Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Trójka e-pik. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Trójka e-pik. Pokaż wszystkie posty

1/13/2019

Poznajcie cykl "Dwór" Evelyne Brisou-Pellen

Poznajcie cykl "Dwór" Evelyne Brisou-Pellen

Lubię różnorodność gatunkową, co możecie zauważyć śledząc moje wpisy i recenzje. Tym razem sięgnęłam po książki, z których powinnam dawno wyrosnąć, bo dedykowane są one młodzieży. Uważam jednak, że każda książka, która jest dobrze napisana, jest uniwersalna i przypinanie łatek, albo zakresu wiekowego (lub jakiegokolwiek innego), jest niesłuszne. Obecnie wydaną w Polsce serię o Dworze przeczytałam przy okazji wyzwania Książek Sardegny, jest to dla mnie świetna okazja, żeby nadrobić trochę tytułów zalegających na moich półkach. Czy warto było spędzić czas z tą historią? 

Liam po długiej chorobie trafia do sanatorium, w którym ma ostatecznie zebrać siły. Chłopak jest niezwykle ciekawy świata i od razu zauważa niezwykłość miejsca i jego mieszkańców. Dwór kryje w sobie tajemnice, które Liam chciałby poznać, a które mogą zmienić jego postrzeganie świata. Co tak naprawdę dzieje się w Dworze i czym jest Mapa Wieczności? 
Clea ma za sobą bardzo trudne wspomnienia, z którymi cały czas próbuje się uporać. Razem z pomocą Liama stara się odkryć, kto stoi za jej porwaniem. Jednocześnie w Dworze dzieją się rzeczy coraz bardziej niebezpieczne. Strych zawłaszczyły sobie Szare Duchy, które mogą być bardzo niebezpieczne dla mieszkańców. Każdy musi pogodzić się z przeszłością, aby móc spojrzeć w przyszłość. 

Dobrze napisana książka, niezależnie od gatunku czy grupy wiekowej, potrafi wciągnąć. Tak było w przypadku powyższych tytułów. Pierwotnie planowałam przeczytać jedynie pierwszy tom, jednak po jego zakończeniu nie mogłam sobie odmówić dalszych losów bohaterów. 

Pierwszy tom bardzo długo skrywa tajemnicę miejsca, do którego trafił Liam. Powoli zaczynałam rozumieć, gdzie trafił chłopak, jednak miałam trochę inne podejrzenia co do rozwiązania prawie do samego końca. Wątek zagadki, takiego poprowadzenia historii to duży plus tego tytułu. Sam temat, którego podjęła się autorka, również zasługuje na uwagę. Nie został on umniejszony, ze względu na wiek czytelnika, jest pokazany momentami drastycznie, a jednak w tym wszystkim jest powaga. Uważam, że autorce wyszło to bardzo dobrze. 

Dwór jest miejscem bardzo tajemniczym, ale równie ciekawi są jego mieszkańcy. Zbiór osób, które wyglądem i zachowaniem zupełnie do siebie nie pasują. Nic dziwnego że bohater miał co do nich swoje podejrzenia. Ostatecznie jednak ta różnorodność była ciekawa i dodawała powieści charakteru. 

Drugi tom nie mógł opierać się na tajemnicy. W tym wypadku autorka poszła trochę w innym kierunku, przeniosła punkt ciężkości na Clea oraz innych bohaterów. Pokazała ich historię, a także wyszła z dworu na ulicę miast. Złość, żal i chęć zemsty są istotnymi elementami, które wprawiają w ruch całą historię. 

Autorce udało się stworzyć miejsce/świat wciągający, ale nie idealny. Jest tam strach, jest niebezpieczeństwo, ale równocześnie daje on nadzieję. Postacie również wzbudzają emocje. Liam i Clea wysuwają się na główny plan, nastolatkowie, którzy muszą poradzić sobie z przeszłością, dają się lubić. Liam wydaje się bardzo dojrzałą postacią jak na swoje piętnaście lat, dzięki czemu historia zyskuje podczas lektury. Clea, po przeżyciach, których doświadczyła, wzburza sympatię i chęć opieki. 

Ciężko zakwalifikować tę serię gatunkowo, ma ona elementy fantastyki, przygody, powieści detektywistycznej i powieści grozy. Akcja nie zwalnia nawet na chwilę, dlatego też ciężko się od niej oderwać. 

Oczywiście nie jest to książka idealna, jest kilka elementów, które mi zgrzytały. Skoki w czasie, które mają wpływ na teraźniejszość (chodzi powrót Leonidasa), miłość głównych bohaterów, która była zdecydowanie na poważna jak na ten wiek i trochę ta dojrzałość Liama, która dobrze wpływa na samą lekturę, ale jak się nad tym głębiej zastanowić, to raczej nie jest możliwa u piętnastolatka. 

Dwór to świetny pomysł na prezent dla nastolatków (wydawnictwo wskazuje na przedział wiekowy 12+), ale również dla starszych czytelników. Autorka przedstawia temat śmierci w sposób racjonalny, nie wyidealizowany, a jednocześnie właściwy. Oba tomy czyta się szybko i z ciekawością. Sama czekam na trzeci tom, który znajduje się w zapowiedziach wydawnictwa. Ciekawa jestem czym tym razem autorka mnie zaskoczy. 

  • Autor: Evelyne Brisou-Pellen
  • Tytuł: Liam i Mapa Wieczności | Clea i Wrota do Świata Duchów
  • Cykl: Dwór #01, #02
  • Tytuł oryginalny: Liam et la carte d'eternite, Clea at la porte des fantomes
  • Wydawnictwo: Widnokrąg
  • Liczba stron: 352, 370
  • Premiera: 28 marzec 2017, 20 listopad 2017


Książka przeczytana w ramach wyzwania Trójka e-pik

12/02/2012

Życie kobiet w XV-wieku na tle soboru w Konstancji

Życie kobiet w XV-wieku na tle soboru w Konstancji
Dane techniczne:
  • Autor: Lorentz Iny
  • Tytuł: Nierządnica
  • Tytuł oryginalny: Die Wanderhure
  • Wydawnictwo: Sonia Draga
  • Liczba e-stron: 440
  • Premiera: 2007
  • Gatunek: powieść historyczna
Tytuł zainteresował mnie od pierwszej chwili. Pozytywne recenzje jedynie utwierdziły w przekonaniu, że musza ją przeczytać. W wyniku listopadowego wyzwania w końcu udało mi się za nią zabrać. 

Autorka opisuje historię Marii, młodej dziewczyny, córki bogatego kupca z Konstancji. Dziewczyna jest żarliwie wierząca, skromna a jednocześnie piękna. Niedługo ma wyjść za mąż na Magistra Ruppertusa, który ma być wyśmienitą partią. W ciągu jednej nocy jej świat zmienia się o 180 stopni. Zostaje posądzona o cudzołóstwo, wielokrotnie zgwałcona w więzieniu, biczowana a następnie wygnana z miasta. Przez te wydarzenia dziewczyna zostaje zmuszona do zostania kokotą, aby przeżyć. I aby zemścić się na byłym narzeczonym. 

Styl autorki sprawił, że zainteresowała mnie już po pierwszych stronach. Życie mieszczan w Konstancji, jednym z większych miast niemieckich tamtych czasów, a chwilę potem wędrowne życie nierządnicy. Wszystko to zostało pokazane bardzo plastycznie. Noc w celi razem z Marią zapamiętam dna długo. Było mi ciężko przejść przez pierwszą część, właśnie przez brutalność, której autorka w żaden sposób nie próbowała tuszować. Mężczyźni w tej książce w większości zostali pokazani jako pełni chuci, myślący przede wszystkim o własnej przyjemności. Niewielu z nich traktowało kobiety jak równe sobie. Bardzo często były przedmiotem do zaspokojenia swoich potrzeb. Życie Marii było trudne, brutalne i przerażające. Niejedna kobieta po takich przeżyciach straciłaby wolę walki.

Kolejnym atutem książki są postacie, barwne, pełne wad i zalet, rzeczywiste. Wiele z nich bardzo polubiłam, inne z kolei budziły moją niechęć. Postać Michała Adler wzbudził moją sympatię, bo pomimo przeszłości Marii nie zapomniał o swoich uczuciach do niej. Ciekawa byłam jak historia tych dwojga się skończy.

