Pokazywanie postów oznaczonych etykietą konie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą konie. Pokaż wszystkie posty

9/15/2019

PRZEDPREMIEROWO Pędź "Galopem po szczęście" Justyna Bednarek & Jagna Kaczanowska

PRZEDPREMIEROWO Pędź "Galopem po szczęście" Justyna Bednarek & Jagna Kaczanowska

Historia syna marnotrawnego może wzburzać wiele emocji. Zawsze słuchając tej przypowieści jest mi szkoda tego drugiego, który zawsze był przy ojcu i czuje się poszkodowany. Ale czy to nie szczęście, że dziecko wraca do rodzica? Skruszone? Pragnące zatrzeć swoje błędy i na nowo stać się częścią rodziny? Czytając "Galopem po szczęście" przez dużą część czasu miałam wrażenie, że biblijna przypowieść może być inspiracją do tej historii. Bo oto wraca marnotrawna córka. Z podkulonym ogonem, bez środków do życia, zgina kark przed rodzicami, pragnąć zacząć od nowa. I jest ta druga siostra, zawsze wspierająca, a jednak zawsze trochę pomijana. Poznajcie ich historię. 

Basia ma 39 lat, kiedy wraz z dorastającą córką wraca rozklekotanym samochodem do domu rodziców. Wraca do zapomnianego przez Boga i ludzi Jędrzejowa Podlaskiego, skąd uciekła zaraz po maturze do Warszawy. Kobieta jest niezmiernie nieszczęśliwa i nie może pogodzić się z sytuacją w której się znalazła. Nowy start dla Basi, to również nowy start dla jej córki, 15-letniej Karoli, która dotąd chodziła do najlepszych warszawskich szkół. Ale również rodzina musi pogodzić się z sytuacją, a to nie należy do łatwych zadań. A w tym wszystkim są konie, całe stada koni, bo przecież stadnina jest tuż za rogiem. 

W końcu mam bohaterkę, która wzbudza we mnie wiele emocji, w dużej mierze negatywnych. Normalnie ta kobieta mnie strasznie irytuje. Wraca do rodziców, ale cały czas narzeka na ten mały świat, na tą wiochę, w której znów przyszło jej żyć. Czuje się kimś lepszym, bo wyrwała się z tego światka i zrobiła karierę. Okazuje się jednak, że autorki po raz kolejny zrobiły mi psikusa, bardzo powoli odkrywając karty przeszłości bohaterki, wraz z którymi zmienia się podejście do niej. 

Ta historia łączy w sobie bardzo wiele wątków. Równie istotną postacią w książce jest siostra Basi - Anka. To ona wiernie trwa przy rodzicach i swojej rodzinie, starając się być perfekcyjną panią domu, a z każdym rokiem coraz bardziej pogrążając się w rozpaczy i początkach alkoholizmu. Bardzo trudny wątek, pokazujący że każdy z nas może się potknąć, próbując znaleźć zapomnienie w używkach. I nie pozwalając sobie pomóc. Powrót Baśki, która zawsze była oczkiem w głowie rodziców, tylko potęguje problemy młodszej siostry. 

Autorki bardzo sprytnie przeniosły pewnych bohaterów z cyklu "Ogrodu Zuzanny". Taki mały uśmiech w stronę czytelników, a okazało się że bez nich ciężej byłoby pokazać pewne wątki. Bo w tej książce relacje siostrzane są niezwykle istotne. Nie tylko Baśka-Anka mają z nimi problemy. Są tu również pewnie zaszłości, których prawie nie da się naprawić, a nowe życie, które stało się udziałem niektórych bohaterów zrywa z ich poprzednim. 

Nowy start, nowy początek. To jedna z ważniejszych kwestii, która przebija się przez karty tej historii. Wiele osób zaczyna od nowa, czy to odbijając się od dna, czy przeprowadzając w nowe miejsce na ziemi, czy też znajdując swoje powołanie. Historia, jak to przy pisarkach, łączy ze sobą wiele postaci, a każda z nich niesie swój bagaż doświadczeń i przeszłości. Ale możliwość nowego początku jest niezwykle ważną kwestią.


