Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura współczesna. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura współczesna. Pokaż wszystkie posty

6/13/2017

PRZEDPREMIEROWO Poznajcie "Córka wiatrów" Magdalena Kordel

PRZEDPREMIEROWO Poznajcie "Córka wiatrów" Magdalena Kordel


Historie osadzone w przeszłości, w których pojawia się zupełnie inne życie, zwyczaje, zachowania, należą do moich ulubionych. Dlatego nie bałam się nowej książki Magdaleny Kordel, która osadzona jest w XIX-wiecznej Polsce. Wręcz przeciwnie, byłam ciekawa tej historii, karmiłam się fragmentami, które pisarka opublikowała w sieci, z niecierpliwością chciałam poznać Konstancję i Pelasię. Jakie wrażenia towarzyszyły mi podczas lektury i czy warto po nią sięgnąć, zaraz się o tym dowiecie. 

3/05/2013

Słodko-gorzkie dziedzictwo "Cukierni pod Amorem"

Słodko-gorzkie dziedzictwo "Cukierni pod Amorem"
Dane techniczne:

Autor: Małgorzata Gutowska-Adamczyk
Tytuł: Cukiernia pod Amorem. Zajezierscy.
Seria: Saga o Gutowie tom 1
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Data wydania: kwiecień 2010
liczba stron: 472





Orzeszkowa, Rodziewiczówna, Konopnicka, Dąbrowska... wszyscy znamy te autorki. Ich książki przenoszą nas dwieście lat wstecz, w realia szlacheckich dworów, czasu powozów, idealnych manier, obyczajowości tak odmiennej od tej, którą dziś znamy. Czytamy historie, jak panowie starali się o panie, jak kobietę uwodziło się pierwszym tańcem, kwiatami, czekoladkami z luksusowych cukierni. Kiedy kobiety były pilnowane przez matki, aby nic nie zaważyło na ich nieskazitelnej opinii, pielęgnowane jak delikatne kwiaty, miały zachwycać urokiem i niewinnością.


"Cukiernia...", jak odniosłam wrażenie, jest próbą nawiązania przez autorkę do tradycji naszych najlepszych pisarek. W ślad za nią ruszamy - dwutorowo - śladami dystyngowanych dam i dżentelmenów z rodu Zajezierskich, jak i zupełnie współczesnej rodziny Hryciów, zamieszkałej w Gutowie.

Jest to pierwsza część opowieści. Historii snutej jak nić na wrzecionie czasu. Mamy dwa wątki prowadzone jednocześnie - nie ułatwia to lektury, lecz od początku miałam poczucie, jakbym oglądała film, a przeskoki w czasie są zmontowanymi w studio przeplatankami między tym, co było, a tym, co jest. Obserwujemy, jak panienki ze znakomitych domów szykują się do ślubu, a współczesnie żyjąca Iga usiłuje rozwiązać zagadkę pierścienia, z którym wiążą się w jej rodzinie niezliczone legendy i opowiastki.

Czego spodziewać się sięgając po tę powieść pani Gutowskiej-Adamczyk? Przede wszystkim bardzo ładnego, możnaby rzec "klasycznego" stylu pisania, stylizowanego nieco na dziewiętnastowieczny, ale też nie do tego stopnia, aby lektura nie była przyjemna, a strony przewracały się same. Dajmy się wciągnąć,  przy filiżance kawy i ciasteczkach, w opowieść o losach pięknych i odważnych kobiet, które nie bały się przeciwstawić przyjętym normom, aby ratować swoje rodziny, dom i to wszystko, co kochały. Nie bały się rzucić na szalę swej godności, aby ich dzieci mogły żyć szczęśliwie. O tym właśnie jest "Cukiernia...", gdy wczytać się w przekaz między wersami - o tym, jak silne i niezłomne potrafią być kobiety i jak wielką podporą pragną być dla najbliższych.

Pierwszy tom to zaledwie zalążek wszystkich wątków, początek niezwykłych, pokręconych losów kilku rodzin. Nie dostaniemy zbyt wielu odpowiedzi, choć pytań jest mnóstwo. Postacie, które pojawiają się na kartach książki są tak żywe, tak prawdziwe, że od razu wybieramy, do kogo czujemy sympatię, a do kogo niechęć. Jagodzianki cudownie pachną, upał piecze nas w kark, a łan zboża okalający pański dwór kojąco szumi.

Całość przedstawia sobą zgrabną, dobrze napisaną powieść nawet nie kobiecą, powiedziałabym, a obyczajową. To sprawiło, że o ile na początku byłam wobec tej lektury niezwykle ostrożna, tak teraz oceniam ją pozytywnie. Miejscami nie zabrakło dłużyzn i nieco naciąganych fragmentów, ale w całej niemal 500-stronicowej książce nie było ich wiele, co nie jest łatwą sztuką przy założeniu, że autorka opowiada, oszczędnie używając dialogów. Poleciłabym ją kobietom ceniącym sobie dobrą, ale pozbawioną naiwności książkę.

