9/30/2026

Jak wygląda "Miłość w wielkim mieście" Sang Young Park

Jak wygląda "Miłość w wielkim mieście" Sang Young Park


„Miłość w wielkim mieście” Sang Young Parka to książka, która zbiera bardzo pozytywne recenzje na całym świecie. Autor pokazuje w niej życie młodego mężczyzny, osoby homoseksualnej, a przede wszystkim jego spojrzenie na miłość, związki i własne miejsce w świecie. Do książki podchodziłam więc z dużym zainteresowaniem, ale niestety ostatecznie nie do końca mnie przekonała.

Na początku historia wydawała mi się naprawdę ciekawa. Podobało mi się spojrzenie bohatera na otaczający go świat i sposób, w jaki autor przedstawiał jego codzienność. Im jednak dalej czytałam, tym bardziej miałam wrażenie, że książka staje się bardzo jednolita. Kolejne wydarzenia zaczęły się powtarzać i miałam poczucie, że historia nie wnosi już niczego nowego.

Z tego, co wiem, autor napisał ją między innymi na podstawie rozmów z różnymi osobami. Być może dlatego podczas lektury trudno było mi jednoznacznie stwierdzić, czy poszczególne rozdziały są osobnymi opowiadaniami, czy raczej kolejnymi fragmentami jednej historii. Dla mnie ostatecznie była to jedna opowieść o mężczyźnie, który sam do końca nie wie, jak chce żyć i czego właściwie szuka.

Bohater próbuje znaleźć swoją drugą połówkę, najczęściej szukając jej w klubach i kolejnych relacjach. Tyle że jego związki są zazwyczaj krótkie i nietrwałe, a w dużej części skupione wokół seksu. Gdyby bohaterką była kobieta, która żyłaby w dokładnie taki sposób, moja opinia o tej historii prawdopodobnie byłaby taka sama. Po prostu lubię, kiedy w książce dzieje się coś więcej.

W zeszłym roku oglądałam film „3670” i choć opowiadał dość podobną historię, zrobił na mnie zdecydowanie większe wrażenie. Być może dlatego, że oprócz relacji głównego bohatera pojawił się tam również wątek Korei Północnej i uciekinierów z tego kraju. Dzięki temu historia miała dla mnie więcej warstw i tematów, które mnie interesowały.

W „Miłości w wielkim mieście” tego trochę mi zabrakło. Poza poszukiwaniem kolejnego chłopaka i kolejnymi relacjami autor niewiele pokazuje. Dlatego najbardziej podobał mi się chyba pierwszy rozdział. Pojawia się w nim nie tylko życie uczuciowe bohatera, ale również jego przyjaźń z kobietą, wzajemne wsparcie i to, jak ważna może być bliska osoba, która nie jest partnerem.

Tego typu relacji i tematów chciałabym w tej książce zobaczyć więcej. Historia skupiona głównie na kolejnych związkach i poszukiwaniu miłości okazała się dla mnie po prostu zbyt monotonna. Rozumiem jednak, dlaczego książka może tak mocno trafiać do innych czytelników. To bardzo osobista opowieść o samotności, poszukiwaniu bliskości i próbie odnalezienia swojego miejsca. Po prostu tym razem nie była to historia dla mnie.




  • Autor: Park Sang Young
  • Tytuł: Miłość w wielkim mieście
  • Tytuł oryginalny: 대도시의 사랑법 (daedosiui salangbeob)
  • Tłumaczenie: Marta Niewiadomska
  • Wydawnictwo: Tajfuny
  • Liczba stron: 216
  • Premiera: 29 kwiecień 2025

  • 9/27/2026

    Co oznacza "Czerwony Krzyż" Sasza Filipenko

    Co oznacza "Czerwony Krzyż" Sasza Filipenko


    Tym razem wybrałam się w podróż w trochę innym kierunku niż zazwyczaj – na wschód od Polski, ale niezbyt daleko. Historia, którą miałam okazję poznać, pokazała mi zupełnie inny świat, choć jednocześnie w pewien sposób bliski współczesnemu człowiekowi. Czerwony Krzyż namalowany na drzwiach stał się przyczynkiem do historii pełnej strachu, okrucieństwa i smutku, a także do przemyśleń nad ludzkim postępowaniem.