Nie byłam pewna, czy zupełnie nowa historia będzie równie ciekawa jak ta zawarta w trylogii "Ogród Zuzanny", a jednak przeniesienie akcji z podwarszawskiej miejscowości na Podlasie było wspaniałym zabiegiem. Niezwykle istotnym miejscem jest stadnina koni, której dyrektorem jest ojciec Baśki. Przez większość czasu miałam wrażenie, że czytam o Janowie Podlaskim i stadninie, którą miałam okazję zwiedzać. Konie są bowiem równie istotnymi bohaterami, które wywarły i wywierają duży wpływ na rodzinę głównej bohaterki. 

"Galopem po szczęście" to świetna historia, niosąca istotne przesłania życiowe, pokazujące poważne problemy, a to wszystko ubrane w język, który sprawia, że książkę czyta się jednym tchem. Wywołuje wiele emocji, bohaterowie nie są jednobarwni, a ich decyzje nie raz wywołują frustrację. Wszystko osadzone w pięknym podlaskim klimacie, w otoczeniu koni. Jak dla mnie historia idealna, czekam na więcej, mam nadzieję, że autorki zdecydują się na kontynuację. 



  • Autor: Bednarek Justyna, Kaczanowska Jagna
  • Tytuł: Galopem przez szczęście
  • Wydawnictwo: WAB
  • Liczba stron: 432
  • Premiera: 18 wrzesień 2019

9/06/2017

Kim są "Czarodzieje koni" Krzysztof Czarnota

Kim są "Czarodzieje koni" Krzysztof Czarnota


Są ludzie, którzy nie potrafią wyobrazić sobie życia bez koni, jest ono dla nich niekompletne i puste. Niektórzy są w stanie spełnić swoje marzenia i spędzać czas wraz z tymi zwierzętami, innym nie jest to dane. Krzysztof Czarnota swoją przygodę z końmi rozpoczął już jako człowiek dorosły. Kilkanaście lat temu napisał na ten temat "Niosącą radość", książkę, którą miałam okazję czytać. Opowiada ona o przemianie człowieka, współczesnego pracownika korporacji, w miłośnika koni, wiejskiego życia i czerpania przyjemności z małych radości. Po kilkunastu latach (w międzyczasie pojawiło się kilka innych książek) autor popełnił "Czarodziei Koni". O czym opowiada ta historia?

4/18/2015

Maggie Steifvater - "Wyścig śmierci"

Maggie Steifvater - "Wyścig śmierci"
Dane techniczne:

Autor: Stiefvater Maggie
Tytuł: Wyścig śmierci
Tytuł oryginalny: The Scorpio Races
Tłumaczenie: Małgorzata Fafel
Wydawnictwo: Wilga
Liczba stron: 504
Premiera: 3 październik 2012
Gatunek: literatura młodzieżowa/fantastyka


Na początku zaznaczam - wiem, że barwinka również czytała tę książkę (kupiłyśmy ją niemal w tym samym czasie w swoich Biedronkach), i wiem, że napisała recenzję, jednak jej nie czytałam, żeby się nie sugerować. Jeśli coś w mojej będzie zbieżne z jej przemyśleniami, to dlatego, że po prostu podobnie odebrałyśmy tę książkę. :) Zapraszam do lektury!


Istnieją miejsca na świecie, które, choć pozornie odcięte od "wielkiego świata", są jednak od niego uzależnione. Wszyscy znamy kraje, których lwia część przychodów płynie z turystyki, a przyjezdnych przyciąga jedna, lub kilka słynnych atrakcji. Takim miejscem jest w tej książce Thisby, mała wysepka otoczona kapryśnym, ale i magicznym oceanem. Oceanem, który potrafi mieć humory, który potrafi dać wyżywienie w postaci ryb, ale i rodzi bestie, które czynią wyspę niepowtarzalną - each uisce, potwory przyjmujące ciała zbliżone do koni, i przez to nazywane końmi wodnymi. Pochwycenie takiego konia to jednocześnie przekleństwo i szansa na sławę. Każdego roku bowiem, w listopadzie, odbywa się na Thisby Wyścig Skorpiona. Wyścig Śmierci. Jedyną zasadą w nim jest, by przeżyć i przy okazji dotrzeć do mety, najlepiej będąc pierwszym. To właśnie to wydarzenie przyciąga tłumy turystów, a na wyspie już na kilka miesięcy przed rozpala wyobraźnię, przy okazji dając buchalterom zajęcie.

