6/26/2015

Gdańsk w malowniczym XVII-wiecznym fresku ludzkich ułomności

Gdańsk w malowniczym XVII-wiecznym fresku ludzkich ułomności
Tytuł: Fatum
Autor: Piotr Rowicki
Wydawnictwo: Oficynka
Data wydania: 26 sierpnia 2011
Liczba stron: 240
Gatunek: thriller/sensacja/kryminał
Forma: zbiór opowiadań





Gdy niedawno sieć sklepów Biedronka ogłosiła akcję "2 miliony książek", nie nastawiałam się na nic konkretnego. Gdy wzięłam do ręki ten zbiorek, skusiła mnie wzmianka na okładce o tym, że bohaterem tej książki jest jedno z moich ukochanych miast, Gdańsk, oraz to, że akcję umieszczono w XVII wieku.

Książka ta nie jest opasła i kryje w sobie 10 opowiadań. Przyznam, że szczególnie przy tej książce odczułam, że opowiadania to nie jest forma literacka idealna dla mnie. Postacie były dobrze nakreślone a narracja plastycznym, czasem naturalistycznym językiem pomogła sobie wyobrażać brudne uliczki, śmierdzące kanały ściekowe i cały mniejszy czy większy urok barokowego miasta. 

Bohaterowie jakich poznać można wzbudzają emocje, jednak trudno się do nich przywiązać, gdyż opowiadania są krótkie. Można to policzyć na minus tej książki. Plusem jest natomiast to, że opowiadania, w dodatku niepowiązane ze sobą, nie wymuszają czytania po kolei. Można przeczytać kilka, albo jedno, i wrócić do nich za jakiś czas, nie tracąc nic z uroku.

Akcje poszczególnych opowiastek prowadzą nas przez panoramę mieszczańską i ubogą, brak tu poświęcenia uwagi eleganckim damom czy arystokratom najwyższych sfer. Poznajemy złotników, bursztynników, czy rzeźbiarzy, ale też kuchty, praczki i złodziejaszków. Odniosłam wrażenie, że autor postawił w tych opowiadaniach na ukazanie mroczniejszej strony ludzkiej natury. Mamy złość, zazdrość, chciwość, pożądanie, właściwie wszystkie grzechy główne i jeszcze trochę. Momentami ci ludzie byli naprawdę odstęczający w swoich niskich i podłych motywach postępowania. Mimo tego nie miałam poczucia oderwania od rzeczywistości, bo takie mendy chodzą i po naszym realnym świecie. My tylko nie zawsze to dostrzegamy. Przez te kilka stuleci nic się nie zmieniło.


Podsumowując, ten zbiorek jest dobrą propozycją na wakacje, gdy nie mamy ochoty na opasłe tomiszcze, jak i na kolejny wakacyjny głupiutki romans. Książka należy do tych, które przyjemnie się czyta, a całość można zamknąć w jednym dniu. Całość pozostawia po sobie dobre wrażenie, jednak nie jest to pozycja z tych, które zostają w pamięci.




6/24/2015

"Musiałam umrzeć" Marina Achmedowa

"Musiałam umrzeć" Marina Achmedowa






Huk, krew, krzyki, wszędzie widać kawałki ciał. Samobójczy atak terrorystyczny, tam mocno utożsamiany z wiara muzułmańską. Od paru lat jest jednym z tych wyrażeń, które powodują ciarki na plecach, gdyż nie wiemy kiedy i gdzie wydarzy się następny. Chodząc w miejsca, gdzie spotyka się dużo ludzi, te znane i bardziej prawdopodobne zaczynamy rozglądać się wokół z niepokojem obserwując innych ludzi. Metro, lotnisko, centrum handlowe... Polska póki co nie znalazła się na liście krajów, które ugrupowania terrorystyczne mają na celowniku. Myśląc jednak o tragedii w londyńskim metrze, w Moskwie, zamach na redakcję Charlie Hebdo we Francji, czy też ten najbardziej przerażający w Stanach na WTC, nie potrafimy zrozumieć co kierowało tymi ludźmi. Jak można poświęcić tyle tysięcy przypadkowych ludzi? Kim są ludzie, którzy podejmują się samobójczych prób? 

Chadidża wychowuje się w domu dziadków, w jednej z wiosek na północnym Kaukazie. Dość szybko traci ojca, niedługo potem umiera jej matka. Dziewczynka od najmłodszych lat uczy się żyć tak samo jak jej dziadkowie i ich rodzice - tradycją, która w ówczesnym świecie nie zmienia się od lat - czystości, pokory, poddania mężczyznom, wypełnianiu obowiązków oraz wierze. Nie zna innego życia, więc decyzja o wysłaniu jej na studia do miasta jest zaskakująca. Świat, który dzięki temu poznaje staje się dla niej miejscem wielkich emocji, miłości i rozpaczy.

