czwartek, 12 kwietnia 2018

Choć pokaże ci "Niedyskretnik" Therese Oneill

Cześć kochana, muszę ci opowiedzieć o pewnej książce. Wiesz rozmawiałyśmy ostatnio o tych wszystkich filmach, gdzie kobiety są piękne i wytworne w swoich sukniach, pamiętasz jak wyobrażałyśmy sobie siebie na wystawnych balach, czy chociażby wśród służby w codziennym życiu? Tak wiem, że śmiałyśmy się z tych pięknych wizji, mając świadomość, że to nie wygląda tak cudownie. Ale wyobraź sobie, że ostatnio wpadła mi w ręce książka Therese Oneill. Nie znasz? Ja też wcześniej nie, nazwisko nie jest tu najważniejsze. Co jest ważne? Zawartość.

Zobacz, to "Niedyskretnik". Tak wiem, że nazwa dziwna. I ta kobieta w samym gorsecie na okładce. Zaciekawiłam cię? To posłuchaj tego. W tej książce masz wrażenie, jakbyś przeniosła się nagle ponad 100 lat wstecz. Znalazła się w XIX wieku. Są piękne suknie, są służący, są bale. Przecież właśnie w tej klasie chciałybyśmy się znaleźć choć na chwilę, prawda? Autorka ma świetny sposób pokazania życia w ówczesnym świecie. Zabiera cię ze sobą. Jak to zabiera? Czytając ją miałam poczucie, że w jednej chwili jestem w swoim pokoju, a już za chwilę znajduje się w wielkim łożu gdzieś w wystawnym domu. Budzę się i zaczynam dzień jako kobieta XIX-wieczna. Ubieram się. Wiesz ile warstw ubrań wtedy na siebie zakładano? Przerażające. Prysznic mówisz? Nie, wtedy takich luksusów nie było, co najwyżej miska wody do odświeżenia twarzy. Wiesz co uświadomiłam sobie co to są reformy i do czego służyły. Takie spodnie z dziurą w kroku. Coś strasznego. Wyrażasz sobie pójście do kibelka z krynoliną? O ile istniał w domu, a nie gdzieś na zatęchłym podwórku albo jeszcze gorzej. I jeszcze ten okres... Pamiętasz film o Histerii? Prawda była jeszcze gorsza. A kosmetyki? Kochana, to była jakaś porażka. Specyfiki, które niszczyły skórę i wywoływały choroby. Nie chcę o tym nawet myśleć. 

Nie, nie będę ci więcej opowiadać, sama musisz to przeczytać. Jasne, że pożyczę. Ciekawa jestem czy będziesz nią tak samo urzeczona. Jak przeczytasz znowu porozmawiamy o urokach XIX-wiecznych salonów. Filmy są takie piękne. I książki też. Ale rzeczywistość... Zresztą sama zobaczysz. 

Wiesz powiem Ci że na początku przeniosłam się do tego XIX wieku z ciekawością, chłonęłam uroki tamtego życia, ale z każdym kolejnym zagadnieniem byłam coraz bardziej przerażona i chciałam wrócić do domu. I wiesz na końcu, kiedy autorka zaproponowała powrót byłam gotowa ją ucałować. Przekonasz się. Znowu mogłam ubrać się w powyciągany dres, obejrzeć głupi serial i zjeść coś niezdrowego. Urok wolności i współczesności!

Chcesz podsunąć Bartkowi? To może być ciekawe doświadczenie ale czemu nie. Przecież wie jak żyjecie, zna swoją mamę i siostrę. Na pewno zobaczy różnice pomiędzy tym życiem a kobietami o których przeczyta. Tak myślę że jako mężczyzna może odebrać ją inaczej. Aż sama jestem ciekawa!

⬳⬳⬳⬳

Tak mniej więcej wyglądała rozmowa z moją przyjaciółką. Zawsze książki, które mnie ciekawią i wiem, że ją również, podsuwam jej w pierwszej kolejności. Czytałam wiele książek dotyczących życia w XIX wieku, ale ta urzekła mnie niezwykłą formą prezentacji, która sprawia, że czytając czułam się jakbym wraz z autorką przeniosła się do tamtych lat. A sam sposób przedstawiania zagadnień również bardzo pozytywnie odbieram. To co przekonałam Was? Naprawdę warto :) 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję za każdy zostawiony komentarz.