    Sasza po śmierci żony, z maleńką córką, przenosi się do Mińska, żeby być bliżej matki. W nowo kupionym mieszkaniu z zaskoczeniem zauważa czerwony krzyż namalowany na drzwiach zarówno swojego mieszkania, jak i innych lokali. Mężczyzna nadal pogrążony jest w smutku po śmierci ukochanej i niechętnie otwiera się na innych, ale jedna z sąsiadek bardzo szybko wkracza w jego życie. Ponad dziewięćdziesięcioletnia kobieta, cierpiąca na zaawansowaną chorobę Alzheimera, opowiada mu o swoim życiu, które było pełne cierpienia, tragedii i osobistych dramatów.

    Przypominam sobie wszystko, co mówiła mi sąsiadka, i myślę, że życie ludzkie nigdy nie podrożeje. To najtańsza z rzeczy. Zmieniać się będą aranżacje, ale nie motyw.

    Historia nie jest łatwa, ale samą książkę czyta się dość szybko. Nie jest to obszerna lektura, a jednocześnie opowieść zawarta na jej stronach wywołuje wiele trudnych emocji. Autor zderza ze sobą dwa światy – młodego mężczyzny, żyjącego współcześnie, oraz dziewięćdziesięcioletniej kobiety, która, jak się okazuje, miała życie niezwykle skomplikowane, trudne i bolesne. Dwa światy – ten współczesny, w kraju Łukaszenki, i ten dawny, naznaczony II wojną światową oraz stalinizmem – ścierają się tutaj, zderzając ze sobą czasy, które na pierwszy rzut oka wydają się tak odległe.

    Mam wrażenie, że ta książka ma kilka warstw, które docierają do czytelnika powoli – najpierw podczas lektury, a potem już po jej zakończeniu, przynosząc różne przemyślenia, niestety w większości niezbyt dobre. Pierwsza historia to ta opowiadana przez Tatianę, starszą kobietę, która wspomina swoje życie – od urodzenia w Wielkiej Brytanii, przez powrót z ojcem do Rosji, aż po czasy II wojny światowej, pracę w LKSZ-u (Ludowym Komisariacie Spraw Zagranicznych) i późniejsze represje. Jej pierwszą i drugą miłość. Małżeństwo, macierzyństwo, cierpienie, łagry, poczucie winy… To wszystko mocny kaliber, bo choć czytałam już wiele książek o II wojnie światowej i stalinizmie, to nie da się przyzwyczaić do zbrodni, tragedii, prześladowań i śmierci.

    (...) z biegiem lat zrozumiałam, że relacje między obywatelami ZSRR a Stalinem były skonstruowane na takiej właśnie zasadzie. Surowego ojca się kocha wbrew te surowości. Nawet tam, w łagrze, kobiety, choć straciły krewnych i bliskich, marzyły o dobrych objęciach wodza. Jak małe dzieci, gotowe na wszystko, byleby tylko tata je kochał, pragnęły odkupić własną winę. 

    Po skończonej lekturze, podczas przemyśleń do tej recenzji, pojawił mi się jeszcze jeden wątek, który niesie bardzo negatywny przekaz o ludzkości. Pojawia się tu dwóch bohaterów pobocznych, których postawa pokazuje, że ludzie się nie zmieniają. „Przecież tak nie było”, „batiuszka Stalin” był doskonałym wodzem, a wszystko to, o czym opowiadają, to tylko plotki. Przecież „batiuszka” Łukaszenka trzyma ten kraj w kupie i nie pozwala wejść tu żadnej zarazie.

    I tak myślę o tych słowach wyrytych na pomnikach: „Nigdy więcej wojny”. I po raz kolejny dociera do mnie, że ludzie się nie zmieniają, a czas zaciera wydarzenia, które miały nigdy nie wrócić.

    - Dowiedziałam się, że podobne jak nas, dorosłych więźniów, dzieci również transportowano do domów dziecka w konwoju, pod strażą, z wilczurami. Przysługiwały im racje żywnościowe oraz, rzecz jasna, praca. Pięć razy w tygodniu z małymi motykami pięciolatki wychodziły do ogrodu plewić grządki. Każda, nawet najmniejsza siła, powinna była wspierać budowę wielkiego kraju. 

