Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Australia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Australia. Pokaż wszystkie posty

6/04/2015

"Ptaki ciernistych krzewów" Collen McCullough

"Ptaki ciernistych krzewów" Collen McCullough

Klasyki mają to do siebie, że ciężko się za nie zabrać. Myśląc o tytułach, które w jakiś sposób trafiły do kanonu literatury czuję obawę, czy moje odczucia będą adekwatne, czy odbiorę je pozytywnie, a jeśli nie to co jest nie tak z moim gustem. Być może problemem był odbiór lektur szkolnych, gdzie tytuły uznawane przez społeczeństwo za godne ja odbierałam zupełnie inaczej, dla mnie były nudne, ciężko się je czytało i robiłam wszystko, żeby tylko przez nie przebrnąć. Jednak prawdą jest też to, że wraz z wiekiem człowiek dojrzewa do niektórych decyzji, między innymi do takich, żeby poznawać klasyków. Dlatego też nie mogłam się powstrzymać przed lekturą, kiedy pojawiła się okazja po sięgnięcie po "Ptaki ciernistych krzewów". Jednak obawa pozostała, przynajmniej w chwili, kiedy brałam do ręki ten tytuł. 

Meggie wychowuje się w wielodzietnej i biednej rodzinie w Nowej Zelandii. Rodzice bohaterki uczą dzieci od młodości ich roli w życiu, dziewczynka więc dość szybko poznaje jakie jest jej przeznaczenie. Rodzina Clearych otrzymuje jednak szansę od losu - wyjeżdża do Australii, gdzie jako spadkobiercy mają szansę zacząć inne, lepsze życie. Meggie poznaje tam księdza Ralpha de Bricassart, który staje się jej przyjacielem i największą tragedią życiową. Książka pokazuje życie bohaterki, jej rodziny i osób z nią powiązanymi. Jak potoczy się życie Meggie i jej najbliższych? 

"Ptaki ciernistych krzewów" to książka, która bardzo szybko zyskała miano bestselleru, dziś z czystym sumieniem można nazwać ją klasykiem literatury. Na pewno lektura dużo zawdzięcza ekranizacji z niezapominaną rolą Richarda Chamberlain'a, jednak gdyby nie sama historia, nikt by nie zdecydował się na stworzenie filmu. Colleen McCullough ma wspaniały dar, który sprawia, że ta historia wciąga od pierwszych stron. Wielkim plusem jest język, dzięki któremu razem z bohaterami przebywałam w ich biednym domu w Nowej Zelandii, na wielkiej owczej farmie w Australii, w Sidney, Londynie i Rzymie. 

"A owady! Koniki polne, szarańcze, świerszcze, pszczoły, muchy najróżniejszych rozmiarów i gatunków, cykady, komary, ważki, olbrzymie ćmy i tyle, tyle motyli! Pająki zdarzały się okropne, włochate, o rozpiętości odnóży wynoszącej kilka cali albo zwodniczo małe, czarne, zaczajone w wychodku, śmiertelnie niebezpieczne; niektóre mieszkały w zawieszonych między drogami ogromnych pajęczynach, w kształcie koła, inne huśtały się między źdźbłami trawy w kołyskach uplecionych gęsto najcieńszą nicią, jeszcze inne nurkowały do dziurek w ziemi wyposażonych w pokrywki zasłaniające otwór." 

Historia skupia się na życiu Meggie, od jej wczesnego dzieciństwa do lat starości. Jednak jest to jednocześnie saga rodzinna, gdyż poznajemy dzieje jej rodziców, braci, a później również dzieci. Opowieść o znoju, walki z przyrodą, ciężkim życiu na kontynencie, który rzadko jest gościnny dla ludzi, a jednocześnie historia życia ukochanego, wśród rozległych połaci ziemi, konnej jazdy, milionów owiec i bydła. Jest to również historia tragiczna ze względu na wybory ludzkie, wielokrotnie decydujące o życiu innych. Piękna opowieść, która jednocześnie jest smutna, rzewna i tragiczna. 

