Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 2014. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 2014. Pokaż wszystkie posty

12/31/2014

Podsumowanie roku 2014 i plany na rok kolejny

Podsumowanie roku 2014 i plany na rok kolejny
Nastał dzień podsumowań, więc spojrzę wstecz i w skrócie napiszę o tych ostatnich dwunastu miesiącach. To był dobry rok, o wiele lepszy niż ten poprzedni, a jednak w zależności od okresu różnie bywało zarówno z czytaniem jak i z pisaniem.

Planowałam przeczytać 60 książek w ciągu roku i udało mi się to, niewiele ten plan przekraczając i kończąc rok z wynikiem 62 i pół przeczytanej książki. Myślę, że to optymalna dla mnie liczba, której raczej nie uda mi się pobić w przyszłym roku. Statystycznie wypada ponad pięć książek miesięcznie czyli ponad jedna książka na tydzień - co uważam za całkiem przyzwoity wynik. Patrząc jednak szczegółowo na miesiące to różnie z tym czytaniem bywało - najlepiej wypadają trzy miesiące maj-czerwiec i listopad, najgorzej było w lipcu i sierpniu. 

Jeśli chodzi o pisanie to w tym roku również się poprawiło. W okresie, kiedy miałam przerwę zawodową, czyli właśnie maj-czerwiec recenzje pojawiały się nawet co trzy, cztery dni co uważam za naprawdę duży wyczyn. Okres wakacyjny znowu był słabszy, szczególnie sierpień pod tym względem przoduje. W tej chwili staram się zamieszczać jedną opinię tygodniowo, choć wychodzi to z różnym skutkiem (mam dwie zaległe recenzje, które muszą poczekać już na kolejny rok).

Książki, które przeczytałam w tym roku i zrobiły na mnie największe wrażenie? Zawęziłam je do pięciu najlepszych tytułów i wierzcie mi, że było ciężko:



W tym roku poznałam parę nowych wydawnictw, szczególnie dzięki majowym Targom w Warszawie. Dwa z nich bardzo polubiłam, a książki które czytałam bardzo przypadły mi do gustu: chodzi o Papierowy Księżyc i Książkowe Klimaty. Oba te wydawnictwa mają zupełnie inne preferencje wydawnicze, a ja planuję dalszą z nimi znajomość :) 

Brałam również udział w wydarzeniach czytelniczych: Targach Książki w Warszawie w maju oraz (po raz pierwszy), Targach Książki w Krakowie. Oba te wydarzenia bardzo dobrze wspominam, oba wpłynęły na mnie zarówno pod względem poznawania rynku książki, zakupów jak i poszerzaniu znajomości. Poznałam sporo z Was, osób które znam w sieci, ale zdarzało się i tak, że najpierw poznawałam osobę a potem dopiero docierałam na jej bloga (Lustro Rzeczywistości). Więcej na ten temat możecie dowiedzieć się z postów wspominających każde z targów: 


Oprócz tego w listopadzie byłam na spotkaniu autorskim z Anetą Jadowską, które było jednocześnie II Zlotem Fanów Dory Wilk. Jako że seria jest jedną z moich ulubionych z dziedziny fantastyki, a autorka okazała się przemiłą osobą bardzo dobrze wspominam to spotkanie. 

Jeśli chodzi o bloga to największą zmianą jest adres samego bloga, który na pewno spowodował spadek odwiedzin, jednak myślę, że na dłuższą metę jest to właściwe posunięcie. Dawniej blog mogliście odwiedzać pod www.parechwilwytchnienia,blogspot.com natomiast w chwili obecnej jest to ksiazkowewyliczanki.blogspot.com. W zmainie dążyłam do tego, żeby adres bloga był taki sam jak jego nazwa.

Plany na rok 2015


Jeśli chodzi o czytanie to chciałabym przeczytać podobną ilość książek, myślę że założę sobie na 2015 rok 62 książki, i zobaczę czy dotrzymam kroku a może prześcignę tegoroczny wynik. Stworzyłam sobie "Półkę nieprzeczytanych książek", gdzie znajdują się w większości nowości kupione w tym roku, ale jest też parę starszych pozycji. Na półce tej znajduje się 40 książek i mam szczerą nadzieję, że połowę z nich w 2015 roku przeczytam. Mam również postanowienie - nie będę kupować nowych książek do maja, do Targów Warszawskich. Wiąże się to właśnie z ilością nieprzeczytanych książek. Nie przeglądałam zbiorów na czytniku ale jest tam przynajmniej dwa razy tyle nieprzeczytanych ebooków. Musicie przyznać, że ponad setka książek, które są jeszcze przede mną, musi mnie zmobilizować do przynajmniej częściowego ich przeczytania. Chciałabym sobie założyć, że miesięczne przeczytam dwie książki papierowe i dwa ebooki z bieżących zbiorów. 



Nie nastawiam się na wyzwania, czytałam na Waszych blogach różne wpisy opowiadające o Waszych planach. U mnie jednak branie udziałów w tego typu zabawach działa na mnie odwrotnie i zaczynam z niechęcią patrzeć na książki do których się zmuszam. 

Jeśli chodzi o blog i jego prowadzenie to chciałabym go nadal rozwijać. Chciałabym publikować przynajmniej jeden wpis tygodniowo. Nie mogę dopuścić, żebyście o mnie zapomnieli a i sama zauważam, że odkładanie pisania recenzji źle wpływa na moją pamięć. Chciałabym, żeby na koniec przyszłego roku statystyki odwiedzin się poprawiły. 

Oczywiście planuję również wpaść na parę imprez książkowych, na pewni Targi w Warszawie, być może w Krakowie i inne. Zobaczymy jak wyjdzie to w praktyce. 

Ze względu na bardzo słaby rok, Melisandra nie chciała brać udziału w podsumowaniu. Mam jednak nadzieję, że przyszły rok będzie dla niej o wiele lepszym okresem.

