7/19/2025

Kim jest "Wyjarzmiona" Renata Bożek

Kim jest "Wyjarzmiona" Renata Bożek


Są takie książki, które trudno się czyta, jeszcze trudniej ocenia, ale które zdecydowanie warto poznać, choćby po to, by poszerzyć horyzonty i spojrzeć z innej perspektywy na tematy, które wydają się znane, ale nie do końca przeżyte. "Wyjarzmiona" to właśnie jedna z takich lektur: brutalna, pełna brudu codzienność bohaterki zostaje mocno odciśnięta w świadomości czytelnika, zmuszając do emocjonalnego zaangażowania i refleksji.

Bohaterką tej historii jest Rozalia Balawender, dziewczynka z ubogiej wsi na Lubelszczyźnie, która w 1831 roku poprzysięga zemstę dziedzicowi. Mijają lata, a ona przechodzi niezwykłą drogę: z bosego dziecka staje się elegancką panną młodą u progu ślubu z majętnym mężczyzną. Po drodze uczy się czytać, poznaje świat wielkiego miasta i bezwzględnych reguł społecznej gry. Każdy kolejny krok to dla niej walka o przetrwanie i o siebie, czasem za cenę lojalności, moralności, a nawet własnych korzeni.

To nie jest łatwa lektura i to na wielu poziomach. Już od pierwszych zdań czytelnik musi się mentalnie przestawić, wejść w świat chłopstwa, zrozumieć nie tylko trudy ich codziennego życia, ale też oswoić się z językiem, który może stanowić barierę. Gwara, jaką posługują się bohaterowie, mocno odróżnia chłopa od „Poloka”, podkreślając podziały społeczne i kulturowe. Dodatkowym wyzwaniem jest zwarta, gęsta narracja, dialogów jest niewiele, a chociaż historia opowiadana jest w trzeciej osobie, to silne zespolenie narracji z Rozalką sprawia wrażenie, jakby to ona sama snuła tę opowieść.

Perspektywa głównej bohaterki sprawia, że wiele życiowych kwestii wydaje się oczywistych i przez to łatwo mogą umknąć podczas lektury. To książka, która wymaga skupienia. Autorka pokazuje dziecko wychowane w przekonaniu, że najważniejsze jest przetrwanie, nawet kosztem innych. Rozalka od najmłodszych lat uczy się myśleć przede wszystkim o sobie, bo tylko to daje jej szansę na przeżycie w brutalnym świecie. Już na pierwszych stronach uderza obojętność wobec cierpienia i śmierci, może dlatego, że śmierć to codzienność, obecna tuż obok od zawsze, a może dlatego, że nie dotyczy bliskich, chłopów takich jak ona.

Książka podzielona jest na trzy części: wieś, dwór i miasto, każdy z tych etapów symbolicznie oddala Rozalkę od rodzinnej chaty. Choć każde nowe miejsce daje jej szansę na zmianę, to równie często przynosi cierpienie i trudne doświadczenia. Początkowe rozdziały przesiąknięte są lubelską gwarą, która naturalnie towarzyszy jej dzieciństwu. Z czasem, wraz z dorastaniem i nauką przy każdej nadarzającej się okazji, język Rozalki staje się coraz bardziej literacki, bardziej „polski”, choć w głębi duszy wciąż nosi to, czego nauczyła się w domu.

Podczas lektury nie mogłam oprzeć się wrażeniu, że chłopi ukazani są niemal na poziomie zwierząt albo prymitywniejszych form homo sapiens, żyją po to, by przeżyć, pracują, piją, nie myślą o niczym poza przetrwaniem. Kobiety zajmują jeszcze niższą pozycję, wychodzą spod władzy rodziców prosto pod but przyszłego męża, który bije i upija się na umór. Dzieci od najmłodszych lat uczą się życia jako nieustannej walki — walczą o jedzenie, uwagę, przetrwanie, nie mając w sobie przestrzeni na myślenie o drugim człowieku. Każda inność, fizyczna, psychiczna, społeczna, jest wyśmiewana, potępiana i często kończy się tragicznie.

