3/29/2026

Jak wygląda "Zbrodnia w rezydencji" Helena Dixon

Jak wygląda "Zbrodnia w rezydencji" Helena Dixon

Pierwszy tom – Zbrodnia i rubin – czytałam już jakiś czas temu, ale wciąż dobrze pamiętam, ile przyjemności sprawiła mi ta lektura. Dlatego bardzo ucieszyłam się na kolejną odsłonę cyklu o pannie Underhay. Byłam ciekawa, w jakim kierunku autorka poprowadzi akcję i czy kontynuacja dorówna początkowi tej historii. Nie zawiodłam się – czytałam z przyjemnością, długo zastanawiając się, kto w tej historii okaże się antagonistą.

Tym razem Kitty Underhay zostaje zaproszona przez rodzinę ojca do ich rezydencji. Dziewczyna wcześniej nie znała krewnych z tej strony, jednak ostatnie wydarzenia sporo zmieniły w jej życiu — również pod względem rodzinnym. Już od pierwszych chwil pobytu w Enderley Hall bohaterkę spotykają zaskoczenia. Powraca wspomnienie jej matki, która zaginęła lata temu, jeszcze w czasie Wielkiej Wojny. To jednak dopiero początek niespodziewanych wydarzeń. W rezydencji dochodzi do kradzieży niezwykle ważnych wyników badań, które mogą wywołać międzynarodowy konflikt, a wkrótce potem pojawia się także morderstwo. W obliczu tych wydarzeń Kitty zaczyna myśleć o kapitanie Matthew Bryancie, który wspierał ją w trudnych chwilach.

Autorka w tym tomie przenosi akcję na zupełnie nowy grunt — nieznany zarówno czytelnikowi, jak i bohaterom. Kitty, a później również Matt, muszą zmierzyć się z obcym miejscem i ludźmi, których dopiero poznają, co dodatkowo wprowadza atmosferę niepewności. Motyw zamknięcia grupy osób w jednym miejscu, w którym dochodzi do zbrodni, jest dobrze znany w literaturze kryminalnej — przede wszystkim za sprawą Agaty Christie. Helen Dixon wykorzystuje go jednak w interesujący sposób, który bardzo dobrze sprawdza się w tej historii.

Akcja prowadzona jest w szybkim tempie, przez co trudno choć na chwilę oderwać się od lektury. Wraz z rozwojem fabuły wydarzenia stają się coraz bardziej niebezpieczne, a motywy sprawcy — lub być może sprawców — pozostają niejasne. To wszystko sprawia, że historia naprawdę wciąga. Dodatkowo poznajemy ją z perspektywy Kitty, która — choć dzięki Mattowi ma nieco więcej informacji niż pozostali domownicy — wciąż pozostaje na obrzeżach prowadzonego śledztwa. I choć sama zdobywa kolejne elementy tej układanki, to ze względu na swoją płeć nie jest dopuszczana do wielu istotnych kwestii.

Warto zwrócić uwagę na drugi ważny wątek tej historii — tajemnicę matki Kitty, która pojawiła się w rezydencji lata temu i właśnie wtedy zaginęła. Bohaterka próbuje zdobyć informacje na ten temat, jednak z różnych powodów część postaci nie chce do niego wracać.

Nie można też zapomnieć o relacji głównych bohaterów. Kitty i Matt po wydarzeniach z poprzedniego tomu postrzegają się jako przyjaciele, jednak ich więź zaczyna się stopniowo zmieniać. Matt wciąż mierzy się z traumą Wielkiej Wojny i stratą, której wtedy doświadczył, co wpływa na jego zachowanie. Jednocześnie pojawiają się subtelne sygnały, że ta relacja może przerodzić się w coś więcej. Autorka bardzo powoli buduje napięcie między bohaterami, pozwalając im odkrywać rodzące się uczucia. Nie jest to jednak tom, który przynosi w tej kwestii rozwiązanie — wręcz przeciwnie, wydarzenia sprawiają, że Kitty i Matt nie potrafią porozumieć się na wielu płaszczyznach.

Całą historię spaja atmosfera lat 30. — bogata rodzina, służba, wystawne kolacje, wyraźny podział na przestrzenie dla pań i panów. W tle pojawia się także niepokój związany z widmem kolejnego konfliktu. Między wierszami autorka sygnalizuje również wątek Żydów w Niemczech. Te drobne elementy budują nastrój, osadzają historię w konkretnym czasie i sprawiają, że staje się ona bardziej wiarygodna.

Zbrodnia w rezydencji to udana kontynuacja przygód panny Underhay. Autorka wyraźnie czerpie inspiracje z klasyków gatunku, jednocześnie konsekwentnie rozwijając własną historię. Różnorodna galeria bohaterów — o odmiennych charakterach i spojrzeniach na życie — sprawia, że trudno się tu nudzić. To powieść, która powinna szczególnie przypaść do gustu miłośnikom kryminałów historycznych.

 

  • Autor: Dixon Helena
  • Tytuł: Zbrodnia w rezydencji
  • Seria: Tajemnice panny Underhay #02
  • Tytuł oryginalny: Murder at Enderley Hall
  • Tłumaczenie: Emilia Niedzielska
  • Wydawnictwo: Mando
  • Liczba stron: 320
  • Premiera: 25 marzec 2026


3/22/2026

Co czuje "Przebudzona" Choi Eunyung

Co czuje "Przebudzona" Choi Eunyung

Dziś przychodzę do Was z moimi wrażeniami po lekturze książki, która raczej rzadko trafia na moją czytelniczą półkę – literatury dziecięcej. To jednocześnie jeden z nielicznych przekładów literatury koreańskiej skierowanych do młodszego czytelnika. Książka miała swoją premierę dosłownie kilka dni temu, a ja z chęcią opowiem o moich wrażeniach – zarówno jako dorosła czytelniczka, jak i próbując spojrzeć na tę historię oczami dziecka.

Ihyon budzi się w miejscu, które najprawdopodobniej jest szpitalem. Nad sobą widzi grupę obcych osób w białych kitlach. Dziewczynka nie do końca rozumie, dlaczego się tu znajduje – próbuje uchwycić okruchy wspomnień, które stopniowo wracają do jej głowy. Z czasem okazuje się, że przeszła poważną operację mózgu. Gdy wraca do domu, coś zaczyna się jednak nie zgadzać – rzeczywistość wydaje się inna niż ta zapisana w jej pamięci. Rodzice i siostra bliźniaczka są wobec niej niezwykle mili, ale w jej wspomnieniach wszystko wyglądało odrobinę inaczej.

Książka zdecydowanie przyciąga uwagę już na pierwszy rzut oka. Jest pięknie wydana – ma grube strony, dużą czcionkę i liczne ilustracje autorstwa Park Hyunji, ilustratorki z bogatym dorobkiem. To wszystko sprawia, że młodszy czytelnik nie powinien mieć problemu z lekturą. Publikacja skierowana jest do dzieci w wieku około 10 lat – podobnie jak bohaterka tej historii, co dodatkowo ułatwia utożsamienie się z nią.

Autorka buduje historię na wyraźnej nucie niepewności i tajemnicy. Poznajemy ją z perspektywy Ihyon – młodej dziewczynki, która próbuje odnaleźć się w rzeczywistości, której nie rozumie. Nie potrafi wyjaśnić, skąd biorą się jej wspomnienia, które nie zgadzają się z tym, co mówią jej rodzice i dziadkowie. Równie obcy wydaje się świat, w którym przyszło jej żyć – nowoczesny, a jednocześnie znacznie bardziej zharmonizowany z naturą, niż zapamiętała. To zderzenie sprawia, że bohaterka czuje się zdezorientowana i zagubiona. Razem z siostrą próbuje dojść do prawdy i zrozumieć, co tak naprawdę się wydarzyło.

Czytając tę historię, zastanawiałam się, jak odbierze ją młodszy czytelnik. Choć mnie samej zabrakło kilku odpowiedzi na pytania, które pojawiały się w trakcie lektury, uważam, że sposób, w jaki autorka prowadzi narrację, jest bardzo angażujący. To opowieść, która wciąga i sprawia, że chce się czytać dalej, by odkryć, co tak naprawdę się wydarzyło.

Z pewnością młodszy czytelnik, do którego skierowana jest ta książka, zwróci uwagę na nieco inne elementy tej historii. Nie będzie zagłębiał się tak bardzo w kwestie, które dla dorosłego odbiorcy wynikają z jego doświadczeń i życiowej perspektywy. Myślę jednak, że to bardzo ciekawa propozycja dla młodszych czytelników – tym bardziej, że autorka przemyca w tej opowieści dwa niezwykle ważne, współczesne tematy.