Jest to świetna pozycja, która stara się pokazać prawdziwe życie w XV wieku. Niektóre wydarzenia jak sobór w Konstancji to fakty historyczne, co dodatkowo uprawdopodobnia tę historię. Bardzo chętnie przeczytam inną pozycję tej autorki bo w historię Marii bardzo się wciągnęłam. 


Listopad to miesiąc zmian w moim życiu. Reorganizacja w pracy, dodatkowe szkolenia i parę innych obowiązków sprawiło, że nie udało mi się wykonać planu czytelniczego, który sobie wyznaczyłam. Przeczytałam jedynie cztery książki, na bloga wchodzę rzadki (do ostatniej recenzji zbierałam się półtora tygodnia), a już na Wasze blogi nie wchodzę od pewnego czasu w ogóle. Niestety do świąt raczej się to nie zmieni, choć zrobię wszystko żeby spędzać z książką jak najwięcej czasu. 

A mimo to zakupy w tym miesiącu wcale skromne nie były - kupiłam 9 książek:


W grudniu jednym z moich postanowień jest całkowity brak zakupów książkowych, przynajmniej dla mnie ;) 

Życzę Wam udanego miesiąca, i choć nie będę Was odwiedzać to na pewno będę myśleć :) A jutro spodziewajcie się postu z grudniowej Rozdawajki :)

11/09/2012

Spójrzcie za zasłonę, na tę Warszawę dawno zapomnianą

Spójrzcie za zasłonę, na tę Warszawę dawno zapomnianą
 Dane techniczne:
  • Autor: Gomulicki Wiktor
  • Tytuł: Cudna mieszczka. Obrazek warszawski z wieku XVII
  • Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
  • Liczba stron: 137
  • Wydanie: 1968
  • Gatunek: powieść historyczna



Moją biblioteczkę budowałam w sumie od zera, po przeprowadzce starsze książki zostawiłam w rodzinnym domu. Dlatego przystępując do wyzwania "Tydzień bez nowości" musiałam poszukać książek wcześniej wydanych w małym zbiorku jaki posiada moja babcia. Jakie było moje zdziwienie kiedy wśród większości książek związanych z wiarą, żywotami świętych itp znalazłam dwie książki z serii "Złotego liścia". Od pierwszej chwili wiedziałam że z obiema poznam się bliżej, ten miesiąc zaczęłam od "Cudnej mieszczki".

Wiktor Teofil Gomulicki to pisarz pozytywistyczny żyjący w II poł. XIX i na początku XX wieku. "W jego twórczości największe znaczenie mają utwory poetyckie, odznaczające się finezyjną kunsztownością formy, o urozmaiconej strofice i budowie wersyfikacyjnej. (Poezje 1882, Poezje 1886, Nowe pieśni 1896, Wiersze. Zbiór Nowy 1901, Biały sztandar 1907,Światła 1919, Pod znakiem Syreny 1944). Tworzył także utwory o tematyce refleksyjno-filozoficznej i pacyfistycznej. W swojej twórczości poruszał tradycje, życie codzienne i piękno Warszawy (W kamienicy „Pod Okrętem”, Schadzka, Warszawa wczorajsza). Szereg wierszy poświęcił Ostrołęce, miastu w którym się urodził (Nad błękitną moją Narwią). Pozostawił po sobie kilka powieści historycznych (Miecz i łokieć 1903), mnóstwo felietonów, był również płodnym nowelistą. Był tłumaczem poezji, jako pierwszy w Polsce przekładał Ch. Baudelaire’a (Kwiaty zła). Jako jeden z nielicznych autorów z tamtego okresu głosił wielkość twórczości Norwida, zamierzał opracować jego monografię."*

"Cudna mieszczka. Obrazek warszawski z wieku XVII" jest bardzo krótką książką, z którą można spędzić jeden wieczór. Jest to tak naprawę wycinek z życia Starej Warszawy. Opowieść dotyczy Basi Szeligi, pięknej młodej dziewczyny o której względy zabiega dwóch młodzieńców. Jeden jest polskim mieszczaninem, złotnikiem. Drugi natomiast to królewski śpiewak pochodzący z Wenecji. Są to trzy główne postacie. Ale nie można zapomnieć i o czwartym - Warszawie. Autor poprzez tą smutną w sumie historię przedstawia uliczki Starej Warszawy - jej zaułki, Rynek, twierdzę, królewskie komnaty, kościół i wiele innych miejsc. Przedstawione są tak plastycznie, że przez chwile można poczuć ten zapomniany dziś klimat. Czytając cały czas miałam uczucie, że coś straciłam nie mogąc przejść się tymi uliczkami. Znam starówkę warszawską, ale w dzisiejszych czasach nie da się poczuć tego klimatu. Autor miał to niesamowite szczęście że przechodził się uliczkami Starego Miasta jeszcze przed wojną i na kartach książki przeniósł wszystko, co sam poznał. 

Sama historia jest smutna, romantyczna, ckliwa. Przez chwilę zatęskniłam również za czasami, kiedy mężczyźni byli rycerscy dla dam, gdy język polski posiadał tyle pięknych starych zwrotów. Choć z drugiej strony młode dziewczyny nie mogły nie zgodzić się z decyzją rodziców o zamążpójściu. 

Z pewnością tymi słowami nie oddam całego piękna tej krótkiej historii ale mam nadzieję, że choć trochę Was zachęcę żeby jednak poszukać w bibliotece lub antykwariacie i po nią sięgnąć. Jestem nią oczarowana i chciałabym przeczytać inne pozycje autora. Jedyny minus tej książki jest taki, że jest zdecydowania za krótka. 

Przeczytałam tą książkę w ramach wyzwań:

* Za wikipedią

10/22/2012

Książka li to czy rozprawka?

Książka li to czy rozprawka?
  Dane techniczne:
  • Autor: Pawlikowska Beata
  • Tytuł: Blondynka w Peru
  • Seria: Dzienniki z podróży
  • Wydawnictwo: G+J
  • Liczba stron: 160
  • Premiera: luty 2011
  • Gatunek: lit. podróżnicze


Książki pani Beaty czyta się szybko i łatwo, jest to mój przerywnik między innymi pozycjami. Po ten konkretny tytuł sięgnęłam, żeby skończyć wyzwanie Sardegny. Pomyślałam że 160 stron to idealna lektura na jeden wieczór. Niestety sromotnie się zawiodłam.

Autorka porusza kilka spraw związanych z Paru - czym różni się koka od kokainy, o potrawce ze świnki morskiej jak wyglądało życie w czasach Inków, czym równi się lama od alpagi, a ta od wigona.

Tym razem będzie krótko, bo nie chcę się za bardzo wyróżniać od autorki. Książka ma w praktyce 90 stron tekstu, a gdyby jeszcze pousuwać rysunki autorskie, które pojawiają się prawie co drugą stronę to myślę ostatecznie zostałoby koło 60. Książka oczywiście wydana jest w formacie kieszonkowym, a czcionka jest zdecydowanie duża. Gdyby więc wydać tą książkę bez obrazków, zdjęć w standardowej czcionce to wyszłoby koło 30-40 stron. Dlaczego się tak czepiam? Bo mimo że książki autorki są krótkie, to ta bardzo negatywnie mnie pod tym względem zaskoczyła. Owszem czytało mi się dobrze, choć język jest bardzo prostu i łopatologiczny (przyjrzałam się jeszcze raz tekstowi pod tym względem, po konfrontacji z opinią Viv) jednak brakuje mi tu duuużo informacji. Uważam że to nie jest książka. Może rozprawka? Zaznaczenie ciekawych informacji? Na pewno nie jest to tekst pretendujący do miana książki. 

Mimo wszystko jakieś plusy były i nie można o nich zapomnieć. Autorka ciekawie zaznaczyła życie Inków, ich wierzenia. Duży plus również za autorskie tłumaczenie z hiszpańskiego fragmentów "Comentarios reales de los Incas". Z tego co się orientowałam książka ta nie była tłumaczona na Polski, a zawiera ciekawe fragmenty na temat życia i wierzeń ówczesnych mieszkańców. Na końcu znajduje się wiele zdjęć, niektóre naprawę ciekawe.

Podsumowując można się z tą książka zapoznać, nie tracąc dużo czasu. Jednak jeśli ktoś nastawia się na ciekawą i pasjonującą lekturę to może się sromotnie zawieść. Przez ten zawód daję tylko trzy gwiazdki.