Życie Rozalki zmienia się dzięki nauce, która w połączeniu z jej rozwiniętym cwaniactwem pozwala jej stopniowo wspinać się po drabinie społecznej. Jednocześnie autorka ukazuje, że na każdym etapie życia, szczególnie jako kobieta, bohaterka jest wykorzystywana — i to w sposób, który wydaje się całkowicie normalny dla wszystkich wokół. Dwór, choć wydaje się być lepszym miejscem, również przynosi brutalne doświadczenia, a miasto, które miało być jej wyzwoleniem, wcale nie zmienia jej losu na lepsze. Wręcz przeciwnie, przynosi nowe, tragiczne wydarzenia, które na zawsze rysują jej życie.

„Wyjarzmiona” to powieść, w której autorka wyraźnie ukazuje przepaść między chłopami a szlachtą. Perspektywa chłopki, która dorasta w trudnych warunkach, a potem staje się młodą kobietą z ambicjami, ukazuje drobne kroki ku lepszemu życiu. Dzięki determinacji Rozalka wychodzi z kurnej chaty, a jej historia kończy się w momencie oświadczyn bogatego mężczyzny. W trakcie lektury czytelnik napotyka wiele trudnych, brutalnych i niewyobrażalnych dla współczesnego odbiorcy sytuacji, ale ta książka ma także ogromną wartość edukacyjną, otwierając oczy na to, jak wyglądał świat zaledwie dwieście lat temu.





  • Autor: Bożek Renata
  • Tytuł: Wyjarzmiona
  • Wydawnictwo: Marginesy
  • Liczba stron: 352
  • Premiera: 23 kwiecień 2025

7/16/2025

Jak wygląda "Nasza wielka letnia ucieczka" Małgorzata Lis

Jak wygląda "Nasza wielka letnia ucieczka" Małgorzata Lis


Lato to idealny moment na lekką lekturę, która wywołuje śmiech, wzruszenie i pozwala oderwać się od codzienności. Taka właśnie jest najnowsza powieść Małgorzaty Lis – szybka do pochłonięcia, pełna emocji i wakacyjnego klimatu. Choć bohaterki planowały wyprawę do słonecznej Portugalii, los poprowadził je w zupełnie innym kierunku.

Pięć przyjaciółek postanawia wyjechać bez mężów, dzieci i codziennych obowiązków – ich wymarzonym celem miała być Portugalia, ale nieoczekiwany postój w Monachium zmienia wszystko. Zamiast Atlantyku trafiają nad urokliwe jezioro Chiemsee, otoczone alpejskimi szczytami, które staje się ich improwizowanym azylem od życia w biegu. Ta zmiana planów staje się początkiem serii komicznych i nieoczekiwanych wydarzeń – pojawiają się mężowie, nastolatek z własną ideą na wakacje, a przyjaciółki zaczynają przeżywać chwile, których nie zaplanowały.

Moje pierwsze spotkanie z twórczością Małgorzaty Lis okazało się wyjątkowo udane, choć początkowo nie byłam pewna, czy ta historia mnie porwie. Jednak z każdą kolejną stroną, z każdym nieoczekiwanym zwrotem akcji i szalonym pomysłem bohaterów, uśmiech coraz częściej gościł na mojej twarzy. Nasza wielka letnia ucieczka nawiązuje do wcześniejszej powieści autorki "Naszej wielkiej zimowej ucieczki" której wcześniej nie czytałam. Mimo to nie czułam się zagubiona, a wzmianki o zimowym wyjeździe jedynie rozbudziły moją ciekawość i sprawiły, że z ochotą sięgnę po tamtą książkę.

Choć bohaterki tworzą zgraną paczkę, na co dzień ich drogi rzadko się przecinają. Każda z nich prowadzi inne życie, ma odmienne pasje, plany i temperament, co staje się źródłem zarówno zabawnych sytuacji, jak i drobnych sprzeczek – zupełnie jak w prawdziwej przyjaźni. Na drugim planie pojawiają się także ich partnerzy, którzy po wspólnej zimowej przygodzie również zacieśnili więzi i teraz spędzają czas na męskich spotkaniach przy grach. W tle przewija się też postać zbuntowanego nastolatka, który – korzystając z nieobecności matki – ma własną wizję na te kilka dni wakacyjnej wolności.

Autorka z dużą swobodą buduje zabawne sytuacje, które nie tylko bawią, ale też zbliżają bohaterów – każdy trafia do Niemiec z innego powodu, żeby ostatecznie spotkać się w niespodziewanym miejscu. Nieporozumienia, przypadkowe zdarzenia, nietrafione decyzje i komiczne zbiegi okoliczności tworzą barwną, dynamiczną mozaikę, osadzoną w pięknych okolicznościach niemieckich Alp. Całość napisana jest lekkim, przyjemnym językiem, co sprawia, że książka idealnie sprawdza się jako letnia lektura – odpręża, relaksuje i po prostu dobrze się ją czyta.