W tej scenerii poznajemy dwójkę głównych bohaterów. Ona - Kate "Puck" Conolly, i on - Sean Kendrick. Oboje mają stawki, które pchają ich do udziału w wyścigu. Wiedzą, że drugie miejsce nie wchodzi w grę, i żadne z nich nie dopuszcza myśli o przegranej. 
Poznajemy również kilka dobrze zarysowanych, wzbudzających emocje postaci pobocznych. Na tyle dobrze, że gdy przychodziło do scen z niejakim Muttem Malvernem, miałam ochotę rzucać książką o ścianę. Była to postać tak pyszałkowata, okrutna i głupia, że - aż wstyd się przyznać - cieszyłam się z losu, jaki go spotkał pod koniec książki. Zasłużył.

Poza galerią postaci, mamy również i wątek, który czyni lekturę coraz bardziej interesującą w miarę przewracanych kartek - między Puck a Seanem rodzi się uczucie. Jeśli ktoś się krzywi w tym momencie, to może odetchnąć. Autorka oszczędza czytelnikowi tanich chwytów emocjonalnych, ogranych tekstów i ckliwości właściwych romansidłom za dychę. Nie pada tu nawet ani razu słowo "kocham". Jest za to jakaś magia. Tej dwójce zależy na sobie bardziej niż na zwycięstwie. Najmocniej da się to odczuć w trakcie wyścigu.


Dość długo mi się zeszło z tą książką, ale jak już się wzięłam w garść, poszła szybko. Gatunkowo nie pozwala się jednoznacznie zaszufladkować, i to sprawia, że oceniam ją bardzo pozytywnie. Czyta się doskonale. Jest napisana plastycznym i prostym językiem, ale to stanowi o jej uroku. Nie ma filozoficznych zawiłości, ale nie karmi czytelnika tandetą. Polecę każdemu, kto lubi multigatunkowość i szuka wciągającej, lekkiej książki, ale przy okazji nie do końca oczywistej.



Ciekawostka - each uisce to nie jest jedynie wymysł autorki. Przeciwnie, zaczerpnęła ona motyw koni wodnych ze starych, szkockich wierzeń. Według nich each uisce jest potworem zmiennokształtnym, który wychodząc z morza może przybrać postać podobną do konia, kucyka, przystojnego mężczyzny lub ogromnego ptaka. Jeśli jest to forma konia, jeździec jest względnie bezpieczny tylko na lądzie. Jeśli istota ta zostanie przyciągnięta z powrotem do wody, z której przyszła, wciąga ze sobą swoją ofiarę i rozszarpuje ją.

2/22/2015

"Wyścig śmierci" Maggie Stefvater

"Wyścig śmierci" Maggie Stefvater
Dane techniczne:

  • Autor: Stiefvater Maggie
  • Tytuł: Wyścig śmierci
  • Tytuł oryginalny: The Scorpio Races
  • Tłumaczenie: Małgorzata Fafel
  • Wydawnictwo: Wilga
  • Liczba stron: 504
  • Premiera: 3 październik 2012
  • Gatunek: literatura młodzieżowa/fantastyka