***********

Dziś zakończył się pierwszy etap Rozdawajki. Rywalizacja była bardzo wyrównana, do końca nie było wiadomo, która książka wygra. Zagłosowało 41 osób. Ostatecznie w tym miesiącu wygrała:

"Igrzyska Śmierci" Suzanne Collins - 24 głosami.

Na "Cukiernię pod Amorem" Małgorzaty Gutowskiej-Adamczyk oddaliście 17 głosów. Książka ta pojawi się pojedynku listopadowym.

W środę odbędzie się losowanie i poinformuję, kto został zwycięzcą miesiąca.

10/17/2012

Teoria spiskowa dziejów - Żydzi? Masoni? Jezuici? Kto opanuje świat.

Teoria spiskowa dziejów - Żydzi? Masoni? Jezuici? Kto opanuje świat.
 Dane techniczne:
  • Autor: Eco Umberto
  • Tytuł: Cmentarz w Pradze
  • Tytuł oryginalny: Il Cimitero di Praga
  • Wydawnictwo: Oficyna Noir sur Blanc
  • Liczba e-stron: 496
  • Premiera: listopad 2011
  • Gatunek: kryminał, powieść historyczna


Umberto Eco kojarzy mi się z pisarstwem trudnym. Choć do tej pory czytałam tylko "Imię Róży", to język dał mi się we znaki. Jednak nagrodą za początkowe trudności jest bardzo dobrze przeprowadzona akcja, z historią oraz kryminałem w tle. Zauważyłam już że autor świetnie wchodzi w klimat danego czasu. Imię róży było przepełnione atmosferą średniowiecznych zabobonów, wiary w rzeczy nadprzyrodzone ale i głęboką wiarą w Boga. "Cmentarz w Pradze" już od dawna chciałam przeczytać. Teraz, ze względu na wyzwania, udało mi się sięgnąć po tą książkę. Chciałabym napisać co o niej myślę, ale z pewnością nie będzie to łatwe. Z jednej strony historia jest świetna, z drugiej poglądy które autor przypisał głównemu bohaterowi są ciężkie do przełknięcia.

Boczna ulica Paryża, dom antykwariusza. Przy biurku siedzi mężczyzna i zaczyna pisać dziennik. Nie potrafi sobie przypomnieć kim jest, ani co robił ostatnio. Postanawia więc spisać po kolei wszystko czego nie zapomniał, aby w ten sposób zapełnić luki w pamięci. W ten sposób pisze co lubi, jakie ma poglądy. Pisze też o swoim życiu - dzieciństwie, młodości i wieku dorosłym. Co jakiś czas w dzienniku pojawiają się wpisy tajemniczego księdza, który wtrąca swoje uwagi. Kim może być zakonnik? Jak dostaje się do mieszkania Simoniniego? I co łączy te postacie z cmentarzem w Pradze?

Od paru dni zastanawiam się co właściwie sądzić o tej książce. Świetnie wykreowany świat, przedstawienie społeczeństwa XIX-wieku, wszystko dopięte na ostatni guzik. Z drugiej strony główny bohater z wszystkimi jego wadami i ten ogromny antysemityzm. Dochodzę jednak do wniosku, że książka bardzo mi się podobała. I na pewno o niej nie zapomnę przez długi czas. 

Autor wykonał ciekawy zabieg prowadząc narrację trzy-torowo. Na początku odzywa się Narrator, przedstawiając mieszkanie bohatera, jego wygląd, a także w przyszłości opisuje niektóre wydarzenia z pozycji obserwatora. Drugim narratorem jest sam Simonini, mężczyzna w słusznym wieku, który w dzienniku opisuje wszystkie swoje myśli i wspomnienia. Czasem również pojawia się trzeci narrator, wspomniany wyżej ksiądz  który staje się czasem sumieniem głównego bohatera. Dzięki temu historia jego życia staje się powoli kompletna. 

Książka porusza bardzo dużo wątków i na pewno nie uda mi się ich wszystkich poruszyć. Już sam główny bohater skonstruowany jest w bardzo złożony sposób. Na jego postać składa się wiele cech, zachowań, uprzedzeń, bardzo dużo sprytu, zdolności. Dzięki temu przez dziejowe zawieruchy udało mu się przejść bez szwanku.
Z tekstu wyłania się jednak bohater którego nie potrafiłam polubić, momentami mnie irytował, a jednocześnie było mi go żal - wychowanie i niektóre wydarzenia z dzieciństwa wypaczyły go. Simonini pochodzi z Włoch, dokładnie z Turynu, gdzie urodził się w I poł. XIX wieku. W swoim życiu parał się wieloma sprawami, jednak wyraźnie widać, że jest to myślący tylko o sobie i o swojej korzyści cwaniak i kryminalista. Żadne zasady ludzkie i boskie go nie dotyczą. Dla własnego dobra potrafi być podwójnym agentem, zdradzić najlepszych przyjaciół (zaraz chwila, czy on w ogóle ma jakiś przyjaciół?) czy zamordować człowieka z czystą krwią. Do tego jest antyseminą na skale Hitlera, nienawidzi również masonów i w sumie wszystkich innych ludzi. A no i nienawidzi kobiet, ma chyba jakieś problemy ze swoją męskością. 

Za sobą samym szczególnie nie przepadał, ale do innych żywił niechęć tak wielką, że siebie samego jakoś znosił.*

(...)Te damy kameliowe hołdują następującej zasadzie: nie wolno mieć ani serca, ani wrażliwości, ani wdzięczności, trzeba tylko umieć wykorzystywać impotentów, którzy płacą im wyłącznie za to, że wystawiają je na pokaz w swojej loży w Operze. Cóż to za wstrętna płeć!

Książka łączy w sobie książkę historyczną i kryminał. Z jednej strony poprzez wspomnienia bohatera autor przedstawia wydarzenia i społeczeństwo XIX-wieku. Z drugiej postać samego Simoniniego. Co w jego wychodku robią zwłoki? Kim jest tajemniczy ksiądz? I co robił w ciągu ostatnich dni. Na wszystkie pytania autor udziela odpowiedzi świetnie łącząc ze sobą wszystkie te wątki. 

Autor przedstawił XIX-wieczne środowisko pełne uprzedzeń, niepewności. Simonini jest świadkiem wielu wydarzeń historycznych - Zjednoczenie Królestwa Włoch, Dni Komuny w Paryżu, wojna francusko-pruska. Bardzo dobrze widać świetne przygotowanie Eco przed napisaniem tej powieści. Wszystkie niuanse tamtego społeczeństwa przedstawione są przez pryzmat głównego bohatera.
Jednym z istotniejszych wątków były uprzedzenia względem Żydów. Nie tylko samego głównego bohatera, ale całego ówczesnego społeczeństwa. W sumie uprzedzenia to mało powiedziane, były to poglądy które z czasem doprowadziły do "Mein Kampf" Hitlera. 

Zdaniem Simoniniego mieli oni jednak wiele cech właściwych rasom kolorowym, jak słabe owłosienie ciała, ograniczoną pojemność czaszki, czoło pochyłe, zatoki czołowe silnie rozwinięte, wyjątkowo wyraźnie zaznaczoną żuchwę i kości policzkowe, daleko do przodu wysuniętą dolną szczękę, skośne oczodoły, ciemniejszą barwę skóry, na głowie włosy gęste i kędzierzawe, wielkie uszy, nierówne zęby, a ponadto odznaczali się przytępieniem uczuć, przesadnym zamiłowaniem do alkoholu i przyjemności związanych z życiem płciowym, niewielką wrażliwością na ból, brakiem poczucia moralności, lenistwem, porywczością, nieostrożnością, ogromną próżnością, upodobaniem do gier hazardowych, wiarą w przesądy.
Nie musiałem likwidować ich ja, który (na ogół) unikam przemocy fizycznej; mając jednak doświadczenia z czasów Komuny, wiedziałem dokładnie, jak należy postąpić: zmobilizować dobrze wyćwiczone i przeszkolone ideologicznie oddziały i postawić pod ścianą wszystkich z haczykowatymi nosami i kędzierzawymi włosami. Zginęłoby także trochę chrześcijan, ale jak powiedział ów biskup idącym do szturmu na zajęte przez albigensów Béziers: na wszelki wypadek zabijmy wszystkich, potem Bóg rozpozna swoich.
Napisano w żydowskich Protokołach: cel uświęca środki.
A zatem trzeba będzie kiedyś popróbować jedynego rozwiązania racjonalnego, czyli ostatecznego: eksterminacji wszystkich Żydów. Także i dzieci? Tak, także i dzieci. Wiem, może to się wydać pomysłem godnym Heroda, ale gdy ma się do czynienia z chwastami, nie wystarczy ściąć, trzeba wykorzenić. Jeśli nie chcesz mieć komarów, zabijaj larwy. Alliance Israélite stanowi cel przejściowy. Zresztą je także będzie można zniszczyć dopiero wraz ze zniszczeniem całej tej rasy