Wraz z rozwojem historii pojawiają się ważne zagadnienia związane z ochroną przyrody, życiem w zgodzie z naturą oraz rezygnacją z wygody na jej rzecz. Autorka pokazuje, że w świecie, w którym przyszło żyć Ihyon, możliwe jest połączenie tych dwóch podejść.

Drugim istotnym tematem jest przedłużanie życia i jego konsekwencje. Choroby, które we współczesnym świecie wciąż pozostają nieuleczalne, za kilkanaście czy kilkadziesiąt lat mogą stać się łatwe do wyleczenia. Ale czy obudzenie się w nowej rzeczywistości – w świecie pełnym zmian, z odmienioną rodziną, a czasem nawet bez niej – rzeczywiście jest dobrą ceną za życie? Co w takiej sytuacji okazuje się ważniejsze dla człowieka postawionego przed faktem dokonanym? Jak odbierze te kwestie młody czytelnik? Z pewnością inaczej niż ja, ale uważam, że samo poruszenie tych tematów jest bardzo wartościowe.

Sama czytałam tę historię z dużą ciekawością, a w pewnym momencie zakręciła mi się w oku łza. Sposób narracji i elementy historii wciągają, wywołują ciekawość i sprawiają, że chce się poznać jej zakończenie. Bez względu na to, czy sięgnie po nią młodszy, czy starszy czytelnik, z pewnością przeczyta ten tytuł z przyjemnością. Dlatego uważam, że to lektura warta uwagi i z pewnością będę polecać ją dzieciom wśród rodziny i znajomych.


  • Autor: Choi Eunyung
  • Tytuł: Przebudzona
  • Tytuł oryginalny: 해동 인간 (haedong ingan)
  • Tłumaczenie: Dominika Chybowska-Jang
  • Wydawnictwo: Kropka
  • Liczba stron: 176
  • Premiera: 18 marzec 2026

3/18/2026

Warto czy nie sięgnąć po "Legenda o łowczyni demonów" Esther Park

Warto czy nie sięgnąć po "Legenda o łowczyni demonów" Esther Park


Choć książek koreańskich autorów na polskim rynku pojawia się na rynku coraz więcej, ta wyróżnia się na tle znanych już motywów i gatunków. Historia osadzona została w realiach historycznej Korei z czasów dynastii Joseon, a jednocześnie bardzo mocno akcentuje elementy fantastyczne. Na okładce można znaleźć porównania do zeszłorocznego przeboju Netfliksa K-popowe łowczynie demonów oraz do filmu Mulan. Byłam więc ciekawa, czy w tej historii odnajdę podobne wątki i czy wciągnie mnie tak bardzo, jak oba te tytuły.

Bin Seomun od najmłodszych lat przyciąga do siebie demony, które niejednokrotnie zagrażały jej najbliższym. Z tego powodu od lat żyje na uboczu, jakby zapomniana przez własną rodzinę. Obecnie poluje na demony, które stają na jej drodze, ponieważ wierzy, że gdy zgromadzi odpowiednią liczbę ich „dusz”, będzie mogła wreszcie uwolnić się od swojego przeznaczenia.

Eunho natomiast jest najbardziej pożądanym kawalerem w stolicy. Jako lojalny sługa króla próbuje odkryć spisek rodzący się na dworze. Los sprawia jednak, że drogi tych dwojga niespodziewanie się przecinają. Wspólna, trudna sytuacja sprawia, że bohaterowie zaczynają powoli odkrywać zapomniane wspomnienia. 

W historię bardzo łatwo się wchodzi — język jest płynny i lekki, dzięki czemu kolejne strony czyta się z dużą swobodą. Początkowo, poznając bohaterów, ich historie i kolejne wydarzenia, miałam wręcz wrażenie, jakbym oglądała historyczną dramę. Pojawiają się tu dobrze znane motywy: zerwane przeznaczenie, klątwa oraz uczucia powracające mimo wielu przeciwności losu.

Równolegle rozwija się wątek spisku na królewskim dworze — doradcy, który próbuje uczynić z króla jedynie marionetkę. Wszystkie te elementy bardzo dobrze współgrają z historiami, które miałam już okazję oglądać w koreańskich dramach.

Warto też zwrócić uwagę na wątki mitologiczne, które autorka wplata w fabułę. W książce pojawiają się postacie i motywy zaczerpnięte z koreańskich wierzeń dotyczących świata zmarłych. Jedną z nich jest Yeomra – władca zaświatów i jeden z sędziów piekielnych, który w tradycji koreańskiej odpowiada za osądzanie dusz po śmierci. Pojawiające się w historii kręgi piekielne, demony oraz posłańcy śmierci mają swoje źródła w koreańskim szamanizmie i buddyjskich wyobrażeniach zaświatów. Dzięki temu elementy fantastyczne w powieści nie są całkowicie wymyślone – w dużej mierze nawiązują do tradycyjnych wierzeń i mitologii Korei.

Moje początkowe pozytywne wrażenia nieco rozbiły się jednak o końcówkę tej historii, w której element fantastyczny zaczyna dominować nad wszystkim innym. Dążenie do finału i kulminacyjna scena sprawiły, że moje dobre odczucia trochę opadły, a sama książka w mojej ocenie spadła o kilka stopni. Mam wrażenie, że w pewnym momencie pojawia się tu po prostu zbyt wiele fantastyki. Postacie okazują się kimś zupełnie innym, niż można było początkowo przypuszczać, a kolejne odkrycia coraz bardziej komplikują historię. Jednym słowem — moim zdaniem autorka trochę „przedobrzyła”.

Wydaje mi się również, że pojawia się tu trochę za dużo elementów w stylu „zabili go i uciekł”. Bohaterowie przeżywają niezwykle dramatyczne wydarzenia, poświęcają się i stają w obliczu śmiertelnego zagrożenia, a jednak ostatecznie wszystko dobrze się kończy i znajdują swoje szczęśliwe zakończenie. W pewnym momencie zaczęło to sprawiać wrażenie nieco naiwnego rozwiązania fabularnego. Być może wynika to z faktu, że książka skierowana jest przede wszystkim do młodszego czytelnika.

Myślę jednak, że historia może się podobać w różnym stopniu, w zależności od tego, czego szuka się w tej książce. Osobiście, po początku tej opowieści, miałam nadzieję na ciekawą powieść historyczną z elementami fantastyki, koreańskich wierzeń, demonów i świata alternatywnego. Dla osób, które mniej interesują się historią, a bardziej fantastyką, odbiór tej opowieści może być jednak zupełnie inny.




  • Autor: Park Esther
  • Tytuł: Legenda o łowczyni demonów
  • Tytuł oryginalny: 벽사아씨전 (byeogsaassijeon)
  • Tłumaczenie: Klaudia Szary
  • Wydawnictwo: Time4ya
  • Liczba stron: 320
  • Premiera: 11 listopad 2025

3/15/2026

Czy bezpieczne są "Łąki kwitnące purpurą" Edyta Świętek

Czy bezpieczne są "Łąki kwitnące purpurą" Edyta Świętek


Pierwszy tom tej historii przenosi czytelnika w czasy tuż po wojnie. Pokazuje proces wywłaszczeń, powstawanie PGR-ów oraz powolne przenoszenie się bohaterów do miasta. Ten początek pozwala obserwować, jak bohaterowie odkrywają miejsce, które w przyszłości ma stać się nową, najbardziej nowoczesną dzielnicą Krakowa — Nową Hutą. To właśnie tam najpierw trafia Bronek, a niedługo później także Julia. Autorka zostawiła czytelników z wieloma niewiadomymi, dlatego dobrze, że drugi tom pojawił się tak szybko.

Bronek nie potrafi znaleźć spokoju w małżeństwie. Jego myśli wciąż wracają do kobiety, której oddał serce. Ciągłe kłótnie i nieporozumienia w czterech ścianach własnego domu sprawiają, że mężczyzna zaczyna coraz częściej sięgać po alkohol i zamiast wracać do mieszkania, wybiera wizyty u siostry lub w barze. Julka powoli urządza się w Nowej Hucie, jednak także ją nie omijają problemy. W pracy pojawiają się trudności, które skutecznie burzą jej spokój. Dodatkowo na jej drodze coraz częściej pojawia się podejrzany mężczyzna. Do Nowej Huty dociera również pozostała część rodzeństwa. Każde z nich doświadcza chwil szczęścia, ale równie wielu problemów, które pojawiają się na ich drodze.

Nowe wydanie tego tytułu, którego ponownie podjęło się wydawnictwo Mando, prezentuje się bardzo ciekawie i zdecydowanie przyciąga wzrok. Jednak — jak zawsze — to, co najważniejsze, kryje się w środku.

