Pokazywanie postów oznaczonych etykietą biografia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą biografia. Pokaż wszystkie posty

9/28/2023

Poznaj "18 zbrodni w miniaturze" Bruce Goldfarb

Poznaj "18 zbrodni w miniaturze" Bruce Goldfarb



Oglądając seriale typu CSI czy Kości, które szturmem opanowały kanały telewizyjne kilka lat temu, niewiele osób spodziewać by się mogło, że sto lat temu nikt nie myślał o kryminalistyce, a badanie zbrodni i wyciągania wniosków (a co za tym idzie wskazywania winnych) dokonywali koronerzy, którzy w tamtych czasach mieli bardzo różne zawody, zupełnie niezwiązane z lekarzami czy patologami. Zmiany w tym zakresie zaczęły dokonywać się na początku XX wieku, a wielki wpływ miała na to Frances Glessner Lee.

"Morderstwo, samobójstwo czy nieszczęśliwy wypadek? Pod koniec XIX wieku w USA ustalaniem przyczyn nagłych zgonów zajmowali się koronerzy bez odpowiedniego przygotowania, z zawodu rzeźnicy, piekarze czy aptekarze. Często na skutek ich błędnych orzeczeń przestępcy unikali kary, a skazywano niewinnych. Zmieniła to jedna osoba – Frances Glessner Lee, zwana matką współczesnej kryminalistyki.
Lee, urodzona w 1878 roku, była dziedziczką ogromnej chicagowskiej fortuny. Choć oczekiwano od niej głównie brylowania na salonach, to dochodzenie przyczyn gwałtownych śmierci stało się dziełem jej życia. Zasłynęła jako twórczyni dioram – miniaturowych domków, które wyglądają czarująco, póki nie dojrzy się makabrycznych detali: wywróconego krzesła, zakrwawionej kołdry czy ciał na podłodze. Te precyzyjnie wykonane makiety wprowadzono jako narzędzia szkoleniowe dla śledczych policji i pozostają w użyciu do dziś.
Bruce Goldfarb odkrywa przed nami koleje losu Lee, silnej i ambitnej kobiety, która dzięki swojej determinacji doprowadziła do powstania Zakładu Medycyny Sądowej na Harvardzie. To barwna opowieść o narodzinach kryminalistyki i jej wyjątkowej prekursorce."

Autor pełen podziwu dla swojej bohaterki, postanowił przybliżyć czytelnikom jej życie, a także działania, które miały na celu stworzenie nowoczesnego sposobu uczenia kryminalistyki - lekarzy, patologów, policjantów i detektywów. W swoim dość obszernym dziele początkowo poświęca czas na opisanie życia Frances, dzieciństwo, młodość, małżeństwo i rozwód - to wszystko czytelnik poznaje, ale w dość okrojonej formie, bo wszystkie światła skierowane są na późne lata życia bohaterki. 

W kolejnej części zostaje przybliżony obraz kryminalistyki tamtych czasów, albo jej braku. Autor powołuje się na sprawozdania z tamtych czasów, pokazuje sprawy, które odbiły się szerokim echem wśród opinii publicznej, a skazani za zbrodnie nie zawsze byli wiarygodnie osądzani. Wiele tam dat, wiele nazwisk, wiele spraw i wydarzeń. Zagłębiając się w każdą z nich można poczuć pewien mętlik, ale patrząc na całokształt, wyłania się przerażający obraz bezprawia, gdzie ustalenie śmierci często było kwestią pieniędzy i układów, a wiarygodność koronerów była właściwie zerowa. 

To ostatnia część pokazuje działania Frances, jej dążenie do tego, żeby stworzyć katedrę kryminalistyki. Bardzo bogata starsza pani miała wówczas wiele środków na działanie i to właśnie pieniądze sprawiły, że miała szansę (jako kobieta) porozumieć się z władzami szkoły wyższej. Padło na Harvard - uczelnię niezwykle jej bliską ze względu na rodzinę. To tam postanowiła stworzyć miejsce, które będzie uczyć przyszłych doskonałych śledczych i patologów sądowych. Choć spotykała się z oporem na każdym kroku, to pieniądze, które dawała i obiecywała władom uczelni, pozwoliły na stworzenie Zakładu Medycyny Sądowej i jego promowanie. Frances urządzała też corocznie seminaria dla młodych policjantów i śledczych, którzy w tym czasie szkolili się w zawiłościach kryminalistyki. 

