Sol, tuż przed trzydziestką, staje na życiowym rozdrożu. Porzuca pracę w telewizji, wraca do miejscowości, w której się wychowała, i zastanawia się, co dalej zrobić ze swoim życiem. Tam spotyka znajomego z dzieciństwa, z którym niegdyś należała do Klubu Don Kichota. Okazuje się, że jego ojciec – sławny pan Don, będący dla dzieciaków prawdziwym autorytetem – zaginął i nikt nie wie, gdzie się znajduje. Sol postanawia odnaleźć swojego mentora. Jednocześnie zakłada kanał na YouTubie, na którym relacjonuje swoje poszukiwania, a także wraca wspomnieniami do czasów nastoletnich, kiedy wraz z przyjaciółmi odkrywała dzięki niemu świat literatury i filmu.
Jeszcze przed rozpoczęciem lektury trochę obawiałam się tej książki. Sądząc po okładce, byłam przekonana, że czeka mnie kolejna healing novel. Całe szczęście okazało się, że „Wypożyczalnia zagubionych marzeń” nie jest typową przedstawicielką tego gatunku. To przede wszystkim opowieść o tęsknocie za przeszłością, pielęgnowaniu wspomnień i powrocie do dobrych chwil. Jednocześnie jest to historia o odkrywaniu siebie, poszukiwaniu własnej drogi oraz próbie odpowiedzi na pytanie, co tak naprawdę chcemy zrobić ze swoim życiem.
Podróż w poszukiwaniu pana Dona była nierozerwalnie powiązana z historią rozwoju kanału Don Kichot Wideo. Była to również moja osobista przygoda. W momencie ponownego wkroczenia do tego miejsca, gdzie dawniej wisiał szyld wypożyczalni, bardzo zatęskniłam za panem Donem (...)
Podobała mi się ta historia. Czytałam ją z ciekawością, początkowo próbując odgadnąć, co stało się z panem Donem, a także odkrywając kolejne elementy układanki dotyczącej jego życia przed otwarciem Wypożyczalni Don Kichot. Sol na różne sposoby docierała do tych fragmentów przeszłości, stopniowo składając je w coraz pełniejszy obraz. Później równie interesujący okazał się sam wątek pana Dona i to, jak bardzo różnił się od ideału stworzonego przez bohaterkę. Jak bardzo był ludzki – pełen wad, problemów i niepewności, która towarzyszyła mu do samego końca. To właśnie te dwa elementy – poszukiwanie prawdy o jego losach oraz zderzenie wyobrażenia z rzeczywistym człowiekiem – sprawiły, że lektura okazała się dla mnie tak interesująca.
Grupa nastolatków stała się dorosłymi ludźmi, którzy poszli własnymi drogami. Różnorodność ich charakterów, spojrzenia na życie i wyborów zawodowych tworzy barwną mieszankę. Z jednej strony czułam smutek, że w dorosłym życiu nie udało im się pozostać ze sobą bliżej, z drugiej jednak jest to po prostu życiowa prawda. Dorosłość nas zmienia i wymusza wybory, które nie pozostawiają miejsca na taką beztroskę jak kiedyś.
Przez trzydzieści lat swojego życia wierzyłam. że ludzie się tak po prostu nie zmieniają, więc poczułam się przez niego zdradzona. Wyruszyłam szukać Don Kichota... a znalazłam Sancha? Sancha, który myślał, że jest Don Kichotem? Nie mogłam się z tym pogodzić.
Jednocześnie bohaterowie są na tyle wyraziści, że można ich polubić albo wręcz przeciwnie. Mnie najbardziej drażnił syn pana Dona, który niemal we wszystkim upatrywał okazji do zarobku, a pieniądze stały się dla niego swego rodzaju obsesją. Był irytujący w swoim zachowaniu. Z drugiej strony jego historia w pewnym stopniu tłumaczy późniejszą pogoń za pieniędzmi i pozwala lepiej zrozumieć, skąd wzięło się takie podejście do życia.