Marina Achmedowa, jest specjalną korespondentką tygodnika społeczno-politycznego "Reporter Rosyjski". Zajmuje się reportażami społecznymi, często pracuje na Północnym Kaukazie i na Ukrainie. Jest też finalistką Rosyjskiego Bookera 2012, była nominowana do Nos Literary Prize 2011. *

Podczas podróży do Dagestanu rosyjska reporterka Marina Achmedowa była świadkiem ataku sił specjalnych na kryjówkę muzułmańskich ekstremistów. Poruszona widokiem obławy i jej ofiar postanowiła napisać powieść, która odpowie na pytanie, co sprawia, że muzułmańskie kobiety dokonują samobójczych zamachów?

"Musiałam umrzeć" to przejmująca historia dziecka i młodej kobiety, której przyszło żyć w miejscu niesprzyjającym podejmowaniu łatwych decyzji. Autorka przedstawia życie Chadidży od wczesnego dzieciństwa po sam jego koniec. Bohaterka sama przedstawia swoje losy, dzięki pierwszoosobowej narracji, przyciąga uwagę czytelnika, porusza swoją historią. 

"Kobieta sama wie, że stoi niżej od mężczyzny, że jest głupią plotkarą, że mądrość nigdy nawet nie pomyśli, by zagościć w jej głowie. Wszystkie kobiety wiedzą to od urodzenia." 

Bohaterka wychowuje się w tym samym duchu, co wszystkie pokolenia przed nią. Kobieta stoi niżej od mężczyzny, kobiecie nie wolno rozmawiać z obcym mężczyzną, nie wolno na niego spojrzeć. Małżeństwa są w większości aranżowane, rzadko zdarza się miłość wśród małżonków. Kobieta rodzi się po to, żeby pomagać rodzinie - najpierw swojej, potem swojego męża. Uczuć nie pokazuje się publicznie, jeśli jakieś istnieją, to można wyrazić je w alkowie. Chadidża przedstawia smutne, ciężkie życie. A jednak pojawia się tam miłość, pojawiają się radosne chwile. Z każdą kolejną stroną można zrozumieć, jak wiele znaczą dla siebie poszczególni członkowie rodziny, jak ciężko przeboleć stratę najbliższej osoby. Czasami brak zrozumienia, niewiedza, a nie złość powodują tragedie życiowe. 

Wyjazd do miasta staje się dla dziewczyny zderzeniem z innym światem, z inną mentalnością. Musi nauczyć się żyć od nowa, z jednej strony odkrywa dobra współczesnego świata jak lodówka, mikrofalówka czy inne sprzęty, które pozwalają ułatwić życie; z drugiej strony musi zmienić zachowanie i otworzyć się na innych. Jej pierwsze spotkanie z "miastowymi" kończy się na śmiechu i wytykaniu palcami. Tylko wsiowi ludzie nie potrafią patrzeć ludziom w oczy, w czasach gdy kobiety chodzą w krótkich spódniczkach i z odkrytym ciałem. Chadidża powoli zmienia nastawienie, choć zamknięte społeczeństwo, pokolenie jej dziadków nie ułatwia poznania tego nowego świata, brak szczerej rozmowy może skończyć się tragedią. 

"Parsknęli śmiechem. Ten przystojny chłopak specjalnie do mnie podszedł, żeby sobie zadrwić. Znalazł w tłumie najbardziej wsiową dziewczynę! Czemu on mnie tak traktuje, dziwiłam się. Przecież nie zrobiłam mu nic złego! To bardzo nieładnie! Chciałam, żeby Allach go ukarał! Łzy popłynęły mi z oczy. Allachu, czemu pozwoliłeś, żebym się rozpłakała? Co za wstyd!"

Miasto posiada również bardziej mroczną stronę, która dość szybko pojawia się w życiu Chadidży. Strach przed zakutanymi, informacje o nowych akcjach specgrup na kryjówki grup eksternistycznych. Dziewczyna z każdej strony straszona jest przed tymi ludźmi, spotkanie z kobietami ubranymi w chusty jest bardzo nieprzyjemnym odczuciem. Jakim człowiekiem trzeba być, żeby zdecydować się na takie życie? Tego bohaterka również doświadczy. Los sprowadza na nią bardzo trudne chwile, pełne bólu, cierpienia, całej gamy uczuć, które przenoszą się na czytelnika. Jej decyzje, czasem bardzo mocno wymuszone przez innych przerażają, powodują, że długo myśli się o jej wyborach. 

