Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wydawnictwo muza. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wydawnictwo muza. Pokaż wszystkie posty

2/16/2025

Jaki naprawdę jest "Tajwan. Herbata na beczce prochu" Marcin Jacoby

Jaki naprawdę jest "Tajwan. Herbata na beczce prochu" Marcin Jacoby


Tajwan, niewielka wyspa, która ma powierzchnię około 1/10 Polski jest w solą w oku Chin kontynentalnych, jest również dużym problemem dla wielu państw na świecie. Lektura książki Marcina Jacoby pozwoliła mi z jednej strony zrozumieć ogrom własnej ignorancji, z drugiej przybliżyła mi kulturowo, historycznie i politycznie tę część świata. Po raz kolejny potwierdziłam, że autor ma świetne pióro i łatwość w przekazywaniu informacji nawet największemu laikowi. 

Tajwan, niewielka wyspa na wschodnim wybrzeżu Chin, to górzysty kraj, w którym mieszkańcy zasiadają do rozmowy nad czarką oolunga, są największym producentem mikroczipów na świecie, państwo posiada prezydenta, własną flagę i oficjalnie nazywa się Republiką Chińską. Większość krajów świata (pod naciskiem Chińskiej Republiki Ludowej) nie uznaje odrębności Tajwanu, co nie zmienia faktu, że większość z nich ma również doskonałe kontakty gospodarcze z tym państwem. Jaka jest historia wyspy, kim czują się jej mieszkańcy i co zajmuje ich myśli w codziennym życiu? 

Nigdy nie interesowałam się szczególnie Tajwanem, choć gdzieś w wiadomościach pojawiał się co jakiś czas komunikat, że Chiny planują zbrojny napad, to gdzieś w swojej naiwności myślałam, że to sytuacja podoba do Tybetu. Dlatego cieszę się, że zdecydowałam się na lekturę książki Marcina Jacoby, bo dzięki niej udało mi się poznać zawiłą historię wyspy, jej powiązania z ChRL, ale również to jak identyfikują się jej współcześni mieszkańcy. 

Autor w przystępny sposób przedstawia wiele aspektów tego kraju, który od 1949 roku istnieje jako Republika Chińska. Duża część mieszkańców wyspy to etniczni Chińczycy, choć z różnych rejonów chin kontynentalnych i przybyłych na wsypę w różnym czasie, a na wyspie znajduje się również rdzenna ludność. Rząd, który stworzył Republikę Chińską, był opozycją Chińskiej Republiki Ludowej i jest to jedna z przyczyn, przez które wyspa odcina się od kontynentalnych Chin. A mieszkańcy? Współczesne młode pokolenie nazywa siebie po prostu Tajwańczykami. 

Tajwan to nie Japonia, gdzie nikt nikogo nie widzi w tłumie i gdzie wszystko ma być w nienagannym porządku. Nie Korea Południowa, gdzie wszyscy mają być eleganccy  i perfekcyjnie modni. I nie Chiny kontynentalne, gdzie każdy próbuje wygrać z bezwzględną konkurencją, zarobić dużo pieniędzy i wyjechać. Tajwan idzie sobie spokojnie do przodu, a Tajwańczycy najlepiej czują się wtedy, gdy nic się nie zmienia, gdy jest tak, jak było. Bo było dobrze. 

Oprócz wielkiej polityki książka przesiąknięta jest codziennością Tajwanu, autor przybliża klimat tego miejsca, zarówno ten meteorologiczny jak i społeczny, przestawia lokalną społeczność, nocne targi, różnorodne jedzenie, codzienność Tajwańczyków, co w różny sposób łączy się też z polityką lokalną. Na kartkach książki znaleźć można również temat wierzeń, a także grup społecznych, kwestii językowych i tożsamościowych. 

W tym wszystkim jest równie dużo autora, jego przygód i historii z pobytu na Tajwanie, zarówno tych dawnych, kiedy jako młody student trafił na wyspę (karaluchy będą mi się śnić po nocach), jak i tych bardziej współczesnych, podczas licznych wizyt i spotkań, również tych, które miały przyczynić się do powstania tej książki. To wszystko sprawia, że książka staje się bliższa podczas lektury, pomimo dalekowschodniego klimatu czuć również odrobinę dobrze znanego nam świata. 

"Tajwan. Herbata na beczce prochu" to znakomite kompendium wiedzy o Tajwanie, świetny przewodnik po kraju, w którym autor przedstawia bardzo szeroko kraj, jego mieszkańców, kulturę, historię, politykę i gospodarkę, a wszystko to napisane jest lekkim piórem, bardzo przystępnie, dzięki czemu czyta się z dużą przyjemnością. To lektura dla każdego, kto chciałby dowiedzieć się więcej o tamtym rejonie świata, kto interesuje się Tajwanem, albo właśnie do tej pory miał mgliste pojęcie o wyspie. Marcin Jacoby sprawi, że Republika Chińska stanie się zdecydowanie bliższa podczas lektury. 




  • Autor: Jacoby Marcin
  • Tytuł: Tajwan. Herbatka na beczce prochu
  • Seria: Spektrum Poleca
  • Wydawnictwo: Muza
  • Liczba stron: 352
  • Premiera: 29 styczeń 2025




11/06/2024

Jak zawsze "Dam sobie radę" Ilona Gołębiewska

Jak zawsze "Dam sobie radę" Ilona Gołębiewska


Kolejna okładka, która przyciągnęła mój wzrok, choć oczywiście to wnętrze jest najważniejsze. Powieść "Dam sobie radę" luźno wiąże się z książką "Mam na ciebie plan", które łączy postać Laury, nie jest to jednak postać pierwszoplanowa i obie pozycje można czytać całkowicie oddzielnie. Tym razem to Magda Kordas stoi na pierwszym planie i to jej życie odkrywa przed czytelnikiem autorka.

Magda kilka lat wcześniej przeprowadziła się do Wiednia, gdzie pracuje w firmie zajmującej się marketingiem i mieszka ze sporo starszym mężczyzną. Jej poukładane życie w pewnym momencie chwieje się jak domek z kart. Przez niedopatrzenie zostaje zwolniona, a swojego partnera przyłapuje w jednoznacznej sytuacji z kobietą. Załamana bohaterka próbuje dość do siebie, więc zaproszenie od przyjaciółki do Warszawy na kilka dni wydaje jej się dobrym pomysłem. Choć stolica kojarzy jej się wcześniejszymi problemami, to odnajduje tu chwilowy spokój, a nawet, pod wpływem chwili, udaje jej się znaleźć pracę. Na drodze staje jej dawny chłopak, od którego uciekła do Austrii. Czy ponowne spotkanie będzie początkiem czegoś nowego? Czy można dwa razy wejść do tej samej rzeki?

Bohaterka to młoda kobieta, która wie, czego chce od życia. Po wcześniejszych problemach miłosnych postawiła na układ partnerski, w którym miłość raczej nie występuje, ale on również powinien rządzić się pewnymi prawami. Kiedy ponownie odbywa od życia po głowie, a wszystkie problemy i prywatne i zawodowe spadają na nią w tym samym momencie, potrzebuje chwili oddechu. Dobrze, że ma oddane przyjaciółki, zarówno w Wiedniu jak i Warszawie, które pomagają jej dość do siebie.

Autorka porusza tu kilka ważnych problemów, choć niektóre tylko zarysowuje, bez rozwinięcia. Relacje rodzinne, które nie należą do łatwych i które w dorosłym życiu ciężko naprawić, ucieczka w pracę, chęć pokazania swojej wartości, ale również poważne choroby w młodym wieku, próby ratowania rodziny za wszelką cenę, rozwijanie swoich pasji, molestowanie seksualne, powrót byłego męża.
Historia przedstawiona przez Ilonę jest bardzo życiowa i łączy wiele osób na różnych poziomach. Zarówno Magda jak i jej przyjaciółki - Karo i Vivien, to bohaterki, które szybko dają się polubić i które chciałoby się poznać w prawdziwym życiu.
Ta powieść pokazuje, że mimo życiowych zawodów, trzeba patrzeć w przyszłość, bo chwilowe problemy można rozwiązać, a często małe potknięcie daje możliwość na lepszą przyszłość. Trzeba próbować, dawać z siebie wszystko i iść do przodu.

"Dam sobie radę" to powieść obyczajowa, w której autorka porusza problemy życiowe, te lżejsze, ale również te dużego kalibru. Główna bohaterka pokazuje, że nie można się poddawać, a przeszkody da się pokonać. Powieść łączy się z "Mam na ciebie plan" choć nie jest to bezpośrednia kontynuacja i można czytać je oddzielnie.






