Pokazywanie postów oznaczonych etykietą książki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą książki. Pokaż wszystkie posty

4/25/2018

Warszawskie Targi Fantastyki, wiosna 2018 - relacja

Warszawskie Targi Fantastyki, wiosna 2018 - relacja
W tym  roku byłam na Warszawskich Targach Fantastyki, które odbywały się w dniach 17/18 marca w Domu Towarowym Braci Jabłkowskich. To już trzecia edycja tej imprezy, skierowanej do fanów wszelkiego rodzaju fantastyki. 
Na jesieni, kiedy odbywała się druga odsłona tej imprezy, również udało mi się dotrzeć, mam więc możliwość nie tylko zrelacjonowania obecnej edycji, ale porównać ją również z ubiegłorocznym wydarzeniem.
Może najpierw o miejscu: ostatnie dwie odsłony Targów miały miejsce na ulicy Brackiej, w dawnym Domu Towarowym Braci Jabłkowskich. To miejsce, które warszawiacy znają również z innego przeznaczenia. Kilka-kilkanaście lat temu w tym budynku mieściła się niezwykle klimatyczna księgarnia Traffic. Sama, będąc na studiach, bywałam tam przynajmniej kilka razy w tygodniu.  
Budynek ma 4 piętra, które zostały wykorzystane na Targi. Na paterze, oprócz sprzedaży biletów i szatni, znalazła się strefa gastronomii. Piętro pierwsze i część drugiego zajmowały wszelakie stoiska, gdzie można było kupić różne ciekawe przedmioty. Na drugim piętrze znalazła się również strefa gier oraz Kids Zone. Tam też zaproszeni autorzy pełnili swoje dyżury. W podziemiach natomiast można było wziąć udział w Torze Taktycznym, stworzonym przez grupę Nocarz.pl.

3/12/2016

Ujmujący "Wyjątkowy rok" Thomas Montasser

Ujmujący "Wyjątkowy rok" Thomas Montasser
Książki z wartką akcją, inspirującymi bohaterami i wspaniałym tłem porywają nas podczas lektury, sprawiają, że nie możemy się od nich oderwać, a po skończeniu nadal przeżywamy przygody, nie potrafiąc wyrwać się z przedstawionego świata. Są jednak również takie pozycje, które umożliwiają nam się wyciszyć, zwolnić, smakować słowa i zachwycać się wspaniałym stylem pisarskim. Do tego typu lektur należy "Wyjątkowy rok", książka niezbyt długa, odkrywająca czas słowa pisanego. 

10/28/2015

WYNIKI KONKURSU! "Magik" Magdalena Parus

WYNIKI KONKURSU! "Magik" Magdalena Parus
Przyszła pora na wyniki konkursu, w którym do wygrania był egzemplarz książki "Magik" Magdaleny Parus z autografem autorki. 

Zadanie, które przed Wami postawiłam nie było trudne, choć z pewnością wymagało trochę wysiłku, żeby wyrazić swoje zdanie. Niestety nie wszyscy do końca wywiązali się z zadania. Pytanie dotyczyło krajów europejskich a w odpowiedziach pojawiły się Stany Zjednoczone ;) Zdarzyły się również niepełne odpowiedzi, gdzie brakowało drugiej części, czyli za czym tęsknilibyście wyjeżdżając z Polski. 

W sumie w konkursie udział wzięło 16 osób, poniżej znajdują się kierunki i kraje, do których mielibyście emigrować, brałam pod uwagę konkretne kraje, które podaliście. Nikt nie pomyślał o naszych zachodnich sąsiadach, za to sporo osób wyjechałoby na południe Europy - do ciepłych krajów, albo na północ - kontemplować piękne widoki. 

10/15/2015

19 Międzynarodowe Targi Książki w Krakowie - Już za tydzień!

19 Międzynarodowe Targi Książki w Krakowie - Już za tydzień!

Już za tydzień zaczynają się Międzynarodowe Targi Książki w Krakowie czyli, 


7/16/2015

"Całodobowa księgarnia pana Penumbry" Robin Sloan

"Całodobowa księgarnia pana Penumbry" Robin Sloan




















Książki! Księgarnia! Tajemnicza księgarnia! Księgarnia czynna 24 godziny na dobę! Czy taki opis nie skusiłby Was po zapoznanie się z tym tytułem? Musze przyznać, że każda historia, która opisuje w jakiś sposób świat książek ma u mnie na początku duży kredyt zaufania. Tak było i tym razem, zabrałam się za lekturę z radością. Ciekawa byłam tajemnicy ukrytej w księgarni, która nadała pikanterii temu tytułowi. W swojej debiutanckiej książce autor zderzył urok starych ksiąg z najnowszymi odkryciami Google. Czy wyszła z tego mieszanka wybuchowa?



Młody projektant stron internetowych Clay Jannon, nie mogąc znaleźć pracy w swojej branży, przyjmuje posadę w całodobowej księgarni pana Penumbry, gdzie zamiast zwykłych książek na półkach stoją zaszyfrowane tomy. W środku nocy zgłaszają się po nie najprzedziwniejsi osobnicy, członkowie sekretnego stowarzyszenia, które od pięciu wieków próbuje odczytać zawierającą sekret nieśmiertelności księgę Założyciela. Zdolności techniczne Claya robią ogromne wrażenie na Panu Penumbry. Zaszyfrowany tekst księgi zostaje przepuszczony przez najpotężniejsze komputery świata. Wszyscy czekają z zapartym tchem na wynik, nie podejrzewając, że rozwiązanie kryje się całkiem gdzie indziej...*




Historię poznajemy z perspektywy Clay'a, jest on bohaterem pierwszoplanowym, a jednocześnie narratorem tej historii. Młody mężczyzna, od pewnego czasu boryka się z brakiem pracy, mieszka więc u swojej znajomej. Dopiero pewne zrządzenie losu sprawia, że znajduje ogłoszenie o pracę na tajemniczym lokalu w jednej z miej znanych dzielnic San Francisco. Odkrycie księgarni w takim miejscu, tuż obok lokalu rozpusty sugeruje specyficzny charakter tej pierwszej. Okazuje się, że mężczyzna trafia niezwykłego miejsca.

Wnętrze: wyobraźcie sobie księgarnię o normalnych rozmiarach położoną na boku. Ten lokal był absurdalnie wąski i oszołamiająco wysoki. Regały sięgały do samej góry – dwa piętra książek, może więcej. Zadarłem głowę (dlaczego w księgarniach zawsze trzeba niewygodnie wykręcać szyję?), ale górne półki gładko wtapiały się w mrok, jakby ciągnęły się w nieskończoność.

Nie tylko sam lokal różni się od innych mu znanych, ale właściciel, którego Clay tam zastaje również sprawia wrażenie tajemniczego i dziwnego osobnika. Mężczyzna decyduje się jednak podjąć pracę nocnego sprzedawcy w tym miejscu. Początkowo nudne zajęcie zaczyna być zastanawiające z powodu kolejnych wizyt niezwykłych klientów. Wypożyczają oni dziwne tytuły, które nie powinny istnieć. Co więcej Clay musi zapisywać bardzo specyficzne kwestie, dotyczące pojawienia się tych klientów. 