"Wstąpiłam do cukierni Pod Amorem. I nie żałuję. Tu współczesność i przeszłość splatają się jak warkocz drożdżowej chałki. Jest w niej wszystko co lubię: słodycz miłości, gorycz zdrady, pokręcone ludzkie losy, tajemnice z przeszłości i pierścień, i mumia, i jagodzianki. Czekam na ciąg dalszy, bo apetyt został niezaspokojony. A ja jestem książkowym łasuchem." (Dorota Wellman)

6/20/2012

Dane techniczne:
  • Autor: Kenzaburō Ōe
  • Tytuł: Sprawa osobista
  • Wydawnictwo Państwowy Instytut Wydawniczy
  • Liczba stron: 184
  • Premiera: 2005
  • Gatunek: literatura współczesna obca

Jest to wstrząsająca, silnie autobiograficzna historia mężczyzny imieniem Ptak, który zostaje ojcem niepełnosprawnego syna. Z maestrią, nie stroniąc od szokujących opisów, Oë przedstawia przemianę bohatera i jego stopniowe godzenie się z sytuacją, od której w pierwszym odruchu pragnął uciec. Kenzaburo Oë tworzy od pół wieku. Pisze powieści, opowiadania, eseje. Należy do nielicznej grupy współczesnych pisarzy, dzięki którym proza XX wieku nie tylko nie obumarła, ale zagarnęła i zagospodarowała nowe obszary. Oë łączy liryzm najwyższej próby z naturalistycznymi opisami takich trudnych tematów jak nieuleczalna choroba, śmierć, seks. Pierwowzorem chorego syna ze Sprawy osobistej jest syn samego pisarza, obecnie utalentowany kompozytor i koncertujący muzyk.


Sięgając po kolejną książkę w podejmowanych wyzwaniach połączyłam ze sobą dwa - Trójkę e-pik: książka noblisty oraz Literatura w Azji, Azja w literaturze - książkę pisarza japońskiego. W ten sposób w moje ręce trafiła pozycja Kenzaburo Oe, który na swoim koncie ma liczne publikacje. W Polsce doczekaliśmy się do tej pory jedynie parę jego książek.


Historia rozgrywa się w połowie ubiegłego wieku. Japonia była krajem silnie rozwijającym się. Ale ludzie nie cieszyli się szczególnymi względami. W takiej chwili poznajemy Ptaka - mężczyznę, który przez całą książkę nie zdradza nawet swojego imienia. Przezwisko które do niego przylgnęło jeszcze w wieku nastoletnim wyrażało przede wszystkim jego fizjonomię. I tak oto mając 27 lat Ptak snuje się po mieście i dzwoni co chwila do szpitala w oczekiwaniu na potomka. Sam nie jest pewien czy jest na niego gotowy. Wspomina swoją młodość. Zastanawia się nad życiem. Marzy o wyprawie do Afryki, co jest jego największym marzeniem. I zostaje brutalnie wyrwany z tych marzeń:


"Proszę natychmiast przyjechać do szpitala. Dziecko urodziło się nienormalne, szczegółowych informacji udzieli lekarz"*


W dzisiejszych czasach w trakcie porodu w szpitalu znajduje się cała rodzina. Ojciec bardzo często asystuje. A jeśli dziecko urodzi się z jakimiś wadami lekarz stara się przekazać taką informację delikatnie. Wytłumaczyć na czym polega problem. 

"Czy chce pan najpierw zobaczyć rzecz?"*

Po takim wstępnie nie dziwie się, że mężczyzna nie wiedział co ze sobą zrobić. Dowiadując się że dziecko będzie żyło na poziomie rośliny. Nie miał wsparcia z żadnej strony. Żona nie wiedziała o całej sytuacji, żeby jej nie denerwować. Teściowa obwiniała Ptaka o zaistniała sytuację. Co w takiej sytuacji można zrobić? Ptak czeka na śmierć potomka, po delikatnych ustaleniach z lekarzem. Na te dni zaszywa się u przyjaciółki. Tam czeka go przemiana. Jest ona powolna. Czasem niezrozumiała. Wielokrotnie jego postępowania wprawiało mnie w zdziwienie, czasem rozczarowanie. Z pewnością wynika to z różnic kulturowych. Ciekawa byłam jak zakończy się zaistniała sytuacja. Choć wyraźnie nie chciał tego dziecka to było mi go szkoda. Nie mogłam go do końca potępić. Był sam i dlatego tak długo akceptował noworodka.

Książka jest krótka i można poświęcić jej jeden wieczór. Język jest prosty i zrozumiały, choć autor pisze dosadnie, nie uciekając od opisów drastycznych, czasem ordynarnych. Na okładce książki można doczytać się, że "Pisarstwo Oë to zdumiewające połączenie groteski, turpizmu i ostrej krytyki społecznej". To wszystko można znaleźć w tej krótkiej w sumie powieści. Kiedy jednak przełknie się język ujawnia się społeczeństwo japońskie z połowy XX wieku. Pokazane są samotne dylematy jednostki. Czy człowiek może uciekać przed swoim przeznaczeniem? Przed obowiązkami? Czy zabójstwo "w białych rękawiczkach" nas dotyka? Autor przemyca wiele pytań i stara się wskazać na nie odpowiedzi.