Życzę Wam (od siebie i Mel), Niech Nowy Rok przyniesie Wam radość, miłość, pomyślność i spełnienie wszystkich marzeń, samych dobrych chwil, dużo wolnego czasu i spędzenia czasu w świecie książek!

6/02/2014

"Uzdrowił mnie Jan Paweł II" Paweł Żuchowski

"Uzdrowił mnie Jan Paweł II" Paweł Żuchowski
Dane techniczne:

  • Autor: Żuchowski Paweł
  • Tytuł: Uzdrowił mnie Jan Paweł II
  • Wydawnictwo: Wydawnictwo M
  • Liczba stron: 152
  • Premiera: 2014
  • Gatunek: religia



Ledwie miesiąc temu byliśmy świadkami kanonizacji Papieża-Polaka - Jana Pawła II. Wydarzenie to było bardzo istotne dla wielu osób i na pewno pozostanie w naszej pamięci. Wiele osób twierdziło, że Karol Wojtyła był święty już za życia. Żeby jednak biurokracji było zadość, przed kanonizacją trzeba było ustalić i udokumentować cuda, które dokonały się za wstawiennictwem Papieża. Jednym z nich było wyzdrowienie Floribeth, umierającej Kostorykanki.

"wykryto u niej tętniaka wrzecionowatego prawej półkuli mózgu. Najgorszego z możliwych. Powodującego paraliż, a także krwotoczny udar mózgu. Usłyszała, że medycyna jest bezradna." 
Historia tej kobiety była pokazywana w telewizji. W dniu kanonizacji wspominały o niej wszystkie kanały telewizji. Jest to poruszająca opowieść o wierze. 

Książka dotarła do mnie w poprzedni piątek. Ze względu na Targi nie miałam czasu zabrać się za nią od razu, co wykorzystała moja babcia i przeczytała książkę w ciągu dwóch dni. Zresztą moja mama również już na nią czeka :)

Książka, którą trzymam w ręku jest niewielka, bo zaledwie 150-stronnicowa. Przedstawia ona relację Pawła Żuchowskiego, polskiego korespondenta RMF FM w Stanach Zjednoczonych. W tym wypadku autor wybrał sie na Kostarykę, żeby przeprowadzić pierwszy polski wywiad z panią Floribeth. Jego opowieść zaczyna się tuż po wylądowaniu na lotnisku, gdzie opisuje swoje wrażenia po zetknięciu ze stolicą Kostaryki. Wspomina o rozmowie z neurologiem, który leczył Kostarykankę. Składa wizytę w kościele, gdzie znajduje się relikwia kropli krwi Jana Pawła II, tam rozmawia z księdzem Donaldem Solano. W końcu udaje mu się porozmawiać z Floribeth i jej rodziną. 
"Ksiądz wierzy w cuda?' (...) 'Teraz już tak' - odpowiada duchowny ku mojemu zaskoczeniu. 'Jak to? A wcześniej?' - próbuję zadawać kolejne pytania. 'Wcześniej o nich tylko czytałem"
Jak wspominałam wyżej jest to krótka relacja okraszona bardzo dużą ilością zdjęć - Floribeth, jej rodziny, domu, kościoła... Czcionka jest stosunkowo duża, więc osoby starsze również nie będą miały problemu z czytaniem. Książkę można przeczytać szybko i po jakimś czasie do niej wrócić. Można również delektować się nią powoli. Paweł Żuchowski nie udowadnia na siłę cudu, przedstawia jedynie rozmowy z ludźmi którzy w niego wierzą (a niektórzy nawet nie). Myślę, że warto samemu się przekonać, czy w nas ta wiara również jest. 
"Sądzę jednak, że gdyby nie było tego cudu, to byłby inny." 


Za egzemplarz bardzo dziękuję: 

5/29/2014

Targi Książki w Warszawie 2014

Targi Książki w Warszawie 2014
Targi oczami Barwinki: 

Na targach pojawiłam się w czwartek rano i z przerwami nie opuszczałam Stadionu do soboty po południu. :) Przez te trzy dni świetnie się bawiłam, poznałam trochę nowych ludzi, zapoznałam mniejsze wydawnictwa, kupiłam więcej książek niż powinnam ("to już ostatnia, to już na pewno ostatnia" ;) - Mel) i dwa razy zostałam zaskoczona przecudowną informacją :) Mogłabym pisać bardzo wiele o moich wrażeniach, ale pewnie bym Was zanudziła. Dlatego wspomnę tylko o tych najważniejszych rzeczach, które przykuły moją uwagę.

W czwartek razem z Melisandrą odebrałyśmy wejściówki blogerskie, które uprawniały do darmowego wejścia na Targi przez cztery dni. Inicjatywa zacna, tym bardziej, że każdy bloger na pewno wspomni o tym wydarzeniu :D Czwartek jest tzw. dniem branżowym, pojawia się wtedy bardzo dużo bibliotekarzy z całej polski, jest trochę blogerów i innych gości, ale jednak tego dnia można było spokojnie zwiedzić wszystkie stanowiska, porozmawiać z wystawcami i ogólnie zapoznać się z rozłożeniem stoisk. 

Na początku nie mogło nas zabraknąć na oficjalnym otwarciu Targów, gdzie przemawiało bardzo wiele znanych osób. Ale szczerze? Nie dosiedziałam do końca, wolałam pooglądać stoiska niż słuchać jakich sławnych gości mamy (nie Ty jedna... - Mel). ;P 

Pierwszym miejscem gdzie zatrzymałam się na dłużej było stoisko wydawnictwa Lambook. Jest ono stosunkowo młode. W zeszłym roku miałam wielką ochotę, żeby kupić jakieś książki, ale wtedy nie nastawiałam się na papierowe egzemplarze. W tym roku po przemiłej rozmowie z Shirin Kader, autorką jednej z książek tam wydanych zdecydowałam się na dwa nowe nabytki, z tym jeden z autografem pisarki :) Swoją drogą jestem zachwycona wydaniem wszystkich książek, które wychodzą w tym wydawnictwie. 

