Są książki, które od pierwszych stron wciągają i nie pozwalają się od siebie oderwać. Są też takie, które intrygują pewnymi elementami, ale ostatecznie nie do końca spełniają oczekiwania. I właśnie takie odczucia zostawiło we mnie Jezioro Stworzenia.
Najbardziej zaciekawił mnie początek i wszystkie rozważania dotyczące prehistorii człowieka. Wątki związane z neandertalczykami, homo erectus czy homo sapiens oraz nowe odkrycia archeologiczne naprawdę przykuły moją uwagę. To właśnie te fragmenty czytałam z największym zainteresowaniem i szkoda, że później zeszły one na dalszy plan. Chętnie przeczytałabym ich znacznie więcej, bo były dla mnie jednym z najmocniejszych punktów całej powieści.
Główna historia skupia się na amerykańskiej agentce działającej pod fałszywą tożsamością. Na zlecenie prywatnej organizacji ma przeniknąć do ekologicznej komuny, zdobyć zaufanie jej członków i doprowadzić do jej zniszczenia. Brzmiało to jak zapowiedź historii pełnej napięcia i moralnych dylematów. Liczyłam też, że wraz z poznawaniem mieszkańców komuny bohaterka zacznie patrzeć na świat z innej perspektywy. Tymczasem otrzymałam coś zupełnie innego.
Agentka Smith z każdą kolejną stroną wydawała mi się coraz bardziej cyniczna, bezduszna i pozbawiona jakichkolwiek wartości poza pieniędzmi. Jej wspomnienia tylko utwierdzały mnie w tym przekonaniu. Do tego dochodzi ciągłe picie, prowadzenie samochodu pod wpływem alkoholu czy wykorzystywanie ludzi wyłącznie jako narzędzi do osiągnięcia celu. To bohaterka, której zwyczajnie nie potrafiłam polubić ani kibicować.
Również sam pobyt w komunie momentami mnie nużył. Odniosłam wrażenie, że niektóre rozdziały nie wnosiły wiele do historii i niepotrzebnie spowalniały akcję. Paradoksalnie, mimo że spędzamy tam z bohaterką sporo czasu, wcale nie miałam poczucia, że dobrze poznałam tę społeczność. Owszem, wiadomo, że jej członkowie sprzeciwiają się zmianom przemysłowym i walczą o środowisko, ale zabrakło mi głębszego zrozumienia ich codzienności, motywacji i tego, do czego tak naprawdę dążą. Ich przywódca sprawiał natomiast wrażenie człowieka, który decyduje o wszystkim, przez co całość momentami bardziej przypominała sektę niż wspólnotę opartą na wspólnych ideach.
To, co zapamiętam z tej książki najmocniej, to kilka bardzo nietuzinkowych postaci. Kobieta wykluczona z komuny za własne zdanie, która postanowiła szukać trufli ze swoją świnią. Starsze małżeństwo pragnące dołączyć do wspólnoty, ale odrzucone przez jej członków. Czy wreszcie najbardziej kontrowersyjny bohater – nastolatek, który jako jedenastolatek został ojcem, a własne dziecko wychowuje jak młodszego brata. To właśnie takie epizody sprawiały, że historia nabierała charakteru i wybijała się ponad schemat.
Duże wrażenie zrobił na mnie również Lambert – człowiek mieszkający w jaskiniach, który po tragedii ze swojej przeszłości odciął się od świata i poświęcił badaniom nad neandertalczykami. To postać tajemnicza, nietuzinkowa i zdecydowanie jedna z ciekawszych w całej powieści. Żałuję tylko, że autorka nie poświęciła mu więcej miejsca, bo właśnie jego historia najbardziej mnie intrygowała.
Punkt kulminacyjny, czyli protest podczas targów zakończony śmiercią i ucieczką głównej bohaterki, pokazał z kolei, że nad losem wielu ludzi stoją siły, których na co dzień nawet nie dostrzegamy. To chyba jedyny moment, w którym poczułam napięcie i miałam wrażenie, że wszystkie elementy układanki zaczynają się ze sobą łączyć.
Ostatecznie „Jezioro Stworzenia” okazało się dla mnie książką, która dość mocno rozminęła się z moimi oczekiwaniami. Po opisie spodziewałam się historii o odkrywaniu tajemnic zamkniętej społeczności i stopniowej przemianie bohaterki pod wpływem ludzi, których miała zniszczyć. Tymczasem dostałam opowieść znacznie bardziej chłodną, momentami rozwlekłą i skupioną na bohaterce, z którą nie potrafiłam znaleźć żadnej wspólnej płaszczyzny.
Nie żałuję tej lektury, bo znalazłam w niej kilka naprawdę interesujących motywów – przede wszystkim tych związanych z prehistorią człowieka oraz postacią Lamberta. Mam jednak poczucie, że całość nie zostanie ze mną na długo. To po prostu nie jest literatura, po którą sięgam najchętniej.
Choć mnie ta historia ostatecznie nie przekonała, myślę, że znajdzie swoich odbiorców. Szczególnie wśród osób, które lubią niejednoznacznych bohaterów, niespieszną narrację oraz powieści skłaniające do własnych interpretacji. Wiele do odnalezienia będą tu mieli również czytelnicy zainteresowani tematami ekologii, zmian przemysłowych i współczesnych dylematów związanych z relacją człowieka z naturą.


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Dziękuję za każdy zostawiony komentarz.