Pisarka stworzyła książkę, która zmusza do przemyśleń, wielokrotnie podczas przerwy w lekturze zastanawiałam się nad dylematami, które dotykały bohaterów. Ich wybory bardzo często były tragiczne, ale czy inne przyniosły by im więcej szczęścia? Rzadko która historia sprawa, że zastanawiam się nad naturą ludzką, wyborami, które nigdy nie pozwolą na szczęśliwe i dostatnie życie, zawsze sprawią, że ktoś będzie cierpiał. Jest to nie tylko piękna opowieść o życiu, ale w jakimś stopniu jest to książka psychologiczna, pokazująca ludzkie charaktery i pasje, które nimi powodują. 

Bohaterowie. Cała gama postaci, pokazująca przekrój charakterów i życiorysów. Prawdziwość ich natury sprawia, że mocno się do nich przywiązałam i starałam się im kibicować, a jednocześnie zżymałam się przez ich wybory. Nie raz pojawiły się sytuacje, które sprawiały, że musiałam odłożyć trzymaną lekturę, aby odetchnąć i dopiero wtedy wrócić do sytuacji, które sprawiły we mnie negatywne uczucia, momentami wielki smutek i żal. Wielokrotnie powodem dalszych losów bohaterów były ich wybory, ale nie raz to życie sprawiało problemy których nie dało się ominąć.


Dziś już wiem, dlaczego ta książka stała się tak znana i czytana. Dlaczego tak szybko zdecydowano się na jej ekranizację. Wspaniała historia, wzbudzająca wiele różnych emocji, niepozwalająca się oderwać od losów bohaterów. Świat Książki zdecydował się na kolejne wydanie tego tytułu, co pozwala poznać życie bohaterów. Sama książka jest bardzo ładnie i starannie wydana, aż się się po nią sięgnąć. Jeśli do tej pory nie byliście przekonani do lektury tej pozycji to mam nadzieje, że rozwiałam Wasze obawy. Ten tytuł naprawdę warto poznać, a ja z całego serca go Wam polecam. 



Za możliwość lektury dziękuję wydawnictwu:

2/27/2015

"Słodycze na śniadanie" Dorothy Koomson

"Słodycze na śniadanie" Dorothy Koomson
Dane techniczne:

  • Autor: Koomson Dorothy
  • Tytuł: Słodycze na śniadanie
  • Tytuł oryginalny: Marshmallows for breakfast
  • Tłumaczenie: Agnieszka Bachorska
  • Wydawnictwo: Albatros
  • Liczba stron: 454
  • Premiera: listopad 2009
  • Gatunek: powieść współczesna

To historia kobiety, która nie mogła mieć dzieci. Historia miłości, która nie miała prawa się wydarzyć. Historia alkoholu, który był przyczyną rozpadu małżeństwa. Historia gwałtu, który zniszczył życie. Historia wyparcia własnej choroby. Historia cierpienia, nadziei, radości, smutku. Historia zagubienia, przemocy, oczekiwania i walki. Jest to również historia dwójki dzieci, które próbują odnaleźć się w sytuacji, która przerosła niejednego dorosłego.

Kendra po latach wraca do Londynu uciekając po raz kolejny przed duchami przeszłości. Potrzebuje spokoju i stabilizacji, ale nie jest jej to dane. Od pierwszych chwil zderza się z dziećmi, parą sześcioletnich bliźniaków, które zawładnęły kobietą nie myśląc, że ona może mieć coś przeciwko. Bohaterka nie potrafi odsunąć się od tej rodziny, przez własne przeżycia z przeszłości, ale również dlatego, że dzieci potrzebują kogoś, kto pomoże im w tych trudnych chwilach. Ich rodzina się rozpadła, matka odeszła w środku nocy, ojciec nie potrafi sobie sam poradzić, a one łakną stabilizacji i pewności, że kolejna osoba ich nie zostawi. Losy bohaterów powoli i nieubłaganie się ze sobą splatają. 

Czasami bardzo łatwo odkryć perełki, często nie zdając sobie z tego sprawy. Tak było w przypadku mojej znajomości z autorką i jej książką. "Słodycze na śniadanie" kupiłam za naprawdę niewielkie pieniądze, wygrzebując tę książkę z kosza w Biedronce. Zachwyciła mnie okładka, blurb był całkiem ciekawy, więc stwierdziłam, że zaryzykuję. Potem stała sobie ona na półce a mnie wcale nie ciągnęło, żeby się przekonać, czy kupując ją wytypowałam czarnego konia. W końcu z niepokojem zaczęłam czytać, żeby już po pierwszych stronach wsiąknać w tę opowieść, zbliżyć się do bohaterów, przeżywając razem z nimi smutki i radości i powoli poznać wszystkie sekrety, które postawiły ich w danej sytuacji życiowej. 