Bardzo dużą rolę odegrały również jej dioramy - czyli miniaturowe domki, wspaniale wykonane, bardzo szczegółowo i z wielkim pietyzmem, które pokazywały bardzo różne miejsca zbrodni. To one służyły do obserwacji i interpretacji miejsc zdarzenia i wyciągania wniosków. Do dziś dioramy te służą do nauki kolejnych pokoleń studentów. 

Początek książki niezbyt mnie przekonał i jego lektura mi się dłużyła. Może dlatego, że bohaterki nie znałam, a jej życie, przedstawione przez autora, nie należało do najciekawszych, a dodatkowo w wielu aspektach było potraktowane po macoszemu. Jednak późniejsze części, zdecydowanie warte są uwagi. Nie przypuszczałam, że na początku XX wieku śledztwa właściwe nie miały miejsca, a zadeptywanie śladów na miejscach zbrodni przez gapiów było na porządku dziennym. Równie ciekawa była ostatnia część, w której Frances walczyła o utworzenie Zakładu Medycyny Sądowej. Walka z władzami uczelni była ciężka, a po jej śmierci wiele elementów zostało cofniętych. Gdyby nie ogromna fortuna, jako kobieta nie miałaby wiele do powiedzenia. 

"18 zbrodni w miniaturze" to książka, która nie trafi do każdego. Autor chciał przedstawić życie postaci, którą bardzo ceni, a szczególnie jej ogromny wkład, który wniosła we współczesną kryminalistykę. Niektóre fragmenty są ciekawsze, inne mniej. Na pewno można wynieść z niej wiele ciekawych informacji, jednak trzeba najpierw przebrnąć przez początek książki. 



  • Autor: Goldfarb Bruce
  • Tytuł: 18 zbrodni w miniaturze
  • Tytuł oryginalny: 18 Tiny Deaths: The Untold Story of Frances Glessner Lee and the Invention of Modern Forensics
  • Tłumaczenie: Mikołaj Denderski
  • Wydawnictwo: bo.wiem
  • Liczba stron: 336
  • Premiera: 17 kwietnia 2023

2/12/2023

Kim była "Siostra wirtuoza" Agnieszka Lis

Kim była "Siostra wirtuoza" Agnieszka Lis



Antonina Wilkońska, chyba mało kto zna to nazwisko i kto wie, kim była kobieta, która się za nim kryła. Stojąca z boku, obserwująca i pomagająca, ale zapomniana. Żona, matka, siostra, kobieta, której nie dane było osiągnąć wielkości. A jednak to właśnie jej usta przekazują historię, to ona dostała możliwość pokazania swojego świata i swoich poglądów. 

Historia opisywana przez Antoninę Wilkońską przedstawia życie Ignacego Paderewskiego, jego wielkość, jego dążenie do szczytu, jego umiłowanie muzyki. Przez jej usta poznajemy świat w którym żył wybitny twórca i muzyk, poznajemy losy świata w tamtym czasie, a także gdzieś w tle, marzenia siostry, która przez całe życie stała przy bracie i służyła mu pomocą. 

Dawno nie miałam takiego dylematu w ocenie książki. A może nawet nie w ocenie, bo wiem jakie są moje wrażenia i emocje po lekturze, a raczej tego, że mój odbiór jest zupełnie inny od tego, który pojawia się w sieci. Czytałam bardzo różne opinie i rzadko która osoba miała podobne odczucia do moich. Ostatecznie więc stwierdziłam, że po prostu nie zgrałam się z tą książką. 

Początkowo byłam niezwykle zawiedziona, bo w tej lekturze o siostrze wirtuoza bardzo mało samej siostry. A może raczej jest jej dużo, bo to przecież ona jest narratorką, ale właściwie niewiele o niej wiem. Niewiele dowiedziałam się o jej życiu, codzienności i marzeniach. W pewnym momencie pogodziłam się z tym, że to tak naprawdę książka o Ignacym Paderewskim i dalej zagłębiałam się w tę historię. 