Wszystkie te myśli wynikały ze strachu. Żydzi nie bratali się z innymi ludźmi, żyli w zamkniętych dzielnicach, nie odsłaniali również swoich tajemnic. Niepokój się potęgował. Kiedy człowiek czegoś nie rozumie, zaczyna być agresywny  Tak było i w tym wypadku. Żydzi stali się kozłem ofiarnym ówczesnego społeczeństwa. Mieli nawet pokusić się o władze nad światem. Starali się przejąć całe społeczeństwo za pomocą spisków i pieniędzy. Przez brak kontaktu wszystkie te wizje nasilały się. Do czego to doprowadziło, wie każdy z nas. 
Eco potrafił świetnie przedstawić te relacje, niepewność, niewiedze, domysły, insynuacje. Zresztą Żydzi nie byli jedyną grupą na którą reszta ludzi patrzyła krzywo. Wielką niewiadomą byli również masoni, jezuici oraz inne zamknięte grupy. Jak człowiek czegoś nie wie, nie rozumie to się tego boi. A najlepszą formą obrony jest atak...

Panowie, żydowskie pochodzenie Chrystusa to legenda rozpowszechniona właśnie przez Żydów – świętego Pawła i czterech ewangelistów. W rzeczywistości Jezus należał do rasy celtyckiej tak samo jak my, Francuzi, których Rzymianie podbili bardzo późno. Celtowie, zanim zniewieścieli pod wpływem rasy łacińskiej, byli ludem zdobywców. Czy słyszeliście o Galatach, którzy dotarli aż do Grecji? Nazwa Galilea pochodzi od Galów, którzy ją skolonizowali. Zresztą mit o dziewicy, która urodziła syna, jest mitem celtyckim, związanym z druidyzmem. Jezus… dość spojrzeć na wszystkie jego wizerunki, jakie posiadamy… – był jasnowłosy i miał błękitne oczy. W swoich mowach piętnował obyczaje, przesądy i wady Żydów i wbrew temu, czego oczekiwali oni od Mesjasza, głosił, że jego królestwo nie jest z tego świata. Żydzi byli monoteistami, a Chrystus sformułował koncepcję Trójcy Świętej, inspirowaną celtyckim politeizmem. Dlatego go zabili. Żydem był Kajfasz, który go skazał, Żydem był Judasz, który go zdradził, Żydem był Piotr, który się go wyparł…

W książce, jak autor sam zauważył, większość osób to postacie historyczne. W niektórych częściach było ich nadzwyczaj dużo. Szczególnie podczas opisywania pobytu Simoniniego na Sycylii momentami zaczynałam się gubić. Z pewnością powodem tego jest moja słaba znajomość historii Włoch. Nie wpłynęło to jednak na odbiór ogólny tej książki. 

Dodatkowym atutem jest wiele obrazków i rycin, które przedstawiają niektóre sceny. Są one stylizowane na opisywany okres.

Uważam, że autor wykonał kawał świetnej roboty. Tak jak "Imię róży" jest lekkim paszkwilem na społeczeństwo średniowiecznych mnichów, tak tutaj widać przerysowane (a może nie) obawy XIX-wiecznego społeczeństwa zachodniej Europy. "Cmentarz w Pradze" to trudny tekst. Jest jednak powieścią wartą zapoznania się z nią. Świetnie uchwycone społeczeństwo, historia oraz język dopełniają całokształtu. 


Książkę tą przeczytałam w ramach wyzwania Book-Trotter i jednocześnie Trójka e-pik.

* Wszystkie cytaty pochodzą z książki.

10/07/2012

Dzban stał się punktem zwrotnym w życiu pewnego klanu

Dzban stał się punktem zwrotnym w życiu pewnego klanu
 Dane techniczne:
  • Autor: Montgomery Lucy Maud 
  • Tytuł: Dzban ciotki Becky
  • Tytuł oryginalny: A Tangled Web
  • Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
  • Liczba stron: 223
  • Premiera: 1992
  • Gatunek: literatura młodzieżowa, powieść obyczajowa
Montgomery jest autorką, którą ukochałam w dzieciństwie. Każdą z części o Ani Shirley przeczytałam wielokrotnie. Widać to najwidoczniej po "Ani na uniwersytecie". A mimo to nie przyszło mi do głowy przeczytać innych utworów autorki. Dopiero w tym roku postanowiłam skompletować resztę książek Montgomery w wydaniu z NK. Z racji wyzwania u Sardegny sięgnęłam po "Dzban ciotki Becky"

"Większość pań Dark była z domu Penhallow, a panieńskie nazwisko większości pań Penhallow  brzmiało Dark (...) Bo rzeczywiście, z kim mógłby się ożenić Dark, jeśli nie z Penhallowówną, i z kim Penhallow, jeśli nie z Darkówną?"* Te powiązania tworzą klan ludzi, którzy pewnego popołudnia gromadzi się na bankiecie ciotki Becky, seniorki rodu. Powodem tego spotkania okazał się dzban, który od długiego czasu jest dziedziczony w tym rodzie. Tylko komu ciotka przekaże ten skarb? Okazuje się że starsza pani dopiero za rok zdradzi swoją wolę. A w tym czasie wydarzy się naprawdę wiele. 

Autorka i tym razem oczarowała mnie swoim stylem. Może początkowo trochę gubiłam się w postaciach, bo pojawia się ich w książce bardzo dużo, nie przeszkadzało mi to jednak wciągnąć się w historię. Spotkanie u ciotki Backy spowodowało lawinę wydarzeń, które doprowadziły do kilku ślubów, do zmian w niektórych rodzinach i do przemyślenia swojego życia. Niektórym z postaci kibicowałam, inne mnie denerwowały. Montgomery przedstawia całą plejadę postaci. Każda z nich ma swój charakter i jest w pewien sposób indywidualnością. Już jakiś czas temu zauważyłam że autorka nikogo na końcu nie zostawia bez pomocy. Każdy w końcu doczeka się lepszego życia. W ciągu  trwania historii pojawia się bieda, głód, nieszczęście, złamane serce to ostateczne wszyscy znajdą to, czego naprawdę pragną. W tej książce tak właśnie wszystko się kończy. To duży atut. Poprawia nastrój i daje nadzieję.

Codzienność życia, małe problemy, miłość, zdrada, śmierć. Nieszczęście i radość mieszają się tu na każdej stronie. Bardzo się cieszę, że sięgnęłam po tę pozycję i z pewnością w niedługim czasie postaram się poznać jakiś inny tytuł autorki.


Po tę książkę sięgnęłam z okazji wyzwań:




* Cytat z książki

9/30/2012

Wspomnienia tych ocalałych...

Wspomnienia tych ocalałych...
 Dane techniczne:
  • Autor: Grynberg Mikołaj
  • Tytuł: Ocaleni z XX wieku
  • Wydawnictwo: Świat Książki
  • Liczba e-stron: 273
  • Premiera: grudzień 2011
  • Gatunek: literatura faktu, historia, wspomnienia



Wojna z jednej strony mnie przeraża a z drugiej chce wiedzieć jak najwięcej o każdym jej aspekcie. Pamiętam jak czytałam w liceum "Medaliony" Nałkowskiej, a potem miałam przerażające sny :/ Mimo to od czasu do czasu staram się sięgnąć po pozycję, która ma mi przybliżyć ten przerażający okres. 