"Zakutana wysiadła z nami z busa, zmierzyła nas wzrokiem od stóp do głów i ruszyła w stronę uczelni. - Zobacz, ta owca też tu studiuje - powiedziała Sabrina - Jeszcze wysadzi uczelnię w powietrze. Szczerze mówiąc, ja też miałam ich dosyć. Udają niewiniątka, a na tych, co nie chcą nosić na głowie ich burek, patrzą z góry. Noś sobie, co chcesz, nic mi do tego. Tylko dlaczego musisz mnie pouczać?"

Chadidża opisuje swoje życie z prostotą i bezpośredniością. Jest prostą dziewczyną, wychowaną na zacofanej wsi i choć uczy się, to sposób myślenia o świecie niewiele się zmienia. Oczywiście dojrzewa intelektualnie, dobór słów jest coraz bardziej różnorodny, a jednak niektóre kwestie są dla niej nadal tak samo niejasne, zdania na niektóre tematy nie zmienia wraz z dorastaniem. Dla ubogiej wiejskiej dziewczyny najważniejszym życiowym celem jest wyjście za mąż, za mężczyznę którego pokocha i którym będzie mogła się szczycić przed sąsiadkami. Chciałaby mieć piękne ubrania, które wywołają zazdrość u znanych jej sąsiadek. Jak każda młoda dziewczyna fantazjuje o chłopcu, której nigdy nie będzie mogła poślubić. Jednak los bywa przewrotny i pozwala na spełnienie marzeń. Cena za ich spełnienie jest jednak niewyobrażalnie wysoka. 

"Musiałam umrzeć" to historia przejmująca, zmuszająca do myślenia, do ponownego przewartościowania poglądów. Zastanawiałam się jak wiele osób, wśród tych należących do eksternistów jest bezwolnymi kukłami, jak bardzo wielowiekowe wychowanie kobiet w kulturze poddańczej względem mężczyzn sprawia, że godzą się nawet na najbardziej radykalne kroki w myśl posłuszeństwa. Jak duży wpływ na ich decyzje mają emocje, młody wiek i brak zrozumienia ze strony najbliższych? Książka Mariny Achmedowej wielokrotnie otwiera oczy, zmusza do ponownego przyjrzenia się sprawie samobójczych zamachów. Nie rozgrzesza ich, nie staje po żadnej ze stron, pokazuje zwykłe życie w rejonie, który niewiele zmienił się od stuleci. Z jednej strony są zapomniane wioski, ze swoją tradycją, z drugiej miasta zalewane nowoczesnością, zmianą obyczajowości i moralności. To wszystko sprzyja tworzeniu się grup, które nie dają się do końca zwalczyć. 

Pisarka zdecydowała się na stworzenie historii przejmującej, zaskakującej i zmuszającej do refleksji. Prosta dziewczyna, rzucona w zupełnie inny świat musi wielokrotnie sama podejmować trudne decyzje. Burza hormonów, uczucia które się rodzą, nie raz spowodują wybory tragiczne. Sięgnijcie po książkę "Musiałam umrzeć", to wspaniała historia, która na długo zapadnie Wam w pamięć. Wzruszy, zasmuci, będziecie wracać do niej myślami. 

* Informacje od wydawcy


Za możliwość lektury dziękuję wydawnictwu:


EDIT: Dzięki uprzejmości wydawcy, w niedługim czasie pojawi się konkurs, gdzie do wygrania będzie egzemplarz "Musiałam umrzeć" Mariny Achmedowej

6/22/2015

Ja jestem Halderd, a oto życie moje...

Ja jestem Halderd, a oto życie moje...

Tytuł: Ja jestem Halderd
Autor: Elżbieta Cherezińska  
Cykl: Północna Droga (tom 2)
Wydawnictwo: Zysk i S-ka  
Data wydania: 20 kwietnia 2010  
Liczba stron: 484  
Gatunek: powieść historyczna





Gdy prawie 2 lata temu zamykałam tom zawierający opowieść o Sigrun (do przeczytania tutaj), czułam że właśnie w moim życiu pojawiła się jedna z tych nielicznych książek, które na zawsze zapadają w serce. Czytając opowieść o Sigrun widziałam tęsknotę i słodką jak miód miłość. Ta książka była urokliwa i jedynie w końcówce czytelnikowi towarzyszą silne, smutne emocje.

Halderd przez całą książkę towarzyszy smutek, gorycz i samotność. Można odnieść wrażenie, że bardzo wcześnie odebrano jej prawo do marzeń, zmuszono ją, by miała cele. Pozycja w grodzie, szacunek u innych, spełnienie obowiązku wydania dzedziców na świat, pani, żony i przewidującego polityka. 