    Wydarzenia z przeszłości Tatiany są brutalne. Autor ich nie przemilcza i nie łagodzi tego, co działo się z bohaterką. Szczególnie mocno wybrzmiewa jej ufność, że przecież system nie jest taki zły, a oni niczego nie zrobili. „Jestem przecież obywatelką tego kraju, na pewno to, co się dzieje, jest tylko nieporozumieniem”. Wraz z czytelnikiem Tatiana również wierzy w ten przekaz – przynajmniej do pewnego momentu. I okazuje się, że nawet właśni obywatele, cywile i żołnierze, mogą stać się wrogami dla ideologii.

    Z drugiej strony jest Sasza – młody człowiek, który najpierw żyje w Rosji, a potem w Białorusi, a jednak doświadcza jedynie swoich prywatnych traum. Śmierć w jego przypadku jest jednostkowa. A jednocześnie żyje w świecie ogromnego rozwoju technologii i medycyny, które pozwalają na rzeczy jeszcze niedawno niewyobrażalne. To świat, który dawno zapomniał o dawnych upiorach. Dopiero spotkanie z Tatianą sprawia, że Sasza doświadcza ich na zupełnie innym gruncie.

    Jeszcze jednym istotnym elementem tej historii jest instytucja Czerwonego Krzyża. Ten tytułowy symbol okazuje się niezwykle ważny dla całej opowieści. Listy wysyłane do ZSRR przez Czerwony Krzyż pokazują próby porozumienia, wymiany jeńców wojennych, chęć rozmowy. Inne europejskie kraje próbują w ten sposób nawiązać nić porozumienia, a ze strony ZSRR za każdym razem jest tylko cisza. „Nie odpowiadać”.

    „Czerwony Krzyż” to powieść bardzo mocna w swoim przekazie. Książka napisana przez Białorusina, który został zmuszony do emigracji z kraju, niesie ze sobą bardzo trudne przesłanie. Bo ta historia nie jest tylko opowieścią o zapomnianej przeszłości. Przypomina o świecie, który w pewien sposób może do nas wrócić. Myślę, że to lektura ważna i warta uwagi. I na pewno zostanie na dłużej w moich myślach.


    • Autor: Filipenko Sasza
    • Tytuł: Czerwony Krzyż
    • Tytuł oryginalny: Красный крест
    • Tłumaczenie: Agnieszka Sowińska
    • Wydawnictwo: Noir sur Blanc
    • Liczba stron: 206
    • Premiera: 16 wrzesień 2026








    9/23/2026

    Kim jest "Dziewczyna znad morza" Dorota Milli

    Kim jest "Dziewczyna znad morza" Dorota Milli


    Wybierając książki na urlop, stwierdziłam, że historia osadzona nad morzem może być świetnym pomysłem. „Dziewczyna znad morza” Doroty Milli trafiła więc do mojej walizki trochę w ciemno. Dopiero podczas lektury zorientowałam się, że jest to drugi tom i że powinnam wcześniej poznać historię drugiej bohaterki, która tutaj pojawia się gdzieś w tle. Sama książka zresztą dość długo czekała na swoją kolej na mojej półce. Czy było warto po nią sięgnąć? Myślę, że tak, choć nie do końca dostałam to, czego się spodziewałam.

    Liwia Duńczyk zajmuje się zawodowo zarządzaniem kryzysowym, więc na co dzień zdecydowanie częściej przewiduje problemy, niż pozwala sobie na spontaniczność. Lubi spokojne, uporządkowane życie, czarno-białe filmy i muzykę z dawnych lat. Kiedy niespodziewanie traci pracę, początkowo może się wydawać, że jej świat właśnie się zawalił. Tymczasem utrata dotychczasowego zajęcia staje się dla niej szansą, by zacząć myśleć o sobie i spróbować czegoś nowego. Na jej drodze pojawia się jednak Robert – lider konkurencyjnej grupy, z którym Liwia szybko wchodzi w relację pełną rywalizacji, niechęci, przyciągania i odpychania.

    To była ciekawa lektura. Powieść obyczajowa, ale z romansem dość nietypowym. Przede wszystkim spodobała mi się sama Liwia. Jest cicha, spokojna, pracuje po swojemu i zdecydowanie nie należy do osób, które będą walczyć za wszelką cenę. Nie jest typem bohaterki, która za wszelką cenę musi wygrać i będzie dążyć do celu aż do upadłego. Kiedy podstępem odbiera komuś klienta, źle się z tym czuje. I właśnie ta jej niechęć do bezwzględnej rywalizacji wydała mi się bardzo ciekawa.