Wydawać by się mogło, że to Sol jest główną bohaterką tej powieści, ale przez całą książkę to właśnie pan Don najbardziej mnie intrygował. Z zainteresowaniem odkrywałam kolejne elementy jego życia – poprzednie miejsca pracy, ideały, którymi się kierował, a także decyzje dotyczące rodziny. Niektóre z nich były trudne do zaakceptowania, zwłaszcza że podejmował je, nie licząc się z opinią żony i syna.
Fascynowała mnie również jego obsesja na punkcie Don Kichota i jego twórcy, Miguela de Cervantesa. A później także życiowe dylematy pana Dona, jego niepewność i ciągłe zastanawianie się, czy dokonał właściwych wyborów. To wszystko sprawiło, że sam w pewnym stopniu przypominał Don Kichota, w którego wcześniej się wcielał. Walczył z własnymi wiatrakami, próbował żyć według swoich ideałów, a jednocześnie nie zawsze potrafił odnaleźć się w zwyczajnym życiu.
(...) To, co przynosi pieniądze, nie zawsze jest pracą. Muszą być w tym jakaś satysfakcja i jaka wartość. Tak, szukanie pana Dona jest satysfakcjonujące i wnosi wartość do mojego życia. Może tego nie rozumiesz, ale kiedy jako nastolatka czułam się samotna, filmy. które mi pokazał, i książki, o których rozmawialiśmy, pomogły mi przetrwać.
Bardzo ciekawy wydaje się również kontekst powstania tej książki. Autor otrzymał propozycję pobytu w Hiszpanii, co stało się bezpośrednią inspiracją do stworzenia historii tak mocno łączącej Koreę i Hiszpanię. Jednocześnie w postaci pana Dona można odnaleźć pewne autobiograficzne ślady Kim Ho-Yeon – kryzys twórczy, problemy w branży scenarzystów czy rozterki związane z własną drogą zawodową. To dodatkowa warstwa tej powieści, która nie jest niezbędna do czerpania przyjemności z lektury, ale staje się ciekawym smaczkiem dla tych, którzy po jej zakończeniu chcą zajrzeć nieco głębiej i odkryć, co mogło zainspirować autora.
Dla mnie – i podejrzewam, że także dla wielu czytelników pamiętających jeszcze czasy wypożyczalni kaset – ten motyw okazał się wyjątkowo nostalgiczny. Wspomnienia Sol o godzinach spędzanych w Wypożyczalni Don Kichot, odkrywaniu nowych filmów i oglądaniu tych polecanych przez pana Dona przywołują obrazy z własnej przeszłości. To przypomnienie czasów, gdy dostęp do filmów nie był nieograniczony, a znalezienie czegoś interesującego wymagało cierpliwości, ciekawości i odrobiny szczęścia. Dzięki temu książka nie opowiada wyłącznie o wspomnieniach bohaterów, ale momentami uruchamia również wspomnienia samego czytelnika.
„Wypożyczalnia zagubionych marzeń” to książka, która pozytywnie mnie zaskoczyła. Okazała się ciekawą lekturą, podczas której z zaangażowaniem śledziłam poszukiwania pana Dona i odkrywałam kolejne fragmenty jego historii. Jednocześnie znalazłam tutaj znacznie więcej niż tylko opowieść o zaginięciu. To również pełna nostalgii podróż do czasów wypożyczalni kaset, a także historia o konfrontacji wyidealizowanych wspomnień z rzeczywistością. Pan Don okazał się bowiem człowiekiem znacznie bardziej skomplikowanym, niż zapamiętała go Sol. Całość tworzy interesującą opowieść przygodową z refleksyjnym tłem, która skłania do zastanowienia się nad własnymi wspomnieniami, życiowymi wyborami i tym, jak z biegiem lat zmienia się nasze spojrzenie na ludzi, których kiedyś podziwialiśmy.


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Dziękuję za każdy zostawiony komentarz.