„Nasza wielka letnia ucieczka” to idealna książka na zaplanowany urlop – szczególnie dlatego, że historia bohaterek przypomina, jak szybko nawet najlepiej ułożone plany mogą się posypać. To lekka, pełna humoru opowieść, w której nie brakuje zbiegów okoliczności, zaskakujących wydarzeń i szczerych emocji. Bawi, poprawia humor i zostawia po sobie uśmiech – dokładnie taka powinna być wakacyjna lektura.
 



  • Autor: Lis Małgorzata
  • Tytuł: Nasza wielka letnia ucieczka
  • Wydawnictwo: Emocje Plus Minus
  • Liczba stron: 
  • Premiera: 14 maj 2025

7/13/2025

Jakie zapachy przynosi "Cukiernia w płatkach wiśni" Kuang Feng

Jakie zapachy przynosi "Cukiernia w płatkach wiśni" Kuang Feng

 


Literatura wschodnioazjatycka, choć tak odmienna od naszej rodzimej, ma w sobie coś przyciągającego — często trudno się od niej oderwać. Do tej pory sięgałam po książki autorów chińskich, japońskich i koreańskich, jednak po raz pierwszy w moje ręce trafia literatura tajwańska. Kuang Feng zaprasza czytelników w podróż pełną drobnych, słodkich przyjemności — opowiada o świecie tradycyjnych tajwańskich ciastek, a przy tym subtelnie wprowadza w bogactwo japońskiej kultury wagashi.

Młody Tajwańczyk An‑Chan zaczyna pracę w japońskiej cukierni, gdzie przygotowuje wagashi – tradycyjne słodycze, a przy okazji poznaje Emiko, dziewczynę rozdarte między tradycyjnymi zobowiązaniami a własnymi marzeniami. Po bolesnym rozstaniu wraca do Tajwanu i podejmuje pracę w rodzinnej piekarni prowadzonej przez swojego stryjecznego dziadka (wujka), gdzie odkrywa zarówno tajniki wypieków, jak i na nowo odnajduje sens życia.

Autorka zaprasza czytelnika do świata słodkości, ukazując dwa odrębne, lecz równie fascynujące światy – japoński i tajwański – w których tradycja odgrywa kluczową rolę. Główny bohater, poszukując swojej drogi, najpierw trafia do japońskiego sklepu z wagashi, a później – z inicjatywy matki – podejmuje pracę w cukierni prowadzonej przez swojego stryjecznego dziadka.

Wątek młodego chłopaka, który nie do końca wie, co zrobić ze swoim życiem, dobrze oddaje współczesne dylematy wielu młodych ludzi. Nie każdy od razu odnajduje swoją ścieżkę – czasem potrzeba prób, błędów i doświadczeń, które uczą, nawet jeśli bywają bolesne. Zakończenie tej historii również bardzo mi się podobało – jest nieoczywiste i pokazuje, że to, czego oczekują od nas inni, nie zawsze okazuje się najlepszym wyborem.

Pamiętaj, że w dziedziczeniu niekoniecznie chodzi o to, by coś utrzymać. Dziedzictwem jest to, co na zawsze pozostaje w sercu.

Równocześnie na drodze An-Chana pojawiają się osoby, które wpływają na jego wybory i przyszłe życie. Każde, nawet najkrótsze spotkanie, niesie ze sobą znaczenie. Ludzie z odmiennym bagażem doświadczeń i innymi priorytetami sprawiają, że bohater również się zmienia – powoli, często w sposób niedostrzegalny dla otoczenia. To właśnie te krótsze i dłuższe relacje mają największy wpływ na kształtowanie jego wewnętrznego „ja”.

Cała historia przesiąknięta jest zapachem ciastek, którym autorka poświęca wiele uwagi. Z jednej strony przybliża tradycyjne tajwańskie wypieki gao-bing, z drugiej – kompozycje wagashi, prawdziwe wizualne arcydzieła. Kuang Feng szczegółowo opisuje proces tworzenia tajwańskich słodkości: od doboru proporcji, przez formowanie kształtów, aż po technikę wypieku. Przez większość opowieści czuć radość płynącą z samego tworzenia – zarówno tę, którą daje praca z ciastem, jak i tę, którą przeżywa bohater, odkrywając nowe umiejętności.

