9/16/2026

Chcesz poznać "Dzieci Mokoszy" Sylwia Sosińska

Chcesz poznać "Dzieci Mokoszy" Sylwia Sosińska


„Dzieci Mokoszy” Sylwii Sosińskiej kupiłam przypadkiem na zeszłorocznych Targach Książki w Krakowie. Skoro więc książka trafiła ze mną do domu, wypadało w końcu sprawdzić, o czym właściwie jest. 

Główną bohaterką jest Ula Markiewicz, której życie wydaje się całkiem poukładane. Wszystko zmienia się, kiedy poznaje Tomka Rydygiera – zamkniętego w sobie, tajemniczego outsidera, który zdecydowanie nie jest tym, za kogo można go początkowo uznać. Ula szybko zostaje wciągnięta w wydarzenia, których istnienia wcześniej nawet nie podejrzewała. Pojawiają się nadprzyrodzone istoty, magia, dawne rytuały i słowiańskie wierzenia, a nad całą historią unosi się postać Mokoszy – potężnej bogini związanej z losem bohaterów.

I muszę przyznać, że to historia, która mnie wciągnęła. Była ciekawa i chciałam wiedzieć, dokąd autorka ją poprowadzi. Jednocześnie miałam poczucie, że nie wszystko zostało tutaj do końca dopracowane. Momentami brakowało mi logicznych ciągów przyczynowo-skutkowych, a niektóre rozwiązania wydawały się zbyt łatwe. Z czasem doszłam też do wniosku, że jest to chyba książka bardziej dla nastolatków. Tym bardziej że jej bohaterowie uczą się w liceum, czego właściwie się nie spodziewałam. Myślałam, że będą nieco starsi.

Ten młody wiek bohaterów niewątpliwie pozwolił autorce poprowadzić tę historię właśnie w taki sposób. Mamy przecież dwoje ludzi z dwóch zupełnie różnych światów. Ona – córka bogatych rodziców, grzeczna, ułożona i żyjąca w świecie, który wydaje się poukładany. On – chłopak, który właśnie się przeprowadził, mroczny, niedostępny i skrywający swoje tajemnice. Oczywiście ich drogi muszą się przeciąć. Co więcej, zaczynają coś do siebie czuć. I nie będę ukrywać, że ten schemat kojarzył mi się momentami z amerykańskimi powieściami dla młodzieży, których podobnych historii powstało już naprawdę sporo.

Tutaj jednak mamy Polskę, a autorka postanowiła dodatkowo połączyć tę młodzieżową historię z elementami słowiańskich wierzeń i… wampirami. To dość nietypowe połączenie, ale właśnie dzięki niemu książka ma swój własny charakter. Ciekawiło mnie szczególnie to, jak autorka wykorzystała słowiańskie motywy. Podobało mi się poznawanie przez bohaterkę słowiańskiego zielnika i jej odkrywanie różnych rytuałów. To były dla mnie jedne z ciekawszych elementów całej historii.

Jeśli jednak ktoś sięga po „Dzieci Mokoszy” z myślą, że dostanie przede wszystkim dużą dawkę słowiańskich wierzeń, może się trochę rozczarować. Owszem, pojawiają się tutaj pewne elementy, mamy nawet jedno czy dwa bóstwa, ale zdecydowanie są one dodatkiem do głównej historii, a nie jej najważniejszą częścią. Fantastyka również czerpie z różnych kultur i wierzeń, tworząc raczej tło dla losów bohaterów niż rozbudowany świat fantasy.

Zastanawiające było dla mnie również zachowanie rodziców głównej bohaterki, a także sam motyw zaginięcia. Autorka cofa akcję do lat 90. i mam wrażenie, że jest to zabieg celowy. Dzięki temu bohaterowie nie mają dostępu do współczesnej technologii, telefonów, internetu czy mediów społecznościowych, które przecież bardzo utrudniłyby opowiedzenie historii o tym, jak można po prostu zniknąć i przez dłuższy czas pozostać nieuchwytnym. Ten element wydał mi się całkiem ciekawy.