Od frontu znajduje się mniej więcej normalna księgarnia, skupiona ciasno wokół biurka. Niskie regały mają oznaczenia: HISTORIA, BIOGRAFIE i POEZJA. Stoją tam Etyka nikomachejska Arystotelesa i Shibumi Trevaniana. Ta mniej więcej normalna księgarnia jest brudna i przygnębiająca, ale przynajmniej ma na składzie tytuły, które można znaleźć w bibliotekach albo w internecie.Druga księgarnia kryje się w głębi i na górze, na regałach z drabinami, i zawiera woluminy, które według Google nie istnieją. Wierzcie mi, sprawdzałem. Wiele z tych książek wygląda na stare – spękana skóra, pozłacane litery – ale inne są świeżo oprawione w czyste, jasne okładki. Więc nie wszystkie są stare. Po prostu wszystkie są… unikatowe.

Clay, lubiący się w nowinkach technologicznych przypadkowo odkrywa pewien układ, którym podążają dziwni klienci. Pomaga mu w tym nowo-poznana pracownica Google - czarodziejka, przyjaciel z dzieciństwa, będący wojownikiem, oraz liczne grono mniej lub bardziej przypadkowych osób. Bohater natrafia na tajemnicę związaną z wolumenami, odkrywa tajne stowarzyszenie i stara się pomóc starszemu mężczyźnie spełnić jego marzenia. 

Autor pokusił się o stworzenie historii bardzo interesującej, połączonej z wielu wątków, które wydawałoby się, że są ze sobą sprzeczne. Mamy stare księgi, mamy nowe technologie, w tym najnowsze informacje o Google, mamy specjalistę od filmowych efektów specjalnych, twórcę współczesnych sztucznych piersi, starego mężczyznę, który marzy o nieśmiertelności, autora książki "Kroniki smoczych pieśni" z gatunku fantasy, pojawiają się również takie hasła jak: singularność (szukając w Google nie byłam w stanie tego zrozumieć), Festina Lente czy Gerritszoon. Początkowo te wszystkie kwestie nie bardzo się ze sobą łączą, czasami są sprzeczne, czasami zupełnie do siebie nie pasują. A jednak powoli składają się w ciekawy obraz, który ostatecznie wciąga i nie pozwala oderwać się od tej książki. 


Clay początkowo przypominał mi trochę Leonadra z "Teorii wielkiego podrywu", jego dziwnych i specyficznych kolegów - przyjaciela, posiadającego firmę zajmującą się produkcją sztucznych piersi, współlokatora, który w salonie stworzył miasto z "pudełek i puszek, papieru i styropianu", również można by było utożsamić z postaciami w ww. serialu. We wstępie pojawiły się pewne fragmenty, które mi się dłużyły i nie mogłam się w nie wgryźć (szczególnie jeśli rozmowa schodziła na nowe technologie i takie terminy jak singularność), ale potem wszystko wspaniale się rozkręciło. Bohaterowie stali się indywidualnymi jednostkami, a historia wciągnęła mnie na tyle, że nie mogłam się oderwać w nadziej że szybko odkryję tajemnicę ukrytą na kartach książek.



Autor bardzo zgrabnie połączył ze sobą różne kwestie zarówno historyczne jak i współczesne, podobało mi się wynajdywanie smaczków, które potem sprawdzałam w Google i które rzeczywiście istniały: Festina Lente - Spiesz się powoli, Aldo Manuzio - bardzo znany w swoich czasach drukarz, o którym dziś niewiele się słyszy, czcionka Gerritszoon, stworzona w XIV wieku i do dziś niesamowicie popularna. Pisarzowi wspaniale udało się zestawić klasykę, stare księgi ze współczesnymi technologiami. W tym tekście tkwi jasny przekaz - człowiek myśli tak nieszablonowo, że żadna maszyna nie jest w stanie go prześcignąć, choćby był to największy i najbardziej rozwinięty komputer świata. Autor posłużył się jednak paroma nowinkami technologicznymi, które pomogły w rozwikłaniu zagadki. 

Jeszcze jedne plus to tajemne stowarzyszenie, ze swoimi rytuałami, symbolami, specyfiką, tajemnicą, dążeniem do odkrycia tajemnicy świata, które zrzesza ludzi na całym świecie i oczywiście jest na tyle utajone, że wiedzą o nim tylko wtajemniczeni. Nagłe pojawienie się Claya trochę niszczy tę strukturę, ale inaczej nie byłoby zabawy :) 

Pisarz stworzył też szereg postaci, które pomimo ról drugoplanowych, są bardzo ciekawymi, rozwiniętymi i w większości wypadków indywidualnymi jednostkami. Osobiście najbardziej przypadł mi do gustu pan Penumbra. 

Ta książka pokazuje, że nawet tworząc swoją pierwszą książkę, można zabłysnąć i stworzyć historię niezwykłą. Pomimo drobnych potknięć (przede wszystkich językowych), ten tytuł czyta się błyskawicznie. Autor przygotował się z historii i wiedzy współczesnej. Pięknie połączył wszystkie wątki i stworzył historię, która wciąga, intryguje i zachęca do rozwiązania zagadki ukrytej na jej stronach. To książka, w której każdy z Was znajdzie coś, co go zainteresuje. Warto poznać tajemnicę zawartą w tajemniczych woluminach!

* Informacja z okładki


Za możliwość lektury dziękuję księgarni :




7/05/2015

Wakacyjne czytanie

Wakacyjne czytanie
Wakacje to czas, kiedy obiecujemy sobie więcej czytać, mając w perspektywie urlop, całe wakacje, lub po prostu korzystając z tego, że dni są dłuższe.
Cieszymy się na perspektywę nadgonienia nierzadko dość opasłych tomów. 


Z moim czytaniem w wakacje jest tak, że to chyba właśnie upalna (najczęściej) pogoda zachęca mnie aby częściej sięgać po lektury lekkie, przygodowe, historyczne, czasami z wątkiem romansowym gdzieś w tle. O wiele przyjemniej się czyta bez presji "jutro do pracy/szkoły", bez wielu obowiązków. Lato wpływa korzystnie nie tylko na opaleniznę, ale i na ilość książek, które po nim wspominamy. :)
Jeśli chodzi o plan wakacyjny, chciałabym wziąć udział w wyzwaniu, o którym poczytać możecie na jego stronie na facebooku. Mam już nawet jedną pozycję, którą chcę przeczytać, a która wpisuje się w to wyzwanie.
Dodatkowo miło by było przeczytać jakiś tytuł będący typowym fantasy w dobrym wydaniu (doradzilibyście mi coś?), plus chcę przeczytać kolejną pozycję Kinga.
Na pewno w wakacje dostaniecie ode mnie kilka pozycji, które mam dzięki uprzejmości różnych wydawnictw. Są to:
Dodatkowo jesli wszystko pójdzie zgodnie z planem, jutro pojawi się recenzja "Gdyby nie ona".

A jak jest z Wami? Zdradźcie plany na wakacyjne czytanie (o ile macie jakieś założenia).