  • Autor: Gołębiewska Ilona
  • Tytuł: Dam sobie radę
  • Wydawnictwo: Muza
  • Liczba stron: 320
  • Premiera: 16 październik 2024



5/18/2024

Jaka jest naprawdę "Korea Południowa. Republika żywiołów" Marcin Jacoby

Jaka jest naprawdę "Korea Południowa. Republika żywiołów" Marcin Jacoby


Autor od kilkunastu lat jest mężem Koreanki, przez ten czas miał okazję wielokrotnie odwiedzić Koreę Południową, poznać rodzinę swojej żony i bliżej przyjrzeć się historii kraju. Choć Marcin Jacoby z wykształcenia jest sinologiem, to związał się z Koreą i postanowił o tym kraju opowiedzieć Polakom. Przybliżyć mentalność ludzi, rys historyczny oraz politykę. Pierwszy raz książka została wydana pod koniec 2018 roku. Teraz do rąk czytelników trafia nowa edycja wydana przez wydawnictwo Muza. Autor uzupełnił to wydanie, zostały zaktualizowane statystyki, oraz pojawiają się wydarzenia z kolejnych pięciu lat.

Autor, z pewnością eksperta i pasją wielbiciela, wprowadza nas w świat koreańskich relacji społecznych i rodzinnych oraz tradycji duchowości i religii. Przedstawia tajniki historii i historii politycznej Republiki Korei w XX oraz na początku XXI wieku, bazując na dopiero niedawno udostępnionych wynikach badań historyków tematu i obalając wiele mitów. Zadaje pytania dotyczące między innymi fenomenu niezwykłego rozwoju Korei, która jeszcze stosunkowo niedawno była postrzegana jako kraj Trzeciego Świata, a obecnie jest centrum nowych technologii. W książce nie zabrakło też tak aktualnego tematu jak koreański konsumpcjonizm wraz z kulturą seriali, K-popu i modą na koreańskie kosmetyki.

Rzadko mi się to zdarza, ale muszę się trochę pozachwycać okładką nowego wydania. Grafika przedstawiająca koreańską ulicę, kolorystyka, a także struktura okładki, która pod światło bardzo przypomina wężową skórę, te wszystkie elementy sprawiają, że ciężko oderwać mi wzrok. 

Jest to z pewnością pozycja, którą warto poznać, żeby przybliżyć sobie kulturę i historię Korei. Autor w zgrabny sposób, na podstawie własnych doświadczeń, opisuje świat koreański, kulturę i współczesne relacje. Dla osoby zainteresowanej tym krajem i jego mieszańcami, niektóre kwestie, o których wspomina autor, są znane. Są jednak elementy, które odkrywa na nowo. 

Można odnieść wrażenie, że Koreańczycy myślą o sobie stale w kategoriach grupy, nie zaś jednostki. Zresztą sami są tego świadomi, podkreślając, że żyją w kulturze uri, czyli "my" a nie "ja". Gdy mówią o swoim kraju, używają wyrażenia uri nara, nasz kraj. Gdy opowiadają o własnym ojcu czy mężu, mówią często w liczbie mnogiej: "nasz tata" i "nasz mąż", nie "mój mąż". Dom to "nasz dom" nie "mój dom". W tej ogólnej "naszości" zgodnie z konfucjańskim widzeniem świata zawsze są kimś dla kogoś, nigdy nie są po prostu sobą. 

Książka podzielona jest na kilka rozdziałów, które traktują o obyczajach, geografii, religii i kulturze. Dużą część zajmuje też historia i polityka, w której autor rozwinął mocno historię XX i XXI wieku. Jest też obszerna część o rozwoju ekonomicznym państwa, jego wyjściu z powojennej biedy i dotarcia do momentu, kiedy boom na kulturę koreańską trwa w najlepsze. 

Z wielkim zainteresowaniem zagłębiłam się w wątek historyczno-polityczny. Dotychczas nie miałam okazji poznać historii tego kraju, co nieco liznęłam dzięki oglądanym dramom, a wiek XX z grubsza tylko znałam. Teraz, dzięki tej pozycji, usystematyzowałam sobie wiedzę, poznałam pewne niuanse, które wcześniej nie były mi znane. W rozdziale tym widać też bardzo dużą sympatię autora do narodu koreańskiego, a jednocześnie wielką niechęć do działań amerykanów, szczególnie od końca II wojny światowej, przez Wojnę Koreańską, po czas dyktatury. 

Obraz który wyłania się z tej historii, pokazuje naród dążący do wolności, walczący o swoje prawa, a jednocześnie na szczycie pojawiają się osoby i organizację, które tę wolność mocno ograniczają. Poszczególni przywódcy kraju, początkowo po rozpadzie Korei, rządzący poprzez dyktaturę i nie zważający na ludzi i protesty (o czym autor wspomina nie tylko przy najgłośniejszej masakrze w Gwangju, podczas studenckich protestów w tym mieście). Politycy, sędziowie, większość aparatu władzy przez lata było skorumpowanych, nadal niestety to trwa. Chebole - wielkie firmy rodzinne, wykorzystują swoją władzę, żeby zyskiwać coraz to nowe przywileje, a członkowie rodzin czują się bezkarni, o czym autor również wspomina, przytaczając poszczególne wydarzenia. 

Przedstawione są najnowsze wydarzenia i tragedie, które miały miejsce w XXI wieku, jak ta dotykająca promu Sewol, w którym zginęło ponad trzysta osób, w większości dzieci i nastolatków. W nowym wydaniu pojawia się również informacja o niedawnych przecież wydarzeniach w dzielnicy Itaewon w Seulu podczas obchodów Hallowen w 2022 roku. Autor bardzo wyraźnie pokazuje, że większość tego typu tragedii wynika z zaniedbań władz, a później z braku działań w najbardziej istotnych momentach. 

Nie zabrakło również fragmentów o Korei Północnej, bo historia Korei Południowej nie może obejść się przecież bez. Autor w ciekawy sposób pokazał wydarzenia które wpłynęły na wybuch wojny koreańskiej, ale również pokazał późniejsze relacje między krajami, również te dość niedawne, kiedy Donald Trump spotkał się Kim Jong-Unem w 2019 roku.

Nie mogło również zabraknąć rozdziału traktującego o tym, w jaki sposób Korea wyszła z kryzysu ekonomicznego. Tutaj autor również pokazuje nieciekawe praktyki władzy. Nie myśląc o tysiącach własnych obywateli dąży ona do rozwoju nie myśląc o konsekwencjach. Autor pokazuje tutaj współczesny rozwój technologiczny i to, że w wielu dziedzinach Korea wyprzedziła zachód. 

Co ciekawe, w języku koreańskim nie usłyszymy żadnego słowa przypominającego dźwiękiem "Koreę", chyba że mowa o Goryeo. Jak określają się zatem sami Koreańczycy? Na Południu mówią o sobie Janguk saram lub Hanguin, czyli "lud państwa Han". Na Północy - Joseonin, "ludzie Joseon", podkreślając swe pochodzenie od ostatniej koreańskiej dynastii królewskiej. 
Nowe, uzupełnione wydanie, jest o około 45-50 stron obszerniejsze od tego z 2018 roku. Autor przede wszystkim uaktualnił w nim wszystkie statystyki. Zostały również uzupełnione rozdziały historyczny oraz polityczny o wydarzenia kolejnych pięciu lat. 

"Korea Południowa. Republika żywiołów" to skondensowane spojrzenie na kraj i ludzi w nim żyjących. Z pewnością można poznać nowe ciekawe zagadnienia, usystematyzować wiedzę na wiele tematów. Dla osób zainteresowanych tym krajem, myślę że ta pozycja wiele wniesie. Oczywiście podczas lektury czuć poglądy autora, który często subiektywnie podchodzi do wielu kwestii, ale nie jest to w żadnej sposób przeszkodą, a czasami może zwrócić uwagę na to, czego wcześniej nie dostrzegaliśmy. Myślę, że warto poznać ten tytuł. 





  • Autor: Jacoby Marcin
  • Tytuł: Korea Południowa. Republika żywiołów
  • Seria: Spektrum Poleca
  • Wydawnictwo: Muza
  • Liczba stron: 448
  • Premiera: 06 marzec 2024


4/27/2024

Zobacz jaki "Mam na ciebie plan" Ilona Gołębiewska

Zobacz jaki "Mam na ciebie plan" Ilona Gołębiewska


Okładka przyciąga mój wzrok, bardzo lubię graficzne okładki, a ta ma w sobie coś, co zdecydowanie idealnie wpasowuje się w mój gust. Jednocześnie daje ogólny obraz tego, o czym traktuje ta historia. Środek również zachęca do lektury, przyciągając ozdobnymi grafikami. Czy jednak za tym wszystkim można znaleźć wciągającą historię? 