    Tym bardziej interesująca była jej relacja z Robertem. Spodziewałam się raczej klasycznego romansu, który będzie się powoli rozwijał mimo przeciwności. Tymczasem tutaj trudno mówić o delikatnym uczuciu, które od początku prowadzi bohaterów w jednym kierunku. Jest za to walka, rywalizacja i kwestia wygranej. Żadne z nich nie chce odpuścić, a ich relacja opiera się przede wszystkim na ciągłym przyciąganiu i odpychaniu.

    Początkowo bardzo mnie to bawiło i byłam ciekawa, dokąd autorka poprowadzi tę historię. W pewnym momencie jednak walka między Liwią i Robertem zaczęła mnie trochę nużyć. Było jej po prostu za dużo, a ja miałam wrażenie, że ich relacja przez dłuższy czas stoi w miejscu i nie posuwa się wystarczająco do przodu.

    Miałam też nadzieję, że skoro akcja dzieje się w Gdyni, morze będzie miało w tej historii większe znaczenie. Tymczasem morza właściwie nie uświadczyłam. Za to bardzo podobał mi się nostalgiczny klimat, który tworzyły piosenki i stare filmy. To właśnie te elementy najbardziej budowały atmosferę książki.

    Duży plus daję natomiast za rozwój Liwii. Za to, że zaczęła w końcu myśleć również o sobie, a nie wyłącznie o innych. I chyba właśnie ta jej przemiana była dla mnie ciekawsza niż sam wątek romantyczny.

    Podsumowując, „Dziewczyna znad morza” okazała się lekką lekturą na lato. Dobrze sprawdziła się podczas urlopu, ale raczej nie jest to książka, która zostanie ze mną na dłużej. Miło spędziłam z nią czas, ale po zamknięciu ostatniej strony nie miałam poczucia, że długo będę do niej wracać myślami.

     




    • Autor: Milli Dorota
    • Tytuł: Dziewczyna znad morza
    • Cykl: Hana i Liwia #02
    • Wydawnictwo: Filia
    • Liczba stron: 448
    • Premiera: 24 luty 2021

    9/19/2026

    Opowiadania o Singapurze w "Miasto lwa" Ng Yi-Sheng

    Opowiadania o Singapurze w "Miasto lwa" Ng Yi-Sheng


    Choć od lektury szczegóły niektórych opowiadań uleciały mi z pamięci, to nadal jednak pamiętam bardzo pozytywne wrażenie, jakie zrobiło na mnie „Miasto Lwa”. To jeden z tych zbiorów, o których trudno opowiedzieć, streszczając po kolei wszystkie opowiadania, bo są bardzo różne, a jednocześnie łączy je coś, co sprawia, że całość jest naprawdę spójna.

    Ng Yi-Sheng wykorzystuje fantastykę, science fiction, podróże w czasie i alternatywne rzeczywistości, żeby opowiadać o Singapurze. Zaglądamy zarówno do jego historii, jak i przyszłości, poznajemy legendy, mity i ludzi, którzy w różny sposób są związani z tym miejscem. Singapur raz jest po prostu tłem wydarzeń, a innym razem staje się właściwie jednym z bohaterów opowieści.

    Jedno z opowiadań, „Mały cesarz”, łączy historię Chin z queerowym wątkiem i fantastyczną wizją przyszłości. Z kolei „Krokodyli Książę” wykorzystuje malajskie motywy i opowiada o księciu, jego niezwykłej relacji z białym krokodylem oraz konflikcie między tradycją a nowoczesnością.

    Bardzo podobała mi się „Mała czerwona kropka”, w której autor tworzy całe cywilizacje zamieszkujące rzeczy, które dla nas są zupełnie nieistotne – od porów na skórze po znaki interpunkcyjne. To właśnie tutaj najbardziej spodobała mi się jego wyobraźnia i sposób, w jaki potrafi uczłowieczyć coś, co normalnie nie ma żadnej historii.

    Najbardziej niezwykły był dla mnie jednak „Ogród” – podróż przez historię Singapuru od 1299 do 2400 roku, skonstruowana jako powieść hipertekstowa, w której czytelnik sam wybiera drogę bohaterki. Nie każda prowadzi jednak dalej, a niektóre kończą się jej śmiercią. Z kolei w ostatnim opowiadaniu, „Żadne inne miasto”, Singapur pewnego dnia znika z powierzchni ziemi i… z pamięci całego świata. Pozostaje tylko pamięć człowieka, który wie, że to miejsce istniało.