Kolejny przystanek to stoisko czytników Pocketbook, gdzie zaskoczył mnie widok akwarium. Okazało się, że to prezentacja jednego z najnowszych modeli, który jest wodoodporny (trudno Ci było ukryć zachwyt i chyba niespecjalnie próbowałaś :D - Mel). I choć sama mam czytnik innej marki, to spędziłam bardzo miłe chwile na rozmowie z jedną z pań ze stoiska.

Później chodziłam sobie po wszystkich stoiskach wypatrując co ciekawszych rzeczy. Znalazłam parę książek, które w przyszłości chciałabym przeczytać. Sporo fajnych gadżetów, zbierałam zakładki wszędzie gdzie się dało :) 

Piątek był dniem, który z wielu przyczyn uważam za najbardziej udany. Przede wszystkim poznałam Natalię z Recenzji według Natalii. Spędziłyśmy razem piątek i sobotę :) Poza tym udało mi się spotkać kolegę ze studiów (bibliotekarza z Narodowej), poznałam koleżankę Melisandry i szybko się okazało, że w sumie razem studiowałyśmy. ;P Na koniec podczas stania po autograf do pani Cherezińskiej wszyscy nawiązaliśmy znajomość z koleżanką bibliotekarką z małej miejscowości - Mileną. Mam nadzieję, że uda się te kontakty utrzymać :) 

Piątek to również dzień bibliotekarski, także ludzi z niebieskimi przypinkami było bardzo dużo. Na początek postanowiłam zwiedzić drugie piętro, gdzie jak się okazało też było trochę wystawców. Ja podjęłam rozmowę z Panią Heleną Pietroń i jej mężem, którzy zajmują się tworzeniem pięknych i niepowtarzalnych zakładek do książek - Nitką Malowane. Spędziłam tam sporo czasu na rozmowie i przeglądaniu zbiorów.  Metoda tworzenia jest ciekawa, bo wzory tworzone są przede wszystkim z nitek, czasem z większych kawałków tkanin, a na końcu są laminowane. Jak to powiedziała pani Helena, trzeba dotknąć, żeby przekonać się o co chodzi. :) W końcu zdecydowałam się na dwie zakładki, jedną dla siebie, a drugą dla Melisandry, która nie tak dawno miała imieniny (potwierdzam, jestem zachwycona prezentem, zobaczycie do na zdjęciach - Mel). :)  

Kolejnym przystankiem było stoisko wydawnictwa Książkowe Klimaty, które zajmuje się wydawaniem literatury czeskiej, słowackiej i greckiej. To było pierwsze spotkanie z wydawnictwem i jestem bardzo zadowolona. Po namowach pań ze stoiska wyszłam z trzema nowymi nabytkami, po jednym tytule z każdego państwa.

Na stanowisku firmy Tissotoys zdecydowałam się na kupno przywieszki z Tytusem na prezent dla taty, który w niedzielę świętował urodziny. Muszę przyznać, że wszystkie figurki mnie urzekły.

Wielkim szokiem było dla mnie odkrycie drugiej części serii Inni Anny Bishop, którą spodziewałam się kupić dopiero w czerwcu. Odkrycie to spowodowało, że wyszłam z tą książką w łapkach. :) 

W piątek zdobyłam dwa autografy - Pani Rybałtowskiej i Pani Cherezińskiej. Autorka "Korony śniegu i krwi" miło mnie zaskoczyła mówiąc, że może wykorzysta mój nick na imię dla jednej z Zielonych Kobiet w trzecim tomie. :D

Sobota to najbardziej zabiegany dzień. Tego dnia pojawiło się bardzo wiele atrakcji na płycie stadionu ale nie tylko. Przyszło mnóstwo rodzin z dziećmi, przyjechali ludzie z całej polski - jednym słowem tłumy. Dodatkowo ten dzień obfitował w licznych autorów, którzy rozdawali autografy. Sama biegałam od jednego stanowiska do drugiego. Udało mi się zdobyć podpisy takich osób jak - Maria Szabłowska, Krzysztof Szewczyk, Katarzyna Enerlich, prof. Jerzy Bralczyk, Wojciech Jagielski, Katarzyna Zyskowska-Ignaciak, Maria Czubaszek, Andrzej Ziemiański, Katarzyna Grochola, Małgorzata Gutowska-Adamczyk, Małgorzata Kalicińska. Jak widzicie nie są to jedynie pisarze, ale również inne osoby ze świata kultury i sztuki. Niestety nie dotarłam do niektórych osób ze względu na dublujące się godziny i ogromne kolejki. Przy stoisku, gdzie autografy rozdawała pani Kalicińska poznałam autorkę bloga Lustro Rzeczywistości, co bardzo miło wspominam. :) 

Ostatnim przemiłym akcentem było bardzo pozytywne zaskoczenie na stanowisku wydawnictwa Papierowy Księżyc, gdzie przez przypadek odkryłam (nie wiem jak to możliwe że przez dwa wcześniejsze dni tego nie widziałam) iż podjęli się oni wydawania książek Olgi Gromyko (pisałam o tej autorce na początku roku). Po wielkim WOW wiedziałam, że nie wyjdę do domu bez "Wiernych wrogów" których można było dostać na Targach . 

Po bardzo intensywnie spędzonych sześciu godzinach postanowiłam wrócić do domu, bo nogi odmawiały mi posłuszeństwa. Trochę żałuję, tym bardziej, że w niedzielę nie mogłam być obecna na targach, ale w tym roku i tak bardzo intensywnie spędziłam te trzy dni (Ty to chociaż balowałaś 3 dni, ja w ostatniej chwili odpadłam z soboty, czego nie potrafię odżałować, ale spokojnie, za rok odbijam sobie wszystko - Mel). :) 

Bardzo żałowałam, że nie mogę być w niedzielę, bo zależało mi na spotkaniu dwóch autorek - Anety Jadowskiej i Doroty Sumińskiej. Dzięki poświęceniu Natalii mam autografy obu pań, jednak co osobiste spotkanie to osobiste...

