Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pieniądze. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pieniądze. Pokaż wszystkie posty

4/10/2018

Co przyniesie "Dzień 7" Kerry Drewery

Co przyniesie "Dzień 7" Kerry Drewery


Rok temu miałam okazję poznać "Celę 7", pierwszy tom trylogii opowiadający trudną historię, osadzoną w niezbyt odległej przyszłości. Pomysł autorki na temat przewodni przyciąga, a jednocześnie wzbudza wiele emocji. Po niezwykle wyrazistej końcówce pierwszego tomu przyszedł czas na kontynuację. Role niektórych bohaterów trochę się zmieniły, a akcja gna do przodu. Czy kontynuacja dorówna poprzedniczce? 

3/26/2017

PRZEDPREMIEROWO Czym jest "Cela 7" Kerry Drewery

PRZEDPREMIEROWO Czym jest "Cela 7" Kerry Drewery
"Czy dany uczestnik powinien odpaść", "Kto lepiej wykonał swoje zadanie?", "Wybierz osobę, która według ciebie kłamie"... z pewnością nie raz trafiliście na takie albo podobne pytania. Wystarczy wysłać sms pod dany numer telefonu z imieniem, liczbą lub odpowiedzią. Dzisiejszy świat i programy telewizyjne, gdzie wszystko dzieje się pod publiczność. Autorka powyższego tytułu posunęła się o krok dalej. Tam wybiera się, czy dany więzień jest winny czy niewinny zbrodni a tym samym to widzowie wybierają życie lub śmierć człowieka. Niemożliwe? Nasza wrażliwość przesuwa się coraz bardziej, więc ta historia nabiera pewnej dozy prawdopodobieństwa. Poznajcie "Celę 7".

3/03/2015

"Oszust matrymonialny" Leszek Szymowski

"Oszust matrymonialny" Leszek Szymowski

Chyba każda kobieta marzy o wspaniałym związku, pełnym zrozumieniu, czułości i miłości. a mężczyzna, który potrafi spełnić te wymagania, trafia się rzadko. Czasami poświęcamy się pracy, by dopiero po pewnym czasie zdać sobie sprawę, że czegoś nam brakuje, a nasze życie nie tak miało wyglądać. Gdzie szukać miłości w dzisiejszym świecie? Coraz częściej korzystamy z sieci, aby tam poszukać partnera na lata. Jednak jest to bardzo niebezpieczna droga, bo nigdy nie wiadomo kto siedzi po drugiej stronie. Swego czasu popularne spoty telewizyjne trochę uświadomiły społeczeństwo, nadal jednak nie znamy wszystkich zagrożeń. Skąd wiadomo, że mężczyzna, którego poznałyśmy: wspaniały, pięknie się prezentujący, kupujący nam kwiaty i komplementujący, nie jest oszustem, któremu zależy tylko na pieniądzach? 

Książka powstała ze spotkań dziennikarza śledczego i autora - Leszka Szymowskiego - z więźniem zakładu karnego, który odsiaduje swoją karę za oszustwa matrymonialne. Mężczyzna postanawia opowiedzieć swoją historię, cofając się do pierwszych związków z kobietami, które mocno wpłynęły na całe późniejsze życie. Kamil od dzieciństwa był uczony, że ważne są pieniądze i łatwość ich zarabiania, a nie sama praca, co zaowocowało chęcią łatwego zysku, a późniejsze życie wskazało mu drogę, którą podążał aż do tragicznego końca, marnując życie niejednej kobiecie. 

Dziwna ta książka - z jednej strony historia jest warta uwagi, choć gdyby autor skrócił ją o połowę to pewnie niewiele by straciła, z drugiej strony kwestia graficzna, stylistyczna, korektorska, wymagają sporo cierpliwości od czytelnika.