Gdybym miała jednym słowem określić „Dzieci Mokoszy”, powiedziałabym: młodzieżowa. To powieść skierowana przede wszystkim do młodszych czytelników, w której znajdziemy romans, tajemnice i elementy fantastyczne zaczerpnięte z różnych kultur. Nie wszystko mnie tutaj przekonało, a niektóre wątki chciałabym zobaczyć bardziej dopracowane, ale jednocześnie nie mogę powiedzieć, że źle się przy tej książce bawiłam. Wręcz przeciwnie – historia mnie wciągnęła, a kilka jej elementów naprawdę mnie zaciekawiło.






  • Autor: Sosińska Sylwia
  • Tytuł: Dzieci Mokoszy
  • Cykl: Dzieci Mokoszy #01
  • Wydawnictwo: Sabat
  • Liczba stron: 290
  • Premiera: 31 marca 2025

9/12/2026

Przeżyj "Jeszcze jedno lato" Magdalena Kordel

Przeżyj "Jeszcze jedno lato" Magdalena Kordel



Tytuł jest przewrotny i daje pewien sygnał o historii, którą zawiera. Ale historia jest zupełnie inna, niż można by podejrzewać. Wiele książek autorki już czytałam i myślałam, że niewiele mnie zaskoczy, a jednak ten tytuł właśnie to sprawił. To opowieść w stylu Magdaleny Kordel, a jednocześnie tak bardzo różna. A po lekturze zostaje smutek i nadzieja. Myślisz, że to książka dla Ciebie?

Lila nigdy nie miała łatwego życia. Dzieciństwo i młodość z despotyczną matką sprawiły, że postanowiła skorzystać z okazji i pójść na pewien układ. Dorosłość również nie przyniosła jej spokoju, a teraz jej codzienność to czekanie – na telefon, na przyjazd. Kilka wspólnych chwil to jedyne, na co kobieta może liczyć. Do czasu, kiedy nawet one okazały się złudne. Zrozpaczona Lila stawia wszystko na jedną kartę, a wtedy przypadkowe spotkanie sprawia, że jej los zaczyna się odmieniać.

Z przyjemnością weszłam w świat tej historii, zaczęłam poznawać Lilę, jej sąsiadów, przyjaciółki i dom seniora. W pewnym momencie przypomniała mi się inna historia związana z tym ostatnim. Ale powieść Magdaleny Kordel idzie w zupełnie innym kierunku. Codzienne sprawy, drobne problemy, spotkania – to wszystko każdy z nas zna z codziennego życia. Ale krok po kroku poznajemy Lilę i jej przeszłość. I dramaty, które ją dręczą. Przyjemności dnia codziennego ustępują złości i frustracji.

Dawno nie spotkałam bohaterki, która tak bardzo by mnie irytowała i wywoływała we mnie tyle złości, choć spotkałam ją tylko na chwilę. Lektura tej powieści sprawiła, że zaczęłam się zastanawiać, skąd biorą się pewne ludzkie zachowania. I nie mówię o Lili, o nie! Tutaj jednak nie to jest najważniejsze, a dalsze wydarzenia, które są kulminacją. I znów myśl, że to przecież normalne życie. Zwykłe dni, zwykłe problemy, ludzie, których mijamy każdego dnia. A jednak wystarczy chwila, jeden moment, żeby wszystko się zmieniło. Dlaczego? Po co? To takie zderzenie codzienności z czymś, o czym nikt na co dzień nie myśli. I właśnie dlatego tak trudno przejść obok tego obojętnie. 