Historię poznajemy z ust Kendry,  którą autorka uczyniła postacią pierwszoplanową. Narracja pierwszoosobowa w tym wypadku jest dobrym zabiegiem, który zbliża czytelnika do bohaterki, pozwala poznać uczucia, które nią kierują. Wstęp wzbudza apetyt, niepokoi, a jednocześnie daje nadzieję na wartką akcję. Jest to jednak powieść obyczajowa i choć trochę się w tej historii dzieje, nie ma nagłych zwrotów akcji, które powodują przyśpieszony ruch serca. Kendra dość niezwykle poznaje uroczą parę bliźniaków, ich ojca, powoli zagłębia się w ich życie i problemy, ale nie potrafi uporać się z własnymi demonami przeszłości. Sytuacja Summer i Jaxona, którą powoli odkrywamy na kartach książki, nie jest godna pozazdroszczenia. To nie jest tzw. dom patologiczny, nie ma świadomych działań, przemocy. A jednak historia, która wyłania się z opowieści ojca dzieci, ich samych, a także po pewnym czasie, ich matki, momentami może powodować, że włos się jeży na głowie. 



Summer i Jaxon to postacie, których nie da się nie lubić. Są wspaniałymi dziećmi, trochę zamkniętymi w sobie, trochę rozchwianymi emocjonalnie, ale nadal dziećmi i ich radością, pytaniami, wszędobylstwem i tym wszystkim, co powoduje czułość w czytelnikach. Nadają one tej książce z jednej strony lekkości, mimo podejmowanych ciężkich tematów, z drugiej strony pozwalają bardziej wczuć się w historię, problemy dotyczą w końcu małych dzieci. 

Autorka nie prowadzi nas schematami doprowadzając do związku między Kendrą a ojcem dzieci - Kyle'm. Choć oboje są właściwie wolni, młodzi i potrzebują uczucia, to autorka potrafi tak poprowadzić akcję, żeby z jednej strony byli blisko, a z drugiej tworzy swego rodzaju barierę, której nie przekroczą. Jest to bardzo dobrze rozwiązany watek, który w innym wypadku mógłby zniszczyć odbiór tej historii.

Nie chciałabym zdradzać Wam za dużo, bo poznawanie problemów w tej historii, wątków, które łączą wszystkie sprawy, jest jednym z aspektów książki, które sprawiają dodatkową radość z lektury. To dlatego moja recenzja jest dość oględna, nie zagłębiam się w szczegóły, kto z kim i dlaczego. Tą przyjemność zostawię Wam, jeśli zdecydujecie się na lekturę.

Żeby nie było za kolorowo mam jedno zastrzeżenie. Wraz z odkrywaniem problemów w życiu bohaterów przemknęło mi przez myśl, że jest tego za dużo, tak dużo różnych ciężkich spraw na barkach takiej małej ilości bohaterów, w prawdziwym życiu jest chyba niemożliwe... A może jednak, są takie sprawy o których ludzie nie mówią, starając się je wyprzeć z własnej świadomości. 

Jest to bardzo poruszająca lektura, która wymusza na nas chwilę refleksji nad życiem, problemami, relacjami z innymi ludźmi, zamknięciem się w sobie. Pięknie napisana, z ciekawymi postaciami i wciągającą fabułą. Jeśli wszystkie lektury autorki są tak poruszające, na pewno nie skończę w tej chwili mojej znajomości z panią Koomson 

Pierwsze wrażenia: przerażenie, smutek, wzruszenie, zrozumienie, miłość


Książka bierze udział w wyzwaniu: Kiedyś przeczytam

12/30/2012

"Jutro. W pułapce nocy" John Marsden

"Jutro. W pułapce nocy" John Marsden
Dane techniczne:
  • Autor: Marsden John
  • Tytuł: Jutro 2. W pułapce nocy
  • Tytuł oryginalny: Tomorrow: The Dead of the Night
  • Seria: Jutro t. 2
  • Wydawnictwo: Znak
  • Liczba e-stron: 272
  • Premiera: czerwiec 2011
  • Gatunek: lit. młodzieżowa, powieść przygodowa

Mało czasu i ochota na coś lżejszego spowodowała, że sięgnęłam po drugą część serii Jutro. Już od pewnego czasu ciągnęło mnie, żeby poznać dalsze losy Ellie i jej przyjaciół. I znowu udało mi się wciągnąć, zresztą czytałam tę pozycję w każdej wolnej chwili nawet na komórce :)

Ellie i jej przyjaciele ukrywają się w Piekle. Po ostatnich wydarzeniach, postrzeleniu przyjaciółki nie mają siły żeby nadal walczyć. Ale jak długo można tak żyć. W końcu podejmują decyzje o zbadaniu Piekła, co powoduje lawinę wydarzeń.

