Główną bohaterką jest Ula Markiewicz, której życie wydaje się całkiem poukładane. Wszystko zmienia się, kiedy poznaje Tomka Rydygiera – zamkniętego w sobie, tajemniczego outsidera, który zdecydowanie nie jest tym, za kogo można go początkowo uznać. Ula szybko zostaje wciągnięta w wydarzenia, których istnienia wcześniej nawet nie podejrzewała. Pojawiają się nadprzyrodzone istoty, magia, dawne rytuały i słowiańskie wierzenia, a nad całą historią unosi się postać Mokoszy – potężnej bogini związanej z losem bohaterów.
I muszę przyznać, że to historia, która mnie wciągnęła. Była ciekawa i chciałam wiedzieć, dokąd autorka ją poprowadzi. Jednocześnie miałam poczucie, że nie wszystko zostało tutaj do końca dopracowane. Momentami brakowało mi logicznych ciągów przyczynowo-skutkowych, a niektóre rozwiązania wydawały się zbyt łatwe. Z czasem doszłam też do wniosku, że jest to chyba książka bardziej dla nastolatków. Tym bardziej że jej bohaterowie uczą się w liceum, czego właściwie się nie spodziewałam. Myślałam, że będą nieco starsi.
Ten młody wiek bohaterów niewątpliwie pozwolił autorce poprowadzić tę historię właśnie w taki sposób. Mamy przecież dwoje ludzi z dwóch zupełnie różnych światów. Ona – córka bogatych rodziców, grzeczna, ułożona i żyjąca w świecie, który wydaje się poukładany. On – chłopak, który właśnie się przeprowadził, mroczny, niedostępny i skrywający swoje tajemnice. Oczywiście ich drogi muszą się przeciąć. Co więcej, zaczynają coś do siebie czuć. I nie będę ukrywać, że ten schemat kojarzył mi się momentami z amerykańskimi powieściami dla młodzieży, których podobnych historii powstało już naprawdę sporo.
Tutaj jednak mamy Polskę, a autorka postanowiła dodatkowo połączyć tę młodzieżową historię z elementami słowiańskich wierzeń i… wampirami. To dość nietypowe połączenie, ale właśnie dzięki niemu książka ma swój własny charakter. Ciekawiło mnie szczególnie to, jak autorka wykorzystała słowiańskie motywy. Podobało mi się poznawanie przez bohaterkę słowiańskiego zielnika i jej odkrywanie różnych rytuałów. To były dla mnie jedne z ciekawszych elementów całej historii.
Jeśli jednak ktoś sięga po „Dzieci Mokoszy” z myślą, że dostanie przede wszystkim dużą dawkę słowiańskich wierzeń, może się trochę rozczarować. Owszem, pojawiają się tutaj pewne elementy, mamy nawet jedno czy dwa bóstwa, ale zdecydowanie są one dodatkiem do głównej historii, a nie jej najważniejszą częścią. Fantastyka również czerpie z różnych kultur i wierzeń, tworząc raczej tło dla losów bohaterów niż rozbudowany świat fantasy.
Zastanawiające było dla mnie również zachowanie rodziców głównej bohaterki, a także sam motyw zaginięcia. Autorka cofa akcję do lat 90. i mam wrażenie, że jest to zabieg celowy. Dzięki temu bohaterowie nie mają dostępu do współczesnej technologii, telefonów, internetu czy mediów społecznościowych, które przecież bardzo utrudniłyby opowiedzenie historii o tym, jak można po prostu zniknąć i przez dłuższy czas pozostać nieuchwytnym. Ten element wydał mi się całkiem ciekawy.
Gdybym miała jednym słowem określić „Dzieci Mokoszy”, powiedziałabym: młodzieżowa. To powieść skierowana przede wszystkim do młodszych czytelników, w której znajdziemy romans, tajemnice i elementy fantastyczne zaczerpnięte z różnych kultur. Nie wszystko mnie tutaj przekonało, a niektóre wątki chciałabym zobaczyć bardziej dopracowane, ale jednocześnie nie mogę powiedzieć, że źle się przy tej książce bawiłam. Wręcz przeciwnie – historia mnie wciągnęła, a kilka jej elementów naprawdę mnie zaciekawiło.
- Autor: Sosińska Sylwia
- Tytuł: Dzieci Mokoszy
- Cykl: Dzieci Mokoszy #01
- Wydawnictwo: Sabat
- Liczba stron: 290
- Premiera: 31 marca 2025

.jpg)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Dziękuję za każdy zostawiony komentarz.