Dużym plusem jest bohaterka tej powieści. Rzadko zdarzają się główne bohaterki starsze wiekiem, nawet u Magdaleny Kordel. A jeśli już się pojawiają, to raczej po to, żeby pokazać swoje życie w przeszłości. Tutaj Lila żyje współcześnie i choć pojawiają się wspomnienia z przeszłości, to właśnie teraźniejszość jest najważniejsza. To ona niesie ze sobą wydarzenia, które dla czytelnika mają największe znaczenie.

Ciężko pisać o tej książce, nie zdradzając za dużo. Bo niektóre wydarzenia wybrzmiewają mocniej, gdy najmniej się ich spodziewamy. Jednocześnie wokół bohaterki są inne postacie, jej przyjaciółki – siostry, które troszczą się o nią i martwią. Kobiety są niezwykle różne, choć w tym tomie czułam ich niedosyt, mam nadzieję, że kolejny pozwoli mi je poznać bardziej. Są sąsiedzi, a szczególnie młody chłopak, który staje się oparciem dla Lili. Jest też klub seniora, do którego chodzi, a który również wiele jeszcze ukrywa.

Bardzo łatwo wchodzi się w tę lekturę i szybko się ją pochłania. To znowu sprawa języka powieści, tak charakterystycznego dla pisarki.

„Jeszcze jedno lato” to początek nowej historii. I choć ten tytuł niesie wiele złych emocji, to widać światło na końcu tego tunelu. I wierzę, że niedługo będziemy mogli poznać dalsze losy Lili i innych bohaterów. Ja tę powieść bardzo szybko pochłonęłam, ale to jest specyfika książek autorki – język sprawia, że czyta się je błyskawicznie, a historie są takie, że trudno się od nich oderwać. Zostałam z myślami o Lili i z ciekawością, co jeszcze przyniesie jej życie. Dlatego jeśli lubicie książki Magdaleny Kordel, sięgnijcie po tę historię. Ja zdecydowanie czekam na ciąg dalszy. Czytajcie, bo warto!





  • Autor: Kordel Magdalena
  • Tytuł: Jeszcze jedno lato
  • Wydawnictwo: Znak
  • Liczba stron: 400
  • Premiera: 18 sierpień 2026

9/05/2026

Poznajcie "Niecodzienny sklepik z listami w Seulu" Baek Seungyeon

Poznajcie "Niecodzienny sklepik z listami w Seulu" Baek Seungyeon

 

Nadchodzi jesień, krótsze dni, nieprzewidziana pogoda, robi się też nostalgicznie. To czas, który wielu lubi spędzać w zaciszu własnego domu, z dobrą książką, rozgrzewającym napojem i chwilą na przemyślenia. Może to chwila, kiedy pomyślimy o kimś bliskim, kogo nie ma tuż obok. Współcześnie możemy skontaktować się na tak wiele sposobów, ale jeden z nich jest trochę zapomniany, zakurzony w obecnych czasach. List wymaga chwili zastanowienia, ale powoduje też wiele emocji. A gdyby tak niedaleko znalazło się miejsce, gdzie możemy usiąść i podzielić się własnymi myślami z drugą osobą?

Geulwoll znajduje się na jednej z ulic Seulu. Przyciąga okolicznych mieszkańców nie tylko ciekawymi produktami papierniczymi, ale również usługą Penpal, w ramach której można napisać list i zostawić go na miejscu. Być może niedługo ktoś go przeczyta i odpisze, a może będzie musiał dłużej poczekać na właściwą osobę. Czasem korespondencja z nieznaną osobą trwa dłużej, a czasem urywa się po jednej odpowiedzi. W tym nietypowym miejscu zaczyna pracę Hyo-yeong, uciekając z domu poniekąd przed listami od siostry.

Lektura tej książki jest niespieszna i trochę nostalgiczna. Pokazuje świat sklepu, do którego przychodzą bardzo różnorodni bohaterowie. I choć życie i charaktery tych postaci są tak inne, to w pewnym momencie połączył ich list, który napisali, siadając przy stoliku sklepu. To pracownicy biurowi i emeryci, dzieci, młodzież i osoby starsze. Szelest papieru, dźwięk stalówki lub długopisu sunącego po kartkach, a może myśl, że ktoś przeczyta nasze myśli. Może istnieje osoba, która ma podobne problemy, a może drobne radości. Oczekiwanie na odpowiedź i obawa, że ta nie przyjdzie. Te drobne elementy są codziennością Geulwoll.