I wtedy właśnie pojawił się drugi, o wiele poważniejszy problem, który skutecznie utrudniał mi odbiór. Sposób narracji Antoniny, jej nastrój który towarzyszył opisywaniu życia Ignacego był wielebno-nienawistny. Uwielbiała swojego brata aż do przesady, choć jednocześnie mu zazdrościła, że był mężczyzną i mógł robić co chciał. A jednocześnie jej jad, który sączyła na każdą osobę, która nieodpowiednio oceniła Ignacego, która raczyła się nim nie zachwycać, był przerażający. To właśnie sposób narracji i tak wiele negatywnych emocji, które sączyło się z tej książki, sprawiły, że ciężko było mi dobrnąć do końca, choć ostatecznie trochę się do tego zmusiłam. 

Przez długi czas miałam też wrażenie, że Antonina z cienia obserwuje brata. Z tej książki wyłania się obraz postaci dość tragicznej, cierpiącej na bycie kobietą, pogodzonej ze swoją rolą, która zawsze była drugoplanowa. Najpierw u ojca ważniejszy był Ignacy, za mąż została wydana za dużo starszego mężczyznę, gdzie miała opiekować się jego dziećmi z pierwszego małżeństwa, później u brata też grała drugie skrzypce, bo to Helena, jego żona była zawsze tą najważniejszą. Mam też wrażenie, że zazdrościła innym kobietom odwagi do życia według własnych zasad, choćby takiej Helenie Modrzejewskiej, którą potępiała za to że była aktorką. 

Z tego tytułu pojawia się obraz Ignacego Paderewskiego, który był wielkim muzykiem, tytanem pracy, osobą, która pokonywała samą siebie i to właśnie muzyka, gra, komponowanie, były jedynym życiem, jakie znał przez długie lata. Później pojawia się wizja wielkiego patrioty i dobroczyńcy, bo wiele pieniędzy oddawał na różne potrzeby i zbiórki. Był też wielbiony przez kobiety, co widać wyraźnie, że dobrze wykorzystywał. 

Cieszę się, że zdecydowałam się na lekturę, choć forma przekazu skutecznie utrudniała mi lekturę. Nigdy wcześniej nie interesowałam się życiem Ignacego Paderewskiego i choć brakowało mi jego przemyśleń, jego spojrzenia na świat, przez co wydaje mi się odległą postacią, to zdobyłam też nową wiedzę. Z chęcią poznałabym inne spojrzenie na jego życie, najlepiej z perspektywy samego artysty. 

"Siostra wirtuoza" to lektura, która ustami Antoniny Wilkońskiej, opisuje życie Ignacego Paderewskiego. Kobieta już na początku nie miała możliwości decydowania o własnym życiu, co przez cały czas wyraźnie podkreślała. Bardzo mocno sfrustrowana swoją kobiecą rolą, uwielbiała brata i nienawidziła wszystkich, którzy nie doceniali jej na równi. Jej sposób narracji zdecydowanie nie przypadł mi do gustu i sprawił, że męczyłam się z tą lekturą. Ale zdecydowanie znajdą się osoby, które inaczej odbiorą jej przekaz, więc decyzję o jej wyborze zostawiam Wam. 





  • Autor: Lis Agnieszka
  • Tytuł: Siostra wirtuoza
  • Wydawnictwo: Skarpa Warszawska
  • Liczba stron: 320
  • Premiera: 11 stycznia 2023




7/03/2018

Jak wygląda "Miłość w chłodnym klimacie" Nancy Mitford

Jak wygląda "Miłość w chłodnym klimacie" Nancy Mitford

Możliwość poznania nowego autora, z którym do tej pory się nie spotkałam, zawsze jest wyzwaniem, które z chęcią podejmuję. Bardzo dawno nie miałam w ręku książki wydanej przez Spółdzielnię Wydawniczą "Czytelnik", które to wydawnictwo kojarzy mi się mocno ze zbiorami bibliotecznymi i moimi poszukiwaniami nowych lektur w bibliotece właśnie. Jak dziś wyglądają książki wydawane przez wydawnictwo i czy warto sięgnąć po książkę Nancy Mitford?