5/17/2015

Warszawskie Targi Książki 2015 - cztery dni szaleństwa i wspaniałej zabawy

Warszawskie Targi Książki 2015 - cztery dni szaleństwa i wspaniałej zabawy



Identyfikator, jedyny słuszny dla bloggera,
ale w tym roku znowu były z nimi problemy :( 


Udało się, w tym roku znowu na Targach miałam być przez cztery dni. A tak wygląda podsumowanie :) 

Czwartek


Pierwszy dzień Targów. Postanowiłam w tym dniu pochodzić spokojnie między stosikami, poszukać wydawnictw, które chciałam odwiedzić. Najważniejsza była wejściówka, pierwsze kroki skierowałam więc do części wyznaczonej dla bibliotekarzy, księgarzy i mediów (i blogerów), gdzie dostałam naprawdę imponujący identyfikator. Na początku spotkałam się z Melisandrą i Natalią z Recenzji Natalii, nie tylko książkowych. Wcześniej czekając na dziewczyny znalazłam stanowisko Publicat, gdzie w całkiem przystępnych cenach kupiłam dwie książki Książnicy.  Razem z dziewczynami postanowiłyśmy pochodzić po stoiskach. Chwilę potem poznałam Natalię z Książkowe kocha, nie kocha i razem ruszyłyśmy wzdłuż głównej alei. Niestety chwilę potem okazało się że nagłe problemy zdrowotne Mel, nie pozwolą jej na cieszenie się targami w tym dniu (później okazało się, że nie dotarła już do końca), dlatego po dłuższym namyśle rozstałyśmy się z dziewczynami podążając w stronę tramwaju. Dopiero potem wróciłam na stadion, żeby rozpocząć wędrówkę między stoiskami. Dwa wydawnictwa, które chciałam koniecznie znaleźć niestety nie dotarły na Targi, mówię o Lambook oraz Papierowy Księżyc. Dotarłam natomiast na stoisko Książkowych Klimatów, zresztą podchodziłam tam tego dnia parokrotnie, zastanawiając się które książki stamtąd wynieść. Ostatecznie kupiłam książkę z lit. słowackiej i rumuńskiej. Znalazłam również stoisko Smak Słowa, gdzie odbyłam bardzo ciekawą rozmowę z paniami z obsługi, ale nie pomogło mi to w wyborze książki. Ostatecznie wyszłam stamtąd z jedną książką. Nie mogłam również nie odwiedzić Zwierciadło, gdzie czekała najnowsza książka Ałbeny Grabowskiej. 

Był to bardzo luźny dzień, zrobiłam całą masę okrążeń odnajdując coraz to ciekawsze stanowiska, jak zwykle zakładając, że będę odkrywała te mniejsze i mało znane. Tego dnia natknęłam się również na Manewry Targowe, czyli zabawę na stanowisku granice.pl Niestety było za późno, żeby się w tym dniu dołączyć, ale dało mi to możliwość zaplanowania piątku. 


Piątek



Ten dzień zaczęłam od Granic, a co za tym idzie zaczęłam przemieszczać się po wybranych stanowiskach. W ten sposób odkryłam Aetos, skąd ostatecznie wyszłam z nową książką. W tym dniu miałam również zaplanowane chodzenie po targach z siostrą i jej koleżankami, które przyjechały niedługo potem. Spotkałam się również ze znajomym, który dał mi trzy książki, do recenzji jeśli będę mogła, ale zupełnie luźno do tego podchodząc. Później razem z dziewczynami przeszłam jeszcze raz po wszystkich stoiskach, patrząc z boku na ich młodzieńczy zapał i szaleńczą radość :) Dzięki dziewczynom odkryłam również książki Cecilii Ahern po 5 zł, trudno było nie kupić. Może uda mi się do niej przekonać (znaczy nic nie czytałam, żeby nie było) ;)  A potem znowu do granic, zdobyć książkę, a co :) Na stanowisku Filii, znalazłam nową książkę Anny Klezerowicz, a obiecałam
sobie, że ją sobie kupie, więc bez niej wyjść nie mogłam ;) Piątek kończyłam zakupem w empiku (złamałam się, przepraszam), bo tylko tam znalazłam śliczne wzory do rysowania (Angelika, to przez Ciebie ;)) To był męczący dzień, choć może z opisu tego nie widać. 


Sobota 



Szalony dzień. Znane nazwiska pisarzy zarówno polskich jak i zagranicznych spowodowały gigantyczne kolejki na niektórych stanowiskach, co powodowało niejednokrotnie zatory. Ciężko było się przedostać z jednej strony stadionu na drugi. Niestety w tym roku zamknięta była płyta stadionu, która była dużym ułatwieniem przy ubiegłorocznych targach. Był to również dzień, kiedy zjechali się ludzie z całej polski, jak również i z zagranicy - czytelnicy, blogerzy. Między stoiskami przechodziły całe rodziny, często z bardzo małymi dziećmi. Wiele osób dziś poruszało się z walizkami albo wózkami na zakupy, czego powodem w 90% były stosy książek przywiezionych do autografów oraz myśl o nowych zakupach. 

Ja swój dzień zaczęłam na trybunach stadiony, gdzie z Natalią z Książkowe kocha, nie kocha przygotowywałyśmy loterię blogerską. Książek było sporo, około 70 egzemplarzy, pewnie koło 30 tytułów. Trochę żałuję, że pojawiło się mało osób, gdzieś w granicach 20, choć przecież na wydarzeniu deklarowało się ośmiokrotnie więcej. Razem z Natalią postanowiłyśmy spróbować szczęścia w granice.pl, gdzie kolejny dzień odbywały się "Manewry Targowe" i każdy uczestnik wygrywał. Później zaczęliśmy polować na interesujących nas pisarzy. Najdłuższe kolejki były chyba do Johna Flanagana, autora cyklu Zwiadowcy i Drużyna. Udało nam się zająć miejsce na przodzie kolejki, sporo przed przyjściem autora, i w tym miejscu Natalia stała ponad godzinę. Ja w międzyczasie popędziłam do Zysk i S-ka, na spotkanie z Elżbietą Cherezińską. Po czwartkowym spotkaniu autorskim z panią Elą byłam nastawiona na zakup "Legionu", na którym pojawił się autograf autorki z piękną dedykacją :) Potem szybki powrót do Jaguara, gdzie spotkałam również Mariusza z Książki w pajęczynie. W kolejce ponawiązywały się nowe znajomości i ciekawe rozmowy, więc oczekiwanie na Flanagana się bardzo nie dłużyło. Tam też zadzwoniła do nas pani z Polskiego Radia Czwórka z propozycją krótkiego wywiadu. Szalenie pozytywne doświadczenie, szkoda tylko że tej wypowiedzi nie da się znaleźć w sieci. Osobiście poczułam się bardzo wyróżniona :D Po
autografie i zdjęciu z australijskim autorem szybki bieg do granic, bo zostało naprawdę niewiele czasu na oddanie kartki z odpowiedziami. Po drodze szybki autograf od Ałbety Grabowskiej i znów  przeciskanie się między ludźmi. Książka wygrana, pamiątkowe zdjęcie i podróż w kierunku stanowiska Znak, gdzie już siedziała Magdalena Kordel. Po drodze niespodziewany autograf od Cecili Ahern, gdzie nie zastałam kolejki :) a potem rozmowa z autorką Malowniczego. Po tym całym bieganiu pora na powrót na trybuny, gdzie miało się odbyć spotkanie z blogerami. Tym razem niestety również niewiele osób przyszło, ale naprawdę fajnie się rozmawiało z tymi osobami, które się pojawiły. Obok autografy rozdawał Emmanuel Schmitt, gdzie w kolejce czekały prawdziwe tłumy. Po dwóch godzinach spróbowałam szczęścia i stanęłam na końcu kolejki, kiedy osób było już niewiele, licząc na szczęście. Razem ze mną wybrała się Edytą z bloga Czytająca mama. Zdążyłyśmy w ostatniej chwili, bo organizatorzy zarządzili, że jesteśmy ostatnimi osobami, które otrzymają autografy. To już był właściwie koniec pobytu tego dnia na targach. Opuściliśmy Stadion kierując się do pobliskiej knajpki na pizzę. To byl naprawdę długi ale i udany dzień.