Mikołaj Grynberg, z wykształcenia psycholog, od 20 lat zajmuje się fotografią, a od niedawna autorskimi projektami, w których za pomocą fotografii i tekstu opisuje ludzkie losy wplecione w wielką historię. Jest autorem książki AUSCHWITZ. Co ja tu robię?, która ukazała się w 2010 roku nakładem wydawnictwa Muzeum Auschwitz-Birkenau.*

"Ocaleni z XX wieku" to spisane rozmowy autora z różnymi bohaterami, którzy przeżyli wojnę. Wszystkie te postacie łączy jedno - są Żydami. Książka dzieli się na 14 rozdziałów - każdy z nich przedstawia rozmowy Grynberga z innymi ludźmi. Autor nic nie zmieniał, nic nie retuszował. Są to rozmowy, które były nagrane i przepisane w formę książki. Ma to swoje plusy i minusy. Z jednej strony niektóre fragmenty mogą się wydać nudne, szczególnie osobom postronnym. Z drugiej widać wszystkie uczucia tych ludzi. Nie każdy chce opowiadać o wojnie, niektórzy nie mają na to siły. Ludzie Ci mają różne wspomnienia. Jedni przeżyli wojnę w Polsce, inni w Rosji. Jedni byli w obozach, drugim udało się przeżyć "na aryjskich papierach". Jedni stracili całą rodzinę a inni razem z rodzicami przetrwali to piekło. Zresztą nie tylko wojna pojawia się w tych wspomnieniach. Są tu wspomnienia przedwojenne oraz powojenne. 

"Po nas nikt już nie opowie, najwyżej ktoś przeczyta..."*

Co mnie uderzyło po przeczytaniu to ogromny antysemityzm w Polsce. Zarówno przed wojną jak i po niej Żydzi byli traktowani jak ktoś gorszy. To wielokrotnie było punkt zwrotny, przez który decydowali się na wyjazd z Polski. Jeden z pytanych powiedział słowa, które zapadły mi w pamięć, ze rozumie iż w czasie wojny ktoś się bał im pomagać. Ale jakim trzeba być człowiekiem żeby na ulicy krzyczeć że ktoś jest Żydem wiedząc że zostanie zabity? I znowu jest to sytuacja w której nikt z nas się nie znalazł i miejmy nadzieje że w życiu już do tego nie dojdzie. Jak my dziś byśmy się zachowali?

Czytając o dzieciństwie tych ludzi było mi żal, tego co straciliśmy. Jak dziś wyglądałaby Polska, gdyby społeczeństwo polskie w tamtych czasach nie pozbyło się polskich Żydów? Te wszystkie tradycje, które minęły bezpowrotnie. 
Z drugiej strony może my bylibyśmy zmuszeni do opuszczenia tego kraju z powodu wyznania, preferencji itp. I co wtedy? Kraj za który nasi ojcowie bili się w czasie I wojny. Kraj który kojarzy nam się z dzieciństwem i bezpieczeństwem. Kraj który do dziś został w naszych sercach? Oczywiście nie można generalizować. Są osoby które wracają do Polski, a są takie którzy uważają Polaków za nie lepszych niż nazistów (czy też Niemców jak ktoś też dobrze zauważył). 

Książka nie jest gruba, czyta się ją błyskawicznie. Choć wspomnienia zarówno wojenne jak i nie dość mocno mogą wejść do głowy. Ciesze się, że po nią sięgnęłam. Do tej pory nie miałam do czynienia z książką o wojnie spojrzeniem Żyda, który był jednak przez najeźdźców inaczej traktowany. Z drugiej dała mi ona sporo do myślenia o polskim antysemityzmie. Myślę, że mogę ją polecić każdej zainteresowanej tym tematem osobie. 

Przeczytałam ją w ramach wrześniowej Trójki e-pik.

* Cytaty z książki.

9/16/2012

Skok w bok, szkarłatna litera i purytanie

Skok w bok, szkarłatna litera i purytanie

Dane techniczne:
  • Autor: Hawthorne Nathaniel 
  • Tytuł: Szkarłatna litera
  • Tytuł oryginalny:  The Scarlet Letter
  • Seria: Najsłynniejsze powieści dla kobiet
  • Wydawnictwo: Hachette
  • Liczba stron: 176
  • Premiera: 2005
  • Gatunek: klasyka literatury

Stany Zjednoczone, Salem. Sam początek zasiedlania nowo odkrytego lądu. Ludzie, którzy postanowili zacząć nowe życie po drugiej stronie oceanu stali się jeszcze bardziej surowi względem przestrzegania prawa i nakazów religii. W miasteczku zamieszkałym przez Purytanów osiedliła się młoda mężatka. W oczekiwaniu na przybycie męża z Europy musi sama sobie radzić. I dochodzi do tragedii w wyniku której na świat przychodzi dziecko. W społeczeństwie tak bardzo surowym jest to jeden z najcięższych grzechów. Dziewczyna zostaje naznaczona szkarłatną literą. Książka przedstawia ją w chwili wstąpienia na szafot, tam ma zostać publicznie napiętnowana. 

Problem nakreślony w książce jest ciekawy. Purytanie i Salem na pewno każdy z nas kojarzy z czarownicami. Tutaj mamy inny problem powstały w tym społeczeństwie, choć jest on tak samo ważny. Tym razem nikt nie został skazany na śmierć. Ale czy odsunięcie od społeczeństwa, naznaczenie piętnem nie jest pewnym rodzajem śmierci?

Już na samym początku ciężko było mi ciężko przebrnąć przez tą książkę. W rozdziale wstępnym autor opisuje dlaczego podjął się napisania tej historii. Ale oprócz tego nie mógł się powstrzymać przed opisaniem swojej pracy w Urzędzie Celnym, wyrażenia opinii o swoich współpracownikach itp. Myślę, że gdyby ten rozdział był choć odrobinę dłuższy to nie przeczytałabym "Szkarłatnej litery" nie mogąc zmęczyć wstępu. W dalszej części, gdzie pojawia się już główny wątek również nie poszło gładko, choć było znacznie lepiej. Nie mogłam przekonać się do stylu autora. Jest za kwiecisty, za rozwlekły i za często pojawiają się tematy już raz opisane - przemyślenia na temat ludzkiej duszy i postępowania. Książka pochodzi z połowy XIX wieku, lecz pomimo tej wiedzy przeszkadzało mi to skupić się na niej. Jako czytelnik współczesny potrzebuję akcji, nie musi być ona porywająca, ale jednak być musi. W tym wypadku autor zrobił opis życia ludzi, ich charaktery, porównania, przemyślenia i gdzieniegdzie pojawiali się "żywi" ludzie. To wszystko sprawiło że nie mogłam zbliżyć się do bohaterów. Jakbym czytała rozprawkę filozoficzną Postacie były bardzo odległe. 

Do białej gorączki doprowadzał mnie ojciec dziecka. Nie było żadnej tajemnicy, kto z wielmożnych panów był drugą osobą odpowiedzialną za ten grzech. Już na szafocie miałam przeczucia, które bardzo szybko się potwierdziły. W tej książce nie ma krzty kryminału. Autor przedstawia tego mężczyznę pozytywnie. Mnie on irytował. Nie miał jaj, przepraszam za kolokwializm ale to chyba najlepsze określenie jakie przychodzi mi do głowy. Nie potrafił się przyznać do winy, a potem latami zżerały go wyrzuty sumienia, które ostatecznie doprowadziły go do śmierci. Z każdej strony wszyscy widzieli w nim świętego za życia, a on dodatkowo przez to cierpiał. Nie pomógł Hester, nie potrafił podjąć żadnej decyzji. 
Najlepszą postacią była biedna matka. Stała się twarda, a jednocześnie miłosierna. Wychowanie i przykazania sprawiły że czuła swój grzech jak coś nieznośnego. Ludzie się od niej odsuwali a ona i tak pomagała najuboższym. Zastanawiała się czy jej grzech nie połączył ją z diabłem. A mimo wszystko żyła dalej i nie uciekła z tego miejsca gdzie do końca życia żyła ze swoim stygmatem. 
Potępić Hester nie potrafię. Nie dlatego, że również jestem kobietą. Po prostu grzech jaki popełniła nie wynikał z jej niewierności. Wyszła za mąż za starca, którego w żaden sposób nie kochała. W Salem poznała mężczyznę który zawładnął jej sercem. To dlatego nie opierała się przed miłością i czułością z jego strony.