"W Ase grałam, co ucho chwyciło. zasłyszaną od Katli piosenkę, pieśń mężczyzn wracających z wojny. To wszystko dziś dla mnie mało, mało. Podróżuję po strunach, szukam nowych dźwięków, kóre opowiedzą o mnie, o moich tęsknotach.

Tęsknotach? A odkąd to ja mam tęsknoty?"

Dopiero w połowie książki coś się zmienia na korzyść bohaterki. Przemiana jej jest doprawdy niezwykła, choć nie odniosłam wrażenia, żeby Halderd odmieniła się zupełnie. Była paradoksalnie inna, ponieważ była wolna, a jednocześnie pozostała tą samą Halderd.

Niezwykle istotny w książce jest wątek uczuć jakie łączą Panią na Ynge i Einara, szczupłego, urodziwego misjonarza chrześcijańskiego. Ich namiętność ukaże czytelnikowi władczynię w całkowicie innym świetle, niż robi to pierwsze wrażenie. Nagle widzimy miotaną tęsknotą i pożądaniem kobietę, nie monumentalną i rozsądną, a w głębi serca tak samo słabą jak każda inna, gdy zacznie ją dotyczyć kwestia miłości, która może podważyć jej status i nie będzie dobrze widziana.

Dodatkowo i tu, w w "Sadze Sigrun" ważny jest wątek kobiety, która pojawia się dopiero od pewnego momentu powieści, ale staje się najbliższą rodziną. W "Sadze..." jest to Thora, tutaj - Rotta zwana Szczurą. Zauważalne przy tym jest, że obie bohaterki nie miały silnej więzi ze swoimi matkami.

Historie tych dwóch kobiet i one same to jak dzień i noc, złoto i czerń, śmiech i łza. Sigrun jest, nawet w kontekście bycia wikińską silną kobietą, osobą o niezwykle ciepłym usposobieniu. Halderd jest przede wszystkim zamknięta w sobie przez co często nieodgadniona dla innych, nieco wyniosła dla obcych, a także uparta i ambitna. Częścią życia zarówno jej, jak i Sigrun było ustawione małżeństwo, jednak jakże odmiennie one wyglądały. 
W obu częściach istotną rolę odgrywała postać zarządcy. Przyjaciele zawsze u boku swych pań, nieco z boku, skryci. A jednak ich pozycja wobec tych kobiet względem tego, co przeżywali była dla nich krzywdząca.


Nie jestem w stanie obiektywnie podsumować tej powieści, już poprzednio nabrałam do dzieła autorki niezwykle osobistego stosunku. To książka która porywa, fascynuje i rozdziera. Nie pozwala się porzucić i jest przyczynkiem wielu łez. W moim przypadku to te opowieści są tymi o których się mówi, że są "książkami życia".

6/19/2015

"Dziedzic wojowników" Cinda Williams Chima

"Dziedzic wojowników" Cinda Williams Chima


Odwieczny konflikt, który nie pozwala na normalne życie, co więcej wykorzystuje niewinne i czasami wręcz nieświadome istoty. Walka o władzę, ciągłe udowadnianie swojej wyższości. Cinda Williams Chima to autorka, której nazwisko od dawna za mną chodzi. Seria "Kroniki dziedziców" nie raz przyciągała mój wzrok na księgarnianych półkach. Ładna, estetyczna, ciekawie się zapowiadająca. Lektura pierwszego tomu "Dziedzica wojowników" pozwoliła mi zweryfikować wyobrażenie o tej książce. Jak ostatecznie ją oceniłam, postaram się Wam przedstawić :) 

Jack Swift, to z pozoru zwyczajny nastolatek, żyjący w niewielkim mieście gdzieś w Stanach. Przez poważnie problemy z sercem, a także przeżytą we wczesnym dzieciństwie operacje, chłopak musi codziennie zawierać specyfik, który pozwala mi normalnie funkcjonować. Jednak pewnego dnia zapomina zażyć lekarstwo i jest to początek zmian. Zostaje wplątany w konflikty czarodziei, musi uciekać przed niebezpieczeństwem a także walczyć o własne życie. Nie jest w tym wszystkim sam, dzięki pomocy ciotki oraz tajemniczego nauczyciela ze szkoły, ma szanse wyjść zwycięsko z tej sytuacji. Na jego drodze pojawią się także problemy miłosne, które stanową dodatkowe śmiertelne niebezpieczeństwo.

