9/27/2026

Co oznacza "Czerwony Krzyż" Sasza Filipenko


Tym razem wybrałam się w podróż w trochę innym kierunku niż zazwyczaj – na wschód od Polski, ale niezbyt daleko. Historia, którą miałam okazję poznać, pokazała mi zupełnie inny świat, choć jednocześnie w pewien sposób bliski współczesnemu człowiekowi. Czerwony Krzyż namalowany na drzwiach stał się przyczynkiem do historii pełnej strachu, okrucieństwa i smutku, a także do przemyśleń nad ludzkim postępowaniem.

Sasza po śmierci żony, z maleńką córką, przenosi się do Mińska, żeby być bliżej matki. W nowo kupionym mieszkaniu z zaskoczeniem zauważa czerwony krzyż namalowany na drzwiach zarówno swojego mieszkania, jak i innych lokali. Mężczyzna nadal pogrążony jest w smutku po śmierci ukochanej i niechętnie otwiera się na innych, ale jedna z sąsiadek bardzo szybko wkracza w jego życie. Ponad dziewięćdziesięcioletnia kobieta, cierpiąca na zaawansowaną chorobę Alzheimera, opowiada mu o swoim życiu, które było pełne cierpienia, tragedii i osobistych dramatów.

Przypominam sobie wszystko, co mówiła mi sąsiadka, i myślę, że życie ludzkie nigdy nie podrożeje. To najtańsza z rzeczy. Zmieniać się będą aranżacje, ale nie motyw.

Historia nie jest łatwa, ale samą książkę czyta się dość szybko. Nie jest to obszerna lektura, a jednocześnie opowieść zawarta na jej stronach wywołuje wiele trudnych emocji. Autor zderza ze sobą dwa światy – młodego mężczyzny, żyjącego współcześnie, oraz dziewięćdziesięcioletniej kobiety, która, jak się okazuje, miała życie niezwykle skomplikowane, trudne i bolesne. Dwa światy – ten współczesny, w kraju Łukaszenki, i ten dawny, naznaczony II wojną światową oraz stalinizmem – ścierają się tutaj, zderzając ze sobą czasy, które na pierwszy rzut oka wydają się tak odległe.

Mam wrażenie, że ta książka ma kilka warstw, które docierają do czytelnika powoli – najpierw podczas lektury, a potem już po jej zakończeniu, przynosząc różne przemyślenia, niestety w większości niezbyt dobre. Pierwsza historia to ta opowiadana przez Tatianę, starszą kobietę, która wspomina swoje życie – od urodzenia w Wielkiej Brytanii, przez powrót z ojcem do Rosji, aż po czasy II wojny światowej, pracę w LKSZ-u (Ludowym Komisariacie Spraw Zagranicznych) i późniejsze represje. Jej pierwszą i drugą miłość. Małżeństwo, macierzyństwo, cierpienie, łagry, poczucie winy… To wszystko mocny kaliber, bo choć czytałam już wiele książek o II wojnie światowej i stalinizmie, to nie da się przyzwyczaić do zbrodni, tragedii, prześladowań i śmierci.

(...) z biegiem lat zrozumiałam, że relacje między obywatelami ZSRR a Stalinem były skonstruowane na takiej właśnie zasadzie. Surowego ojca się kocha wbrew te surowości. Nawet tam, w łagrze, kobiety, choć straciły krewnych i bliskich, marzyły o dobrych objęciach wodza. Jak małe dzieci, gotowe na wszystko, byleby tylko tata je kochał, pragnęły odkupić własną winę. 

Po skończonej lekturze, podczas przemyśleń do tej recenzji, pojawił mi się jeszcze jeden wątek, który niesie bardzo negatywny przekaz o ludzkości. Pojawia się tu dwóch bohaterów pobocznych, których postawa pokazuje, że ludzie się nie zmieniają. „Przecież tak nie było”, „batiuszka Stalin” był doskonałym wodzem, a wszystko to, o czym opowiadają, to tylko plotki. Przecież „batiuszka” Łukaszenka trzyma ten kraj w kupie i nie pozwala wejść tu żadnej zarazie.

I tak myślę o tych słowach wyrytych na pomnikach: „Nigdy więcej wojny”. I po raz kolejny dociera do mnie, że ludzie się nie zmieniają, a czas zaciera wydarzenia, które miały nigdy nie wrócić.

- Dowiedziałam się, że podobne jak nas, dorosłych więźniów, dzieci również transportowano do domów dziecka w konwoju, pod strażą, z wilczurami. Przysługiwały im racje żywnościowe oraz, rzecz jasna, praca. Pięć razy w tygodniu z małymi motykami pięciolatki wychodziły do ogrodu plewić grządki. Każda, nawet najmniejsza siła, powinna była wspierać budowę wielkiego kraju. 

Wydarzenia z przeszłości Tatiany są brutalne. Autor ich nie przemilcza i nie łagodzi tego, co działo się z bohaterką. Szczególnie mocno wybrzmiewa jej ufność, że przecież system nie jest taki zły, a oni niczego nie zrobili. „Jestem przecież obywatelką tego kraju, na pewno to, co się dzieje, jest tylko nieporozumieniem”. Wraz z czytelnikiem Tatiana również wierzy w ten przekaz – przynajmniej do pewnego momentu. I okazuje się, że nawet właśni obywatele, cywile i żołnierze, mogą stać się wrogami dla ideologii.

Z drugiej strony jest Sasza – młody człowiek, który najpierw żyje w Rosji, a potem w Białorusi, a jednak doświadcza jedynie swoich prywatnych traum. Śmierć w jego przypadku jest jednostkowa. A jednocześnie żyje w świecie ogromnego rozwoju technologii i medycyny, które pozwalają na rzeczy jeszcze niedawno niewyobrażalne. To świat, który dawno zapomniał o dawnych upiorach. Dopiero spotkanie z Tatianą sprawia, że Sasza doświadcza ich na zupełnie innym gruncie.

Jeszcze jednym istotnym elementem tej historii jest instytucja Czerwonego Krzyża. Ten tytułowy symbol okazuje się niezwykle ważny dla całej opowieści. Listy wysyłane do ZSRR przez Czerwony Krzyż pokazują próby porozumienia, wymiany jeńców wojennych, chęć rozmowy. Inne europejskie kraje próbują w ten sposób nawiązać nić porozumienia, a ze strony ZSRR za każdym razem jest tylko cisza. „Nie odpowiadać”.

„Czerwony Krzyż” to powieść bardzo mocna w swoim przekazie. Książka napisana przez Białorusina, który został zmuszony do emigracji z kraju, niesie ze sobą bardzo trudne przesłanie. Bo ta historia nie jest tylko opowieścią o zapomnianej przeszłości. Przypomina o świecie, który w pewien sposób może do nas wrócić. Myślę, że to lektura ważna i warta uwagi. I na pewno zostanie na dłużej w moich myślach.


  • Autor: Filipenko Sasza
  • Tytuł: Czerwony Krzyż
  • Tytuł oryginalny: Красный крест
  • Tłumaczenie: Agnieszka Sowińska
  • Wydawnictwo: Noir sur Blanc
  • Liczba stron: 206
  • Premiera: 16 wrzesień 2026








Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję za każdy zostawiony komentarz.

Copyright © 2014 Książkowe Wyliczanki , Blogger