środa, 6 września 2017

Kim są "Czarodzieje koni" Krzysztof Czarnota



Są ludzie, którzy nie potrafią wyobrazić sobie życia bez koni, jest ono dla nich niekompletne i puste. Niektórzy są w stanie spełnić swoje marzenia i spędzać czas wraz z tymi zwierzętami, innym nie jest to dane. Krzysztof Czarnota swoją przygodę z końmi rozpoczął już jako człowiek dorosły. Kilkanaście lat temu napisał na ten temat "Niosącą radość", książkę, którą miałam okazję czytać. Opowiada ona o przemianie człowieka, współczesnego pracownika korporacji, w miłośnika koni, wiejskiego życia i czerpania przyjemności z małych radości. Po kilkunastu latach (w międzyczasie pojawiło się kilka innych książek) autor popełnił "Czarodziei Koni". O czym opowiada ta historia?

Historia opowiada o Wojtku, który od lat zajmuje się układaniem koni arabskich. O tajemniczej opowieści i jeszcze bardziej niezwykłym odkryciu starego sioła. O pewnym pamiętniku i ukraińskim atamanie. O starych magnackich rodach i ich miłości do koni, a także o czarodziejach koni, którzy potrafili czytać w tych zwierzętach jak w otwartej księdze.

Ponad dziesięć lat temu zupełnie przypadkiem trafiłam na pierwszą książkę autora. Pewnie gdyby nie przypadek, nigdy bym się nią nie zainteresowała, gdyż swoją niewielką objętością nie przykuwa uwagi. Wiele bym też straciła, bo mimo że minęło tyle lat, to utkwiła mi w głowie do dziś. Historia przemiany przeciętnego człowieka, pracoholika, który myśli o imprezach i upojnych nocach była tam dziełem przypadku, a może celowego działania losu. 
Tym razem zabierając się za "Czarodziei koni" miałam wrażenie, że znów spotkałam się z bohaterem tamtej książki po kilkunastu latach. I tak jest w istocie bo Wojtek, bohater tej książki to jednocześnie bohater "Niosącej radość". Jest on obecne szczęśliwym posiadaczem domku i stadniny koni arabskich, gdzie zajmuje się ich szkoleniem, oswajaniem a czasami pracuje z bardzo trudnymi przypadkami koni skrzywdzonych przez ludzi. 


Historia, którą poznać można w obecnej ksiażce opowiada o koniach i ludziach, którzy z nimi żyli. Wojtek zaczyna czuć wypalenie, bo mimo że zajmuje się tym co kocha pojawia się moment, kiedy nie ma już chęci, czuje się znużony. Oczywiście kocha konie, ale codzienna praca z nimi przestaje sprawiać mu przyjemność. To wtedy znajomy opowiada mu historię o przedwojennym atamanie, a po poszukiwaniach trafia do niego jeden z zostawionych przez niego rzeczy. Wojtek postanawia dowiedzieć się więcej o tej postaci, zaczyna podróżować na Ukrainę, odnajduje miejsca, gdzie znajdywały się stare dwory magnackie i przytacza historię Wacława Rzewuskiego, Juliusza Dzieduszyckiego, Juliusza Kossaka i innych. To oni sprowadzali na ziemie dawnej Rzeczypospolitej wspaniałe konie z pustyń arabskich, tworzyli stadniny koni, których potomkowie do dziś są czempionami. 

Książka bardzo dużo zyskuje na języku, lekkim, gawędziarskim, dzięki któremu kolejne kartki historii przepływają z przyjemnością. Wśród historii koni i koniarzy cały czas pojawia się wątek tajemniczego atamana, który w końcu udaje się rozwiązać i który wprawia w zdumienie bohatera. Zastanawiam się jak wiele z tej historii ma swoje źródło w życiu, a ile z tego to wymysł pisarski. Z chęcią zdobyłabym odpowiedzi na te pytanie. 

Czarodzieje koni to historia dla każdej osoby, dla której konie są bliskie. To wciągająca historia, w której pojawia się gawędziarski styl i wielka miłość do koni arabskich. Historię magnackich rodów, wielkich stadnin, a także poszukiwania tajemniczego atamana i odkrywanie swoich korzeni. Warto poznać ją bliżej. 


Za możliwość spędzenia miłych chwil w tym towarzystwie dziękuję: 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję za każdy zostawiony komentarz.