Jest coś w tych istotach, co mnie przyciąga i choć nigdy nie posiadałam własnego, a moja nauka jazdy skończyła się na 2-3 lekcjach, to nadal marzy mi się alby w przyszłości mieć własnego albo i cała stadninę - mowa oczywiście o koniach. Książki, które traktują o tych zwierzętach, bez względu na swoją wartość, od razu zyskują u mnie parę punktów więcej. Dla koni bez zastanowienia kupiłam "Wyścig śmierci", jak zwykle nie zwracając uwagi na autorkę, która okazała się mi znana, napisała w końcu trylogię "Drżenie", o której trochę miałam okazję poczytać. 
"Jest pierwszy listopada, więc ktoś dzisiaj umrze" 
Sean Kendrik od lat zajmuje się końmi, pracuje w stadninie i startuje w Wyścigu Skorpiona. Jest czterokrotnym zwycięzcą tego szalenie niebezpiecznego wyścigu. W tym roku stawka jest wysoka, musi zająć pierwsze miejsce, żeby spełnić swoje marzenie. "Puck" Connolly jest sierotą, wychowującą się z dwójką braci. Jej nagła decyzja o wzięciu udziału w wyścigu wszystkim wydaje się szalona, żadna kobieta nigdy nie próbowała w nim swoich sił. Stawka wygranej jest niesamowicie wysoka i dlatego dziewczyna stawia wszystko na jedną kartę. 
Wyścig jest jak bitwa. Chaos koni, ludzi i krwi. Najszybsi i najsilniejsi, którzy pozostali po kilku tygodniach przygotowań na piasku. To morska woda na twarzy, śmiercionośna magia listopada na skórze, to również prędkość. To życie, to śmierć albo jedno i drugie, i nic innego nie może się z tym równać.
Autorka pokusiła się o własną interpretację legend o koniach morskich, które wywodzą się z mitologii celtyckiej i irlandzkiej. "Podobało mi się wiele szczegółów tych mitów: konie pojawiały się w listopadzie, żywiły się mięsem, a zwabione w głąb lądu, stawały się najwspanialszymi wierzchowcami, jakie tylko można było sobie wyobrazić... dopóki znowu nie zbliżyły się do słonej wody"*

Jest to książka z gatunku literatury młodzieżowej, dlatego zabierając się za lekturę byłam dość sceptyczna. Miałam wrażenie, że będzie to lekka i przyjemna opowieść o nastolatkach i ich pasjach. Wraz z każdą koleją przeczytaną stroną moje podejście się zmieniało, w końcu wsiąkłam w tę historię i nie mogłam się oderwać. 

Historia rozgrywa się na małej wyspie, która wydaje się oderwana od reszty świata. Choć przybywają na nią goście z różnych części świata nam znanych, to Thisby rządzi się własnymi prawami. Mieszkający tam ludzie albo kochają to miejsce albo go nienawidzą. Ci drudzy bardzo szybko wynoszą się na stały ląd. Reszta jest zakochana w ziemi, morzu, rybach, koniach i eich uisce. Te ostatnie stworzenia - konie wodne - sprawiają, że wyspa jest tak niebezpiecznym miejscem. W czasie burz, sztormów wychodzą z morza i pożerają wszystko, co nawinie się im nawinie. Konie wodne to stworzenia przypominające dobrze nam znane konie jednak piękniejsze, zwinniejsze i szybsze - co każe ich pożądać. Jednak to, że żywią się mięsem - owcy, krowy, drugiego konia, czy też człowieka - jak również niemożność ich oswojenia, sprawiają, że są jednocześnie nienawidzone. 
Eich uisce rzuciły się galopem po plaży, sprzeczając się i wierzgając, strząsając pianę z grzyw i Atlantyk z kopyt. Krzyczały do tych, które pozostały w wodzie, a ich lament sprawił, że dostawałem gęsiej skórki. Konie wodne były szybkie i śmiercionośne, dzikie i piękne. Giganty. Połączenie wyspy i oceanu. Wtedy właśnie je pokochałem.
Co roku na początku listopada odbywa się niezwykły wyścig - Wyścig Skorpiona - w czasie którego miejscowi mężczyźni, którzy odważą się zaryzykować, ścigają się na eich uisce. Wiele osób ginie w trakcie przygotowań jak również podczas samego wyścigu. Nieliczni docierają do mety, a zwycięzca zdobywa dużą nagrodę pieniężną oraz rozgłos i sławę.

Głównymi postaciami "Wyścigu śmierci" są Sean i Puck, którzy z różnych przyczyn zamierzają wziąć udział w tym wyścigu. Historie poznajemy z ich punktu widzenia, autorka zdecydowała się na narrację pierwszoosobową na przemian oddając głos każdemu z bohaterów. Język jest plastyczny, składający się z krótkich zdań, mocnych i wyrazistych. 