Opowiadałem jej oczywiście bajki, że prowadzę własną działalność gospodarczą, zajmuje się doradztwem biznesowym i pomagam wielu przedsiębiorcom, którzy albo chcą inwestować w Polsce, albo przenieść swoją działalność poza Polskę, albo płacić mniejsze podatki i wówczas wyprowadzają swoją działalność poza granicę Polski. 
Wziąłem Justynę za rękę, co bardzo jej się spodobało. Odniosłem wrażenie, że przez te lata samotności tęskniła za tym, aby ktoś znowu wziął ją za rękę.  
Jesteś pewien, że sprawa pójdzie po naszej myśli - zapytał mnie.
Tak - odpowiedział - Będą zawiasy.  
W końcu jeszcze nie odszedłem jako oszust emeryturę* 

Podchodziłam do tej książki ostrożnie, będąc świadoma wielu średnich recenzji, nie oczekiwałam od niej za wiele. Początkowo czytało mi się bardzo dobrze, wciągnęłam się w akcję, z zainteresowaniem śledząc życie młodego bohatera, który uwierzył, że spotkał miłość swojego życia i dość szybko zrozumiał, że kobietom nie można za bardzo wierzyć. Było mi go żal, a jednocześnie miałam pretensje do jego żony. Pierwszy rozdział (w sumie są cztery), zachęcał do dalszej lektury. Niestety później zaczęło dziać się gorzej - liczne podboje były rozwleczone, czasami zastanawiałam się jak to możliwe, że narrator pamięta wszystkie kwestie wypowiedziane lata temu czy kolejność nawet najdrobniejszych zdarzeń. Później z premedytacją czytałam z ołówkiem i znacznikiem, żeby wychwycić co lepsze "smaczki", a tych trochę było. Po pierwsze zdarzały się liczne powtórzenia, nie wiem czy wynikające z przekazu narratora, złego zebrania materiały przez autora, czy brak korekty. Wielokrotnie pojawiały się niepotrzebne przecinki i inne znaki przestankowe. Na sam styl książki można patrzeć dwojako - albo autor specjalnie przedstawił tekst w takim stanie, jak go usłyszał od skazanego, albo też poprawiając go stworzył dość nieprzyjemny w odbiorze twór.

Jeśli chodzi o samą fabułę to pierwszy oraz ostatni rozdział były najciekawsze. Środkowa część, w której pojawiało się gro kobiet, które przewijały się przez życie bohatera, była momentami nudna i miałam wrażenie, że zmniejszenie objętości tej książki zdziałałoby wiele dobrego.

Sięgająć po ten tytuł ma się świadomość, kto będzie bohaterem ale  i tak niektóre zachowania tego mężczyzny są mocno denerwujące. Choć muszę przyznać, że na początku było mi go trochę żal, miałam wrażenie, że droga którą wybrał, była w dużej części uwarunkowana jego pierwszym małżeństwem i tym jako się ono skończyło. Zaskakujące jest to, że narrator działał właściwie cały czas na terenie Warszawy i przez te lata nie zdarzyła mu się żadna "wpadka". Zabierał kobiety czasami do tych samych restauracji, zapraszał je do siebie do domu, co dawało dużą szansę na to, że w końcu na siebie wpadną. Ostatecznie właśnie takie kwestie spowodowały koniec jego "kariery". Zakończenie jest dość brutalne i zastanawiam się, czy słusznie należała mu się taka kara.

Ta książka nie wywołała u mnie wielu emocji. Zdając sobie sprawę, o czym będzie traktowała, czytałam o kolejnych podbojach bohatera zastanawiając się tylko jak to się wszystko skończy. Bardziej irytowały mnie jego potknięcia niż to jak potraktował te kobiety. Byłam świadoma, że do tego dążył i bez większych emocji czytałam o kolejnych etapach znajomości. Choć ta historia pokazuje, że nawet mężczyzna, który stał się Twoim mężem nie musi być do końca taki, jak się wydaje, a to już jest przerażające.

Podsumowując - historia jest warta poznania, tym bardziej, że autor opisuje współczesne czasy i polskie realia, jednak sposób narracji, przygotowanie tej książki, w żaden sposób nie zachęcają do sięgnięcia po ten tytuł. Momentami  bardziej męczyłam się niż czytałam i dlatego mimo małej objętości skończenie tej książki zajęło mi cztery dni.

Czy polecam? Musicie ocenić sami, czy temat Was interesuje, bo forma raczej Was nie zachęci. 

* Cytaty w formie oryginalnej. 