10/17/2015

Przedpremierowo: "Cztery siostry" Helen Rappaport

Przedpremierowo: "Cztery siostry" Helen Rappaport


Bezwzględny car Mikołaj II, jego despotyczna żona Aleksandra i dzieci, które zamiast interesować się swoim cesarstwem zajmowały się wygodnym życiem. Taki wizerunek Romanowów był przekazywany szerszej publiczności jeszcze w niedawnych latach. Historia cudem uratowanej Anastazji, która uciekła dzięki miłości do mężczyzny również pokutuje do dzisiejszych czasów. Dzięki Helen Rappaport trzymam w ręku książkę, która pokazuje jacy naprawdę byli ostatni Romanowowie, przedstawia ich życie, charaktery i sposób, w jaki przygotowali się na śmierć. Po niemal stu latach od tragicznych wydarzeń w Rosji mamy możliwość poznać cara Mikołaja i jego rodzinę. 


9/07/2015

"Historia Polski 2.0: Polak potrafi, Polka też... czyli o tym, ile świat nam zawdzięcza|" Jan Wróbel, Ewa Wróbel

"Historia Polski 2.0: Polak potrafi, Polka też... czyli o tym, ile świat nam zawdzięcza|" Jan Wróbel, Ewa Wróbel

Chcielibyście pochwalić się znanym polskim nazwiskiem przed zagranicznymi znajomymi?  A może chcecie zabłysnąć przed swoimi polskimi bliskimi? Czytanie not biograficznych jest szalenie nudne i tylko ktoś naprawdę zdeterminowany jest w stanie po nie sięgnąć? Przedstawiam Wam książkę, która pokazuje jak wielu Polaków (i Polek oczywiście) zasługuje na pamięć, a jednocześnie w jak zabawny, ciekawy i wciągający sposób można o nich pisać. Oto kolejna książka Jana Wróbla i jego żony z serii Historia Polski 2.0.


10/05/2013

Sto pociągnięć szczotką przed snem, czyli o narodzinach branży kosmetycznej

Sto pociągnięć szczotką przed snem, czyli o narodzinach branży kosmetycznej
Od dość dawna miałam smaczek na tę właśnie biografię. Po części skusił mnie tytuł, a po części chęć poznania życia twórczyni jednej z najbardziej rozpoznawalnych marek kosmetycznych na świecie. Każdy, kto mniej czy bardziej interesuje się branżą kosmetyczną, kojarzy nazwisko Rubinstein, i kojarzy je z kosmetykami z wyższej półki. Założycielką była Żydówka polskiego pochodzenia. 

Urodzona w Krakowie, w wielodzietnej rodzinie, jako najstarsza córka. Helena nie miała łatwego życia. Zajęta opieką nad siedmioma siostrami, czuła, że nie pasuje do świata, jaki narzuca kobiecie jej religia. Szybko dostaje łatkę meszuge, odmieńca. Przeciwstawia się konwenansom obyczajowym i religijnym i wyjeżdża do Australii. Odtąd jej życie zmieni się diametralnie, choć wcale nie będzie łatwiejsze. Wypełnione jest przede wszystkim pracą nad stworzeniem nowej dziedziny - kosmetyki.
Helena Rubinstein poszukuje składników, które dadzą się zamknąć w szklanych słoiczkach i będą od tej pory zalążkiem, jak sama twierdziła, obowiązku kobiet jakim jest dbanie o siebie.

Helena Rubinstein zbudowała swoje imperium właściwie sama, mając w sobie jedynie wielki upór. W swój sukces włożyła ogrom pracy, poświęcając jej cały swój czas. W efekcie książka ma w zasadzie dość smutny wydźwięk - Madame Rubinstein jawiła mi się na kartach książki jako bardzo samotna osoba, która - być może przez trudny charakter, a być może z lęku - nie potrafiła okazywać miłości. Jej życie było tak intensywne, że wystarczyłoby na obdzielenie życiorysów kilku osób. Czytając, jak wiecznie pędziła, można poczuć faktyczne znużenie i zadać sobie pytanie - jak jedna osoba mogła tyle robić, tyle podróżować, tyle przeżyć? Przez książkę przewijają się nieustannie nazwiska największych artystów i twórców marek luksusowych, do dziś pozostających symbolem prestiżu i doskonałego smaku - Pablo Picasso, Salvador Dali, Coco Chanel, Amedeo Modigliani, Paul Poiret, Yves Saint Laurent... Ich wszystkich znała ta niewysoka kobieta o niezwykłym animuszu.


