede wszystkim opowieść o tęsknocie za przeszłością, pielęgnowaniu wspomnień i powrocie do dobrych chwil. Jednocześnie jest to historia o odkrywaniu siebie, poszukiwaniu własnej drogi oraz próbie odpowiedzi na pytanie, co tak naprawdę chcemy zrobić ze swoim życiem.

    Podróż w poszukiwaniu pana Dona była nierozerwalnie powiązana z historią rozwoju kanału Don Kichot Wideo. Była to również moja osobista przygoda. W momencie ponownego wkroczenia do tego miejsca, gdzie dawniej wisiał szyld wypożyczalni, bardzo zatęskniłam za panem Donem (...) 

    Podobała mi się ta historia. Czytałam ją z ciekawością, początkowo próbując odgadnąć, co stało się z panem Donem, a także odkrywając kolejne elementy układanki dotyczącej jego życia przed otwarciem Wypożyczalni Don Kichot. Sol na różne sposoby docierała do tych fragmentów przeszłości, stopniowo składając je w coraz pełniejszy obraz. Później równie interesujący okazał się sam wątek pana Dona i to, jak bardzo różnił się od ideału stworzonego przez bohaterkę. Jak bardzo był ludzki – pełen wad, problemów i niepewności, która towarzyszyła mu do samego końca. To właśnie te dwa elementy – poszukiwanie prawdy o jego losach oraz zderzenie wyobrażenia z rzeczywistym człowiekiem – sprawiły, że lektura okazała się dla mnie tak interesująca.

    Grupa nastolatków stała się dorosłymi ludźmi, którzy poszli własnymi drogami. Różnorodność ich charakterów, spojrzenia na życie i wyborów zawodowych tworzy barwną mieszankę. Z jednej strony czułam smutek, że w dorosłym życiu nie udało im się pozostać ze sobą bliżej, z drugiej jednak jest to po prostu życiowa prawda. Dorosłość nas zmienia i wymusza wybory, które nie pozostawiają miejsca na taką beztroskę jak kiedyś.

    Przez trzydzieści lat swojego życia wierzyłam. że ludzie się tak po prostu nie zmieniają, więc poczułam się przez niego zdradzona. Wyruszyłam szukać Don Kichota... a znalazłam Sancha? Sancha, który myślał, że jest Don Kichotem? Nie mogłam się z tym pogodzić. 

    Jednocześnie bohaterowie są na tyle wyraziści, że można ich polubić albo wręcz przeciwnie. Mnie najbardziej drażnił syn pana Dona, który niemal we wszystkim upatrywał okazji do zarobku, a pieniądze stały się dla niego swego rodzaju obsesją. Był irytujący w swoim zachowaniu. Z drugiej strony jego historia w pewnym stopniu tłumaczy późniejszą pogoń za pieniędzmi i pozwala lepiej zrozumieć, skąd wzięło się takie podejście do życia.

    Wydawać by się mogło, że to Sol jest główną bohaterką tej powieści, ale przez całą książkę to właśnie pan Don najbardziej mnie intrygował. Z zainteresowaniem odkrywałam kolejne elementy jego życia – poprzednie miejsca pracy, ideały, którymi się kierował, a także decyzje dotyczące rodziny. Niektóre z nich były trudne do zaakceptowania, zwłaszcza że podejmował je, nie licząc się z opinią żony i syna.

    Fascynowała mnie również jego obsesja na punkcie Don Kichota i jego twórcy, Miguela de Cervantesa. A później także życiowe dylematy pana Dona, jego niepewność i ciągłe zastanawianie się, czy dokonał właściwych wyborów. To wszystko sprawiło, że sam w pewnym stopniu przypominał Don Kichota, w którego wcześniej się wcielał. Walczył z własnymi wiatrakami, próbował żyć według swoich ideałów, a jednocześnie nie zawsze potrafił odnaleźć się w zwyczajnym życiu.

    (...) To, co przynosi pieniądze, nie zawsze jest pracą. Muszą być w tym jakaś satysfakcja i jaka wartość. Tak, szukanie pana Dona jest satysfakcjonujące i wnosi wartość do mojego życia. Może tego nie rozumiesz, ale kiedy jako nastolatka czułam się samotna, filmy. które mi pokazał, i książki, o których rozmawialiśmy, pomogły mi przetrwać.