Z kart tej historii wyłaniają się dwie postacie, które równie mocno kochają konie, Puck ma Dove, zwykłego konia, z którym dorastała. Jest w stanie zrobić dla niej wszystko, kocha ją bezgranicznie. Najpiękniejszy związek łączy jednak Seana i jego konia morskiego Corra. Chłopak jako jeden z nielicznych potrafi nawiązać kontakt ze swoim koniem, nie jest on dla niego potworem ale ukochanym stworzeniem. Bardzo niebezpieczne jest podchodzenie do each uisce, nawet jeśli wydaje się on "oswojony", bo w ciągu jednej chwili może on pozbawiając człowieka sporej części ciała, zabić. Sean potrafi zrozumieć Corra, myśli o tym, co dla konia jest najważniejsze, zachowuje odpowiedni dystans nie będąc jednocześnie przerażonym. Chłopak od dzieciństwa pracuje w stajni, zajmując się końmi i eich uisce. Przez wiele lat nauczył się je rozumieć. Autorce udało się oddać uczucie między Seanem a jego koniem w sposób bardzo plastyczny, przemawiający do czytelnika, mocno poruszający.

Sean stoi na brzegu, wpatrzony w morze. Na jego twarzy maluje się ciekawość i tęsknota, jakby on też chciał dać susa do oceanu i odpłynąć. Wtedy właśnie przychodzi mi do głowy, że to dlatego Norman Falk poprosił Seana o przyjście. Nie dlatego, że tylko on mógł przeprowadzić ten rytuał, ale dlatego, że Sean Kendrick, ze wzrokiem utkwionym w morzu, jest symbolem wyścigu, nawet gdyby żadna gonitwa nigdy się nie odbyła. Jest pamięcią o tym, co eich uisce oznaczają dla tej wyspy, mostem łączącym miejsce, w którym stoimy, z tą częścią Thisby, której wszyscy pragniemy, a nie możemy dotknąć.
Puck i Sean są osobami zamkniętymi w sobie, twardymi, walczącymi o swoje. Nie potrafią okazywać emocji drugiemu człowiekowi, całym sercem kochają swoje ukochane stworzenia. Oczywiście nie mogło obyć się bez wątku romansowego, jednak nie jest to główny motyw, uczucie między bohaterami rozwija się powoli, pozwala im się otworzyć, ale nie uwarunkowuje akcji.


Autorka stworzyła historię piękną ale jednocześnie mroczną. Jest tu dużo śmierci, lęku i strachu a jednocześnie uczucie oddania i zrozumienia. To co wyłania się z kart powieści to poczucie wolności, wiatr we włosach, pęd i radość. Dla mnie chwile lektury były niesamowicie wciągające, momentami wzruszające, z nutką grozy. Jeśli we wszystkich swoich książkach autorka potrafiła zawrzeć taką gamę uczuć, na pewno będzie to początek mojej przygody z Maggie Stiefvater.

* posłowie od Autorki

Pierwsze wrażenia: wzruszenie, niepokój, radość, złość, żal, wolność.


Książka bierze udział w wyzwaniu: Kiedyś przeczytam i Czytam fantastykę III

5/09/2014

"Siły ciemności" Nora Roberts

"Siły ciemności" Nora Roberts

Dane techniczne:
  • Autor: Roberts Nora 
  • Tytuł: Siły ciemności
  • Tytuł oryginalny: Dark Witch
  • Seria: Rodzina O'Dwyer
  • Tłumaczenie: Xenia Wiśniewska
  • Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
  • Liczba e-stron (epub): 314
  • Premiera: 11 marca 2014
  • Gatunek: romans, fantastyka


Kto nie kojarzy nazwiska Nory Roberts? Autorka ma bardzo bogatą bibliografię, osobiście kojarzę ją z romansami, choć słyszałam że pisze również inne gatunki. Dwa lata temu miałam okazję zapoznać się z jej twórczością przez "Wzburzone fale". Ostatnio wpadła mi w oko nowo-wydany pierwszy tom trylogii - "Siły ciemności", opowiadający historię rodziny, na której ciąży swego rodzaju klątwa.

Iona nie czuje się spełniona w życiu, nie może się odnaleźć, dlatego postanawia wrócić na ziemie przodków, do Irlandii, gdzie mieszka jej daleka rodzina. Nawiązuje kontakt z kuzynostwem, zaczyna pracować w stadninie, bo konie kocha i rozumie. I poznaje mężczyznę, który zawładnął jej sercem. Ale w tym wszystkim pojawia się mroczna siła, która chce zniszczyć jej rodzinę, pradawna magia nadal rządzi na tych ziemiach. 