Pierwsze wrażenia: zniecierpliwienie, zdziwienie, znużenie

Książka bierze udział w wyzwaniu: Kiedyś przeczytam

2/22/2015

"Wyścig śmierci" Maggie Stefvater

"Wyścig śmierci" Maggie Stefvater
Dane techniczne:

  • Autor: Stiefvater Maggie
  • Tytuł: Wyścig śmierci
  • Tytuł oryginalny: The Scorpio Races
  • Tłumaczenie: Małgorzata Fafel
  • Wydawnictwo: Wilga
  • Liczba stron: 504
  • Premiera: 3 październik 2012
  • Gatunek: literatura młodzieżowa/fantastyka


Jest coś w tych istotach, co mnie przyciąga i choć nigdy nie posiadałam własnego, a moja nauka jazdy skończyła się na 2-3 lekcjach, to nadal marzy mi się alby w przyszłości mieć własnego albo i cała stadninę - mowa oczywiście o koniach. Książki, które traktują o tych zwierzętach, bez względu na swoją wartość, od razu zyskują u mnie parę punktów więcej. Dla koni bez zastanowienia kupiłam "Wyścig śmierci", jak zwykle nie zwracając uwagi na autorkę, która okazała się mi znana, napisała w końcu trylogię "Drżenie", o której trochę miałam okazję poczytać. 
"Jest pierwszy listopada, więc ktoś dzisiaj umrze" 
Sean Kendrik od lat zajmuje się końmi, pracuje w stadninie i startuje w Wyścigu Skorpiona. Jest czterokrotnym zwycięzcą tego szalenie niebezpiecznego wyścigu. W tym roku stawka jest wysoka, musi zająć pierwsze miejsce, żeby spełnić swoje marzenie. "Puck" Connolly jest sierotą, wychowującą się z dwójką braci. Jej nagła decyzja o wzięciu udziału w wyścigu wszystkim wydaje się szalona, żadna kobieta nigdy nie próbowała w nim swoich sił. Stawka wygranej jest niesamowicie wysoka i dlatego dziewczyna stawia wszystko na jedną kartę. 
Wyścig jest jak bitwa. Chaos koni, ludzi i krwi. Najszybsi i najsilniejsi, którzy pozostali po kilku tygodniach przygotowań na piasku. To morska woda na twarzy, śmiercionośna magia listopada na skórze, to również prędkość. To życie, to śmierć albo jedno i drugie, i nic innego nie może się z tym równać.
Autorka pokusiła się o własną interpretację legend o koniach morskich, które wywodzą się z mitologii celtyckiej i irlandzkiej. "Podobało mi się wiele szczegółów tych mitów: konie pojawiały się w listopadzie, żywiły się mięsem, a zwabione w głąb lądu, stawały się najwspanialszymi wierzchowcami, jakie tylko można było sobie wyobrazić... dopóki znowu nie zbliżyły się do słonej wody"*

Jest to książka z gatunku literatury młodzieżowej, dlatego zabierając się za lekturę byłam dość sceptyczna. Miałam wrażenie, że będzie to lekka i przyjemna opowieść o nastolatkach i ich pasjach. Wraz z każdą koleją przeczytaną stroną moje podejście się zmieniało, w końcu wsiąkłam w tę historię i nie mogłam się oderwać. 

Historia rozgrywa się na małej wyspie, która wydaje się oderwana od reszty świata. Choć przybywają na nią goście z różnych części świata nam znanych, to Thisby rządzi się własnymi prawami. Mieszkający tam ludzie albo kochają to miejsce albo go nienawidzą. Ci drudzy bardzo szybko wynoszą się na stały ląd. Reszta jest zakochana w ziemi, morzu, rybach, koniach i eich uisce. Te ostatnie stworzenia - konie wodne - sprawiają, że wyspa jest tak niebezpiecznym miejscem. W czasie burz, sztormów wychodzą z morza i pożerają wszystko, co nawinie się im nawinie. Konie wodne to stworzenia przypominające dobrze nam znane konie jednak piękniejsze, zwinniejsze i szybsze - co każe ich pożądać. Jednak to, że żywią się mięsem - owcy, krowy, drugiego konia, czy też człowieka - jak również niemożność ich oswojenia, sprawiają, że są jednocześnie nienawidzone. 
Eich uisce rzuciły się galopem po plaży, sprzeczając się i wierzgając, strząsając pianę z grzyw i Atlantyk z kopyt. Krzyczały do tych, które pozostały w wodzie, a ich lament sprawił, że dostawałem gęsiej skórki. Konie wodne były szybkie i śmiercionośne, dzikie i piękne. Giganty. Połączenie wyspy i oceanu. Wtedy właśnie je pokochałem.
Co roku na początku listopada odbywa się niezwykły wyścig - Wyścig Skorpiona - w czasie którego miejscowi mężczyźni, którzy odważą się zaryzykować, ścigają się na eich uisce. Wiele osób ginie w trakcie przygotowań jak również podczas samego wyścigu. Nieliczni docierają do mety, a zwycięzca zdobywa dużą nagrodę pieniężną oraz rozgłos i sławę.