Podsumowując, bawiłam się świetnie, odkryłam nowe wydawnictwa, poznałam nowych ludzi i zdobyłam 11 nowych książek, co mocno uszczupliło moje finanse, ale cóż. Książkami podzielę się z Wami pod koniec miesiąca, publikując stosik :)



Tutaj widzicie parę zdjęć, które przedstawiają to o czym pisałam wyżej. Resztę zdjęć (a trochę ich jest) i filmów obiecała wstawić Melisandra :)



Targi oczami Melisandry

W czwartek po 11 zawitałam w progi Stadionu Narodowego. Ten dzień oraz piątek miał być dniem branżowym, dla m.in. bibliotekarzy, wydawców i księgarzy, a sobota i niedziela dedykowane były na "Rodzinny piknik z książką". 


 Targom towarzyszyło wiele akcji pobocznych, w tym ponownie wymiana książek papierowych na ebooki. W tym roku obowiązywało przeliczenie 5 książek za 1 ebooka, więc się nie zdecydowałam. W zeszłym roku obowiązywało przeliczenie 1 do 1 i zebrano ponad 10 000 książek. (w tym roku zebrali naprawdę mało książek. Nie bardzo się chwalą w sieci, ale w piątek widziałam koło 500 książek. Poza tym nie dość, że przelicznik był okropny, to ilość ebooków, które można było pobrać była zastraszająco mała - może 20-25 książek, niewiele ciekawych tytułów. W zeszłym roku można było wybierać z całego katalogu publio. Trochę żałuję, że się zdecydowałam oddać książki, jedyne pocieszenie to to, że tych książek i tak się chciałam pozbyć - barwinka).
Na zdjęciu powyżej macie plakat akcji "Czytanie uczłowiecza", promujący kolorowanie największego rysunku w Warszawie, narysowany przez Papcia Chmiela, który we własnej osobie również zaszczycił targi. Przy okazji - lubicie komiksy z Tytusem, Romkiem i A'Tomkiem? (ja uwielbiam, podbierałam te komiksy tacie jak byłam dzieckiem - barwinka)

Trzy piętra zgromadziły ogrom wystawców. Według zapowiedzi organizatorów przed imprezą, miało ich być niemal 700 (w zeszłym roku wystawców było 480 z 18 krajów, autorów prawie 450). Faktycznie, nie dało się zauważyć, że impreza się rozrosła. Więcej wszystkiego - stoisk, książek, broszur, zakładek, karteczek z rabatami... Co ciekawe, nie było wcale trudniej z tego powodu się przemieszczać między stoiskami, pomijając narastającą ciągle liczbę ludzi. (ciesz się, że nie było Cię w sobotę. Przy Olesiejuku zrobiło się tak "wąskie gardło" że ciężko się było przepchnąć :/ - barwinka) Widać było wyraźnie nawet w dni branżowe rozwój inicjatyw skierowanych do dzieci. Już w czwartek naliczyłam z 5 czy 6 wycieczek, od przedszkolaków po gimnazjalistów. W piątek było ich jeszcze więcej. Stadion wibrował od ich krzyków, ale cel uświęca środki - jeśli choć kilkoro rzeczywiście sięgnie po książkę dla przyjemności, to będzie to sukces. Zauważyłam że młode pokolenie z ogromnym uporem odpycha od siebie tę formę rozrywki - jest zapatrzone w migające ekraniki telefonów i komputerów...


Trudno było wszystko obejść, zobaczyć, dotknąć, posłuchać... Rozmawiałam na tematy skrajnie od siebie odległe, bo i o modnych ostatnio klimatach postapokaliptycznych, broni z sympatycznymi panami ze stoiska Metro, (ciężko było Cię stamtąd wyciągnąć ;P - barwinka) jak i nawet popisałam się poligloctwem, rozmawiając z uroczą panią z Biblioteki Narodowej w... Katarze. Przekonałam się, jak bardzo angielski jest językiem międzynarodowym. Nawet dostałam wizytówkę, gdybym chciała tam pracować. :D To by było coś, prawda? 
W tym roku zrezygnowałam ze spotkań w salach konferencyjnych, ale nie żałuję, rzeczy do obejrzenia było zbyt wiele, żeby dać radę ze wszystkim, musiałabym się sklonować, a barwinka chyba by nie zniosła dwóch takich jędz jak ja. ;) (pewnie byłoby trudno ;P - barwinka)


Jeśli chodzi o zakupy, przyrzekałam sobie nic nie kupować - i na przyrzeczeniach się skończyło, choć też nie miałam zbytnio jak szaleć. Kupiłam "Złodzieja nieba" Doetscha oraz "Ja jestem Haldedr" Cherezińskiej, i na tej książce zresztą autorka złożyła swój podpis. Dodatkowo upolowałam kilka drobiazgów. (oj tam dwie książki i już narzekasz, widziałaś mój stos ;), swoją drogą nie kojarzę tego "Złodzieja nieba", gdzie go złapałaś? - barwinka - na stoisku Wiedzy Powszechnej /Mel/)





Dodatkowo moja zakładka, którą dostałam od barwinki wygląda tak:


Piękna, prawda? :)

Na zwieńczenie podaję Wam film z targów, mam nadzieję że mój pomysł na montaż przypadnie wam do gustu:




1/26/2014

"Marzenia Joy" Lisa See

"Marzenia Joy" Lisa See
Dane techniczne:
  • Autor: See Lisa
  • Tytuł: Marzenia Joy
  • Tytuł oryginalny: Dreams of Joy
  • Seria: Dziewczęta z Szanghaju t. 2
  • Wydawnictwo: Świat Książki
  • Liczba e-stron (epub): 404
  • Premiera: 9 maj 2012
  • Gatunek: powieść historyczna

Już od pewnego czasu wiem, że sięgając po książki Lisy See zostanę wciągnięta w niesamowitą historię. Tym razem było tak samo. "Marzenia Joy" to druga część opowieści o dziewczętach z Szanghaju. Recenzję pierwszego tomu możecie znaleźć TUTAJ.