Lili chciałaby w przyszłości zrobić karierę dziennikarską na wielką skalę. Obecnie, pracując w małej, lokalnej gazecie, ma wrażenie, że jej praca niewiele ma wspólnego z marzeniami. Dziewczyna studiuje w stolicy, a na co dzień mieszka w jednym z podwarszawskich miast. Kiedy gazeta przechodzi poważne zmiany, a Lili kończy z nią współpracę, na jej drodze pojawia się dawno niewidziana ciotka. Laura skrywa pewną tajemnicę, której nie chce zdradzić siostrzenicy, chce za wszelką cenę odnowić więzi rodzinne i daje dziewczynie pracę. Duża stacja telewizyjna to świat, który Lily poznaje, a Laura musi się przed nim bronić. Tajemnice z przeszłości i świat telewizji mogą bardzo wpłynąć na obie bohaterki i zmienić ich dotychczasowe życie. 

Szybko się czyta ten tytuł, coraz bardziej zagłębiając się w historię i bohaterów. Z pewnością ma na to wpływ lekki język, którym posługuje się autorka. Jest to jednocześnie historia, która porusza ważne życiowe kwestie i pokazuje, że piękna oprawa nie zawsze zawiera równie wspaniały środek. Świat, w którym przyjdzie zagłębić się Lili, w pierwszej chwili pełen blasku i blichtru, okazuje się jednocześnie pełen intryg i pułapek, w które bardzo łatwo wpaść.

Zderzenie dwóch światów idealnie oddają tu Lili i Laura. Pierwsza, młoda, pełna ideałów i pasji, chciałaby robić coś wielkiego. Druga, bogata i sławna, wiele poświęciła dla tego, żeby być w tym miejscu. Okazuje się również, że jej życie skrywa wiele mrocznych sekretów, których nie może zdradzić nawet przed najbliższymi. Autorka doskonale pokazuje świat, który z zewnątrz wydaje się piękny i barwny, ale wystarczy zajrzeć do środka, choć na chwilę, żeby odkryć, jak bardzo jest to mylny obraz. 

Jednocześnie program, który prowadzi Laura daje szasnę na pokazanie czegoś dobrego. Bo choć nastawiony jest na oglądalność i show, to jednak porusza tematy czasami niezwykle trudne, a które ukazane w odpowiednim świetle, mogą zrobić dużo dobrego. Pisarka porusza temat nowotworu w młodym wieku, walkę z chorobą, ale również radzenie sobie w codziennym życiu i dalsze plany w tak trudny okresie. 

Nie zabraknie również wątku miłości, którą młoda bohaterka odnajdzie w niespodziewanym dla siebie miejscu. Choć próby odnalezienia drugiej połówki nie zawsze będą dobre, przyniosą również wiele zawodu i smutku. Ostatnim elementem spinającym tą historię jest tajemnica skrywana przez najbliższych Lili. Dziewczyna nie rozumie, co stało się, że ciotka, z którą spędziła wiele wspaniałych dni w dzieciństwie, po śmierci mamy, odsunęła się, a ojciec nie chce zdradzić tajemnicy z tym związanej. Odkrycie, którego dokona Lily uświadomi jej jak niewiele wie o życiu i każe zweryfikować swoje uczucia. 

"Mam na ciebie plan" to historia, którą szybko się czyta, ale która zostaje w głowie. Autorka zawarła w tym tytule kilka ważnych wątków, pokazując blaski i cienie zarówno codziennych dni, jak i sławy i bogactwa, które wiążą się z rozpoznawalnością medialną. I choć pojawia się tu kilka problemów, takich jak nowotwór i walka z nim, często nierówna, problemy alkoholowe, pomówienia, ranienie najbliższych, jak również wykorzystywanie innych do własnych celów, to tematy te nie przytłaczają, ale bardzo dobrze się dopełniają w tej historii. Dzięki temu powieść pokazuje życie, w którym są lepsze i gorsze chwile, ale zawsze warto próbować iść dalej i pokonywać coraz to nowe trudności. 






  • Autor: Gołębiewska Ilona
  • Tytuł: Mam na ciebie plan
  • Wydawnictwo: Muza
  • Liczba stron: 320
  • Premiera: 13 marca 2024




11/27/2022

Kim jest "Kobieta w walizce" Katarzyna Bonda

Kim jest "Kobieta w walizce" Katarzyna Bonda


Mało pojawia się tu kryminałów, bo też i rzadko po nie sięgam. Czasem jednak mam ochotę na coś nowego, pozwalającego zmienić rytm i odświeżyć umysł. Tym razem padło na nową książkę Katarzyny Bondy z cyklu o Hubercie Meyerze. To 8 cześć tego cyklu, więc trochę bałam się, czy nie przeszkodzi mi to w przyjemności czytania, jednak nieznajomość wcześniejszych wydarzeń w żaden sposób nie utrudniała mi lektury tej książki. Nie miałam miejsca odniesienia, więc wszystko było dla mnie świeże i autorka mogła zrobić dobre lub złe wrażenie samą historią zawartą w tej powieści. Jak skończyło się to spotkanie? 

Na drodze w okolicy Ełku mężczyzna znajduje niebieską walizkę podróżną. W środku makabryczne odkrycie - zwłoki. Niepełnie szczątki nie pozwalają ustalić tożsamości kobiety, więc do Ełku zostaje oddelegowany Grzegorz Kaczmarek, podwładny Huberta Meyera, który sam nie może dotrzeć na miejsce. W mieście rok wcześniej zaginęła młoda dziewczyna i to na nią padają podejrzenia, jeśli chodzi o walizkę. Ale z młodym policjantem niewiele osób chce rozmawiać. Rodzina zaginionej odcina się od sprawy, pojawia się wiele tropów, które często są ze sobą sprzeczne. Historie plączą się, ale Kaczmarek nie potrafi znaleźć właściwego tropu. Dopiero pomoc Meyera może pomóc rozwiązać sprawę, która wywoła wielką konsternację w lokalnej społeczności. 

Weszłam w tę historię jak w masło. Mimo makabrycznego odkrycia to nie strach napędzał mnie do lektury, ale niepewność i ciekawość, co będzie dalej, kto okaże się winny i czy w walizce znajduje się zaginiona dziewczyna. Młody funkcjonariusz przypadł mi do gustu i długa nieobecność tytułowego bohatera serii nie stanowiła dla mnie problemu. Choć wycinki z życia Meyera, który znalazł się na dużym zakręcie życiowym, pojawiają się często i bywają przeciwwagą dla wydarzeń z Ełku. 

Grzegorz Kaczmarek przybywając do Ełku nie czuje się pełen siły, wie że jest młodym, nie do końca doświadczonym policjantem i brakuje mi wsparcia swojego mentora. Dodatkowo śledztwo w żadnym wypadku nie układa się po jego myśli. Niezidentyfikowane zwłoki, rodzina, która z jednej strony wzajemnie się oskarża, a z drugiej nie chce współpracować. Despotyczny ojciec zaginionej, który trzęsie całym miastem. Były komendant, który wykopuje dawne historie, zagrzebane pod wpływem ówczesnej sytuacji. Podczas lektury zaczyna się mieć swoje podejrzenia, gdzie autorka wyraźnie podsuwa tropy, żeby dobrze zmylić czytelnika. Bo czym dalej akcja się rozwija, tym częściej pojawia się zaskoczenie i niepewność, w którym kierunku dalej podążyć. 

Rzadko czytam kryminały, jednak mam już pewne doświadczenie w tym gatunku i wydaje mi się, że ta historia jest naprawdę dobrze napisana, z wieloma tropami, które często prowadzą na manowce, z ciekawymi postaciami, skrywającymi wiele różnych sekretów, ale przez to bardzo interesującymi. Sam Hubert Meyer, który pojawia się w tej historii w dalszej części, jest typowym twardym, a jednocześnie zniszczonym psychiczne policjantem, który przeszedł dostateczne dużo, żeby niczemu się nie dziwić. Bardziej ciekawił mnie jego podwładny, który dopiero wkracza na ścieżki śledcze i choć wiele mu brakuje, to wydaj się właściwą osobą na właściwym miejscu. 

"Kobieta w walizce" to dobrze skonstruowana powieść, która wciąga i zmusza do ciągłej analizy. Poplątane wątki, dobrze skonturowani, niesztampowi bohaterowie i zagadka, która rozwiązuje się dopiero na ostatnich stronach i która zaskakuje. Lektura tej książki pozwoliła mi pójść w zupełnie innym kierunku niż zazwyczaj. Pierwsze zetknięcie z piórem autorki będę wspominała dobrze i z pewnością jeszcze sięgnę po inne napisane przez nią książki. 
 