Nie każda osoba, która nas przemienia, musi pozostać w naszym życiu na zawsze. Wiele z nich pojawia się tylko na chwilę. (...) Jeśli jednak pamiętasz kogoś na zawsze, to jest on kimś więcej niż tylko przechodniem. 
Cukiernia w płatkach wiśni to opowieść, która nie daje prostych odpowiedzi. Z jednej strony ukazuje poświęcenie dla tradycji, z drugiej – potrzebę poszukiwania własnej drogi. Bohaterowie znajdują się na różnych etapach życia, przeżywają rozterki, ale też doświadczają wielu chwil radości. Przypadkowe spotkania przynoszą zarówno uśmiech, jak i smutek. To historia pełna refleksji, a jednocześnie lekka i przyjemna w odbiorze.



  • Autor: Kuang Feng
  • Tytuł: Cukiernia w płatkach wiśni
  • Tytuł oryginalny: 揚子堂糕餅舖 (Yángzǐ táng miànbāo diàn)
  • Tłumaczenie: Ewa Ratajczyk (z angielskiego)
  • Wydawnictwo: Mando
  • Liczba stron: 352
  • Premiera: 07 maj 2025

7/05/2025

Poznaj "Coast Road. Powieść" Alan Murrin

Poznaj "Coast Road. Powieść" Alan Murrin


Jeszcze do niedawna nie zdawałam sobie sprawy, że w Europie, tak blisko nas, istniało państwo, w którym aż do lat 90. rozwód był nielegalny. Ludzie żyli więc w nieszczęśliwych małżeństwach – uwikłani w zdrady, przemoc, milczenie i poczucie bezsilności. Przede wszystkim jednak byli pozbawieni prawa wyboru: odejść albo zostać i zawalczyć. Alan Murrin w Coast Road zabiera nas do Irlandii tuż przed referendum dotyczącym zmiany prawa. Przedstawia losy kilku kobiet z małego nadmorskiego miasteczka, których codzienność i dylematy doskonale oddają napięcie tamtego czasu.

Historia przenosi czytelnika do 1994 roku w małe irlandzkie miasteczko na wybrzeżu, gdzie rozwód dalej jawi się jako odległe marzenie. W centrum opowieści znajduje się Colette Crowley – poetka, która po skandalu i romansie powraca do rodzinnego domu z nadzieją na odbudowę życia. Z pomocą Izzy, zagubionej w swoim własnym, pełnym napięć małżeństwie, próbuje odzyskać kontakt z dziećmi, ale szybko uświadamia sobie, że społeczna i religijna konsternacja może ją całkowicie odrzucić. Do tego wokół krążą cienie ponurych losów Dolores – w ciąży, uwięzionej w dominującym związku – oraz innych kobiet, których codzienność zapisuje się w ciszy i plotkach.

Trzy bohaterki Coast Road na pierwszy rzut oka wydają się zupełnie różne. Każda z nich stoi w innym punkcie życia, nosi w sobie inne pragnienia, podejmuje inne decyzje. A jednak im głębiej wchodzimy w tę historię, tym wyraźniej widać, że łączy je coś więcej niż tylko miejsce zamieszkania – wszystkie tkwią w mniej lub bardziej nieszczęśliwych związkach. Colette, która odważyła się postawić na wolność, zapłaciła za to najwyższą cenę: utratę kontaktu z dziećmi. Wraca do rodzinnego miasteczka z nadzieją na odbudowę więzi, ale szybko okazuje się, że nie tylko mąż zamknął przed nią drzwi – zrobiło to również całe lokalne społeczeństwo. Staje się obiektem plotek, niechęci i natarczywości, jakby jej samotność uprawniała innych do przekraczania granic. Choć wina nie leży wyłącznie po jednej stronie – Colette sama pozwala się zepchnąć na margines. W jej działaniach widać cień depresji, zagubienie, ucieczkę w alkohol i toksyczne relacje. To postać skomplikowana, niejednoznaczna, a przez to tak prawdziwa i poruszająca.