Ten tytuł opowiada przede wszystkim historię Joy, córki May i Pearl. Dziewczyna ucieka do Chin, które wydają jej się rajem na ziemi. Nie słucha otoczenia, które ostrzega ją przed dyktaturą Mao i Chińską Republiką Ludową. Tam odnajduje swojego biologicznego ojca, a także poznaje miłość swojego życia. Jej wrażenia przeplatają się z historią opowiadaną przez Pearl, która podąża za córką do Chin. 

Autorka pokazuje pierwsze lata powstawania komunizmu w Chinach. Okresy takie jak "Wielki Skok" i okres "Wielkiego Głodu", widziane oczami wychowanej w Stanach Chinki. Początkowo dziewczyna wierzy we wszystko, co mówi komunistyczna propaganda, z czasem jednak zaczyna dostrzegać korupcję, nierówność, zawiść i zwykłą głupotę ludzi - zarówno tych przy władzy jak i zwykłego chłopstwa. Joy w wyniku splotu wydarzeń spędza wiele czasu na chińskiej wsi. Tam jest świadkiem najgorszej postaci komunizmu chińskiego, który doprowadza ludzi do śmierci. 
Pearl okres ten spędza w Szanghaju, gdzie również odczuwa skutki nowego systemu. Wraca do swojego starego domu, gdzie udaje jej się zamieszkać, choć teraz każdy pokój zamieszkuje inna rodzina. Kobieta nie może się odnaleźć w mieście, które zostało tak bardzo mienione. Przez poszukiwanie córki i jej ojca zostaje zmuszona do comiesięcznych spotkań z policją jako "element podejrzany". 

Autorka bardzo wyraźnie pokazuje wszystkie negatywne strony chińskiego komunizmu. Zakaz podróży, żywność na kartki, niechęć do wszystkiego co amerykańskie (a potem również rosyjskie), "wielki skok" który pierwotnie miał pomóc Chinom się rozwinąć, ale przez głupotę władzy doprowadził do masowej śmierci mieszkańców wsi.

Postacie są świetnie nakreślone, język zachęca do dalszej lektury. Nie mogłam się oderwać od tej historii, zastanawiając się do ostatniej kartki jak potoczą się losy tej rodziny. Przykro mi, że to koniec moich przygód z bohaterkami. 

Właściwie przeczytałam prawie wszystkie książki autorki. Została mi jeszcze jej saga rodzinna "Na złotej górze". Myślę że również po tą książkę sięgnę w najbliższym czasie. I mam nadzieję, że Lisa See napisze jeszcze jakąś historię 


Książkę przeczytałam w ramach wyzwania:


1/16/2014

Seria o Wiktorii Biankowskiej

Seria o Wiktorii Biankowskiej
    Dane techniczne:
  • Autor:Miszczuk Katarzyna Berenika
  • Tytuł: Ja, diablica, Ja, anielica, Ja, potępiona
  • Seria: Wiktoria Biankowska tom 1-3
  • Wydawnictwo: W.A.B.
  • Liczba e-stron (epub): 363, 352, 399
  • Premiera: 6.11.2010, 28.09.2011, 11.2012 
  •  Gatunek: fantastyka


Długo się zbierałam, żeby skończyć tą serię. Pierwszy tom czytałam zaraz po premierze. Na polskim rynku było jeszcze niewiele książek z tego nurtu, który powstał po sławetnym Zmierzchu. Był to krajowy powiew świeżości. Później tak wyszło, że za kolejne tomy się nie zabrałam. A teraz, kiedy chciałam skończyć trylogię uświadomiłam sobie duże luki, jeśli chodzi o treści pierwszej części. Dlatego postanowiłam przeczytać całość raz jeszcze. Każdą z tych książek inaczej odebrałam, były na różnym poziomie, dlatego chciałabym napisać parę słów o każdej z nich.

Ja, diablica:
 

Jak już wypominałam, czytałam tą książkę po raz drugi. Za pierwszym razem nie widziałam błędów, albo nie zwracałam na nie uwagi:

Wiktoria jest zwykłą, niezdarną, przeciętną dziewczyną (trochę oklepane, nie? ;) ). Studiuje, zakochała się w koledze z roku. I nagle wszystko się kończy. Zostaje zamordowana i trafia do Piekła, a tam staje się Diablicą. Teraz musi przekonywać dusze żeby przeszły na tą złą stronę. Żeby nie było nudno do towarzystwa ma przystojnego diabła Beletha oraz intryganta Azazela. Dowiaduje się też że może wracać na Ziemię i wieść prawie normalne życie u boku Piotrka.
I oczywiście wszystko zaczyna się komplikować. Parę błędów, brak informacji na temat własnej śmierci a potem intrygujące wiadomości na swój temat. Do tego jeden facet który kocha a drugi który jest kochany.
Kto by przypuszczał że Piekło to takie miłe miejsce, a wszyscy sławni ludzie własne tam się bawią. Bawią to bardzo odpowiednie słowo. Nikt nie musi pracować, pogoda zawsze piękna. Żyć nie umierać ;)
Na początku wydawało mi się to bardzo "zmierzchopodobne", szczególnie ze względu na postać głównej bohaterki. Jednak potem przekonałam się że odbiega od nurtu który się ostatnio rozwinął. Mimo wszystko lekka i przyjemna. Szybko tocząca się akcja i jej zwroty. Na wolny weekend jak znalazł.
Trochę żałuję że tak się skończyła, ale mam nadzieje, ze autorka w drugiej części jednak wpłynie na Wiktorie.*
Tym razem jednak liczne braki i nieścisłości przeszkadzały mi w przyjemności z lektury. Choć sam pomysł na książkę, oraz realia przedstawione przez pisarkę są ciekawe. Irytowała mnie główna bohaterka, która jest niesamowicie ufna, nie dopatruje się żadnych niewłaściwych zachowań. Trafiła w końcu do Piekła, które swoją sławę czemuś zawdzięcza, a Wiktoria momentami wierzy we wszystko jak małe dziecko. Nie mogłam pojąć jej uczuć do Piotrka. W momencie, kiedy zginęła, było to właściwie zauroczenie. Mimo to podświadomie robiła wszystko żeby z nim być, bo uważała, że to miłość jej życia. Nie przekonywało mnie to. Zdrobnienie jego imienia również zyskało moją irytację. Ostatnim minusem było zachowanie diabła Beletha. Bardzo często jego działania przypominały mi wygłupy nastolatka. 
Jednak nie mam zamiaru tylko narzekać. "Ja, diablica" jest debiutem autorki i z pewnością z tego powodu można przymknąć oko, na niektóre mankamenty. Sama historia jest wciągająca. Świat przedstawiony przez autorkę również bardzo mi się podobał. Ciekawa byłam, jak potoczy się dalsze przygody bohaterów. 