Książkę tę na początku czyta się jak powieść, pochłania się kolejne rozdziały zapominając, że to wcale nie beletrystyka, ale świetnie napisana biografia. Tym niemniej uczciwie przyznaję, po mniej więcej dwóch trzecich czułam zmęczenie pędzeniem za niestrudzoną panią Rubinstein. Była to osoba która przez niemal stulecie mnóstwo przeżyła i widziała. Jednak ani przez chwilę nie umiałam się oderwać od tej książki. Poleciłabym książkę każdemu, kto interesuje się kosmetyką i sztuką, te dwa motywy bowiem przeplatają się nieustanie przez niemal 500 stron. 



8/18/2012

Przygody pewnego Murzyna, czyli recenzja "Karola Marksa. Biografii" Francisa Wheena

Przygody pewnego Murzyna, czyli recenzja "Karola Marksa. Biografii" Francisa Wheena
Kochani! 
Koniec  wakacji i początek nowego roku szkolnego/akademickiego, to również czas wprowadzania na naszym blogu nowych pomysłów. Jednym z nich są recenzje pisane przez zaprzyjaźnionych z autorkami bloga innych czytelników. Są to osoby tak jak my kochające książki i czytające od dawna. 
Żeby jednak dało się rozpoznać, że przyjęłyśmy nową recenzję nie pochodzącą od nas, będziemy ją za każdym razem oznaczać przynajmniej nickiem, oraz prostym znaczkiem:


Mamy nadzieję, że taki pomysł się wam spodoba - naszym zdaniem wniesie on pewien powiew świeżości, odmiennego punktu widzenia, a i często też zupełnie nowe gatunkowo pozycje, po które my same byśmy nie sięgnęły. Piszcie, na czacie, w komentarzach, jak i meilowo, czy taka idea Wam się podoba. Wasze uwagi będą dla nas niezwykle cenne. :)








 

Dane techniczne:
  • Autor: Francis Wheen
  • Tytuł: Karol Marks. Biografia
  • Wydawnictwo: WAB
  • Premiera: maj 2005
  • Gatunek: biografia



    Widmo krąży nad Europą. Tym razem jest to widmo kryzysu gospodarczego – nie pierwszego zresztą w historii i najprawdopodobniej też nie ostatniego1. Jest to tym samym doskonały moment by z odrobiną nostalgii wspomnieć jednego z najwybitniejszych i prawdopodobnie najbardziej wpływowych filozofów dla ubiegłego stulecia. Dodam, że nie chodzi tu o Paulo Coelho. Oczywiście – chodzi w tym przypadku o Karola Marksa. Człowieka którego nazwisko znane jest chyba wszystkim jako tako wykształconym ludziom naszego globu. Osobnika o tyleż pamiętanego, co wciąż budzącego żywe kontrowersje. Dla wielu, ów obdarzony słuszną posturą i godną biblijnego proroka brodą uczony do dziś jest synonimem zła wcielonego, nieomylnie wysłannikiem samego Dyjaboła zamieszkującego płonące czeluście piekieł. Nazwisko jego odmawiali przecież jak mantrę najróżniejszej maści tyrani i zbrodniaże, samozwańczo mieniący się jego uczniami. Ba! Do dziś uchowało się i kilku takich którzy dzielnie mienią się politycznymi praktykami wprowadzającymi rzekomo w życie jego doniosłe ideały.

    Mimo tak negatywnej etykiety, człek inteligentny winien zdawać sobie sprawę że niemilcy owi w istocie niewiele mieli wspólnego z owym myślicielem, który sam najpewniej byłby jednym z najzagorzalszych ich krytyków i wrogów, gdyby jedynie przyszło mu pożyć odpowiednio długo. Co by nie mówić, Marks stanowił osobowość wybitną i niezwykłą – tak pod kątem swego nieprzeciętnego umysłu, jak i osobowości.

    Wydana po raz pierwszy w roku 1999 (w Polsce w roku 2005) biografia Karola Marksa autorstwa Francisa Wheena jest dziełem godnym szczególnej uwagi, przede wszystkim dla tego że na swój swobodny, zdystansowany i pełen dobrotliwego, choć nieco uszczypliwego humoru zdaje relację z dwoistej natury jaką obdarzony był wielki filozof i teoretyk komunizmu. Na swych trzystu stronach ukazuje go z jednej strony jako człowieka o awanturniczym, swarliwym usposobieniu, gotowego bezpardonowo zniszczyć na polu intelektualnym każdego rzeczywistego czy też wyimaginowanego przeciwnika; z drugiej jednak pokazuje jego pełną humoru, życzliwości i energii stronę.