Choć bohaterów jest kilku, to największą uwagę przykuwa Hyo-yeong. Bohaterka, dobiegająca trzydziestki, porzuca swoje dotychczasowe plany i zatrudnia się w sklepie znajomego. Uciekając od rodzinnego domu i niechcianych listów siostry, z którą jest w skomplikowanej relacji, znajduje spokojne miejsce, gdzie odkrywa przyjemność z drobnych codzienności. Poznając klientów, zaczyna poznawać ich codzienność. Sklep dzięki niej dużo zyskuje.

Wraz z nawiązywaniem znajomości z klientami i odkrywaniem codzienności Geulwoll powoli zmienia się również sama Hyo-yeong. Jej spojrzenie na sklep i ludzi, którzy do niego przychodzą, staje się coraz bardziej uważne, ale równie ważna okazuje się jej przemiana w relacji z siostrą. Początkowo narasta w niej napięcie i niezadowolenie – przez lata była przecież „tą drugą”, ciągle porównywaną, a upadek starszej siostry wpłynął na całą rodzinę. Z czasem jednak spod żalu, pretensji i poczucia niesprawiedliwości zaczynają wychodzić inne, głębiej skrywane uczucia. To one pozwalają siostrom ponownie się do siebie zbliżyć i przypominają, że niezależnie od tego, jak bardzo skomplikowane potrafią być rodzinne relacje, więzy między bliskimi bywają niezwykle mocne.

Powieść Baek Seungyeon idealnie wpasowuje się w jakże popularny healing novel, w którym można odkryć radość z codziennych, drobnych chwil i oderwać się od pędu ku karierze. Miejsce, które przedstawia autorka, dobrze pasuje do kocykowych powieści, a jednocześnie wyróżnia się nostalgicznym podejściem do listów. Wielu czytelników z pewnością pomyśli cieplej o własnych doświadczeniach z tą formą komunikacji.

W historii pojawia się również relacja, w której z czasem można dostrzec delikatne sygnały rodzącego się uczucia. Jest ono jednak bardzo stonowane i właściwie tylko dopełnia całą opowieść, nie próbując wysunąć się na jej pierwszy plan. Podobnie jest z tempem tej historii. Nie nazwałabym go wadą, ale z pewnością jest to książka dla tych, którzy potrafią cieszyć się niespieszną lekturą. Tutaj niewiele dzieje się w pośpiechu – są codzienne spotkania, rozmowy, listy i kolejne historie ludzi odwiedzających sklep. Wolny rytm, który nadała powieści autorka, pozwala zatrzymać się na chwilę, nacieszyć tym miejscem i przyjrzeć się relacjom, które powoli się w nim tworzą.

„Niecodzienny sklepik z listami w Seulu” idealnie wpisuje się w bardzo liczny gatunek książek-otulaczy, które przynoszą ukojenie, radość z lektury i pozwalają wyciszyć się w codziennych obowiązkach. Autorka inspirowała się prawdziwym miejscem, bo sklep Geulwol można znaleźć w Seulu. Myślę, że to dodatkowy smaczek dla osób, które z sentymentem myślą o listach i czasach, kiedy były one jednym z ważniejszych sposobów kontaktowania się z bliskimi.