    Pamięć, historia i tożsamość miasta są tym, co najbardziej zostało mi po tej książce. Szczególnie kiedy przeczytałam podziękowania autora i zobaczyłam, jak wiele postaci i motywów ma swoje źródło w prawdziwych singapurskich i malajskich legendach, kronikach, mitach czy literaturze. Okazało się, że te fantastyczne historie nie powstały w oderwaniu od rzeczywistości. Autor buduje swój Singapur z opowieści, które istniały już wcześniej, i dopisuje do nich własne.

    Po przeczytaniu całego zbioru miałam wrażenie, że Ng Yi-Sheng pokazuje Singapur nie tylko jako konkretne miejsce, ale przede wszystkim jako zbiór historii, wspomnień, mitów i ludzi. Miasto tworzy się z tego wszystkiego, co przez lata zostało o nim opowiedziane. Właśnie dlatego, mimo że nie pamiętam już wszystkich szczegółów poszczególnych opowiadań, nadal pamiętam „Miasto Lwa” jako bardzo ciekawy, nieoczywisty i pełen wyobraźni obraz Singapuru.



  • Autor: Ng Yi-Sheng
  • Tytuł: Miasto lwa
  • Tytuł oryginalny: Lion City
  • Tłumaczenie: Aga Zano
  • Wydawnictwo: Tajfuny
  • Liczba stron: 236
  • Premiera: 08 czerwiec 2026

  • 9/16/2026

    Chcesz poznać "Dzieci Mokoszy" Sylwia Sosińska

    Chcesz poznać "Dzieci Mokoszy" Sylwia Sosińska


    „Dzieci Mokoszy” Sylwii Sosińskiej kupiłam przypadkiem na zeszłorocznych Targach Książki w Krakowie. Skoro więc książka trafiła ze mną do domu, wypadało w końcu sprawdzić, o czym właściwie jest. 

    Główną bohaterką jest Ula Markiewicz, której życie wydaje się całkiem poukładane. Wszystko zmienia się, kiedy poznaje Tomka Rydygiera – zamkniętego w sobie, tajemniczego outsidera, który zdecydowanie nie jest tym, za kogo można go początkowo uznać. Ula szybko zostaje wciągnięta w wydarzenia, których istnienia wcześniej nawet nie podejrzewała. Pojawiają się nadprzyrodzone istoty, magia, dawne rytuały i słowiańskie wierzenia, a nad całą historią unosi się postać Mokoszy – potężnej bogini związanej z losem bohaterów.

    I muszę przyznać, że to historia, która mnie wciągnęła. Była ciekawa i chciałam wiedzieć, dokąd autorka ją poprowadzi. Jednocześnie miałam poczucie, że nie wszystko zostało tutaj do końca dopracowane. Momentami brakowało mi logicznych ciągów przyczynowo-skutkowych, a niektóre rozwiązania wydawały się zbyt łatwe. Z czasem doszłam też do wniosku, że jest to chyba książka bardziej dla nastolatków. Tym bardziej że jej bohaterowie uczą się w liceum, czego właściwie się nie spodziewałam. Myślałam, że będą nieco starsi.

    Ten młody wiek bohaterów niewątpliwie pozwolił autorce poprowadzić tę historię właśnie w taki sposób. Mamy przecież dwoje ludzi z dwóch zupełnie różnych światów. Ona – córka bogatych rodziców, grzeczna, ułożona i żyjąca w świecie, który wydaje się poukładany. On – chłopak, który właśnie się przeprowadził, mroczny, niedostępny i skrywający swoje tajemnice. Oczywiście ich drogi muszą się przeciąć. Co więcej, zaczynają coś do siebie czuć. I nie będę ukrywać, że ten schemat kojarzył mi się momentami z amerykańskimi powieściami dla młodzieży, których podobnych historii powstało już naprawdę sporo.

    Tutaj jednak mamy Polskę, a autorka postanowiła dodatkowo połączyć tę młodzieżową historię z elementami słowiańskich wierzeń i… wampirami. To dość nietypowe połączenie, ale właśnie dzięki niemu książka ma swój własny charakter. Ciekawiło mnie szczególnie to, jak autorka wykorzystała słowiańskie motywy. Podobało mi się poznawanie przez bohaterkę słowiańskiego zielnika i jej odkrywanie różnych rytuałów. To były dla mnie jedne z ciekawszych elementów całej historii.