Ważnym elementem jest społeczeństwo w jakim akcja się dzieje. Nie pojawiła się jedna osoba, która powiedziałaby że cudzołóstwo nie jest aż tak wielkim przewinieniem. Nikt nie potrafił zrozumieć postępowania dwójki bohaterów. Co więcej sami winowajcy do końca życia żyli w zgryzocie, wyrzutach sumienia i żalu. Dziwię się że w ogóle na taki grzech się pokusili widząc ich dalsze postępowanie. Brakuje mi tu wydarzeń sprzed publicznego potępienia matki. 
W dzisiejszych wolnych, bezpruderyjnych czasach postępowanie tamtych ludzi może budzić niezrozumienie. Starałam się spojrzeć z ich punktu widzenia. W nowym świecie trzeba było stworzyć prawa. Tylko wydaje mi się że za bardzo kierowali się prawem a za mało uczuciami. Poza tym jak zawsze to kobieta była napiętnowana a tatuś spokojnie sobie żył dalej. Mój feminizm bardzo się na to buntuje. 

Jest to raczej moje pierwsze i ostatnie spotkanie z panem Hawthorne. "Szkarłatna Litera" zalicza się do klasyki więc chciałam poznać ją bliżej. Ciesze się że jej lekturę mam już za sobą. Zdecydowanie wolę książki innego rodzaju. Poruszające trudne tematy, ale takie gdzie bohaterów można poznać bliżej. Postacie przedstawione w tej powieści są odległe i przez to nie mogłam do końca zrozumieć ich postępowania. Mimo usilnych starań autora poprzez wnikanie w ich duszę.

Książkę przeczytałam z okazji Trójki e-pik. Zalicza się również do mojego wyzwania Z półki.

9/14/2012

Nieznana twarzy JFK

Nieznana twarzy JFK
Dane techniczne:
  • Autor: Alford Mimi 
  • Tytuł: Stażystka. Mój romans z prezydentem Kennedym i jego skutki
  • Tytuł oryginalny: Once upon a Secret: My Affair with President John F. Kennedy and Its Aftermatch
  • Wydawnictwo: Znak
  • Liczba e-stron: 175
  • Premiera: 2012
  • Gatunek: wspomnienia, lit. faktu

Ask not what your country can do for you, ask what you can do for your country

J.F. Kennedy - jeden z najbardziej rozpoznawalnych prezydentów Ameryki na świecie. Przez swój naród przez wiele lat po tragicznym zamachu traktowany jak męczennik za ideały. W czasie swojej kadencji jak i po śmierci był często idealizowany. Dopiero z czasem, prawdopodobnie po skandalu Clintona, na wierzch zaczęły wypływać dawno zapomniane grzeszki byłego prezydenta. Jednym z nich był jego romans z Mimi, 19-letnią stażystką spędzającą lato w Białym Domu. 

Ciężko powiedzieć dlaczego pani Alford postanowiła napisać książkę o swoich relacjach z prezydentem. Przez długi czas po poznaniu jej nazwiska przez opinię publiczną próbowała stać się niewidoczna. Nie wstydziła się swojego romansu, po prostu chciała żyć jak dawniej. Dopiero niedawno pokazała swoje spojrzenie na tą dawno minioną sprawę. Być może w ten sposób również ona chciała rozliczyć się z przeszłością. 

Książka opisuje przede wszystkim półtora roku, w czasie którego Mimi i JFK spędzali razem czas. Kobieta opowiada jak wyglądały ich relacje, ale również jej przemyślenia po latach. Tworzy to spójny obraz, czasami również napawa przerażeniem. 

Gdybym miała kupić tą pozycję raczej bym się na to nie zdobyła. Po prostu nie jestem zainteresowana w wielkim stopniu ani 60-tym prezydentem, ani skandalami z nim związanymi. Jednak dostałam ją przypadkiem więc postanowiłam skorzystać z okazji i się z nią zapoznać. Nie jest ani dobra ani zła. Nie da się jej określić tą miarą. Momentami przerażało mnie postępowanie prezydenta (jakby na to nie patrzeć pierwszy stosunek z Mimi - 19-letnią, nieuświadomioną dziewczyną zakrawał na gwałt, przynajmniej w moim odczuciu), przerażało podejście nastolatki. Trzeba spojrzeć jednak na świat, jaki wtedy istniał. Seks był zakazany i nie można było o tym rozmawiać. Dziewczyna nie wiedziała co to znaczy, jak to się odbywa i powinna zostać dziewicą do ślubu. Mimi znalazła się w miejscu, gdzie znajdowała się w pewnym sensie ikona tamtych czasów. Ludzie patrzyli na prezydenta z uwielbieniem. I jak sama stwierdziła jego zainteresowanie nią było dla zwykłej nastolatki czymś niezwykłym. Nie potrafiła z tego zrezygnować a nawet na swój sposób kochała prezydenta. Jednak tajemnica jaką musiała skrywać a później wpływ jaki miała na nią tragiczna śmierć w dużym stopniu zniszczyły jej życie. 

Jest to książka którą można zakwalifikować gdzieś między wspomnieniami a literaturą faktu, opisującą nieznaną twarz prezydenta. Myślę że dla Polaków nie będzie to pozycja wybitna. Jeśli ktoś przeczyta, uśmiechnie się i pomyśli że nie tylko zwykli ludzie ale również ci "wielcy" popełniają grzechy. Na pewno Amerykanie inaczej odbierają tą książkę, stała się ona przecież w Stanach bestselerem. Ja nie będę do niej zachęcać ani zniechęcać. Jeśli ktoś ma ochotę, ok. Jednak niewiele straci nie zapoznając się bliżej z tą książką. 

9/11/2012

Wiedźma, diabeł, anioł, czyli mieszanka wybuchowa

Wiedźma, diabeł, anioł, czyli mieszanka wybuchowa
Dane techniczne:
  • Autor: Jadowska Aneta
  • Tytuł: Złodziej dusz
  • Seria:  Heksalogia o Wiedźmie
  • Wydawnictwo:  Fabryka Słów
  • Liczba stron: 318
  • Premiera:  2012
  • Gatunek: fantastyka

Od pewnego czasu miałam chęć na tą książkę. Opis był intrygujący, znalazłam też parę pozytywnych recenzji w blogosrzefe. Teraz nadarzyła się okazja, żeby ją przeczytać - z okazji wyzwania Trójka e-pik.

Teodorę poznajemy w chwili przybycia na miejsce zbrodni. Pewna staruszka została zamordowana i Dora wraz z zespołem mają rozwiązać tą zagadkę. Pracuje w wydziale kryminalnym. Jednak dziewczyna ma również drugie życie, to w magicznym Toruniu - Thornie. Dora jest bowiem wiedźmą i to aż z dwóch stron. W magicznym świecie nie dzieje się dobrze. Giną różne istoty. Dziewczyna nie może przejść obok tego obojętnie, tym bardziej, że porwana została jej siostra krwi. Musi odnaleźć zwyrodnialca. Do pomocy ma tylko przystojnego diabła oraz niewinnego anioła.

Bardzo bałam się zawieść na tej książce. Nie przepadam za połączeniem świata rzeczywistego i magicznego. Autorce udało się mnie jednak do tego przekonać. Bohaterka powoli odkrywa Thorn oraz swoje z nim powiązania. Poznajemy motywy jej działania. Dora bardzo przypadła mi do gustu. Jest bardzo pewna siebie, nie ogląda się na innych. Dopiero przy Mironie oraz Josui udaje jej się odprężyć. Mimo różnic udaje im się zaprzyjaźnić. Wzajemnie sobie pomagają. Pojawia się wyraźny wątek romantyczny, choć rozwija się on powoli. O wiele bardziej wydać elementy erotyczne. Kiedy skończyłam czytać "Złodzieja dusz" zaczęłam się zastanawiać z czym mi się ona kojarzy. Podobny rodziaj bohaterki. Również przystojniak u boku. I w końcu zaskoczyło. Być może ktoś z Was miał styczność z literaturą Olgi Gromyko. Jej opowieści o wiedźmie i wampirze. Wolha ma bardzo podobny charakterek do Teodory. Różnica jest taka że tamta to nastolatka, tutaj natomiast mamy pewną siebie kobietę (choć jednak nie do końca tak twardą za jaką chciałaby uchodzić). Tamte książki napisane są jednak z jajem. Pani Jadowska stworzyła atmosferę bardziej erotyczną, ale i poważniejszą.