Historia ukazuje losy rodziny Szymczaków, ale wyraźnie widać w niej także szerszy obraz społeczeństwa oraz realia niezwykle trudnych lat 50. Na pierwszy plan wysuwa się coraz brutalniejsza walka z Kościołem, która bardzo wyraźnie rzutuje nie tylko na życie kapłanów, lecz także na całe polskie społeczeństwo. Nie sposób pominąć również brutalnych metod śledczych stosowanych przez ówczesny aparat władzy, który nierzadko doprowadzał do śmierci podejrzanych jeszcze zanim przyznali się do winy. To tylko niektóre elementy stanowiące tło wydarzeń, a jednocześnie bardzo mocno wpływające na życie bohaterów.

W tym tomie autorka nie oszczędza bohaterów. Wielokrotnie wpadają oni w tarapaty i popełniają błędy, które mają wpływ na ich dalsze życie. Nie da się jednak ukryć, że tym razem to raczej męscy bohaterowie są sprawcami większości niefortunnych zdarzeń i problemów pojawiających się w historii.

Każdy z bohaterów wywołuje podczas lektury inne emocje i tu trzeba złożyć ukłon w stronę autorki, która sprawiła, że postacie stały się bardzo rzeczywiste — pełne zarówno wad, jak i zalet. Nad jednymi można się litować, na zachowanie innych zżymać, a jeszcze przy innych złościć się na podejmowane przez nich błędne decyzje. Niejednokrotnie pojawia się też pytanie, dlaczego dana osoba postępuje właśnie tak, a nie inaczej. Wszyscy razem ożywiają tę historię i sprawiają, że staje się ona wielowymiarowa.

Lektura tego tomu była niezwykle szybka i przyjemna, mimo zawartych w nim trudnych wydarzeń. Z pewnością duży wpływ miał na to język, którym posługuje się autorka — lekki i wciągający, a jednocześnie pozwalający płynnie przejść nawet przez najbardziej drastyczne momenty historii.

Łąki kwitnące purpurą to znakomita kontynuacja historii, która jeszcze mocniej wchodzi w życie poszczególnych bohaterów, pokazując ich rozwój, a jednocześnie na tle wydarzeń historycznych ukazując coraz większe zmiany zachodzące w powojennej Polsce. Zakończenie nieco zaskakuje, a jednocześnie wprowadza lżejszy, bardziej romantyczny wątek, który być może rozwinie się w dalszej części historii. Dla mnie to zdecydowanie świetna opowieść, warta uwagi i polecenia. 





  • Autor: Świętek Edyta
  • Tytuł: Łąki kwitnące purpurą
  • Cykl: Spacer Aleją Róż #02
  • Wydawnictwo: Mando
  • Liczba stron: 384
  • Premiera: 11 luty 2026

3/01/2026

Czy można znaczyć "Mniej niż nic" Elizabeth Kim

Czy można znaczyć "Mniej niż nic" Elizabeth Kim



Dawno nie czytałam książki nasyconej tak wielką ilością trudnych emocji. Mimo niepozornych rozmiarów, historia opowiadana przez narratorkę — przedstawiająca jej losy od najmłodszych lat — niesie ze sobą ogromny emocjonalny ciężar. To opowieść o dziecku narodzonym ze związku Koreanki i Amerykanina, od pierwszych chwil odrzucanym przez wszystkich poza własną matką. Zastanawiam się, jak wielką siłę trzeba w sobie mieć, by przetrwać wszystko, co wydarzyło się w jej życiu.

Na niespełna dwustu stronach autorka, a zarazem narratorka, przedstawia swoje losy — najpierw w Korei Południowej, a później w Stanach Zjednoczonych. W sposób prosty, a jednocześnie subtelny ukazuje życie, jakie ją spotkało. Odrzucona przez koreańskie społeczeństwo, ponieważ jej matka związała się z obcym — Amerykaninem — ona sama została uznana za nieczłowieka (honhyŏl). Wraz z matką żyły na skraju wioski, pogardzane przez innych, nawet przez własną rodzinę. Dziecięce wspomnienia nie pokazują wprost ogromu przemocy, jaka miała wówczas miejsce, lecz bardzo wiele można doczytać między wierszami.

Wiele elementów tej historii przeraża; jednym z nich jest z pewnością śmierć jej matki (ommy), której narratorka była świadkiem jako kilkulatka. Zabili ją najbliżsi — ojciec i brat matki. To wydarzenie odcisnęło się na niej na całe życie. Sama również otarła się o śmierć, jednak przebłysk człowieczeństwa u ciotki sprawił, że trafiła do sierocińca, a następnie została adoptowana przez rodzinę w Stanach Zjednoczonych.

Można mieć nadzieję, że po trafieniu do sierocińca, a następnie do Stanów Zjednoczonych, jej życie wreszcie nabrało lepszego kierunku. Nic bardziej mylnego. Przetrzymywanie dzieci w małych kojcach w placówce prowadzonej przez misjonarzy wywołało u niej klaustrofobię, która towarzyszyła jej w późniejszym życiu, a adopcja przez parę skrajnie ortodoksyjnych chrześcijan przyniosła kolejne lata upokorzeń i traumy. Autorka opisuje te wydarzenia z dużą szczerością, starając się nie oceniać — jedynie pokazuje, jak wpłynęły na nią samą i jakimi konsekwencjami odbiły się w dorosłym życiu.

Myślę, że książka miała dla autorki w pewnym stopniu działanie uzdrawiające. Poprzez opowiedzenie swojej historii mogła ponownie zmierzyć się z bolesnymi doświadczeniami. Jednocześnie wiele z nich opisuje nie z perspektywy dorosłej osoby, lecz oczami dziecka — dziecka, które szukało jedynie akceptacji i miłości, a wielokrotnie doświadczało odrzucenia i trudnych emocji. Podczas lektury nie raz i nie dwa miałam ochotę potrząsnąć dorosłymi bohaterami, uświadomić im, że ich działania niszczą dziecięcą duszę i pozostawiają wiele niewidocznych ran.

Jedynym dobrym wspomnieniem, które bohaterka pielęgnowała, był czas spędzony z ommą — chwile, w których czuła się kochana i bezpieczna. Nawet to jednak próbowano jej później odebrać. Nowi rodzice wielokrotnie wmawiali jej, że omma smaży się w piekle, ponieważ nie wierzyła w Jezusa, że była złą, rozwiązłą kobietą, która popełniła samobójstwo. Czy dla kilkuletniego dziecka, a później nastolatki, może istnieć coś bardziej okrutnego?

Elizabeth Kim nie miała imienia przed adopcją. Jej matka nazywała ją jedynie pieszczotliwie „małą dziewczynką”, nigdy jednak nie nadano jej prawnego imienia. Nie wie, kiedy się urodziła ani ile dokładnie ma lat. Nie zna imienia matki ani ojca. To, co przywołuje w książce, to wspomnienia kilkuletniego dziecka, które wie, że ma matkę, dziadka i wuja, lecz nie zna ich imion. Dokładnie to samo widnieje w jej dokumentacji adopcyjnej.

Ciotka, przyprowadzając ją do sierocińca, stwierdziła, że to obce dziecko, które znalazła na drodze. Takie historie naprawdę się zdarzały. Po wojnie koreańskiej było wiele takich dzieci — porzuconych, często zabijanych. Ich niechciane życie nikogo nie obchodziło. Historia autorki pokazuje tylko jedno istnienie. A ile z nich zostało sprzedanych jako niewolnicy? Taki los mógł spotkać również Elizabeth. W XX wieku wciąż działy się takie rzeczy.

Kolejnym niezwykle oburzającym elementem tej historii jest rzeczywistość w Stanach Zjednoczonych, w której dziewczynka — już od początku nosząca w sobie poczucie bycia gorszą — została w tym przekonaniu utwierdzona przez nowych rodziców. Wiedziała, że powinna być wdzięczna za „uratowanie” z pogańskiego kraju, że powinna cierpieć razem z Jezusem, a jednocześnie przez całe lata żyła w lęku, że jeśli zrobi coś źle, zostanie odesłana. Do tej pory nie zaznała bowiem prawdziwego poczucia bezpieczeństwa — zniknęło ono wraz ze śmiercią matki.

Szczególnie adopcyjna matka jawiła mi się jako osoba, która bezapelacyjnie nie powinna mieć styczności z dziećmi. To podporządkowanie się oczekiwaniom rodziców sprawiło zresztą, że jako nastolatka wyszła za sadystycznego mężczyznę. Niewiele w jej życiu zostało oszczędzone.