    Bardzo ciekawy wydaje się również kontekst powstania tej książki. Autor otrzymał propozycję pobytu w Hiszpanii, co stało się bezpośrednią inspiracją do stworzenia historii tak mocno łączącej Koreę i Hiszpanię. Jednocześnie w postaci pana Dona można odnaleźć pewne autobiograficzne ślady Kim Ho-Yeon – kryzys twórczy, problemy w branży scenarzystów czy rozterki związane z własną drogą zawodową. To dodatkowa warstwa tej powieści, która nie jest niezbędna do czerpania przyjemności z lektury, ale staje się ciekawym smaczkiem dla tych, którzy po jej zakończeniu chcą zajrzeć nieco głębiej i odkryć, co mogło zainspirować autora.

    Dla mnie – i podejrzewam, że także dla wielu czytelników pamiętających jeszcze czasy wypożyczalni kaset – ten motyw okazał się wyjątkowo nostalgiczny. Wspomnienia Sol o godzinach spędzanych w Wypożyczalni Don Kichot, odkrywaniu nowych filmów i oglądaniu tych polecanych przez pana Dona przywołują obrazy z własnej przeszłości. To przypomnienie czasów, gdy dostęp do filmów nie był nieograniczony, a znalezienie czegoś interesującego wymagało cierpliwości, ciekawości i odrobiny szczęścia. Dzięki temu książka nie opowiada wyłącznie o wspomnieniach bohaterów, ale momentami uruchamia również wspomnienia samego czytelnika.

    „Wypożyczalnia zagubionych marzeń” to książka, która pozytywnie mnie zaskoczyła. Okazała się ciekawą lekturą, podczas której z zaangażowaniem śledziłam poszukiwania pana Dona i odkrywałam kolejne fragmenty jego historii. Jednocześnie znalazłam tutaj znacznie więcej niż tylko opowieść o zaginięciu. To również pełna nostalgii podróż do czasów wypożyczalni kaset, a także historia o konfrontacji wyidealizowanych wspomnień z rzeczywistością. Pan Don okazał się bowiem człowiekiem znacznie bardziej skomplikowanym, niż zapamiętała go Sol. Całość tworzy interesującą opowieść przygodową z refleksyjnym tłem, która skłania do zastanowienia się nad własnymi wspomnieniami, życiowymi wyborami i tym, jak z biegiem lat zmienia się nasze spojrzenie na ludzi, których kiedyś podziwialiśmy. 




  • Autor: Kim Ho-Yeon
  • Tytuł: Wypożyczalnia zagubionych marzeń
  • Tytuł oryginalny: 나의 돈키호테 (naui donkihote)
  • Tłumaczenie: Łukasz Janik
  • Wydawnictwo: Znak Literanova
  • Liczba stron: 448
  • Premiera: 06 maj 2025
  • 6/14/2026

    Poznaj "Dziewczyna w kolorze nadziei" Magdalena Kordel

    Poznaj "Dziewczyna w kolorze nadziei" Magdalena Kordel

    Chciałabym kiedyś napisać inną recenzję, do czegoś się przyczepić — czasem nawet nachodzą mnie takie przekorne myśli. Jednak najnowsza książka Magdaleny Kordel po raz kolejny wciągnęła mnie w swój świat bez reszty. Nowi bohaterowie, nowa historia, ale uczucia, które towarzyszą mi podczas lektury książek autorki, pozostają niezmiennie takie same.

    Natalia przyjechała do Warszawy, by uciec od trudnych i niezwykle bolesnych wspomnień. Udało jej się znaleźć pracę, która daje jej stabilizację i w której dobrze się odnajduje. Trzyma się raczej na uboczu i stroni od życia towarzyskiego. Jednak pewne wydarzenie burzy ten względny spokój — niewłaściwe zachowanie współpracownika, należącego do rodziny szefa, zmusza ją do podjęcia trudnych decyzji. Być może właśnie ten moment okaże się punktem zwrotnym w jej życiu. Tylko czy poprowadzi ją we właściwym kierunku?