    Od początku musimy zdać sobie sprawę, że nie mamy tu do czynienia z typową, napisaną w oschle naukowy sposób biografią rozdrabniająca się na masę szczegółów raczej niewiele interesujących przeciętnego czytelnika. Wheen, z zawodu dziennikarz, używa swego ostrego pióra i niezaprzeczalnego talentu tak, by posługując się dobrze wyselekcjonowanymi faktami oddać możliwie ogólny obraz sylwetki Marksa, nie zaś tworzyć arcydokładny zapis przebiegu życia filozofa. Istotne treści z zapałem przeplata z drobnymi anegdotami lub ciekawostkami. Chętnie powołuje się przy tym na bogatą, prywatną korespondencję bądź wspomnienia tych, którzy
    z samym myślicielem mieli styczność w ciągu swego życia. Co istotne – uniknął tu tworzenia propagandowej broszurki; nie demonizuje ani też nie wybiela omawianej postaci. Wprost przeciwnie, stara się świadomie ukazać rozliczne kontrasty jego sylwetki, unika tak zbędnego krytykowania jak i nieuzasadnionych usprawiedliwień dla określonych czynów czy słów. Jak stwierdził jeden z recenzentów, przyjmuje raczej postawę przyrodnika opisującego wspaniały okaz badanego zwierzęcia. Istotnie, można wyobrazić sobie tekst owej książki czytany przez Krystynę Czubównę.

    Co istotne – prócz koncentracji na życiu prywatnym i publicznym Marksa – które, co warto nadmienić, było niezwykle barwne i interesujące samo w sobie, w sposób prosty i przystępny prezentuje wybrane elementy myśli uczonego. Czyni to jak gdyby mimochodem, raczej skłaniając się ku wyjaśnianiu nieporozumień lub często popełnianych błędów w interpretacji określonych idei. Stanowi to z pewnością istotne uzupełnienie, biorąc pod uwagę fakt że mamy tu do czynienia z biografią intelektualisty dla którego prezentowane poglądy były ogniskiem większości podejmowanych działań. Wiedza o tym, że Karol Marks miał wśród przyjaciół i bliskich krewnych przezwisko "Murzyn" jest co prawda interesująca i niezwykle pocieszna, nie jest jednak przecież najważniejsza! Przyznam, że prywatnie najciężej jest mi właśnie ocenić te fragmenty książki. Z jednej strony, zasługą Wheena jest to, że próbuje prostować nieporozumienia i ewidentne niedomówienia obecne w potocznym myśleniu. Z drugiej jednak, nie sposób mi ukryć pewnego niedosytu – wydaje mi się bowiem, że mógł śmiało rozbudować te części, które poświęcone są dziełom i poglądom bez ryzyka uczynienia pozycji hermetycznym dziełem z zakresu filozofii polityki.

    Co by nie mówić, mamy tu do czynienia z pracą przystępną, doskonale napisaną dzięki lekkości pióra samego autora. Nie jest męcząca i może spokojnie wzbudzić zainteresowanie nawet tych, którzy od problematyki politycznej trzymają się zwykle na odległość wyciągniętego kija. Problem zaczyna się wówczas, gdy po pozycję sięgnie ktoś oczekujący bardziej ambitnej lektury, zorientowany w tematyce i oczekujący poszerzenia swej już dość rozległej wiedzy. Wówczas może się on poczuć nieco rozczarowany pewną powierzchownością wydawnictwa. Niemniej, praca Francisa Wheena jest godna polecenia wszystkim tym, którzy chcieliby nieco wzbogacić swoje horyzonty, lub po prostu potrafią docenić porządnie napisaną i barwną biografię. 

    Piotr Krzywdziński "Soulforged"



    1Chyba że istotnie dnia 23 XII b.r nastąpi koniec świata. Wówczas nawet nasi uzdolnieni ekonomicznie przywódcy musieliby się bardzo postarać by zdążyć przed deadlinem.




    Przypominamy o konkursie!
Copyright © 2014 Książkowe Wyliczanki , Blogger