  • Autor: Bonda Katarzyna
  • Tytuł: Kobieta w walizce
  • Cykl: Hubert Meyer #08
  • Wydawnictwo: Muza
  • Liczba stron: 352
  • Premiera: 09 listopad 2022




12/31/2020

Opinie o książkach na koniec roku 2020

Opinie o książkach na koniec roku 2020

Poniżej znajdą się opinie o książkach, które przeczytałam w roku 2020, ale które nie doczekały się pełnych recenzji. Wpisy te można znaleźć również na fanpage Książkowych Wyliczanek na FB. 


"Zakochany Święty Mikołaj" Witkiewicz, Misiołek, Wilczyńska, Kieres, Jeż, Niemczynow, Olejnik

Od kilku lat wydawnictwo Filia przygotowuje na święta antologie opowiadań polskich autorów. W tym roku opowiadania łączy postać Świętego Mikołaja, albo osoby, która w tę postać się wciela. Opowiadania są różne, tak samo jak autorzy, którzy je napisali. Mają różny ciężar emocjonalny, każdy miał trochę inny pomysł na pokazanie osoby, która w jakiś sposób oddaje cząstkę siebie. Trzy opowiadania zrobiły na mnie trochę większe wrażenie: opowieść Agnieszki Jeż o pewnej traumie sprzed wielu lat i próbie otrząśnięcia się z niej - było niezwykle wzruszające, Tomasz Kieres stworzył historię, która dzieje się w małym schowku, a jednak bardzo przypadła mi do gustu, polubiłam bohaterów i bardzo chętnie poznałabym pełnowymiarową książkę, a także opowiadanie Magdaleny Witkiewicz, która pokazuje współczesne podejście do wychowania dziecka i nastawienia go na wygraną od najmłodszych lat, to również daje do myślenia. Ale każde z tych opowiadań jest ciekawe i wciągające, nie ma tu żadnego, które można nazwać słabszym. Po raz kolejny widać, że opowiadania świąteczne, które wydaje wydawnictwo Filia to idealna lektura na okres świąteczny. 


"Światło w środku nocy" Jojo Moyes

Od kilku lat chciałam poznać autorkę, szczególnie najbardziej znaną książkę "Zanim się pojawiłeś". Bez wahania zdecydowałam się na lekturę "Światła w środku nocy", najnowszej książki pisarki, która w Polsce swoją premierę miała na początku 2020 roku. Zaskoczyła mnie, choć bardzo pozytywnie, bo większość książek, które popełniła autorka osadzone jest współcześnie, a ta historia przenosi czytelnika do lat '30. Alice przeprowadza się wraz z mężem do jego domu w Kentucky i stara się przystosować do zupełnie innej rzeczywistości, niż ta którą zna z Anglii. Nie pomaga jej w tym teść, który okazuje się niezwykle problematycznym człowiekiem. Bohaterka decyduje się przystąpić do pracy w konnej bibliotece, która zostaje stworzona w ich miasteczku. Razem z kilkoma innymi kobietami jeździ po okolicznych górach dostarczając książki do rozrzuconych chat, ale praca ta nie jest łatwa. Niewiele osób przyjmuje wizyty z radością, większość jest nieufna albo wręcz agresywna. Mieszkańcy miasta nie mają najlepszego mniemania o bibliotekarkach, twierdząc że podsuwają grzeszne książki, co powoli doprowadza do konfliktu. 
W tej książce jest wszystko, co lubię. Wyraziści bohaterowie, każdy ze swoim bagażem doświadczeń,  klimat ówczesnego świata, wciągająca historia, która do końca zaskakuje i nie pozwala się oderwać. Każdy fan powieści historycznych powinien poznać tę historię. Historia konnych bibliotek, które w tamtych czasach powstawały i które przyczyniły się do eliminacji analfabetyzmu, to dodatkowy atut dla fanów literatury. Autorka łączy tu wiele trudnych tematów, jak przemoc wobec kobiet, wykluczenie czaronoskórych, feminizm i męskie spojrzenie na świat. Zdecydowanie polecam. 


"Podróże serc" Agnieszka Panasiuk

Osadzona w XIX wieku historia młodej szlachcianki, która po zawodzie miłosnym rzuca się w wir zarządzania własnym dworem. Po kilku latach, po tragicznej śmierci swoich przyjaciół, dostaje pod opiekę swoją chrześnicę. Chichotem losu jest to, że ojcem dziewczynki jest ukochany przez nią mężczyzna. Kobieta postanawia zaopiekować się dzieckiem do czasu powrotu do Polski drugiego rodzica chrzestnego. Historia opisuje codzienne życie we dworze i jego otoczeniu. Wierzenia i zabobony. Tradycje na każdy dzień, codzienne obowiązki. 
Sięgając po tę lekturę miałam w głowie powieści Moniki Rzepieli, która również pokazuje życie ludzi w dawnej Polsce i ich codzienność. Początkowo książka była ciekawa, jednak czym bardziej zagłębiałam się w lekturę, tym miałam z nią większy problem. Sama historia da się opisać na mniej niż 100 stronach, pozostałą część to opis codzienności. Zdecydowanie za dużo było tradycji i wierzeń, w pewnym momencie miałam wrażenie, że ówcześni ludzie, bohaterowie tej książki nic innego nie robią, tylko wypełniają tradycję swoich ojców i dziadów, żyją tylko obowiązkami i powinnościami. Dodatkowo przy tak dużej ilości opisów ówczesnych tradycji, jakiś czas po lekturze już niewiele z nich pamiętam. Sama historia zaczyna się robić ciekawa, kiedy do dworu przyjeżdża ojciec chrzestny dziewczynki, Marcin Czarnocki. Akcja, do tej pory jakby zatrzymana w kadrze, zaczyna biec do przodu i rzeczywiście wtedy czyta się już z przyjemnością. 
"Podróże serc" to książka, która nie bardzo trafiła w mój gust, choć nie mogę powiedzieć, że jest zła. Na pewno znajdzie swoich miłośników, którzy lubują się w takich klimatach. 


"PS I życzę Ci dużo miłości" Witkiewicz, Krawczyk, Ligas-Łoniewska, Socha, Gołębiewska, Knedler, Warda, Misiołek

Antologie opowiadań polskich autorów pojawiają się coraz częściej na rynku. Pod koniec października swoją premierę miał zbiór opowiadań świątecznych wydanych przez wydawnictwo Muza. Opowiadania z tego zbiorku łączy pocztówka świąteczna, która zostaje odnaleziona po latach. Najbardziej poczytne polskie autorki złożyły się na powyższy zbiór tworząc barwną i ciekawą książkę. Jak zawsze w takich wypadkach, opowiadania sią różne, jedne przemawiają bardziej, drugie trochę mniej. Sporo z nich sięga do historii z przeszłości, często bohaterowie są starszymi osobami, które po latach mają okazję wrócić do swojej przeszłości. Bardzo podobało mi się opowiadanie Magdaleny Knedler o dwójce adoptowanych dzieci z domu dziecka, które zdecydowały się ratować więzy rodzinne, choć przez to straciły cząstkę siebie. Natasza Socha swoim opowiadaniem "Zapach pieczonych jabłek" sprawiła mi dużo przyjemności podczas lektury, główna bohaterka wniosła powiew świeżości swoją początkową butą i wiarą w bycie lepszą od innych, a rozwinięcie tej historii zaskakuje. Na tle innych wyróżnia się również opowiadanie Agnieszki Ligas - Łoniewskiej, być może dzięki temu, że tutaj pierwszoplanową postacią jest mężczyzna po przejściach. 
Patrząc na całokształt antologii, jest to sympatyczny zbiór, który czyta się z uśmiechem na ustach. Nie jest może tak bardzo świąteczny, raczej zimowy, co absolutnie nie przeszkadza cieszyć się nim w tym okresie. 