Ja, anielica:


Beleth, Azazel, Kleopatra i Śmierć znani z powieści Ja, diablica powracają! A to oznacza, że już nikt nie będzie się nudził.

W życiu Wiktorii ponownie zjawia się przystojny diabeł. Rozbija jej związek z Piotrem i ma nietypową prośbę - chce odzyskać swoje anielskie skrzydła. Czy dziewczynie uda się zwrócić złotookiemu Belethowi marzenia? Przed Wiktorią stają naprawdę trudne wybory - bo z jednej strony zabiegający o jej miłość śmiertelnik, a z drugiej... no właśnie, diabelnie przystojny upadły anioł. W dodatku akcja przeniesie się do nieba. A tam pojawią się kolejni bohaterowie - zabawne putta, podstępny Moroni, rodzice Wiktorii i oczywiście syn szefa, jeżdżący najnowszym maserati...

Nieprzyzwoicie zabawna książka o niebiańsko-piekielnej rzeczywistości. Do diabła - to trzeba przeczytać!
 


Ten tom odebrałam dwubiegunowo. Do połowy książki miałam totalną niechęć i zwątpienie. Denerwowali mnie wszyscy. Wiktoria - bo była głupia, ufna i przez to we wszystko ją wszyscy wkręcali. Piotrek - bo był wielką ciapą. Beleth - bo podobno kochał Wiktorię, a robił wszystko żeby ją stracić. Dodatkowo jego zachowanie często było szczeniackie (jak na wiekowego diabła). Anioły były poniżej krytyki. Arkadia mi się nie podobała. I chciałam to już skończyć.
Potem akcja zaczęła się poprawiać. Choć mam nadal mam sporo do zarzucenia, to w końcu autorka wszystko zaczęła prostować i wyjaśniać niektóre zachowania bohaterów, które według mnie były dziwne. Zaczęłam się wciągać.

Ta część przybliża Wyższą Arkadię, Anioły i dusze, które tam trafiły. Trochę więcej miejsca zajmują Lucyfer i Gabriel. Postacie te dopiero w kolejnym tomie da się naprawdę polubić, ale póki co warto zwrócić na nich uwagę.
"Ja, anielica" traktuje o przygodach Wiktorii w większości w Niebie, które jest miejscem wielu sprzeczności. Z jednej strony ludzie żyją w spokoju, radości i szczęściu, z drugiej pojawiają się Golemy, które są przerażającymi stworzeniami. Anioły są miłosierne, ale za złamanie rozkazu trafia się do więzienia. 

Jeśli chodzi o sprawy uczuciowe, to trochę się zawiodłam na bohaterce. W pierwszym tomie robiła wszystko, żeby być z Piotrkiem, drugi tom również wyraźnie pokazuje, że dziewczyna nie zmieniła swoich uczuć. Beleth, choć robi wszystko, żeby się zbliżyć do Wiktorii skazany jest na porażkę. Nagle (ja nie widziałam powolnej zmiany), w ciągu jednej nocy bohaterka uświadamia sobie, że jednak Piotrek to tylko przyjaciel a tak naprawdę to pragnie tylko diabła. Było to trochę za bardzo naciągane. 


Ja, potępiona:



Wiktoria Biankowska, była diablica i niedoszła anielica po raz trzeci wpada w kłopoty. Przypadkowo trafia do Tartaru, tuż po ujrzeniu białego krzyżyka na chodniku i ciężarówki z mrożonkami. A właśnie zaczęło jej się układać. Pokochała diabła Beletha, wyzbyła się boskich mocy, a jej przeciwnik Moroni został zamknięty w anielskim więzieniu. Ponadto diabeł Azazel nie planował niczego złego, zajęty romansem z królową Kleopatrą.

Czy teraz Wiktorii uda się wyjść z labiryntu i związać z Belethem?




Najlepsza część trylogii. Widać wyraźnie, że autorka wraz z kolejną książką rozwija swój warsztat. Nie stwarza również głupich sytuacji, powodowanych jeszcze głupszymi wyborami bohaterów. Wyjaśni się wiele spraw, które zastanawiały mnie od pierwszej części, a które teraz stały się logiczne i w sumie słuszne. 
Bardzo ciekawymi postaciami są tu Lucyfer i Gabriel. Ich rozmowy, przekomarzanie się, rywalizacja i walka o status "najlepszego pracownika" to świetny pomysł. Ci dwaj bohaterowie stali się jednymi z moich ulubionych. 
Wizja Tartaru, czyli ostatecznego miejsca potępionych była przygnębiająca a momentami nawet przerażająca.
Nie obyło się jednak bez zgrzytów - Wiktoria mnie irytowała uczuciowymi dylematami. Do końca zastanawiała się czy teraz nie czuje niczego do Piotrka. Z drugiej strony też parę jej wyborów było głupich - choćby ta ucieczka do Siedziby Szatana po wybuchu pierwszej bomby. Jednak patrząc na całokształt dziewczyna się wyrobiła. Zaczęła być fajną kobitką, trochę złośliwą, która wie co chce (w większości wypadków), inteligentną i seksowną. Bardzo podobał mi się też Beleth - w końcu odważył się poświęcić dla ukochanej.
Zakończenie dobre, ale właśnie czegoś takiego się spodziewałam - z gatunku "żyli długo i szczęśliwie"