    Jeśli jednak ktoś sięga po „Dzieci Mokoszy” z myślą, że dostanie przede wszystkim dużą dawkę słowiańskich wierzeń, może się trochę rozczarować. Owszem, pojawiają się tutaj pewne elementy, mamy nawet jedno czy dwa bóstwa, ale zdecydowanie są one dodatkiem do głównej historii, a nie jej najważniejszą częścią. Fantastyka również czerpie z różnych kultur i wierzeń, tworząc raczej tło dla losów bohaterów niż rozbudowany świat fantasy.

    Zastanawiające było dla mnie również zachowanie rodziców głównej bohaterki, a także sam motyw zaginięcia. Autorka cofa akcję do lat 90. i mam wrażenie, że jest to zabieg celowy. Dzięki temu bohaterowie nie mają dostępu do współczesnej technologii, telefonów, internetu czy mediów społecznościowych, które przecież bardzo utrudniłyby opowiedzenie historii o tym, jak można po prostu zniknąć i przez dłuższy czas pozostać nieuchwytnym. Ten element wydał mi się całkiem ciekawy.

    Gdybym miała jednym słowem określić „Dzieci Mokoszy”, powiedziałabym: młodzieżowa. To powieść skierowana przede wszystkim do młodszych czytelników, w której znajdziemy romans, tajemnice i elementy fantastyczne zaczerpnięte z różnych kultur. Nie wszystko mnie tutaj przekonało, a niektóre wątki chciałabym zobaczyć bardziej dopracowane, ale jednocześnie nie mogę powiedzieć, że źle się przy tej książce bawiłam. Wręcz przeciwnie – historia mnie wciągnęła, a kilka jej elementów naprawdę mnie zaciekawiło.






    • Autor: Sosińska Sylwia
    • Tytuł: Dzieci Mokoszy
    • Cykl: Dzieci Mokoszy #01
    • Wydawnictwo: Sabat
    • Liczba stron: 290
    • Premiera: 31 marca 2025

    9/12/2026

    Przeżyj "Jeszcze jedno lato" Magdalena Kordel

    Przeżyj "Jeszcze jedno lato" Magdalena Kordel



    Tytuł jest przewrotny i daje pewien sygnał o historii, którą zawiera. Ale historia jest zupełnie inna, niż można by podejrzewać. Wiele książek autorki już czytałam i myślałam, że niewiele mnie zaskoczy, a jednak ten tytuł właśnie to sprawił. To opowieść w stylu Magdaleny Kordel, a jednocześnie tak bardzo różna. A po lekturze zostaje smutek i nadzieja. Myślisz, że to książka dla Ciebie?

    Lila nigdy nie miała łatwego życia. Dzieciństwo i młodość z despotyczną matką sprawiły, że postanowiła skorzystać z okazji i pójść na pewien układ. Dorosłość również nie przyniosła jej spokoju, a teraz jej codzienność to czekanie – na telefon, na przyjazd. Kilka wspólnych chwil to jedyne, na co kobieta może liczyć. Do czasu, kiedy nawet one okazały się złudne. Zrozpaczona Lila stawia wszystko na jedną kartę, a wtedy przypadkowe spotkanie sprawia, że jej los zaczyna się odmieniać.

    Z przyjemnością weszłam w świat tej historii, zaczęłam poznawać Lilę, jej sąsiadów, przyjaciółki i dom seniora. W pewnym momencie przypomniała mi się inna historia związana z tym ostatnim. Ale powieść Magdaleny Kordel idzie w zupełnie innym kierunku. Codzienne sprawy, drobne problemy, spotkania – to wszystko każdy z nas zna z codziennego życia. Ale krok po kroku poznajemy Lilę i jej przeszłość. I dramaty, które ją dręczą. Przyjemności dnia codziennego ustępują złości i frustracji.