  • Autor: Baek Seungyeon
  • Tytuł: Niecodzienny sklepik z listami w Seulu
  • Tytuł oryginalny: 편지 가게 글월 (pyeonji gage geul-wol)
  • Tłumaczenie: Katarzyna Stawnicka
  • Wydawnictwo: Otwarte
  • Liczba stron: 336
  • Premiera: 26 sierpień 2026

8/21/2026

Kim naprawdę były "Wiedźmy z Vardø" Anya Bergman

Kim naprawdę były "Wiedźmy z Vardø" Anya Bergman

 


Są książki, które odkładam po przeczytaniu i po prostu przechodzę do kolejnej lektury. Są też takie, które zostają ze mną na dłużej. „Wiedźmy z Vardø” Anyi Bergman zdecydowanie należą do tej drugiej grupy. To historia, która po lekturze długo zostaje w głowie, przede wszystkim za sprawą emocji, jakie wywołuje. Bezsilności, złości, niedowierzania, a czasem również zwyczajnego przerażenia tym, jak łatwo człowiek może odebrać drugiemu człowiekowi godność.

Bergman zabiera nas do Norwegii w 1662 roku, na położoną daleko na północy wyspę Vardø. To właśnie tutaj rozgrywały się procesy o czary, a autorka oparła swoją powieść na prawdziwych wydarzeniach i zachowanych dokumentach. Sama zainteresowała się historią podczas pobytu w Norwegii. Później dotarła do akt procesowych, w których zachowały się zeznania oskarżonych kobiet, a nawet odwiedziła Vardø, by poczuć surowość miejsca, w którym przed wiekami rozgrywały się te wydarzenia. W posłowiu podkreśla, że chciała przywrócić głos kobietom, których historie mogłyby dziś pozostać jedynie zapisem w starych dokumentach.

Czytając tę historię, trudno patrzeć na procesy o czary wyłącznie jak na wydarzenia sprzed kilku stuleci. Autorka pokazuje przede wszystkim ludzi, którzy musieli żyć w świecie, w którym wystarczył cudzy strach, pomówienie albo zachowanie wykraczające poza przyjęte normy, by znaleźć się po niewłaściwej stronie prawa.

Historię poznajemy przede wszystkim z dwóch perspektyw. Pierwszą z nich jest Anna Rhodius – kobieta więziona w twierdzy Vardø, choć z zupełnie innych powodów niż oskarżone o czary mieszkanki północy. Drugą jest Ingeborg, córka Zigri, kobiety oskarżonej o czary. Obok nich pojawiają się kolejne bohaterki, których losy splatają się w ciągu mniej więcej jednego roku.

Jest Zigri, która po śmierci męża i syna wdaje się w nieszczęśliwy romans. To uczucie, które miało choć na chwilę pozwolić jej zapomnieć o stracie, staje się początkiem jej tragedii. Jest Maren, córka kobiety wcześniej oskarżonej i zabitej jako czarownica. Dziewczyna doskonale wie, że w świecie, w którym strach może oznaczać śmierć, czasem najlepszą bronią jest właśnie wzbudzenie strachu w innych. Są też Ingeborg i inne kobiety, których historie pokazują, jak niewiele trzeba było, aby zwyczajne życie zamieniło się w koszmar.

Autorka bardzo mocno pokazuje przy tym, że oskarżenia o czary nie dotyczyły wyłącznie kobiet biednych, samotnych czy stojących na marginesie społeczeństwa. Kobieta mogła być żoną rybaka, córką lekarza czy żoną namiestnika twierdzy. Nie miało to większego znaczenia, jeśli przestała mieścić się w oczekiwaniach, jakie stawiano przed kobietami.

A te oczekiwania były bardzo jasno określone. Kobieta miała być posłuszna, zajmować się domem, rodzić i wychowywać dzieci. Miała znać swoje miejsce i nie kwestionować decyzji mężczyzn. Każda próba samodzielności, wyrażenia własnego zdania czy życia według własnych pragnień mogła stać się powodem do potępienia. I właśnie dlatego podczas lektury trudno nie odczuwać złości.

W książce nieustannie pojawiają się Szatan i diabeł, ale trudno nie zauważyć, że to właśnie mężczyźni okazują się tutaj największym zagrożeniem.

