1/17/2019

Filozoficzne przemyślenia w "Dziesięć tysięcy żyć" Michael Poore



Kolejne wcielenia, reinkarnacja, kolejne szanse na doskonałość - tego można oczekiwać po tym tytule, sugerując się okładką. Co jednak znajdziemy w środku tej książki i jak autor poradził sobie z motywem, który wykorzystywany jest w literaturze i filmografii wystarczająco często, żeby mógł się znudzić? Czy można wyciągnąć z tego tytułu jakieś wnioski? A może jest to jedynie powieść rozrywkowa?

Milo przeżył już bardzo wiele żyć, jest najstarszą duszą w Zaświatach i zostało mu już niewiele szans, żeby osiągnąć Doskonałość i nie rozpłynąć się w Nicości. Ostatnie pięć żywotów musi przemyśleć bardzo dokładnie i zrobić wszystko, żeby przeżyć je właściwie. Problem w tym, że Milo nie chce wcześniej zakończyć swojej przygody, gdyż po każdym życiu czeka na niego Suzie, jedna ze Śmierci, która już wieki temu stała się jego ukochaną i kochanką. Teraz jednak najważniejsza jest Doskonałość, a Milo nadal nie wie jak ją osiągnąć, żeby zjednoczyć się z jednością Wszechświata. Co jest najważniejsze i czy uda mu się odnaleźć te wartości? 

Podchodziłam do tego tytułu dwa razy, po pierwszej nieudanej próbie dość długo leżał na półce. Druga próba pewnie też skończyłaby się fiaskiem, ale wiedziałam, że muszę ją przeczytać i napisać o swoich wrażeniach. Więc przeczytałam, choć momentami można powiedzieć że przemęczyłam go, żeby podsumować swoje odczucia. 

Autor skupił się na ostatnich pięciu żywotach bohatera, o wcześniejszych wspominając bardzo wyrywkowo. Opowiada też o chwilach w Zaświatach, podczas których Milo odpoczywa między życiami i spotyka się z Suzie. Pierwszym, co zaczęło mi przeszkadzać podczas lektury, były przyszłe życia bohatera. Autor poszedł według mnie na łatwiznę, tworząc w tych momentach S/F. Trzy z pięciu żyć dzieją się w przyszłości, momentami bardzo odległej, zarówno w czasie jak i przestrzeni. Dwa pozostałe były na tyle krótkie i nieznaczne, że szybko mi umknęły. Łatwiej jest tworzyć przyszłość, niż odwzorowywać przeszłość, prawda?

Mam też problem z samymi bohaterami. Nie porwali mnie, w sumie czy Milo zdobyłby Doskonałość, czy po ostatnim życiu rozpłynął w nicości, jakoś by mnie nie obeszło. Pozostałe postacie również nie zdobyły mojej sympatii. Same Zaświaty kojarzyły mi się raczej z mrocznym miejscem, jakoś brakowało mi tam szczęścia. Dodatkowo kwestia płci Mila. W Zaświatach zawsze jest mężczyzną, czyli jego "dusza" ma konkretną płeć, w ostatnich żywotach również pojawia się jako mężczyzna, a jednak gdzieś we wspomnieniach poprzednich żywotów, okazuje się, że przybywał na ziemię również jako kobieta... 

Sama kwestia osiągnięcia Doskonałości jest równie niejasna. Bohater po tylu tysiącach żyć, nie potrafi odkryć, jak ją uzyskać. Sama między wierszami uznałam, że jedynie Budda zasłużył na doskonałość (zresztą sama książka całymi garściami czerpie z Buddyzmu). 

Kwestia miłości Mila i Suzie, to też jest dla mnie kwestia sporna. Przedstawienie Śmierci jako osoby, która Śmiercią być nie chce, ale Wszechświat nie chce jej zwolnić z tej funkcji. Może trochę inspiracji autor czerpał z Pratchetta lub Gaimana, ale mnie nie przekonał. 

Autor pomysł miał dobry, ale nie do końca udało mu się go przełożyć na wykonanie. Plusem jest to, że jak już wciągnie się w tę historię, to szybko się ją czyta, dzięki lekkiemu językowi. Jednak ilość minusów, które po drodze mi się pojawiały sprawiły, że żegnałam się z nią z radością. To nie jest lektura, do której wrócę, tym bardziej, że ostatecznie nie do końca zrozumiałam, jak tę doskonałość według autora uzyskać. Gdzieś się to rozmyło w całej historii. Na pewno jednak znajdą się osoby, które inaczej podejdą do tego tytułu i wyniosłą z niego odpowiednie wnioski.


  • Autor: Poore Michael
  • Tytuł: Dziesięć tysięcy żyć
  • Tytuł oryginalny: Reincarnation Blues
  • Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
  • Liczba stron: 512
  • Premiera: 24 październik 2017


Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza

Dziękuję za każdy zostawiony komentarz.

Copyright © 2014 Książkowe Wyliczanki , Blogger