Mniej niż nic to książka niosąca ze sobą ogromny ładunek trudnych, bolesnych emocji. Jej lektura nie jest łatwa i pozostawia po sobie poczucie czegoś złego — ciężaru, który nie znika wraz z przewróceniem ostatniej kartki. Polski tytuł różni się od oryginału, który brzmi Tysiąc smutków i być może trafniej oddaje koleje losu autorki.

Dopiero pod koniec pojawia się jedna krótka chwila, przynosząca jej ukojenie: młoda Koreanka, spotkana w restauracji, ukłoniła się jej — gest prosty, a jednocześnie przełomowy. Dla autorki, już jako dorosłej kobiety, był to moment katharsis po latach opluwania, rzucania kamieniami i traktowania jej jak podczłowieka.



  • Autor: Kim Elizabeth
  • Tytuł: Mniej niż nic
  • Tytuł oryginalny: The Thousand Sorrows
  • Tłumaczenie: Danuta Górska
  • Wydawnictwo: Świat Książki
  • Liczba stron: 196
  • Premiera: 22 październik 2002

2/22/2026

Czy wiesz gdzie znajduje się "Chibineko, niezwykła restauracja wspomnień" Yuta Takahashi

Czy wiesz gdzie znajduje się "Chibineko, niezwykła restauracja wspomnień" Yuta Takahashi

Na polskim rynku w ostatnim czasie pojawia się naprawdę wiele tytułów zaliczanych do comfort books. Bardzo duża część z nich wychodzi spod pióra autorów z Azji Wschodniej, w tym z Japonii — kraju, który od dawna kojarzy mi się z kolebką tego typu otulających historii. Nie wszystkie jednak są sobie równe. Jedne wciągają i wywołują emocje, inne pozwalają się przez siebie „prześlizgnąć” i choć bywają ciekawe, nie pozostawiają po sobie zbyt wiele. Myślę, że "Chibineko, niezwykła restauracja wspomnień" jest jednym z tych tytułów, które mocno do mnie trafiły i zdecydowanie zapadły mi w pamięć.

Kotoko nie potrafi poradzić sobie po nagłej śmierci brata, za którą się obwinia. Dziewczyna nie umie ruszyć dalej — jej rodzina pogrąża się w apatii i smutku, aż pewnego dnia dociera do niej informacja o niewielkiej restauracji nad brzegiem morza, w której podobno można spotkać swoich bliskich. Choć Kotoko nie wierzy w taką możliwość, postanawia spróbować, chcąc choć na chwilę zbliżyć się do ukochanego brata. Również młody Taiji zmaga się z wyrzutami sumienia po ostatnim spotkaniu z koleżanką, którą zranił. Starszy mężczyzna z kolei czeka na szansę ponownego spotkania z żoną.

Wszystkie te historie prowadzą do jednego miejsca. Mała restauracja w niewielkiej miejscowości, do której prowadzi ścieżka wyłożona muszlami. Niepozorna, łatwa do przeoczenia. W środku — młody mężczyzna i kot. A jednak to właśnie to miejsce pozwala na ostatnie spotkanie, na uporządkowanie myśli, na wybaczenie win. Autorka wspaniale połączyła cztery historie zawarte w tym zbiorze. Po przeczytaniu całości okazuje się, że ten tytuł różni się od wielu innych — nie tylko przybywają tu osoby z zewnątrz, lecz sama restauracja staje się punktem skupiającym w sobie smutek, tęsknotę i ciche oczekiwanie.

Ważnym elementem tych historii są opowieści rozgrywające się wcześniej — to one pozwalają zbliżyć się do bohaterów i naprawdę poczuć ich smutek. Co istotne, poszczególne historie nie są jednakowe i nie opierają się na jednym schemacie. Każda wychodzi od innego doświadczenia, dzięki czemu całość tworzy spójną, płynną opowieść, a nie zbiór oddzielnych opowiadań. I to, co wydaje mi się najważniejsze — właściciele restauracji nie wierzą w jej nadprzyrodzoną moc. Nigdy nie widzieli rzekomo pojawiających się duchów i choć klienci opowiadają o swoich spotkaniach, traktują je raczej jako wytwór wyobraźni niż coś rzeczywiście nadprzyrodzonego.

Podczas lektury można zastanawiać się, czy spotkania ze zmarłymi rzeczywiście mają miejsce. Być może to posiłek, którego bohaterowie próbują, przywołuje wspomnienia pozwalające oczyścić duszę i odnaleźć spokój. Wydaje mi się jednak, że to, czy spotkania z bliskimi są realne, czy pozostają jedynie w sferze wyobraźni, ma tu drugorzędne znaczenie — i właśnie to jest w tych historiach najbardziej poruszające.

Równie ważnym elementem jest sama restauracja — mocno zaakcentowany powód jej powstania oraz założenie, które przyświeca tworzeniu dań. To właśnie one stanowią trzon tej historii i sprawiają, że miejsce, do którego trafiają bohaterowie, staje się bardziej realne, naznaczone emocjami, a nie jedynie ulotnym, mało wiarygodnym punktem na mapie. Dzięki temu można pokusić się o myśl, że taka niewielka restauracja naprawdę istnieje, a nie jest wyłącznie wytworem wyobraźni autora.

Chibineko to krótka lektura, która niesie ze sobą ogrom emocji. Pokazuje trudne chwile z życia bohaterów oraz ich próby poradzenia sobie ze stratą i bólem. Yuta Takahashi doskonale wyważył te historie — uczynił je bardzo realnymi, a jednocześnie nadał im oryginalności na tle innych powieści z tego gatunku. Zarówno burza emocji zawarta w tej książce, jak i sama restauracja stają się niezwykle istotnymi elementami, które wyróżniają tę opowieść i sprawiają, że na mojej liście comfort books zajmuje ona bardzo wysokie miejsce.

 



  • Autor: Yuta Takahashi
  • Tytuł: Chibineko, niezwykła restauracja wspomnień
  • Tytuł oryginalny: ちびねこ亭の思い出ごはん 黒猫と初恋サンドイッチ (Chibinekotei no omoidegohan)
  • Tłumaczenie: Anna Koike-Kamińska
  • Wydawnictwo: Rebis
  • Liczba stron: 208
  • Premiera: 10 luty 2026

2/18/2026

Surrealizm w "Brokułowy cios" Lee Yuri

Surrealizm w "Brokułowy cios" Lee Yuri


Zaintrygował mnie tytuł tego zbioru, dlatego postanowiłam przyjrzeć mu się bliżej. Autorka, urodzona na początku lat 90., opublikowała Brokułowy cios w 2021 roku — był to jej literacki debiut. Książka składa się z ośmiu opowiadań, które na różne sposoby opowiadają o problemach współczesnych Koreańczyków, choć bez trudu można spojrzeć na nie z szerszej, uniwersalnej perspektywy. Pisarka sięga po surrealizm, wplatając w te historie motywy nadprzyrodzone.

W opowiadaniach składających się na Brokułowy cios pojawiają się bardzo różnorodne, często zaskakujące motywy fabularne. Autorka opisuje między innymi historię prochów ojca, które w nieoczekiwany sposób zaczynają funkcjonować jako roślina, bohatera, którego ręka zamienia się w brokuł, czy człowieka prowadzącego rozmowy z kamieniami. W innych tekstach pojawiają się kosmici ingerujący w codzienność ludzi oraz motyw niewidzialności, który zmienia sposób postrzegania świata przez bohaterów. 

W moich dotychczasowych doświadczeniach z literaturą koreańską rzadko trafiałam na motywy, które można jednoznacznie zaliczyć do fantastyki, dlatego twórczość Lee Yuri od razu skojarzyła mi się z prozą Bory Chung. O ile jednak Chung często sięga po elementy niepokojące, przerażające czy wręcz obrzydliwe, o tyle Yuri wybiera znacznie łagodniejsze środki wyrazu. W jej opowiadaniach dominują motywy roślinne i zwierzęce, choć pojawiają się również kosmici — zawsze jednak w służbie emocji, a nie szoku.

Opowiadania zawarte w zbiorze w różnym stopniu przypadły mi do gustu — jedne przyciągały moją uwagę mocniej, inne nieco słabiej. Tytułowy „Brokułowy cios” nie należy do moich ulubionych tekstów, znacznie bardziej poruszyły mnie historie takie jak „Dryfując”, „Cień paznokcia” czy „Płaski świat”. Mam jednak poczucie, że każde z opowiadań może znaleźć swojego odbiorcę, bo każde dotyka innych problemów społecznych i emocjonalnych, pokazując je z odmiennej perspektywy.