Książka trzyma poziom pierwszej części. Znów mocno się wciągnęłam i bardzo szybko ją przeczytałam. Autor nie tworzy idealnego świata i choć sam język jest bardzo lekki to wydarzenia, w których uczestniczą bohaterowie niejednemu z nas postawią włosy na głowie. Jak dużą traumę musi zostawić w młodym umyśle sytuacja, gdzie aby przeżyć trzeba zabić drugiego człowieka. Gdzie każda chwila może być ostatnią chwilą życia. I ten brak cukierkowatości bardzo mi się podoba. Marsden pokazał prawdziwy świat, choć nadal uważam że napad na Australię jest mało realny. Pomijając jednak ten aspekt jest to wizja współczesnej wojny, widziana oczami nastolatków. Bohaterowie poznają realia tej napaści właściwie z dnia na dzień. Ich wizyta w szpitalu była dla mnie punktem zwrotnym. Przestała być to zabawa dzieci w ukrywanie się przed wrogiem a zaczęło się przetrwanie i nie dostanie się do niewoli. Interesujące było zetknięcie naszych bohaterów z dorosłymi. Nie było to niestety spotkanie grup którym udało sie przetrwać. Pojawiły się różnice pokolenia i próba przejęcia władzy. Dodatkowo relacje między poszczególnymi bohaterami komplikują niektóre wydarzenia.

Ciesze się, że sięgnęłam po tę pozycję i jestem pewna że za niedługo znów przybliżę sobie świat wykreowany przez autora przez sięgnięcie po część trzecią. Myślę że dla fanów twórczości autora nie trzeba go przybliżać. Jeśli ktoś nadal się waha powinien sięgnąć po tom pierwszy. Myślę że każdy znajdzie w tej serii coś dla siebie.

5/23/2012

Dane techniczne:
  • Autor:  John Marsden
  • Tytuł: Jutro. Nie ma już żadnych zasad
  • Seria: Jutro t.1
  • Wydawnictwo: Znak
  • Liczba stron: 236
  • Premiera: 2011
  • Gatunek: Literatura młodzieżowa, powieść przygodowa

Nie ma już żadnych zasad. Mam na imię Ellie. Kilka dni temu wybraliśmy się w siedem osób na wyprawę do samego Piekła. Tak nazywa się niedostępne miejsce w górach. Wycieczka była próbą naszej przyjaźni. Niektórych z nas połączyło nawet coś więcej. Szczęśliwi wróciliśmy do domu. Ale to był powrót do piekła. Znaleźliśmy martwe zwierzęta, a nasi rodzice i wszyscy mieszkańcy miasta zniknęli. Okazało się, że naszego świata już nie ma. Że nie ma już żadnych zasad. A jutro musimy stworzyć własne.


Spotykałam się z tą książką w blogosferze parokrotnie. I czytałam na jej temat różne opinie. Opis jest intrygujący więc postanowiłam spędzić z nią niedzielne popołudnie.

Pomysł na przedstawioną historię jest ciekawy i jak dla mnie bardzo oryginalny. Grupa nastolatków, którzy wyjeżdżają na parę dni w niedostępne góry wraca do całkowicie innego świata. W ciągu paru chwil muszą dojrzeć, żeby nie dać się zabić. Czy ktoś w dzisiejszych czasach wyobraża sobie inwazje na Australię? Oczywiście wojny na bliskim wschodzie to jedno, ale zaatakowanie jakiegoś kraju spoza tego regionu, szczególnie takiego który nie miesza się do polityki światowej graniczy z cudem. I właśnie to się wydarzyło. Grupa przyjaciół po paru dniach w górach wraca do całkowitego innego świata. Ich odcięte miasteczko zaatakowała wroga armia. Strzelają do każdego, kto jest na wolności. Inni mieszkańcy już dawno dostali się do niewoli. Co zrobi grupa nastolatków? Jak poradzi sobie w tym momencie? Poddać się? Ratować bliskich? Ukryć się? Każde wyjście jest dobre. Każde ma plusy i minusy.