Podobało mi się przedstawienie istot magicznych, a jest ich cała masa - wampiry, wilkołaki, wiedźmy, szyszymory, chochliki, czarownice. Pojawiają się też anioły i diabły, choć są z innego systemu wierzeń. Będzie parę słów o Gabryielu i Lucyferze. Autorka czerpała pełnymi garściami z różnych podań i wierzeń.

Dodatkowym plusem są plastyczne opisy Torunia. I to nie tylko tej najbardziej reprezentacyjnej części, ale również niezbyt zachęcających miejsc, a także przedmieść. Interesuje mnie to miasto, od pewnego czasu się tam wybieram więc czytanie o nim było ciekawe. 

Jest to książka raczej dla damskiego grona lubiącego fantastykę. Jest główna bohaterka, której naprawdę nic nie brakuje - piękna (w końcu wiedźma płodności), bezpruderyjna, sama potrafi o siebie zadbać. Są dwaj przystojni mężczyźni, również bez skazy - żeby było w czym wybierać. Są przygody, momentami niebezpieczne ale jednak dobrze się kończące. Autorka daje fundament pod kolejną część przygód Teodory. Ktoś może powiedzieć że zakończenie jest przesłodzone. Dla mnie jednak był to miły akcent. Może nie jest to lektura ambitna, z wieloma wątkami. Jednak czyta się ją świetnie. Świat przedstawiony jest ciekawy. Czytając "Złodzieja dusz" można się dobrze bawić. Na pewno wrócę do tej pozycji, bo bardzo lubię literaturę tego rodzaju.

7/26/2012

Dane techniczne:
  • Autor:  Jonathan Carroll
  • Tytuł: Kobieta, która wyszła za chmurę
  • Tytuł oryginalny:  The Woman Who Married a Cloud. The Collected Short Stories of Jonathan Carroll
  • Wydawnictwo: Rebis
  • Liczba stron: 135
  • Premiera: maj 2012
  • Gatunek: literatura współczesna, opowiadania, fantastyka

Nadal przekonuje się do opowiadań. Jeśli są dobre, to za szybko się kończą. Jeśli są złe to nic nie wnoszą. Chciałam zobaczyć jak poradzi sobie z nimi Jonathan Carroll. Jest to trzecia książka przeczytana w ramach lipcowej Trójki e-pik. 

Na powyższy zbiór składa się 12 historii. Większość z nich została napisana niedawno. Każda jest zaczątkiem dłuższej historii. W większości opowiadań autor wplata wątki fantastyczne. Na początku byłam zaintrygowana, ale bliżej końca czułam się nimi trochę znużona.

Jeśli miałabym wskazać które najbardziej zapadło mi w pamięć to z pewnością byłoby to opowiadanie tytułowe. Czytałam w jednym z wywiadów z Carrollem, ze jest to jednocześnie pierwszy rozdział kolejnej książki. "Kobieta która wyszła za chmurę" opowiada fantastyczną historię o międzygalaktycznym serwisie randkowym łączącym kobiety z Ziemi z mężczyznami z obcych planet. Pomysł nietuzinkowy i z chęcią przeczytam dłuższą historię na ten temat.Drugie opowiadanie "Niech się stanie przeszłość!" również czytałam z zapartym tchem. Było trochę przerażające ale jednocześnie świetnie nakreślone. Przepowiednie, żywe "martwe" dzieci i kobieta z charakterem."Elza Bandzior", to kolejna historia do której warto zajrzeć. Jest intrygująca a jednocześnie śmieszna. Czytało mi się ją bardzo miło.

Pozostałe tytuły mniej przypadły mi do gustu. Czytając niektóre z nich cały czas się zastanawiałam co autor miał na myśli. Do czego to wszystko dąży. I jaki ma sens. Najdziwniejsze i najmniej logiczne były dla mnie "Menel" i "Dom na wyżynie". 
Paradoksalne jest to, że po paru dniach od przeczytania i po przemyśleniu tych historii każda z nich zaczyna do mnie trafiać. Każda, nawet ta najbardziej nielogiczna zaczyna mieć znaczenie. W każdej z nich znajduje przesłanie, które Carroll najprawdopodobniej zawarł.
"Menel" - nie stój w cieniu. Zrób coś co Cię wyróżni. Nie zastanawiaj się co pomyślą znajomi. "Dom na wyżynie" - człowiek nigdy nie jest zadowolony z tego co ma. Szuka czegoś więcej i choć przez chwilę czuje się spełniony. Ale ostatecznie zostawienie wszystkiego dla marzenia i tak rujnuje nam życie.

Jeśli pisałabym tą notkę w niedzielę na pewno oceniłabym całokształt o wiele niżej. Dziś bardziej mi się podoba i dlatego ostatecznie dałam jej aż siedem gwiazdek.
Podsumowując każda z tych historii ma spory potencjał. Każda coś z sobą niesie. Choć wolę dłuższe formy to jednak czasami warto sięgnąć po opowiadania. W ten sposób można też zacząć przygodę z Carrollem który jest pisarzem nieszablonowym. 


7/23/2012

Dane techniczne:
  • Autor: Arthur Conan Doyle
  • Tytuł: Przygody Sherlocka Holmesa
  • Tytuł oryginalny: The Adventures of Sherlock Holmes
  • Wydawnictwo: Literatura Net Pl
  • Liczba stron: 207
  • Premiera:  2001
  • Gatunek: Powieść detektywistyczna


Mało jest osób, które nie słyszały o Sherlocku Holmesie. Nie trzeba czytać książek czy oglądać filmów. Genialny detektyw jest postacią kultową. W sumie można pomyśleć, że żył naprawdę. Conan Doyle potrafił tak bardzo urealnić swoją postać, że do dziś bawi i porusza ludzi. Nie sposób zliczyć ile wydań przygód Holmesa zostało wydanych na całym świecie. W samej Polsce było ich przynajmniej kilkadziesiąt. W sferze filmowej też wiele się działo. Filmy i seriale były kręcone i na pewno nadal będą. Osobiście bardzo mi się podobał ten z Robertem Downey Jr. w roli Holmesa. Ze spokojnego detektywa zmienił się w awanturnika z masą pomysłów. 

Mimo że postać to kultowa nie miałam do tej pory okazji przeczytać żadnej książki z tym bohaterem. Z pewnością głównym powodem jest mój brak zainteresowania tym gatunkiem. Kryminały i powieści detektywistyczne to nie moja dziedzina. Przy okazji wyzwania postanowiłam to zmienić.
Książka którą czytałam składa się z dwóch części. Pierwsza "Pies Baskervillów" to długa historia opowiadająca o tajemniczym, mistycznym stworze, który wiąże się z klątwą rodu Basketvillów. Druga część składa się z pięciu krótkich. opowiadań: "Srebrzysta gwiazda", "Dziedzic z Reigate", "Urzędnik Pickroft", "Stały pacjent", "Ostatnia zagadka" 
Złym pomysłem był taki właśnie układ. O wiele lepiej czytało mi się opowiadania z drugiej części. Lepiej też dało się poznać metody działania Holmesa. "Pies..." przez pierwsze strony strasznie mnie nużył. Musiałam przyzwyczaić się do sposobu pisania autora a jednocześnie nic mnie nie interesowało. Osobiście odwróciłabym układ tego wydania. Zresztą okładka też nie przemawia. Lubię odrobinę tajemniczości. O wiele bardziej podobają mi się wydania angielskie. 

Na początku, jak już zaznaczyłam, trochę się nudziłam. Niewiele się działo. Rozmowa Holmesa z Watsonem i jego wywody skąd pochodzi jakiś przedmiot, to nie dla mnie. Później powoli rozwijała się akcja zaczęłam się wciągać. Byłam ciekawa co tak naprawdę oznacza piekielny pies. I jak detektyw rozwiąże tą zagadkę. Momentami nawet trochę się przestraszyłam. O wiele jednak bardziej podobały mi się pozostałe opowiadania. Były krótkie, ale na tyle ciekawe, że człowiek zaczynał się zastanawiać co tak naprawdę się wydarzyło. Wszystkie historie opowiada Watson. Bardzo wyraźnie widać że darzy bardzo dużym uznaniem i szacunkiem swojego przyjaciela. Wiele z tych historii opowiedzianych jest po pewnym czasie, co daje możliwość spojrzenia z dystansem na wydarzenia.