To mężczyźni są tu sędziami, oprawcami i tymi, którzy decydują, co jest prawdą. To oni stosują przemoc, wymuszają zeznania i odbierają kobietom godność. A jednocześnie to kobiety zostają uznane za źródło największego zła. Bergman bardzo mocno odwraca więc perspektywę – pokazuje, że strach przed czarownicą był często tylko wygodnym sposobem na usprawiedliwienie przemocy wobec tych, które okazały się niewygodne.

Nie jest to przy tym łatwa lektura. W książce znajdziemy brutalność, tortury i sceny, które współczesnemu człowiekowi trudno sobie nawet wyobrazić. Najbardziej przerażające jest jednak to, że za częścią tych wydarzeń stoją prawdziwe historie. Bergman nie musiała wymyślać całego okrucieństwa. Wystarczyło, że sięgnęła do dokumentów.

Ważnym elementem powieści jest również obecność Saamów – rdzennych mieszkańców północnych terenów, których świat i wierzenia były coraz mocniej wypierane przez przybyszów. Ich odmienność również stawała się powodem prześladowań. Dzięki temu historia Vardø nie jest wyłącznie opowieścią o polowaniu na czarownice, ale również o kolonizacji, nietolerancji i próbie odebrania ludziom prawa do własnej kultury i wierzeń.

A jednak spośród wszystkich bohaterek to Anna Rhodius najbardziej mnie zaintrygowała. Anna była więźniarką, ale jej historia różniła się od losów kobiet oskarżonych o czary. Dużo dowiadujemy się o niej z listów kierowanych do króla Danii. Z każdym kolejnym wspomnieniem coraz bardziej odkrywamy kobietę, która jak na swoje czasy posiadała wiedzę i doświadczenia niedostępne większości przedstawicielek jej płci. Jest inteligentna, świadoma świata, w którym żyje, ale jednocześnie potrafi być naiwna. I właśnie ta jej naiwność, związana z uczuciami i zaufaniem, staje się jednym z najważniejszych elementów jej historii.

Im więcej dowiadywałam się o Annie, tym bardziej niezwykłą postacią mi się wydawała. A jej zakończenie jest chyba jednym z tych momentów, które najbardziej zostają w pamięci. Smutnym i gorzkim, bo pokazującym, że niezależnie od pozycji, wpływów czy uczuć, ostatecznie w świecie zbudowanym przez mężczyzn kobieta wciąż może zostać sprowadzona do roli kogoś, nad kim można sprawować władzę.

„Wiedźmy z Vardø” nie są więc dla mnie tylko powieścią o czarownicach. To historia kobiet, którym próbowano odebrać głos, wolność i prawo do decydowania o własnym życiu. Historia o tym, jak strach może stać się narzędziem władzy i jak łatwo społeczeństwo może znaleźć kozła ofiarnego.

Ale przede wszystkim to opowieść o kobietach, które naprawdę istniały. Bergman nadaje im imiona, charaktery, emocje i własne historie. Dzięki temu nie pozostają anonimowymi nazwiskami z dawnych dokumentów.

I chyba właśnie dlatego ta książka tak długo zostanie ze mną. Bo po jej przeczytaniu trudno wrócić do myślenia o procesach czarownic jako o czymś odległym, zamkniętym w podręcznikach historii.

To były prawdziwe kobiety. Miały rodziny, uczucia, marzenia i własne zdanie.

A świat, w którym żyły, uznał, że za to wszystko mogą zapłacić najwyższą cenę.




  • Autor: Bergman Anya
  • Tytuł: Wiedźmy z Vardo
  • Tytuł oryginalny: The witches of Vardø
  • Tłumaczenie: Olga Podmiotko
  • Wydawnictwo: StoryLight
  • Liczba stron: 528
  • Premiera: 15 lipiec 2026
  • Copyright © 2014 Książkowe Wyliczanki , Blogger