    Dawno nie spotkałam bohaterki, która tak bardzo by mnie irytowała i wywoływała we mnie tyle złości, choć spotkałam ją tylko na chwilę. Lektura tej powieści sprawiła, że zaczęłam się zastanawiać, skąd biorą się pewne ludzkie zachowania. I nie mówię o Lili, o nie! Tutaj jednak nie to jest najważniejsze, a dalsze wydarzenia, które są kulminacją. I znów myśl, że to przecież normalne życie. Zwykłe dni, zwykłe problemy, ludzie, których mijamy każdego dnia. A jednak wystarczy chwila, jeden moment, żeby wszystko się zmieniło. Dlaczego? Po co? To takie zderzenie codzienności z czymś, o czym nikt na co dzień nie myśli. I właśnie dlatego tak trudno przejść obok tego obojętnie. 

    Dużym plusem jest bohaterka tej powieści. Rzadko zdarzają się główne bohaterki starsze wiekiem, nawet u Magdaleny Kordel. A jeśli już się pojawiają, to raczej po to, żeby pokazać swoje życie w przeszłości. Tutaj Lila żyje współcześnie i choć pojawiają się wspomnienia z przeszłości, to właśnie teraźniejszość jest najważniejsza. To ona niesie ze sobą wydarzenia, które dla czytelnika mają największe znaczenie.

    Ciężko pisać o tej książce, nie zdradzając za dużo. Bo niektóre wydarzenia wybrzmiewają mocniej, gdy najmniej się ich spodziewamy. Jednocześnie wokół bohaterki są inne postacie, jej przyjaciółki – siostry, które troszczą się o nią i martwią. Kobiety są niezwykle różne, choć w tym tomie czułam ich niedosyt, mam nadzieję, że kolejny pozwoli mi je poznać bardziej. Są sąsiedzi, a szczególnie młody chłopak, który staje się oparciem dla Lili. Jest też klub seniora, do którego chodzi, a który również wiele jeszcze ukrywa.

    Bardzo łatwo wchodzi się w tę lekturę i szybko się ją pochłania. To znowu sprawa języka powieści, tak charakterystycznego dla pisarki.

    „Jeszcze jedno lato” to początek nowej historii. I choć ten tytuł niesie wiele złych emocji, to widać światło na końcu tego tunelu. I wierzę, że niedługo będziemy mogli poznać dalsze losy Lili i innych bohaterów. Ja tę powieść bardzo szybko pochłonęłam, ale to jest specyfika książek autorki – język sprawia, że czyta się je błyskawicznie, a historie są takie, że trudno się od nich oderwać. Zostałam z myślami o Lili i z ciekawością, co jeszcze przyniesie jej życie. Dlatego jeśli lubicie książki Magdaleny Kordel, sięgnijcie po tę historię. Ja zdecydowanie czekam na ciąg dalszy. Czytajcie, bo warto!





    • Autor: Kordel Magdalena
    • Tytuł: Jeszcze jedno lato
    • Wydawnictwo: Znak
    • Liczba stron: 400
    • Premiera: 18 sierpień 2026

    9/05/2026

    Poznajcie "Niecodzienny sklepik z listami w Seulu" Baek Seungyeon

    Poznajcie "Niecodzienny sklepik z listami w Seulu" Baek Seungyeon

     

    Nadchodzi jesień, krótsze dni, nieprzewidziana pogoda, robi się też nostalgicznie. To czas, który wielu lubi spędzać w zaciszu własnego domu, z dobrą książką, rozgrzewającym napojem i chwilą na przemyślenia. Może to chwila, kiedy pomyślimy o kimś bliskim, kogo nie ma tuż obok. Współcześnie możemy skontaktować się na tak wiele sposobów, ale jeden z nich jest trochę zapomniany, zakurzony w obecnych czasach. List wymaga chwili zastanowienia, ale powoduje też wiele emocji. A gdyby tak niedaleko znalazło się miejsce, gdzie możemy usiąść i podzielić się własnymi myślami z drugą osobą?

    Geulwoll znajduje się na jednej z ulic Seulu. Przyciąga okolicznych mieszkańców nie tylko ciekawymi produktami papierniczymi, ale również usługą Penpal, w ramach której można napisać list i zostawić go na miejscu. Być może niedługo ktoś go przeczyta i odpisze, a może będzie musiał dłużej poczekać na właściwą osobę. Czasem korespondencja z nieznaną osobą trwa dłużej, a czasem urywa się po jednej odpowiedzi. W tym nietypowym miejscu zaczyna pracę Hyo-yeong, uciekając z domu poniekąd przed listami od siostry.