Czarodzieje żyją wśród nas! Tak samo jak zaklinacze, wróżbici, guślarze i wojownicy. To stare magiczne gildie, które od wieków żyją wśród zwykłych, niczego niepodejrzewających ludzi. Od wieków też trwa między nimi konflikt. Czarodzieje, uznając się za ważniejszych od reszty wymuszają na innych posłuszeństwo ale to im nie wystarcza. Dzielą się na Rody, które walczą między sobą o zaszczyt nazwania się lepszymi. Nie mają zamiaru jednak walczyć samodzielnie, wykorzystując od tego pozostałe grupy, a właściwie najbardziej z nich do tego przystosowaną - wojowników. I tutaj wracamy do głównego bohatera - Jacka, który od dzieciństwa jest ukrywany, sam nie zdaje sobie sprawy z własnego pochodzenia. Jego odkrycie przez czarodziei może skończyć się tragicznie, dlatego chłopak musi bardzo uważać. Wojownicy są bardzo rzadko spotykani, wieki walk w służbie czarodziei spowodowały, że jest to grupa bardzo nieliczna i tym bardziej poszukiwana. Jack, uświadomiony o swoim pochodzeniu musi stawić czoło niebezpieczeństwu, nauczyć się walki i wygrać tę potyczkę. 



Historia przedstawiona jest z punktu widzenia bohatera, co podkreśla pierwszoosobowa narracja. Jack, z pozoru zwyczajny nastolatek, odkrywa w sobie nieznane siły. Chłopak musi poznać swoją przeszłość, przyszłość, a jednocześnie zmierzyć się z niebezpiecznymi magami, którzy na niego czyhają. W życiu Jacka pojawiają się również dylematy miłosne, które nie raz bardzo źle się dla niego skończą. To zwykłe życie, bardzo mocno związane jest z tym magicznym i dość szybko przyjdzie mu się o tym przekonać. Mimo, że Jack określany jest jako wojownik to kryje on w sobie dodatkową tajemnicę, która z czasem stanie się jego atutem w tych rozgrywkach. Po swojej stronie ma ciotkę, która również okazuje się osobą o niezwykłym pochodzeniu. Z czasem pomaga mu również tajemniczy nauczyciel, który może wcale nie mieć dobrych intencji. To u niego Jack pobiera lekcję walk, poznaje zasady rządzące na turniejach. Wśród drugoplanowych postaci pojawią się również jego ludźcy przyjaciele oraz dziewczyny z jego szkoły, które w sobie skrywają mrok. 

Historię przedstawioną w książce można by zakwalifikować do literatury młodzieżowej, to w końcu wokół nastoletnich bohaterów toczy się akcja, a jednak mrok, który się w tej książce pojawia nie do końca pozwala na taką klasyfikację. Bohater jest rozwinięty emocjonalnie i intelektualnie jak na swój wiek, choć nie brak sytuacji, w których wykazuje zwykła nastoletnią nieodpowiedzialność. Dzieje się tak szczególnie na początku książki, kiedy Jack nie do końca zdaje sobie sprawę ze swojego położenia. 

Pisarka ma bardzo dobre pióro, z jednej strony lekkie, z drugiej wciągające. Historia jest spójna, intrygująca, posiada dużą liczbę bohaterów, którzy są postaciami bardzo dobrze nakreślonymi i dzięki temu, nie można o nich zapomnieć. Tematy poruszane w tym tytule są bardzo uniwersalne, co powoduje, że człowiek się nad nimi zastanawia. Przywódcy pewnej grupy załatwiają swoje porachunki poprzez prostych ludzi, którzy nie mogą odmówić, nie mogą uciec i walczą często na śmierć i życie. Mimo współczesnych czasów, gdzie taka historia jest nie do pomyślenia, wydarzenia mówią same za siebie. Czy myśląc globalnie nie nasuwają Wam się skojarzenia? Nie myślę o przeszłości, bo tam takich sytuacji w historii było sporo, ale nawet dziś wielu polityków dla spełnienia swoich ambicji wywołuje wojny, gdzie giną niewinni ludzie. 

"Dziedzic wojowników" to ciekawa historia, która daje do myślenia, ale sprawia również przyjemność w trakcie czytania. Wbrew pozorom to lekka i przyjemna lektura fantastyczna, która jako tom pierwszy jest wstępem do kolejnych części "Kronik dziedziców". Myślę, że z czasem poznam historię również innych grup magicznych, które w tym tomie pojawiają się na uboczu. Może i Was ten tytuł zainteresuje :) 


Książka bierze udział w wyzwaniu: Kiedyś przeczytam oraz Czytam fantastykę III

Copyright © 2014 Książkowe Wyliczanki , Blogger