Niedziela 


Koniec targów, więc założenia były dwa. Po pierwsze planowałam wziąć udział w wymianie organizowanej przez Lubimy Czytać, a po drugie spróbować swojego szczęścia w granice.pl. W tym dniu wybrała się ze mną siostra. Dzięki współpracy udało się połączyć obie rzeczy. To był naprawdę szybki rajd po stoiskach. W ciągu 20 minut udało nam się
odpowiedzieć na prawie wszystkie pytania z listy Manewrów Targowych. Na wymianie też staliśmy na początku, dzięki czemu weszliśmy jako jedni z pierwszych i można było znaleźć ciekawe tytuły. Spędziłam tam ponad pół godziny czając się na ciekawe pozycje, które były wciąż donoszone. Wyszłam z pięcioma świetnymi książkami, a moja siostra znalazła dla siebie również cztery naprawdę ciekawe. Po wymianie podążyłyśmy powoli do granic, po drodze zahaczając o stoisko SQN, aby spędzić parę chwil z Kubą Ćwiekiem. Moja siostra chciała koniecznie zdobyć z nim zdjęcie :) Zaraz dalej natknęłyśmy się na znajome twarze - Angelikę z bloga Lustro Rzeczywistości oraz Beatę z Books Dreams, a zaraz obok stała Edyta z Czytającej mamy. To krótkie spotkanie zaowocowało chwilą rozmowy oraz pamiątkowym zdjęciem. Dalsza podróż do granic, gdzie oddałyśmy nasze kartki i podążyłyśmy do stanowiska Czwartej Strony, gdzie Tomasz Fijałkowski złożył imienny autograf na swojej książce zdobytą przeze mnie w wymianie. Po powrocie na stanowisko
granic zobaczyłyśmy spory tłum, który czekał już na losowanie. Tym razem wszystkie książki były do wzięcia, co spowodowało możliwość zdobycia więcej niż jednego tytułu. Zarówno ja jak i moja siostra zdobyłyśmy po trzy książki. Jeszcze tylko pamiątkowe zdjęcie i pora powoli kierować się do wyjścia. Tym razem nie planowałam zostawiać do końca. Krótkie odwiedziny przy stanowisku Naszej Księgarni, gdzie siostra kupiła książkę, poszukiwania w stoiskach przed stadionem i w okolicach godziny 14 zaczęłyśmy kierować się w stronę stacji. 

To były szalenie pozytywne Targi. Tyle nowych twarzy, które chciałabym zapamiętać, tyle nowych blogów, na które chciałabym zaglądać. Niesamowicie znane nazwiska, osoby od których mam autografy. Mam nadzieję, że w niedługim czasie uda mi się pozyskać wszystkie interesujące zdjęcia, którymi postaram się podzielić. Na pewno nie wspomniałam o wszystkich osobach, które poznałam i o wszystkich miejscach, które odkryłam. Działo się tyle, że to jest po prostu niewykonalne i bardzo za to przepraszam. O tych negatywnych kwestiach nie chcę wspominać, a takie też niestety się zdarzały. 

Jeśli doczytaliście do tego momentu, to gratuluję samozaparcia i mam nadzieję, że Was nie wynudziłam. Jutro postaram się opublikować stos nabytków targowych, który w tym roku rozrósł się niezmiernie i dlatego postanowiłam, że będą to jedyne zakupy przez najbliższych parę miesięcy. Ale dla Was mam niespodziankę. Jutro zaprezentuję Wam tytuły, które będzie można wygrać jeszcze w tym tygodniu, zdobyte od Jaguara. Myślę że znajda się na nie chętni :) 

9/19/2014

"Co czytali sobie kiedy byli mali" Jarosław Mikołajewski, Ewa Świerżewska

"Co czytali sobie kiedy byli mali" Jarosław Mikołajewski, Ewa Świerżewska
Dane techniczne:
  • Autor: Mikołajewski Jarosław, Świerżewska Ewa 
  • Tytuł: Co czytali sobie kiedy byli mali?
  • Wydawnictwo: Egmont Polska
  • Liczba stron: 320
  • Premiera: 16 kwietnia 2014
  • Gatunek: pamiętnik



Każda osoba, którą zobaczę z książką, będzie przepytana: co czyta? jaki gatunek lubi najbardziej? czy ma ulubionego autora? Chyba każdy z nas lubi rozmawiać na takie tematy, porównujemy swoje doświadczenia, poprawiamy humor widząc drugą osobę, która trzyma naszą ulubioną książkę. A czy nie chcielibyście poznać wspomnień czytelniczych znanych osób? Wspomnień związanych z dzieciństem, tym okresem kiedy człowiek dopiero poznaje literaturę, gdzie doświadczenia czytelnicze wpływają na późniejsze relacje z książką. 

Wydawnictwo Egmont parę miesięcy temu wydało książkę, w której możemy przeczytać rozmowy z 24 osobami znanymi w Polsce. Są to postacie z różnych dziedzin: aktorzy, pisarze, sportowcy, podróżnicy. W czasie rozmów opowiadają oni o swoich pierwszych spotkaniach z książkami, wspominają tytuły, autorów, sposób w jaki wkroczyli w świat literatury. A wszystko to okraszone jest doskonałym graficznym wykończeniem. 

Jest to książka, którą najlepiej czytać po kawałku, w wolnych chwilach. Sprawia ona przyjemność i poprawia nastrój. Możemy sprawdzić czy pan Wajda miał podobne lektury w dzieciństwie, czy pani Janda wolała książki przygodowe czy raczej romantyczne, dowiemy się dlaczego Staszczyk zapisywał zeszyty szkolne wymyślonymi historiami. Historii i książek pojawia się mnóstwo, choć można znaleźć pewną regułę czytelnicza wśród osób urodzonych w podobnych latach. Dzięki tej książce dowiedziałam się, że popularne było "Serce" Amicisa - było to moje pierwsze zetknięcie z tym tytułem. Z równie wielkim zainteresowaniem przeczytalam o ilustracjach Szancera, który był autorem grafik chyba we wszystkich książkach dziecięcych pewnego okresu. Parokrotnie uśmiechnęłam się znajdując moje ulubione książki z dzieciństwa - przygody Ani Shirley, Tomka Wilmowskiego czy "Braci Lwie Serce". 
Jest to pozycja, którą warto mieć w swojej biblioteczce. Jest pięknie wydana, ciekawa i wciągająca. Można czytać ją kiedy ma się gorszy nastrój i żadna poważna książka nie wchodzi do głowy. 
Wielki plus dla ilustracji: rysunków postaci, zdjęć książek (w odpowiednich, starych wydaniach), kartek z zeszytów, zdjęć. Śledziłam je równocześnie z czytanym tekstem i sprawiały mi równie wiele frajdy. 

Jeśli macie chęć na ciekawą, pięknie wydaną pozycję w domu przyjrzyjcie się bliżej książce "Co czytali sobie kiedy byli mali?". Jestem pewna, że ta pozycja pozytywnie Was zaskoczy i umili Wam niejedną chwilę. 


8/27/2014

Czy ktoś mnie jeszcze pamięta?

Czy ktoś mnie jeszcze pamięta?
Hej kochani, z tej strony Melisandra.