Autorka porusza w swoich opowiadaniach tematy samotności, utraty bliskich, zmagań z własnymi pragnieniami oraz poszukiwania życiowej drogi. Między wierszami pojawiają się jednak także bardziej pozytywne emocje — miłość, przywiązanie, potrzeba bliskości. Patrząc na zbiór jako całość, widać, że choć poszczególne teksty są bardzo różne, łączą je wspólne elementy i wrażliwość, które spajają całą książkę. I choć może się wydawać, że poruszana tematyka — zwłaszcza w zestawieniu z surrealnymi motywami — będzie ciężka czy wręcz depresyjna, sposób narracji sprawia, że opowiadania pozostają zaskakująco lekkie i przyciągające uwagę.

Brokułowy cios to zbiór, który na pierwszy rzut oka może sprawiać wrażenie lekkiego zestawienia surrealistycznych opowiadań. Dopiero po chwili głębszego zastanowienia wyraźnie czuć jednak, że autorka pokazuje dobrze znany, współczesny koreański świat oraz bohaterów mierzących się z codziennymi problemami, z którymi nie zawsze potrafią sobie poradzić. Sposób ujęcia tych trudnych tematów zdecydowanie zasługuje na uwagę, a obecność elementów fantastycznych sprawia, że książka wyraźnie wyróżnia się na tle innych, dotychczas poznanych przeze mnie tytułów z literatury koreańskiej. 




  • Autor: Lee Yuri
  • Tytuł: Brokułowy cios
  • Tytuł oryginalny: 브로콜리 펀치 (beulokolli peonchi)
  • Tłumaczenie: Zuzanna Olszewska
  • Wydawnictwo: ArtRage
  • Liczba stron: 241
  • Premiera: 13 maj 2025

2/14/2026

Bardzo ludzkie "Ciernie i osty" Andrzej H. Wojaczek

Bardzo ludzkie "Ciernie i osty" Andrzej H. Wojaczek


Kilka lat temu poznałam twórczość autora przy okazji lektury „Kłosy” z cyklu „Wrzeciono boga”. Osadzona na Śląsku powieść ukazywała życie młodego chłopaka w czasach, gdy Polska wciąż znajdowała się pod zaborami. Już wtedy zwróciłam uwagę nie tylko na tematykę, lecz także na styl autora – wyrazisty i wyróżniający się na tle innych czytanych przeze mnie książek. Dlatego z dużą przyjemnością objęłam patronatem pierwszy tom nowego cyklu „Żniwo ognia” – „Ciernie i osty”.

Minęło wiele lat od wydarzeń znanych z poprzedniej serii. Teofil Kłosek nie jest już nastolatkiem z małego śląskiego miasteczka. U progu II wojny światowej ma trzydzieści siedem lat i jest zbyt dojrzały, by walczyć w pierwszym szeregu. Zostaje przydzielony do taborów broni podążających za wojskiem. Początek września przynosi jednak chaos: rozproszenie oddziałów, pierwsze nieudane potyczki, dezorientację. W wyniku wojennego zamętu Teofil zostaje sam. W poszukiwaniu swojej kompanii doświadcza samotności, strachu i narastającej niepewności — tym bardziej że ludzie, których spotyka na swojej drodze, często okazują wobec niego wrogość.

Wojna oglądana jego oczami staje się znacznie bardziej ludzka niż ta znana z podręczników historii. Zamiast patetycznych obrazów bohaterów na koniach wyłaniają się ludzie z krwi i kości — pełni wątpliwości, lęku i sprzecznych emocji. Po obu stronach barykady widać przebiegłość, niepokój i desperackie próby znalezienia najlepszego wyjścia z sytuacji. Teofil nie jest pomnikiem. Jest człowiekiem. Choć wojskowy honor każe mu nie ustawać w próbach ponownego dołączenia do oddziału, wydarzenia, których staje się świadkiem, niejednokrotnie zmuszają go do rewizji planów i przekonań.

Autor spaja oba cykle postacią głównego bohatera, jednak różnica czasowa i odmienny kontekst historyczny sprawiają, że są to dwie odrębne opowieści, które można czytać niezależnie. Teofil staje się głosem tej historii — a chwilami można odnieść wrażenie, że także głosem samego autora, zastanawiającego się nad brutalnością i bezsensem wojny. Na przestrzeni całej powieści bohater dzieli się refleksjami na temat ludzkiego sumienia i wyborów, które kształtują człowieka. Sytuacje, w jakich się znajduje, pokazują, że narodowość nie jest wartością nadrzędną, a to właśnie sumienie pozwala podejmować najbardziej ludzkie decyzje.

Autor nie patrzy na wojnę przez pryzmat jednej nacji. Pokazuje zarówno przebiegłość Polaków, Niemców, jak i Ukraińców, nie unika krwawych scen i okrucieństwa. Jednocześnie w tej mrocznej rzeczywistości pojawiają się promyki światła — gesty, które rozjaśniają ciemność wojny. Próby zachowania człowieczeństwa w świecie ogarniętym chaosem nie zawsze przynoszą dobre skutki. Czasem prowadzą do ocalenia, innym razem kończą się bolesną konsekwencją. I właśnie ta niejednoznaczność najmocniej wybrzmiewa w tej opowieści.

Historia zmienia swój wydźwięk w chwili, gdy bohater dociera do Lwowa. Wojska niemieckie jeszcze tam nie wkroczyły, ale coraz wyraźniej słychać o niepokojach nadciągających ze wschodu. W tym politycznym i społecznym tyglu Teofil włącza się w działalność konspiracyjną, zdejmuje wojskowy mundur i próbuje przetrwać. To właśnie tutaj rozegra się wiele wydarzeń, które mocno w niego uderzą i na trwałe wpłyną na jego spojrzenie na świat oraz dalsze wybory.

„Żniwo ognia” w nowy sposób pokazuje początki II wojny światowej — z perspektywy zwykłego żołnierza, zagubionego w chaosie wydarzeń i pozbawionego rzetelnych informacji ze strony dowództwa. Autor w bardzo ludzki sposób oddaje lęk, dezorientację i niepewność tamtego czasu. To doskonały początek cyklu, który wprowadza wiele emocji, a jednocześnie daje wyraźny sygnał, że to dopiero preludium do znacznie większej historii.





  • Autor: Wojaczek Andrzej H.
  • Tytuł: Ciernie i osty
  • Cykl: Żniwo ognia #01
  • Wydawnictwo: Szara Godzina
  • Liczba stron: 344
  • Premiera: 15 październik 2025

2/08/2026

Jaka jest "Siła męskiego honoru" Edyta Świętek

Jaka jest "Siła męskiego honoru" Edyta Świętek


Przyszła pora na pożegnanie z Sandomierzem i jego bohaterami. Piąty tom tej serii jest jednocześnie ostatnim – w nim autorka domyka poszczególne wątki i pozwala postaciom żyć dalej własnym życiem, już poza książkowym kadrem. Zawsze żal mi kończyć każdy z cykli Edyty Świętek, bo nieuchronnie przywiązuję się do bohaterów, towarzysząc im zarówno w trudnych, jak i radosnych chwilach. Teraz również nadszedł moment, gdy Eustachy, Alicja, Marcjanna i pozostali pójdą własną drogą. Zanim to jednak nastąpi, wydarzy się jeszcze naprawdę wiele – i właśnie o tej historii chciałabym opowiedzieć nieco więcej.

Spokojne życie w kamienicy zostaje brutalnie zakłócone, gdy ktoś wdziera się do domu pod nieobecność domowników. Eustachy również pada ofiarą napadu — pytanie tylko, dokąd prowadzą tropy i kto za tym wszystkim stoi.

Tymczasem Michał coraz bardziej pogrąża się w alkoholu, rzadziej bywa w domu i coraz mniej przejmuje się upomnieniami zarówno rodziny, jak i przyjaciół. W końcu jego bliscy postanawiają wziąć sprawy w swoje ręce, choć sam mężczyzna również ma własny plan na życie.

Weronika cieszy się chwilowym spokojem, jednak jej odejście z domu burzy równowagę pozostałych domowników. Czy pogodzenie z mężem jest jeszcze możliwe — i czy kobieta zdoła żyć na własnych warunkach?

Po raz kolejny całkowicie wpadłam w tę historię — podążałam za bohaterami, podglądałam ich losy, martwiłam się o nich w trudnych chwilach i nieraz łajałam ich w myślach za nietrafione decyzje. Autorka do samego końca nikomu nie odpuszcza. Pokazuje momenty szczęścia, ale równie często prowadzi czytelnika przez chwile bolesne: nieporozumienia, ostre słowa, napięcie, strach, a nawet dramatyczne zakończenia. Dzięki temu wyraźnie widać, jak bardzo splatają się ludzkie losy, jak intensywne potrafi być życie i jak nieprzewidywalne bywają jego ścieżki.