"Gruzowisko" Aleksandra K. Maludy

Książki o wojnie, holocauście, obozach koncentracyjnych, walce partyzanckiej, AK, takich wątków na rynku wydawniczym pojawia się z każdym rokiem coraz więcej, co jednak działo się w Polsce chwile po wyjściu z niej nazistów, aliantów i wojsk sowieckich? Jak wyglądało codzienne życie mieszkańców w odradzającym się państwie pod rządami rosyjskich komunistów? I jak wyglądała Warszawa chwilę po Powstaniu? Aleksandra K. Mulady przedstawia stolicę w styczniu 1945 roku, kiedy wojna dopiero dobiegała końca, ale do miasta wracali już powstańcy, wracali jej mieszkańcy, wracali wywiezieni do łagrów Polacy. W tym mieście gruzów można można było się nieźle obłowić. Pojedyncze ocalałe budynki skrywały wiele tajemnic. Wśród ruin ludziom przyszło żyć, szukać pracy w odradzającym się kraju. Ale wielu z nich traumatyczne przeżycia wojenne chowało głęboko. 
Ewa po powrocie ze zsyłki do Kazachstanu robi wszystko, żeby zdobyć informację o swojej małej córeczce. Ratując jej życie, kobieta musiała podjąć dramatyczną decyzję, którą teraz musi naprawić, a przez to staje się doskonałym donosicielem w nowym aparacie władzy. Leon wraca do Warszawy kilka miesięcy po powstaniu. Jako stroiciel fortepianów znajduje prace w nowo powstałym teatrze. Cały czas nie dają mu spokoju obrazy wojny, poległych towarzyszy, których musiał zostawić i ucieczki. Czy teraz, w nowych realiach będzie w stanie zacząć życie na nowo? 
Ta niezbyt obszerna książka niesie ze sobą bardzo wiele obrazów. Pokazuje, że koniec wojny nie był momentem, kiedy wszystko wróciło do normy. Pokazał, że ludzie musieli nauczyć się żyć od nowa, pokonać swoje traumy, ale również stworzyć miejsce, gdzie to życie będzie możliwe, a to wiązało się z odbudową zniszczonego miasta. To nie jest lektura, która napawa nadzieją, raczej odziera rzeczywistość z resztek złudzeń i pokazuje prawdziwe ludzie życie, pełne dramatycznych wyborów, codziennych trosk i każde zastanowić się nad tym, ile człowiek może poświęcić. 
"Gruzowisko" zdecydowanie jest jedną z tych książek, które zostaną ze mną przez dłuższy czas i do których będę chciała wrócić. 



"Zdradzona" Magdalena Krauze

W ubiegłym roku dużą sympatię zdobyła u mnie nowo odkryta pisarka Magdalena Krauze swoją dualogią: "Czekałam na ciebie" i "Zaufaj mi jeszcze raz". Lekka historia, miała jednak drugie dno pokazując, jak postrzegamy ludzi jedynie ze względu na ich wizerunek zewnętrzny. Czytałam te książki z przyjemnością, to było coś nowego i odświeżającego. 
Wiosną tego roku swoją premierę miała nowa książka autorki, traktująca tym razem o czymś innym. Nad idealnym małżeństwem pojawia się cień. Oddalający się mąż, który coraz więcej czasu spędza w pracy i na wyjazdach, a telefonu pilnuje niczym największego skarbu, zdecydowanie coś ukrywa. Odkrycie zdrady wstrząsa całym życiem Joanny, która musi sobie poradzić z nową sytuacją. 
Historia, która nie jest najlżejsza tematycznie, czyta się jednak bardzo szybko. Nowo poznane osoby, wsparcie dzieci i codzienne przeprawy z mężem, który zrobi wszystko, żeby naprawić swój błąd. Historia jest przyjemna, czyta się momentalnie. Ale po pół roku od lektury, mam tylko ogólny zarys tej historii, bardzo szybko wyparowała mi ona z głowy i cały czas mam wrażenie, że jest taka "letnia". To raczej jednak z tych książek, które czyta się i dość szybko o nich zapomina. Zdecydowanie wolę debiutancką książkę autorki. 


"Dzieci żółtej gwiazdy" Mario Escobar

Po lekturze tej pozycji uświadomiłam sobie, że choć tak wiele książek na temat II wojny światowej i jej aspektów, pojawia się na polskim rynku, to nadal wiele kwestii jest mi nieznanych. To, o czym czytałam w "Dzieciach żółtej gwiazdy" wzbudziło nie smutek, wściekłość i bezsilność na ówczesne realia, ale pokazało także ogrom ludzkiej bezinteresowności. 
Rok 1942. Jacob i Moise, młodzi Żydzi, przebywają w Paryżu pod opieką ciotki, kiedy ich rodzice szukają spokojnego miejsca do życia. Chłopcy nie zdają sobie sprawy z niebezpieczeństwa, które im grozi aż do dnia, kiedy ich ciotka znika, a oni zostają zatrzymani przez francuską żandarmerię i przewiezieni na paryski welodrom. Tam znajdują się już tysiące Żydów. Chłopcom udaje się uciec i planują odnaleźć rodziców, o których miejscu pobytu wiedzą z listów. Ich podróż zaczyna się na niebezpiecznych ulicach Paryża i przebiega na południe Francji, a następnie do Hiszpanii. Tylko, że dwójka dzieci nie jest w stanie sama pokonać takich odległości. Mogą zostać w każdej chwili schwytani przez Nazistów. Powodzenie tego planu wiąże się z pomocą wielu osób, które z bardzo różnych pobudek pomagają chłopcom na różnych etapach tej wędrówki. Historia tej podróży jest niezwykła, wielokrotnie niebezpieczna, wielokrotnie wywołująca całą gamę uczuć podczas lektury. 
Po raz drugi autor zaskoczył mnie historią zawartą w swojej książce. Temat łączący dzieci i II wojnę światową jest trudny do udźwignięcia uczuciowo, ale po raz drugi autorowi udało się doskonale dotrzeć do czytelnika. Tworząc historię zawartą w książce autor inspirował się tajną siecią transportu dzieci we Francji i sposobie ich ukrywania przed wrogiem. Ta książka pokazuje ludzkie poświęcenie, a także bezduszność Nazistów, którzy bez najmniejszych oporów zabijali dzieci. Tutaj pojawia się jeszcze jedna, dodatkowa kwestia, dotycząca ukrywania swojej tożsamości. Młodszy z braci ma problem z zatajaniem swojego pochodzenia, ale u niego również szybciej zacierają się wspomnienia rodzinnego domu. Po raz kolejny Mario Escobar zmusił mnie do wielu refleksji, wywołał całą gamę uczuć i wiem, że do tej książki jeszcze kiedyś wrócę. Jest to lektura dla każdego, kto interesuje się II wojną światową. 


"Gorsza siostra" Justyna Bednarek, Jagna Kaczanowska

Patrząc na dotychczasowy dorobek autorek ta książka ma o wiele większy ciężar emocjonalny. Pojawia się tu kilka wątków, które rozwijają się wraz z rozwojem historii. Na pierwszy plan wychodzi białaczka, na którą zapada córka głównej bohaterki, młoda żona i matka. Poszukiwanie dawcy szpiku, który mógłby uratować życie kobiety spowoduje odkrycie tajemnicy rodzinnej, której początki sięgają wiele lat wstecz, do lat 30-tych ubiegłego wieku. Historia rodziny okazuje się niezwykle burzliwa, mocno splątana z wydarzeniami ówczesnych lat, pokazująca, jak bardzo zawiść i zaślepienie mogą doprowadzić do zerwania rodzinnych więzów. 
Choć autorki poruszają bardzo ważny temat we współczesnych wydarzeniach, to jednak ta warstwa historyczna wyłania się jako ciekawa i wciągająca. Bieżące wydarzenia są jakby tłem do tego, co działo się wiele lat wstecz. A dzieje się tam niesamowicie dużo: zdrady, miłość, nienawiść, ukrywanie Żydów, marzenia o karierze. Na początku pojawia się zapomniany świat II Rzeczypospolitej, który był pociągający i przerażający zarazem, żeby dość szybko przejść do realiów II wojny światowej, po pierwsze lata stalinizmu i marzec roku 1968, kiedy doszło do eskalacji antysemityzmu w Polsce. 
Po raz kolejny autorki pokazały, że razem da się napisać świetną historię, która chwyta za serce i od której ciężko się oderwać. Tło historyczne było niezwykle barwne, a współczesne tło otwiera oczy na chorobę, o której być może większość z nas nie myśli. Wspaniałą lektura, zdecydowanie warta polecenia. 


