Od dzieciństwa uwielbiam Gwiezdne Wojny, zaraził mnie nimi tata, z którym oglądałam klasyczną trylogię wiele razy, najpierw w wersji oryginalnej, potem poprawionej o efekty specjalne. Słyszłąc muzykę Johna Williamsa, która rozpoczyna każdy z sześciu filmów mam dreszcze, uśmiecham się na myśl o Artooo i Threepio, Yodzie z jego niezapomnianą składnią, myślę o szelmowskim uśmiechu Hana Solo, razem z Lukiem marzę o ucieczce z farmy wilgoci... Klasyczna trylogia ma w sobie wszystko to, co kocham w filmach fantasy i przez wiele lat próbowałam ustalić dlaczego jest to jedynie si/fi które tak na mnie działa... okazało się, że George Lucas nie stworzył filmu si/fi ale space fantasy, czyli fantasy dziejące się w kosmosie. Wyczytałam to w książce, o której za chwilę Wam opowiem.