    Lektura tej książki jest niespieszna i trochę nostalgiczna. Pokazuje świat sklepu, do którego przychodzą bardzo różnorodni bohaterowie. I choć życie i charaktery tych postaci są tak inne, to w pewnym momencie połączył ich list, który napisali, siadając przy stoliku sklepu. To pracownicy biurowi i emeryci, dzieci, młodzież i osoby starsze. Szelest papieru, dźwięk stalówki lub długopisu sunącego po kartkach, a może myśl, że ktoś przeczyta nasze myśli. Może istnieje osoba, która ma podobne problemy, a może drobne radości. Oczekiwanie na odpowiedź i obawa, że ta nie przyjdzie. Te drobne elementy są codziennością Geulwoll.

    Choć bohaterów jest kilku, to największą uwagę przykuwa Hyo-yeong. Bohaterka, dobiegająca trzydziestki, porzuca swoje dotychczasowe plany i zatrudnia się w sklepie znajomego. Uciekając od rodzinnego domu i niechcianych listów siostry, z którą jest w skomplikowanej relacji, znajduje spokojne miejsce, gdzie odkrywa przyjemność z drobnych codzienności. Poznając klientów, zaczyna poznawać ich codzienność. Sklep dzięki niej dużo zyskuje.

    Wraz z nawiązywaniem znajomości z klientami i odkrywaniem codzienności Geulwoll powoli zmienia się również sama Hyo-yeong. Jej spojrzenie na sklep i ludzi, którzy do niego przychodzą, staje się coraz bardziej uważne, ale równie ważna okazuje się jej przemiana w relacji z siostrą. Początkowo narasta w niej napięcie i niezadowolenie – przez lata była przecież „tą drugą”, ciągle porównywaną, a upadek starszej siostry wpłynął na całą rodzinę. Z czasem jednak spod żalu, pretensji i poczucia niesprawiedliwości zaczynają wychodzić inne, głębiej skrywane uczucia. To one pozwalają siostrom ponownie się do siebie zbliżyć i przypominają, że niezależnie od tego, jak bardzo skomplikowane potrafią być rodzinne relacje, więzy między bliskimi bywają niezwykle mocne.

    Powieść Baek Seungyeon idealnie wpasowuje się w jakże popularny healing novel, w którym można odkryć radość z codziennych, drobnych chwil i oderwać się od pędu ku karierze. Miejsce, które przedstawia autorka, dobrze pasuje do kocykowych powieści, a jednocześnie wyróżnia się nostalgicznym podejściem do listów. Wielu czytelników z pewnością pomyśli cieplej o własnych doświadczeniach z tą formą komunikacji.

    W historii pojawia się również relacja, w której z czasem można dostrzec delikatne sygnały rodzącego się uczucia. Jest ono jednak bardzo stonowane i właściwie tylko dopełnia całą opowieść, nie próbując wysunąć się na jej pierwszy plan. Podobnie jest z tempem tej historii. Nie nazwałabym go wadą, ale z pewnością jest to książka dla tych, którzy potrafią cieszyć się niespieszną lekturą. Tutaj niewiele dzieje się w pośpiechu – są codzienne spotkania, rozmowy, listy i kolejne historie ludzi odwiedzających sklep. Wolny rytm, który nadała powieści autorka, pozwala zatrzymać się na chwilę, nacieszyć tym miejscem i przyjrzeć się relacjom, które powoli się w nim tworzą.

    „Niecodzienny sklepik z listami w Seulu” idealnie wpisuje się w bardzo liczny gatunek książek-otulaczy, które przynoszą ukojenie, radość z lektury i pozwalają wyciszyć się w codziennych obowiązkach. Autorka inspirowała się prawdziwym miejscem, bo sklep Geulwol można znaleźć w Seulu. Myślę, że to dodatkowy smaczek dla osób, które z sentymentem myślą o listach i czasach, kiedy były one jednym z ważniejszych sposobów kontaktowania się z bliskimi.

    • Autor: Baek Seungyeon
    • Tytuł: Niecodzienny sklepik z listami w Seulu
    • Tytuł oryginalny: 편지 가게 글월 (pyeonji gage geul-wol)
    • Tłumaczenie: Katarzyna Stawnicka
    • Wydawnictwo: Otwarte
    • Liczba stron: 336
    • Premiera: 26 sierpień 2026
    Copyright © 2014 Książkowe Wyliczanki , Blogger