W tym tomie bardzo mocno wybrzmiewa tytułowy męski honor — i to w wielu różnych odsłonach, zależnych od bohatera. Inaczej rozumie go Eustachy, inaczej Michał, a jeszcze inaczej mąż Weroniki i jej najstarszy syn. Każdy z nich interpretuje go po swojemu, zgodnie z własnymi zasadami, spojrzeniem na świat i swoją „męską logiką” — czasem jako narzędzie dominacji nad kobietami, a czasem wręcz przeciwnie. O ile poprzednia część wyraźnie koncentrowała się na kobietach i ich sile w obliczu trudności, o tyle tutaj perspektywa mężczyzn jest równie wyrazista i mocno odczuwalna.

Choć bohaterowie są fikcyjni, autorka wplata w fabułę także realne wydarzenia tamtych lat. Kryzys na rynku amerykańskim końca lat 20., początkowo wydający się odległy, bardzo szybko dociera również do odradzającej się Polski. Zaciskanie pasa, głód, bezdomność — a jednocześnie próby niesienia pomocy tym najbardziej potrzebującym — sprawiają, że opowieść jest mocno zakorzeniona w rzeczywistości. Dzięki temu świat przedstawiony staje się niezwykle namacalny, niemal na wyciągnięcie ręki.

To kolejny tom, w którym dzieje się bardzo dużo, a akcja pędzi naprzód — a jednocześnie książka, w której autorka stopniowo domyka wszystkie wątki. Daje bohaterom przestrzeń na poukładanie życia i pozwala im ruszyć dalej już poza spojrzeniem czytelnika. Czuć, że największe życiowe burze powoli opadają; wiadomo, że los jeszcze nie raz ich doświadczy, ale mimo to żegnam się z nimi z uśmiechem i spokojem. Odchodzę z przekonaniem, że poradzą sobie dalej — i że wszystko, na swój sposób, będzie dobrze.

„Siła męskiego honoru” to ostatni tom cyklu Sandomierskie Wzgórza, w którym autorka ostatecznie domyka losy swoich bohaterów. Książka jest równie wciągająca jak poprzednie części — wydarzeń nie brakuje, a napięcie konsekwentnie prowadzi do finału. To piękne, satysfakcjonujące zakończenie całej sagi, które pozwala pożegnać się z postaciami z uśmiechem i spokojem. Po raz kolejny lektura mnie nie zawiodła.

 



  • Autor: Świętek Edyta
  • Tytuł: Siła męskiego honoru
  • Seria: Sandomierskie wzgórza #05
  • Wydawnictwo: Mando
  • Liczba stron: 371
  • Premiera: 14 styczeń 2026

1/28/2026

Czym jest "Pachinko" Min Jin Lee

Czym jest "Pachinko" Min Jin Lee


Już dawno powinnam poznać tę historię. Książka stała na mojej półce od 2017 roku, a co najmniej od roku spoglądałam na nią jak na jedną z najbliższych lektur. W końcu się udało – poznałam historię zapisaną na kartach tej powieści, a była ona niezwykle wciągająca i wielowarstwowa, pokazująca losy rodziny na przestrzeni ponad pięćdziesięciu lat.
Autorka powieści, Koreanka, która jako dziecko wyemigrowała do Stanów Zjednoczonych, zdecydowała się napisać tę historię po angielsku, aby – jak sama tłumaczy – dotrzeć do jak najszerszego grona odbiorców. Odbiór Pachinko na świecie był duży i zazwyczaj bardzo pozytywny.

Młoda dziewczyna, Sunja, mieszka wraz z matką w okolicach Busan, gdzie prowadzą niewielki zajazd. Mężczyzna, którego spotyka i który zaczyna ją fascynować, staje się przyczyną jej problemów, dlatego dziewczyna wychodzi za mąż za pastora, który zatrzymuje się w tym czasie w ich zajeździe, i wyjeżdża wraz z nim do Japonii, aby tam rozpocząć nowe życie. Trudne początki w nowym miejscu, wynikające nie tylko z obcej kultury, ale także z odrzucenia przez Japończyków, zmuszają bohaterów do ciężkiej pracy. Z czasem kolejne pokolenia rodziny próbują wtopić się w japońskie społeczeństwo, jednak cały czas ciąży nad nimi piętno „obcych”.

Książka wciąga od pierwszych stron, przedstawiając na początku historię rodziców Sunji, a następnie trudne losy jej i matki w czasie, gdy Korea znajdowała się pod japońską okupacją. Autorka nie ucieka od brutalności świata, ukazując życie bohaterów przez pryzmat licznych problemów, z którymi muszą się zmierzyć. Sunja, jej mąż, a także jego brat i żona to pierwsze pokolenie, które wyjechało w nadziei na lepsze życie, wyższe zarobki lub z poczuciem życiowej misji. Wszyscy jednak muszą zmierzyć się z ostracyzmem Japończyków, trudnymi warunkami życia oraz prześladowaniami politycznymi, które wielokrotnie i na różne sposoby wpływają na losy całej rodziny.

Historia pokazuje, że Japonia to kraj bardzo zamknięty, który nie chce bratać się z innymi narodami, a wręcz je odrzuca. Synowie Sunji, urodzeni i wychowani w Japonii, nie znają kraju swoich rodziców, doskonale władają lokalnym językiem i znają realia tego kraju, a jednak przez całe życie są odrzucani, uznawani za gorszych i muszą mierzyć się z piętniem „śmierdzącego Koreańczyka”, często ukrywając swoje prawdziwe pochodzenie.
Co więcej, autorka na przykładzie losów pastora – ojca rodziny – oraz jego wnuka pokazuje, że nagonka ze strony państwa się nie kończy. Pierwszy zostaje brutalnie potraktowany przez władze, drugi zaś, już jako nastolatek, ma zdjęte odciski palców i musi legitymować się jako nie-Japończyk.

Ale ta historia nie jest jednowymiarowa – poprzez licznych bohaterów autorka pokazuje różne aspekty życia i wyborów, przed którymi stają postacie. Pojawiają się wątki homoseksualne, trudne decyzje podejmowane podczas wojny koreańskiej i po jej zakończeniu. Ważną rolę odgrywa także kwestia własnej tożsamości, poznawania swoich korzeni oraz niezgody na narzuconą prawdę. To wszystko sprawia, że historię czyta się z ciekawością, a losy bohaterów zmieniają się wraz z upływem czasu.

Ta historia ma pewien element, który pozwala rodzinie wychodzić cało z największych problemów. Wsparcie finansowe w odpowiednim momencie, praca wtedy, gdy jest najbardziej potrzebna, czy ucieczka na wieś podczas nalotów alianckich – wszystko to daje tej rodzinie szansę na przetrwanie. Jednocześnie jednak te wybory prowadzą do moralnych dylematów i mogą stać się źródłem tragedii, zwłaszcza gdy prawda wyłania się nagle i w najmniej spodziewanym momencie.

Ważnym elementem powieści są również salony pachinko, czyli miejsca z automatami do gry, które w pewnym momencie zajmują niezwykle istotne miejsce w historii tej rodziny. Jednocześnie w japońskim społeczeństwie funkcjonują one jako przestrzenie kojarzone z hazardem, półświatkiem, nielegalnymi interesami i kontaktami z mafią.

Pachinko to wielowymiarowa powieść i saga rodzinna, pokazująca losy Koreańczyków w Japonii w XX wieku. Autorka porusza w niej temat Zainichi – Koreańczyków urodzonych w Japonii, lecz nigdy w pełni nieprzyjętych przez ten kraj do grona swoich obywateli. Historia wciąga i czyta się ją z przyjemnością, mimo trudnych i często bolesnych tematów, które porusza. Problem ten jest mało znany w kulturze zachodniej, dlatego powieść pozwala choć trochę przybliżyć złożone relacje koreańsko-japońskie. Myślę, że to ważna i bardzo wartościowa lektura.

 



  • Autor: Lee Min Jin
  • Tytuł: Pachinko
  • Tytuł oryginalny: Pachinko
  • Tłumaczenie: Urszula Gardner
  • Wydawnictwo: Czarna Owca
  • Liczba stron: 576
  • Premiera: 27 wrzesień 2017

1/24/2026

Poruszający "Cień burzowych chmur" Edyta Świętek

Poruszający "Cień burzowych chmur" Edyta Świętek

Uwielbiam twórczość Edyty Świętek, a doprecyzowując – uwielbiam sagi historyczne, które pisze. Spacer Aleją Róż był pierwszą sagą autorki, z którą miałam styczność i choć wtedy nie przeczytałam jej w całości, każdy tom czytałam z ogromnym zaangażowaniem. Pod koniec 2025 roku ukazało się nowe wydanie pierwszego tomu – w nowej szacie graficznej, pod innym wydawnictwem, ale z tą samą, świetną i wciągającą historią o powstawaniu Nowej Huty widzianym z perspektywy pewnej rodziny.