Tak, wiem, wiele czasu minęło od mojej ostatniej aktywności na blogu. Wynikło to z kilku przyczyn. Po pierwsze, większość mojej uwagi skupiam na poszukiwaniu pracy. Mam jasno określone cele w życiu, a stabilna praca to zarówno jeden z nich, jak i pośrednik w drodze do innych. W związku z tym nieco odsunęłam się od bloga. Drugą sprawą jest brak chęci do czytania - staram się sobie to tłumaczyć tym, że czytanie wymuszone to żadna przyjemność, a wymuszone recenzje to trochę takie naciąganie, które wyczują również czytelnicy. Być może podjęcie pracy i codzienne dojazdy pomogą mi na nowo ustalić rytm dnia, w którym wykroję sobie np godzinę na książkę. Trzecią sprawą jest to, że chyba troszkę mi się przejadły recenzje pisane... Mam pomysły na nowe formy przedstawiania Wam tego, co czytałam, wprowadzania urozmaiceń, które w blogosferze książkowej nie są codziennością. W tej chwili na tapecie u mnie jest klasyk literatury sensacyjnej:


Jedyną moją wątpliwością jest to, czy ktokolwiek jeszcze będzie miał ochotę na posty w moim wykonaniu ;) i to w nietypowych formach.

Napiszcie proszę, co myślicie o innych niż pisane typach recenzji na blogu, oczywiście kolejnych artykułach o czytelnictwie, i wszelakiej radosnej, niestandardowej aktywności, jaka przyjdzie do głowy waszej cichszej admince tego bloga. Wasze zdanie jest dla mnie bardzo istotne, pewnie bardzo pomoże się zmobilizować.
Pozdrawiam serdecznie!

5/29/2014

Targi Książki w Warszawie 2014

Targi Książki w Warszawie 2014
Targi oczami Barwinki: 

Na targach pojawiłam się w czwartek rano i z przerwami nie opuszczałam Stadionu do soboty po południu. :) Przez te trzy dni świetnie się bawiłam, poznałam trochę nowych ludzi, zapoznałam mniejsze wydawnictwa, kupiłam więcej książek niż powinnam ("to już ostatnia, to już na pewno ostatnia" ;) - Mel) i dwa razy zostałam zaskoczona przecudowną informacją :) Mogłabym pisać bardzo wiele o moich wrażeniach, ale pewnie bym Was zanudziła. Dlatego wspomnę tylko o tych najważniejszych rzeczach, które przykuły moją uwagę.

W czwartek razem z Melisandrą odebrałyśmy wejściówki blogerskie, które uprawniały do darmowego wejścia na Targi przez cztery dni. Inicjatywa zacna, tym bardziej, że każdy bloger na pewno wspomni o tym wydarzeniu :D Czwartek jest tzw. dniem branżowym, pojawia się wtedy bardzo dużo bibliotekarzy z całej polski, jest trochę blogerów i innych gości, ale jednak tego dnia można było spokojnie zwiedzić wszystkie stanowiska, porozmawiać z wystawcami i ogólnie zapoznać się z rozłożeniem stoisk. 

Na początku nie mogło nas zabraknąć na oficjalnym otwarciu Targów, gdzie przemawiało bardzo wiele znanych osób. Ale szczerze? Nie dosiedziałam do końca, wolałam pooglądać stoiska niż słuchać jakich sławnych gości mamy (nie Ty jedna... - Mel). ;P 

Pierwszym miejscem gdzie zatrzymałam się na dłużej było stoisko wydawnictwa Lambook. Jest ono stosunkowo młode. W zeszłym roku miałam wielką ochotę, żeby kupić jakieś książki, ale wtedy nie nastawiałam się na papierowe egzemplarze. W tym roku po przemiłej rozmowie z Shirin Kader, autorką jednej z książek tam wydanych zdecydowałam się na dwa nowe nabytki, z tym jeden z autografem pisarki :) Swoją drogą jestem zachwycona wydaniem wszystkich książek, które wychodzą w tym wydawnictwie. 

Kolejny przystanek to stoisko czytników Pocketbook, gdzie zaskoczył mnie widok akwarium. Okazało się, że to prezentacja jednego z najnowszych modeli, który jest wodoodporny (trudno Ci było ukryć zachwyt i chyba niespecjalnie próbowałaś :D - Mel). I choć sama mam czytnik innej marki, to spędziłam bardzo miłe chwile na rozmowie z jedną z pań ze stoiska.

Później chodziłam sobie po wszystkich stoiskach wypatrując co ciekawszych rzeczy. Znalazłam parę książek, które w przyszłości chciałabym przeczytać. Sporo fajnych gadżetów, zbierałam zakładki wszędzie gdzie się dało :) 

Piątek był dniem, który z wielu przyczyn uważam za najbardziej udany. Przede wszystkim poznałam Natalię z Recenzji według Natalii. Spędziłyśmy razem piątek i sobotę :) Poza tym udało mi się spotkać kolegę ze studiów (bibliotekarza z Narodowej), poznałam koleżankę Melisandry i szybko się okazało, że w sumie razem studiowałyśmy. ;P Na koniec podczas stania po autograf do pani Cherezińskiej wszyscy nawiązaliśmy znajomość z koleżanką bibliotekarką z małej miejscowości - Mileną. Mam nadzieję, że uda się te kontakty utrzymać :) 

Piątek to również dzień bibliotekarski, także ludzi z niebieskimi przypinkami było bardzo dużo. Na początek postanowiłam zwiedzić drugie piętro, gdzie jak się okazało też było trochę wystawców. Ja podjęłam rozmowę z Panią Heleną Pietroń i jej mężem, którzy zajmują się tworzeniem pięknych i niepowtarzalnych zakładek do książek - Nitką Malowane. Spędziłam tam sporo czasu na rozmowie i przeglądaniu zbiorów.  Metoda tworzenia jest ciekawa, bo wzory tworzone są przede wszystkim z nitek, czasem z większych kawałków tkanin, a na końcu są laminowane. Jak to powiedziała pani Helena, trzeba dotknąć, żeby przekonać się o co chodzi. :) W końcu zdecydowałam się na dwie zakładki, jedną dla siebie, a drugą dla Melisandry, która nie tak dawno miała imieniny (potwierdzam, jestem zachwycona prezentem, zobaczycie do na zdjęciach - Mel). :)  

Kolejnym przystankiem było stoisko wydawnictwa Książkowe Klimaty, które zajmuje się wydawaniem literatury czeskiej, słowackiej i greckiej. To było pierwsze spotkanie z wydawnictwem i jestem bardzo zadowolona. Po namowach pań ze stoiska wyszłam z trzema nowymi nabytkami, po jednym tytule z każdego państwa.

Na stanowisku firmy Tissotoys zdecydowałam się na kupno przywieszki z Tytusem na prezent dla taty, który w niedzielę świętował urodziny. Muszę przyznać, że wszystkie figurki mnie urzekły.