Izzy z pozoru wiedzie najbardziej uporządkowane życie – dom, dzieci, mąż z politycznymi aspiracjami. Ale to tylko fasada. Im bardziej poznajemy jej codzienność, tym mocniej odsłaniają się rysy w tym idealnym obrazie. Jako żona lokalnego polityka powinna dawać przykład – uśmiechać się, wspierać, milczeć. Tymczasem w jej domu nie brakuje awantur, napięcia, długich dni ciszy i poranków z bólem głowy po „znieczulającym” winie. Mąż Izzy okazuje się coraz bardziej zaborczy, a jego lęk przed społecznym osądem wydaje się większy niż faktyczna troska o relację. Mimo to Izzy nie porzuca rodziny – wybiera walkę. O codzienny spokój, o relacje, które być może da się jeszcze uratować, o siebie samą w świecie, który od kobiety oczekuje wyłącznie poświęcenia.

Najtrudniej patrzy się na los Dolores – kobiety, która od początku wydaje się stać na najbardziej przegranej pozycji. Matka kilkorga dzieci, z kolejnym w drodze, tkwi w małżeństwie z mężczyzną brutalnym i niewiernym, który coraz mniej wysila się na pozory. Jego zdrady są niemal ostentacyjne, a przemoc – fizyczna i psychiczna – stała się codziennością. Dolores zbyt długo wierzyła, że coś jeszcze da się uratować, że wystarczy przetrwać. Ale nawet najbardziej cierpliwa i zrezygnowana kobieta może dojść do granicy, której nie da się już zignorować. Jej decyzja, kiedy wreszcie nadejdzie, nie będzie spektakularna – ale będzie prawdziwa. To właśnie w tej cichej determinacji, w chwili, gdy zostaje obdarta z resztek złudzeń, odnajduje siłę, by dokonać wyboru, którego długo nie dopuszczała do siebie nawet w myślach.

Mężczyźni w tej historii wypadają na tle kobiet wyjątkowo słabo – często bierni, skupieni na własnych potrzebach i przywilejach, niechętni do refleksji czy zmiany. Zdradzają, milczą, ranią – czasem z wyrachowaniem, czasem z obojętności. Ich obecność w życiu bohaterek bywa destrukcyjna, a jednocześnie trudna do całkowitego odrzucenia. Jedynym mężczyzną, który budzi sympatię, jest wikary – postać pozornie drugoplanowa, ale znacząca. Wnosi powiew świeżości, otwartości i empatii, przecząc stereotypowej wizji duchownego w zamkniętej społeczności. Co ważne, Alan Murrin nie poprzestaje na prostym podziale na dobrych i złych – jego męscy bohaterowie są wielowymiarowi, często targani przez własne demony, uwarunkowania społeczne i lęki. Nie usprawiedliwia ich, ale próbuje zrozumieć.

Najbardziej poruszającymi postaciami tej historii okazują się jednak dzieci – ciche ofiary dorosłych decyzji i zaniechań. Najwyraźniej widać to w domach Izzy i Colette, gdzie chłopcy na swój sposób próbują poradzić sobie z emocjonalnym chaosem. Jedni reagują wycofaniem, inni złością, jeszcze inni – zamknięciem się w sobie. Murrin z dużą wrażliwością pokazuje, że to właśnie najmłodsi najdotkliwiej odczuwają skutki społecznych i rodzinnych ograniczeń – nawet jeśli nie zawsze potrafią o nich mówić.

Coast Road przenosi czytelnika do połowy lat 90., do małego irlandzkiego miasteczka, gdzie Alan Murrin z niezwykłą wrażliwością ukazuje codzienność kilkorga bohaterów, splątaną w trudnych relacjach rodzinnych. To opowieść o różnych spojrzeniach na małżeństwo, o wyborach, które mogą doprowadzić do życiowych tragedii, ale też o cichym pragnieniu zmiany – nawet jeśli świat wokół nie jest na nią gotowy. Autor maluje duszną atmosferę zamkniętej społeczności, pełnej osądów, uprzedzeń i lęku przed innością. A jednocześnie pozwala nam zajrzeć głęboko w umysły bohaterów – zrozumieć ich motywacje, słabości, samotność. To lektura wartościowa i poruszająca, pozostająca w myślach długo po przewróceniu ostatniej strony.





  • Autor: Murrin Alan
  • Tytuł: Coast Road. Powieść
  • Tytuł oryginalny: Coast Road
  • Tłumaczenie: Mikołaj Denderski
  • Wydawnictwo: Bo.wiem
  • Liczba stron: 256
  • Premiera: 05 maj 2025
Copyright © 2014 Książkowe Wyliczanki , Blogger