Podsumowując całokształt, pomimo licznych chwil irytacji trzeba autorce przyznać, że miała dobry pomysł na cykl. To pani Miszczuk jako pierwsza na polskim rynku zaczęła pisać o ludziach, aniołach, diabłach w ten sposób, przedstawiając ich w lekko zabawny po ludzku (ja przynajmniej z inną tego typu literaturą wydaną wcześniej się nie spotkałam). Bohaterowie dają się lubić. Język autorki jest bardzo przystępny i lekki, a przez cały cykl przewija się dużo humoru, potyczek słownych. 
Gdybym przeczytała tylko pierwszy tom byłabym zawiedziona. Autorka jednak wraz z każdą kolejną kartką pokazuje że dawne wybory, które wtedy wydawały się głupie, w przyszłości bardzo pozytywnie zaowocują. Więc tak naprawdę przeczytanie trzech części da całkowity obraz na tą serię. 
Nie jest to seria, którą mogę polecić z czystym sumieniem. Jeśli ktoś po nią sięgnie - z chęcią porównam wrażenia. Jednak nieprzeczytanie trylogii grzechem nie będzie. Chyba, że ktoś z Was interesuje się tematyką anielsko-diabelską. Wtedy myślę, że warto poznać polską twórczość w tym zakresie. 

 * Pierwsza recenzja, którą znaleźć można na Lubimyczytać.pl

1/06/2014

"Pisane szkarłatem" Anne Bishop

"Pisane szkarłatem" Anne Bishop
Dane techniczne:
  • Autor:Bishop Anne
  • Tytuł: Pisane szkarłatem
  • Tytuł oryginalny: Written in Red
  • Seria: INNI tom 1
  • Wydawnictwo: INITIUM
  • Liczba e-stron (epub): 436
  • Premiera: 25 września 2013
  • Gatunek: fantastyka


Pierwsza książka 2014 roku za mną, więc i recenzja musiała się pojawić :)


Ostatnio wpadam na autorów (zupełnie przypadkiem), którzy bardzo przypadają mi do gustu. Od pewnego czasu słyszałam o Anne Bishop, natrafiałam na jej książki i w końcu przy okazji promocji kupiłam "Pisane Szkarłatem". Jak na ironię zaczęłam przygodę z autorką od jej najnowszej książki.

Książka otwiera zupełnie nowy cykl o nazwie "Inni". Wyobraźcie sobie świat, który oprócz ludzi zamieszkuje cała masa stworzeń. Są to tzw. terra indigena, czyli tubylcy ziemi, przez ludzi nazywani Innymi. To bardzo zróżnicowana społeczność, którą łączy jedna wspólna cecha - są szalenie niebezpieczni, nie myślą jak ludzie, za to bardzo smakuje im ludzkie mięso. Przez wiele stuleci te dwie grupy nie mogły się porozumieć. Inni są właścicielami ziemi za wielką wodą i tylko dzierżawią ją ludziom. Równowaga jest więc bardzo krucha. W każdym większym mieście znajduje się tzw. Dziedziniec, z którego terra indiegra obserwują ludzkie poczynania. Bezpośredni kontakt ograniczają do granic możliwości. Pewnej zimowej nocy na jeden z Dziedzińców trafia młoda dziewczyna, która jest uciekinierką. Jedynie na terenie Innych jest w stanie przeżyć. Ale czy spotkanie z tą niebezpieczną grupą rzeczywiście można przeżyć?

Zabrałam się za tą książkę z wielką ciekawością. Nie byłam pewna czego można się po niej spodziewać ale moje obawy okazały się niesłuszne. Świat skonstruowany przez autorkę jest oryginalny. Pani Bishop stworzyła dwa przeciwstawne bieguny - ludzki, tak dobrze nam znany, oraz ten drugi - przerażający, ale jednocześnie intrygujący. Inni stanowią bardzo barwną grupę. Na początek wychodzą Wilki, krwiożercze stworzenia. Są również Wrony, Niedźwiedź, wampiry, Kucyki, Żywioły oraz wiele innych. Wszystkie te stworzenia nauczyły się przyjmować ludzką postać. Meg - młoda uciekinierka zyskała moją sympatię. Dziewczyna bardzo ciężko odnajdywała się na początku na świecie, ale nie tylko Inni byli tego przyczyną. Była bardzo nieporadna życiowo, co wynikało z jej wcześniejszych doświadczeń, co z drugiej strony pozwoliło jej się zbliżyć do Innych. Jej chęć pomocy, przyjacielskość i otwartość powoli zjednuje jej terra indiegra. Wśród grupy mieszkającej na dziedzińcu na pierwszy plan wyłania się Simon oraz Sam. Wilkom bardzo trudno przezwyciężyć swoją krwiożerczą naturę, co utrudnia ich kontakty z kobietą. Meg ma również wiele tajemnic, które bardzo powoli odkrywa przez Innymi. To one w dużej mierze wpływają na bieg wydarzeń. Sam wprowadza odrobinę optymizmu i dziecięcej bezpośredniości. 

Zarówno styl autorki jak i jej kreacja świata bardzo mi się podobają. Bishop stworzyła postacie nietuzinkowe, które są bestiami. Z czasem niektóre z nich pokażą swoją bardziej "ludzką" stronę, jednak nigdy nie będą pieszczochami. 