Wydarzenia pisane są z punktu widzenia Ellie, która ma za zadanie spisać wydarzenia, których razem z resztą grupy jest świadkiem. Zabieg uważam za udany. Tym bardziej, że dopiero pod koniec książki zorientowałam się że autor jest mężczyzną. A więc wcielił się w postać młodej dziewczyny na tyle dobrze, że nie dał się okryć.

Fabuła rozwija się powoli, na początku dziewczyna opisuje jak doszło do ich wyjazdu, co porabiali w górach. Ale z chwilą powrotu do domu nabiera tempa. Wydarzenia zaczynają rozwijać się coraz szybciej. Aby na końcu dotrzeć do punktu który tylko zaostrza apetyt na więcej. 

Przeczytałam tą książkę błyskawicznie. Przede wszystkim właśnie ze względu na akcję która nie daje chwili oddechu. Postaci, które autor wykreował też zapowiadają się ciekawie, choć w sumie z 8 głównych bohaterów najlepiej poznajemy Ellie i dwie osoby, którymi jest zainteresowana. Mam nadzieję że kolejne tomy pozwolą rozwinąć się również reszcie. Pomimo wojny zdarzają się uczucia. Poszczególne osoby łączą się w pary. Ellie przeżywa dylemat, który z chłopaków bardziej jej się podoba. I czy te uczucia znaczą coś więcej.

"Jutro" ma przedstawiać błyskawiczne dorastanie, decyzje podejmowane w trudnych czasach. To jak ludzie trzymają się razem. To wszystko jest oczywiście pokazane, choć gdzieś głęboko tkwi we mnie przekonanie, że w razie prawdziwego zagrożenia nikt nie pracuje tak wspólnie jak ta grupa. Na pewno poszczególne osoby zdecydowałyby inaczej. Być może pojawiliby się zdrajcy. Mimo to podobało mi się w jaki sposób Marsden przez usta Ellie pokazał przemianę beztroskich nastolatków w dzieci wojny, współczenych partyzantów. Sceneria nie jest sielankowa. W każdej chwili można zginąć. Były postrzały poszczególnych członków. Obraz zdechłych z głodu i pragnienia zwierząt trochę mnie przytłoczył. To jest prawdziwa wojna, choć nikt nie wie z kim naprawdę walczą. 

"Jutro" to seria skierowana do młodzieży. To oni są tu na pierwszym miejscu. Jednak mimo że mam trochę więcej niż naście lat czytałam pierwszy tom z zaciekawieniem. Książka nie jest gruba i dzięki temu można szybciutko ją pochłonąć. Ciekawa jestem dalszych losów bohaterów.


4/16/2012

Dane techniczne:
  • Autor: Marek Tomalik
  • Tytuł: Australia. Gdzie kwiaty rodzą się z ognia
  • Wydawnictwo:  Wydawnictwo Otwarte
  • Liczba stron: 320
  • Premiera: 09.03.2011
  • Gatunek: Literatura podróżnicza

Stanąć na największym klifie świata... Poczuć za plecami ciepło bezkresnego kontynentu, a przed sobą chłód oceanu. Zasypiać pod kobaltowym niebem pełnym gwiazd. Przedzierać się przez wysokie trawy i niekończące się wydmy. Spotykać przyjaciół, którzy zawsze wskażą Ci drogę. Słuchać aborygeńskich mitów i opowieści poszukiwaczy złota. Nie wiedzieć, co zdarzy się jutro... Ty też możesz to wszystko przeżyć. Wyrusz w podróż, po której nic już nie będzie takie samo. Książka dla wszystkich fanów dalekich i samotnych wędrówek, pokazująca tajemnicze piękno i fenomen Australii. Napisana przez miłośnika tego dalekiego kontynentu - Marka Tomalika, znanego dziennikarza, współtwórcę Festiwalu Podróżników Trzy Żywioły, który przez piętnaście lat prowadził w Radiu Kraków program podróżniczy Globtroter.