    Początkowo byłam zaskoczona sposobem, w jaki autorka wykorzystała współczesne realia naszego kraju oraz pewne kwestie społeczne, które wywołują bardzo różne reakcje. Doceniam ten wątek, ponieważ po raz kolejny przypomina on, że warto dostrzegać człowieka w drugim człowieku.

    Czytelnicy innych książek Magdaleny Kordel dobrze wiedzą, że zwykle wszystko zaczyna się od trudnych sytuacji życiowych i problemów, które wydają się nie do pokonania. Z czasem jednak pojawia się ktoś, kto pomaga bohaterom powoli wyjść z dołka. Tak było i tym razem. Natalia stopniowo odnajduje w sobie siłę, by otworzyć się na coś nowego. Pomagają jej w tym przyjaciele, ale także osoby, które okazują się zupełnie inne, niż początkowo zakładała.

    Po burzliwym początku autorka mocno skupia się na relacjach między bohaterami. Natalia dostaje szansę na nowy związek, jednak najpierw musi zmierzyć się z demonami przeszłości i otworzyć na uczucie, które dopiero zaczyna kiełkować. Z kolei Bernard po śmierci żony nie myśli o nowej relacji. Powolne zbliżenie do Natalii sprawia jednak, że jego serce zaczyna na nowo otwierać się na drugiego człowieka. Ich znajomość zaczyna się w nietypowy sposób, a mimo to od początku coś ich do siebie przyciąga.

    Wczoraj już było. Nawet jeśli tam zostawiłaś kawałek serca, to nie ma do tego powrotu. A teraz daje ci to, co widzisz. I trzeba brać to, co jest dla nas dobre.

    W tej historii pojawiają się trudne tematy, takie jak trauma wojenna, strata bliskiej osoby czy poczucie niepewności. Autorka porusza również kwestie molestowania seksualnego oraz beztroskiego traktowania „zdobywania” drugiej osoby jako niewinnej zabawy. Mimo to wątki te nie przytłaczają opowieści ani nie przesłaniają jej pozytywnego wydźwięku. Wręcz przeciwnie — jeszcze mocniej podkreślają emocje, które narastają wraz z rozwojem akcji i stopniowym odkrywaniem się bohaterów.

    Zresztą Magdalena Kordel umiejętnie wplata w tę historię także zabawne sytuacje i codzienne, życiowe sceny, które doskonale równoważą cięższe momenty i sprawiają, że powieść jest bardzo dobrze wyważona.

    Nie można też zapomnieć o bohaterach drugoplanowych, wśród których zdecydowanie prym wiedzie stryj głównego bohatera. Ten starszy pan całkowicie przeczy stereotypowemu obrazowi swojego pokolenia — jest niezwykle sprawny, ma mnóstwo planów na przyszłość, odkrywa miłość, a dzięki rozległej sieci kontaktów potrafi załatwić niemal wszystko. To niezwykle barwna postać, a jego charakterystyczna gburowatość tylko dodaje mu uroku. Przyznam, że bardzo szybko zyskał moją pełną sympatię.

    Zawsze chciałam zakochać się wiosną. Bo wiosną nic się nie kończy. Wszystko dopiero ma swój początek. 

    „Dziewczyna w kolorze nadziei” po raz kolejny udowodniła pisarski kunszt Magdaleny Kordel, ale także ogromną wrażliwość, dzięki której jej książki pochłania się niemal jednym tchem. Trudne życiowe doświadczenia splatają się tu z nadzieją na przyszłość i nowym początkiem, który wyznacza bohaterom dalszą drogę. Po zamknięciu ostatniej strony trudno nie myśleć o nich z uśmiechem. To właśnie takie książki przypominają, że nawet po najtrudniejszych chwilach można odnaleźć światło i odzyskać wiarę w lepsze jutro. Dają nadzieję, otulają ciepłem i pozostawiają czytelnika z poczuciem szczęścia. 





    • Autor: Kordel Magdalena
    • Tytuł: Dziewczyna w kolorze nadziei
    • Wydawnictwo: W.A.B.
    • Liczba stron: 368
    • Premiera: 20 maj 2026
    Copyright © 2014 Książkowe Wyliczanki , Blogger