Wielkim szokiem było dla mnie odkrycie drugiej części serii Inni Anny Bishop, którą spodziewałam się kupić dopiero w czerwcu. Odkrycie to spowodowało, że wyszłam z tą książką w łapkach. :) 

W piątek zdobyłam dwa autografy - Pani Rybałtowskiej i Pani Cherezińskiej. Autorka "Korony śniegu i krwi" miło mnie zaskoczyła mówiąc, że może wykorzysta mój nick na imię dla jednej z Zielonych Kobiet w trzecim tomie. :D

Sobota to najbardziej zabiegany dzień. Tego dnia pojawiło się bardzo wiele atrakcji na płycie stadionu ale nie tylko. Przyszło mnóstwo rodzin z dziećmi, przyjechali ludzie z całej polski - jednym słowem tłumy. Dodatkowo ten dzień obfitował w licznych autorów, którzy rozdawali autografy. Sama biegałam od jednego stanowiska do drugiego. Udało mi się zdobyć podpisy takich osób jak - Maria Szabłowska, Krzysztof Szewczyk, Katarzyna Enerlich, prof. Jerzy Bralczyk, Wojciech Jagielski, Katarzyna Zyskowska-Ignaciak, Maria Czubaszek, Andrzej Ziemiański, Katarzyna Grochola, Małgorzata Gutowska-Adamczyk, Małgorzata Kalicińska. Jak widzicie nie są to jedynie pisarze, ale również inne osoby ze świata kultury i sztuki. Niestety nie dotarłam do niektórych osób ze względu na dublujące się godziny i ogromne kolejki. Przy stoisku, gdzie autografy rozdawała pani Kalicińska poznałam autorkę bloga Lustro Rzeczywistości, co bardzo miło wspominam. :) 

Ostatnim przemiłym akcentem było bardzo pozytywne zaskoczenie na stanowisku wydawnictwa Papierowy Księżyc, gdzie przez przypadek odkryłam (nie wiem jak to możliwe że przez dwa wcześniejsze dni tego nie widziałam) iż podjęli się oni wydawania książek Olgi Gromyko (pisałam o tej autorce na początku roku). Po wielkim WOW wiedziałam, że nie wyjdę do domu bez "Wiernych wrogów" których można było dostać na Targach . 

Po bardzo intensywnie spędzonych sześciu godzinach postanowiłam wrócić do domu, bo nogi odmawiały mi posłuszeństwa. Trochę żałuję, tym bardziej, że w niedzielę nie mogłam być obecna na targach, ale w tym roku i tak bardzo intensywnie spędziłam te trzy dni (Ty to chociaż balowałaś 3 dni, ja w ostatniej chwili odpadłam z soboty, czego nie potrafię odżałować, ale spokojnie, za rok odbijam sobie wszystko - Mel). :) 

Bardzo żałowałam, że nie mogę być w niedzielę, bo zależało mi na spotkaniu dwóch autorek - Anety Jadowskiej i Doroty Sumińskiej. Dzięki poświęceniu Natalii mam autografy obu pań, jednak co osobiste spotkanie to osobiste...

Podsumowując, bawiłam się świetnie, odkryłam nowe wydawnictwa, poznałam nowych ludzi i zdobyłam 11 nowych książek, co mocno uszczupliło moje finanse, ale cóż. Książkami podzielę się z Wami pod koniec miesiąca, publikując stosik :)



Tutaj widzicie parę zdjęć, które przedstawiają to o czym pisałam wyżej. Resztę zdjęć (a trochę ich jest) i filmów obiecała wstawić Melisandra :)



Targi oczami Melisandry

W czwartek po 11 zawitałam w progi Stadionu Narodowego. Ten dzień oraz piątek miał być dniem branżowym, dla m.in. bibliotekarzy, wydawców i księgarzy, a sobota i niedziela dedykowane były na "Rodzinny piknik z książką". 


 Targom towarzyszyło wiele akcji pobocznych, w tym ponownie wymiana książek papierowych na ebooki. W tym roku obowiązywało przeliczenie 5 książek za 1 ebooka, więc się nie zdecydowałam. W zeszłym roku obowiązywało przeliczenie 1 do 1 i zebrano ponad 10 000 książek. (w tym roku zebrali naprawdę mało książek. Nie bardzo się chwalą w sieci, ale w piątek widziałam koło 500 książek. Poza tym nie dość, że przelicznik był okropny, to ilość ebooków, które można było pobrać była zastraszająco mała - może 20-25 książek, niewiele ciekawych tytułów. W zeszłym roku można było wybierać z całego katalogu publio. Trochę żałuję, że się zdecydowałam oddać książki, jedyne pocieszenie to to, że tych książek i tak się chciałam pozbyć - barwinka).
Na zdjęciu powyżej macie plakat akcji "Czytanie uczłowiecza", promujący kolorowanie największego rysunku w Warszawie, narysowany przez Papcia Chmiela, który we własnej osobie również zaszczycił targi. Przy okazji - lubicie komiksy z Tytusem, Romkiem i A'Tomkiem? (ja uwielbiam, podbierałam te komiksy tacie jak byłam dzieckiem - barwinka)

Trzy piętra zgromadziły ogrom wystawców. Według zapowiedzi organizatorów przed imprezą, miało ich być niemal 700 (w zeszłym roku wystawców było 480 z 18 krajów, autorów prawie 450). Faktycznie, nie dało się zauważyć, że impreza się rozrosła. Więcej wszystkiego - stoisk, książek, broszur, zakładek, karteczek z rabatami... Co ciekawe, nie było wcale trudniej z tego powodu się przemieszczać między stoiskami, pomijając narastającą ciągle liczbę ludzi. (ciesz się, że nie było Cię w sobotę. Przy Olesiejuku zrobiło się tak "wąskie gardło" że ciężko się było przepchnąć :/ - barwinka) Widać było wyraźnie nawet w dni branżowe rozwój inicjatyw skierowanych do dzieci. Już w czwartek naliczyłam z 5 czy 6 wycieczek, od przedszkolaków po gimnazjalistów. W piątek było ich jeszcze więcej. Stadion wibrował od ich krzyków, ale cel uświęca środki - jeśli choć kilkoro rzeczywiście sięgnie po książkę dla przyjemności, to będzie to sukces. Zauważyłam że młode pokolenie z ogromnym uporem odpycha od siebie tę formę rozrywki - jest zapatrzone w migające ekraniki telefonów i komputerów...


Trudno było wszystko obejść, zobaczyć, dotknąć, posłuchać... Rozmawiałam na tematy skrajnie od siebie odległe, bo i o modnych ostatnio klimatach postapokaliptycznych, broni z sympatycznymi panami ze stoiska Metro, (ciężko było Cię stamtąd wyciągnąć ;P - barwinka) jak i nawet popisałam się poligloctwem, rozmawiając z uroczą panią z Biblioteki Narodowej w... Katarze. Przekonałam się, jak bardzo angielski jest językiem międzynarodowym. Nawet dostałam wizytówkę, gdybym chciała tam pracować. :D To by było coś, prawda? 
W tym roku zrezygnowałam ze spotkań w salach konferencyjnych, ale nie żałuję, rzeczy do obejrzenia było zbyt wiele, żeby dać radę ze wszystkim, musiałabym się sklonować, a barwinka chyba by nie zniosła dwóch takich jędz jak ja. ;) (pewnie byłoby trudno ;P - barwinka)


Jeśli chodzi o zakupy, przyrzekałam sobie nic nie kupować - i na przyrzeczeniach się skończyło, choć też nie miałam zbytnio jak szaleć. Kupiłam "Złodzieja nieba" Doetscha oraz "Ja jestem Haldedr" Cherezińskiej, i na tej książce zresztą autorka złożyła swój podpis. Dodatkowo upolowałam kilka drobiazgów. (oj tam dwie książki i już narzekasz, widziałaś mój stos ;), swoją drogą nie kojarzę tego "Złodzieja nieba", gdzie go złapałaś? - barwinka - na stoisku Wiedzy Powszechnej /Mel/)





Dodatkowo moja zakładka, którą dostałam od barwinki wygląda tak:


Piękna, prawda? :)

Na zwieńczenie podaję Wam film z targów, mam nadzieję że mój pomysł na montaż przypadnie wam do gustu:




2/13/2014

Tanie e-czytanie - szansa czy zagrożenie dla rynku?