Głównymi postaciami "Wyścigu śmierci" są Sean i Puck, którzy z różnych przyczyn zamierzają wziąć udział w tym wyścigu. Historie poznajemy z ich punktu widzenia, autorka zdecydowała się na narrację pierwszoosobową na przemian oddając głos każdemu z bohaterów. Język jest plastyczny, składający się z krótkich zdań, mocnych i wyrazistych. 


Z kart tej historii wyłaniają się dwie postacie, które równie mocno kochają konie, Puck ma Dove, zwykłego konia, z którym dorastała. Jest w stanie zrobić dla niej wszystko, kocha ją bezgranicznie. Najpiękniejszy związek łączy jednak Seana i jego konia morskiego Corra. Chłopak jako jeden z nielicznych potrafi nawiązać kontakt ze swoim koniem, nie jest on dla niego potworem ale ukochanym stworzeniem. Bardzo niebezpieczne jest podchodzenie do each uisce, nawet jeśli wydaje się on "oswojony", bo w ciągu jednej chwili może on pozbawiając człowieka sporej części ciała, zabić. Sean potrafi zrozumieć Corra, myśli o tym, co dla konia jest najważniejsze, zachowuje odpowiedni dystans nie będąc jednocześnie przerażonym. Chłopak od dzieciństwa pracuje w stajni, zajmując się końmi i eich uisce. Przez wiele lat nauczył się je rozumieć. Autorce udało się oddać uczucie między Seanem a jego koniem w sposób bardzo plastyczny, przemawiający do czytelnika, mocno poruszający.

Sean stoi na brzegu, wpatrzony w morze. Na jego twarzy maluje się ciekawość i tęsknota, jakby on też chciał dać susa do oceanu i odpłynąć. Wtedy właśnie przychodzi mi do głowy, że to dlatego Norman Falk poprosił Seana o przyjście. Nie dlatego, że tylko on mógł przeprowadzić ten rytuał, ale dlatego, że Sean Kendrick, ze wzrokiem utkwionym w morzu, jest symbolem wyścigu, nawet gdyby żadna gonitwa nigdy się nie odbyła. Jest pamięcią o tym, co eich uisce oznaczają dla tej wyspy, mostem łączącym miejsce, w którym stoimy, z tą częścią Thisby, której wszyscy pragniemy, a nie możemy dotknąć.
Puck i Sean są osobami zamkniętymi w sobie, twardymi, walczącymi o swoje. Nie potrafią okazywać emocji drugiemu człowiekowi, całym sercem kochają swoje ukochane stworzenia. Oczywiście nie mogło obyć się bez wątku romansowego, jednak nie jest to główny motyw, uczucie między bohaterami rozwija się powoli, pozwala im się otworzyć, ale nie uwarunkowuje akcji.


Autorka stworzyła historię piękną ale jednocześnie mroczną. Jest tu dużo śmierci, lęku i strachu a jednocześnie uczucie oddania i zrozumienia. To co wyłania się z kart powieści to poczucie wolności, wiatr we włosach, pęd i radość. Dla mnie chwile lektury były niesamowicie wciągające, momentami wzruszające, z nutką grozy. Jeśli we wszystkich swoich książkach autorka potrafiła zawrzeć taką gamę uczuć, na pewno będzie to początek mojej przygody z Maggie Stiefvater.

* posłowie od Autorki

Pierwsze wrażenia: wzruszenie, niepokój, radość, złość, żal, wolność.


Książka bierze udział w wyzwaniu: Kiedyś przeczytam Czytam fantastykę III

Copyright © 2014 Książkowe Wyliczanki , Blogger