Australia pociąga mnie od dzieciństwa. Od kiedy przeczytałam "Tomka w krainie kangurów" Alfreda Szklarskiego prawie zakochałam się w tym kraju. Miałam wtedy koło 12-13 lat i niestety do tej pory nie pojawiła się szansa na wyprawę w tamte regiony. Dlatego w celu bliższego poznania oglądam filmy i czytam o niej książki. Pozycja pana Tomalika sprawiła mi bardzo dużą przyjemność.

Australia jaką przedstawił w swojej książce jest krajem pięknym, tajemniczym, pełnym kontrastów ale jednocześnie bardzo przyjaznym dla obcych. Autor sam jest wielkim fanem tego kontynentu. Pierwszy raz pojechał nam w czasie studiów. Wtedy wszyscy uważali go za wariata. Było to jeszcze w czasie komuny, nie miał pieniędzy, więc wziął dość spory kredyt. Ale nie zrezygnował. I od tamtej pory zakochał się w tamtych stronach. Jak sam mówi, zostawił tam serce. 

Jego obraz tego kontynentu jest być może trochę przejaskrawiony. Pojawiają się negatywne aspekty kraju i ludzi, ale przeważająca część pokazuje jednak przyjaznych ludzi, piękny kraj, z tradycją, rdzennymi mieszkańcami, zwierzętami i jedzeniem. Każdy z tych zagadnień jest rozwinięty w kolejnych rozdziałach. Autor sięga również do literatury fachowej, do rozmów z naukowcami. Szalenie interesujące są wierzenia Aborygenów. Ich tradycja. Ale jednocześnie smutna egzystencja w dzisiejszych czasach. 

Zaskakujące obserwacje poczynił Tomalik na temat białych mieszkańców Australii. Nie wywyższają się, są przyjaźni. Bardzo często się przeprowadzają. I zawsze gotowi do pomocy.


W jednej z restauracji w centrum Sidney, przy użyciu ukrytej kamery został zbadany fenomen zachowania w typie no worries. Kamera rejestrowała dwie pary, które usiadły przy tym samym stoliku. Kelnerka umyślnie podała każdemu co innego, niż zamawiał. Jeden z uczestników obiadu, który był podstawiony, zapytał:
- Ty chyba zamawiałeś spaghetti, a dostałeś lasagne?
- Tak, ale oba dania są z mojej ulubionej kuchni włoskiej. No worries. 
- A pani zamawiała rekina w warzywach, a dostała bukiet owoców morza. Zaraz to sprostujemy - namawiał do reklamacji. 
- Nie ma potrzeby, rzeczywiście zamawiałam rekina, ale z przyjemnością zjem puchar see food. To może nawet lepiej, że tak się stało. Owoce morza chodzą za mną od tygodnia, no worries - spokojnie odpowiedziała kobieta.*

Dodatkowym atutem są zdjęcia robione przez autora. Wiele z nich pochodzi z wypraw, które sam przeżył. Są też piękne krajobrazy, zdjęcia ludzi i zwierząt. Przy każdym rozdziale pojawia się przynajmniej jedna tzw. ramka, gdzie są rozmowy autora z naukowcami, historia życia sławnych odkrywców (np. Strzelecki), wierzenia rdzennych mieszkańców itp. 

W ostatnim rozdziale autor daje wskazówki, dla tych, którzy chcieliby wybrać się do Australii. Do buszu i na pustynię. Co trzeba zabrać w takim wypadku. Jak się zachować w niektórych sytuacjach, kogo powiadomić. Na końcu znajduje się informacja o języku australijskim. Jest on inny od angielskiego, co autor wyraźnie podkreśla. Pojawia się też słowniczek niektórych słów i zwrotów.

Sprawą, za która u mnie pojawia się minus są opisy wyprawy autora wraz z 2002 roku trasą Strzeleckiego. Sama wyprawa jest ciekawa, jednak wielokrotnie rozmowy między osobami, czy wydarzenia dla osoby postronnej są nudne. 

Całość jest pięknie wydana, ciekawa i wciągająca. Dla osób które tak jak ja czują sentyment dla tego miejsca na pewno będzie to ciekawa przygoda. Dla osób nieznających Australii może być początkiem przygody. Zachęcam do bliższego poznania najpóźniej odkrytego kontynentu.

* Fragment z książki.


Copyright © 2014 Książkowe Wyliczanki , Blogger