Warto sięgnąć po tą książkę, zastanowić się nad życiem i nad odpowiedzialnością.




*Książka, str. 20
* Książka, str. 23

2/10/2012

"Dom Kalifa. Rok w Casablance" Tahir Shah

"Dom Kalifa. Rok w Casablance" Tahir Shah
Dane techniczne:
  • Autor: Tahir Shah
  • Tytuł:  Dom Kalifa. Rok w Casablance
  • Wydawnictwo:  Wydawnictwo Literackie
  • Liczba stron: 298
  • Premiera: 19.10.2011
  • Gatunek: Proza obca, podróże

Podróż, przygoda, zagadka i humor w jednym tomie!
Mieszkający w Anglii Tahir Shah postanawia przenieść się do Maroka. Shah, pochodzący z szanowanego rodu afgańskich wojowników, nauczycieli, pisarzy i dyplomatów, od dawna odczuwał nieuświadomioną tęsknotę za kulturą arabską, od której został odcięty. Wyjazd do Maroka stanowi dla niego powrót do korzeni. Kupuje podupadłą posiadłość w Casablance, której niegdysiejszą świetność skrywają pajęczyny i kurz. Tytułowy Dom Kalifa jest nawiedzony przez złośliwego dżina Quandishe… A to nie koniec, na przemian zabawnych i mrożących krew w żyłach, przygód Shaha.

Codzienna praca, obowiązki, rutyna. Każdy myśli czasami żeby się z tego wyrwać. Znaleźć sobie miejsce na ziemi, gdzie będzie żył tak jak sam zechce. Niekiedy wystarczy wyjechać do drugiego miasta, czasem musi być to inny kraj. A czasami kontynent. Mało kto jednak odważy się na zostawienie wszystkiego i przeprowadzkę do kraju o całkowicie innej kulturze i tradycji. Tahir Shah miał z tym trochę mniej problemów. Jego korzenie wywodzą się z gór Afganistanu, oraz z salonów brytyjskich. Jako dziecko wielokrotnie wyjeżdżał z rodzicami między innymi do Maroka. Kupił więc "Dom Kalifa" i przeprowadził się z rodziną do Casablanki.
Zderzenie Europy z Afryką. Kultury brytyjskiej z marokańską. Oraz wiary. To wszystko musiał pokonać Tahir żeby osiąść w swoim nowym domu. Przybył do domu, który nie był zamieszkały przez 10 lat. Musiał poradzić sobie z nadzorcami, którzy bardziej niż on czuli się panami sytuacji. W wiarą w wszechobecne dżiny. W brak jakiejkolwiek organizacji rządowej. Znalezienie fachowców, których zatrudnienie i praca toczy się zupełnie inaczej.
Kiedy zaczynałam czytać "Dom Kalifa" myślałam że jest to powieść z elementami fantastyki. Szybko przekonałam się o pomyłce. Autor opowiada swoje losy w tym kraju. Swoje pierwsze spotkanie z "prawdziwym" Marokiem. I byłam zafascynowana. Bardzo pomógł mi język. Jest przystępny i przejrzysty. Narracja pierwszoosobowa. Shah nie przyśpiesza wydarzeń, nie opowiada czego się dowiedział potem. Razem z nim można poznawać aspekty życia w kulturze muzułmańskiej.
Zawsze uważałam że Maroko jest pięknym krajem, gdzie w górach i w wioskach żyją ludzie według starych tradycji i ideałów. Jednak takie miasta jak Casablanka czy Tager zawsze uważałam za przesiąknięte europejską kulturą. Przecież przez tyle lat była to kolonia francuska. Jedyne co z tamtych czasów się ostało to język. I podupadające budynki w dzielnicach francuskich. Pozostałe 99% Casablanki to miasto na wskroś arabskie, muzułmańskie i afrykańskie. Na każdym kroku wiara w Allaha i proroka przecina się w zabobonny strach w dżiny, które przecież zostały opisane w Koranie. Także stosunki międzyludzkie są tam zupełnie inne. Jeśli nie ma się powiązań nic się nie załatwi. To trochę jak u nas w dawnych, dobrych czasach ;)
Podziwiam autora że pomimo tych przeciwności, które się przed nim piętrzyły nie zostawił "Domu Kalifa", Casablanki i nie wrócił do Anglii. Do końca myślałam że tak się stanie. Wydawało mi się że momentami walczy sam z całym światem a jednak się nie poddał i wygrał tą walkę. A może raczej się przystosował...
Po przeczytaniu "Domu Kalifa" mam straszną chęć wybrać się do Maroka. Chciałabym zwiedzić opisywanie przez niego miejsca. A to chyba najlepsza rekomendacja dla książki. Polecam z całego serca, ja zamierzam wrócić do niej w przyszłości.
Copyright © 2014 Książkowe Wyliczanki , Blogger