Po pierwszej części tej serii jestem zadowolona, że w końcu zdecydowałam się na sięgnięcie po książkę autorki. Mogę ją polecić z czystym sumieniem. Z niecierpliwością czekam na premierę drugiego tomu, a w międzyczasie może zabiorę się za inne książki pani Bishop :)


1/02/2014

Podsumowanie roku 2013, kilka refleksji i oczekiwania wobec roku 2014. Część I.

Podsumowanie roku 2013, kilka refleksji i oczekiwania wobec roku 2014. Część I.
Kochani!



Rozpoczęliśmy wczoraj nowy rok. Ponieważ pierwsze dni stycznia są zwykle czasem podsumowań, także i my pokusimy się o kilka zdań czytelniczego remanentu.

Melisandra:
Rok 2013 był dla mnie bardzo trudny. Ponieważ postanowiłam w końcu zamknąć pewien etap, zajęłam większość swojego czasu sprawami uczelni - w listopadzie wieńcząc wszystko obroną licencjatu. Ciągłe przeboje sprawiły, że niezbyt miałam ochotę na czytanie i rok 2013 zamykam bilansem zaledwie 12 książek papierowych i kilku ebooków, których jednak nie liczyłam, jak i nie liczę książek przewertowanych do pracy dyplomowej. 
W międzyczasie jednak udało mi się odwiedzić IV Warszawskie Targi Książki, które pierwszy raz odbywały się na Stadionie Narodowym. Powiem wam, że zmiana wyszła targom tylko na dobre - było mnóstwo miejsca i o wiele więcej stanowisk. W Pałacu 2 lata temu było tłoczno i wysiadała klimatyzacja, przez co było duszno, a przy tłumach obecnych tam nie dawało się wytrzymać. Z targów na Stadionie powstały nawet jakieś filmy, jednak zabrakło mi czasu na obrobienie i wstawienie wam materiału. Mogę obiecać, że z tego roku na pewno dam film, razem z retrospektywą z roku 2013.


Jakie mam plany na 2014 rok? Zaktywizować się na nowo. Założyłam sobie minimum 20 książek w tym roku. To może się wydawać niewiele dla wielu z was, ale... to przecież tylko minimum. Postanowiłam nie dać temu blogowi pogrążyć się w całkowitej stagnacji i dać mu umrzeć. W tym jesteśmy z barwinką zgodne. Z pewnością będzie trzeba włożyć wiele pracy w przywrócenie mu życia. 
Mam plan odwiedzić ponownie Targi na Stadionie, a także spróbuję wybrać się na jesieni do Katowic lub Krakowa, to już jednak będzie zależało od dużo większej liczby spełnionych warunków. 
W tym roku postanowiłam również wybrać i kupić sobie czytnik ebooków, co powinno w znacznej mierze poprawić moje statystyki na koniec grudnia. W zeszłym roku natknęłam się na bardzo ciekawy, pozbawiony zbędnych bajerów model, ponieważ jednak rynek czytników zmienia się jak każdy inny, skonfrontuję go z nowymi urządzeniami, jakie można u nas kupić.
W planach mam również kontynuowanie cyklu wpisów o ebookach, jak i rozpoczęcie nowego. Nazwałam go roboczo "Biblioteki świata". Ponieważ w polskim internecie mało jest informacji tego typu, zamierzam w cyklu artykułów przybliżać największe i najciekawsze biblioteki na świecie, ich działalność, zbiory, historię. Napiszcie w komentarzach, czy jesteście zainteresowani czytaniem takich postów i czy macie propozycje konkretnych miejsc. Wymyśliłam, że na pierwszy ogień pójdzie biblioteka uniwersytetu w Oxfordzie albo Harvardzie.

Ten rok będzie dla mnie na pewno aktywny, za kilka dni rozpoczynam kilkumiesięczny kurs, więc mam nadzieję, że codzienne dojazdy nieco mnie zdyscyplinują. Liczę na dużo książkowych przeżyć, a nawet mam moje 5 "must read" na ten rok:
1. "Lód" Jacka Dukaja
2. "Mrok, który nas poprzedza" R. Scott Bakker
3. "Stara baśń" Ignacego Kraszewskiego
4. "Mistrz i Małgorzata" Michaiła Bułhakowa - po raz drugi
5. "Wyznaję" Jaume Cabre


Barwinka:
2013 nie był również dla mnie najlepszym rokiem czytelniczym. Spore zmiany w pracy spowodowały liczne nadgodziny. Na początku roku zaczęłam również kursy doszkalające, co zajęło mi dodatkowo weekendy. Dobrze, że do pracy mam kawałek, bo jedynie dojazdy do pracy pozwalały mi w pewnym momencie na chwilę z książką. Gatunki, które czytałam również się zmieniły - postawiłam w większości na lżejsze książki, przy których mogłam się odprężyć. 

Planowałam przeczytać 62 książki, patrząc na dorobek poprzedniego (2012) roku. Jednak zakończyłam ten rok z wynikiem 43 przeczytanych pozycji. Oczywiście, nie chodzi o ilość, jednak jestem na siebie zła, że tak kiepsko wyszło. Dwie książki zapadły mi w pamięci - "Szmaragdowa tablica" Carli Montero, "Ocalone z Titanica" Kate Alcott. Bardzo podoba mi się również Saga księżycowa. 

Z tych przyjemniejszych rzeczy - razem z Melisandrą wpadłam na Warszawskie Targi Książki w maju i bardzo się tym podbudowałam. Spotkania z pisarzami, wydawcami zawsze poprawia mi humor. 

Co do roku 2014 to moim największym planem jest czytanie częściej i ambitniej. Oraz powrót na bloga, a nie wpadanie od czasu do czasu. Jeszcze tylko styczeń będzie trudny pod względem czasu, ale potem chciałabym publikować jedną recenzję w tygodniu. 

Mój plan czytelniczy w tym roku to 60 książek. Chciałabym go wykonać, a kto wie może uda mi się przeczytać coś więcej? Nie mam żadnych konkretnych tytułów, będę szła na żywioł :)
Copyright © 2014 Książkowe Wyliczanki , Blogger