"Dom na Kurzych Łapach" Sophie Anderson

Motyw Baby Jagi oraz przepiękna okładka zdecydowały, że sięgnęłam po ten tytuł. Historia Marinki, która mieszka ze swoją babcią w Domu na Kurzych Łapach. Dwunastolatka obserwuje swoją krewną i wraz z nią pomaga duszom zmarłych przenieść się na drugą stronę. Dlatego też podróżują po całym świecie, budząc się czasem w bardzo niezwykłych miejscach. To wszystko sprawia, że dziewczynka jest samotna i bardzo pragnie towarzystwa osoby w swoim wieku. Nie zgadza się ze swoim przeznaczeniem, którym jest przejęcie roli swojej babci. Jej poczynania sprawiają, że babcia znika za Bramą, a dziewczynka robi wszystko, żeby ją odzyskać. 
Historię Mariki można uznać za baśń, którą czyta się przyjemnie, ale tak jak marzenie nocne, z nastaniem dnia zostaje po nim tylko niejasne wrażenie. Tak jest ze mną i tym tytułem, który czytałam kilka miesięcy temu. Pamiętam ogólny zarys tej historii, wiem, że czytałam ją z przyjemnością, choć nie z zachwytem. Jednak to książka pisana dla młodzieży i to raczej tej młodszej, w wieku głównej bohaterki, więc najprawdopodobniej nie powinnam być wyznacznikiem, czy jest to ciekawa lektura. Autorka porusza kwestie życiowych wyborów i odgórnie narzuconej roli, więzi rodzinne, samotność młodej bohaterki i mocną potrzebę przyjaźni. To wszystko osadzone jest w realiach baśni, gdzie oprócz wątków lekko przerażających (budowa muru z ludzkich kości) pojawia się walka o odzyskanie straconej osoby. Dla młodego czytelnika będzie to z pewnością przyjemna i wartościowa lektura. 



"Szlacheckie gniazdo. Ogień buntu" Monika Rzepiela

Powrót do świata bohaterów Szlacheckiego Gniazda sprawił mi dużo przyjemności. Autorka zaczyna akcję w tym samym momencie, w którym zakończył się tom pierwszy. Dramatyczny wybór młodej chłopki Marysi, która nie widzi dla siebie przyszłości jako samotnej matki bękarta, w ostatnim momencie zostaje zmieniony. Z pomocą przychodzi jej mężczyzna, którego nigdy by o to nie podejrzewała. Tymczasem Leontyna wychodzi za mąż za młodego warszawiaka, co jednak jest początkiem tragicznego związku. Młodsza siostra szlachcianki ucieka z domu, aby uniknąć klasztornego życia i wbrew rodzicom poślubia ukochanego mężczyznę. 
Ten tom jest bardziej dramatyczny, pokazuje życie o wiele większej ilości osób, zarówno tych wywodzących się ze szlachty, jak również chłopów, a także Cyganów. Wiele związków rozpada się z braku porozumienia, wiele osób samotnie cierpi, ale również pojawia się tu śmierć, która zbiera obfite żniwo. W tym tomie pojawia się o wiele więcej kobiet z różnych środowisk, które dokonując swoich wyborów skazują się na cierpienie ale i śmierć. Autorka pokazuje, że podążanie za głosem serca bardzo często kończy się tragicznie. Jednocześnie czytelnik może poznać nowe grupy społeczne, warszawskie mieszczaństwo, a także cygański tabor. To wszystko opisane jest na tle ówczesnych wydarzeń, czyli Insurekcji Kościuszkowskiej, wojen napoleońskich i III rozbioru Polski. Mimo odległości wszystko to odbija się na mieszkańcach ówczesnej Rzeczypospolitej. 
Mimo ogromnej ilości zgonów, która w innym wypadku mogłaby wydawać się przesadna, lektura tej książki była bardzo przyjemna. Trudy codziennego życia, obraz ówczesnego społeczeństwa, historie związków, wszystkie te elementy sprawiają, że lektura jest satysfakcjonująca. To świetna kontynuacja pierwszego tomu Szlacheckiego Gniazda. Zdecydowanie zainteresuje osoby, które interesują się obyczajami i życiem w czasach polski szlacheckiej. 


"Kiedy jak nie dziś" Paulina Wiśniewska

Licząc na lekką i wciągającą historię zabrałam się za historię bohaterów książki. Klara wyjeżdża na wakacje do ojca, który po rozwodzie założył nową rodzinę. Dziewczyna spotyka tam chłopaka, do którego zaczyna żywić żywsze uczucia, ale ich relacje będą wystawione na próbę, jako że pochodzi on z "trudnej rodziny". Matka bohaterki skrywa trudny sekret, który zmieni życie całej rodziny, a z zagranicy wraca przyrodnia siostra bohaterki z własnym mrocznym sekretem. 
Początkowo czytało mi się dobrze, kilkuosobowa narracja pozwala spojrzeć na tę historię z różnych stron, bohaterowie są sympatyczni i łatwo ich lubić. Jednak gdzieś od połowy książki zaczęłam czuć pewną niechęć i zastanawiałam się, czym jeszcze uraczy mnie autorka. Ciekawie jest wprowadzić kilka wątków, żeby książka nie była nudna, jednak ilość problemów, społecznych odchyleń, chorób i śmierci, które pojawiają się w tej historii wręcz przytłacza. W zwykłym życiu jest to prawie niemożliwe, żeby wszystkie problemy świata spadły na jedną rodzinę i jej otoczenie. To bardzo utrudniało mi lekturę, w pewnym momencie miałam już dosyć dramatów bohaterów, którzy stali mi się obojętni. Myślę, że ta książka jest ciekawa do połowy, kiedy są pewne kwestie, z którymi muszą zmierzyć się postacie, jednak później kiedy kolejne prawdy wychodzą na jaw, czytałam tę książkę z podejściem "co jeszcze dorzuci autorka". Ta lektura zdecydowanie nie przypadła mi do gustu, choć na pewno znajdzie swoim amatorów.


"W piekle pandemii" Jolanta Kosowska

Do tego tytułu trzeba podejść z odpowiednim nastawieniem, na które w dzisiejszych czasach być może nie każdy jest gotowy. Z pewnością łatwiej czytałoby się ją, gdyby przyjąć że to czysta fantastyka, jakich wiele powstało już wcześniej. Wizja postapokaliptyczna. Jednak tym razem autorka opisuje tylko prawdzie wydarzenia, a jest nimi początek pandemii, która dopadła na początku roku cały świat. 
Urlop wiosenny spędzony na górskich stokach z przyjaciółmi, to ostatnie normalne chwile, jakie spędzają Oliwia i Marcello. Chwilę potem kobieta jedzie do Toskanii, gdzie ma zaopiekować się babką swojego chłopaka, a miejsce to odcięte jest od świata kilometrami winnic. Marcello natomiast wraca do Wrocławia, gdzie jako odpowiedzialny lekarz, podejmuje się pracy w swoim szpitalu. Jednak tę historię opowiada Oliwia, młoda kobieta, która zamknięta w toskańskiej willi przez wiele dni nie ma świadomości, co dzieje się na świecie. Dopiero połączenie z Internetem przynosi obrazy i słowa, w które nie może uwierzyć, a także kontakt z ukochanym, który dość szybko zaraża się nowym wirusem. 
Trudna lektura, przede wszystkim dlatego, że jest prawdziwa. To przede wszystkim obraz uczuć i wrażeń ludzi, którzy znaleźli się w zupełnie nowej sytuacji. Oliwia, odcięta od świata, poznaje relacje ludzi, tych dobrze jej znanych przyjaciół, rozrzuconych po różnych zakamarkach Europy, jak i obcych, którzy pisząc internetowe pamiętniki, starają poradzić sobie z rzeczywistością. Jest tu obraz Bergamo w tych trudnych pierwszych tygodniach, opuszczona Wenecja, praca w Dreźnie na pierwszej linii ognia i Wrocław. Są wspomnienia chwil sprzed pandemii i obrazy tego co dzieje się obecnie. Każdy z nas pamięta, jak bardzo trudne były te pierwsze miesiące, kiedy większość państw zamknęło swoich mieszkańców w domach, kiedy każde wyjście dla wielu było otoczone strachem i niepewnością. Ta książka niesie ze sobą właśnie te obrazy, ale również pokazuje ludzką dobroć i poświęcenie. To lektura, która być może obecnie wiele nie wniesie, bo każdy z nas zna z autopsji, to co działo się i nadal dzieje. Ale być może za kilka lat pozwoli ponownie spojrzeć na te wydarzenia i je przemyśleć. 