Wciągnęłam się i byłam ciekawa jak rozwiązać te zagadki, ale jakoś nie mogłam się zbliżyć do bohaterów. Zarówno Watson jak i Holmes byli bardzo odlegli. Nawet, kiedy zaczęło robić się niebezpiecznie nie zdobyłam się na nadmierne emocje. Holmes wydaje mi się postacią wyidealizowaną. Zawsze wie co powiedzieć, co zrobić. Nigdy nie ponoszą go emocje. Wiem że Doyle pisał swoje książki w XIX wieku i z pewnością były wtedy inaczej odbierane. Do mnie jednak nie do końca przemawiają. 
Ciesze się że sięgnęłam po tą książkę, ale na więcej przygód Holmesa nie mam ochoty i raczej nie przeczytam innych książek z jego przygodami. Zdecydowanie nie jest to mój gatunek. 

Jest to kolejna książka przeczytana w ramach lipcowej Trójki e-pik.

7/20/2012

Dane techniczne:
  • Autor: Katarzyna Stachowiak
  • Tytuł: W kolorze krwi. Wieczna miłość.
  • Seria: W kolorze krwi 1
  • Wydawnictwo: bookio.pl
  • Liczba stron: 322
  • Premiera: kwiecień 2012
  • Gatunek: paranormal romance


Na fali "Zmierzchu" na rynku pojawiła się cała masa książek zakwalifikowanych jako paranormal romance. Były wampiry, anioły, demony, duchy, wilkołaki... kto co lubi. Na naszym rodzimym podwórku nie zabrakło osób, które podpisały się pod książkami z tego gatunku. "W kolorze krwi..." to pozycja, która swoją premierę miała stosunkowo niedawno. Parę razy się z nią spotkałam. Udało mi się otrzymać darmowy ebook. Z okazji wyzwania u Sardegny postanowiłam więc sięgnąć po tą książkę, żeby się przekonać, jak autorka sobie poradziła.

Elizabeth jest młodą hrabianką, która niedawno straciła rodziców. Opiekę nad dziewczyną przejmuje starszy brat, z którym do tej pory nie miała bliższych kontaktów. Rodzeństwo wyjeżdża do wiejskiej posiadłości, aby dziewczyna mogła się wyciszyć i w spokoju podjąć się żałoby. W tym czasie w okolicy dochodzi do brutalnych zabójstw wieśniaków. Każde znalezione ciało pozbawione jest krwi. Lucas, brat Elizabeth postanawia zabić bestię. Dochodzi jednak do wielu wydarzeń, które wkrótce zmienią życie rodzeństwa. Samodzielna wyprawa dziewczyny do wiedźmy jest ich początkiem.

Po takim opisie spodziewałam się ciekawych zdarzeń, choć widać że jest tu wiele powielonych schematów. Niestety. Po przeczytaniu 50-60 stron najchętniej rzuciłabym ją w kąt (w tym wypadku zamknęła ebooka ;) ). Zobowiązałam się jednak że ją przeczytam więc męczyłam się dalej. Postanowiłam poprawić sobie humor zapisując wszystkie błędy i nieścisłości, które pojawiły się w tekście. Książkę można podzielić na trzy części. Pierwsza to przygoda podczas której Elizabeth poznaje "bestię" - Rodericka. Druga to wydarzenia związane z Duncanem, śmiertelnym wrogiem tego pierwszego. Ostatnia część przenosi nas do Ameryki, gdzie pojawiają się inne tajemnicze stworzenia, czyhające na wampiry w obronie ludzkości. Po skończeniu wyobraziłam sobie taką parabolę, gdzie te straszne i momentami tragiczne wydarzenia poprzecinane są okresami spokoju i szczęścia.

A teraz pora przejść do tych licznych minusów. W sumie najwięcej dopatrzyłam się ich w części pierwszej. Przede wszystkim język. Jest nierówny, czasami miałam wrażenie że autorka nie do końca wiedziała jak ująć dane wydarzenie. Dodatkowo pojawiają się tam słowa czy wyrażenia, które w żadnym wypadku nie istniały w XIX-wiecznej Anglii. Przykładowo "mój chłopak" czy "babskie fanaberie". Dodatkowo długo nie mogłam zbliżyć się do bohaterów. Wydawało mi się jakbym oglądała wszystkie wydarzenia gdzieś z boku, przez grubą szybę. Byli trochę sztuczni. Na początku główna bohaterka bardzo mnie denerwowała. Była bardzo samolubną osobą i w sumie nie rozumiem skąd to uwielbienie ze strony Rodericka. Ona się zakochała, więc inni nie są ważni. Ona chce jechać na przechadzkę, więc nieważne że gdzieś w lesie jest potwór, ona na nią pójdzie. Po czym w przeciągu parunastu stron się zmienia. Wydarzenia z Duncanem sprawiają że staje się odpowiedzialną i silną kobietą. Dodatkowo Elizabeth była bardzo wyemancypowana jak na tamte czasy. Rozumiem że służba zgadzała się na wszystkie jej pomysły, ale brat również często kulił uszy po sobie. Ona powiedziała, że ma uczucia i sama będzie o sobie decydować i on się na to zgadzał. To chyba nie ten wiek jeszcze. Zastanawiało mnie, w jaki sposób dwór hrabiowski mógł być obsługiwany przez trzy osoby - kucharkę, służącą i woźnice. Wydaje mi się że to troszkę mało. Do tego relacje służba-państwo też były dziwne. W pewnym momencie Lucas idzie porozmawiać z kucharką jak ma postępować z siostrą. I zaczyna postępować tak jak ona mu mówi... Ta miłość, która pojawiła się w ułamku sekundy i jest na całe życie. Dziewczyna i wampir zobaczyli się i wiedzieli że żyć bez siebie nie mogą... Seks - no tu to już zgłupiałam. Elizabeth stwierdziła (po 3-4 dniach znajomości) że przywiąże do siebie Rodericka oddając mu się. Młoda, niewinna dziewczyna z dobrego domu wiedziała (skąd?) że uprawiając seks ze swoim ukochanym sprawi, że on od niej nie odejdzie. No dobra pierwsze, panienki w jej wieku i pochodzeniu nie wiedziały co to jest miłość cielesna (a z tego co czytałam Elizabeth nie miała skąd się tego dowiedzieć). Dwa co ma piernik do wiatraka. Jeśli wampir byłby draniem to by ją wykorzystał i zostawił. A jeśli by ją kochał to by przy niej został bez różnicy czy się kochali czy nie. Sporo pojawia się też motywów, które kojarzyły mi się ewidentnie ze Zmierzchem. Wieczna miłość. Wampir który był zły, ale został dobrym. Ale najbardziej widoczny jest motyw ludzi-niedźwiedzi. I pakt zawarty z Roderickiem. Zauważyłam też, że autorka lubi uwidaczniać sceny dramatyczne, ale też takie które działają na wyobraźnię. Było ich sporo i w większości wypadków wydawały mi się zbędne.

Po tak długim obnażaniu wad przyszła pora na tą lepszą stronę. Muszę przyznać, że czym bliżej końca tym wydarzenia stają się ciekawsze. Pierwsza część była nudna. Druga była brutalna i wkurzyłam się na wampira. A trzecia była chyba najlepsza. Widać wyraźnie że autorka postanowiła stworzyć kolejne części. Mam nadzieję, że będą one lepsze od jedynki. Być może osoby, które nastawiają się tylko na czytanie o wspaniałej ponadczasowej miłości nie widziały tych błędów, ale mnie bardzo wyraźnie one raziły.

To nie jest tak że nie lubię tego gatunku. Zmierzch mi się podobał. Czytałam też parę innych książek z tego gatunku. "Wieczna miłość..." miała też momenty, gdzie wciągałam się bardziej. Najbardziej działo się tak na samym końcu książki. Myślę, że gdyby tą książkę napisać jeszcze raz byłaby bardzo ciekawą pozycją. Na razie z racji tego, że autorka dopiero debiutuje, nie skreślam jej. Jeśli wyjdzie drugi tom, być może z ciekawości po niego sięgnę. Tylko proszę o parę błędów mniej.

Książkę przeczytałam z racji wyzwania Trójka e-pik. 

Copyright © 2014 Książkowe Wyliczanki , Blogger