Rodzina Szymczaków po wojennej zawierusze stara się wrócić do spokojnego życia. Choć należą do jednej z najbogatszych rodzin we wsi, również ich nie ominęły wojenne trudności, a dopiero powojenna rzeczywistość pokazuje, jak wymagające lata ich czekają. Reforma rolna, wywłaszczenie własności prywatnej oraz wydarzenia ostatnich dni sprawiają, że Bronek – najstarszy z rodzeństwa – musi szukać nowej drogi życiowej. Trafia na plac budowy, gdzie zjeżdża się cała Polska, w poszukiwaniu lepszego życia. To właśnie tutaj Bronek zaczyna budować nową dzielnicę Krakowa, a z czasem wspiera również pozostałe rodzeństwo.

Minęło już dobrych kilka lat, odkąd czytałam tę historię, i choć pamiętałam ogólny zarys wydarzeń, z przyjemnością odkryłam, że podczas lektury ponownie zagłębiałam się w szczegóły. Autorka od samego początku mocno daje bohaterom w kość. Nie tylko utrata majątku, ale również wydarzenia, których doświadczają dwie siostry, pokazują, jak ciężkie życie czekało całą rodzinę. Zderzenie życia na wsi z tym, na co mógł liczyć Bronek po dotarciu do dopiero tworzącej się nowej dzielnicy Krakowa, wyraźnie ukazuje, jak wielka przepaść dzieliła te dwa światy. Tym bardziej nie dziwi sentyment bohatera do dawnego życia i marzenia o odzyskaniu ojcowizny.

Świat, który ukazuje się na placu budowy, jest brutalny i brudny, często pozbawiony jasnych zasad i przepisów, do którego nawet policja boi się zaglądać. To wszystko początkowo bardzo wyraźnie widać w tej historii – anonimowy tłum z jednej strony stwarza realne zagrożenie: zdarzają się napady, rabunki, gwałty i śmierć. Z drugiej strony takie miejsce, zwłaszcza gdy zaczynają powstawać pierwsze nowe domy, daje szansę na anonimowość oraz początek nowego, lepszego życia. Obie strony medalu są tu wyraźnie widoczne.

Autorka nie stroni od przedstawiania prawdziwych postaci, co sprawia, że historia staje się bardziej autentyczna. Pośród pnących się ku górze ścian budynków pojawiają się przodownicy pracy, którzy chcą wyróżnić się w tym środowisku. Bohaterowie sagi w niczym jednak nie ustępują postaciom rzeczywistym – są niezwykle realni, wielowymiarowi, często błądzą, wybierają niewłaściwe ścieżki i popełniają błędy, ale starają się żyć według zasad, w których zostali wychowani.

Z ciekawością czytałam o początkach dzielnicy: o rodzącej się społeczności, pierwszych rodzinach wprowadzających się do domów, dzieciach i sąsiedzkiej pomocy. Z drugiej strony pojawiają się szynki, ciemne sprawy rozgrywające się w zaułkach, a także niepewność i strach. Wszystkich bohaterów, którzy pojawiają się w tym tomie, łączy jedno – choć pochodzą z różnych środowisk i mają odmienne cele życiowe, wszyscy liczą na nowy początek, lepsze życie i szansę na wybicie się. I choć przekrój charakterów jest bardzo szeroki, to właśnie dzięki temu czuć pewien rodzaj solidarności między poznanymi postaciami.

Cień burzowych chmur to dopiero początek wielotomowej sagi. Autorka pozwala nam poznać rodzinę Szymczaków, zobaczyć wydarzenia, które sprawiły, że Nowa Huta dla części z nich stała się drogą ucieczki, oraz być świadkiem początku tworzenia się tego miejsca. Wszystko spięte jest w sposób, który zachęca do dalszej lektury – i ja zdecydowanie zamierzam poznać kolejne losy rodziny oraz Nowej Huty. Jeśli jeszcze nie mieliście styczności z tą sagą, zdecydowanie warto ją poznać.




  • Autor: Świętek Edyta
  • Tytuł: Cień burzowych chmur
  • Cykl: Spacer Aleją Róż #01
  • Wydawnictwo: Mando
  • Liczba stron: 352
  • Premiera: 22 październik 2025

1/17/2026

Poznajcie "Dzikie łabędzie. Trzy córy Chin" Jung Chang

Poznajcie "Dzikie łabędzie. Trzy córy Chin" Jung Chang


Rzadko sięgam po audiobooki, bo nigdy do końca nie potrafię zanurzyć się w tej formie przekazu. Niezbyt często trafiam też na lektora, który idealnie pasuje do opowiadanej historii i potrafi ją w pełni oddać. Tym razem jednak wszystko zagrało — nie tylko sama opowieść, ale również forma jej przekazu okazały się trafione. Przesłuchanie tej książki zajęło mi trochę czasu, bo w zależności od wydania liczy ona około 500–600 stron, jednak całość zrobiła na mnie duże wrażenie i chciałabym podzielić się z Wami moimi refleksjami po lekturze.

Jung Chang – autorka i zarazem bohaterka tej książki – opowiada historię trzech pokoleń kobiet: swojej babki, matki oraz własną. Tym samym kreśli nie tylko dzieje swojej rodziny, lecz także szeroki obraz zmieniających się Chin – od początku XX wieku aż po koniec lat 70. XX wieku. Jest to obraz często brutalny i bolesny, ale pozwalający zajrzeć „od środka” w polityczne i społeczne realia kraju, który na przestrzeni zaledwie pół wieku przeszedł ogromną transformację: od schyłku cesarstwa, przez okres rządów wojskowych i Kuomintangu, aż po nadejście komunizmu. Ukazanie tych wydarzeń przez pryzmat losów konkretnych ludzi sprawia, że historia staje się jeszcze bardziej przejmująca i dobitnie oddaje realia epoki, w której przyszło im żyć.

Podczas lektury wielokrotnie zastanawiałam się, która z bohaterek miała trudniejsze życie – babka czy matka autorki. Obie urodziły się i dorastały w czasach, w których kobietom przyszło mierzyć się z ogromnymi ograniczeniami i przemocą systemową. Babka Jung Chang już jako dziecko została zmuszona do łamania i obwiązywania stóp, a następnie wydana za generała jako jego konkubina – decyzja ta miała zapewnić jej ojcu awans i lepszą pozycję społeczną. Jej życie naznaczone było wieloma dramatycznymi doświadczeniami; do końca walczyła o siebie i córkę – najpierw z rodziną męża, później samotnie, a w czasach komunizmu także z własnym zięciem, by móc zapewnić córce opiekę i bezpieczeństwo.

Równie trudne było życie matki autorki. Dorastała w okresie walk między Kuomintangiem a komunistami, przemierzyła pieszo tysiące kilometrów i wielokrotnie ocierała się o śmierć. Jej dorosłe życie także nie przyniosło wytchnienia – nawet własna partia okazała się źródłem wieloletniego cierpienia.

Spośród trzech kobiet to sama autorka miała najwięcej szczęścia, choć i ona była świadkiem wielu okropności. Możliwość wyjazdu – a właściwie ucieczki – za granicę dała jej jednak szansę na życie bez wszechobecnego strachu i na codzienność, która nie była naznaczona nieustanną walką o przetrwanie.

Historie kobiet i ich najbliższych ukazują losy jednostek przez pryzmat polityki oraz kultury kolejnych epok. Szczególnie doceniam możliwość spojrzenia na te wydarzenia z szerokiej perspektywy, osadzonej w codziennym doświadczeniu zwykłych ludzi. Czasy młodości babki autorki są przedstawione najmniej szczegółowo, choć Jung Chang zaznacza kluczowe konteksty polityczne i społeczne tamtego okresu. Również młodość matki opisana jest w sposób interesujący, ale bez nadmiernego zagłębiania się w detale.

Więcej szczegółów pojawia się wraz z opisem początków rządów komunistów oraz formowania się struktur partyjnych. Najwięcej refleksji i informacji autorka poświęca jednak własnym doświadczeniom. Szczególnie mocno wybrzmiewa okres tzw. rewolucji kulturalnej – czas ogromnej przemocy, strachu i niewyobrażalnej patologii społecznej, który naznaczył całe pokolenia.