"Gabrynia" Ewa Szymańska

Dalsze losy rodziny Bąków już na samym początku naznaczone są tragedią. Śmierć Franciszka wywrze duże zmiany na młodej wdowie, która musi teraz sama zaopiekować się czwórką dzieci. Postanawia przyjąć nieoczekiwaną pomoc i wyjść ponownie za mąż, w imię dobra dzieci. Tytułowa Gabriela, od początku bardzo zdolna i pojętna dziewczynka, zaczyna naukę w gimnazjum w pobliskim mieście. Rozwija tam swoje zdolności pisarskie. Młodsza, Weronika, która nie zgadza się z wyborami matki, buntuje się przeciwko światu. Obie dziewczyny przeżywają pierwsze miłosne zauroczenia a także odkrywają swoją seksualność. Codzienne zmagania w jednej chwili zmienia wybuch wojny, który zmusi wszystkich do przewartościowania swoich ideałów. 
Książka wciąga od pierwszych stron, wchodzi się w nią jak w masło i z przyjemnością wraca do bohaterów z "Apolonii". Tym razem historia rozdziela się na większą ilość bohaterów, dzieci Apolonii dorastają i zabierają własny głos w tej historii. Wiele się dzieje, realia ówczesnych czasów przeplatają się z życiem, z wyborami i uczuciami młodych ludzi. Niektóre z nich przyniosą rozpacz, inne będą właściwym wyborem. Autorka pisze historie niezwykle wciągające, od której ciężko się oderwać. Jest to równie dobra lektura jak tomu pierwszego, którego jest bezpośrednim przedłużeniem. Z chęcią poznam zakończenie tej historii i jej bohaterów, których autorka zostawia tuż po końcu II wojny. 



"Szarlatani" Lydia Kang, Nate Pedersen

Ta książka to istne kompendium wiedzy jak NIE LECZYĆ ludzi. Autorzy, pokazując podejście ludzi i jego zmianę na przestrzeni wieków, pokazują bardzo różne, przedziwne i czasami wręcz nieprawdopodobne sposoby, które miały pomagać i leczyć chorych. Rozdziały dzielą się na pierwiastki, rośliny, narzędzia, zwierzęta i tajemne moce, w których to szczegółowo opisywane są różne sposoby na pomoc pacjentom. 
Czytając ten tytuł ma się wrażenie, jakby ówcześni ludzie nie chcieli pomóc swoim pacjentom, a wręcz im zaszkodzić. Niektóre metody leczenia, a także środki, które były do tego używane wywołują obrzydzenie, śmiech i lęk. Często sposoby zabezpieczania się przed chorobami były pustymi życzeniami, które nie miały nic wspólnego z prawdziwym życiem, często też leczenie doprowadzało do szybszej śmierci pacjenta. Upuszczanie krwi, leczenie radem, rtęcią, częściami ciał zwierząt czy prądem to tylko jedne z wielu sposobów, na które wpadali ówcześni ludzie. 
To lektura, która wywołuje wiele bardzo różnych emocji, a jednocześnie zmusza do refleksji, że żyjemy w dobrych, spokojnych czasach. Dobrze, że praktyki, które są w niej pokazane, już raczej nie występują we współczesności, chyba że u prawdziwych szarlatanów. Książka dla każdego, kto interesuje się choć odrobinę medycyną, a także jest ciekawy sposobów, jakie podejmowali lekarze w przeszłości, żeby pomóc ludziom.

"Osiedle odmieńców" Anna Klejzerowicz

Choć rzadko sięgam po kryminały, tutaj postanowiłam jednak spróbować, bo czasem warto odejść od utartych ścieżek. Był to zdecydowanie dobry wybór. 
Na nowo powstałym osiedlu domów jednorodzinnych w pożarze domu ginie cała rodzina, młode małżeństwo z małymi dziećmi. Ta tragedia staje się początkiem dramatycznych wydarzeń, których rozwiązanie próbuje znaleźć policja, ale również Felicja Stefańska, która jest rzecznikiem prasowym gminy i która miała już do czynienia ze śledztwami. Tropy prowadzą do wydarzeń z przeszłości, o których mieszkańcy pobliskiej wioski nie chcą pamiętać. Czy współczesne wydarzenia to zemsta z przeszłości i czy uda się odnaleźć na czas winnych? 
"Osiedle odmieńców" to trzeci tom przygód Felicji Stefańskiej. Choć nie miałam do czynienia z wcześniejszymi tomami, w żaden sposób nie wpłynęło to na odbiór lektury. Książka jest mocna, momentami brutalna, początkowo jest sporo elementów, które idą w kierunku nadprzyrodzonym. Cały czas coś się dzieje i trudno przewidzieć, jak potoczy się dalej akcja. Głowna bohaterka i jej najbliższe otoczenie, to postacie, które dość szybko obdarza się sympatią. Zaskakujące poczucie straty, które kończy tę książkę powoduje, że kończy się lekturę z mieszanymi uczuciami. To nie jest lekki kryminał, gdzie ginie ktoś daleko i mało to czytelnika obchodzi, tutaj śmierć czai się za rogiem i nigdy nie wiadomo, jak skończy się bieżący dzień. 
To była lektura pełna napięcia i pasji, którą czytałam z przyjemnością. Choć moja kryminalna historia jest raczej szczupła, to myślę, że ten tytuł mogę zakwalifikować na górnej półce. Wiele wątków sprawia, że każdy znajdzie tu coś dla siebie.

10/13/2019

PRZEDPREMIEROWO Tylko "Pozwól mi kochać" Ilona Gołębiewska

PRZEDPREMIEROWO Tylko "Pozwól mi kochać" Ilona Gołębiewska

Życie układa się bardzo różnie, choć mamy nadzieję, że uda nam się je poukładać według własnych planów, to zdarza się, że w najmniej oczekiwanym momencie nas zaskakuje, rozpada się jak domek ułożony z kart i zostajemy z niczym. Sława, zaszczyty, pieniądze, podziw... to wszystko możemy stracić w jednej chwili. Czasami wystarczy złe słowo, czasami nasze plany przekreśla choroba, czy inne doświadczenia. Co w takim razie jest najważniejsze w życiu i na co powinniśmy zwracać uwagę? 

Sabina od lat nie dogaduje się z matką, neguje jej wybory, nie może jej wybaczyć przeszłości i swoich samotnych dziecięcych lat. Jej życie jest poukładane i przewidywalne. Kobieta jest najmłodszym w historii profesorem na swoim wydziale, kieruje katedrą i razem z zespołem przeprowadza badania. Do czasu aż zostaje oskarżona o matactwo i korupcję, a media robią z niej winną w sprawie. Uczelnia się odwraca i wysyła na przymusowy urlop. Sabina popada w depresję i nie potrafi poradzić sobie z życiem. Dopiero wyjazd do rodzinnego dworu na Lipowe Wzgórze może zmienić jej postrzeganie świata, pozwoli się wyciszyć i odkryć inne wartości, które są ważne w życiu. A nowo poznane osoby mocno zamieszają z życiu kobiety. 

Książki Ilony Gołębiewskiej od jakiegoś czasu biorę w ciemno, mając świadomość, że historie w nich zawarte sprawią mi dużo radości. Tak samo było i tym razem. Byłam ciekawa jaka tak naprawdę jest Sabina, która przemyka gdzieś na kartach "Podaruj mi jutro", ale nie daje się poznać. Od razu trzeba zaznaczyć, że choć obie książki łączy Lipowy Dwóch są to oddzielne historie, które czyta się bez potrzeby znajomości drugiego tytułu. 

Sabina to kobieta, jak sama o sobie mówi "40+". Zawsze wyprzedzająca fakty, analizująca różne możliwości, działająca na chłodno. A jednak w momencie życiowych problemów emocje biorą górę i kobieta dociera do granicy. 

(...)Sabina, bliska raczej żywiołowi ziemi. Tak jak ziemia jest fundamentem, na którym można wszystko zbudować, tak i Sabina była człowiekiem o solidnych podstawach moralnych, była nieskora do zmiany zdania, stawiała w życiu na jasno określone cele i miała sposoby, którymi do nich dążyła. Ceniąca sobie stabilność i normalne życie, które można rozwijać i pielęgnować w spokoju. Niezawodna, będąca oparciem dla potrzebujących pomocy. Ale zbyt przyziemna, nieco materialistycznie nastawiona, lubiąca mieć pewność, że chociażby się cały świat walił, ona będzie miała dach nad głową i w miarę ułożone życie. Nie lubiła niespodzianek.

Sabina, po trzęsieniu ziemi, które niszczy w posadach wszystko, co było dla niej ważne, musi zacząć od nowa. I ten nowy początek widzi w oderwaniu się od stolicy. Wyjazd w rodzinne strony ma ją wyciszyć i pozwolić na przemyślenia, ale jednocześnie pokazuje jej nowe życiowe ścieżki. Nowo poznane osoby stają się jej bliskie, odkrywa ludzie dobro i opiekę. A wszystko to w codziennym harmidrze w pensjonacie, w którym cały czas goszczą niezwykłe postacie. 

Autorka stworzyła historie, która kilkakrotnie zaskakuje, zmusza do zastanowienia, jak również ciekawi. Niektóre wątki biegną niespodziewanych kierunkach. Pojawiają się tajemnice, zarówno te obecne, jak i dotyczące wielu lat wstecz. A wszystko to przerywane rozprawą w sądzie, gdzie Sabina regularnie się pojawia. 