Dzisiejszy wpis jest tyleż nietypowy, co spontaniczny. Jest nawiązaniem do tego artykułu. Przeczytałam go, jak i wiele komentarzy pod nim, z dużym zainteresowaniem. To jest kilka moich refleksji w tym temacie. Możecie to potraktować jako kolejny wpis z cyklu o rynku ebooków.

Jaki rynek książki w Polsce jest, każdy widzi, chciałoby się rzec parafrazując Chmielowskiego. Jego kondycja nie jest najlepsza, gdyż przegrywa on z telewizją i internetem. W efekcie kolejne tytuły bardzo drożeją - czasami tęsknię za czasami, kiedy oburzałam się na ceny nowych książek papierowych wynoszących po 25-35zł. Dziś, prawie 10 lat później, niczego tak bym nie chciała, jak powrotu takich cen. Jednocześnie obserwuję młodziutki rynek ebooków. Autor artykułu przytacza tu za i przeciw w kwestii bardzo taniej dystrybucji e-publikacji. Postaram się odnieść do każdego argumentu, przy czym nie w każdej kwestii jestem z autorem zgodna.

 
Argumenty ZA.



1. Popularyzuje książkę elektroniczną.
Jako ilustrację podana jest karta biblioteczna autora wpisu i kolejka chętnych po nowość wydawniczą. Mam wrażenie, że takie podejście jest nieco nieadekwatne. Powiedziałabym bardziej, że kolejka w bibliotece promuje bardziej kupienie wydania papierowego. Należy pamiętać, że nie każdy ma, bo nie każdy chce lub może mieć czytnik. "Kolejka w bibliotece, kup ebooka"? W toku późniejszych rozważań pada, że tylko 2-3% odbiorców książek to osoby kupujące ebooki. A co z resztą? I czy tę nowość kupi faktycznie te całe 2-3% miłośników e-czytania? Wątpliwe. Fakt, ze względu na to, że w bibliotece jest długa kolejka na kilka miesięcy, te kilka-kilkanaście osób na rejon które mają już czytniki kupi sobie ebooka. Reszta będzie czekać, lub odpuści. Czyli ebook jako alternatywa wcale nie jest aż tak popularyzowany w tym konkretnym przypadku. 
 

2. Zabiera argumenty piratom.
Niestety, nie mogę się zgodzić. Ktoś w komantarzach pisał, że nawet gdyby ceny ebooków spadły do 1,99zł to i tak to pirata nie skusi, oraz że wielu (bo nie wszyscy, nie generalizujmy) z tej niezbyt chlubnej nacji książki kolekcjonuje w dziesiątkach tysięcy, nie zaszczycając ich nawet spojrzeniem, w ramach sztuki dla sztuki. Jeśli coś może mieć za darmo, dalej będzie zatwardziale kontynuował swoją działalność. Jest to kwestia, jak sądzę, pewnej określonej mentalności. Jeśli ktoś nigdy nie piracił ebooków, raczej nie będzie tego robił teraz. W przeciwnym wypadku, nic takiej osoby nie nakłoni do zmiany zachowania, choćby i te ebooki miały naprawdę dobrą cenę. Po co ma wydać 1,99zł zł jak może mieć za darmo?
   

3. Uwalnia zakupy impulsowe.
Oj tak. Tu jestem skłonna przyznać rację. Zakupy impulsowe zaczęły dotyczyć ebooków tak jak i innych produktów. Dokładnie tak, jak impulsywnie kupujemy gry, kosmetyki, artykuły spożywcze, tak teraz kupujemy e-książki. Na zapas, bo na pewno jest ciekawa, do kolejki, na przyszłość... wiele książek tak spędza na dysku czy czytniku wiele miesięcy, bo tempo kupowania i gromadzenia przewyższa ilość posiadanego wolnego czasu. Ale czy tak naprawdę jest nam z tym źle? Sama mam sporo kupionych na promocjach właśnie e-książek, a czasu ostatnio naprawdę mało. Nie przeszkadza mi to jednak. Wiem, że nie ucieknie, ani się nie zestarzeje. Dobra cena napędza popyt, a o to w tym chodzi. 


4. Sprawia, że sprzedaż e-książek idzie w tysiące.
W tym wypadku nie mam narzędzi, aby zweryfikować ten argument, więc wierzę na słowo. Jednak nie da się ukryć, że rynek się rozwija.





Argumenty PRZECIW.

 


1. Obniża postrzeganą wartość książki.
Poważny argument. Powiedziałabym, że może, ale nie musi. Czasem jest tak, że poważany autor X mający swoje ebooki w promocji daje u obeznanego czytelnika reakcję "X za 9,90zł? Wstyd nie brać, najwyższy poziom za bezcen!". Czasem jednak ktoś mniej zorientowany widząc Kinga czy Dukaja za 9,90zł uzna, że ta literatura ma faktycznie mniejszą wartość. Wtedy to rzeczywiście może być kłopot - dobrze jest, jeśli przeczyta ten konkretny tytuł i dostrzeże w nim coś wartościowego.
Argument o książce w koszyku między jogurtem a porami? Litości, książki powinny być właśnie dobrem powszechnym i normalnym, nieodłącznym elementem życia. Nie rozumiem argumentu o autorze, który widzi swoje dzieło w księgarni za 40zł a potem w markecie za 10zł. W dalszym ciągu jego książka jest w sprzedaży, co generuje mu jakiś zysk, jeśli sprowadzać to do poziomu wyłącznie ekonomicznego. 


2. Brak skali może prowadzić do zmniejszenia przychodów. 
Czasem tak, czasem nie, jak sądzę. Tu działaja nasze uwarunkowania finansowe. Nie jesteśmy zbyt zamożnym krajem, musimy niekiedy selekcjonować wydatki na nasze przyjemności mając za priorytet kupienie żywności, leków, benzyny, czy opłacenie rachunków. Ten niewielki odsetek społeczeństwa, który kupuje książki, chciałoby je mieć tanio. Dlatego chcemy mieć je po 9,90 a nie po 30zł. Dlatego na promocję po dyszce chce się załapać jak najwięcej odbiorców. Dodatkowo może tu działać motyw poczty pantoflowej - i wiesci o dobrych cenach rozejdą się szybko. A jak wiemy, marketing szeptany to jedna z najskuteczniejszych metod sprzedażowych. Jest promocja - jest popyt. Nie ma promocji - kupują ci, którym najbardziej zależy, lub - co tu wiele mówić - zamożni, dla których cena książki nie ma wielkiego znaczenia. 

3. Burzy lojalność księgarni.
No cóż, twarde zasady rynku i prawo do zdrowej konkurencji. Konsument, tym bardziej polski, zawsze wybierze rozwiązanie najbardziej opłacalne ekonomicznie dla niego - tu po prostu najtańsze.  


4. Sprowadza temat e-booków wyłącznie do kwestii cenowych.
A czy to nie o to w tym wszystkim chodzi...? Ktoś kto lubi czytać, będzie czytał dalej, a kiedy ma jakąś tańszą i bardziej mobilną alternatywę do rozważenia, to być może z niej skorzysta i będzie kupował więcej, do czego wydawcy i dystrybutorzy przecież dążą.
 