Podczas poznawania tej historii otworzyły mi się oczy na wiele kwestii, o których wcześniej nie miałam pojęcia. Oczywiście postacie takie jak Mao Zedong nie są mi zupełnie obce, jednak dopiero dzięki tej książce zrozumiałam jego dążenie do podtrzymywania permanentnego niepokoju wśród społeczeństwa. To właśnie ta lektura pozwoliła mi również w pełniejszy sposób pojąć, czym była rewolucja kulturalna — do tej pory kojarzyła mi się ona głównie z paleniem książek i narzucaniem jedynego słusznego nurtu komunistycznego, bez świadomości skali przemocy i społecznej destrukcji, jakie ze sobą niosła.

Jung Chang wychowywała się w uprzywilejowanej rodzinie i w pierwszych latach życia miała znacznie więcej niż przeciętny mieszkaniec Chin. Jednocześnie jej ojciec przez długi czas pilnował, by rodzina nie okazywała swojej pozycji – uważał, że jako przedstawiciele partii powinni dawać innym przykład skromności i ideologicznej poprawności. Już w bardzo młodym wieku Jung Chang została jednak brutalnie wyrwana z domu rodzinnego: była świadkiem represji dotykających jej rodziców, a następnie została wysłana na wieś, by „poznać prawdziwe życie”. 

Te doświadczenia autorka przeplata własnymi refleksjami oraz szerokim tłem politycznym, które w tamtym czasie determinowało losy jednostek. Istotne jest również to, że książka powstała już po jej wyjeździe na Zachód, gdy mogła pozwolić sobie na pełną swobodę wypowiedzi. Jung Chang miała wówczas niemal czterdzieści lat i wystarczający dystans, by spojrzeć na własne życie z perspektywy czasu. Myślę, że właśnie dzięki temu Dzikie łabędzie są opowieścią dojrzałą, a zarazem niezwykle wnikliwą — głęboko zanurzoną w świecie, w którym przyszło autorce dorastać i żyć.

"Dzikie łabędzie. Trzy córy Chin" to książka, która potrafi otworzyć oczy. Ukazuje Chiny na przestrzeni niemal pół wieku – czasu ogromnych przemian politycznych i społecznych – widziane przez pryzmat jednej rodziny, a przede wszystkim trzech pokoleń kobiet. Jestem ogromnie zadowolona, że w końcu sięgnęłam po tę historię, i już szykuję się do poznania kolejnych książek autorki, których w polskim wydaniu dostępne są jeszcze trzy.

Mam poczucie, że ten tytuł pozwala choć odrobinę lepiej zrozumieć Chiny, również te współczesne. Co więcej, lektura ta poprzedzała u mnie reportaż "Chiny jednego dziecka", dzięki czemu wiele poruszanych tam tematów zyskało dla mnie szerszy kontekst i głębię. "Dzikie łabędzie" to książka, którą zdecydowanie warto poznać – szczególnie jeśli interesuje nas historia Chin i losy ludzi uwikłanych w wielką politykę.


  • Autor: Chang Jung
  • Tytuł: Dzikie łabędzie: Trzy córy Chin
  • Tytuł oryginalny: Wild Swans: Three Daughters of China
  • Tłumaczenie: Bożena Umińska-Keff
  • Wydawnictwo: Albstros
  • Liczba stron: 590
  • Premiera: 2003

1/14/2026

Czy wiesz czemu "Nie mówię żegnaj" Han Kang

Czy wiesz czemu "Nie mówię żegnaj" Han Kang


To nie było moje pierwsze spotkanie z twórczością Han Kang, choć od lektury poprzedniej powieści autorka została laureatką Literackiej Nagrody Nobla. W Polsce doczekaliśmy się już pięciu tytułów jej autorstwa, w tym najbardziej znanej, a zarazem najbardziej kontrowersyjnej Wegetarianki. Tym razem sięgnęłam po Nie mówię żegnaj — powieść, w której pisarka przybliża masakrę na wyspie Czedżu z 1948 roku.

Historia rozpoczyna się w Seulu, gdzie narratorka przeżywa trudny okres. Wiadomość o hospitalizacji dawno niewidzianej przyjaciółki oraz prośba o pomoc stają się początkiem podróży — nie tylko przez Koreę, lecz także przez historię. Wszystko rozgrywa się zimą, pośród zawiei, ton śniegu i mroku. To właśnie tam, na granicy jawy i snu, narratorka zaczyna odkrywać przeszłość.

Uświadomiłam sobie wtedy wyraźnie, jak bardzo krucha jest nasza egzystencja. Jak łatwo można zniszczyć i unicestwić skórę i mięśnie, organy wewnętrzne i kości, ludzkie życie. Wystarczy jedna decyzja. 

Ta książka nie jest oczywista — łączy różne gatunki i rozpoczyna się w miejscu, które w żaden sposób nie zapowiada dalszego rozwoju historii. Twórczość Han Kang po raz kolejny okazuje się niejednoznaczna. Autorka często w sposób zawoalowany dociera do tematów, które dopiero z czasem stają się głównym wątkiem, a bywa i tak, że po namyśle na pierwszy plan wysuwa się coś zupełnie innego. W tej historii, obok masakry pojawiającej się na kartach powieści, równie istotne stają się kobiety — to one zajmują tu szczególne miejsce. Kobiety współczesne: narratorka i jej przyjaciółka; kobiety z przeszłości: matka czy kobieta, która była świadkiem wydarzeń na plaży. To kobiety zostają, czuwają i pamiętają. To one poszukują — bliskich osób, ale też odpowiedzi.

Istotna okazuje się oniryczna warstwa tej powieści. Narratorka, docierając na wyspę Czedżu i do domu przyjaciółki, stopniowo oddala się od rzeczywistości. W pewnym momencie wydarzenia, rozmowy i pojawiające się postacie sprawiają, że trudno jednoznacznie określić, co jest prawdą, a co majakiem. Autorka pozwala czytelnikowi błądzić na granicy jawy i snu, zastanawiając się, co tak naprawdę się wydarzyło — a zwłaszcza, jak interpretować zakończenie tej książki i gdzie przebiega granica prawdy.

- Nawet niemowlęta?

- Chodziło w końcu o to, żeby wszystkich wybić.

- Kogo chcieli wybić?

- Czerwonych.

Tym, co w bieżących wydarzeniach wydaje się najbardziej realne, są wspomnienia sprzed ponad pół wieku, coraz mocniej wdzierające się w teraźniejszość. Wycinki z gazet, rozmowy ze świadkami tamtych wydarzeń — pojedyncze nitki, które stopniowo łączą się w obraz niewyobrażalnego ogromu przemocy: ludobójstwa całych wiosek dokonywanego w imię walki z komunizmem. Autorka przytacza wspomnienia, od których trudno uciec — obrazy, które zostają w pamięci i po raz kolejny zmuszają do refleksji nad ludzkim zwyrodnieniem.

Mimo to wyciągam drżącą rękę i podnoszę okładkę. Wertuje zdjęcia przedstawiające kości w wielgachnych plastikowych koszach, posortowane według części ciała. Tysiące piszczeli. Tysiące czaszek. Dziesiątki tysięcy żeber ułożonych w stosy. Setki drewnianych pieczęci, sprzączek skórzanych pasków, guzików z gimnazjalnych mundurków, srebrnych szpil do włosów o rozmaitej długości i grubości, szklanych kulek do gry, które wyglądają, jakby zawierały skrzydła. Na ponad czterystu stronach rozproszone są właśnie takie zdjęcia. 

Nie mówię żegnaj to historia niełatwa w odbiorze, łącząca świat bardziej i mniej rzeczywisty, by na swój własny sposób opowiedzieć o niezwykle trudnych czasach ludobójstwa na wyspie Czedżu. To zarazem powieść ukazująca ogromną siłę kobiet — tych, które do końca walczą, do końca szukają i nie poddają się w dążeniu do prawdy o przeszłości. Sposób narracji sprawia, że wiele wydarzeń możemy jedynie rekonstruować i domyślać się ich sensu, a autorka pozostawia czytelnika z niedopowiedzeniami. Ta książka wymaga wiele od swojego odbiorcy, ale jednocześnie wiele mu oddaje. Myślę, że warto ją poznać.

 


  • Autor: Han Kang
  • Tytuł: Nie mówię żegnaj
  • Tytuł oryginalny: 작별하지 않는다 (jagbyeol insaleul haji maseyo)
  • Tłumaczenie: Justyna Najbar-Miller
  • Wydawnictwo: W.A.B.
  • Liczba stron: 384
  • Premiera: 24 styczeń 2024
Copyright © 2014 Książkowe Wyliczanki , Blogger