Ilona Gołębiewska porusza kilka niezwykle ważnych wątków, jak trudne relacje matki i córki, które mają zupełnie inne charaktery. Wspomnienia dzieciństwa, które w dużym stopniu rzutują na obecnych wydarzeniach. Odkrywanie uczuć i pasji, poznawanie ludzi, ich tajemnic i próba pogodzenia się z nimi. Niezwykle ważne jest również rzucanie oskarżeń, które niszczą życie: zawodowe, społeczne... Niewiele trzeba, żeby człowiek został osądzony społecznie, choć nie popełnił żadnego przestępstwa. 

"Pozwól mi kochać" to historia, w której najważniejsi są ludzie. I choć to Sabina staje się główną bohaterką tej historii, to każda postać, która się pojawia jest ciekawa i nietuzinkowa, wnosząca swoją cząstkę w książkę. To dzięki tym postaciom zarówno Dwór na Lipowym Wzgórzu jak i pobliskie miasteczko stają się sympatycznym miejscem, do którego czytelnik chciałby się udać. 

Jak zakończą się wątki, czy Sabina znajdzie spokój w życiu, kim są nowo poznane postacie i jak zmienią życie kobiety. A najważniejsze pytanie, czy relacji Sabiny i Anieli poprawią się? Czy matka i córka znajdą wspólny język, który przez lata oddalał je od siebie? 

Omiotła wzrokiem miejsce, w którym przyszło jej spędzić kilka ostatnich miesięcy. Z dala od wielkiego miasta, od wciąż upominającej się o nią przeszłości i od ludzi, którzy z dnia na dzień z przyjaciół stali się tymi, którzy czekali na jej, chociaż najmniejszy, błąd. To był jej azyl. Tu się zaczęło jej życie i tu wróciła, by uspokoić jego porywisty nurt.

Jeśli nie poznaliście jeszcze twórczości Ilony Gołębiewskiej to dobra lektura żeby zacząć. Jeśli czytaliście choć jedną książkę autorki to wiecie czego się spodziewać. Choć może nie do końca, bo mam wrażenie, że z każdym kolejnym tytułem warsztat Ilony Gołębiewskiej się udoskonala, a historie są bardziej złożone i zaskakujące. Osobiście "Pozwól mi kochać" podobało mi się odrobinę bardziej niż "Podaruj mi jutro". Może dlatego, że bohaterka jest mi bliższa wiekowo? A może wątki były bardziej wciągające. Wiem tylko że ten tytuł wciągnęłam w ciągu jednego popołudnia. A Wam mogę go z czystym sumieniem polecić. 




  • Autor: Gołębiewska Ilona
  • Tytuł: Pozwól mi kochać
  • Cykl: Dwór na Lipowym Wzgórzu
  • Wydawnictwo: Muza
  • Liczba stron: 480
  • Premiera: 16 październik 2019

10/02/2019

Jak zrozumieć "Uwięziony krzyk" Anna Naskręt

Jak zrozumieć "Uwięziony krzyk" Anna Naskręt

Niektóre historie warto poznać. Niektóre historie zmuszą nas do myślenia. Koło niektórych historii nie można przejść obojętnie. Nie zastanawiałam się ani chwili, kiedy dostałam maila z propozycją recenzji tej właśnie książki. Dlaczego? Bo nigdy wcześniej nie spotkałam się na polskim rynku z podobną historią, napisaną przez kobietę która żyje wśród nas. Wierzyłam że po wszystkich przeżyciach, o których przeczytam, na końcu dostanę szczęśliwe zakończenie. Czy tak właśnie jest? I czy życie może zafundować nam takie szczęśliwe zakończenie? 


Tym razem zacytuję słowa autorki, które znajdziecie na okładce: 

Byłam młodą matką, zdrową osobą, pełną energii, która miała plany i marzenia na przyszłość. Wkrótce po rozpoczęciu samodzielnego życia przeszłam udar mózgu. W jednej chwili mój świat się zawalił. Zostałam całkowicie sparaliżowana i zamknięta we własnym ciele. Bez możliwości kontaktu ze światem, choć w nieruchomym ciele wciąż działał sprawny mózg.
Uwięziony krzyk to moja opowieść o człowieczeństwie, kobiecości i psychice. O bezkresnej beznadziei, której nie dałam się pochłonąć, a także o małych sukcesach, mojej nieustannej ochocie na życie i radości z tego, co mam.
W najstraszniejszych chwilach rodzice i siostry opiekowali się mną jak niemowlęciem. Czas płynął powolutku… Minęło wiele lat, zanim znowu stanęłam na własnych nogach. Później pojawiła się miłość.
To książka o potyczkach z losem, skrajnych emocjach i codziennych zmaganiach osoby niepełnosprawnej, która mimo choroby chce normalnie żyć.
To także historia mojego osobistego, największego w życiu zwycięstwa.

Niezwykle trudno czyta się tę historię, która wywołuje całą gamę uczuć. Jeszcze trudniej zdystansować się i napisać recenzję, a raczej opinię o tym tytule. Myślę, że jest to jedna z tych pozycji, którą ciężko oceniać pod względem stylu czy bohaterów. Tutaj najważniejsza jest historia, którą napisało samo życie. I to, że ta historia ujrzała światło dzienne jest niezwykle ważne. 

Pani Anna podjęła się po latach napisania historii swojej choroby, a także zmagań się z następstwami, które po sobie zostawiła. Udar w wieku 24 lat, to dla większości z nas rzecz nie do pomyślenia. A jednak wydarzył się i zmienił życie nie tylko autorki, ale także całej jej rodziny. Pokazał na kogo może liczyć, a na kogo nie. Dziś mija 19 lat, ale bohaterka nie stała się całkowicie zdrową osobą, choć to jak bardzo walczyła i walczy ze swoimi ograniczeniami jest czymś niezwykłym i momentami niewyobrażalnym. 

Autorka postanowiła cofnąć się do lat szkolnych, żeby pokazać jaką osobą była i dzięki temu uwidoczniła jeszcze bardziej kontrast, który pojawił się po udarze. Pani Anna pisze prosto i wyraźnie. Nie stara się ubrać czegoś w lepsze słowa czy zamieść pod dywan. To sprawia, że wszystko, o czym się czyta staje się niezwykle realne. 

Po raz pierwszy możemy choć trochę poznać spojrzenie osoby chorej, która trafiła do szpitala. Osoby całkowicie nieruchomej, której ciało odmówiło współpracy. Osoby, która myśli całkowicie normalnie i nie rozumie, dlaczego inni nie mogą tego zrozumieć. Nie mogę powiedzieć, że weszłam w skórę autorki, bo to nie możliwe, ale na pewno dzięki tej książce miałam możliwość poznać chorobę od drugiej strony. I chyba po raz pierwszy zrozumiałam, że to że ktoś nie potrafi mówić, albo robi to po swojemu, nie potrafi chodzić albo ma inne problemy ruchowe, nie znaczy wcale, że wewnętrznie, umysłowo jest całkowicie zdrowy, albo może taki być, choć ciężko mu to przekazać. 

To że autorce po początkowym bezwładzie ciała udało się wrócić do życia, choć do końca będzie ono naznaczone przeżytym udarem, jest dowodem niezwykłego hartu ducha i walką do końca. 

Autorka zaznacza, że po udarze, podczas powrotu do sprawności zdobyła bardzo dużą wiedzę o mózgu człowieka, jego poszczególnych częściach i tego jak pracują. I pokazała, że do dziś nie wiemy do końca jak on pracuje. 

Podczas tej lektury pokazane są również losy bohaterki w szpitalach, różnych ośrodkach rehabilitacyjnych, a także spotkania z prywatnymi rehabilitantami. Bardzo różne osoby się tam przewijają, od tych pomocnych, które traktują chorego jak zwykła osobę, po osoby które za nic mają pacjentów, którymi przyszło się ich opiekować. Aż dziw bierze, że takie osoby zostały w ogóle dopuszczone do kontaktów z pacjentami. 

Wiele można pisać o tej książce, wzbudza ona niezwykle wiele emocji, wiele przemyśleń, które nie pozwalają się z nią rozstać po skończonej lekturze. To książka, którą każdy z nas powinien poznać: żeby choć w małym stopniu zrozumieć osobę, której w ciągu kilku sekund zmieniło się całe życie. I odkryć, jak bardzo jest ona silna, wbrew wszystkim przeciwnościom. 






  • Autor: Naskręt Anna
  • Tytuł: Uwięziony krzyk
  • Wydawnictwo: Muza
  • Liczba stron: 312
  • Premiera: 18 wrzesień 2019

Copyright © 2014 Książkowe Wyliczanki , Blogger