Uff... to tyle, jeśli chodzi o mój głos w sprawie cen ebooków. Może nieco chaotycznie, ale miałam potrzebę odpowiedzenia na taki temat. Cieszy mnie jako klientkę e-księgarni, że coś mogę kupić taniej. Wartość treści się przecież nie zmienia, a wygoda i zaoszczędzone pieniądze jednak dają się odczuć.

 


Z ogłoszeń drobnych - w drodzę są trzy recenzje, zaczynam szukać materiałów o bibliotekach do pierwszego wpisu z tej serii.
Dodatkowo mam plan rozpoczęcia nowego cyklu, który będzie miał nieco prowokacyjny tytuł, ale mam nadzieję, że w efekcie zachęci do czytania przedstawianych w nim książek. Całość jest na razie niespodzianką, która ruszy w drugiej połowie marca. Odwiedzajcie nas i wypatrujcie dalszych nowin.

2/02/2014

2 lata bloga!

2 lata bloga!
Kochani!

Niepostrzeżenie doczekałyśmy drugiego roku działalności bloga. Ostatni czas nie był dla niego najłaskawszy, ale to już powoli się zmienia. 
Będzie więcej postów, nowe cykle i przede wszystkim więcej naszej aktywności tu i na Facebooku.



Skoro rocznica, to nie może się obyć bez jakichś atrakcji, 
zatem postanowiłyśmy zorganizować konkurs. 
Trwają ustalenia odnośnie jego formy i przewidywanych nagród. 
Wyczekujcie info, odwiedzajcie nas, 
a wasza cierpliwość zostanie już niedługo nagrodzona.
Tymczasem dziękujemy Wam za te dwa lata, 
bo bez Was bardzo wszystko straciłoby to sens!

1/02/2014

Podsumowanie roku 2013, kilka refleksji i oczekiwania wobec roku 2014. Część I.

Podsumowanie roku 2013, kilka refleksji i oczekiwania wobec roku 2014. Część I.
Kochani!



Rozpoczęliśmy wczoraj nowy rok. Ponieważ pierwsze dni stycznia są zwykle czasem podsumowań, także i my pokusimy się o kilka zdań czytelniczego remanentu.

Melisandra:
Rok 2013 był dla mnie bardzo trudny. Ponieważ postanowiłam w końcu zamknąć pewien etap, zajęłam większość swojego czasu sprawami uczelni - w listopadzie wieńcząc wszystko obroną licencjatu. Ciągłe przeboje sprawiły, że niezbyt miałam ochotę na czytanie i rok 2013 zamykam bilansem zaledwie 12 książek papierowych i kilku ebooków, których jednak nie liczyłam, jak i nie liczę książek przewertowanych do pracy dyplomowej. 
W międzyczasie jednak udało mi się odwiedzić IV Warszawskie Targi Książki, które pierwszy raz odbywały się na Stadionie Narodowym. Powiem wam, że zmiana wyszła targom tylko na dobre - było mnóstwo miejsca i o wiele więcej stanowisk. W Pałacu 2 lata temu było tłoczno i wysiadała klimatyzacja, przez co było duszno, a przy tłumach obecnych tam nie dawało się wytrzymać. Z targów na Stadionie powstały nawet jakieś filmy, jednak zabrakło mi czasu na obrobienie i wstawienie wam materiału. Mogę obiecać, że z tego roku na pewno dam film, razem z retrospektywą z roku 2013.


Jakie mam plany na 2014 rok? Zaktywizować się na nowo. Założyłam sobie minimum 20 książek w tym roku. To może się wydawać niewiele dla wielu z was, ale... to przecież tylko minimum. Postanowiłam nie dać temu blogowi pogrążyć się w całkowitej stagnacji i dać mu umrzeć. W tym jesteśmy z barwinką zgodne. Z pewnością będzie trzeba włożyć wiele pracy w przywrócenie mu życia. 
Mam plan odwiedzić ponownie Targi na Stadionie, a także spróbuję wybrać się na jesieni do Katowic lub Krakowa, to już jednak będzie zależało od dużo większej liczby spełnionych warunków. 
W tym roku postanowiłam również wybrać i kupić sobie czytnik ebooków, co powinno w znacznej mierze poprawić moje statystyki na koniec grudnia. W zeszłym roku natknęłam się na bardzo ciekawy, pozbawiony zbędnych bajerów model, ponieważ jednak rynek czytników zmienia się jak każdy inny, skonfrontuję go z nowymi urządzeniami, jakie można u nas kupić.
W planach mam również kontynuowanie cyklu wpisów o ebookach, jak i rozpoczęcie nowego. Nazwałam go roboczo "Biblioteki świata". Ponieważ w polskim internecie mało jest informacji tego typu, zamierzam w cyklu artykułów przybliżać największe i najciekawsze biblioteki na świecie, ich działalność, zbiory, historię. Napiszcie w komentarzach, czy jesteście zainteresowani czytaniem takich postów i czy macie propozycje konkretnych miejsc. Wymyśliłam, że na pierwszy ogień pójdzie biblioteka uniwersytetu w Oxfordzie albo Harvardzie.

Ten rok będzie dla mnie na pewno aktywny, za kilka dni rozpoczynam kilkumiesięczny kurs, więc mam nadzieję, że codzienne dojazdy nieco mnie zdyscyplinują. Liczę na dużo książkowych przeżyć, a nawet mam moje 5 "must read" na ten rok:
1. "Lód" Jacka Dukaja
2. "Mrok, który nas poprzedza" R. Scott Bakker
3. "Stara baśń" Ignacego Kraszewskiego
4. "Mistrz i Małgorzata" Michaiła Bułhakowa - po raz drugi
5. "Wyznaję" Jaume Cabre


Barwinka:
2013 nie był również dla mnie najlepszym rokiem czytelniczym. Spore zmiany w pracy spowodowały liczne nadgodziny. Na początku roku zaczęłam również kursy doszkalające, co zajęło mi dodatkowo weekendy. Dobrze, że do pracy mam kawałek, bo jedynie dojazdy do pracy pozwalały mi w pewnym momencie na chwilę z książką. Gatunki, które czytałam również się zmieniły - postawiłam w większości na lżejsze książki, przy których mogłam się odprężyć. 

Planowałam przeczytać 62 książki, patrząc na dorobek poprzedniego (2012) roku. Jednak zakończyłam ten rok z wynikiem 43 przeczytanych pozycji. Oczywiście, nie chodzi o ilość, jednak jestem na siebie zła, że tak kiepsko wyszło. Dwie książki zapadły mi w pamięci - "Szmaragdowa tablica" Carli Montero, "Ocalone z Titanica" Kate Alcott. Bardzo podoba mi się również Saga księżycowa. 

Z tych przyjemniejszych rzeczy - razem z Melisandrą wpadłam na Warszawskie Targi Książki w maju i bardzo się tym podbudowałam. Spotkania z pisarzami, wydawcami zawsze poprawia mi humor. 

Co do roku 2014 to moim największym planem jest czytanie częściej i ambitniej. Oraz powrót na bloga, a nie wpadanie od czasu do czasu. Jeszcze tylko styczeń będzie trudny pod względem czasu, ale potem chciałabym publikować jedną recenzję w tygodniu. 

Mój plan czytelniczy w tym roku to 60 książek. Chciałabym go wykonać, a kto wie może uda mi się przeczytać coś więcej? Nie mam żadnych konkretnych tytułów, będę szła na żywioł :)
Copyright © 2014 Książkowe Wyliczanki , Blogger