Nigdy nie czytałam romansu połączonymi z wierzeniami pierwotnymi - magią, czarownicami. No dobrze, jak byłam nastolatką pochłonęłam całą "Sagę o Ludziach Lodu" Margit Sandemo, ale tamte książki nigdy nie były dla mnie romansem - sagą rodzinną, fantastyką a dopiero gdzieś potem pojawiał się romans. Tutaj natomiast autora zafundowała połączenie pół na pół - romans z fantastyką. Już od pierwszej strony pojawa się dużo magii - bohaterka zaczyna uczyć się władać swoimi mocami czarownicy, co ją nie dziwi, bo uświadamiałą ją w tym babcia przez wiele lat. Jej kuzynostwo - Branna i Connor od dzieciństwa znają swoje moce i przeznaczenie. Wiedzą, że w końcu we trójkę przyjdzie im się zmierzyć z mroczną siłą, która od wielu pokoleń chce odebrać im magię. Oprócz tej trójki poznajemy troje blisko zaprzyjaźnionych z nimi ludzi - Mearę, Fina i Boyla. Towarzystwo trzyma się razem przez całe życie, a teraz dołączyła do nich Iona. 

Niestety mimo dobrych chęci książka sprawiła mi dużo zawodu.

Prolog, który przedstawia wydarzenia z XIII wieku bardzo mocno kojarzył mi się z wyżej wspomnianą "Sagą...". Wydarzenia współczesne również mnie nie przekonały - Iona "co w sercu to na języku" kojarzy mi się z Alice Cullen ze Zmierzchu - chochlik, niska, blondynka z krótką fryzurką. Pewnie czytam za dużo książek, ale oprócz porównań jest parę innych rzeczy, które mnie denerwowały.
Iona od razu po przybyciu do Irlandii odwiedza kuzynów, których w życiu nie widziała, co więcej nie zapowiadała się że przyjedzie, a oni bez jednego słowa przyjmują ją pod swój dach. Bohaterka ze względu na swoje powiązania magiczne świetnie dogaduje się z końmi i właśnie w stadninie poznaje miłość swojego życiu. Od pierwszego spojrzenia mężczyzna robi na niej wrażenie, może nie myśli, że to miłość, ale na pewno oczarowanie, które zresztą w miłość zmienia się bardzo szybko. Jeśli chodzi o Boyla, to dziewczyna też robi na nim wrażenie i szybko się do siebie zbliżają. Potem już są ze sobą właściwie przez całą książkę. Oczywiście pojawia się nieporozumienie, zranione uczucia, ale w sumie nie ma większych wzlotów i upadków. Akcja dąży do spotkania ze złą siłą, która jest finałem tego tomu.
O błędach mniejszych lub większych można by pisać dużo. Wiem jakie pary pojawią się w drugim i trzecim tomie serii, więc chyba nie ma sensu po nie sięgać.

Są jednak i plusy. Język sprawił, że wciągnęłam się w tą historię. Mimo, że cały czas na nią psioczyłam, to w pewnym momencie uroniłam łezkę. Bohaterowie mi się podobają, mają swoje tajemnice, choć są osobami, które da się lubić. Ciekawym zabiegiem było połączenie losu każdego z trójki kuzynostwa z konkretnym zwierzęciem. Szkielet tej historii jest ciekawy i można by go dobrze rozwinąć, co się niestety nie udaje. 

Książka ma dużo minusów, największym z nich jest przewidywalność, zarówno jeśli chodzi o relacje między bohaterami, jak i wątek magiczny. Połączenie tych gatunków nie wyszło autorce na dobre, bo niestety żaden nie jest dopracowany i przez to oba są nieciekawe.
Co najlepsze doczytałam się, że jest to bestseler New York Timesa o.O. Nie wnikam, kto tam dokonuje wyborów. 

Podsumowując zawiodłam się na tej pozycji. Wiem, że romans nie jest wymagającym gatunkiem, ale jakiś poziom powinien trzymać. Nie mam zamiaru rezygnować z dalszego poznawania pisarstwa autorki, choć z tą serią się raczej nie zetknę. 

Copyright © 2014 Książkowe Wyliczanki , Blogger